Ogłoszenie


#241 2013-08-11 13:44:36

Hiroshi

Martwy

19345760
Zarejestrowany: 2013-04-07
Posty: 527
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Członek Klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 21

Re: Tereny Yu no Kuni

9#
Chłopak znów leżał. Nie miał jak uniknąć ataku swego mistrza. Leżał z zamkniętymi oczami, ciężko oddychając. Dawał z siebie dosłownie, więc to nic dziwnego, że jest wykończony. Usiadł po turecku i zaczął powoli oddychać by się uspokoić. Oczy nadal miał zamknięte. Czuł jak wzrasta jego moc, moc jego oczu. Siedział. Czuł, że coś się zmienia, ale nie mógł dokładnie tego określić. Po pewnym czasie powiedział do mistrza:
- Mistrzu, czuję, czuję jak coś się zmienia w mych oczach. Większą siłę. To coś mi się podoba. Co mam jeszcze robić?

Po tych słowach nadal miał zamknięte oczy.

Ostatnio edytowany przez Hiroshi (2013-08-11 13:50:47)



Voice || Yasuhiko || Kazuhiko || Haruhiko || Ubiór

http://i.imgur.com/pmMguWr.png

Mówię || Myślę || Szepczę || Krzyczę

Offline

 

#242 2013-08-11 13:53:07

 Ichitsu

Uchiha http://i.imgur.com/ehYjjLR.png

Skąd: Zewsząd
Zarejestrowany: 2011-08-21
Posty: 928
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Płeć: Mężczyzna
Multikonta: Koruzonu
WWW

Re: Tereny Yu no Kuni

Specjalnie użyłem najsilniejszego ciosu na koniec. Wiedziałem, że po takim impulsie coś się musi stać. Hiroshi zakomunikował, że "coś się dzieje". Podszedłem do niego i przysiadłem.
- Utrzymuj to. Staraj się utrzymywać ten stan, dopóki poczujesz, że twoje oczy są stabilne. - Powiedziałem. Byłem ciekaw czy to już koniec naszego treningu. Pamiętam, że tak samo postępował ze mną Matsuo. Również w walce zdobyłem część Sharingana. Oczywiście znacznie bardziej brutalna była moja walka od tego lekkiego sparingu z moim uczniem. Tak czy siak, teraz byłem odpowiedzialny za rozwój Hiroshiego, przynajmniej na razie.

Offline

 

#243 2013-08-11 14:11:29

Hiroshi

Martwy

19345760
Zarejestrowany: 2013-04-07
Posty: 527
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Członek Klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 21

Re: Tereny Yu no Kuni

10#
Hiroshi czuł zmiany non stop. Z jego oczyma było coś nie tak. Były niespokojne, pulsowała z nich dziwna moc. Cieszył się, że trening daje efekty. Nigdy nie czuł się tak dobrze. Urósł w siłę, to się liczyło. Przede wszystkim teraz, gdy zaczyna się turniej. Miał nadzieję, że oczy te dadzą mu siłę do walki z innymi przeciwnikami. Nagle coś ustało. Coś czyli oczy Hiroshiego. Czyżby się udało? Czyżby dostał kuzanari tę moc? Otworzył oczy i zapytał się Ichitsu:
- Mistrzu, udało się?
Miał nadzieję, że już po wszystkim.



Voice || Yasuhiko || Kazuhiko || Haruhiko || Ubiór

http://i.imgur.com/pmMguWr.png

Mówię || Myślę || Szepczę || Krzyczę

Offline

 

#244 2013-08-11 14:22:25

 Ichitsu

Uchiha http://i.imgur.com/ehYjjLR.png

Skąd: Zewsząd
Zarejestrowany: 2011-08-21
Posty: 928
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Płeć: Mężczyzna
Multikonta: Koruzonu
WWW

Re: Tereny Yu no Kuni

Koniec treningu
Jeszcze trochę czasu minęło zanim widoczne były zmiany w Sharinganie Hiroshiego. Gdy młody spytał się czy już koniec, przybliżyłem się bardziej i przyjrzałem się jego oczom. Piękny przykład trójłezkowego Sharingana.
- Udało się... Koniec treningu. Trzeba ruszać do Enko. Wstawaj, zbieraj się. - Powiedziałem, po czym wróciliśmy na szlak. Po tym, co zaprezentował sobą mój uczeń podczas tego treningu sprawiło, że jeśli będzie się pilnował, to da radę na turnieju. Nie będę mógł mu ciągle pomagać, ale zapewne zobaczę go z trybun, o ile będę miał taką możliwość.
Już zbliżaliśmy się do znanego mi Shisou...
z/t obaj -> Shisou/Rzeka

Akcept by Masaru.

Ostatnio edytowany przez Masaru (2013-08-12 21:02:38)

Offline

 

#245 2013-08-12 13:50:55

Itsuki

Klan Senju

Zarejestrowany: 2013-05-22
Posty: 217
Klan/Organizacja: Senju
Ranga: Członek

Re: Tereny Yu no Kuni

Trzeba przyznać, że las znajdujący się w tym kraju był dość specyficzny niezbyt gęsty, jednak miał w sobie coś, coś znajomego. W mgnieniu oka obudził moje skojarzenia z Chikai, za którym już powoli zaczynałem tęsknić. Owszem świat był ciekawy i w ogóle, ale to nie to samo co dom. Tymczasem ledwie pojawiła się okazja na powrót już zostałem wysłany na drugi koniec świata. Z drugiej strony ciekawe jakie drzewa rosną na pustyni, nigdy o żadnych nie słyszałem być może będzie tam równie przyjemnie co w domu, a no i będę miał okazję spotkać się z liderem i powiedzieć mu o śmierci brody. Tym razem moje stopy poniosły mnie do rodzinnego kraju ognia, konkretniej do Jaskin w Shisou
[z/t-> Niezbadane jaskinie | T]


http://static.comicvine.com/uploads/original/11/119884/2716728-600px_senju_symbol.svg.png

Offline

 

#246 2013-12-03 12:54:17

Straznik 4

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-05-03
Posty: 893

Re: Tereny Yu no Kuni

post #15
   Dwoje młodych wędrowców postanowiło wreszcie opuścić przemarznięte tereny, splamione krwią Bogu ducha winnych strażników, pełniących jedynie swoje obowiązki. Zostawiali za sobą tę mroźną krainę, wznosząc się coraz wyżej i wyżej, kierując się w stronę, którą znał jedynie przewodnik i jego kryształowy, podniebny wierzchowiec.
   Temperatura gwałtownie podnosiła się, przyjemnie ogrzewając strudzone, zmarznięte ciała podróżników, gdy ci sukcesywnie brnęli naprzód. Spoglądając na dół mogli zauważyć, iż w okolicach, gdzie wieczna zmarzlina ginęła gdzieś bezpowrotnie, zgromadziła się dość znaczna ilość ludzi. Zakładać by można, iż byli to samurajowie, którzy już zdawali sobie sprawę z tego, iż nie byli to żadni kupcy, a zbrodniarze, bezprawnie przelewający krew ich rodaków.
   Nie można więc było mówić o żadnej anonimowości. Chociaż nie znali ninja po imieniu, ani nawet ci, którzy widzieli twarz mężczyzny, nie byli po prostu w stanie uczynić nic więcej nad leżenie w śniegu, widzieli coś, co z pewnością ułatwiłoby im identyfikację w przyszłości - mknący wśród śnieżnych chmur szmaragd - znak firmowy kupca z Baigai.
   Wraz, jak zatapiali się coraz bardziej w zachodnich stronach, śnieg stawał się coraz bardziej mokry, w końcu zmieniając się w deszcz. Nie był on obfity, jednak nieprzyjemny. Dla zwykłego człowieka musiał wydawać się zimnym, jednak nie dla tułaczy, opuszczających Kraj Żelaza. Kilkanaście stopni naturalnie robiło kolosalną różnicę.
   Niebo było podobnie zachmurzone, jak w części świata, która znikała już gdzieś za nimi. W powietrzu unosił się zapach świeżości, płatki kwiatów targane łagodnym wiatrem, wysokie drzewa sięgały kilkunastu, a może nawet kilkuset metrów... Nic dziwnego, ten skrawek ziemi słynął w końcu ze swej obfitości i różnorodności bogactw. W niczym nie przypominał krainy samurajów.
   Nagle, jak na sygnał, wirujące w powietrzu kwiaty rzuciły się na mknących w przestworzach towarzyszy, powoli oblepiając Igari. Dosięgły jej ubrań, odsłoniętych dłoni, maski... Zdawać się mogło, iż było ich coraz więcej i więcej. Ryo mógł dostrzec jedynie dziwne zachowanie wspólniczki. Zbieg okoliczności? (umysł: 100)

Ostatnio edytowany przez Straznik 4 (2013-12-03 13:44:44)

Offline

 

#247 2013-12-06 00:21:17

 Ryo

Kiyoshi http://i.imgur.com/YKPxXWR.png http://i.imgur.com/SpFvgX4.png

37585360
Zarejestrowany: 2012-11-17
Posty: 662
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shouton
Ranga: Lider
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 31 lat
Multikonta: Senti

Re: Tereny Yu no Kuni

      Wiatr dął i dmuchał, rwał kosmatymi szponami za trzewia, kiedy przemierzali przestworza, oddzielające ich od granicy z Krajem Gorącym Źródeł. Pochylony i skryty za głową smoka Ryo, bez cienia uśmiechu patrzył się w kryształowy kark stwora, starając się nie myśleć o przejmującym zimnie, nieprzyjemnie szczypiącym, a tu i ówdzie niebezpiecznie bolącym; purpurowe palce i odrętwiałe śródręcza były raz po raz miażdżone eksplozjami kujących katuszy.
       Myślami starał się przenieść na zachód, do Ronin no Kuni, przypominając sobie tamtejsze morze, burzliwe i spienione, ale zarazem ciepłe i kojące. Starał sobie przypomnieć plaże, z piaskiem rozgrzanym do czerwoności, gdzie u brzegu, ostudzony falami wody, zbierał w pułapce mazistego błota muszle, kamienie, bursztyny i pozostałe bezcenne skarby, skrywane w głębinach wód. Przywoływał w pamięci, wcale nie bez trudu, bambusowe lasy, egzotyczne, niespotykane w innych częściach świata, a także wioski i domostwa, zupełnie odmienne od tych, wśród których wychował się w Baigai. Może właśnie dlatego polubił tak bardzo Kraj Uciekiniera. Bo był inny niż ten, który pamiętał, a o którym pragnął zapomnieć. Przynajmniej na razie.
      Deszcz ściekł po nieboskłonie, uderzył po głowie i ramionach przykrą falą dreszczy. W pierwszej chwili, Ryo nawet się nie zorientował, że pada. Był i tak cały przemoczony, topniejący śnieg i szron sprawił, że wilgoć okalała go z każdej strony. Krople deszczu, choć chłodne, to i tak ogrzewające ciało, zauważył dopiero, gdy jego włosy poczęły zbyt obficie oklejać twarz. Wówczas - nie wcześniej - zrozumiał, że coś jest nie tak i pora najwyższa oderwać spojrzenie od smoka ciesząc oczy krajobrazem krainy, którą on sam odwiedził ledwie kilka razy.
      Nie zawiódł się.
      - Igari, wszystko w porządku? – zapytał, czując wyraźnie, jak dziewczyna za nim zaczyna się wiercić. Sam jej ruch nie dziwił go bardzo. Bał się jednak, że możliwie niewprawiona, może zsunąć się z mokrego kryształu. W końcu padało, a on, jak zdołał wcześniej wspomnieć – deszczu nie lubił.

Ostatnio edytowany przez Ryo (2013-12-06 00:21:42)

Offline

 

#248 2013-12-06 01:28:16

Straznik 4

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-05-03
Posty: 893

Re: Tereny Yu no Kuni

post #16
   Dziewczę, przyklejone delikatnie do bioder swojego towarzysza, na których spoczywały jej drobne, blade dłonie, zadrżało. Maleńkie pięści zacisnęły się na miękkim materiale jego niezbyt już białej koszuli, przywodzącej na myśl zostawione za sobą krainy nigdy nietopniejących śniegów. Wykręcała swoje nadgarstki we wszystkie z możliwych stron, targając nieprzyjemnie element ubrania Kiyoshiego.
   Nagle palce zaniechały przesadnego uścisku, zsuwając się z ciała kupca i czym prędzej powędrowały do ukrytej za maską twarzy. Nerwowo błądziły po niej, szukając jakiegoś punktu zaczepienia. Wykręcając się cała, wsunęła dłonie pod materiał starając się odciągnąć go od ust i gardła tak daleko, jak tylko było to możliwe. Jej oddech stał się płytki, urywany. Pierś pulsowała jej nierównomiernie, wyrzucając z siebie coraz to mniejsze porcje powietrza.
   -Ryo... - szepnęła, z trudem wypuszczając oddech. Jej tęczówki zaszły czerwienią, błyskając przerażeniem, nad którym zatańczyły dwie czarne łzy, płynące w każdym ze ślepiów. Igari wciąż nie zaprzestawała walki z czarnym materiałem maski, jednak jej próby były coraz to bardziej pozbawione siły i zdecydowania. Opadła zrezygnowana na plecy siedzącego przed nią mężczyzny, jej oczy wbite były w niezbadany punkt na horyzoncie.
   Wtem czarniejące niebo po raz kolejny zapłonęło czerwienią. Tym razem płomienne kolory nie były jednak jedynie sprawą estetyki. W powietrzu, niczym lampiony, zawisły liczne kule ognia, szybujące ku górze z dużą, choć różną prędkością (80-130). Syczały wściekle przy kontakcie z każdą z kropel deszczu, bezlitośnie wysuszając je. Nie ulegało najmniejszej wątpliwości, iż to wysmażony smok miał być daniem głównym na tej kolacji.
   Zdecydowanie ogniste pociski przybywały od strony ziemi, a dokładniej z czubków wysokich drzew. Rysowały się tam niewyraźne, ciemne punkty, raz po raz wystrzeliwujące płomienne kule.

