Ogłoszenie


#161 2015-02-13 11:53:34

Straznik 8

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-09-09
Posty: 502

Re: Siedziba organizacji Yūgure

^^

     Młodzieniec biegł. Spieszył się. Dlaczego? Sam nie wiedział. Co kazało mu pomóc owej trójce? Przecież nie interesował się swoim klanem. O nie, on był zwyczajnym samotnikiem. Nie to, że wstydził się swojej rodziny. Nie to, że nie umiał się poświęcać. On po prostu... Zwyczajnie nie był towarzyskim typem. Yocharu już zadał sobie specjalne pytanie: "co zrobię później?". Przez to tylko czuł do siebie żal, że postanowił pomóc dziewczynom. Najwidoczniej Uchiha naprawdę był przyzwyczajony do swojej samotności. Nie chciał mieć kompanów, a panny postanowił ratować chyba tylko z własnej dumy. Słynnej pewności siebie, którą posiadał każdy czerwonooki. I tej, która potrafiła objawić się w najmniej oczekiwanym momencie, w najmniej spodziewanej personie. Yocharu chyba właśnie poczuł magię swojego rodu.
     Czerwonooki stał na środku drogi. Nie miał zamiaru bawić się w ukrywanie swojej obecności. Chyba jego głównym powodem był kamuflaż, a także brak pewności czy ma do czynienia z "tą" czwórką. Bo jeżeli nie był to strażnik i trzy dziewczyny, to o zrobi młodzieniec? Będzie szukać ich dalej? A może oleje sobie sprawę. Ech, życie ninja nigdy nie było proste, chociaż tak może wydawać się postronnym. Oni nie muszą podejmować tak ważnych decyzji. Bo te wybory mogą prowadzić do śmierci innych ludzi, często również ninja. Tak, skrytobójcy mordowali sami siebie, choć i tak nie byli najliczniejszą kastą wśród istniejących. Paradoks.
     Uchiha nie powinien jednak zastanawiać się, co byłby w stanie zrobić, gdyby ta czwórka okazała się nie tym, kogo szuka. Na dźwięk lecącej broni postać prowadząca kolumnę odwróciła się i bacznym wzrokiem oceniła zagrożenie. Kunai przeleciał nad nią. Na twarzy mężczyzny pojawił się uśmiech. Tak, to był strażnik niewiast. Panny odwróciły się również, aby dostrzec swojego zbawiciela. No cóż, nie wiemy jeszcze czy Yocharu je uratuje, ale mogły przynajmniej myśleć o nim w samych superlatywach. To było przynajmniej dobre...
     Postać na widok Yocharu nie poprzestała na zwykłym uśmiechu. Mężczyzna pamiętał wcześniejszą dyskusję z czerwonookim. To był właśnie ten bardziej rozmowny osobnik. O dziwo widok Uchihy, chociaż jednoznaczny ze śmiercią towarzysza, nie obudził w nim negatywnych uczuć. Na twarzy człowieka widać było jedynie dziwną radość, pewność siebie, ale też dumę. Czyżby nie obawiał się starcia z młodzieńcem, a śmierć towarzysza była mu na rękę? Kto wie? Jednakże niezręczna cisza została przerwana. Mężczyzna przemówił. Do Yocharu oczywiście.
     - No popatrz, nie mogę do końca uwierzyć w to, że żyjesz. Ale co z tego skoro twój stan mówi o sobie jedno. - wyrzekł człowiek a następnie się zaśmiał. Kilka sekund później ponownie przemówił. - Bardzo zależy ci na tych pannach? Chcesz tylko zaliczyć, czy je uratować? Powiedz ile masz pieniędzy, może się dogadamy.
     Ostatnie słowa mogły wprawić Yocharu w zakłopotanie. Nie był do końca pewien, czy przeciwnik jest poważny. Być może chciał tylko z niego żartować... Ale kto wie? Cóż, młodzieniec mógł tylko odpowiedzieć, albo zareagować w typowy dla ninjy sposób. Zaatakować...

Ostatnio edytowany przez Straznik 8 (2015-02-13 11:53:46)

Offline

 

#162 2015-02-17 22:20:00

 Kuroi Inu

Zaginiony

8260416
Zarejestrowany: 2014-04-07
Posty: 210
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Członek Klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 18
Multikonta: Setsuna

Re: Siedziba organizacji Yūgure

Po treningu, który to w miarę zadowolił moje oczekiwania postanowiłem zażyć  świeżego powietrza. Siedziba ta znajdowała się w skalistych górach, a ja zawsze miałem ochotę ich uświadczyć, nie tylko pocztówkowym widokiem, ale zaczerpnięciem w płuca świeżego powietrza, które to podobnież niosły za sobą. Ponieważ mój prywatny spacer nie wiązał się w żaden sposób w kwestii organizacji złapałem katanę w rękę i ruszyłem w kierunku wyjścia nie racząc oczywiście informować kogokolwiek o mojej małej wyprawie.
  Yocharu nie powinien mieć o to pretensji, przywódcą oficjalnym jeszcze nie został, więc nie miał prawa wydawać mi rozkazów,  a co dopiero sugestii bym wrócił się czy coś w tym stylu.
  Jeżeli chodzi o mnie nie martwiłem się w ogóle, świat na razie nie wydawał się taki przyjazny jak kiedyś jednak zdecydowałem się by wyjść.

[z.t -> Skaliste góry]


Jam Hermes, własne skrzydła pożerając oswojon zostałem.




Karta postaci


Theme

Seiyuu

Offline

 

#163 2015-02-27 22:13:29

 Yocharu

Klan Uchiha http://i.imgur.com/p2qZr4s.pnghttp://i.imgur.com/bRrcMpK.png

50499111
Skąd: Hidari
Zarejestrowany: 2014-04-03
Posty: 996
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider/ Weteran
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 26

Re: Siedziba organizacji Yūgure

~
       A więc to jednak oni. O dziwo nie spodziewałem się, że od razu na nich natrafię ale los sprawił, że tak właśnie się stało. Kwestia pozostawała jednak czy to łut szczęścia czy raczej fatum przyprowadził mnie ta szybko przed obliczę mężczyzny prowadzącego "wagonik" kobiet. Plan zwrócenia uwagi wypalił a gadatliwy jegomość uśmiechnął się na mój widok. Moje przybycie równało się ze śmiercią jego kompana albo przynajmniej jego opłakanym stanie lecz nie zrobiło to na nim żadnego wrażenia. Gra pozorów czy może było mu to na rękę? Jakby nie patrzeć cała pula za kobiety wpadnie w jego ręce więc obłowi się dwukrotnie bardziej niż zakładał - no chyba, że sam chciał pozbyć się kumpla. W każdym razie tego drugiego już nie było a w jego miejsce wskoczyłem ja. Mój pomysł z kamuflażem okazał się dosyć trafny co pozwolił zaznaczyć sobie komentarzem. Problem był jednak taki, że gość był bardziej cwany, niż wyglądał o czym przekonałem się podczas ostatniej konwersacji. Tym razem jednak miałem przypuszczalnie drobną przewagę przez co mogłem wdać się w małą konwersację. Jeden z moich klonów czekał skryty wśród drzew, drugi nieco dalej z moim orężem a podmiana była przygotowana. Śmiało mogłem przyjąć na siebie jego cios w razie, gdyby próbował mnie zaskoczyć, chociaż wolałbym sam uzyskać ten efekt. Ciekawość zadawała mi w głowie pytanie "co ten gość kombinuje". Jego słowa były dosyć... dziwne. Po to jego kumpel zginął i po to wiał przede mną by teraz targować się o wolność kobiet? Strach? Czy może po prostu jakaś sztuczka, która ma mnie wkręcić w rozmowę. Zobaczymy co kombinuje i pozwolę sobie na dialog.
       - Moje pobudki nie są ważne. Ważne jest czemu nagle zmieniasz zdanie i jednak chcesz mi je odsprzedać? Czyżby typ, któremu chcesz je oddać był wątpliwym zarobkiem?
       Cały ten czas udawałem obolałego i zmęczonego. To pierwsze nie było jakieś super trudne ze względu, że kilka wcześniejszych cięć, upierdliwie parzyły moją skórę, która powoli zaczynała swoją naturalną, ludzką regenerację pozbywając się zbędnych mikrociał. Moje oczy były wciąż skierowane na jego twarz. Nie przyglądałem się kompletnie kobietą, które stały obok niego, gdyż w obecnej chwili nie miały dla mnie żadnego znaczenia nawet gdyby były najpiękniejszymi reprezentantkami mego rodu. W tej chwili liczył się tylko mój wróg a chwila nieuwagi może być kosztowna. Nie aktywowałem sharingana ze względu na regenerację chakry, jak i z faktu że udaję poturbowanego. Aktywowana czerwień mogłaby wzbudzać w nim podejrzenia i niepewność a tak po trafieniu we mnie, najzwyczajniej w świecie aktywuje podmianę, gdzie w ukryciu będę mógł przywrócić blask swoim ślepiom. Gdybym wiedział czym są Westerny, zapewne czułbym się jak podczas przygotowania do pojedynku w jednym z takich filmów. Jeden na jednego, wymiana zdań, jeszcze brakowało jakiejś kępy suchych gałęzi, przelatującej pomiędzy nami w głośnym podmuchu wiatru a następnie atak z serii "kto pierwszy ten żyje". Nie wiedziałem tylko czy jestem ten dobry czy ten zły bo jak wiadomo w filmach zawsze wygrywa ten dobry, chociaż user bluźni oni też giną jeżeli nie są głównym bohaterem. Nie ma co się zwodzić myślami, zaraz wszystko się wyjaśni.

Offline

 

#164 2015-03-01 21:02:58

Straznik 8

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-09-09
Posty: 502

Re: Siedziba organizacji Yūgure

^^

     Młodzieniec nie mi zamiaru od razu się ujawniać. Jego pozycja była o tyle dobra, że przeciwnik nie miał pojęcia o różnych klonach. Tak, Yocharu mógł teraz podejść przeciwnika, podczas gdy ten był zajęty rozmową. Tak, ten plan zdawał się być całkiem dobry. Jednakże na razie Uchiha nie wprowadził go w życie. Czemu? Co go zatrzymywało? Cóż, najpewniej zakładniczki. Przeciwnik, choć jeden, miał trójkę dziewczyn z klanu bohatera. Bardzo możliwe, że dlatego czekał on na ruch przeciwnika. Młodzieniec również postanowił zaczepić go słownie. Nie do końca rozumiał postępowanie strażnika niewolnic. Poświęcenie towarzysza najwidoczniej nie było dla niego ważne. A może tylko udawał? Chociaż znowu wizja zysku mogła okazać się ważniejsza nu cokolwiek. Cóż, niestety Uchiha nie mógł wejść do umysłu swojego przeciwnika. Albo udawał on doskonale, albo zmieniał zdanie jak młoda niewiasta.
     Mężczyzna, z którym rozmawiał Yocharu, zaczął się śmiać. Trwało to chwilkę, jednakże członek Yūgure miał ponownie okazję, aby usłyszeć głos przeciwnika. Strażnik położył jedną rękę na boku, a drugą zasłonił usta. Po chwili ponownie się odezwał. Wyglądał tym razem na zupełnie poważnego. Odrzucił maskę śmieszka i odezwał się głębokim basem. Uchiha mógł być wprost zaskoczony jego podejściem.
     - Powiedzmy, że interesy są dla mnie ważniejsze niż ludzkie pobudki. - powiedział całkiem spokojnie. Następnie odezwał się drugi raz. - Ile możesz mi dać?
     Mężczyzna wykonał gest zachęcający. Jak gdyby Uchiha mógł podejść bliżej. Najemnik ujawnił swoje prawdziwe zamiary, dzięki czemu młodzieniec powinien czuć się spokojniejszy. Doskonale znana chęć zwiększenia majątku była widoczna i u ninja, i u żołnierzy. Straznik odwrócił się do kobiet. Trwało to dokładnie kilka sekund. Nie chciał przecież odsłaniać się przed nieznajomym. A dlaczego to zrobił? Cóż, Yocharu słyszał jego słowa.
     - Panienki, jeżeli wasz krewniak da mi odpowiednią ilość mamony, będziecie wolne. Przekonajcie go. - rzekł. Następnie odwrócił się i...
     I rzucił kunaiem prosto w młodego Uchihę (Szybkość broni 150).
     Zaraz. Czy ten człowiek nie oferował przypadkiem normalnego układu. Barteru. Wymiany... Dlaczego zaatakował? Cóż, jedyne logiczne wytłumaczenie, które mogło przyjść do umysłu Yocharu, to to iż jego przeciwnik był znakomitym aktorem. Dobrał słowa, mimikę, ruchy, tak aby nie dało się dostrzec wyciągnięcia broni. Również rzut był idealny.
     Co poczcie nasz bohater? Zareaguje? Da się trafić? Wytworzy barierę? Kto go wie, przecież to ninja.

Offline

 

#165 2015-03-01 22:51:36

 Yocharu

Klan Uchiha http://i.imgur.com/p2qZr4s.pnghttp://i.imgur.com/bRrcMpK.png

50499111
Skąd: Hidari
Zarejestrowany: 2014-04-03
Posty: 996
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider/ Weteran
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 26

Re: Siedziba organizacji Yūgure

~
       Śmiech. Niewiele różnił się od tego wydobywającego się z ust jego towarzysza, który to w przypływie desperacji i ostatniego aktu zaatakował mnie i kogokolwiek innego przy okazji. Chociaż nie. Ten wyrażał niewątpliwie większą pewność siebie a wręcz niezaprzeczalną radość ze zwycięstwa nad swym przeciwnikiem. Tyle, że nikt jeszcze nie wygrał. Wyglądało na to, iż strażnik próbuje przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę poprzez zagrywki na tle psychologicznym. No cóż, źle trafił gdyż byłem kompletnie obojętny na morale i okrzyki moich wrogów. W oczach mego rywala widziałem tę samą nutkę sprytu, którą to ujrzałem gdy po raz pierwszy nasze drogi się zeszły. Wtedy rozkręcał spokojnie rozmowę aby w chwili najmniejszych podejrzeń, zaatakować jakby nigdy nic. Byłem ciekaw czy to jego stała taktyka, czy też jednorazowy pokaz przed panienkami i jego towarzyszem, którego poddałem procesowi recyklingu. Na razie zdawał się targować, chociaż jego intencję wciąż były nie jasne.
       A więc pytał o sumę. Czy on serio był w stanie je sprzedać po takich przygodach jakie go spotkały? Może nie chciał narażać życia dla złota? Ale to przecież najemnik, oni żyją z walki o każdy grosz. Coś tu śmierdziało i miałem nadzieję, że wyczuwam zapach jego zwłok, którego zaraz potoczą się po ziemi. Gorzej jeżeli poczuje swój własny odór gnijących ran. Szczerze mówiąc jego zamiary dyplomatyczne były szokujące ale dla mnie nic nie znaczącego. Miałem zamiar go zabić, lecz to on przystąpił pierwszy do działania. Świetnie, czyli jego taktyka została użyta ponownie. Dziwię się, że gość wciąż żyje stosując w kółko ten sam bajer i grę aktorską albo po prostu nigdy nie trafił na człowieka, którego musiał wkręcać dwa razy. Rzut ostrzem mówił wiele o jego zdolnościach. Idealnie ułożona dłuż i świetna parabola lotu wręcz krzyczała, że mam do czynienia z kimś kto często bawi się na dystans. Co ciekawe, prędkość kunaia była zdecydowanie mniejsza aniżeli papierowe shurikeny jego towarzysza. Masa cennych informacji w ułamku sekundy. Czyżby walka w zwarciu była jego słabą stroną? Wpatrywałem się w nadlatujący kunai i żałowałem, że strażnik odwrócił się plecami do mnie. Bardzo chętnie posłałbym teraz uśmiech w jego kierunku, być może ostatni jaki zobaczy albo ostatni jaki zrobiłem. To były ułamki sekund - lecz jeden ułamek sekundy wystarczył by aktywować sharingana. Czas w moich oczach wydawał się zwolnić a pędzący kunai jakby lecieć wolniej. [rekacja = 166] Szybko się odsunąłem, lecz tylko na taką odległość, bym poczuł muskający mnie wiatr od przelatującego ostrza. Chciałem by wyglądało to na łut szczęścia niż moje umiejętności nawet przy sharinganie. Nie mogłem tak szybko odkrywać swoich ukrytych kart i mini zasadzki. Jeżeli oberwałem, to w zależności od rany czy byłaby śmiertelna czy bardzo konfundująca, wykonałem dla bezpieczeństwa podmianę, lecz jeżeli rana miała mnie jedynie zranić bez jakiegoś paraliżu czy neutralizacji to wolałem to przyjąć na siebie. Oczywiście zakładając optymistyczne zakończenie mojego uniku, nadal spoglądałem w kierunku wroga i z potworną powagą wypowiedziałem:
       - Chybiłeś.
Dla kogoś takiego jak on, może to być hańba, oczywiście jeżeli dobrze zakładam że jego zdolności opierają się na dystansowanych atakach. Przeciągniemy tą potyczkę trochę bardziej, skoro tak lubi aktorzyć.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Yocharu (2015-03-01 22:58:35)