Ostatnio edytowany przez Straznik 4 (2013-12-06 01:32:17)

Offline

 

#249 2013-12-08 03:25:21

 Ryo

Kiyoshi http://i.imgur.com/YKPxXWR.png http://i.imgur.com/SpFvgX4.png

37585360
Zarejestrowany: 2012-11-17
Posty: 662
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shouton
Ranga: Lider
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 31 lat
Multikonta: Senti

Re: Tereny Yu no Kuni

      Szron, pokrywający powierzchnie kryształowego smoka, począł z wolna wilgotnieć i rozmywać się pod siłą ciepłego wiatru, oraz deszczu, siejącego z pochmurnego, granatowo-szarego nieba. Ryo, który deszczu nie lubił, mógł mieć tylko nadzieje, że obrany kierunek jest różny od tego, w który brną pasma ciężkich obłoków. Przemoczony i z każdą chwilą bardziej wyczerpany, z coraz to większą ochotą wypatrywał brzegów i szumu morza, skąd niedaleko było do Kraju Uciekiniera. Już teraz – choć podróż przed nimi była wciąż długa i szeroka – wiedział, co zrobi najpierw, gdy minie metę żółtych piasków, granicę dzielącą brzeg, a tropiki wyspy Wyrzutków. Przede wszystkim, postanowił, weźmie kąpiel. Długą i intensywną, gorącą, o niemal parzącą. Później zje obfity posiłek, nie żałując sobie ani grosza, ani też jelit. A gdy będzie czysty i syty, zapadnie w długi, bliski czasu doby sen. Na hamaku, przy śpiewie mew i gwaru bawiących się ludzi.
      Niech tylko tam dotrze.
      Coś go szarpało za boki. Luźna koszula, wylewająca się swą bufiastością zza pasa spodni, była raz po raz ciągana i szczypana, jak gdyby ktoś o bardzo małej sile fizycznej, starał się go zrzucić z karku smoka. W pierwszej chwili Ryo się obejrzał do tyłu, bowiem jedynym pasażerem, którego miał, była Igari, a ta zaś od dłuższego czasu prezentowała wyjątkowo podejrzane zachowanie i ociekała równie mocno podejrzanymi symptomami. Może to gorączka, tłumaczył sobie Jednooki, wzruszając ramionami. Wszak tylko tak mógł to uzasadnić. Kiedy wsiadała na grzbiet smoka była zupełnie normalna. Co prawda, sam fakt, że na niego wsiadła i chciała kontynuować podróż z człowiekiem, który ją o mały włos nie zabił, ciężko nazwać normalnością, lecz poza tym jej stan fizyczny i umysłowy zdawał się nie przejawiać żadnych wyjątkowo negatywnych, czy też pozytywnych aspektów
      Pewnikiem ją przewiało.
      Minęła chwila, a on już wiedział, że postawiona teza jest bzdurna. Dziewczyna poczęła się dusić i krztusić, a chwyciwszy się własnymi dłońmi za gardło, uszczuplała samozwańczo dopływ tlenu do organizmu. No tak, odgadł momentalnie, wziąłem ze sobą pomyloną smarkulę. Nie posiadającą piątek klepki smarkulę. Ciągnie swój do swojego.
      Zdawał sobie sprawę, że grzbiet smoka, to ostatnie miejsce, na którym chciałby ogarnąć to walnięte dziewczę i pierwsze co powinien zrobić, to jak najszybciej wylądować. Tam miałby większe pole do popisu i czułby się z pewnością lepiej, posiadając świadomość, że nie spadnie z wysokości stu sześćdziesięciu stóp i nie roztrzaska się o ziemie, jak meteoryt, łamiąc kark i Bóg wie co jeszcze.
      Odwrócił się, uświadomił sobie, jak bardzo jest źle. I dostrzegł je wtedy. Czerwone, dwułezkowe tęczówki, które onegdaj widywał każdego dnia. Coś ścisnęło go w żołądku, serce zabiło ze zdwojoną mocą. Niemożliwe – gorączkował się – niemożliwe, że ona jest…
      Ogniste pociski zasyczały w powietrzu, zderzając się z deszczem i zimnawym powietrzem. Ryo w pierwszej sekundzie zbaraniał, zupełnie zbity z pantałyku, później jednak, częściowo przez przypadek, spostrzegł, że źródło ataku pochodzi ze szczytu koron drzew. Jakby odruchowo, jego dłonie poczęły składać się w pierwsze znaki pieczęci, ale zaraz przestały, bowiem Jednooki zrozumiał, że niewiele może w tej chwili zrobić.
      Wyciągnął dłonie, sprawiając, że Igari została  przykryształowana do smoka; jej stopy i nogi zostały za pomocą shoutonu przyklejone do powierzchni latającej bestii, uniemożliwiającej jej celowe, bądź przypadkowe zsunięcie się. Sam Ryo przywarł do jego grzbietu, mając świadomość, że ogień na niewiele zda się na jego kryształ. Tym bardziej, że kule ognia kojarzyły mu się z Housenką, niezbyt groźnym jutsu Katonu.
      Smok leciał więc dalej (prędkość: 250).

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Ryo (2013-12-08 16:13:28)

Offline

 

#250 2013-12-08 19:56:29

Straznik 4

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-05-03
Posty: 893

Re: Tereny Yu no Kuni

post #17
   Jednooki pędził w przestworzach, nie przerywając ani na chwilę swojego, można by rzec, całkiem brawurowego lotu, lawirując między ognistymi kulami, których zdawał się nie trwożyć ani odrobinę. Kryształowy smok, zroszony lejącą się z kłębiastych chmur wodą, zjawiskowo odbijał od siebie światło, rzucane przez zawieszone w powietrzu płomienie.
   W chwili, gdy Igari miała coraz większe problemy z panowaniem nad swoim ciałem, najprawdopodobniej tracąc kontakt z rzeczywistością, Ryo postąpił bardzo zapobiegawczo, co opłaciło mu się. Dzięki zabiegowi, umożliwiającemu przytrzymanie jej na cielsku stwora, uchronił ją przed niechybnym, kilkunastometrowym lotem, na którego linii końcowej miałaby się zderzyć z twardym podłożem, przy okazji rozbijając się o gałęzie drzew.
   Smok niewzruszenie parł naprzód, zgodnie z zamysłem swego pana. Nagle, w ułamku sekundy, coś zamajaczyło na horyzoncie, coś ledwie dostrzegalnego. Nim ktokolwiek zdążyłby choćby mrugnąć okiem, gadzi łeb wykrzywił się nienaturalnie, wykręcając do dołu, jakby odbił się od jakiejś niewidzialnej bariery (siła odbicia: 250). Wszystko wskazywało na to, iż dwójka bohaterów dostała się w przygotowaną przez kogoś pułapkę. Jednak czy dziewczyna poradzi sobie ze swoją niezbyt komfortową sytuacją, w której się znalazła i da radę pomóc mężczyźnie się wydostać? To nie było już takie pewne...

Ostatnio edytowany przez Straznik 4 (2013-12-08 20:44:40)

Offline

 

#251 2013-12-08 21:37:37

 Ryo

Kiyoshi http://i.imgur.com/YKPxXWR.png http://i.imgur.com/SpFvgX4.png

37585360
Zarejestrowany: 2012-11-17
Posty: 662
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shouton
Ranga: Lider
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 31 lat
Multikonta: Senti

Re: Tereny Yu no Kuni

      Smagane ognistymi kulami powietrze, zrazu zaleciało spalenizną. Ryo, który gorszymi zapachami jął w życiu raczyć nozdrza, mimowolnie zakrył nos rękawem, modląc się, aby jak najszybciej wylecieć z obszaru objętego przeklętymi świetlikami. Nie zastanawiał się nad tym, kto mógł być agresorem w tym wypadku, bo to było dla niego oczywiste. W zasadzie stało się oczywiste krótką chwilę po tym, jak zobaczył czerwone źrenice dziewczyny, bo wcześniej - ze wstydem przyznać musiał - był skłonny obwiniać o atak czcigodnych samurai. Ci jednak, jak zgadywał, jutsu posługiwać się nie umieli, a to co w okół latało, syczało i parowało, było niczym innym, jak dziełem techniki ninja właśnie. Pozostali więc jedni, jedyni podejrzani.
      Klan Uchiha.
      Niespecjalnie przestraszył się, dochodząc do tego, że Igari jest zbiegiem. On sam nim był i wiedział, że prędzej czy później, ludzie Gamatta się nim zainteresują. Wprawdzie, miał gdzieś w głębi nadzieję, że jego kuzyn okaże się na tyle bystry, aby nie uszczuplać celowo garnizonu swoich podopiecznych. Jak Ryo zdążył sobie obiecać - zabije brata krwi w momencie, gdy ten nie pozostawi mu wyboru. Chciał wierzyć, że z tą zasadą dotrwa do końca swych dni. Ale jakoś nie potrafił.
      Mógł zanurkować, szarżując na ukrytych w koronach drzew ninja. Uznał, że nie miałby z tym większych problemów. Jakkolwiek tamci nie byliby szybcy, Jednooki nie miał wątpliwości, jakoby jego siła reakcji zdolna była pomóc mu uniknąć jakichkolwiek niespodzianek. Do tego, miał w zanadrzu kilka specjalnych technik na takie właśnie okazje.
      Szybko z tego pomysłu zrezygnował.
      Musiał mieć na uwadze Igari. Duszącą się Uchihę, która sama narzuciła mu swoje towarzystwo, a teraz...
      Uderzenie. Kryształowym smokiem zatrzęsło, łeb bestii wygiął się pod nienaturalnym kątem. Przez trwającą ułamek sekundy chwilę, Ryo zastanowił się, czy to możliwe, aby żywot stworzenia zakończył się przez złamanie karku. Potem zaczął martwić się swoim, zarówno karkiem, jak i żywotem. Nim jednak zdążył zrobić cokolwiek, gruchnął z siłą czołem w kryształ, w oczach zaćmiło go, a po twarzy spłynęły strugi krwi, szybko mieszające się ze spadającym deszczem.
      - Co do diabła - jęknął niewyraźnie, rozglądając się dokoła ospale. Na wargach czuł posmak krwi. Nos był na szczęście cały, tak przynajmniej mu się zdawało, gdy dotykał go pospiesznie opuszkami palców. Na Boga - wściekł się - jeśli mnie na stałe oszpecili, pozabijam. Pozabijam co do nogi, parszywych psów...
      - Bariera? - zapytał sam siebie. Z wolna podleciał naprzód wciąż dychającym smokiem, ostrożnie wyciągnął rękę w kierunku fioletowej poświaty. - Nigdy czegoś podobnego nie widziałem. Fascynujące. Igari, a ty? Czyżby to twoi kamraci parali się takimi sztuczkami? Podziwiam umiejętności, zaprawdę podziwiam...
      Czoło puchło.

Offline

 

#252 2013-12-08 22:15:20

Straznik 4

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-05-03
Posty: 893

Re: Tereny Yu no Kuni

post #18

   A więc udało się. Zatrzymaliśmy ją...- przemknęło mu przez myśl, kiedy zręcznym susem odbijał się od twardej, solidnej gałęzi drzewa. Przemykał wśród szeleszczących od uderzających o nie kropel liści, pędząc za pozostałymi. Nie szczędził sił, odpychał się mocno, wyrzucając swe zmęczone wielogodzinną podróżą ciało do przodu. Byle nie zostać w tyle. Nie w chwili takiej, jak ta!
   Nie wiedział w sumie, po co tak bardzo oddalił się od Hidari. W zasadzie, niewiele zostało mu powiedziane o celu tej całej wędrówki. W tej chwili nie było to jednak ważne. Chciał pokazać, że nie znalazł się w tej drużynie przypadkowo. Pragnął być pomocny i zaskarbić sobie uznanie ze strony towarzyszy, jak i całej rady klanu...
   Zatrzymał się gwałtownie, w ostatniej chwili zauważając, że członkowie jego zespołu również przystanęli, skryci w koronie jednego z licznych na tym obszarze drzew, skąd była doskonała widoczność na miejsce zderzenia. Kątem oka dostrzegł kucającego chłopaka. Nie znał go, kojarzył jedynie z widzenia, ale nie potrzebował w tej chwili takiej wiedzy. Ważne, że robił swoje, stanowiąc jeden z rogów czworokąta, który zdawał sprawdzać się znakomicie, umożliwiając im działanie.
   Wiedział, że poszukiwana dziewczyna nie była sama. Nikt z ludzi, których znał, nie potrafiłby stworzyć takiej istoty, która dopiero co z impetem odbiła się od niewidzialnej bariery. Choć nie miał pojęcia, z kim przyjdzie im mieć do czynienia, był pewny jednego - nie będzie to byle kto. Trzeba mieć się na baczności.
   Rozejrzał się wokoło, zerkając zarówno w lewą, jak i prawą stronę. Doskonale wiedział, co należy robić w takich sytuacjach. Sięgnął szybko do torby, umieszczonej przy swoim pasku i wydobył z niej kilka kunaiów i wybuchowych notek. Usłyszał ciche podzwanianie i szelest kartek, świadczących o tym, że i sojusznicy robili to samo. Używając techniki, tak bardzo znanej w jego rejonach, zawieszał noże w powietrzu, jeden po drugim, przyczepiając do nich zabójcze notki.
   Nim się obejrzał, wokół zaroiło się od tych ostrych przedmiotów. Ciche cyknięcie. To już! Uwolnił technikę czym prędzej, pozwalając swoim kunai'om na dołączenie do fali nadpływających zewsząd w stronę kryształowego gada noży (szybkość lotu: 150), po czym, nie oglądając się nawet na efekt swoich poczynań, rzucił przed siebie, znikając pośród drzew. Jego sojusznicy również rozpierzchli się, pozostawiając miejsce wyprowadzenia ataku całkowicie opuszczonym.
   Chłopak pędził co sił, starając się pozostać niezauważonym. Wiedział, że bestia porusza się bardzo szybko - zdecydowanie szybciej, niż kunai'e nadciągały w jej stronę. Miał jednak nadzieję, że przewidywana liczba stu noży załatwi sprawę.