Offline

 

#166 2015-03-04 07:17:49

Straznik 8

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-09-09
Posty: 502

Re: Siedziba organizacji Yūgure

^^

     Uchiha nie przejmował się słowami przeciwnika. Doskonale zdawałem sobie sprawę, że były to tylko gierki słowne. Mężczyzna chciał najwidoczniej obniżyć jego morale i nastrój. Yocharu słusznie dostrzegł, że akurat na tym punkcie, wszystko mu jedno. Najemnik mógł wykrzykiwać obelgi, atakować go psychicznie, jednakże Uchiha był ciągle spokojny. Młodzieniec należał do bardzo specyficznych ludzi. Lubił mało mówić, a dużo robić, co w dzisiejszych czasach przejawiało się bardzo rzadko. Cóż, chwała czerwonookiemu, za to, iż nie dał się nabrać na tak wysublimowane zagrywki słowne. Wręcz przeciwnie, tylko zwiększyły one jego niepewność względem zamiarów przeciwnika. Mężczyzna wydawał mu się teraz dziwny dlatego pozostał gotowy do zareagowania. Dzięki temu byłby w stanie uratować swój tyłek. Bo "aktor" mógł zaatakować w każdej chwili...
     Wiem okazało się, że Yocharu miał rację. Potwierdził to lecący kunai. Uchiha miał mało czasu na reakcję. Jego pierwszym ruchem było aktywowanie Sharingana. Drugim natomiast unik. Młodzieniec miał naprawdę trudną sytuację. Dlaczego? Cóż, broń leciała piekielnie szybko, a on ujawnił swoje czerwone ślepia dopiero w trakcie jej lotu. Dodatkowo według Yocharu najlepszym unikniem byłoby minimalne odchylenie głowy. Miało to obniżyć morale przeciwnika. Cóż, pomysł w sobie dobry, ale wykonanie nie należało do łatwych. Można rzec, iż jedynie Sharingan dał możliwość wykończenia tej akcji. Głowa Uchihy lekko drgnęła, odzywając się minimalnie. Młodzieniec igrał z ogniem.
     Dało się słyszeć głuchy dźwięk.
     Wydał go kunai, który uderzył drzewo. Działo to się jakiś metr za młodzieńcem. Yocharu mógł jedynie cieszyć się z manewru. Unik się udał, w dodatku należał do idealnych przykładów jak obrazić przeciwnika.
     Twarz najemnika powoli zmieniała kolor. Po paru sekundach była czerwona. Mężczyzna powoli wyciągnął rękę, aby wskazać na Uchihę. Wyglądał na wręcz oburzonego. Ciekawe co miał do powiedzenia.
     - Jak ty to zrobiłeś? - zapytał.
     Wtem Yocharu poczuł ból. Jego przeciwnik zaś zaczął się uśmiechać. Po złości na twarzy nie pozostał ani ślad. Co się działo z Uchihą? Otóż był przebity kunaiem! W dodatku od strony drzewa, które było za jego plecami.
     Co się stało? Ano przeciwnik użył techniki, która mogła kontrolować broń z danej odległości. A że działo to się za plecami Uchihy, nie miał on szans na unik. Prędkość broni (150) dla jednego metra była wręcz zabójcza. Szczególnie, że zabiegu nie widział ani Yocharu, ani jego klon.
     Na szczęście młodzieniec użył Kawarimi...

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#167 2015-03-10 09:50:31

 Yocharu

Klan Uchiha http://i.imgur.com/p2qZr4s.pnghttp://i.imgur.com/bRrcMpK.png

50499111
Skąd: Hidari
Zarejestrowany: 2014-04-03
Posty: 996
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider/ Weteran
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 26

Re: Siedziba organizacji Yūgure

~
       Podmiana nastąpiła chwile po tym jak mój przeciwnik buchnął srogim śmiechem. Wydawać by się mogło, iż miał ku temu powód ale nie lada zdziwienie musiało go ogarnąć gdy w miejscu gdzie przed chwilą stałem, pojawiła się chmura dymu, rozpylając masę kruków szybujących we wszystkie strony. Prawda była taka, iż od samego początku zakodowałem swoją technikę aby w razie obrażeń, zamieniła moją pozycje z klonem, którego to targałem blisko siebie na tę okazję. Dlaczego nie zrobiłem tego tak jak poprzednio, najzwyczajniej w świecie pozostawiając za sobą kłodę? A no z kilku powodów. Po pierwsze, drewniana belka jest raczej czymś przeciętnym w tymże zastosowaniu i każdy szanujący się wojownik, potrafi wykonać taki manewr. Kruki zaś wyglądały złowrogo, wydając z dziobów swój przeraźliwy śpiew, który według wierzeń wielu ludów zwiastował śmierć. Ptaki także służyły do dezorientacji. Logicznym było, że w razie kłody osoba pojawia się w pobliżu drzewa ale co będzie logiczne dla chmary czarnych, latających zwierząt? To mogło być wszędzie. Ostatnim powodem był fakt, iż klona mogłem ustawić w dogodnej dla siebie pozycji, zdobywając przy podmianie taktyczną przewagę nad przeciwnikiem. Jak na ironię uchowałem się w drzewie, ze względu na moje przypuszczalne wyprzedzenie jego myśli, odnośnie mojego położenia. Zyskałem przewagę? Tego nie wiem, ale na pewno gość tym razem na serio się zdenerwował i zdał sobie sprawę, że nie walczy z byle pachołkiem, którego jest w stanie zabić jednym atakiem. I dobrze i źle. Jeżeli posiada lepszy asortyment to niewątpliwie go wytoczy lecz miałem nadzieję, że nabierze pewnych wątpliwości co do tego czy szczęście się go jeszcze trzyma.
       No cóż, teraz nastała moja kolej na atak. Nie mogłem sobie pozwolić na żaden obszarowy cios, ze względu na kobiety, które to znajdowały się zbyt blisko mojego przeciwnika. Jedynie jutsu wymierzone w niego może coś zdziałać ale z drugiej strony, są one zbyt słabe aby powalić go jednym skutecznym trafieniem. Zawsze byłem zwolennikiem dobrej taktyki i jednego sprawnego ciosu zakańczającego lecz w obecnej chwili moje zdolności nie pozwalały mi na taką frywolną walkę. Musiałem uderzać wroga raz po razie, by na sam koniec zaatakować czymś konkretnym gdy nie będzie się tego kompletnie spodziewał. Najchętniej wyciągnąłbym go jak najdalej od kobiet ale już zdążyłem zauważyć, że dystans działa na jego korzyść. Najwidoczniej źle się dobrał ze swoim papierowym kolegą, bo jak wiadomo w drużynie musi zostać zachowana równowaga a w momencie dwóch postaci walczących na odległość, wystarczy jeden szybki wojownik z szablą w dłoniach aby pozbyć się wroga. Póki co z moich obserwacji wynikało, iż obecny przeciwnik ma dużo słabszy rzut niż jego martwy towarzysz przez co broń leci wolniej, aczkolwiek posługuje się ostrzem, które bardziej zagraża mojemu życiu. Jest też dużo celniejszy i przypuszczam, że nie chybia tak więc sharingan w tym przypadku będzie bardzo przydatny. Jeden celny rzut mojego wroga i jedno imię więcej  na cmentarzu Uchiha. Czas działać.
       W pierwszej kolejności dojrzałem go między liśćmi drzewa, na którym to osiadłem. Gdy nastąpiła podmiana, nie czekałem ani chwili na oklaski a natychmiastowo skupiłem chakrę w swoim ciele, namierzając oczyma wroga. Byłem ciekaw jak zareaguje i czy też nie jest przygotowany na nagły atak, chodź jeżeli nie nałożył przed tym starciem jakiegoś jutsu tak jak w moim przypadku, to nie powinien mieć szans na uniknięcie tego co zamierzałem mu za sponsorować. Było to genjutsu.Z jakiegoś powodu upodobały mi się techniki tego rodzaju. Dlaczego? Może z tego względu, że nawet gdybym użył jej w środku miasta na kimś konkretnym to nikt w około by się nawet nie zorientował zaś ten co wpadł w moje sidła, przeżywał koszmary i bóle, które mimo nierealnie zadawanych obrażeń, wycieńczały i raniły. Tak i było tym razem. Jeżeli dalekodystansowiec padł efektem mojej techniki to kobiety z mego klanu zapewne nawet nie zdały sobie z tego sprawy. Dmuchałem jednak na ziemne. Niedaleko stacjonował jeszcze mój klon, który to dzierżył moje ostrze. Teraz służył bardziej jako zaplecze. Obserwował moje realne plecy i w razie ataku, nie tyle co mnie ostrzeże co może zdąży zasłonić. Zniszczenie go, również da sie we znaki przez krakanie kruków, tak więc klon był w tym momencie jak pułapka z dzwoneczkiem.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Yocharu (2015-03-10 09:51:43)

Offline

 

#168 2015-03-15 17:15:39

Straznik 8

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-09-09
Posty: 502

Re: Siedziba organizacji Yūgure

^^

     Kawarimi no Jutsu spełniło swoje zadanie. Przeciwnik był naprawdę zdezorientowany. Nie podejrzewał, że Uchiha przygotował tę banalną, lecz zarazem świetną technikę. Musiał to uczynić o wiele wcześniej, ponieważ rozmawiał z przeciwnikiem. Również wygląd Yocharu mógł dać wrażenie, iż nie jest on w stanie wykonać żadnego manewru związanego z chakrą. W końcu przybrał specjalnie taką wizualizację. No cóż, Yocharu powinien być z siebie dumny. Członek tajemnej organizacji wprowadził przeciwnika w błąd, i to całkiem spory, ponieważ nie dało się teraz określić jego pozycji. Czerwonooki stał się równie niewidoczny, co jego wcześniejszy przeciwnik, który pojawiał się i znikał, atakując Uchihę. Cóż, najwidoczniej młodzieniec wyciągnął odpowiednią nauczkę z tamtego spotkania. Przyzwyczaił się do ukrywania przed wrogiem, a także atakowania w odpowiednim momencie. Ba, wykorzystał do tego idealną broń. Nie mógł przecież zaatakować ogniem, czy potężnym NinJutsu. Ryzyko zaatakowania niewiast rosło z każdym podobnym pomysłem. Jednakże zastosowanie GenJutsu mogło zakończyć pojedynek. Iluzja faktycznie miała tutaj najlepsze właściwości, szczególnie, że wróg znajdował się w liczbie pojedynczej. Jednakże, czy wszystko się udało? Czy plan pobiegł z myślą czarnowłosego?
     Tak. Tak się stało. Mężczyzna, który nie tak dawno odgrażał się czerwonookiemu, teraz był w poważnych problemach. Początkowo, kiedy Yocharu zniknął, zaczął się oglądać. Jednak kilkanaście sekund później został wprawiony w stan iluzji. Przepływ chakry zmienił się, ale strażnik nie potrafił tego wyczuć. Co on natomiast widział? Płatki kwiatów, które z demoniczną prędkością zaczęły go oplątywać. Mężczyzna zaczął skakać, a następnie wykonał parę zwodów. Jednakże nie wystarczyło to na długo. Po paru minutach podobnych starań leżał na ziemi, oddalony od swoich niewolnic na ok. 10 metrów. Wydawał ruchy bardzo ograniczone. Jak gdyby naprawdę brakowało mu tlenu. Był oszołomiony działaniem techniki, przez co na pewno nie stanowił realnego zagrożenia. Plan Uchihy się powiódł.
     Jednak co teraz nastąpi? Czy Yocharu postanowi zabić strażnika, dopóki ten nie był w stanie bojowości? Albo po prostu zabierze dziewczyny i zniknie? Jednak czy te mu zaufają? Cóż, było mnóstwo niepewności i wątpliwości. Siedzenie w ukryciu nie należało do najmądrzejszych czynności, gdyż czas działał na korzyść czerwonookiego. Należy jednak wziąć pod uwagę to, iż Uchiha raczej wiedział co robi. Jeśliby chciał, mógłby nawet zostać tam na całą noc, która zbliżała się coraz szybciej. Słońce tańczyło na horyzoncie, zniżając bieg swojej wędrówki. Godzina, może dwie, a zajdzie. A wtedy będzie już noc...

Offline

 

#169 2015-03-15 17:43:55

 Yocharu

Klan Uchiha http://i.imgur.com/p2qZr4s.pnghttp://i.imgur.com/bRrcMpK.png

50499111
Skąd: Hidari
Zarejestrowany: 2014-04-03
Posty: 996
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider/ Weteran
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 26

Re: Siedziba organizacji Yūgure

~
       Szczerze mówiąc nie do końca dowierzałem, że plan zadział. Brak wiary w siebie? Nie, może nie wysiliłem szarych komórek do granic możliwości ale zbudowałem plan, który miał szansę powodzenia w swej prostocie a moja nie pewność brała się raczej z przezorności. Już nie raz bywało a nawet dzisiaj i tak się zdarzyło, że moja technika dosięgła kopie moich rywali. I czy było tak tym razem? Czy może dopadłem skurczybyka? Nie zdążył się szczególnie wykazać w takim razie chociaż jego sposób aktorstwa i techniki manipulacyjne bronią były o dziwo bardziej niebezpieczne niż nie jedno jutsu masowego rażenia. Taki sposób walki, który mój przeciwnik preferował, potrafił zakończyć pojedynek zanim tak na dobrą sprawę się jeszcze zaczął. W duchu czułem lekką radość z faktu, iż nie poleciał na niego jak wariat z mieczem w dłoniach bo zapewne nie byłoby mi do śmiechu. No cóż. Z obserwacji jego mościa, moje jutsu go dopadło. Miałem jednak pewne obiekcje co do tego. Dlaczego? No gość już wykazał się teatralnym talentem i kto wie, czy przypadkiem nie zorientował się, iż wpadł w pułapkę i zdołał z niej wyjść, kontynuując udawanie walki z genjutsu. W każdym bądź razie, jeżeli nie zrobił podmiany, to należało go zabić jak najszybciej bo jeżeli faktycznie udaje to tylko czeka, aż się zbliżę by wydać ostatnią sentencję jak to robi o dziwo wielu przez zabiciem swego wroga. Plus dla mojego charakteru. Może to było chamskie z mojej strony ale nigdy nie bawiłem się w przykładani ostrzy do gardła i pytanie o przedśmiertne życzenie. Pojedynek bez wcześniej ustalonych reguł, był dla mnie samą w sobie ostatnią wolą mnie lub mego rywala, tak więc czas dokonać egzekucję.
       Myślicie że tak po prostu się do niego zbliżyłem i załatwiłem? O nie! Do końca uważam na to co robię. Z niedaleka zaczął dobiegać mój klon, który to dzierżył moje ostrze. Przeciwnik nie miał pojęcia gdzie jestem, więc jeżeli faktycznie udaje, to zapewne pomyślał, że połaszę się na niego w tym momencie. Kopia zbliżała się coraz to bliżej, unosząc miecz do zadania ciosu. Mankament polegał na tym, iż klony tegoż rodzaju nie są zaprojektowane do ataku a do uników tak więc nie mogłem zadać nim ciosu i wcale nie zamierzałem. Gdy podobizna zbliżyła się na zaledwie 5 metrów od wroga, wyskoczył z drzewa licząc, że zastawione pułapki jeżeli takie były, uderzą kopie. W każdym razie sobowtór widząc jak się zbliżał, wyrzucił w moi kierunku wymyślną katanę, którą ja we własnej osobie złapałem w locie, tylko po to by wylądował wraz z nią na brzuchu swego wroga, wbijając ostrze w krtań. [Wszystko szybk. 118 Sił. 100| SB5 ostrze.] Czy to miało prawo się udać? Czy nie zaplanował czegoś co by mnie miało zabić być może razem z nim? Wiem tylko, że i tak wiele zaryzykowałem tym krokiem ale jeżeli dobyłem swego to byłem w stanie tylko na jedno krótkie zdanie.
       - Za dużo gadasz.
       Po tych słowach, nie ciężko było zrozumieć dlaczego tam celowałem. Pozostał teraz fakt kobiet. Jeśli wróg padł trupem, odwróciłem głowę w ich kierunku, jakby oczekując na ich reakcję. W moich oczach błyszczał sharingan więc miało pewność, iż należę do Uchiha.
[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Yocharu (2015-03-17 18:53:23)

Offline

 

#170 2015-03-17 22:55:31

Straznik 8

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-09-09
Posty: 502

Re: Siedziba organizacji Yūgure

^^

     Yocharu nie chciał czekać. Doskonale wiedział, że teraz ma okazję. Jednak w jego sercu pojawiły się obawy, które opóźniły lekko reakcję. A czymże to martwił się czerwonooki? Cóż, jego wątpliwości budził fakt, iż przeciwnik zachowywał się nietypowo. Jego wcześniejsza pewność siebie, aktorstwo i zmienianie nastroju wywołało jedną cechę u Uchihy. Nie mógł on kompletnie spodziewać się, co nastąpi dalej. Może przeciwnik nagle wstanie? Albo ucieknie? A co jeżeli po prostu wpadł w GenJutsu? A może tak naprawdę czekał na członka Yūgure, by schwytać go w kolejną pułapkę? Cóż, opcji było nieskończenie wiele. Czerwonooki mógł jedynie zaryzykować frontalny atak, albo odsunąć się od ciała. Tam na wszelki wypadek. I co w końcu począł bohater? Podjął decyzję. Brawo, w końcu o to mu chodziło.
     Zbliżając się do ciała, młodzieniec słyszał dziwne odgłosy wydawane przez ofiarę iluzji. Było to jednak normalne, ponieważ straznik został poddany strasznej wizji. Według Hana Kahen, właśnie teraz był obezwładniany przez płatki kwiatów. Z pozoru tak dziwna broń, a wyrządzona nią szkoda kończyła walkę. Czerwonooki i jego replika dotarli do ciała. Przeciwnik wydał z siebie dziwny odgłos, tuż przed ruchem Yocharu. Jak gdyby powoli uwalniał się z iluzji, czy coś w ten deseń. Niestety, na obronę czy unik było już za późno.
     Stał dotknęła szyi mężczyzny. Chwilkę później Uchiha usłyszał standardowe pufffnięcie. Wiedział co się stało. Klon przeciwnika, który stał tutaj nagle został zniszczony. A więc Yocharu nie wiedział gdzie przebywa teraz jego rywal. Nie znał jego zamiarów, umiejętności ani ruchów. Co gorsza, nie znał tez nowej lokacji wroga.
     Ale zyskał jedną rzecz. Bardzo cenną, przynajmniej w obecnej sytuacji. A jakowąż to?
     Młodzieniec znalazł się bliżej kobiet. Czyli teoretycznie  osiągnął swój cel...

Offline

 

#171 2015-03-18 11:49:04

 Yocharu

Klan Uchiha http://i.imgur.com/p2qZr4s.pnghttp://i.imgur.com/bRrcMpK.png

50499111
Skąd: Hidari
Zarejestrowany: 2014-04-03
Posty: 996
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider/ Weteran
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 26

Re: Siedziba organizacji Yūgure

~
      Szczerze mówiąc miałem już dość tego pajaca. Gdy klon zniknął w nicość, przewróciłem oczami znudzony w stylu "ja pie*dole, ile można". Westchnąłem przy tym zniesmaczony jakbym dostał niedobry obiad albo brzydką kobietę do łóżka. Jegomość wciąż bawił się w teatrzyk nie gorzej niż to robił wcześniej i między prawdą a bogiem, miałem ochotę zbudować mu tutaj scenę i przybić go do niej gwoździami aby do końca życia odgrywał swoje szopki w należytym miejscu. Czy byłem zły? Nie... byłem sfrustrowany i znudzony. Powoli zaczęło robić mi się obojętne to czy te dziewczyny żyją czy też nie bo póki co sprowadzają na mnie same problemy. Czy są tego w ogóle warte? Cholera je tam wiem. To, że mają znak Uchiha na plecach nie daje im żadnej wartości po za opcją rozmnażania, o ile w ogóle są płodne. W sumie zacząłem się zastanawiać czy gość walczy o swoje życie czy o pieniądze, które zdobędzie za sprzedaż kobiet? Machnąłem ręką w myślach, odpędzając te zawirowanie rozmyślenia, dając sobie jeszcze jedną szansę na uratowanie dziewczyn.
       Analizując sytuację bojową to w obecnej chwili role się trochę zamieniły. On wiedział gdzie jestem a ja nie wiedziałem go jest on. Jedyny plus, który pozostał mi w obecnej chwili to klon, stojący kilka metrów obok. Jeżeli aktor nie posiadał jakichś zdolności sensorycznych to będzie musiał zgadywać albo atakować nas obu. Kurde, patrząc na to że bawi się technikami dystansowymi i ich manipulacją to dopadła mnie trochę przesrana sytuacja. Musiałem zagrać nieco inaczej, w sposób którego nigdy nie spodziewałbym się użyć w pojedynku z tym gościem. Złożyłem kilka pieczęci i uderzyłem dłonią w ziemie.
       - Kuchiyose no Jutsu! Rashoumon!
       Nagle tuż za moimi plecami pojawiła się wielka brama z potworną gębą na samym jej środku. Dlaczego to zrobiłem? Z trzech powodów. Pierwszy to stuprocentowa ochrona pleców w razie kolejnego cwanego ataku. Druga to wygląd. Brama wyglądała jak potwór wmontowany w ścianę i mogła dać wrażenie jakby sama mogła wykonywać jakiś atak. Trzeci - część planu.  Gdy brama się pojawiła, wytworzyła ogromny obłok chmury, przesłaniający wszystko i wszystkich w promieniu kilku metrów. Korzystając z zasłony wykonałem kolejne znaki, wypluwając z siebie wielki obłok dymu, który kumulował się od bramy we wszystkich kierunkach na 20 metrów. Wyglądało to nieco jak mgła wypuszczona z ust bramy. Teraz wyciągnąłem kunai, wbijając go w ziemię i dokładnie zapamiętując jego pozycję względem ustawienia Rashoumon by za chwilę ponownie wykonać gesty, które pozwoliły mi przyspieszyć moje ruchy do niebotycznych prędkości. Dzięki temu mogłem podbiec do dziewczyn, biorąc jedną na barana, dwie niestety szarpiąc za bluzki i oddalić je w promieniu 120 metrów od miejsca zdarzenia. Moja duma jednak nie pozwoliła mi uciec i powróciłem w czasie trwania jutsu do miejsca zbliżonego w którym byłem. Teraz czyhałem schowany za drzewem, zaledwie kilka metrów od krawędzi chmury, którą sam wypuściłem, dzierżąc drugi kunai w dłoni. Mój klon w tym czasie wykonał wysoki skok w górę, wskakując w sam środek chmury. Byłem ciekaw czy zwabię go na tyle blisko by oberwał.

Składanie pieczęci (wszędzie) 272.
[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#172 2015-03-21 07:07:43

Straznik 8

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-09-09
Posty: 502

Re: Siedziba organizacji Yūgure

^^

     Yocharu poczuł się znużony zachowaniem przeciwnika. Nic dziwnego. Oferował mu on swój manewr już któryś raz. Uchiha mógł nawet czuć się urażony. Jeżeli przeciwnik traktował go tymi samymi patentami od tak długiego czasu, to może kwestionował jego umiejętności. W końcu nikt nie powinien korzystać wciąż z tej samej taktyki. Czerwonooki po raz kolejny dostrzegł, iż w iluzję wpadł jedynie klon. Co prawda wykorzystał to do zniszczenia go, jednakże sytuacja dalej była trudna. Musiał on walczyć z przeciwnikiem nie wiedząc gdzie on jest. Dlatego postanowił działać. A co takiego zrobił? Cóż, jego manewr był bardzo przemyślany. I to właśnie dzięki niemu losy walki się odwróciły.
     Młodzieniec przywołał wielką bramę, a następnie wytworzył dym. Wszystkie te techniki sprawiły, iż dookoła niego powstał dym, który spowił całą czwórkę. Yocharu jednak nie chciał czekać. Od razu zabrał się za transport dziewczyn. Ukrył je, chociaż sam przyznał, iż powoli go denerwowały. Uchiha mógł wątpić w słuszność swoich poglądów, czy misji, jednakże zachował się z klasą. Oczywiście dzięki temu uratował sytuację. Dlaczego? Już skacząc usłyszał delikatne odgłosy lecącej broni. Bardzo prawdopodobne, iż ta przecieła chmurę w kilku miejscach. Czerwonooki powinien więc odetchnąć z ulgą. Uratował siebie i dziewczyny. Ba, miał też możliwość ucieczki. Ale co zrobił Yocharu?
     Wrócił na pole walki. Schował się w innym miejscu, aby dobrze obserwować co się dzieje. Dostrzegł mnóstwo broni, które przecinały jego wcześniejsze miejsce pobytu, w którym znajdowała się teraz chmura. Cóż, gdyby tam był, to pewnie nie udałoby mu się uchronić przed podobnymi atakami. I skończyłby jako jeż. Lecz cóż to? Chmura zniknęła?
     Młodzieniec zauważył znajomą postać, która stała kilkanaście metrów od niego. Straznik użył jakiejś techniki Fuutonu i rozwiał dym. Ku swojemu zdziwieniu, nie zauważył tam nikogo. Zaczął więc powoli się zbliżać do owej placówki...
     Czyżby była to szansa dla Uchihy?

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#173 2015-05-17 19:22:49

 Yocharu

Klan Uchiha http://i.imgur.com/p2qZr4s.pnghttp://i.imgur.com/bRrcMpK.png

50499111
Skąd: Hidari
Zarejestrowany: 2014-04-03
Posty: 996
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider/ Weteran
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 26

Re: Siedziba organizacji Yūgure

~

       Szansa czy kolejne aktorstwo w jego wykonaniu? Skubany rozwiał dym, który miał mi posłużyć za pułapkę do detonacji ale wyglądał tym razem na takiego, który faktycznie nie spodziewał się mojego zniknięcia a przynajmniej nie dziewczyn, które chwilę temu stały tuż obok. Wydawać by się mogło, że jedyne co mi pozostało to wymyślny atak z zaskoczenia, albo dystansowe kombinacje co by znowu się nie nadziać na jego klona bo z silnych technik już się raczej wypstrykałem i nie było sensu powtarzać ich w nieskończoność. Cały zabieg, który wcześniej wykonałem nie był nastawiony pod jeden plan ale posiadał punkt awaryjny, który wydawać by się mogło idealnie wpasuję się w sytuację. Nie było czasu do stracenia, chodź z drugiej strony im bliżej był placu, tym lepiej na tym wypadałem. Być może pomyślał, że uciekłem wraz z kobietami z klanu bo jakby nie patrzeć wyruszyłem by je ratować a nie zabijać ich porywaczy. Prawda była jednak z goła inna a im dłużej ten typ chodził po świecie, tym większe prawdopodobieństwo, że ponownie natchnie się na przedstawicieli klanu Uchiha, którzy na jego szczęście a ich nieszczęście, nie będą posiadali na tyle silnych zdolności by móc mu się przeciwstawić. Z jednej strony co mnie to tak naprawdę obchodziło? Jestem niczym pustelnik, który chce mieć jak najmniej wspólnego z rodem jednakże z każdą pojawiającą się łezką w moim sharinganie odczuwałem większą siłę i silniejszą więź z klanem, który powinienem bronić za dar oczu.
      Wyciągnąłem z kabury cztery shurikeny, tak abym był w stanie wyrzucić je jedną ręką, jednocześnie chowając kunai do innego schowka. Moja katana znów znajdowała się na moich plecach, gdyż zdążyłem ją tam umieścić po odstawieniu dziewczyna na bezpieczna odległość. Teraz wystarczyło zrobił tylko jedno. Mój przeciwnik, znajdował się na tyle blisko bramy, że był w jej zasięgu. Zapytacie jakiego zasięgu skoro to po prostu zapora? Jeden gest i wszystko było wiadome. Odwołałem swego summona, który przy powrocie do zaświatów wytworzył sporą chmurę dymu, dając mi przy tym kilka cennych sekund niewidzialności. Znając jego pozycję, posłałem shurikeny, które leciały poziomą linią na wysokości jego barków. Dzięki temu w razie odskoku, powinien oberwać po nogach, chociaż to miał być tylko mały efekt zaskoczenia. Sam zaś szarpnąłem za katanę i wbiegłem w dym, który powoli się przerzedzając, ujawnić mnie powinien dopiero zaledwie metr przed przeciwnikiem, w pierwszej kolejności prezentując świecące, czerwone i przerażające ślepia Uchiha. Jedno poziome cięcie, drugie pionowe a wszystko praktycznie w delikatnym locie, kilkadziesiąt centymetrów nad ziemią. Wylądowałem miękko na podłożu, odbijając się od niego saltem i wykonując obrót ciała względem przeciwnika by spoglądać na jego posturę.

[Wszystkie ataki| Szybkość 118 | Sił. Ostrza 136]

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Yocharu (2015-05-17 23:04:50)

Offline

 

#174 2015-05-20 19:16:30

Straznik 8

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-09-09
Posty: 502

Re: Siedziba organizacji Yūgure

^^

     Walka trwała już długo. Co prawda bardziej manewrowo niż czasowo, jednakże fakt faktem, zajęła czerwonookiemu trochę życia. Ba, przede wszystkim Yocharu nie był pewien, czy dotrwa do końca. Tak, jego przeciwnik prezentował niezły poziom. Bawił się w aktora, ale jednak jedno trzeba mu było przyznać. Potrafił doskonale przewidzieć sytuację i wykręcić się od możliwych konsekwencji. Dym? Unik. Rozmowa? Można ją wykorzystać jako atak. Próba negocjacji? Tylko udawana. Tak, ten mężczyzna zdawał się być naprawdę dobrym najemnikiem. Niestety, Uchiha musiał podjąć tutaj decyzję, która z pewnością by go nie zadowoliła. Jak ona brzmiała? Cóż, to banalne pytanie. Nawet najtępszy dzieciak ze Szkoły Ninja znałby odpowiedź na to pytanie...
     Śmierć.
     Zgon był jedyną możliwą opcją. Należało się pozbyć tego człowieka. Przede wszystkim z powodu jego poglądów i czynów. Nie dość, że nie do końca docenił Yocharu, to jeszcze zachowywał się jak dupek. Ponadto porwał krewne czerwonookiego. Uchiha winien więc czuć złość do owego człeka. Cóż, to że sam nie należał do specjalnie wylewnych czy emocjonalnych person, nie zmieniało tutaj sytuacji. W pewnych momentach należało reagować. Bo klan Uchiha winien być świętością dla każdego rodowca z Hidari. A jeżeli nie? Cóż... W powyższym akapicie znajduje się odpowiedź, co należy zrobić z podobnymi idealistami, którzy głosili herezje o braku potęgi, wśród owej zacnej rodziny.
     Wróćmy jednak do sytuacji. Co robił przeciwnik członka tajemnej organizacji? Szedł w stronę bramy, przy okazji rozwiewając dym. A co na to szermierz? Natychmiast zareagował. Odesłał tajemniczą bramę, a chwilkę później wyrzucił parę gwiazdek. Jedyne co widział, zanim dym objął całe to miejsce, to zdezorientowanego przeciwnika, który uskoczył, nie wiadomo w którym kierunku. Uh, czyżby plan Uchihy się nie powiódł? Być może on ucieknie, albo przynajmniej nie pozostanie wykryty... Cóż, wszystko miało się okazać. Jednak jak na razie szermierz biegł z mieczem bez celu. No bo przecież cel prawdopodobnie się przemieścił.
     Plan miał jednak słaby punkt. Ale co to?
     - A. Aauuu... - usłyszał pomruk. Tak, Yocharu. Teraz miał okazję. Bo co dały mu te słowa? No cóż. Lokalizację przeciwnika! A jak brzmiały następne, ostatnie już słowa mężczyzny? - Ty... ty skurwysynu! Idź do piekła, razem ze mną!
     Czyli wiadomo co się wydarzyło. Ciosy kataną trafiły, tam gdzie miały. Kiedy dym już opadł, tak samo jak emocje, Uchiha dojrzał swojego przeciwnika. Miał dwa nacięcia na klatce piersiowej. Piękny koniec, szkoda, że taki prędki. No ale cóż, tak kończą wrogowie mścicieli z Hidari...
     Ale co młodzieniec pocznie z dziewczynami?