Offline

 

#253 2013-12-08 22:51:46

 Ryo

Kiyoshi http://i.imgur.com/YKPxXWR.png http://i.imgur.com/SpFvgX4.png

37585360
Zarejestrowany: 2012-11-17
Posty: 662
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shouton
Ranga: Lider
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 31 lat
Multikonta: Senti

Re: Tereny Yu no Kuni

      Nie usłyszał odpowiedzi od Igari, nie zdziwił się tym wielce, ale prawdziwie zaniepokoił. Jeśli konstatował poprawnie, a zdawało się, że tak było - padli ofiarą zbiorowego ataku-pułapki, który to atak został wcale nieźle zaplanowany. Co najgorsze, zaplanowany w poziomie co najmniej profesjonalnym, a to, rozumiane samo przez się, nie wróżyło nic dobrego. Wszystko wskazywało na to, że dziewczyna była kimś ważnym w swoim klanie i teraz, ważniejsi od niej, chcą ją sprawdzić do siebie siłą. Żywcem, lub nogami do przodu. Ryo zaczynało przestawać zależeć, który to sposób sobie obiorą. Szybko bowiem zrozumiał, że ciężko będzie z dziewczyną odejść.
      Nie miał żadnego pomysłu. Zero. Pustka w głowie. Co ma zrobić? Zlecieć tam na dół, ku ich, pewnikiem zastawionej, kolejnej pułapce? Miał celowo wejść do paszczy lwa, dając się schwytać i zabić, nim zdąży wybełkotać, że tak naprawdę nie jest wrogiem i schwytał dziewczynę, by im ułatwić zadanie. Ha, zrobiłby to niechybnie, gdyby tylko napatoczyła się okazja. Oddałby ją w ich ręce, nie drgnąwszy nawet powieką. Tyle, że tamci myślą. Myślą i nie pozwolą uwierzyć sobie w takie bujdy.
      Kryształowy smok zachrzęścił kamienistymi bokami, zabłyszczał szmaragdowym refleksem. I zatoczył wewnątrz kwadratowej bariery krąg. Najpełniejszy, na jaki pozwalało dostępne miejsce. A potem posunął na sam środek więzienia i tam zawisnął nieruchomo.
      Miał pomysł. Idee, którą zrealizował szybciej niż zamierzał, kiedy dostrzegł jak z dołu brnie ku niemu ciemno-granatowa fala rozpędzonych ostrzy. Co gorsza, ostrzy na końcu których trzepotały i biły powietrze zawieszone karteczki.
      Zabiją mnie.
      Przechylił się przez krawędź boku smoka i nie myśląc długo, złożył jedną, jedyną pieczęć tygrysa.
      - Fuuton - Atsugai!
      Siła wiatru, która wydobyła się z jego gardła, zalała w rwącym, obłym kształcie pędzące ostrza, z zamiarem zepchnięcia ich tam, skąd przyszły.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#254 2013-12-09 01:04:25

Straznik 4

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-05-03
Posty: 893

Re: Tereny Yu no Kuni

post #19
   Biegł co sił przed siebie, starając się nie zwracać na siebie uwagi, pozostając pod osłoną drzew. W myślach miał tylko jedno - odbiec jak najdalej i nie oglądać się za siebie. Kto wie, może gdyby jednak się obejrzał, jego motywacja byłaby większa, niż w przypadku jedynie wykonywania jednej z wielu ćwiczonych formacji.
   Sam nie wiedział, w jaki sposób udało im się pojąć te wszystkie zasady i manewry tak szybko. W końcu minęło zaledwie kilka dni, od kiedy szef zaczął zbierać ekipę poszukiwawczą. W jego umyśle postać ta kreowana była na wielkiego, wybitnego człowieka, skoro w tak krótkim czasie zorganizował tak prężnie działający zespół, przydzielony do tak ważnego zadania.
   No właśnie, ta cała Igari... Nie miał pojęcia, kim była ta dziewczyna. Znał jedynie jej imię, to wszystko. Doszedł jednak do wniosku, iż musi być ona kimś ważnym. Ustalił, iż pewnie jest kimś ważnym dla lidera, a może raczej dla sił zbrojnych klanu Uchiha? W końcu tyle mówiło się o nadchodzących, niespokojnych czasach. Tracić mocnych wojowników - to z pewnością nie widziało się władzom Hidari...
   Poczuł silny podmuch powietrza i nie mógł się powstrzymać, by nie spojrzeć. W końcu byli szczelnie zamknięci przez barierę - takie sytuacje nie powinny mieć miejsca. Dostrzegł zawieszonego w powietrzu smoka, z którego buchnęła obszerna wiązka sprężonego powietrza, rozrzucającego nadciągające kunai'e we wszystkie możliwe strony, poza źródłem techniki. Moc była ogromna - bez problemu poradziła sobie z nawałnicą nadlatujących noży.
   Był pod wrażeniem. Gdyby dane było mu to zobaczyć w innych okolicznościach, z pewnością stanąłby jak wryty i z rozdziawionymi ustami obserwowałby całe widowisko. W tym jednak momencie miał na sobie swój strój ninja, składający się z kamizelki, zarzuconej na elastyczny strój, idealnie przylegający do wytrenowanego ciała. Przyspieszył jeszcze bardziej, wyprężając się jak struna mknął pośród gałęzi.
   Kunai'e rozsypały się po całym obszarze zablokowanej strefy, spływając wstęgami dymu płonących notek ku koron drzew, będących siedliskiem przyczajonych czerwonookich. Nim jednak zbliżyły się na odpowiednią odległość, by siłą rażenia trafić wojowników z Hidari, uległy detonacji, rozbłyskując majestatycznie.
   Przykucnął, kryjąc się za jednym z pni i obserwując bieg dalszych wydarzeń. Szybko dostrzegł coś na kształt polany, powstałej na wskutek niszczycielskiego, powietrznego jutsu. Nim się obejrzał, na obszarze tym pojawił się on. A więc próbuje po dobroci... Przywódca oddziału wyłonił się spośród gęstwiny drzew, wkraczając spokojnie na teren, w którym byłby widoczny. Następnie krzyknął donośnie w stronę unoszącego się kilkanaście metrów nad nim jednookiego mężczyznę.
   -Jak już pewnie zauważyłeś, jesteś w potrzasku! Co więcej, mamy przewagę liczebną! A mam nadzieję, że nie zapominasz również o tej, która jest przyczyną naszego spotkania. Z tego, co mi się wydaje, nie czuje się zbyt dobrze, prawda? Dla dobra nas wszystkich, oddaj ją w nasze ręce, a wszyscy przeżyjemy. Ona również.
   [Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#255 2013-12-09 02:03:05

 Ryo

Kiyoshi http://i.imgur.com/YKPxXWR.png http://i.imgur.com/SpFvgX4.png

37585360
Zarejestrowany: 2012-11-17
Posty: 662
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shouton
Ranga: Lider
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 31 lat
Multikonta: Senti

Re: Tereny Yu no Kuni

      W burzy wiatru, pośród której błądziły ostrza z notkami wybuchowymi, niby pszczoły po ulu, Ryo miał nadzieje zobaczyć któregoś z grasujących w lesie Uchiha. Nadzieja ta była płonna i trudna do realizacji, lecz Kiyoshi oderwał wzrok od lasu na dole dopiero wtedy, gdy ostatnie podmuchy rozpierzchły się w koronach drzew, a on nie zobaczył niczego, poza kilkoma eksplozjami, swoistej nagrody, będącej ukoronowaniem, godnej spektaklu wichury. W leciwym od deszczu dymie nie spostrzegł nic. Zdziwił się.
      Usiadł na smoku, zadumany i nieco zbity z tropu. Do głowy wciąż nie przychodziły żadne pomysły, a nadarzone sposobności nie dały mu większej okazji do wyzwolenia się z potrzasku. Jedyne co obecnie mógł, to odpierać kolejne ataki, ale i to będzie musiało się w końcu skończyć - wiedział o tym doskonale - wraz z chakrą, której upływ zdążył ostatnimi czasy odczuć w skali na tyle sporej, aby zacząć się martwić.
      Kiedy więc jeden z nich wyszedł na środek polany, pierścienia, który niczym oko lasu odgradzał się od drzew i obfitszej krzewistości, Jednooki chcąc, nie chcąc, uśmiechnął się. Kurczliwie i niezbyt przekonywająco, ale jak na niego, był to uśmiech możliwie szczery i mówiący dostatecznie dużo. Ów uśmiech, poszerzył się jeszcze bardziej, gdy odsłonięty jegomość począł mówić. I się zdradzać. Zdradzać na tyle otwarcie, by ktoś taki jak Ryo przestał mieć wątpliwości w kwestii kilku spraw.
      - Dlaczego ją ścigacie? - zapytał, pozornie niedbale i niezobowiązująco, w rzeczywistości zajęty czymś, co pochłaniało go niemal w całości.
      Jednooki Smok z Baigai przygotowywał się do przedstawienia.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#256 2013-12-10 00:12:50

Straznik 4

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-05-03
Posty: 893

Re: Tereny Yu no Kuni

post #20
   Zdawało mu się, iż wszystko przebiega zgodnie z planem. Towarzysz poszukiwanej dziewczyny najwyraźniej zainteresował się tym, co kapitan miał do powiedzenia. W jego sercu pojawiła się więc skryta nadzieja, iż nie będą musieli uciekać się do bestialskich metod, zmuszając jednookiego do wydania młodej Uchihy w ich ręce. W końcu ostatnim, czego by chciał, był niepotrzebny rozlew krwi. Tak przynajmniej tłumaczył swą niechęć do walki przed samym sobą. Wstydził się bowiem przyznać, iż od zawsze starał się unikać konfrontacji...
   Odkąd sięga pamięcią, od zawsze brzydziła go przemoc i wojna. Nie miało to nic wspólnego z jego rodziną, broń boże - w końcu byli oni zwykłymi mieszczanami, nigdy nie mającymi w ręku niczego bardziej niebezpiecznego niż nóż kuchenny. Po prostu wiele historii trafiło do jego uszu, tak samo mnóstwo scen przepełnionych brutalnością spotkały się z jego rozbieganymi oczami. I zawsze efekt był ten sam.
   Gdy tylko stawał przed możliwością ukrócenia czyjegoś żywota, jego ciało nieruchomiało. Nie był w stanie w żaden sposób nad nim zapanować, zmusić się do podjęcia jakiejś akcji. Po prostu wpatrywał się w drugiego człowieka i zastanawiał, jak bardzo jego świat straciłby, gdyby został przez niego zabity.
   Otrząsnął się z tych rozmyślań, zdając sobie sprawę, iż gdyby został dostrzeżony, z pewnością już dawno ktoś inny nie zawahałby się, by pozbawić go tych kilkudziesięciu centymetrów od szyi w górę. Przylgnąwszy jeszcze bardziej do potężnego pnia drzewa, przesunął się wokół tak, by mieć pełny widok na sytuację.
   -Pozwól, że nie będę cię raczył tajnymi informacjami mojego klanu. Rozumiesz pewnie, iż jest to sprawa ściśle tajna, a jej waga - niezwykle wysoka. Mogę cię w zamian zapewnić, iż jest ona bardziej niebezpieczna, niż może się wydawać. Sprawą naszego honoru jest, czy powrócimy z nią do naszego kraju - Hidari, czy też nie. A zatem, pozwól nam zabrać ją do domu. Możemy ci obiecać, iż nic jej się nie stanie, a i my rozstaniemy się w pokoju... Jestem Hituro Uchiha, a ty jesteś...? - mówił kapitan oddziału, któremu udało się dwójkę kupców zamknąć w pułapkę, zapominając przy tym o wszelkich formalnościach. Najwidoczniej uznał, iż będą one zbędne.
   Zewsząd dało się wyczuć niepewność i moment wyczekiwania. Wszyscy zdawali się czekać na ujawnienie tożsamości ich przeciwnika, który zamierzał zgotować im niemałe kłopoty...

Offline

 

#257 2013-12-10 20:16:38

 Ryo

Kiyoshi http://i.imgur.com/YKPxXWR.png http://i.imgur.com/SpFvgX4.png

37585360
Zarejestrowany: 2012-11-17
Posty: 662
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shouton
Ranga: Lider
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 31 lat
Multikonta: Senti

Re: Tereny Yu no Kuni

      Później mówiono, że nadszedł z zachodu, od strony ziem Sashikan i Baigai. Mówiono, że był potworem, nieobliczalnym, bestialskim, zimnym w swych zamiarach, których przewidzieć nie potrafił nikt. Kto wie, czy nawet on sam, Jednooki Smok, wiedział, co zrobi za chwilę, do czego tym razem odważy się posunąć, kogo zniesmaczy, czyje ideologie i wierzenia podepcze. Był koszmarem, nie dającym spędzić się z powiek tych, którzy zdołali go w swym żywocie spotkać. Był marą, zjawą i upiorem. Przyszedł ze świata, będącego zwykle zamkniętym i pilnie strzeżonym. On. Prorok i Apokalipsa. Dziedzic zaginionego Syna z Airando.
      Ryo Kiyoshi.
      - Nie mam imienia - odpowiedział głosem zmienionym, cierpkim, nieprzyjemnym. Stał na smoku, obserwował z góry. Uśmiechnięty. Zadowolony. Ukryty pod mglistą maską. - Nazywajcie mnie zatem podle własnego upodobania.
      Uderzenie serca. Ryo odbija się od grzbietu kryształowego stworzenia, jednym susem doskakuje do skrępowanej, pozbawionej rezonansu dziewczyny. Twarz Kiyoshi ma chorobliwie bladą, niemal przezroczystą. Fioletowe oko mieni się poświatą, błyska, zdawać się może - zdolne rzucać uroki. I ciskać błyskawice. Bo oto znalazło coś, co może zasiąść po jej prawicy. Czerwone, wiśniowo karmazynowe źrenice, sycące, wskrzeszające okruchy wspomnień i urojeń.
      Smukłe palce prężą się i zaciskają, podniecone, chciwe tego, co Kiyoshi widział już w wyobraźni.
      Będzie je miał. Już to postanowił. Odzyska je. Dla niej. Dla tej prawdziwej.
      Kolejne uderzenie serca. Dłonie, podrygujące jak śnieżne pająki, wystrzeliwują wypchnięte ramionami i bezbłędnie, cal w cal, trafiają i zakleszczają się w oczodołach, rozkoszując się pulsacją gałek ocznych. Bandaż na jego twarzy przekrzywia się, zalewa nos i część górnej wargi. Strup na czole niknie pod włosami, spływającymi i zakrywającymi miejsca, których nie zasłonił wcześniej rozluźniony opatrunek. Wyglądał upiornie.
      Trzecie uderzenie serca. Silne cofnięcie rąk - krew zlewająca się z jasnych policzków oszołomionej niewiasty, mieszająca się z odcieniem czerwonych warg. Zionące otwory. Czarne, bezdenne. Prorocze i straszne.
      Trzymał je w ręku. Czuł ich zapach, moc drzemiącą w ich wnętrzu. Dziedzictwo klanu Uchiha.
      Wzniósł zakrwawione dłonie. Jucha ściekała mu za rękaw.
      - Nie macie pojęcia kim jestem. Nie macie pojęcia do czego jestem zdolny. Nie macie pojęcia kogo uwięziliście.
      Zza pazuchy wyciąga pojemnik, wypełniony po brzegi zielonym, buzującym płynem. Oba oka cicho plusnęły, zawisły wewnątrz, musując, uwalniając tysiące pęcherzyków. Ryo zakręca naczynie, chowa je z powrotem za ubranie.
      - Nie macie pojęcia, czego świadkiem za chwilę będziecie.

Offline

 

#258 2013-12-11 15:01:56

Straznik 4

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-05-03
Posty: 893

Re: Tereny Yu no Kuni

post #21
   Wszystkie serca Hidari zamarły. Krew leniwie płynęła w żyłach, zwalniając niemiłosiernie. Oddech zwolnił tak bardzo, że przez chwilę płuca nie unosiły się ani o centymetr. Wszystkie oczy, jak niewidzialne ostrza, wbite były w oblicze napawającego przerażeniem, nienawiścią i wstrętem mężczyzny, który w ścisłej tajemnicy trzymał swą tożsamość.
   Dotyczyło to również nieruchomej Igari, zdającej się od dłuższego czasu nie utrzymywać kontaktu z rzeczywistością. Jej tęczówki wciąż raziły czerwonymi kręgami, przenikającymi mrok nocy, która niepostrzeżenie dosięgła zastępy ninja, uwięzionych w klatce. Nie trwało to jednak długo, gdyż po chwili zderzyły się z nimi szorstkie palce mężczyzny, wydobywającymi je z wnętrza oczodołów. Dziewczyna, wyrwana z iluzjonistycznej techniki ostatnią resztką sił wrzasnęła przeraźliwie, po czym, krztusząc się własną krwią, pozbyła się ostatniej dawki powietrza, jeszcze chwilę wcześniej utrzymującej ją przy życiu.
   Gęstwina drzew rozjarzyła się czerwienią. Brwi wszystkich, jak na niesłyszalny rozkaz, opuściły się wrogo ku rozjuszonym ślepiom. Każdy z przyczajonych w ciemności wojowników oczekiwał tego, co tak namiętnie zapowiadał unoszący się w powietrzu jednooki. Wiedzieli, że teraz mają dużo większe szanse, niż jeszcze przed chwilą. Szare niebo ściemniało zupełnie, co skutecznie ograniczyło pole widzenia mężczyzny, który sprofanował ich najwyższą świętość, do zera. Teraz pozostaje tylko czekać na sygnał dowódcy, by rzucić się do wymierzenia sprawiedliwości tej bestialskiej istocie...

Offline

 

#259 2013-12-12 20:43:57

 Ryo

Kiyoshi http://i.imgur.com/YKPxXWR.png http://i.imgur.com/SpFvgX4.png

37585360
Zarejestrowany: 2012-11-17
Posty: 662
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shouton
Ranga: Lider
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 31 lat
Multikonta: Senti

Re: Tereny Yu no Kuni

      Ryo spoglądał na człowieka na dole, a w jego jarzącym się oku nie było widać litości. Wyglądało na to, że Smok z Baigai wcale zwariował i zaraz, za chwilę, miał swojej wariacji dać upust. W żaden sposób, najmniejszy i najmniej pozorny, nie dało się znaleźć w nim dawnego, choćby ledwie tlącego się człowieczeństwa. Stracił je, kto wie czy bezpowrotnie, czy może na czas jakiś, jak to miało miejsce do tej pory?
      Krew krzepła mu czerwonych dłoniach, sztywniała pod paznokciami. Kiyoshi, pozostawiony jeszcze przez moment w bezruchu, nareszcie się ocknął i schylił nad zwłokami dziewczyny. Bezpardonowo rozpostarł jej płaszcz, sięgnął, pozornie niedbale i gwałtownie do jej kieszeni, wyciągnął zeń kilka drobiazgów. Między innymi zwój, rodzaj którego miał nadzieje znaleźć. Znalazł tam też inne, mniej, lub bardziej przydatne drobiazgi, ale te odrzucił. Pozostawił rulon i nabitą sakiewkę. Potrzebował pieniędzy. I tamtego zwoju.
      Potem, zaraz po przeszukaniu, szarpnął ręką w poziomym geście, a kryształy, przytwierdzające ciało Igari do grzbietu smoka, rozkruszyły się, zamieniając chwilę później w pył. Zwłoki osunęły się i niby lalka, leciały, niezgrabnie szamocząc ruszanymi przez wiatr kończynami, rozmazując się w ścianie deszczu; czarna, upiorna plama.
      Ryo wzniósł ramiona ku niebu, a sącząca się zeń ulewa, łakomie zmywała z jego dłoni i napięstków brud karmazynu.
      - Z kryształu powstałeś - krzyczał, szargany przez zawiruchę - w kryształ się obrócisz! Kesshou... Kesshou Gokakurou!
      Błysło i przestrzeń zalało światło. Zielone, potężne światło.
      Apokalipsa.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#260 2013-12-13 16:51:10

Straznik 4

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-05-03
Posty: 893

Re: Tereny Yu no Kuni

post #22
   Tak jak przewidział, człowiek, z którym przyszło im się zmierzyć, był nieobliczalny. Zhańbienie ich największego skarbu, kiedy jego brudne, niegodne łapska sięgnęły po bogactwo oczu dziewczyny, okazało się jedynie rozgrzewką. Być może miało podziałać jak zapalnik, podjudzając zastępy wojowników w dole do rzucenia się na jego unoszącą się w powietrzu osobę. Jeżeli taki miał zamiar, to podziałał niezwykle dobrze.
   Ciężko było mu zmusić się, by natychmiast nie wypaść przed szereg, pozbawiając się bezpiecznego schronienia, jakim przynajmniej mogłoby się wydawać. Wiedział jednak, że nawet jeśli udałoby mu się samemu coś wskórać, niepotrzebnie naraziłby samego siebie, a przez to i cały zespół, który ruszyłby mu z pomocą. Bo choć otwarcie stronił od wszelkiego rodzaju pojedynków, dziedzictwa swojego klanu hańbą okrywać nie mógł pozwolić.
   Z największym trudem uspokoił samego siebie, biorąc kilka głębszych wdechów. Mimo to, krew zaciekle pędziła w jego żyłach, napędzając podniecony adrenaliną organizm. Kątem oka dostrzegł, że oddalony od niego na odległość kilkudziesięciu metrów kapitan wykonuje jakiś ruch. Wszystko wskazywało na to, iż zaraz nastąpi przygotowywany atak.
   Skończyło się jednak szybciej, niż się zaczęło. Kryształowy wojownik postanowił bowiem nie czekać, aż przeciwnicy przypuszczą atak na niego, sam przystępując do działania.
   Wystarczył jeden impuls, by stwierdzić, iż zachowanie bezimiennego jest nieludzki i to jest ten moment, w którym należy się mieć na baczności. Przynajmniej dla niego było to pewnikiem. Nie czekając już nawet na to, co się stanie, skorzystał z jednego ze swoich atutów, płynących z pochodzenia z Hidari. Postawił na, jak sam zwykł nazywać tę technikę, obronę całkowitą. Zalewając cały obszar bariery zielonym światłem, Ryo skrystalizował całą jej objętość (zakładając, iż pamiętał o własnym bezpieczeństwie).
   Nim Uchiha się zorientował w sytuacji, otoczenie zaczęło przybierać inną konsystencję i barwę, zmieniając się w zastraszającym tempie. Dostrzegł unieruchomionych sojuszników wokół siebie, kiedy sam unosił się w niematerialnej postaci. Nie umknęło mu również inne, poruszające się źródło chakry. Natychmiast założył, iż był to jego przełożony.
   Szybko orientując się w sytuacji, doszedł do wnioski, że nie tylko ta dwójka musiała wpaść na ten pomysł. Bo choć olbrzymia część została, zapewne na resztę ich chwil, uwięziona w szmaragdzie, kilku z nich zniknęło całkowicie. Podejrzewał zatem, iż przenieśli się oni do innego wymiaru, by w razie czego złożyć raport starszyźnie klanu.
   Tak więc on i jego przełożony dobrnęli do krawędzi kryształu, nie napotykając na swej drodze żadnej bariery. Widocznie kryształ zdołał przełamać się przez więżącą technikę lub po prostu przestraszył jej twórców. W każdym razie, gdy tylko znaleźli się poza obszarem, stworzyli po dziesięć cienistych klonów i rozpoczęli bieg ku górze kryształu, starając się za wszelką cenę dorwać masowego zabójcę ich braci.

Ostatnio edytowany przez Straznik 4 (2013-12-13 16:51:27)

Offline

 

#261 2013-12-24 01:17:59

 Ryo

Kiyoshi http://i.imgur.com/YKPxXWR.png http://i.imgur.com/SpFvgX4.png

37585360
Zarejestrowany: 2012-11-17
Posty: 662
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shouton
Ranga: Lider
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 31 lat
Multikonta: Senti

Re: Tereny Yu no Kuni

      Zielone światło gasło powoli. Zaraz po tym, jak minął pierwszy, oślepiający błysk, szmaragdowa aura poczęła słabnąć, by wkrótce rozmyć się w powietrzu jak rozwodniona akwarela. Zdawać się mogło, że to deszcz, który bez ustanku siekł z góry, sprawił że wszystko potoczyło się nieco inaczej, niż rzeczywiście powinno. Inaczej, niż on chciał. Pragnął.
      Kryształ pod nim pękał, jęczał w konwulsjach zwykle kryształowi nieprzypisanych. Kamień kruszył się, z powstałych szpar i zadrapań wydobywał mniejsze i drobniejsze potomstwo, spływające raźną lawiną w dół, niżej i niżej, tocząc się po powstałej, kryształowej górze, której wierzchołek stanowił on sam.
      Pierwsze przygnębienie odleciało niemalże w momencie, w którym się pojawiło. Nie miał wyrzutów sumienia; przynajmniej chcieć ich nie chciał. Ot, zabił ludzi. Zabijać przecież potrafił. Może, gdyby ktoś go o to zapytał, odpowiedziałby złośliwie, że sprawia mu to również przyjemność. Jemu samemu trudno byłoby wówczas stwierdzić, czy kłamie, oszukuje sam siebie, a może rzeczywiście te brudne bajoro, bagno roztaczające się na dnie jego jestestwa wezbrało, zaniosło się na przypływ i zalało sobą to, co on chciał chronić, gdy jeszcze był berbeciem i biegał za rzucanymi przez niańkę kamyczkami.
      To było dawno i nieprawda.
      Czuł pod połem płaszcza wciąż gorące i wilgotne naczynie, przez ścianki których łaskotały go delikatnie pęcherzyki powietrza z musującej substancji, która, jak zapewniał sprzedawca, miała zapewnić gałce ocznej jej pierwotną świeżość na długi okres czasu. Działała, mówił, jak formalina, tyle że posiadała kilka dodatkowych właściwości. Jakich? Tego zdradzić nie chciał, a on wcale i opornie tematu nie drążył.
      Kilka drobnych kamyków osunęło się i z chrzęstem pobrnęło w korony drzew, należących do rozciągającego się u podstawy kryształowej góry lasu. Ryo odprowadził miniaturową lawinę wzrokiem, dopóty ta nie zniknęła z gęstwinach.
      Deszcz lał. A on myślał.
      Myślał tym intensywniej im dłużej to robił. Gdzie jest? Dokąd zmierza? Co go czeka na wschodzie? Czy warto tam w ogóle się udać? Tyle błędów. Tyle pomyłek kosztujących go tak wiele. Młodzieńczy zew, głupota i impuls. Po co? Dla kogo?
      Może Akami już nie żyje.
      Cherlawy wiaterek poruszał kosmykami jego włosów. Kilka z nich opadło na lewy oczodół, przykrywając częściowo jarzący się zeń fiolet. Spływający po skroni pot mieszał się z kroplami deszczu. Było przyjemnie. Fizycznie przyjemnie.
      Słyszał ich tupot. Tupot kilkudziesięciu stóp, odbijanych w rytmie szybkiego biegu. Pasowałoby wówczas uśmiechnąć się ironicznie, powiedzieć coś groźnego, lub odwrotnie - piekielnie śmiesznego. Coś takiego, co pasowałoby do czarnego charakteru, którym, wcale tego nie ukrywał, pragnął być. Ten przydomek ze smokiem, ta obrzydliwa mutacja, jedno oko... Ubiór? Był zły. Demoniczny. Diaboliczny. Kur*wsko straszny.
      Syn apokalipsy.
      - Poddaje się - mruknął, otoczony w tej samej chwili przez szmaragdową bańkę.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Ryo (2013-12-24 01:20:50)

Offline

 