Offline

 

#175 2015-05-20 20:24:04

 Yocharu

Klan Uchiha http://i.imgur.com/p2qZr4s.pnghttp://i.imgur.com/bRrcMpK.png

50499111
Skąd: Hidari
Zarejestrowany: 2014-04-03
Posty: 996
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider/ Weteran
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 26

Re: Siedziba organizacji Yūgure

~
       
       Fakt, pomysły w głowie na dopadnięcie wroga uciekały jak chakra, której z każdą chwilą aktywowanego sharingana ubywało. Do samego końca nie miałem absolutnie żadnej pewności co do swego wroga, wyciągającego co chwila to kolejne asy w postaci różnym podmian, manipulacji bronią i aktorskiego przedstawienia. Był dobry, chyba najlepszy z tych, z którymi przyszło mi się zmierzyć oko w oko. Zdecydowanie potrafił wymęczyć przeciwnika a zaskoczenie go było niemalże niemożliwe przy jego sprycie. Dopadło mnie nie małe zaskoczenie gdy w ułamku sekundy przed pochłonięciem terenu dymem, ujrzałem na jego twarzy zszokowanie. Zrozumiałem, że miał wielką lukę w swoich planach. Nie spodziewał się, że jego wróg wykona dwa razy pod rząd podobny manewr. To dosyć zabawne zważywszy na fakt, iż sam w kółko zabawiał mnie podobnymi trickami. Na moje nieszczęście to wciąż nie zwiastowało zwycięstwa. Shurikeny runęły dym ale nie słyszałem by dopadły cel. Tak na dobrą sprawę, kompletnie nie wiedziałem gdzie on jest lecz obliczałem w głowie prawdopodobne miejsce jego pobytu przy odskoku. Cóż, jestem ninja a nie matematykiem tak więc bez świetnej percepcji liczyłem raczej na łut szczęścia.
       Ostrze ruszyło tak jak chciałem i o dziwo nie poczułem żadnego oporu przy cięciach. Czyżbym chybił? Dość niepocieszające. A może... Tak, moja broń była tak ostra, iż nawet nie czułem zadawanych ciosów. Usłyszałem za to jęk, jęk aktora, który albo znów wkręcał mnie w swoje badziewne spektakle albo... Dostał. Dym szybko się rozrzedził ukazując najemnika leżącego na plecach i przeklinającego w moim kierunku. Dwa cięcia, idealnie zetknęły się w połowie, rozcinając mu klatkę piersiową i zalewając ją krwią. Nie do końca mogłem uwierzyć, że go dopadłem ale nie pokazywałem szoku na swej twarzy. Nie chciałem by w obliczy śmierci poczuł chodź małe zwycięstwo nade mną. Pomimo sztuczek jakich używał, uznałem go za godnego przeciwnika a może i nawet silniejszego, który najwidoczniej miał dziś mniej szczęścia ode mnie. Mimo bezwzględności mam honor i uważam, że jestem mu winien szybką śmierć. Zresztą musiałem nadal zachować ostrożność, gdyż jego ostatnie słowa brzmiały dosyć podobnie do jego kolegi, który w akcie desperacji dokonał samobójstwa z próbą uśmiercenia także i mnie. Strzepnąłem krew z ostrza niczym samuraj po walce i schowałem do pochwy na plecach, jednocześnie wyciągając kolejny kunai. Wycelowałem nim prosto między jego oczy, tuż po wyżycie odskakując w tył i jednocześnie w górę na pięć metrów, w razie gdyby chciał dokonać jakiejś niespodziewanej eksplozji. Jeżeli nim się nie wydarzyło, wylądowałem miękko na ziemi, zrywając z siebie wszystkie bandaże, które to miały tylko nadać mi wygląd rannego. Jeden jednak przypadł mi do gustu. Ten założony na głowię pasował mi, jeżeli chodzi o wygodę z włosami, które wcześniej wpadały mi na oczy. (avek) Pozostawiłem także opatrunek znajdujący się na ramieniu po trafieniu papierowym shurikenem. Stałem teraz w spodniach i butach, z odkrytym torsem, czekając aż jeden z klonów, którego pozostawiłem gdzieś daleko, przybędzie oddać mi koszulkę klanu Uchiha, jak i płaszcz. W końcu mogłem pozwolić sobie na zgaszenie sharingana. Moc w oczach daje ogromną satysfakcję jednakże, nie byłem wciąż przyzwyczajony do tego poziomu siły. Czułem pewne zmęczenie i potrzebę odpoczynku. Jeżeli trup mego wroga nadal znajdował się tam gdzie przed chwilą, podszedłem spokojnym krokiem i kucnąłem, przeszukując kieszenie w poszukiwaniu klucza. Jakoś przecież będę musiał rozkuć dziewczyny. Jeżeli zaś z gościa została mokra plama lub coś gorszego, bez zwłoki wybiegam ku dziewczynom. Ruszyłem czym prędzej do miejsca, w którym jej zostawiłem i zatrzymałem się gdy tylko stanąłem im na przeciw. Nawet jeżeli zaczęły uciekać to przy swojej prędkości byłem w stanie dotrzeć do nich. Wpatrywałem się w nie ze spokojnym wzrokiem, dokładnie lustrując ich stan. Nie byłem zbyt rozmowny ale wypadało jednak zagadać, skoro już walczyłem o ich życia. Najpierw jednak miałem je rozkuć. Z kluczem będzie to raczej błahostka, jednakże bez owego cuda będę musiał pokombinować z kunaiem aby dobrać się do ich zamków - tych na okowach oczywiście.
       - Jesteście całe? Macie dokąd iść? Jeżeli nie, mogę tymczasowo uchować was u mnie. Sytuacja dla Uchiha jest ciężka a ja mam bezpieczne lokum.
       Dosłownie chwile po tych słowach przybył mój klon, kładąc na ziemi koszulkę i płaszcz tylko po to by zamienić się w chmarę kruków, odlatujących gdzieś daleko w niebo.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Yocharu (2015-05-20 20:45:49)

Offline

 

#176 2015-05-21 17:11:58

Straznik 8

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-09-09
Posty: 502

Re: Siedziba organizacji Yūgure

^^

     Chwila. Dosłownie tyle wystarczyło, aby pozbyć się znienawidzonego wroga. Atak Uchihy nie był trudny do przewidzenia. Ba, ni był też skomplikowany. Polegał on jedynie na prostych ciosach i rzutach, dzięki którym przeciwnik miał znaleźć się w grobie. I co się okazało? Że w tym szaleństwie jest metoda. Bo jednak to Yocharu stał dumnie i patrzył na zwłoki swojego przeciwnika. Mężczyzna wyglądał żałośnie. Brakowało w nim tej werwy, energii, radości i dumy. Przestał nią emanować wraz z ostatnim wdechem. Cóż... Czyżby każdy człowiek miał mieć przed sobą taki koniec? Czy naprawdę w chwili śmierci odbierane nam było wszystko, co pozytywne i co nas określało? Cóż... Nie umiem odpowiedzieć na pytanie. Yocharu również, jednak różne myśli mogą przewijać się przez jego głowę. Szczególnie zważywszy na to, że ujrzał przed chwilą ostatnie sekundy życia swojego wroga... Tego, który uwięził jego członków rodziny. Tak, zasługiwał na taki koniec. Dostrzegł przecież to sam Uchiha, który nie czuł się wielkim megalomanem czy innym królem towarzystwa...
     Słowa przeciwnika wywołały u czerwonookiego strach. Jakże inaczej wytłumaczyć gwałtowny odskok do tyłu? Jednak coś się miało na rzeczy. Bo w momencie, gdy Uchiha zaczął bądź ciało przeciwnika, dostrzegł, że ten miał wybuchowe notki obok swojej dłoni. Najwidoczniej pragnął się wysadzić, jednak śmierć nadeszła wcześniej. Cóż, życie nigdy nie należało do prostych mechanizmów. Bardziej wyglądało jak zawiła droga, w której nie dali się odnaleźć sensu...
     Yocharu przeszukiwał zwłoki. Robił to starannie, ponieważ szukał małego przedmiotu. Doskonale zapamiętał kajdany, którymi obkute były pannice. Należały one do niewielkich, a więc klucz musiał zajmować naprawdę niewiele miejsca. Po dokładnym przepyraniu ciała, Uchiha w końcu odkrył miejsce ukrycia tego przedmiotu. Klucz znajdował się bowiem na szyi mężczyzny, zawieszony na skórzanym rzemyku.
     Czarnowłosy wziął więc rzecz, a chwilę później był już przy dziewczynach. Uwolnił je, co nie trwało specjalnie długo. Trzy panienki, nie wyglądały równie wyjątkowo. Wszystkie ładne, jednak zmęczone i brudne. Na pewno były szczęśliwe i wdzięczne swojemu wybawcy, jednak nie potrafiły tego okazać. Zaczęły jedynie głośno płakać, jak gdyby było to odpowiedzią. Gesty te nie zainteresowały Yocharu, który nagle wyraził chęć opieki nad sierotkami... Te intensywnie zaczęły kiwać głowami... A niby taki z niego samotnik...
     Wracając do tematu, a rzeczywiście go kończąc, młodzieniec wypełnił swoje zadanie. Przede wszystkim, zapewnił dziewczynom nowe schronienie. Uratował je też przed haniebnym żywotem. Dodatkowo pokonał dwóch przeciwników klanu... Cóż, jak widać, da się. A sam młodzieniec był już wolny. Mógł robić co chciał, chociaż obecnie miał na ogonie trzy panny...

Koniec tej długiej sesji. Dzięki za uwagę ;> Zapraszam na następną, kiedyś... ^^

Offline

 

#177 2015-05-24 17:05:37

 Yocharu

Klan Uchiha http://i.imgur.com/p2qZr4s.pnghttp://i.imgur.com/bRrcMpK.png

50499111
Skąd: Hidari
Zarejestrowany: 2014-04-03
Posty: 996
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider/ Weteran
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 26

Re: Siedziba organizacji Yūgure

~

       Stałem przez dosłownie chwilę, wpatrując się w trójkę dziewcząt, które to chwile temu przyszło mi ratować i z pełnym sukcesem oswobodzić. Czułem się niezwykle dziwnie po propozycji, którą sam wysunąłem. Mój naturalny instynkt przetrwania sugerował mi wręcz abym się nawet do nich nie odzywał, bo każda osoba nie umiejąca zadbać o samego siebie staje się balastem, zwłaszcza dla mnie. Zmęczony i nieco poraniony nie mogłem zagwarantować im bezpieczeństwa aż do samej siedziby organizacji, gdzie zobligowałem się je ukryć. Czyżbym zgłupiał? Przecież to tajne miejsce i zaledwie garstka Uchiha znała tę lokalizację, nie mówiąc już o samej organizacji i celu jej powstania. Patrząc jednak pod kątem klanu, do którego przecież należę i obiecałem chronić, nie mogę pozostawić trzech niewiast z pod znaku wachlarza dla własnego ego, gdy przyszło nam żyć w ciężkich czasach dla czerwonookich. Nie, na pewno nie zauroczyłem się w żadnej z nich chociaż były naprawdę piękne pomimo słabego stanu fizycznego jak i psychicznego. Schyliłem się po koszulkę ze znakiem swej rodowej przynależności tylko po to aby zakryć się płaszczem, ukrywającym moją tożsamość. Westchnąłem w myślach, nie chcą pokazywać po sobie lekkiego zażenowania i kiwnąłem głową w kierunku drogi, by zasugerować marsz. Oczywistym było, że tempo naszej podróży będzie raczej żółwio powolne przy takim stanie nowych towarzyszek, aczkolwiek zadziwiło mnie ile potrafią wyciągnąć z siebie energii, gdy do ich serc powróciła nadzieja na dalszy i w miarę bezpieczny żywot. Niespodziewanie szybko dotarliśmy przed wejście do jaskiń, które niestety zapowiadało teraz najtrudniejszy etap podróży.
       - Nie odstawiać mnie na krok.
      Rzuciłem szybko, zimnym głosem. Przecież nie będę im opowiadał, że wejście w inną dróżkę może oznaczać, iż nigdy już stamtąd nie wyjdą a ja nie miałem zamiaru użerać się ponownie, poszukując ich w tych odmętach i ciemnościach. Na moje i ich przede wszystkim ich szczęście odbyło się bez komplikacji i przed oczyma ukazał się kompleks podziemnych budynków i pomniejszych pomieszczeń. Chyba nie spodziewały się, aż takiego rozmachu bo ich miny były tak zadziwione jakby co najmniej ujrzały nową wielką wioskę Uchiha. Cóż, prawda była taka, że miejsce to nadawało się pod tymczasowy schron dla wszystkich niedobitków klanu a i tak została by masa miejsca. Godność czerwonookich jednak nie pozwoliłaby im tu długo siedzieć, czując się między skałami jak tchórze, chowający się przed kolejnym kataklizmem. W każdym bądź razie, dziewczyny były zachwycone, ja jednak trochę mniej. Nie wiedziałem także jaka będzie reakcja Kuroia Inu bądź innego z członów Yugure, jeżeli takowy żyją. Wprowadziłem, że do siedziby, okazując pomieszczenia, które będą mogły wybrać i mianować swymi pokojami. Patrząc jednak na ich stan, kolejnym punktem na liście było ofiarowanie im nowych ubrań co okazało się dosyć prostym zadaniem, zwłaszcza że sam miałem w szafie kilka zamienników swego starego odzienia. Fakt faktem ciuchy były nieco przydługawe dla dziewcząt ale kogo to tak naprawdę w tej chwili obchodziło? Co w następnej kolejności? Jedzenie. Wyglądały tak jakby ich żołądki trawiły już same siebie i doszły mniej więcej do połowy. Wpuszczone magazynu z żywnością omal nie omdlały z wrażenia na co ja tylko kiwnąłem głową, pokazując żeby się najadły do syta. Usiadłem w jadali, gdzie i po chwili wparowały niewiasty ze swoimi posiłkami, by jeszcze przez chwile nie spuszczać ich z oczu. Nadal nie wiedziały co i gdzie się tu znajduje a im szybciej to pokaże, tym szybciej będę miał je z głowy. Czułem również nadejście Akihiko, wiec musiałem pozostać przy nich aby ten nie zaatakował dziewcząt, uznając je za przybłędy czy nędzne kreatury kradnące nasze zapasy.