#262 2013-12-25 14:07:09

Straznik 4

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-05-03
Posty: 893

Re: Tereny Yu no Kuni

post #23
   Biegł coraz to szybciej, starając się nadążyć za dowódcą. Nie chciał zostawić go sam na sam z tym piekielnym stworzeniem, w którym, choć tak usilnie się starał, oznak człowieczeństwa odnaleźć nie mógł żadnych. Czerwone tęczówki spoczęły na szerokich plecach przełożonego, tak zręcznie wspinającego się na kryształowy mur, który doprowadzić miał ich do celu.
   Dlaczego? Dlaczego tak wielu naraża swoje życie, by dopaść tego bandziora? Przecież nasza misja już zakończyła się niepowodzeniem. Co zatem nakazuje nam brnąć naprzód i nie ustępować?
   Jego głowa po brzegi wypełniała się coraz liczniejszym kłębowiskiem pytań, boleśnie odbijających się w odmętach jego świadomości. Kiedy sponad ramienia pędzącego przywódcy dojrzał tę twarz, która bez cienia wysiłku potrafił zakończyć żywot tak wielu istnień, zrobiło mu się niedobrze. Poczuł wstręt, który skutecznie zagłuszany był jednak przez silne uczucie strachu, niemal paraliżujące jego kończyny. Tylko jakaś nieznana mu wcześniej siła pchała go do przodu, ponaglając coraz to bardziej i bardziej.
   Zdyszany dopadł towarzysza, który dotarł już przy wierzchołku szmaragdowej grani, zatrzymując się. Dojrzał fioletowookiego, którego otaczało coś, czego nigdy nie widział. Choć wyglądało to na pewien rodzaj obrony, nie mógł wykluczyć, iż zaraz wyprowadzi jakiś niespodziewany atak. Tak, ten facet jest zdecydowanie nieprzewidywalny...
   Przełknął głośno ślinę, a grdyka uniosła się boleśnie ku górze, by następnie opaść przyjemnie na swoje miejsce. Wtedy to usłyszał, że mężczyzna kapituluje. Otworzył usta ze zdziwienia, a jego brwi uniosły się ku górze. On sam nie wiedział, co miałby począć w tej chwili. Czy nadal bronić tego, o co walczyli? A może wycofać się szybko, zanim ten wyprowadzi jakiś atak? I w zasadzie dlaczego miał zamiar poddać się w takiej chwili, gdy miał zmierzyć się jedynie z dwójką ocalałych z całej, tak wielkiej drużyny?
   Na szczęście z opresji tej wyratował go stojący obok dowódca. Jakoś nie chce mi się wierzyć, by ktoś taki jak ty został dosięgnięty przez wyrzuty sumienia. Nie wyglądasz też na kogoś, kto opadłby z sił. Jeżeli jednak zamierzasz negocjować, wiedz, że nie masz co próbować. Nie tylko masz coś, co jest naszym dziedzictwem. Jesteś odpowiedzialny za śmierć dziesiątek naszych ludzi. Nie mogę pozwolić, by uszło ci to płazem... Nie komuś, kto splamił nasz honor!
   Honor... a więc to o to tak usilnie walczymy...
   Powietrze szarpnęło i zafalowało od gorąca, które dobiegło go z prawej strony. Gdy się obejrzał, dostrzeg wynurzający się z ust dowódcy smoczy łeb, który leniwie unosił się ku górze. Nie czekając ani chwili, zdecydował się wykonać ten sam ruch. Błyskawicznie składając pieczęcie, zawtórował mężczyźnie, również wysyłając swojego płomiennego gada. W chwili, gdy zawieszony w powietrzu smok runął w Ryo z zabójczą prędkością, drugi zaatakował go frontalnie (siła jutsu: 525 | 405).
   Ciemność rozjarzyła się czerwienią.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Straznik 4 (2013-12-25 16:02:44)

Offline

 

#263 2013-12-25 20:23:44

 Ryo

Kiyoshi http://i.imgur.com/YKPxXWR.png http://i.imgur.com/SpFvgX4.png

37585360
Zarejestrowany: 2012-11-17
Posty: 662
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shouton
Ranga: Lider
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 31 lat
Multikonta: Senti

Re: Tereny Yu no Kuni

Theme

      Drżącymi palcami dotknął strupa na czole, którego przywitał, wraz z zetknięciem się opuszków z chropowatą powierzchnią - ciepłym, lekko ironicznym uśmiechem. Nie bolał już od jakiegoś czasu i pewnie dałby o sobie zapomnieć, gdyby nie dziwne, nieswojo odrętwiające uczucie, towarzyszące przy każdym drgnięciu brwi i powiek. Tak jakby ktoś przypiął w tej miejsce kawałek tektury. Albo zamienił bezpośrednio z żywą tkanką, bo o to - posiadał taką moc i możliwości.
      Ależ mi się nic nie chce.
      Powiedział im, że się poddaje. Ah, jakże szybko wypluł te słowo! Słowo, które miało definitywnie kończyć wszystko, co się rozpoczęło, lub zostało rozpoczęte przez osobę trzecią, a my chcemy to rzecz skończyć. Nie, to chyba też mylne wytłumaczenie tego słowa. To tak, jakby się chciało wziąć całą makulaturę zalegającą w piwnicy, bo uniemożliwia przejście na drugi jej koniec, po to, aby wrzucić ją do pieca, gdzie ulegnie rozkładowi w językach płomieni. Filozoficznie i z metaforą. Bardzo mądrze.
      Skakali przy nim, a on prawdę powiedziawszy, powoli o nich zapominał. Delikatnie matowa ściana krągłej bariery, zdawała się oddzielać go od pozostałej części świata nie tylko fizycznie, ale i mentalnie. Tu, jak mniemał, dostać się nie mógł nikt. Nikt poza kilkoma, wybranymi osobami, którym ów profit byłby przydzielił. A że do tej pory takich osób nie wybrał, wejść do jego klosza, przez który przesiąknąć nie mogła nawet kropla deszczu, mógł tylko on.
      Zrobiło się jasno. Błysk fajerwerków, minimalny wzrost temperatury. Całkiem ciepło. Syk parującego deszczu, wody zalegającej na zielonym, pół-transparentnym kamieniu. Atakują go? Chcą go stamtąd wyciągnąć? Przecież się poddał!
      Poddałem się.
      - Zostawcie mnie - warknął niewyraźnie. - Odczepcie się ode mnie. Odwalcie się. Spieprzajcie stąd. Spieprzajcie, na litość boską! Chcę zostać w tym przeklętym miejscu sam! Sam, jak ten cholerny palec! Nie ma mnie, uznajcie, że rozpłynąłem się w powietrzu. Bylebyście tylko się ulotnili... Ulotnili jak wiatr... - łkał, mamlał pod nosem. - Jak ten wiatr, ulotnijcie się.

Ostatnio edytowany przez Ryo (2013-12-25 20:24:59)

Offline

 

#264 2013-12-26 22:38:05

Straznik 4

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-05-03
Posty: 893

Re: Tereny Yu no Kuni

post #24
   Jedynym, co dostrzegł, był szalejący taniec płomieni, wirujących wokół stojącego naprzeciw niego osobnika. Blask, jakim emanowała energia złączonych technik, był niewyobrażalny, dotkliwie palił jego gałki oczne, liżąc je nieprzyjemnym gorącem. Płomyki zatańczyły w każdej ze źrenic chłopaka, który mimo trudności w powstrzymywaniu powiek przed opadnięciem, wciąż zdecydowanie wbijał swe spojrzenie w raczonego wówczas ognistym atakiem mężczyznę.
   Noc rozjaśniała pomarańczowo-krwawym światłem. Uwaga zgromadzonych skupiła się wokół tego jednego punktu - jednookiej bestii. Jakież było jego zdziwienie, gdy wraz z ulatującym poblaskiem, zniknęła także chęć dalszego stawiania oporu i nadziei, że jeszcze uda się pomścić zhańbionych współtowarzyszy, dzielących między siebie tę szmaragdową, masową mogiłę.
   Wszystko wskazywało na to, iż tak potężna dawka śmiercionośnego ognia nie zrobiła nawet najmniejszego wrażenia na splamionym krwią Hidari mężczyźnie. Zadziałała raczej jak zapalnik, docierając do zakamarków jego mrocznej duszy i wywlekając element szaleństwa na wierzch, spuszczając trzymane do tej pory na wodzy wariactwo.
   Miał wrażenie, że i jemu udziela się ten nastrój. Miał ochotę zawyć przeciągle w stronę ukrytego za chmurami księżyca, dając upust swoim emocjom i wytchnienie skołatanemu sercu, które boleśnie próbowało się wyrwać z kostnej klatki i zakończyć swój żywot w tej właśnie chwili. Ogarnęło go przerażenie tak wielkie, jakiego jeszcze nigdy wcześniej nie dane mu było zaznać.
   Choć jego umysł przepełnił się wstrętem i nienawiścią do bestialskiego kryształowego władcy, czuł przed nim respekt tak ogromny, że sam brzydził się sobą z jego powodu. Nigdy bowiem nie zdarzyło mu się zmierzyć, czy choćby spotkać kogoś, kto z taką łatwością wysłałby tak wiele istnień na inny świat w jednej chwili.
   Zacisnął pięść tak mocno, że paznokcie boleśnie wbiły mu się w wewnętrzne części dłoni, wypuszczając spod zrogowaciałego naskórka strużki krwi. Żyły zakołysały się na dłoniach, wypiętrzając się w niezgrabne pagórki. Oczy zatrzęsły się niepewnie, zraszając się drobnymi kropelkami, powoli zbierającymi się u ich kącików. Miał ochotę zapłakać. Nad losem swoim, swoich braci i Igari.
   Zmusił się spojrzeć na jej zimną twarz, którą ledwie co dostrzegał w ciemności. Puste oczodoły straszyły nicością, z której bezlitośnie wyrwano ostatnie ślady życia. Po policzku spłynęła mu łza, paląc go okropnie. W tej chwili nienawidził samego siebie dalece bardziej, niż mordercy, z jakim przyszło mu się mierzyć. Przedramię szorstkim ruchem przesunęło się szybko po zaciśniętych oczach, po czym spomiędzy jego zaciśniętych do tej chwili warg wydobył się wrzask; pełen boleści i gniewu.
   Sapnął dwukrotnie, po czym mocnym odepchnięciem, puścił się w stronę rozżalonego Kiyoshiego. Złożył jedną pieczęć, w wyniku której otoczył się tłumem podobizn (dziesięciu). Każda z nich, wydobywając z kabury kunai, pospiesznie pędziła w jego stronę, z wyrytą na jego twarzy wściekłością (szybkość: 80). Wszystkie w nieznacznych odległościach, jednak na tyle niewielkich, by móc wyprowadzić atak tuż po poprzedniku, lecz na tyle sporych, by nie biec w zwartej grupie. Jedenaście ramion wysunęło się naprzód, celując ostrzem w różne części ciałą mężczyzny (siła: 150).
   -Mikato, stój! - rozległ się rozpaczliwy wręcz wrzask dowódcy, który również pomknął w tę samą stronę. Jego celem było jak najsprawniejsze odciągnięcie podopiecznego od niespełna rozumu napastnika i pozwolenie klonom, by wyprowadziły atak, jednak bez towarzystwa oryginału...

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Straznik 4 (2013-12-26 22:40:55)

Offline

 

#265 2013-12-30 19:38:14

 Ryo

Kiyoshi http://i.imgur.com/YKPxXWR.png http://i.imgur.com/SpFvgX4.png

37585360
Zarejestrowany: 2012-11-17
Posty: 662
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shouton
Ranga: Lider
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 31 lat
Multikonta: Senti

Re: Tereny Yu no Kuni

      Miał wrażenie, że się zupełnie zatrzymał. Że jego jego bezcielesna forma opuściła ten wymiar, przebrnęła przez pawie ogony duchowej zasłony, która ledwie odczuwalnym musnięciem żegnała go pocałunkami wzbudzającymi dreszcze na plecach. Był - jak mniemał - już gdzie indziej. Odizolował się. Stworzył sobie przestrzeń, która zapewniała mu wiekuistą prywatność. Niemożliwą do zerwania, czy jakiegokolwiek zakłócenia.
      Nie chce mu się walczyć. Nie chce mu się nic. Nie chce mu się nawet podsumować drogi, jaką przeszedł zanim tutaj doszedł. Prawdę powiedziawszy, nie chce mu się nawet wstać, by pozbyć się pozostałych przy życiu natrętów. Miał dość.
      Ale nie widział też innej opcji, jak podnieść się, z wolna, bez niepotrzebnej pospieszałości, krusząc otaczającą go zieloną bańkę, na nowo odsłaniając się, podejmując grę, którą miał wrażenie - podejmował tego dnia setny raz. I widział, spod ciężkiej, zmęczonej powieki chłopaka, który niby wulkan, tryskał lawą, rzucał się w spazmach wściekłości i lęku jednocześnie, a oba te uczucia starały się przejąć dominację w źrenicy, otoczonej zewsząd karminową tęczówką. Piękne oczy. Zaprawdę, wiarę dać trzeba, że oczom klanu Uchiha równać nie mogły się żadne inne. Nawet te smoka.
      Sięgnął ręką w głąb kimona, wyjął zeń podłużną, metalową rurkę, koniec której przytknął do ust, wydobywając tym samym z tajemniczego instrumentu melodię; prostą i spokojną, monotonną i trwałą jak samo Baigai. Melodię śmierci. (siła gen: 310)

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Ryo (2013-12-30 19:41:50)

Offline

 

#266 2014-01-01 15:07:32

Straznik 4

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-05-03
Posty: 893

Re: Tereny Yu no Kuni

post #25
   Jednooki zdawał się być pochłonięty czymś innym, niż walka, w którą był zamieszany. Nie zważając na nadciągających, sklonowanych Uchihów, najzwyczajniej w świecie opuścił swoją kryształową gardę, pozwalając sobie na chwilę wytchnienia i relaksu, podczas którego kontemplował nad pięknem czerwonych źrenic, spoczywających miękko w jego płaszczu.
   Zapatrując się w dziedzictwo mieszkańców Hidari, nie zareagował w porę na pierwszy z noży, który dotkliwie zagłębił się w skórze na lewym przedramieniu, wypuszczając z rany strużki ciepłej krwi. Za nim natarły następne ostrza, zadając liczne obrażenia, które z pewnością pozostawią po sobie pamiątkę w postaci nieprzyjemnych szram i blizn. Jeden z klonów zamachnął się na twarz Kiyoshiego, rozcinając mu głęboko lewy policzek.
   W jednej chwili nietykalny tyran zalany został ogromną ilością krwi, toczącej się spomiędzy porozcinanych części odzieży i z odsłoniętych ran. Nim jednak klony zdążyły wyprowadzić kolejny cios, Jednooki Smok z Baigai wydobył najpospolitszy flet, które w mgnieniu oka przyłożył do ust, by wygrać sobie tylko znaną melodię.
   Gdy mierzyli swoje spojrzenia, Mikato poczuł, jak jego ciało zaczęło drętwieć, kiedy docierały do niego kolejne nuty tajemniczej symfonii. Był przekonany, iż miał do czynienia z genjutsu. W końcu nie był laikiem w tej dziedzinie, jako że obowiązkiem każdego szanującego się Uchihy, było poznanie paru iluzjonistycznych technik.
   Niewiele myśląc, sięgnął po kolejny atut z arsenału czerwonookich. Nie mogę się dać złapać. Nie teraz! Nim się obejrzał, paraliżujące uczucie zniknęło. Dostrzegł za to, iż jego klony, gotujące się do zadania kolejnych obrażeń, zamarły. Zobaczył, iż jego przełożony, jeszcze chwilę wcześniej tak natarczywie odciągający go od centrum wydarzeń, również stracił panowanie nad swoim ciałem. Na szczęście, również bestialski kupiec zdawał się być dosięgnięty swoją techniką, za sprawą potęgi czerwonych oczu.
   Obrócił się na pięcie i spróbował użyć tak bardzo podstawowej sztuczki uwolnienia, jaką jest Kai. Miał pewność, iż towarzysz zdawał sobie sprawę z iluzji, w jaką zostawał łapany. W końcu Sharingan mienił się blaskiem księżyca...
   Dowódca otrząsnął się z chwilowego otępienia, po czym szybko podziękował swojemu podopiecznemu. Nie zamieniając z nim ani słowa więcej, kiwnął tylko głową, by następnie wprawić palce w błyskawiczny ruch składania pieczęci (szybkość składania pieczęci: 200). Chłopak nie ustępował, wtórując mu w składaniu ręcznych znaków (szybkość składania: 100). Nie minęła dłuższa chwila, gdy w stronę obcego osobnika popędziły dwie fale ognistych chakr. (siła techniki: 300)
   -Katon: Dai Endan!
   -Katon: Dai Endan!

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Straznik 4 (2014-01-01 19:08:54)

Offline

 

#267 2014-01-02 14:46:40

 Ryo

Kiyoshi http://i.imgur.com/YKPxXWR.png http://i.imgur.com/SpFvgX4.png

37585360
Zarejestrowany: 2012-11-17
Posty: 662
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shouton
Ranga: Lider
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 31 lat
Multikonta: Senti

Re: Tereny Yu no Kuni

      Krew ciekła mu po policzku, krętymi strumieniami zwiedzała jego twarz, nabierając kierunku podle każdego zagłębienia i każdej bruzdy jaką na niej posiadał. Wciąż nie wiedział, jak doszło do tego, że wszystkie ostrza, które pozostawiły na nim swój ślad, zdążono wyrzucić, nim on odegrał swą pieśń na fletni... I ten stan, w którym się aktualnie znajdował... Te oczy, tak, to one są za wszystko odpowiedzialne!
      Sharingan.
      - Odwrócone Genjutsu - zrozumiał, gdy jego ramiona poczęły zamieniać się w kisielowatą, bezkostną, obrzydliwą formę, pokaz mocy genjutsu jaką starał się rzucić na - wyglądającego być młodszym i zdecydowanie za bardzo narwanym - Uchihę. - Nie doceniłem cię - błysnął zębami, rozkrzyżowany, spocony od bólu, który raz za razem przeszywał go spazmą lęku i bojaźni, strasząc, rozpościerając kosmate, długie pazury, będące tak podobne do tych, jakie posiadała śmierć i której zapach zaczął drażnić jego nozdrza. Czuł ją. Zbliżała się na wezwanie jego ignorancji.
      - Wasz klan jest niesamowity - podjął za chwilę. - Ta niewiarygodna moc drzemiąca w waszych oczach... Ta gorąca krew, którą posiadacie w waszych żyłach i brak bojaźni przed jej upuszczeniem... Zawziętość. Zapalczywość. Niestraszni śmierci, odważne serca! - parsknął, z ust popłynęła mu krew. - Klan Uchiha z pewnością na długo stanie się obiektem moich zainteresowań. Z czasem pozwolę sobie... Nie... To już zachowam dla siebie.
      Kolejne parsknięcie.
      Potężna postać smoka odbiła światło od swych kryształowych łusek, zachrzęściła w szpalerze drzew, prowokacyjnie trąc o szczyty koron twardym jak kamień brzuchem. Lawirując zręcznie, wzbił się ku górze, gdzie zatoczywszy triumfalnie koło, spikował prosto w zieloną górę, pomiędzy Jednookim, a lecącymi w jego stronę kulami ognia.
      Zakotłowało się.
      Huk i siła uderzenia, a także wzbite wszędzie dokoła drobiny kryształowe, siekające bez opamiętania eter, zasłoniły i oddzieliły Ryo od reszty tak, że gdy cała zawierucha opadła, Ten wystrzelił zaraz zeń i pomknął w kierunku czerwonookich (prędkość: 260).
      - Zmierzmy się w Taijutsu! - krzyknął.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#268 2014-01-02 16:16:03

Straznik 4

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-05-03
Posty: 893

Re: Tereny Yu no Kuni

post #26

Tak jest, mamy go! To czas, by zapłacić za swoje występki i zbrodnie!
   Adrenalina bezlitośnie napędzała kotłujące się w głowie chłopaka myśli coraz to bardziej i bardziej. Zmrużył oczy, by nie dać się oślepić własną techniką. Za nic nie chciał ich jednak zamknąć, gdyż w jego odczuciu to miał być ten moment, w którym wszystko ma się zakończyć. A on nie mógł pozwolić sobie na przeoczenie takiego wydarzenia!
   Zauważył jakiś ruch. Majacząca gdzieś w oddali zjawa mignęła gdzieś w ciemnościach, oświetlona chwilowo przez potężne, ogniste techniki. Nie miał pojęcia, co mogłoby to być. Nim jednak zdążył choćby mrugnąć okiem, dostrzegł spadający z nieba smoczy łeb, wprost na nich. Chwilę później leżał już na ziemi, przygnieciony ciałem swojego dowódcy, który pewnie już wcześniej dojrzał potencjalne zagrożenie.
   Podgrzane powietrze drżało, przecinane raz po raz pędzącymi we wszystkie strony odłamkami kryształu. Wśród nich pojawił on, przemierzający ten istny chaos zbrodniarz, pałający żądzą przelania kolejnych porcji życiodajnych płynów. W tamtej chwili kojarzył mu się z szaleńcem, którego postradane zmysły doprowadziły na skraj człowieczeństwa.
   -Taichou, nadchodzi! - krzyknął roztrzęsionym głosem. Ten człowiek... napełniał go niepokojem i paraliżującym strachem.
   Spojrzał na głowę, leżącego na nim kapitana. Jego oczy zamarły, wbite gdzieś w bliżej nieokreślony punkt. Spomiędzy rozchylonych, nieruchomych warg wypływała cienka strużka krwi. Dopiero wtedy dostrzegł, że całe jego plecy naszpikowane były odłamkami twardego kruszcu, który doszczętnie rozszarpał skórę i odzienie. Na próżno doszukiwał się jakichkolwiek ruchów jego klatki piersiowej...
   Ryknął. Jego krzyk przepełniony był bólem i rozpaczą. To przeze mnie... To mnie zdecydował się chronić... Nie dam się, muszę walczyć. Muszę... zwyciężyć!
   Jednym, płynnym ruchem zrzucił z siebie ciało dowódcy i szybkim susem stanął na równe nogi. Wyprostowany, spojrzał na nadciągającego już z zabójczą szybkością znienawidzonego mężczyznę. Wbijając w niego swoje czerwone tęczówki, wrzasnął przeciągle, a jego ciało okryła czerwona aura. W mgnieniu oka przybrała ona niemal materialny kształt żeber, które otoczyły go zewsząd. Stanął w pozycji pełnej gotowości, śledząc swym bystrym wzrokiem każdy ruch przeciwnika...
   

Nadciąga...
[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Straznik 4 (2014-01-02 16:17:30)

Offline

 

#269 2014-01-03 14:09:09

 Ryo

Kiyoshi http://i.imgur.com/YKPxXWR.png http://i.imgur.com/SpFvgX4.png

37585360
Zarejestrowany: 2012-11-17
Posty: 662
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shouton
Ranga: Lider
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 31 lat
Multikonta: Senti

Re: Tereny Yu no Kuni

      Biegł przed siebie, co sił, a wiatr i deszcz chłostał go po twarzy, rozmywając i wilgotniejąc z wolna krzepnącą krew. Twarz miał skupioną, nie przedstawiającą żadnych emocji, prócz tych, świadczących o płytkim podnieceniu i nieco bardziej intensywnej obojętności. Nie chciał zdradzać ich więcej, nie w chwili gdy trzymał w rękach rozdanie, będące w stanie bezproblemowo doprowadzić pojedynek do końca i to tak, by on sam nie musiał się już martwić o kolejne rany i skaleczenia. Tych miał - jak zauważył - powyżej uszu i może się zdążyć, że kolejna nowa przeważy szalę, a on pożegna się z tym światem. Musiał liczyć się z konsekwencjami swojego wcześniejszego zachowania, w którym krwi upuścić się nie bał.
      Znajdował się już tuż, tuż. Zaciśnięte dłonie z wolna przygotowywały się do uderzenia, gotowe zmiażdżyć, rozszarpać to, co stanęłoby im na drodze. Przez chwilę Ryo zastanawiał się nawet, czy nie pokusić się o użycie swojej monstrualnej siły, tej, którą trzymał na okazję specjalną, ale zaraz potem wybił sobie ten pomysł z głowy, uświadamiając przy okazji - jak czasem bardzo głupi jest.
      Z jednej strony zrobiło mu się żal zbiegłego w te rejony komanda Uchiha. Zabił wszystkich, zarówno ich, jak i tę sojuszniczą, która z błąkającym się na twarzy pomyleniem, pożegnała się z życiem krótkim, acz narowistym krzyknięciem bólu. Wyrwał jej oczy. Był to czyn brutalny i wysoce niemoralny. Wyrwał, bo ich pragnął. Czerwonych źrenic, których nie spotkał wcześniej u nikogo innego, prócz niej samej... I znów przyszła myśl, znów przyszła kolejna refleksja, prowokująca do zastanowienia się nad tym, co przeminęło i co by było, gdyby to pewne osoby nadal nad nim czuwały. Potrzebował kobiety. Pragnął jej. Osoby bliskiej, z którą ustatkowałby życie.
      Czerwony korpus sprawił, że momentalnie ocucił się z zamyślenia. Wznosząca się dokoła kostuszych żeber mroczna energia i tajemnicze ciepło wywołało w nim kolejną porcję zdziwienia i podziwu zarazem. Ileż jeszcze tajemnic skrywają ich doujutsu?
      Należało to sprawdzić, a Ryo mógł już teraz cieszyć się z własnej zapobiegliwości. Zrobił należycie, wysyłając ku szarży klona, samemu będąc po drugiej stronie kryształowej góry. Zrobił to w momencie, gdy smok w nią uderzył i teraz mógł na spokojnie, niczym kapitan swego okrętu, wydać jasny i prosty rozkaz.
      - Bunshin Bakuha!
      Kiedy klon znajdował się tuż przy chłopaku, eksplodował potężnie, wzbijając w górę kurz i rozsyłając dokoła falę uderzeniową. Czy chłopak przetrwał?
      Ryo, ten prawdziwy i oryginalny, stanął z powrotem na szczycie góry, łypiąc stamtąd na kurzawę, której kłęby raz po raz wzbijały się ku niebu.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#270 2014-01-03 17:12:09

Straznik 4

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-05-03
Posty: 893

Re: Tereny Yu no Kuni

post #27
   Był pewny swego. Gotowy do działania. Odrzucił wszystkie wątpliwości. Wyzbył się każdej z obaw, które trawiły jego duszę jeszcze moment temu. Na chwilę zapomniał o wszystkim tym, co ciągnęło go do dołu, podcinało mu skrzydła. Wiedział, że jeśli teraz nie wzbije się do lotu, już nigdy nie dostanie takiej szansy. Postawił wszystko na jedną kartę.
   Nie przejmował się tym, że został tu sam. Nie miał już o kogo się troszczyć, kim zaprzątać sobie głowy. Był tylko on i pędzący na niego przeciwnik. Choć był od niego stokroć słabszy, potrafił przeżyć aż do tej chwili. Paradoksalnie, stając nad przepaścią nicości, poczuł się bogatszy, niż kiedykolwiek wcześniej. Pojął wreszcie, o co walczył przez tyle lat, po co brał na swoje barki trudy treningu i dlaczego poddawał się rozkazom innych.

By być w stanie udowodnić swoją wartość i móc walczyć za honor swojej ojczyzny!


   Tęczówki błyskały czerwienią, śledząc dobiegającego już osobnika. Gdy jednak miał zaatakować, stało się coś niespodziewanego. Zamiast wymierzyć mu potężny cios, zalał go falą gorąca, która w oka mgnieniu strawiła jego ostatnią deskę ratunku, następnie odrzucając go w tył i raniąc przy tym dotkliwie. Kuso! Dałem się podejść! - myślał, sunąc na plecach po twardym krysztale.
   Choć jego nadzieja uleciała wraz z otaczającą go majestatyczną klatką piersiową, postanowił z trudem podnieść się na drżących nogach. Pragnął walki, zadośćuczynienia za winy. Kaszlnął, plując krwią. Spoglądał przy tym na wywyższonego ponad szmaragdową górę potwora, który zdawał się emanować boską aurą. Musiał przyznać, że jego umiejętności wykraczały poza jego pojęcie ludzkiej siły. Mimo to, zdecydował się na walkę do samego końca.
   Chwycił w dłonie dwa kunaie, które odszukał wśród rozrzuconych wszędzie rzeczy. Kawałki kryształu chrzęściły pod jego stopami, kiedy resztkami sił osłabiony gonił naprzód (szybkość: 70). Myślał tylko o jednym. Nie zabić. Wypatroszyć za wszystko, co uczynił! Gdy był już blisko, wyrzucił w tors przeciwnika jeden z noży (szybkość: 120), by następnie zamachnąć się na jego zakrwawioną twarz (siła: 140).