Ostatnio edytowany przez Yocharu (2015-05-24 17:28:34)

Offline

 

#178 2015-05-24 18:18:14

 Kuroi Inu

Zaginiony

8260416
Zarejestrowany: 2014-04-07
Posty: 210
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Członek Klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 18
Multikonta: Setsuna

Re: Siedziba organizacji Yūgure

Przemierzyłem pewnie zakamarki ścieżek prowadzące do głównego kompleksu. Poprzednio zapamiętałem je bardzo dobrze, w końcu od tego zależało moje życie. Nóż widelec zagubił bym się w tym labiryncie i dokonał mojego żywota zdychając z głodu. Nie był to zdecydowanie mój wymarzony los. Śmierć w walce była zaprawdę czymś, ale umrzeć zagłodzony jak zwierze, haniebne. Z resztą nie wiem czy takowy nie był dla mnie odpowiedni w końcu czym więcej byłem jak nie tylko psem spuszczonym z łańcucha. O dziwo złapałem się tam tym, iż dawno tak o sobie nie myślałem, może dla tego, że moją głowę zaprzątały o wiele ważniejsze problemy.
Nastrój miałem niezwykle podły... Myślałem, że jeśli uda mi się nią odnaleźć mój humor się poprawi i będę mógł podchodzić do mych obowiązków z większym entuzjazmem lub wesołością lub przynajmniej choć trochę się ucieszę. Nic takiego się nie stało, sytuacja miast podążać ku światłu jeszcze bardziej się skomplikowała, stawiając o wiele więcej niewiadomych niż dając odpowiedzi. Moje życie skomplikowało się tak nagle, że czułem się o wiele bardziej zagubiony niż byłem przedtem. Wsłuchiwałem się w me kroki odbijające się głuchym echem po budynku kompleksu, patrząc tępo pod nogi. Tak na prawdę nie miałem pojęcia co robić... Gdy będę kontynuował swoje zadanie w wkrótce wszyscy dowiedzą się kim jestem w tym ona. Jej białowłosy bohater stanie się w jej oczach godnym pożałowania mordercom. Szaleńcem nie znającym litości stąpającym po trupach. Wiedziałem, że tak będzie wątpiłem też, że moja ścieżka będzie usłana różami czy fiołkami, trupy były o wiele bardziej prawdopodobne. Prawda mogłem powiedzieć jej wcześniej, jednak jakoś nie potrafiłem tego zrobić. Myśl o tym wywoływała we mnie paniczny strach. Cóż poczekam, aż wszystko się wyda.
  Miałem już ruszyć po schodach na górę, które to prowadziły do mej samotni abym tam mógł spędzić najbliższe godziny oddając się jakiemuś zajmującemu zajęciu tak by oczyścić głowę z wszelakich myśli. Nie wiedziałem jeszcze co prawda jakiemu... Na czytanie nie było szans bo nie posiadałem żadnej lektury przy sobie, a jakoś wątpiłem, że tutaj jakieś się uchowały. Być może, więc wybór mój padnie na trening, który z resztom przydał by mi się. Co prawda powinienem wcześniej uregulować z Yocharu sprawę mojego odkrycia, jednak nie miałem jak na razie ochoty na jakieś przydługie i mozolne konwersacje, głównie dla tego, że czułem się przybity.
Na dole zatrzymał mnie jednak hałas dochodzący od strony jadalni. Słysząc go jak dobywa się z korytarza obok którego przechodziłem stanąłem jak wryty. Nie wierzyłem własnym uszom. Słyszałem kobiety, nie powinno być tutaj kobiet. Za pewne to jakieś nędzne dziwki znalazły cudem to miejsce, a teraz żerują na naszych zapasach jak tłuste trumienne robaki. Parszywe złodziejki, widocznie Yocharu nie było jeszcze na miejscu toteż nie wykrył zbrodniarzy, ale nic to nie szkodziło. Za nim wróci najpierw grzecznie wysłucham ich ostatnich słów, a później pozarzynam je wszystkie za kładzenie łap na cudzej własności. W końcu i tak nikt nie mógł się dowiedzieć o tym miejscu. Ruszyłem przed siebie kciukiem odbezpieczając katanę.
Chciałbym się zdziwić gdy odkryłem, że Yocharu nie tylko jest na miejscu, ale także dotrzymuje tym panienką towarzystwa. Niestety miałem zbyt podły humor nawet na to. Zlustrowałem tylko zgromadzenie milcząc przez chwilę po czym się odezwałem.
-Widzę Yocharu, że zakładasz harem... -W normalnych warunkach pewnie mogło być to odebrane, za żart jednak coś czułem, że mam bardzo grobową minę nawet jak na swoje standardy. -Nie przedstawisz mnie swoim oblubienicą?


Jam Hermes, własne skrzydła pożerając oswojon zostałem.




Karta postaci


Theme

Seiyuu

Offline

 

#179 2015-05-24 21:33:15

 Yocharu

Klan Uchiha http://i.imgur.com/p2qZr4s.pnghttp://i.imgur.com/bRrcMpK.png

50499111
Skąd: Hidari
Zarejestrowany: 2014-04-03
Posty: 996
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider/ Weteran
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 26

Re: Siedziba organizacji Yūgure

~

       Moje przypuszczenia były dosyć trafne, tak jakbym przyciągnął Kuroia swoimi myślami do miejsca naszych zgromadzeń albo po prosu moje zmysły wyostrzyły się po ostatnich treningach do tego stopnia, że zdawałem sobie sprawę z jego nadejścia. Dokładnie słyszałem kroki, które stawiał na posadzce mimo, że dziewczyny zaaferowane jedzeniem i szczęśliwym zakończeniem ich sytuacji, nadawały dosyć głośno, jedynie cichnąć na chwilę w szeptach, dyskretnie spoglądając w moim kierunku. Niestety dla nich słyszałem ich gadanie o moim bohaterskim czynie i innych duperelach z tym związanymi. Gdybym był człowiekiem pokroju gościa, którego kilkadziesiąt minut temu zabiłem to może i by te słowa połechtały moje ego ale teraz czułem zażenowanie i kolejny problem na głowie. Modliłem się w myślach aby nie zaczęły zabieg o moje względy jak to często bywa z kobietami, gdy ratuje się ich żywot. Być może Kuroi im bardziej przypadnie do gustu, chociaż jego pierwsza prezentacja nie należała do zbyt zachęcających.
       - Nawet zabawne, gdyby nie fakt, że właśnie uratowałem je przed miejscem w burdelu.
       Dziewczyny nieco zamarły, jakby wyczuwając pewne napięcie, które zaszło pomiędzy dwoma shinobi. Akihiko z racji wyglądu nie przypominał żadnego Uchiha, przez co ich nie pokój niewątpliwie wzrósł nie wiedząc czego spodziewać się po nowo przybyłym. Ja jednak od razu wyczułem, że najbliższy mi towarzysz, ma gorszy albo nie... inny humor niż zazwyczaj. Ciężko mi było określić, którą z form jego osobowości wolałem bardziej ale ta była nową, jeszcze mi nieznaną. Zmrużyłem lekko oczy, zgadując że coś musiało się wydarzyć aby wprawić go w taki stan ale nie należałem do osób, które zaczną atakować pytaniami. Jak będzie chciał to powie. Tym czasem jednak czas było coś orzec aniżeli analizować sytuację bo na to przyjdzie mi pora jeszcze nie raz. Skierowałem wzrok na dziewczyny, które wpatrzone na mnie jakby oczekiwały jakiego odzewu z mojej strony.
       - Akihiko Uchiha zwany Kuroi Inu. Kuroi, dziewczęta z klanu Uchiha.
       Rzuciłem szybko, wykrzywiając lekko usta w stylu: "No cóż ja mam więcej powiedzieć?". Nawet nie znałem ich imion i tak szczerze mnie nawet nie interesowały bo nie miałem zamiaru ich tu trzymać w nieskończoność. Nowe koleżanki nieco zgłupiały gdy dowiedziały się, iż dzielą te samo godło z białowłosym człowiekiem z, jak na ironię, posępną ksywą czarnego psa. Ni stąd ni zowąd, nastało nagle lekkie poruszenie a siedzące dziewczyny, uniosły się spod siedzeń, spoglądając to na mnie to na Kuroia, ostateczne zatrzymując się na mnie.
       - No właśnie, trochę głupio z naszej strony, że się nawet nie przedstawiłyśmy a przecież nas uratowałeś i dałeś schronienie. Ja jestem Miyuki, to Hana i Sayuri. Dziękujemy za pomoc.
       No cóż, przestawiły się więc wiadomo było, która to która ale z drugiej strony oznaczało to chęć zaznajomienia się i pierwszy wstęp do przywiązania na co liczyłem, że się nigdy nie wydarzy. Miałem dziwne wrażenie, że ta szopka w ich wykonaniu rozbawi Kuroia, chociaż w jego obecnym wypadku chyba więcej radości dałoby mu odcinanie po kolei ich głów, niż jakakolwiek rozmowa. Po chwili zrozumiałem, że sam przecież się nie przedstawiłem. Uważałem to za zbędne ale raczej nieuniknione ze względu na towarzysza, który prędzej czy później wywoła me imię.
       - Yocharu
       Powiedziałem głosem chyba równie zimnym co Akihiko, aczkolwiek to była raczej moja naturalna tonacja od czasu gdy dojrzałem i stałem się taką personą o tak spaczonym i zindywidualizowanym charakterze.


[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Akcept by Masaru

Ostatnio edytowany przez Masaru (2015-05-25 20:27:23)

Offline

 

#180 2015-05-24 22:51:49

 Kuroi Inu

Zaginiony

8260416
Zarejestrowany: 2014-04-07
Posty: 210
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Członek Klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 18
Multikonta: Setsuna

Re: Siedziba organizacji Yūgure

Sytuacja, więc tak się przedstawiała. Nie były to żadne złodziejki chcące położyć łapy na naszym dobytku, a po prostu biedne dziewczyny uratowane przez mojego towarzysza. O zabijaniu też nie mogło być mowy, gdyby to były jakieś przybłędy skrócił bym je o głowy bez mrugnięcia okiem, jednak nie mogłem zabić członkiń mojego klanu tylko dla tego, że były głodne i nie miały dachu nad głową. Cóż trzeba będzie z nimi jakoś przeżyć, oczywiście nie była to rzecz niewykonalna, jednak martwiło mnie co stanie się z nimi później. Miejsce to miało być objęte tajemnica toteż nie mogliśmy pozwolić sobie na to, żeby opuściły to miejsce wcześniej niż istnienie naszej organizacji wyjdzie na jaw. Stwierdzenie, że uratował je od miejsca w burdelu było całkiem ironiczne toteż postaram wymóc na sobie trochę uśmiechu. Skończyło się na tym, że wykrzywiłem wargi w coś co tylko przypominało ten wyraz mimiczny.
-A jednak znalazły się w takowym. Przecież w całym kompleksie panuje burdel. -Odpowiedziałem niewesołym tonem, nie mając na myśli oczywiście domu uciech, a po prostu bałagan. Tan jakoś w funkcjonowaniu specjalnie mi nie przeszkadzał jednak miło zawsze było mieszkać w czystym. Przyjrzałem się chwilę Yocharu i dałbym sobie rękę uciąć, ze wyczuł drastyczną zmianę nastroju odkąd widzieliśmy się ostatnim razem. Jego widać nie zmienił się za bardzo co znakiem było raczej dobrym, bo przecie stagnacja była najlepszym stanem, głównie z tego powodu, że człowiek praktycznie zawsze wiedział czego się spodziewać.
Zdobyłem się nawet na skinienie głowy gdy Yocharu mnie przedstawiał. Postanowiłem też dorzucić coś od siebie. Co prawda ich stosunek do mnie był mi idealnie obojętny, jednak jeżeli pokażę, że potrafię być miły może one będą lepiej się tu czuły, co za tym idzie nie będą próbowały uciekać, a co za tym idzie nie będę musiał ich zabić za takowej próbę. Przecież po co marnować cenne dla klanu żywoty w końcu mają być matka przyszłego pokolenia.
-Możecie zwracać się do mnie po prostu Kuroi albo Inu, mam nadzieję, że nie obraziłem was swoim zachowaniem. -Powiedziałem po chwili milczenia jednak nie bynajmniej tonem okazującym jakąkolwiek skruchę. Nie miałem humoru na wyrażanie skruchy. Wysłuchałem też ich prezentacji po czym ruszyłem przez salę siadając na pierwszym wolnym miejscu obok zdaje się Miyuki. Oparłem katanę o stół i  Na pierwszy rzut oka wydawał się miłą i nieśmiałą dziewczyną, jednak pozory zawsze mogły mnie zmylić, po za tym mój stan oceniałem na zbyt marny by roztrząsać istotę natury naszych gości. Uraczyłem ją krótkim spojrzeniem postarałem się uśmiechnąć z nad wyraz marnym skutkiem i nalałem sobie wody do kubka.
Upiłem łyka i poczułem się strasznie zmęczony, zmęczony światem i wszystkim co mnie otacza. Zakryłem połowę twarzy lewą dłonią i milczałem tak przez chwilę. Chciałem odwlec to w czasie, ale skoro już trafiłem na mego kompana pasowało załatwić wszelaki sprawy za jednym zamachem. Obawiałem się jednak jego reakcji bo przecież nie wszystkie informacje, które ze sobą przyniosłem. Nie miałem jednak zamiaru robić tego przy tych dziewczynach.
-Drogie Panie miło was poznać,  jesteście urocze i w ogóle, ale jak już zjecie chciałbym byście stąd wyszły i zajęły się jakimiś pożytecznymi zajęciami. Muszę porozmawiać z moim tutaj obecnym kompanem.[/i] -Miałem nadzieję, że pożyteczne zajęcia zinterpretują właściwie, a nie jako wzajemne czyszczenie sobie pazurków, masowanie pośladków czy cokolwiek innego. Przecież chyba nie myślały, że będą tu mieszkać w charakterze gości honorowych, a my jako powiedzmy właściciele tego miejsca będziemy przynosić im śniadanko do łóżka i papucie w zębach. -Chciałem to odłożyć na później, z racji tego, że jak widzisz czuję się marnie, ale chyba lepiej będzie jak o wszystkim dowiesz się natychmiast. -Zwróciłem się wreszcie do Yocharu kierując spojrzenie na niego. Przy okazji odciągnąłem rękę od twarzy i napiłem się z kubeczka.

Ostatnio edytowany przez Kuroi Inu (2015-05-24 22:52:17)


Jam Hermes, własne skrzydła pożerając oswojon zostałem.




Karta postaci


Theme

Seiyuu

Offline

 

#181 2015-05-24 23:48:45

 Yocharu

Klan Uchiha http://i.imgur.com/p2qZr4s.pnghttp://i.imgur.com/bRrcMpK.png

50499111
Skąd: Hidari
Zarejestrowany: 2014-04-03
Posty: 996
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider/ Weteran
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 26

Re: Siedziba organizacji Yūgure

~

       Widać było, że dziewczyny czuły się nieco zagubione pomiędzy mną a Kuroiem, chociaż kiwały główkami gdy ten pozwolił im mówić do siebie w skrócie jak i na znak, że nie czują się urażone. "A by tylko spróbowały narzekać", pomyślałem zaraz po zdaniu białowłosego i reakcji płci pięknej. Spoglądałem na towarzysza, który dosyć marnie imitował uśmiech, chociaż robił to znacznie lepiej ode mnie i w ogóle to robił w przeciwieństwie do mnie. Ten jednak miał zamiar wygadać mi się ze swoich spraw szybciej niżbym przypuszczał co oczywiście było dla mnie wygodne w tej chwili. Nie miałem zamiaru teraz nigdzie odchodzić, gdyż potrzebowałem odrobiny odpoczynku po ostatnim starciu a być może dowiem się czegoś ciekawego. Zresztą w jakiś dziwny sposób nastrój Kuroia mnie drażnił więc im wcześniej się wygada, tym większa szansa na zmianę jego nastawienia w bliższym czasie, chociaż gdybym już teraz wiedział co ma na myśli, to zapewne zdałbym sobie sprawę, że to raczej długofalowy problem.
       Dziewczęta dosyć szybko dokończyły swoje posiłki i wstały od stoły, patrząc nieco niechętnie na Czarnego Psa, który bez pardonu poinformował je o ich roli w kryjówce. Wcale mnie to nie dziwiło bo też nie miałem zamiaru trzymać tu pasożytów, jednakże byłem znacznie spokojniejszy od towarzysza i opanowanie było moją mocną stroną tak jak jego był berserk, w którym ja nie sprawdzałem się w ogóle. Niestety już wyczuwałem do czego to będzie prowadzić. Kuroi zostanie tym wrednym wujaszkiem, który lubi zaczepiać i drażnić a ja tym, który będzie odpuszczał dla świętego spokoju co zaowocuje jeszcze większym skupieniem na siebie uwagi. Na szczęście mój pokój był ukryty głęboko w siedzibie dzięki czemu będę w stanie ukrywać się tam przed nieproszonym towarzystwem. Nawet gdyby podążały za mną, myślę że bez aktywnego sharingana nie będę w stanie przebić się przez słabe genjutsu, które zapewne zastawie. Mniejsza jednak o moją prywatność, gdy najważniejszą tajemnicą jest cała ta kryjówka. Dziewczęta nadal nie wiedziały o tym, że tworzymy organizację i jaki mamy w niej cel, jednakże samo miejsce już było mega ważne. Liczyłem jednak na to, że były zbyt zmęczone by zapamiętać drogę wyjścia i nie będą same opuszczać lokacji.
       - Idźcie do kwater i odpocznijcie. Jutro zostaną wam przydzielone obowiązki.
       Odparłem zimno, lecz nie chciałem zabrzmieć jak straszny renegat, który uczyni z nich niewolnice a raczej jak dobry przywódca chcący ładu i równowagi. My w końcu dbamy o bezpieczeństwo więc one przysłużą się jako gospodyni domowe. Odprowadziłem je wzrokiem by upewnić się, że nie będą podsłuchiwać i skupiłem uwagę na Akihiko. Czułem, że ma coś naprawdę istotnego do powiedzenia a przynajmniej w jego mniemaniu.
       - Mów więc.