Teraz albo nigdy!

Offline

 

#271 2014-01-04 00:42:41

 Ryo

Kiyoshi http://i.imgur.com/YKPxXWR.png http://i.imgur.com/SpFvgX4.png

37585360
Zarejestrowany: 2012-11-17
Posty: 662
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shouton
Ranga: Lider
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 31 lat
Multikonta: Senti

Re: Tereny Yu no Kuni

      To tylko kwestia czasu - konstatował, niemal głośno - tylko kwestia czasu nim ten przerośnięty szczeniak padnie z wycieńczenia. Nie ma większego sensu pastwić się nad nim, choć z drugiej strony, bez tego nie odpuści. Będzie bez końca próbował się podnieść, jak ten żuk, przewrócony na odwłok, który młóci powietrze pokracznymi odnóżami.
      - Posłuchaj mnie, dzieciaku - krzyknął, zanim chłopak się podniósł. - Posłuchaj mnie uważnie, bo nie mam w zwyczaju powtarzać. Nie masz ze mną szans. Dotarło, tam na dole? Kolejne próby i bezsensowne ruchy postawią cię tylko w gorszej sytuacji. Z czasem moja cierpliwość minie, a wraz z nią minie też moje aktualne jestestwo, przepchnięte, dość brutalnie, przez pana jegomościa, którego dziele w tym ograniczonym ciele... Posłuchaj, chłopcze - podjął nieco cieplej, widząc jak ten dźwiga się na nogi. - Wiem co czujesz, tak mi się przynajmniej wydaję. Zdaje sobie sprawę, że pałasz do mnie czystą nienawiścią i jedyne czego pragniesz, to odkupienia win w mojej krwi. Powiem ci coś. Żadnego odkupienia nie będzie. Przyjdzie za to ból. Dużo bólu. A ten jak przychodzi, wcale... Co za uparty szczeniak!
      Biegł doprawdy wolno. Chyba wolniej, niż wcześniej stworzone klony, które Ryo tak ochoczo uprzednio zignorował. I czego efekt miał teraz na twarzy i ciele, wgłębienia rozcięć, piekących jak sam diabeł, nieprzyjemnych i boleśnie przypominających przy każdym, najmniejszym nawet, ruchu. Nie mógł jednak pozwolić... Nie miał sumienia, aby zabijać tego ostatniego. Po prostu nie chciał tego zrobić. Wolałby go już zostawić na pastwę losu, niechby się wykrwawił płukany deszczem, ale niech on, Ryo, nie musi mu zadawać ostatecznego ciosu.Nie dzisiaj.
      Nim Uchiha zdążył wypuścić ostrza, Ryo miał sporo czasu na przygotowanie czegoś, co pozwoliłoby na zatrzymanie go przez dłuższą chwilę w ciasnym odosobnieniu. W tym celu wyciągnął przed siebie ramiona, złożył dłonie w piramidę i koncentrując chakrę, zaświecił przez moment niebieską poświatą. Efekt był doprawdy imponujący. Wstęgi energii, niby elektryczna zbroja, owijały się wokół sylwetki Jednookiego, by za chwilę skupić się bezpośrednio w wyciągniętych dłoniach, złożonych w piramidkę. Gdy to się stało, a sam chłopak był już dawno namierzony, Ryo niemal beznamiętnie wyskandował formułę techniki.
      - Tsubako Mandara.
(siła:220)

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#272 2014-01-04 01:21:16

Straznik 4

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-05-03
Posty: 893

Re: Tereny Yu no Kuni

post #28
   Biegł przed siebie tak szybko, jak tylko potrafił i na ile pozwalały mu odniesione obrażenia. Nie wiedział zupełnie, co napędzało jego ruchy, jednak z pewnością nie był to rozum. Już dawno stracił kontrolę nad swoim ciałem, dając ponieść się buzującym w jego żyłach emocjom, nakazujące mu raz po raz podnosić się z twardego posłania kryształu, w które co chwilę wrzucał go jednooki. Jedynym, co wówczas widział, były jego palce, po których spływała krew przyjaciół i towarzyszy.
   Jego czerwonym tęczówką nie umknął moment, w którym dumnie stojący przed nim mężczyzna zaczął przygotowywać kolejną, jak się spodziewał, zabójczą technikę. Zamachnąwszy się, wypuścił kunai'a spomiędzy swych ledwo poruszających się palców. Nim jednak odleciał on na jakąkolwiek odległość, odbił się w bezgłośnym klangu od tworzonej przez kryształowego kupca energii. Ta w jednym momencie zamknęła go szczelnie z każdej strony, rzucając na kolana. Poczuł się ośmieszony, kuląc się we wnętrzu ledwie dostrzegalnej klatki.
   Choć bardzo chciałby tego uniknąć, zmuszony był przeanalizować to, czego przed chwilą wysłuchał. I choć w niektórych kwestiach musiał się z nim zgodzić, nie potrafił dopuścić do siebie tej wiadomości. Nie chciał. Odrzucał od siebie tę myśl tak daleko, na ile tylko potrafił. Jednak bariera nie pozwalała na długo opuścić jego głowy, szybko przywodząc te wnioski z powrotem.
   Zmusił się, by spojrzeć na pokiereszowaną twarz jednookiego. Kiedy przypomniał sobie moment, w którym jego klony dokonywały rzeźbiarskiej niemal pracy, orząc tę wzniosłą twarz, uśmiechnął się mimowolnie. Mógł wyglądać wtedy, jak szaleniec. Jednak czegóż więcej można by się po nim w tej chwili spodziewać? W końcu stracił wszystko, ostatecznie sam docierając na krawędź swojego żywota.
   -Dokończ, co do Ciebie należy... - miał szczerą nadzieję, że nie pozwoli długo czekać na wymierzenie mu ostatecznego ciosu, który miał wszystko rozstrzygnąć...

Offline

 

#273 2014-01-04 16:34:04

 Ryo

Kiyoshi http://i.imgur.com/YKPxXWR.png http://i.imgur.com/SpFvgX4.png

37585360
Zarejestrowany: 2012-11-17
Posty: 662
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shouton
Ranga: Lider
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 31 lat
Multikonta: Senti

Re: Tereny Yu no Kuni

     Na twarzy pozostała mu pusta szrama, samo karminowo-rumiane wgłębienie, wypłukane ze strupów i krwi przez padający bez przerwy deszcz. Samo zjawisko ciągłych opadów potrafiło zastanowić i zmusić do refleksji, dlaczego właśnie od dobrych kilku dni siąpi z chmur nad Krajem Gorących Źródeł i nic nie zapowiadało zmian. Na pogodzie znał się wyjątkowo słabo, toteż usprawiedliwiał ulewę zwykłym zerwaniem chmury. Albo i niezwykłym - zaiste, trudno było rozpoznać.
     Trzymał ramiona sztywno w jasno założonej pozycji. Posiadając między dłońmi pół-transparentną piramidę, mógł za jej pomocą z powodzeniem manipulować tą większą, w której znajdował się Uchiha. Jego uwięzienie nie sprawiło Jednookiemu większego problemu, zrobił to bowiem z taką samą łatwością jak ongi temu, gdy przyszło więzić inne ofiary. Każda jedna cichła i wiotczała w takim karcerze i każda z góry nabierała niezbędnej i zatraconej wcześniej samokontroli. Choć, przyznać należało, bywało czasami doprawdy różnie. Przy pierwszych próbach techniki zdarzało się, że jej użytkownik nie nabrał tyle wprawy, aby móc wyzbyć przeciwników gorącej głowy i czasem zbyt mocno zakleszczył ścianki ostrosłupa. Krzyk wówczas był potworny, tak że zdawało się, iż bębenki w uszach za chwilę eksplodują, a zaraz potem, jak w reakcji łańcuchowej, pójdą w cholerę oczy, z nosa poleje się zaś potok krwi. Na koniec pokaz da mózg, który w tłumny i atencjonistyczny sposób rozerwie wraz ze sobą czaszkę.
     - Spokojnie, spokojnie - Ryo uśmiechnął się paskudnie, podchodząc bliżej chłopaka, wciąż nie zwalniając wyprostowanych jak drewniane kije ramion. - Przyjemności zostawmy na koniec, jak to mawiał świętej pamięci Lord Kraju Ziemi, gdy ktoś mu zaproponował wizytę i używanie na zwłokach w państwowym prosektorium. Wdepnąłeś w poważne gówno chłopcze, i zdaje się, że całkiem nieźle zdajesz sobie z tego sprawę... Zatem kilka pytań, wszak na więcej obu nam szkoda czasu, prawda? Ot, te podstawowe, dla zaspokojenia ciekawości. Kto was przysłał? Skąd wiedzieliście, że będę ten szlak przemierzał. Dlaczego na mnie nasłano Uchiha? A w zasadzie - wykrzywił wargę - na tę dziewczynę?

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#274 2014-01-05 20:08:06

Straznik 4

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-05-03
Posty: 893

Re: Tereny Yu no Kuni

post #29
   Zacisnął zęby, sycząc wściekle. Tęczówki wciąż błyskały czerwienią, miotając błyskawicami w znienawidzonego osobnika, w którego dłoniach znajdowało się jego być albo nie być. Pragnął już tylko jednego - by nie musiał już więcej na niego patrzeć. Nie dbał o to, czy to on zabiłby jego, czy odwrotnie. Po prostu miał już dość tej zmasakrowanej twarzy, która tak mocno go w tej chwili obrzydzała. To fioletowe ślepię, ten szkaradny uśmiech, a raczej wykrzywione w ohydnym grymasie wargi, spomiędzy których wydobywały się pełne pogardy słowa. To wszystko przestało mieć jednak znaczenie, kiedy zorientował się w zadawanych mu właśnie pytaniach...
   
   Znowu był w swoim umiłowanym Hidari, otoczony garstką zaufanych znajomych. Rozprawiali o ostatnich zdarzeniach, jakie miały miejsce w ich mieście. Wszyscy zbulwersowani byli czynem, jakiego dopuścili się władający cieniami renegaci. Zbezczeszczony cmentarz zamieszkał tego dnia we wzburzonych sercach i na ustach wszystkich czerwonookich.
   Pojawił się sam dowódca. Padło jedno jedyne pytanie. Czy zechcą pomóc w poszukiwaniach członków klanu, którzy obecnie znajdowali się na misjach? Wszyscy natychmiast się ożywili, pobudzeni myślą, że ktoś postanawia działać w tej sprawie. Nie minęła nawet godzina, a oni już pędzili przed siebie. Jak później się dowiedzieli, ich zadaniem było poinformowanie ich o zaistniałej sytuacji i mobilizacji do wzięcia udziału w akcji przeciw chuliganom.
   Dotarli do sporej grupy wojowników, którzy natychmiast dołączyli do zespołu. Oczywistym było, iż szczególnie pomocni okazali się ninja z umiejętnościami wyczuwania chakry. Dzięki temu nie musieli ślepo błądzić po kontynencie w poszukiwaniu towarzyszów.
   Na jej trop natknęli się w skutej lodem krainie samurajów. Nim jednak zdecydowali się na wypełnienie rozkazu, by dotrzeć do dziewczyny, odkryli, iż nie była sama. Otoczona kilkoma obiektami, z których jeden po drugim bezpowrotnie tracił swoje pokłady życiodajnej energii. Spośród nich pozostał tylko ten jeden, zaskakująco potężny i niespotykanie... inny.
   Rozbrzmiał rozkaz przygotowania zasadzki. Podejrzewano bowiem, iż Uchiha została uprowadzona przez bestię, w której klatce teraz siedział...

   Ocknął się przerażony, łapiąc samego siebie na straceniu kontaktu z rzeczywistością. Spojrzał na ludobójcę, stojącego nad nim dumnie i wysapał:
   -Ona nie była naszym celem. Mieliśmy sprowadzić ją do Hidari, by zasiliła nasze szeregi w walce z renegatami klanu Nara. Ale ty... Nie tylko udaremniłeś naszą misję, ale również wybiłeś ogromną ilość tych, którzy zamierzali walczyć za honor swojego klanu. Istotnie, jesteś potworem!
   Wiedział, że to, co mówił, nie było najmądrzejsze. W zasadzie zastanawiał się, dlaczego w ogóle mu odpowiedział. Poczuł się paskudnie, jednak nie mógł już uczynić nic więcej, jak tylko czekać na śmierć.

Offline

 

#275 2014-01-05 21:16:39

 Ryo

Kiyoshi http://i.imgur.com/YKPxXWR.png http://i.imgur.com/SpFvgX4.png

37585360
Zarejestrowany: 2012-11-17
Posty: 662
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shouton
Ranga: Lider
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 31 lat
Multikonta: Senti

Re: Tereny Yu no Kuni

      Zrobił ostrożnie krok naprzód. Mokra trawa mlasnęła pod naporem buta, który z wolna, bez krzty pośpiechu, oparł nań podeszwę, od pięty zaczynając, a po trzech uderzeniach serca na palcach kończąc dopiero. Zdawał sobie sprawę, że takie zachowanie nie jest w tej okoliczności wskazane. Powinien jak najszybciej zebrać informację, a zaraz potem kontynuować podróż, jeśli tylko będzie to możliwe. Przeczuwał i bał się, że z tym nastąpią jakieś niespodziewane komplikacje i chyba właśnie to go tak bardzo martwiło i wprawiało w dość drażliwy humor zarazem. Do tego doszła zagwozdka z ciałami. Cóż miał z nimi począć? Schować? Nie wypadało, z resztą gdzie skryłby tyle zwłok? Tutejsze tereny na pewno nie ułatwiłyby zadania, choć z pewnością możnaby było liczyć na pomoc ze strony pogody. Siąpiący bez przerwy deszcz już teraz zmywał ślady, na drugi dzień te zdążyłyby już dawno zniknąć... A co z nim? Zabić, czy oszczędzić?
      - Jestem potworem - powtórzył, niemal beznamiętnie, bezpłciowo. - Bóg mi świadkiem, że te wszystkie morderstwa były kwestią jednego wielkiego nieporozumienia. Wszystko potoczyło się nie tak, jak powinno. Ah, życie, życie... - uśmiechnął się w stronę dzieciaka, kucnął nad nim, nie zwalniając więzienia. - Domyślasz się pewnie z jakiego klanu jestem, prawda? Czyją krew noszę w żyłach? No właśnie... Przed tym już nie zdołam uciec. I chyba to staje się najbardziej problematyczne. No - dotknął szramy na policzku - może nie tak problematyczne jak to, ale jednak... Wiesz, zapytam cię o coś. Odpowiedz szczerze. Co zrobisz, jak cię wypuszczę?
      Był naprawdę ciekawy.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Ryo (2014-01-05 22:35:32)

Offline

 

#276 2014-01-06 00:16:33

Straznik 4

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-05-03
Posty: 893

Re: Tereny Yu no Kuni

post #30
   Nienawidził go. Nienawidził z całego serca, ze wszystkich sił. Do tej pory nie miał pojęcia, że można do kogoś czuć tak mocną antypatię, jaką teraz odnajdował w sobie do stojącego nad nim oprawcy. Gdyby tylko miał więcej sił... Gdyby nie ta cholerna klatka, tak skutecznie ograniczająca jego ruchy i uniemożliwiająca wymierzenie, a może raczej próbę, kary.
   Wrzasnął rozpaczliwie. Tak bardzo upodabniał się do mężczyzny, który chwilę wcześniej wpadł w bojowy szał, na zawsze grzęznąc w zrozpaczonej świadomości chłopaka. Nie miał pojęcia, co się z nim działo. Nie poznawał samego siebie. Jednak w tym momencie nie dbał o to. Liczyło się tylko to, by ulżyć cierpieniu, jakie nieświadomie na siebie ściągnął. Katusze bezsilności, niemożności zadania śmiertelnego ciosu temu, który przyprawił o śmierć wszystkich jego kamratów. Wiedział, że nie wytrzyma dłużej. Albo on zabije, albo odwrotnie. Innej opcji nie widział.
   Załkał, słysząc kolejne słowa, spływające z ust kryształowego wojownika. Ostre kły boleśnie wbiły się w dolną wargę, rozcinając ją, ciało dygotało w konwulsjach rozpaczy, która dopiero co rozbudziła się, przyćmiona do tej chwili bezgranicznym gniewem. To prawda, stał się szaleńcem...
   -Proszę, daj mi spokój... - ewidentnie bredził. Emocje wyraźnie doprowadziły go na skraj wycieńczenia umysłowego, gasząc ostatnie płomyki człowieczeństwa. Był niczym innym, jak bezładną masą, która po prostu istniała. Jego wzrok był pusty. Usta ledwie otwierały się, by wytoczyły się z nich powolne słowa. Jakże kontrastowało to z treścią, jaką przekazywały...- Jeśli starczy mi na to sił, dorwę cię i wypatroszę. Taka zbrodnia... Nie może ujść na sucho. A potem. Potem pochowam wszystkich moich przyjaciół. I sam zginę, umierając przy ich boku...
   Zawiesił głos, jakby chciał jeszcze coś powiedzieć. Nic jednak więcej nie wyrzekł, zastygając w oczekiwaniu...

Offline

 

#277 2014-01-06 01:57:07

 Ryo

Kiyoshi http://i.imgur.com/YKPxXWR.png http://i.imgur.com/SpFvgX4.png

37585360
Zarejestrowany: 2012-11-17
Posty: 662
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shouton
Ranga: Lider
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 31 lat
Multikonta: Senti

Re: Tereny Yu no Kuni

      Ryo nie zmienił swojej pozycji choćby o cal. Wciąż siedział na kuckach, a ramiona miał wyciągnięte przed siebie. Poza z oczu osoby trzeciej mogła rzeczywiście prezentować się zabawnie, ale tylko dla kogoś kto o technikach ninja wie tyle, co każdy żółtodziób pokonujący pierwszy raz próg akademii. On sam nie myślał nawet zaprzątać sobie głowy tym jak wygląda. Nawet szrama na policzku, po której na pewno zostanie ślad, przepadła w jego pamięci, zamieciona pod sprawy, które były w pewnym stopniu ważniejsze. Przynajmniej na tę chwilę. Wiadomym było, że kiedy znajdzie się w bezpiecznym miejscu, gdzie na spokojnie będzie mógł uporządkować myśli, nie raz jeszcze przeklnie tego, kto ją mu sprezentował. I przypomni sobie wówczas o komandzie Uchiha, chcących go strącić z nieba ognistymi kulami podczas siarczystej ulewy. Przypomni sobie dziewczynę, którą brutalnie zamordował zabierając jej własność. Dziedzictwo.
      Spojrzenie, jakim raczył chłopaka, nie można było nazwać ciepłym. Zimnym, co prawda, też nie było, ważyło się raczej na obojętość z nutką politowania. Obserwował, wijącego się w ciasnej skorupie robaka, który wierzga nogami i jęczy w konwulsjach, prosząc jednocześnie o szybką śmierć. Dlaczego, u licha, wszyscy o nią prosili? Hojracy, wielcy wojownicy, odważni, nie bojący się zadać i zyskać kolejnych ran, w ostatniej chwili, w najbardziej beznadziejnym momencie błagali o szybką śmierć. O jak najbardziej ekspresową drogę między światami, bojąc się odejść z padołu ze świadomością, że robiło to się z uporem, ze straszną, męczęńską walką. W tamtej chwili poprzysiągł sobie, że jeśli znajdzie się w podobnej sytuacji, popełni samobójstwo. Nie będzie nikogo prosił. Ot, po prostu, skrystalizuje się. Profit z bycia członkiem klanu Kiyoshi.
      - Biedulek - podsumował jednym słowem zachowanie chłopaka, tak jak robią to doktorzy w zakładzie psychiatrycznym, kiedy pacjent próbuje się wszelkimi siłami wydostać z kaftana. - Tyle w tobie zaparcia, tyle młodzieńczej werwy. Masz jakieś marzenia? Ha! Po co pytam, na pewno jakieś masz. Wy wszyscy je macie. Nierealne, porównywalne z próbą schwytania gwiazd za pomocą metrowego sznura. No już, leż spokojnie... Zaraz będzie po wszystkim.
      Rozluźnił dłonie. Ściany piramidy rozmyły się, zarówno w tej między palcami Jednookiego, a ten w której znajdował się Uchiha. Na upiornej, brudnej twarzy Ryo malował błysk fascynacji i błogiej nieobecności.
      Zaczął składać pieczęć. Powoli, z porażającą dokładnością. Tygrys.
      - Suishou Rou no Jutsu.
      Kryształ objął sylwetkę chłopaka, topiąc go w zielonym świetle, zamieniając go w to, czym czym stał się jego wiekuisty sarkofag. Ryo nie po raz pierwszy widział krystalizację i nie po raz pierwszy czuł przy tym dziwną, wędrującą od dna żołądka po pierś - dumę. Dumę, że jest w stanie zrobić coś tak niesamowitego, niepowtarzalnego.
      Podniósł się. Skierował się w stronę ciała dowódcy. Nie poświęcił mu większej chwili, nie dokonał takiej ceremonii, jak w przypadku chłopca. Tu położył tylko dłonie na ciele i zaczął zamieniać mężczyznę w zielony posąg, który niedługo eksplodował szmaragdowym bukietem świetlików. Po wyciągnięciu ramienia w stronę góry - ta także poddała się rozkładowi, podobnie jak resztki kryształowe, które Ryo po kolei uprzątał. Nie chciał zostawić żadnego śladu.
      Na koniec została tylko dziewczyna. Stanął nad nią, wejrzał w czarne, puste oczodoły, z których kipiała krew i przerażenie jednocześnie. Upiorność.
      - Żegnam cię.
      Ponownie pieczęć tygrysa. Tym razem nie dochodzi do krystalizacji, gry zielonych barw, a czegoś co przyszło bezpośrednio z ziemi. Ziemia wokół dziewczyny zamieniła się w błoto, sprawiające, że kontury jej ciała zaczęły być z wolna załamywane, śmielej i śmielej, by w końcu mieć trudność z rozpoznaniem w białej masie człowieka. Utonęła.
      Wyprostował się. Resztką chakry przyzwał kryształowego smoka, wciągnął się na jego kark, gdzie będąc odetchnął z ulgą i wytchnieniem, zmęczony, wyczerpany, inny niż kiedykolwiek dotąd. Bo takiej przygody, jak ta, jeszcze nie przeżył.
      Oby tam, na wschodzie był spokój, pomyślał, kiedy wiatr znowu ciął go w twarz.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

z/t -> Ronin no Kuni - siedziba lidera

Offline

 

#278 2014-01-22 17:15:45

Shiramui

Zaginiony

48882364
Zarejestrowany: 2013-10-13
Posty: 162
Klan/Organizacja: Nara
KG/Umiejętność: Kagesasu
Ranga: Członek klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 16

Re: Tereny Yu no Kuni

     Przemierzałem te tereny od dłuższego czasu. Po co? Chciałem dostać się na sam brzeg Yu no Kuni. Chociaż znalazłem się tak blisko Błyskawicy, nie chciałem tam wracać. Co prawda musiałem to zrobić, i to niedługo, lecz jednak na razie oddaliłem ten zamiar. Duch patrioty przygasł na te kilka miesięcy. Musiałem najpierw uzbroić samego siebie. W broń, której nie zna nikt, a sprawić może problemy niejednemu dojrzałemu wojownikowi, który walczył przez całe życie. Musiałem posiąść coś, czym potrafiłbym zatrzymać innych równie dobrze, niczym cieniem.
     Musiałem zdobyć siłę. Chciałem stać się potężny, jednak nie dla samego siebie. Musiałem uratować Chuu. Trapiło to mnie od dni, tygodni, miesięcy. Ostatni rok był dla mnie bardzo ważny - znalazłem mistrza, nauczyłem się wielu rzeczy, opuściłem akademię. Niestety, ważność tych wydarzeń ułożyła je zupełnie odwrotnie...
     Zdawałem sobie sprawę, że jeśli nie będę silny, to moje działania, które już niedługo wprowadzę w życie, pójdą na nic. Chciałem pociągnąć za sobą ludność klanu Nara, aby wreszcie zażegnać ten beznadziejny konflikt...
     Nawet nie poczułem, gdy znalazłem się na statku. Wreszcie mogłem dotrzeć do wysp...

[z/t -> Tsuki no Kuni [Kowal]

Ostatnio edytowany przez Shiramui (2014-01-22 17:15:58)

Offline

 

#279 2014-02-10 23:15:40

 Akami

Martwy

42754256
Zarejestrowany: 2012-08-18
Posty: 505
Klan/Organizacja: Wyrzutek
KG/Umiejętność: Fumetsu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 38
Multikonta: Kazunari

Re: Tereny Yu no Kuni

      W swojej... A raczej naszej podróży, wolałem unikać dużych miejsc. Dlatego właśnie w drodze do Ronin no Kuni poszedłem przez Yu no Kuni, zamiast kontynuować podróż przez Kraj Ognia. Jakby nie patrzeć odziany na biało ninja z wielką kosą na plecach i dziewczyną przerzuconą przez ramię, nie jest codziennym widokiem w żadnym cywilizowanym państwie. Przyświecał mi jednak większy cel, a środki w jakich mogłem przebierać, były dość mocno ograniczone. Nie planowałem porywać członkini mojej byłej organizacji i zabierać jej, aż do Siedziby Wyrzutków, do której wypadałoby od czasu do czasu zajrzeć.
      Unikałem - jak zwykle zresztą - większych skupisk ludzkich. Szukając jak najbardziej zawiłej drogi, próbowałem przebić się w stronę wybrzeża. Jeśli moja 'towarzyszka' w międzyczasie próbowała się budzić, w najprostszy możliwy sposób jej to uniemożliwiałem. Patrzałem też, czy jej mały piesek przypadkiem nigdzie mi nie wyleciał...
      Szukałem nawet najmniejszej łajby.. Mogło to być cokolwiek! Ważne żeby pływało i zabrało mnie tam, gdzie sobie tego życzyłem.

<z/t [Ja + Narisa (z psem)] -> Ronin no Kuni>

Ostatnio edytowany przez Akami (2014-02-10 23:16:03)


http://i.imgur.com/TDQuAfP.gif

Offline

 

#280 2014-04-29 20:36:09

 Kazunari

Uchiha http://i.imgur.com/lUSRkiz.png

42754256
Zarejestrowany: 2012-04-06
Posty: 478
Klan/Organizacja: Uchiha/Yūgure
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Założyciel Yūgure
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 37

Re: Tereny Yu no Kuni

     Dom wydawał mi się cholernie daleko. Od Kraju Deszczu szedłem praktycznie bez przerwy, robiąc tylko krótkie postoje na maksymalnie trzy godziny snu. Nie było to najzdrowsze, ale nie czułem znużenia. Gdzieś ono mogło faktycznie być, lecz chęć powrotu do domu i tak spędzała mi sen z powiek. Wcześniej czy później, musiałem jednak zrobić sobie postój. Znajdywałem się w Kraju Gorących Źródeł, więc zatrzymałem się przy jednym z nich. Najadłem się, wykąpałem oraz przespałem. W skrócie, czułem się jak nowo narodzony, co brzmiało w moich ustach bardziej dosłownie, niż mogło się wydawać. Nie spędziłem jednak zbyt długo czasu w tym przeciętnym, nawet dla ubogiego człowieka, przybytku. Ruszyłem dalej, wkraczając do Kraju Błyskawic - mojej ojczyzny, nie widzianej od lat.

[z/t -> Hidari]

Ostatnio edytowany przez Kazunari (2014-04-29 20:36:35)


/ Theme /
http://i.imgur.com/nrBWFve.png

Offline

 

Stopka forum

RSS
Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB
Polityka cookies - Wersja Lo-Fi


Darmowe Forum | Ciekawe Fora | Darmowe Fora
www.alkoholizm-forum-wiedzma.pun.pl www.gpwsiiz.pun.pl www.naszinowlodz.pun.pl www.brotherhoodofsteel.pun.pl www.goldenarmy.pun.pl