Offline

 

#182 2015-05-25 00:53:12

 Kuroi Inu

Zaginiony

8260416
Zarejestrowany: 2014-04-07
Posty: 210
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Członek Klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 18
Multikonta: Setsuna

Re: Siedziba organizacji Yūgure

Na pierwszy rzut oka było widać, że dziewuchy z nich krnąbrne, po niby kiwały główkami niby były miłe, ale patrzyły się krzywo i pewnie roiły w swoich główkach plany niesubordynacji i częstego uchylania się od obowiązków. Ja zaś jako człowiek ułożony lubiłem gdy wszystko było wykonywane od początku do końca tak jak należy... Przykro mi to stwierdzić, ale będę miał chyba z nimi ciężki żywot, tym bardziej, że Yocharu zdawał się w ogóle nie przejmować się uczynieniem z nich pożytecznego materiału. Bez paniki niech pomieszkają tutaj tydzień czy dwa i wszystkie będą chodzić jak malutkie śliczniutkie i błyszczące trybiki, które są integralną częścią mechanizmu tego miejsca. Nie mniej jednak wszelakimi procesami wychowawczymi mogłem zająć się później, teraz czekały na mnie znacznie ważniejsze sprawy. Sprawy, które notabene nie wiedziałem za bardzo jak mam ugryźć. Gdy zostałem poproszony o wyłożenie tematu dyskusji milczałem chwilę nie wiedząc za bardzo od czego zacząć... Właściwie w ogóle nie miałem ochoty jej rozpoczynać toteż krzywiłem się trochę, mniej więcej jak ktoś by mnie uraczył plasterkiem cytryny. Nie mogłem jednak sprawy przedłużać, więc postanowiłem zacząć sprawę od tematu w miarę neutralnego, później przejść do takich, których dotyczą tylko niego i w końcu otrzeć się o takie, które niechybnie tyczyły się nas obuch. Choć sam nie do końca wdziałem, czy chciałem się z nich spowiadać, dobrze by było gdyby sam się wszystkiego domyślił i zaoszczędził mi wykładania całego problemu z jego siostrą.
-Jak się zapewne domyślasz nie bez powodu nie było mnie tutaj gdy tutaj wróciłeś wraz z tymi... -Zacząłem wreszcie z westchnieniem a przy ostatniej frazie machnąłem ręką w stronę drzwi by zobrazować mu, że chodzi o panienki. -Byłem w górach skalistych, a tam znalazłem kryjówkę niedobitków klanu. -Znalazłem było chyba trochę za mocnym określeniem, jednak postanowiłem dojść do tego, że ktoś mi go pokazał małymi kroczkami. -Została jakaś grupka ludzi, ale żyją w strasznych warunkach, coś jak zwierzęta.
Dreszcz mnie przeszedł na myśl o jaskini w której znajdował się obóz, mojemu zniesmaczeniu dałem też wyraz pierwszym grymasem, który dziś mi się udał a obrazował on obrzydzenie. Nie mogłem znieść, że śpią na skalnej podłodze w jakiś wigwamach, nie mają naczyń ani wychodka. Pozostałości rady za pewne chełpiły się tym jako swoim wielkim sukcesem. Gdyby to odemnie zależało kazał bym ich powbijać na pal w ramach nagrody za ten sukces, tym bardziej, że obozowisko niby miało być przygotowane wcześniej.
-Z tego co wiem obozowisko było przygotowane na takie wypadki jak ten, ale jest marny dostęp do wody, ludzie mieszkają w namiotach śpiąc praktycznie na gołym podłożu skalnym o sanitariacie już nie wspominam... Ot widzisz przyjacielu jak w oborze. Nic, więcej ci nie powiem bo nie zwiedzałem go na tyle by zrobić jakiś szczegółowy rekonesans.
Część łatwiejsza była już za mną czas było zacząć wkraczać na niepewny grunt. Często reakcja zależy od sposobu przekazania informacji, toteż należało wszystko powoli wdrożyć zbytnio się nie motając i owijając w bawełnę. Choć o tym drugim trudno było mówić, bo przecież obydwoje byliśmy ludźmi kilku słów, lubiącymi konkretne i zwięzłe wypowiedzi. Ja z resztą też nie umiałem opowieści ubarwiać, ani prowadzić ich jakimiś dziwnymi torami.  Zdałem sobie sprawę, ze ręce trochę mi drżą i napiłem się z kubka. Ponownie zacząłem z ponurą miną.
-Widzisz zaprowadziła mnie tam twoja siostra, na którą powiedzmy przypadkiem trafiłem. Z resztą dobrze, że tak się stało bo jakiś dwóch szmalcowników chciało ją sprzedać błyskawicy. Pozarzynałem obydwóch jak prosiaki i nawet ręka mi przy tym nie zadrżała... W każdym razie mniejsza o większość, ma sie ona dobrze i nauczyła się jakoś radzić, choć zdaje się, że wyniszczyło ją to wszystko... Stała się za to o wile silniejsza niż się tego spodziewasz. -Faktycznie sam nie spodziewałem się, że dojdzie do takiego poziomu, choć nie była chyba typem wojowniczki umiała sama się bronić co było w tych czasach warunkiem przetrwania. -Ucieszyła się wiedząc, że żyjesz... Jednak twoi rodzice, teoretycznie zaginęli... W praktyce nie jestem co do tego przekonany.


Jam Hermes, własne skrzydła pożerając oswojon zostałem.




Karta postaci


Theme

Seiyuu

Offline

 

#183 2015-05-25 03:10:54

 Yocharu

Klan Uchiha http://i.imgur.com/p2qZr4s.pnghttp://i.imgur.com/bRrcMpK.png

50499111
Skąd: Hidari
Zarejestrowany: 2014-04-03
Posty: 996
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider/ Weteran
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 26

Re: Siedziba organizacji Yūgure

~

       Szczerze mówiąc, gdy Kuroi tylko zaczął mówić a właściwie nie... Gdy tylko stwierdził, że musimy porozmawiać, wiedziałem co tak naprawdę się święci za temat. Nie tak dawno jeszcze rozmawialiśmy przecież o tym i było to wciąż świeże i w sumie niedokończone. Miałem wrażenie, że dobrze wiedział, iż los wielu z naszych braci jest mi zupełnie obojętny i tak naprawdę wyczuwam ten wstępniak do konwersacji o cięższej tematyce, przynajmniej dla niego ale z jakiegoś powodu nie potrafi walnąć prosto z mostu. Oznaczać to mogło z jednej strony wiele rzeczy ale w tej chwili nasuwała się jedna i to dosyć oczywista. Czyżby naszego Uchihe zaczęły nosić coraz mocniejsze uczucia? Problemem dla mnie nie był fakt, iż kieruje je do mojej siostry, co prawda nigdy mi tego nie powiedział wprost ale sposób w jaki do niej tematu uciekał i to jak zaznaczał jej stan wręcz krzyczało, że coś jest na rzeczy ale obawiałem się, że będzie go to w jakiś sposób blokowało. Akihiko był teraz dla mnie jedynym towarzyszem a przy tym jedynym człowiekiem, któremu w jakikolwiek sposób w ogóle ufałem i ceniłem. Strata kogoś takiego była by dla mnie może nie tyle co bolesna a niekomfortowa i nieprzyjemna. Nie chce by teraz gonił za miłością, bądź podczas walki stanął jak słup soli na myśl, że więcej jej nie ujrzy, chodź przyznać musiałem, iż odczuwałem w związku z tymi uczuciami pewien dziwny dyskomfort. Może po prostu wciąż nie pojąłem, że moja młodsza siostra zaczyna wchodzić w poważne życie i angażować się w takie relacje i to z jedynym godnym dla mnie towarzyszem. A może to i lepiej? Znam go przecież ale nie wiem czy... nieważne. Szczerze mówiąc największym zaskoczeniem w całej jego wypowiedzi nie były informacje jakie mi dostarczył a to co wewnątrz mnie, wewnątrz mojej głowy się działo. Na wieść o tym, iż moi rodzice mogą już nie żyć, nie powinienem zareagować tak... emocjonalnie. Śmierć ojca nie była żadnym szokiem, w końcu to shinobi, wojownik z krwi i kości i każdego dnia swego życia przygotowywałem się na dzień, w którym może nie wrócić ale, że mama? Przez cały swój żywot w głowie gdzieś z tylu czaszki siedziała mi myśl o tym, że nie ważne jaki bym nie był i co się wydarzyło to ona zawsze będzie czekać jak w dniu mojego powrotu z akademii. Czułem się co najmniej dziwnie uświadamiając sobie, że może już nie żyć. Twarz moja była oczywiście kamienna, bo nawet Kuroi Inu nie powinien widzieć, że cokolwiek kotłuje się w mojej głowie ale sam ze sobą walczyłem z emocjami, których nie rozumiałem do końca. Mój sharingan rozbłysł jakby sam z siebie, ukazując ponownie Kuroiowi stadium kekkei genkai, które czeka go w niedalekiej przyszłości. Mrok i moc oczu pochłonęły moje zmysły, dając wyzwolenie od tych dziwot, które zaczynały mną targać. Sharingan stawał się dla mnie jak narkotyk, dawał mi jakieś poczucie władzy i siły ale z drugiej strony walczyłem z nim by nie zeżarł mnie w przyszłości jak Matsuo czy innych Uchiha, którzy postanowili zgładzić własny ród. Odzyskałem spokój, oczu jednak nie dezaktywowałem. Przez krótką chwilę dumałem w ciszy aby znaleźć słowa, których zapewne oczekiwał ode mnie Kuroi aż w końcu otwarłem usta.
       - Już się bałem, że masz zamiar sprowadzić tu resztkę Uchiha. Te trzy będą już problematyczne. - Zacząłem nieco żartobliwie co jak na mnie i tak było czymś niesamowitym a wiedziałem, że w kwestii ironii, nawet nieźle się rozumiemy.
       - Widzę, że też się ostatnio nie nudziłeś. Cóż, dobrze wiesz że rada jest... była starej daty i ich racjonalne pomysły zawsze wydawały się dla nich genialne. Ważne, że mają na razie gdzie żyć, chociaż przypuszczam, że bardziej obchodzi to Ciebie niż mnie. Co do Sayi...
       Nie chciałem poruszać tematu ich uczuć i tego co ich łączy, dlatego też postanowiłem mówić o niej bardziej neutralnie. Wiedziałem, że jeżeli będzie chciał mi powiedzieć coś więcej to i tak mi w końcu powie, gdyż czułem że darzy mnie pewnym zaufaniem, niewątpliwie nie pełnym bo byłoby to niebezpieczne ale wystarczającym.
       - Dobrze, że sobie radzi. Zresztą należy do klanu Uchiha i wie, że musi sobie radzić. Nie od parady nasz ojciec i brat ciężko trenowali.
       Mówiłem to tak zimnym głosem, że aż sam dziwiłem się jak chłodno potrafię rozmawiać o własnej rodzinie. Niewątpliwie Kuroi był zawiedziony prawie żadnym odzewem z mojej strony bo słów użyłem co kot napłakał ale też nie miał co spodziewać się po mnie rozprawki ani poezji w wersji mówionej.

Offline

 

#184 2015-05-25 15:56:04

 Kuroi Inu

Zaginiony

8260416
Zarejestrowany: 2014-04-07
Posty: 210
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Członek Klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 18
Multikonta: Setsuna

Re: Siedziba organizacji Yūgure

Cóż mogłem się spodziewać, iż nie usłyszę żadnej wylewnej wypowiedzi. To było typowe dla niego, jednak jak było widać szarpnęła go wiadomość o śmierci rodziców. W sumie nie było w tym nic dziwnego czy tego chcemy czy nie odejście kogoś bliskiego zawsze sprawia nam smutek. Choć i tak kontrolowanie emocji szło mu nad wyraz dobrze, a na pewno już lepiej niż mnie. Udało mi się nawet krzywo uśmiechnąć gdy wspomniał, że obawiał się, iż chcę przyprowadzić tutaj cały klan. Cóż zarówno on jak i ja wiedzieliśmy, że takowa operacja nie miała by sensu. Po pierwsze zdekonspirowała by nasze istnienie całkowicie, po drugie zaś ta mała zorganizowana społeczność przerodziła by się w jeden wielki bałagan. Widzę już jak ludzie skaczą sobie do gardła wykrzykując kto ma lepsze prawa do tego kompleksu. Skutki mogły by być nieprzewidywalne, a ja strasznie nie lubiłem rzeczy nieprzewidywalnych, gdyż nie można było zawczasu podjąć jakichkolwiek środków. Po za tym kryjówka tak prócz tego, ze była dobrze schowana stanowiła jedną wielką pułapkę. Jeśli jakiś wrogo nastawiony człowiek odkrył by wejście, co przy takim natłoku ludzi musiało się zdarzyć wszyscy byli byśmy zgubieni, głównie z tego powodu, iż było stąd jedno wyjście, które wcale nie tak trudno obstawić tak by mysz się nie prześlizgnęła. W najlepszym wypadku wszyscy zdechli byśmy z głodu.
-Oczywiście, że nie to było by niedorzeczne... -Stwierdziłem wracając do swojej wcześniejszej ponurej miny. -Co do tamtych trzech mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę, iż nie mogą opuszczać tego miejsca. Cóż chciałbym wierzyć, że schwytanie nie powiedzą nic z własnej woli i nawet jeśli by tak było torturami wydobędą z nich wszystko. Toteż lojalnie Cię informuję, że jeżeli zauważę próbę ucieczki zabije nie pytając się o żadne opinie. Sprawa jest zbyt niebezpieczna byśmy ryzykowali. Po za tym niech zostaną. -Faktycznie nie było mi trochę w smak mordowanie członków własnego klanu, jednak kilka żyć nie znaczyło nic wobec powodzenia naszego zadania, a mogło sie ono udać wtedy i tylko wtedy gdy będziemy mieli oparcie w tym miejscu.
-Faktycznie przykro mi na to patrzeć w przeciwieństwie do Ciebie, jednak uznałem, że powinieneś wiedzieć jak sprawa się przedstawia. -Napiłem się wody po czym rozpuściłem włosy odgarniając je za ucho tak by nie przeszkadzały. Swoją wstążkę położyłem na stole przed sobą. -Co do Sayi... -Podjąłem tak by pokazać, że to nie wszystko co mam do powiedzenia.-Jak się pewnie domyśliłeś sprawa między nami wygląda nazwijmy to dość poważnie. Jednak nie musisz mieć co do tego obaw. W żaden sposób nie zaślepia to mojego poczucia obowiązku przynajmniej na razie. Nadal jestem Czernym Psem nie jakimś potulnym szczeniaczkiem


Jam Hermes, własne skrzydła pożerając oswojon zostałem.




Karta postaci


Theme

Seiyuu

Offline

 

#185 2015-05-27 19:33:23

 Yocharu

Klan Uchiha http://i.imgur.com/p2qZr4s.pnghttp://i.imgur.com/bRrcMpK.png

50499111
Skąd: Hidari
Zarejestrowany: 2014-04-03
Posty: 996
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider/ Weteran
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 26

Re: Siedziba organizacji Yūgure

~

Theme



       Rozmowa nabrała dosyć dziwnego klimatu, rażąc nas oboje solidną dawką powagi i dawno nie odczuwanych emocji. Kłamałbym mówiąc, że nie spodziewałem się, iż mina Kuroia wchodzącego do jadalni, oznaczać będzie pogaduszkę o kwiatach, drzewkach i chmurkach. Nasze konwersacje zawsze wchodziły na pewien poziom przekroczenia granic tabu, które sami w głowie wyznaczaliśmy i prawdopodobnie gdyby nie był poniekąd moim towarzyszem, co jest i tak chyba zbyt mocnym słowem jak dla mojego samotnego trybu życia, to albo nie wypowiedziałbym w jego kierunku ani jednego słowa, albo uciął mu język razem z głową. Tym czasem przetaczało się we mnie uczucie, które nie pozwalało tak po prostu skończyć tych kwestii i wyjść. Nie chodziło mi o to, że trzymałem rozmowę by nie wyjść na słabego człowieka bojącego się przekraczania granic słownych a o fakt, iż czułem się w pewien sposób zobowiązany by mówić. Patrząc na Akihiko miałem wrażenie, że traktuje mnie w pewnej dozie nie tylko jako kumpla ale także jak lidera. Nie widziałem go nigdy w boju ale wyczuwałem od niego dozę siły, odwagi i waleczności ale mimo to był człowiekiem, który potrzebował rozkazów. Jego oczy nie wyrażały strachu z braku pomysłów i bezradności a raczej paliły się i żądały słów od kogoś takiego jak ja, który wskaże mu kogo ma zabić. Oczywiście Kuroi nie jest bezmózgą bestią, ma własną wole, własny rozum i własne ścieżki ale nie nadawał się do bezsensownego dążenia gdzie nogi go poniosą - musiał mieć cel. Właśnie dlatego nie mogłem teraz wyjść i zostawić go z samym sobą, nie teraz gdy pogubił się we własnych uczuciach. Wciąż spoglądałem w jego oczy swoim sharinganem będąc ciekawy, czy nie sprawia to u niego dyskomfortu. Tak, mam wysokie ego i wiem, że w obecnej chwili jestem od niego silniejszy a jego oczy jeszcze nie dorównują moim ale z dziwnego powodu nie chciałem mu tego w żaden sposób udowadniać, może dlatego że wcale nie musiałem tego robić. Jeszcze przez kilka sekund siedziałem w ciszy, wertując go swym wzrokiem, aż przy kolejnym mrugnięciu czarne łezki rozlały się na całe oko, chowając czerwoną barwę kekkei genkai.
       - Nie wyjdą stąd bo niewiedzą jak. Były zbyt wycieńczone by w jakikolwiek sposób zapamiętać drogę. Kiedyś je wypuścimy ale wpierw muszę znaleźć i nauczyć się techniki, która pozwoli wymazać im wspomnienia z tego miejsca, jeżeli to w ogóle możliwe. W obecnej chwili myślę, że i tak nie mają zamiaru stąd wychodzić po ich ostatnich przygodach.
        Uniosłem dłoń, by poprawić włosy ale dopiero wtedy przypomniałem sobie, że zmieniłem swój wizerunek. Co prawda był to póki co zwykły ciemny bandaż, aczkolwiek wkrótce zastąpię go jakimś materiałem. Rozłożyłem się nieco bardziej na krześle i cicho westchnąłem przez sam nos, wydmuchując powietrze.
       - Nie wątpię że wciąż jesteś Czarnym Psem. Problemem jest jednak to czy jesteś moim psem czy mojej siostry.
       Zabrzmiało to jakbym faktycznie traktował go jak jakieś zwierze czy sługusa ale nie rozmawiałem z idiotą, który mnie nie zna. Dobrze wiedział, że używam całej masy metafor jak i również nie odnoszę się z pewnymi słowami bez powodu by komuś ubliżyć. Właściwie w życiu nigdy nikogo nie obraziłem. Dlaczego? Bo gdy ktoś zalazł mi za skórę to go zabijałem a słowa stawały się zbędne. Kuroi odgrywał dla mnie dosyć ważną rolę z kilku powodów. Po pierwsze mogłem u ufać i mimo, że wszystko robię i tak sam to w razie problemu mogę prosić go o wsparcie, po drugie, jest w stanie ogarniać naszą kryjówkę w czasie gdy mnie nie będzie i po trzecie nie wygląda na Uchiha co z mostu mianuje go na idealnego szpiega. Właściwie wracając do punktu wyżej, byłem ciekaw jego siły. Gdzieś wewnątrz mnie budowała się chęć sparingu z nim lecz nigdy od czasu akademii nie stoczyłem walki 1 vs 1 bez uśmiercenia wroga. Dlatego tez zmyłem ten pomysł ze swojej głowy, gdzieś siną w dal.

Offline

 

#186 2015-05-29 02:33:10

 Kuroi Inu

Zaginiony

8260416
Zarejestrowany: 2014-04-07
Posty: 210
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Członek Klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 18
Multikonta: Setsuna

Re: Siedziba organizacji Yūgure

Rozparłem się wygodnie na krzesełku i śmiało odpowiedziałem na wejrzenie Yocharu. Jeśli chciał mnie straszyć zdecydowanie skręcił w tej sprawie w zły zakręt. To, że był silniejszy nie robiło na mnie żadnego wrażenia, głównie dla tego, że aktualnie życie było mi bardzo obojętne. Zdawałem sobie sprawę, że krok który postąpiłem w stronę Sayj będzie jakąś zmianą w moim życiu. Był takową faktycznie, teraz musiałem znosić to, że za pewne będę musiał wreszcie spojrzeć jej w oczy i przyznać się do wszystkich okropnych rzeczy które zrobiłem i zrobię ich jeszcze więcej, tego byłem pewien. Zdawałem sobie również sprawę, że za pewne gdy dowie się o tym wszystkim znienawidzi mnie, a ponieważ zależało mi na niej bardziej niż chciałem sie sam przed sobą do tego przyznać, nie napawało mnie to jakoś ochotą do życia. Nie mogłem przecież porzucić nadrzędnego celu, przyszłość klanu od niego zależała.
-Yocharu nie rozśmieszaj mnie... -Zacząłem gorzko się uśmiechając. Faktycznie jego słowa wydały mi się w jakiś sposób zabawne. -Nie jestem Twoim psem, nigdy nim nie byłem. To co możesz mi przedłożyć to jedynie propozycja tego co mogę wykonać, a ja sam rozważę czy jest to potrzebne i warte zachodu. -Nie chciałem być złośliwy, ale taka była prawda nie był moim żadnym formalnym zwierzchnikiem. Szanowałem jego opinię to prawda, ale jeśli myślał, że w obecnej sytuacji będzie mógł mi w jakikolwiek sposób rozkazywać bardzo się mylił. Rozkazy przyjmowałem aktualnie jedynie od Kazunariego, który w ten czas był nieobecny, głównie z tego powodu, że on był liderem. Resztę pozostawiałem jedynie własnemu osądowi sprawy. Sayia nie miała tym bardziej nic z tym wspólnego, nawet gdyby wiedziała o co toczy się stawka, jakoś wątpiłem by mogła wzbić się ponad jakąś słabą i ograniczoną moralność. Było w niej za dużo ciepła i dobra by mogła to zrozumieć. To co bardzo mnie w niej przyciągało jednocześnie dyskwalifikowała ją od takich spraw, nie mogła się równać z człowiekiem tak zimnym na losy innych jak Yocharu, a tym bardziej okrutnika mojego pokroju. -Przyjmuję jedynie rozkazy od lidera tej organizacji, a Ty nie jesteś takowym, a tym bardziej Twoja siostra. Jeśli zajdzie taka konieczność zrobię to co będzie konieczne i będę działał tak jak mam to w zwyczaju z całkowitą bezwzględnością. Widzisz by mi rozkazywać trzeba za te rozkazy wziąć odpowiedzialność, a ja podczas naszej ostatniej rozmowy odniosłem wrażenie, że Ty jej nie chcesz. -Przynajmniej do tej pory nie okazywał chęci przyjęcia takowej. Zastanawiało mnie czy w ogóle zadaje sobie trud by zrozumieć do czego zmierzam w końcu nie raz nie dwa podchodził zupełnie obojętnie do takich sytuacji. -Jeśli zostaniesz liderem wrócimy do kwestii mojego posłuszeństwa i wierności, jak na razie nie mamy w tej kwestii nie mamy o czym rozmawiać. Co do Sayi nigdy jej psem nie będę, jej słowo nie zaważy na mojej powinności, a i ona chyba nie całkiem dostrzega to kim jestem.
  Jeśli chodzi o tamte dziewczęta postanowiłem nie ciągnąć dalej dyskusji klasyfikując ten temat jako mniej ważny. Klamka zapadła jeśli będą starały się uciec po prostu rozleję ich posokę po ścianach jaskini czy będzie się to komuś podobać czy nie. Ostatecznie byłą to najmniej paląca kwestia, co do spraw aktualnych nawet nie oczekiwałem, że ten ot tak po prostu uwierzy mi na słowo apropos mojej determinacji. Choć miałem w sumie nadzieje, że obejdzie się bez potrzeby dalszej argumentacji czy udowadniania czegokolwiek.


Jam Hermes, własne skrzydła pożerając oswojon zostałem.




Karta postaci


Theme

Seiyuu

Offline

 

#187 2015-05-29 03:25:35

 Yocharu

Klan Uchiha http://i.imgur.com/p2qZr4s.pnghttp://i.imgur.com/bRrcMpK.png

50499111
Skąd: Hidari
Zarejestrowany: 2014-04-03
Posty: 996
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider/ Weteran
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 26

Re: Siedziba organizacji Yūgure

~

       Jedyny gest jaki wykonałem podczas jego wypowiedzi to lekkie zmrużenie oczu, które sam nie wiem do końca co miało z mojej strony symbolizować. Był to chyba już pewien odruch albo może jakiś dziwny tik bo praktycznie za każdym razem to robiłem. Kuroi wydawał się być zirytowany moimi słowami do tego stopnia, że jego reakcja wybudziła u mnie pewne negatywne zmiany nastawienia wobec niego. Przyjął do siebie nieco dosłownie to co wysunąłem w jego kierunku ale poniekąd może miał rację. Czas spędzony w organizacji działał na moją niekorzyść powodując, że zaczynam w jakimkolwiek stopniu angażować się w cały ten teatrzyk, który to miał być tylko moją chwilą podporą. Zresztą całe to stowarzyszenie miało zupełnie inaczej wyglądać. Gdzie jest do cholery Kazunari? Gdzie się podział Eizo? I gdzie do ku.rwy nędzy jest reszta członków? Na cmentarzu stało nas pięciu a właśnie siedzę tu w kryjówce z zaledwie jedną osobą. Fakt faktem był jeszcze Zangetsu, którego swego czasu uratowałem ale jeżeli jest tak pomysłowy jak wtedy to raczej nie mam co liczyć na jego żywot. Od kiedy w ogóle zacząłem myśleć o czyimś życiu? W tym momencie byłem pewny, że towarzystwo i nieco bliższa znajomość z kimkolwiek działa na moją niekorzyść bo zaczynałem się przyzwyczajać i co najgorsze nieco zmieniać. Z dziwnego powodu przyjąłem na siebie stanowisko chwilowego lidera Yugure, chociaż z tego co pamiętam to wręcz mój rozmówca napomknął o tym, że ktoś musi się tym zająć i potrzeba kogoś takiego. Co zabawne teraz wydawał się być oburzony faktem, że kogoś takiego zgrywałem. Dobrze więc, nie będę się mieszał ani do jego życia ani jego kontaktów z siostrą bo szczerze mówiąc i tak gówno mnie obchodziły. Czułem, że właśnie marnuje czas na jakąś bezsensowną rozmowę, z której i tak nic już nie wyniknie i niczego ciekawego się nie dowiem. Niewidzialna dłoń machnęła mi przed twarzą w geście nie przejmowania się czymkolwiek co nie ma bezpośredniego powiązania za mną a życie Akihiko takowego nie miało. Łączyło nas jedynie kekkei genkai ale to tak samo jak z całą masą, no już nie masą, Uchiha. W sumie miałem nawet małą ochotę się zaśmiać. Nie, wyśmiać Kuroia. Czekał na rozkazy lidera, który może już dawno rozkładać się gdzieś w ziemi i nawozić kwiatki. Na domiar wszystkiego zachowywał się bardziej wybuchowo niż zwykle co musiało oznaczać, że wpływ uczuć do mojej siostry targa nim bardziej niżbym się spodziewał. A może to tylko ja odnosiłem jakieś dziwne wrażenie, że zachowuje się inaczej? Może to ja się zmieniłem i spoglądałem teraz z innego punktu? W każdym razie miałem dosyć tych dziwnych pomysłów, które kotłowały mi się w głowie. Nie miałem zamiaru rozgryzać psychologi Akihiko bo nie byłem nadwornym pedagogiem. Położyłem ręce na kolana i uniosłem się z siedzenia, nie urywając kontaktu wzrokowego z Kuroiem.
       - Z jednym masz rację. Nie mamy o czym rozmawiać.
       Z równie zimną twarzą co wcześniej, najzwyczajniej w świecie skierowałem się w stronę wyjścia z kuchni aby oddalić się i urwać tą rozmowę. Nawet się nie oglądałem, wyczekując jakieś reakcji od strony towarzysza a tym bardziej nie planowałem sam reagować jeżeli wysunął w moim kierunku jakieś słowa. Zmierzałem prosto do swojego pokoju, gdzie w końcu chciałem odpocząć i przy okazji przyjrzeć się kilku ranom jakie złapałem w ostatniej potyczce. Dezaktywowałem sharingana, przemierzając korytarze i na śmierć zapominając o nowych lokatorkach naszej kryjówki. W końcu dotarłem do siebie, zostawiają uchylone drzwi co było dosyć niespotykane jak dla mnie. Mój czuły słuch wyłapał bez problemu kroki damskich stóp zmierzających tuż za mną. Skoro miałem mieć wyrąbane we wszystko to i postanowiłem mieć w dziewczyny a jeżeli, przekroczą pewną granicę to i tak pewnie Kuroi je wyrżnie. Usiadłem na łóżku, nieco wcześniej zdejmując płaszcz i koszulkę. Na ciele miałem wciąż kilka bandaży, które zalały się gdzieniegdzie czerwoną barwą i niewielką ilością brudu. Wtedy ujrzałem jak zza drzwi wygląda jedna z dziewcząt, bodajże Miyuki.
       - M-m-mogę pomóc z tymi bandażami?
       Widocznie była bardziej speszona niż sobie wyobrażałem. Nic nie odpowiedziałem ale także moja mina nie wyglądała jakoś złowrogo. Byłem zmęczony a ona mogła mnie wyręczyć o i dziwo brak mojej reakcji sprawił, że ta nieco śmielej podeszła, siadając obok mnie i zdejmując brudne opatrunki. Zaczęła przemywać rany, które swoją drogą szczypały jak cholera ale kamienna twarz ukrywała jakiekolwiek emocje.

Offline

 

#188 2015-05-30 00:32:24

 Yocharu

Klan Uchiha http://i.imgur.com/p2qZr4s.pnghttp://i.imgur.com/bRrcMpK.png

50499111
Skąd: Hidari
Zarejestrowany: 2014-04-03
Posty: 996
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider/ Weteran
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 26

Re: Siedziba organizacji Yūgure

~

       Siedziałem w swoim pokoju, spoglądając przed siebie prosto w ścianę. W głowie powracały mi obrazy z dwóch ostatnich potyczek, które prawie odebrały mi życie ale dzięki zdolnością jakie opanowałem i nabytej ostrożności, wyszedłem z tego w jednym kawałku, posyłając dwa ludzkie duchy w niebyt. Mimo to nie czułem się kompletnie zadowolony z tego faktu. Zwycięstwa przyszły mi z ogromną trudnością, właściwie do samego końca balansując na krawędzi porażki. Nie mogłem sobie pozwolić na takie sytuacje w przyszłości, musiałem stać się silniejszy, dużo silniejszy bo w innym przypadku następne opuszczenie kryjówki może być moim ostatnim.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Akcept by Masaru

       Po tym wszystkim jednak moja głowa się wyciszyła. Czułem się nieco spokojniejszy a towarzystwo dziewczyny przestało mi w jakikolwiek sposób przeszkadzać, jednak potrzebowałem wypoczynku i ułożenia wielu ważnych kwestii w swojej głowie. Wyglądało na to, że i tak pomogła mi najlepiej jak mogła.
       - Dzięki, ale teraz chce odpocząć
       Powiedziałem, chociaż o dziwo już nie tak dziwno jak zazwyczaj. Dziewczyna wstała, pocierając dłonią o moją rękę i kiwając na znak, że rozumie a na sam koniec rzucając lekkim uśmiechem. Wciąż nie byłem w stanie wydostać z siebie tego gestu, jednak moje oczy nie przemawiały do niej złowrogim spojrzeniem jak przez cały czas. Zmęczenie chyba za bardzo mnie już zmagało, że doprowadzam siebie do takich zachowań. Ułożyłem się na łóżku wpatrzony w sufit i słysząc jedynie jak drzwi od mojego pokoju zamykają się.

Ostatnio edytowany przez Masaru (2015-05-30 13:56:17)

Offline

 

#189 2015-05-31 09:12:15

 Yocharu

Klan Uchiha http://i.imgur.com/p2qZr4s.pnghttp://i.imgur.com/bRrcMpK.png

50499111
Skąd: Hidari
Zarejestrowany: 2014-04-03
Posty: 996
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider/ Weteran
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 26

Re: Siedziba organizacji Yūgure

~

       W końcu od kilku dni dobrze się wyspałem. To w sumie dziwne, że w obecnym czasach gdy Uchiha są zagrożeni ze strony błyskawicy, są miejsca takie jak ta kryjówka, która pozwala na spokojne funkcjonowanie bez większych ostrożności. Inni czuliby się niezręcznie ze względu na fakt, iż ich bracia i siostry tułają się gdzieś po świecie, chowając się w jaskiniach i innych niesprzyjających miejscach gdy samemu ma się w miarę wygodne wyro, własny pokój i wiele metrów kwadratowych bezpieczeństwa ale mnie inni nie obchodzili. Wtem poczułem dziwne wibracje. Ciągle nie byłem przyzwyczajony do tego uczucia ale rozumiałem co oznacza. Ubrałem swój płaszcz, jednakże bez symbolu Yugure ani Uchiha. Był to zupełnie odrębny strój, który zdobyłem niedawno i uważałem, że się nada po czym uzbroiłem się i przewiązałem przez głową opaskę (avatar). Z jakiegoś powodu przypasowało mi to więc tak też zostawiłem. Powoli wyszedłem z pokoju, krocząc korytarzem i słysząc jak otwierają się drzwi z pokoi dziewczyn, które spoglądały co się dzieje. Wtem oplótł mnie pył i kurz a ja w ułamku sekundy zniknąłem z kryjówki.
z/t - > Wymarły las

Offline

 

#190 2015-06-08 05:26:49

 Yocharu

Klan Uchiha http://i.imgur.com/p2qZr4s.pnghttp://i.imgur.com/bRrcMpK.png

50499111
Skąd: Hidari
Zarejestrowany: 2014-04-03
Posty: 996
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider/ Weteran
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 26

Re: Siedziba organizacji Yūgure

~

        Znów pojawiłem się w kryjówce. Tym razem jednak nie zamierzałem wracać do pokoju a postanowiłem przewertować bardziej jaskinie, które wciąż były tajemnicą mimo, iż zamieszkuje te tereny od jakiegoś czasu. Nawet nie zauważyłem kiedy minęły te dni, miesiące a nawet lata. Zostałem członkiem Yugure w wieku szesnastu lat i od tamtego dnia, gdy wręczono mi płaszcz, chyba ostatni raz widziałem lidera Kazunariego. Nie! Ostatnio widziałem go rok temu w tym dziwnym śnie gdy walczyliśmy o akademię. Tak do końca nie byłem pewny czy to dotyczyło tylko mnie czy faktycznie wszystkie te osoby zjawiły się tam na prawdę. Póki co nie miałem okazji spotkać nikogo po za Kuroiem ale jego znałem już wcześniej więc to była kwestia trudna do pojęcia. W sumie nigdy z nim nie poruszałem tego tematu a może było by warto dowiedzieć się czy tylko mnie się to przytrafiło czy była to jakaś zbiorowa wizja?


[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]
___________________________

Akcept by Katsuro

       Znów znajdując się w swoim pokoju, usiadłem nad zwojami, które sprytnie ukryłem aby nikt się do nich nie dobrał i zacząłem studiować kolejne to możliwe techniki, które będę chciał opanować w przyszłości. Miałem teraz sporą werwę do pogłębiania wiedzy, czując że nadchodzą pewne zmiany w świecie shinobi.

Ostatnio edytowany przez Katsuro (2015-06-08 14:50:32)

Offline

 

#191 2015-06-26 22:15:45

 Yocharu

Klan Uchiha http://i.imgur.com/p2qZr4s.pnghttp://i.imgur.com/bRrcMpK.png

50499111
Skąd: Hidari
Zarejestrowany: 2014-04-03
Posty: 996
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider/ Weteran
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 26

Re: Siedziba organizacji Yūgure

~

       Studiowanie zwojów z technikami zajęło mi wiele dni. Szczerze mówiąc byłem zadziwiony, że tak bogate źródła wiedzy udało mi się odnaleźć w tym opuszczonym miejscu, które wyglądało masa ludzi wyprowadziła się z niego w jednym momencie, zabierając najistotniejsze rzeczy, które przyszły im w ręce, pozostawiając jedyne nieporęczne przedmioty. Czyżby te zwoje nie stanowiły dla kogoś szczególnej wartości? Co w takim razie musieli posiadać, że przerosło wagę tak bogato opisanych kart? Być może byli w posiadaniu skryptów tzw. technik zakazanych, które w świecie shinobi uchodziły za wyjątkowo niehumanitarne co swoją drogą brzmiało bardzo irracjonalnie w czasach wiecznych starć, potyczek a nawet wojen. Ludzie i Ci, którzy przeszli taki zmiany, że ciężko było ich tak nazwać, ginęli przecież na co dzień i nikt specjalnie nie przejmował się losem jednostek a nawet całych klanów. Nie istniała żadna organizacja dbająca o ludzkie istnienia, chociaż kto wie czy za kilkadziesiąt albo kilkaset lat, populacja na całej planecie dojdzie do porozumienia i stworzy coś co można byłoby nazwać Organizacją Narodów Zjednoczonych i będą dbać by stan pokoju trwał jak najdłużej. Oczywiście ludzkiej natury nie można było oszukać a w naszej krwi zawsze będzie tkwiła walka o dominację i przetrwanie. Z tego też powodu czas było poznać kolejne tajniki ninjutsu.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]
___________________________

Akcept by Katsuro

Ostatnio edytowany przez Katsuro (2015-06-27 00:37:10)

Offline

 

#192 2015-07-04 14:26:19

 Kuroi Inu

Zaginiony

8260416
Zarejestrowany: 2014-04-07
Posty: 210
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Członek Klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 18
Multikonta: Setsuna

Re: Siedziba organizacji Yūgure

         Po rozmowie pozostał mi swego rodzaju niesmak. Faktycznie nie było o czym dyskutować, jeśli Yocharu miał ochotę rządzić w tym burdelu ja nie miałem nic przeciwko, jednak potrzebowałem jasnej deklaracji. Wstałem i udałem się do własnego pomieszczenia, gdzie pozostawałem przez dni kilka.
          Miałem wziąć się za trening jednak podły nastrój skutecznie odwlekał mnie od tego zamiaru. Co prawda wiedziałem, że jest mi potrzebny i próbowałem raz czy dwa się do niego zmusić jednak jak by nie patrząc wszystko spełzało na niczym, a czas biegł nieubłaganie. Lektury już nie zapewniały mi pocieszenia, toteż znalezione w kompleksie książki kartkowałem jedynie bez większego zainteresowania, chciałbym powiedzieć, że coś z ich treści pozostało mi w głowie jednak zdecydowanie rozminął bym się z prawdą. Brakowało mi jakiegoś sensownego działania, którym można by było pchnąć naprzód całą sprawę, zamiast siedzieć bezczynnie w kryjówce.
         Yocharu głównie zajmował się naszymi gośćmi, a mnie jakoś specjalnie bytowanie tych dziewuszek, nie obchodziło. Przynajmniej potrafiły sprzątać, choć nie zawsze i niekoniecznie gdyż jedną musiałem już zrugać za niedopucowanie podłogi. Ważniejszym jednak było, że jak na razie nie starały się samowolnie opuszczać miejsca do, którego miały przynależeć, przynajmniej do momentu gdy uznam, że musi się stać inaczej. Doszedłem wreszcie do obopólnego wniosku, iż potrzebuję zmiany otoczenia inaczej braknie mi motywacji by zrobić cokolwiek. Wstałem więc, zawiązałem wstążkę na włosach, chwyciłem katanę w dłoń i ruszyłem ku wyjściu.

z.t -> Wymarły las


Jam Hermes, własne skrzydła pożerając oswojon zostałem.




Karta postaci


Theme

Seiyuu

Offline

 

#193 2015-07-04 23:24:22

 Yocharu

Klan Uchiha http://i.imgur.com/p2qZr4s.pnghttp://i.imgur.com/bRrcMpK.png

50499111
Skąd: Hidari
Zarejestrowany: 2014-04-03
Posty: 996
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider/ Weteran
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 26

Re: Siedziba organizacji Yūgure

~

       Wciąż siedziałem w grocie, przyglądając się głazom które to przed chwilą spadły ze skalnego sufitu, przecierając dłonią spocone czoło. Mój oddech powoli zwalniał, powracając do normalnego tempa, chociaż przez chwilę myślałem, że serce wyskoczy mi z klatki piersiowej. Zmęczenie dało się we znaki, jednakże moja mentalna siła pchała mnie do przodu, napełniając energią do podniesienia swojej poprzeczki z podpisem "wytrzymałość". Dawno nie czułem takiej werwy jak dziś a dawno mam na myśli moment dołączenia do uczniów akademii. Ciężko było uwierzyć, że dni podczas których ostatni raz maszerowałem tamtymi salami zeszły tak szybko. Ile to już? Chyba pięć lat. Niby niewiele ale jak na człowieka, który żyje zaledwie czterokrotność tej liczy, mogło wydawać się to odległe. Nastąpiła prawie głucha cisza, którą jedynie zagłuszał mój cichy oddech prawie idealnie zgrywając się z kroplami woda, cieknącymi z małego źródła. Wtem moje uszy wyłapały kroki, chodź chód postaci był raczej niespieszny. Ktoś wychodził z kryjówki naszej siedziby i kierował się ku wyjściu i byłem prawie przekonany, że był to Kuroi Inu. Dziewczęta same nie poradziłyby sobie w tym labiryncie jaskiń i prawie całkowitej ciemności a człowiek znający ten rejon, porusza się po nim bez większego problemu. Tak więc byłem prawie pewny swojej analizy, chociaż przez myśl przeszło mi nawet, iż ktoś znajdował się w naszej kryjówce i zna ją nadzwyczaj dobrze lecz kto? Nie będzie mi dane się upewnić, gdyż owa postać wybyła.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Akcept by Masaru.

Ostatnio edytowany przez Masaru (2015-07-06 19:59:33)

Offline

 

#194 2015-07-07 00:09:38

 Yocharu

Klan Uchiha http://i.imgur.com/p2qZr4s.pnghttp://i.imgur.com/bRrcMpK.png

50499111
Skąd: Hidari
Zarejestrowany: 2014-04-03
Posty: 996
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider/ Weteran
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 26

Re: Siedziba organizacji Yūgure

~

       W końcu zebrałem się na odpoczynek po kilku prawdziwie ciężkich dniach treningu. Przespana noc dała mi sporo energii, jednakże przede wszystkim moja głowa ułożyła wszelkie nowe informacje, przerzucając je z pamięci krótkotrwałej do długotrwałej. Jedyne czego mi teraz brakowało do porządnego prysznica aby rozbudzić się nieco bardziej. Mimo, iż sporo trenowałem to przez pobyt w tym miejscu, unikając prawie kompletnie niebezpieczeństwa, straciłem nieco czujność i przyłapałem się na tym, że zrobiło mi się tutaj za wygodnie. Moim obowiązkiem było opuszczenie tego miejsca na jakiś czas i przywrócenia dawnej sprawności moich zmysłów. Wpierw jednak czas na porządny prysznic. Cóż, pierwszej klasy to my tutaj nie mamy ale dostęp do zbiornik z górską wodą był istnym cudem w tych komnatach. Połączone podstawową hydrauliką pozwalały na przyjemną kąpiel.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Akcept by Masaru.

Z/T - > Hidari - > Droga główna.

Ostatnio edytowany przez Masaru (2015-07-07 16:30:10)

Offline

 

#195 2015-07-20 00:40:13

 Kuroi Inu

Zaginiony

8260416
Zarejestrowany: 2014-04-07
Posty: 210
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Członek Klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 18
Multikonta: Setsuna

Re: Siedziba organizacji Yūgure

    Przez drogę zdążyłem już odpuścić sobie wszelakie hamulce i puścić nerwy z wodzy. Dawno do mych uszów nie doszła tak dobra wiadomość. Sam już nie pojmowałem jak można było być tak niepoprawnym sympatykiem wojny, jednak ja, gdy tylko o niej słyszałem stawałem się stokroć szczęśliwszy niż ofiarowaliby mi bogactwo i życie w pokoju. Co prawda nie raz nie dwa było mi przykro, gdy widziałem jej skutki, jednak aktualnie nie widzę większej przyjemności nad tą, która mnie wkrótce czeka. Rozcinane ciała, krew bryzgająca po umazanych błotem trupach, może właśnie tego teraz mi trzeba. By wrócić do normalności, by wrócić do porządku.
    Idę szybkim krokiem przez zakamarki i wchodzę do głównego kompleksu. Teraz priorytetem jest go odnaleźć, to ostatni element, który potrzebny jest w tej układance, później będę mógł już się zatracić w całości. Nie mam ani chwili czasu do stracenia, czym szybciej przekażę dobrą nowinę tym szybciej wyruszymy i szybciej będziemy na miejscu. Nie zwracam już nawet uwagi na to, że podłoga jest czysta i ściany zostały doprowadzone, choć trochę do porządku, w gruncie rzeczy w tym momencie wszystko mnie mało obchodzi, czekają rzeczy o wiele piękniejsze od tej zapyziałej budy.
    Sprawnie manewruję po korytarzach, które znam już prawie na wyczucie, wiedziony jakimś dziwnym instynktem zmierzam do pomieszczenia, gdzie znajduje się mój towarzysz, choć tak naprawdę nie mam pojęcia o jego lokalizacji kroczę przed siebie jak by prowadzony przez niewidzialną dłoń. Euforia sprawia, że prawa ręka zaczyna mi drgać znakiem tego, że naprawdę wracam do formy. Jednak lewa, która trzyma katanę w pochwie jest spokojna, na próbę łapię rękojeść… W momencie febrycznie drżenie ustaje, tak jak powinno być, po wszystkich tych dniach spędzonych w odrętwieniu wracam do formy. Hehe może nawet i mój współlokator ucieszy się, że stąpam znowu jak najlepszą ścieżką.
     Stoi mi na drodze. Jedna z tych panienek, co je Yochar przywlókł ze sobą. Patrzy się na mnie z niedowierzaniem jak by zobaczyła coś osobliwego. Ja cały czas uśmiecham się od ucha do ucha obnażając zęby jak dobry rasowy pies. Czyżby miała mnie za szaleńca? Pewnie słusznie… Ponieważ nie raczyła się ruszyć ostentacyjnie łapie ją za ubranie ciskając szybkim ruchem na ścianę, nie zwalniając przy tym tempa chodu. Jej czarne włosy falują w powietrzu by przy uderzeniu o mur opaść bezwładnie. Ja słyszę jedynie głuchy łomot i przeciągłe jęknięcie, ja nic sobie jednak z tego nie robię po prostu idąc dalej wyznaczoną sobie trasą. Z jednego pokoju wypada druga obserwując lekko zaskoczona całą sytuację, gdy zdaje sobie sprawę co naprawdę się wydarzyło i ma już okazję bliżej się mi przyjrzeć z krzykiem zamyka się w pokoju. Głupia siksa pewnie zdała właśnie sobie sprawę, że oto Czarny Pies powrócił, w pełnej okazałości.
    Zatrzymuję się przed pomieszczeniem i gwałtownie otwieram drzwi. Znalazłem go wreszcie, instynkt jednak mnie nie zawiódł. Był tutaj.
- Uwijaj się Yocharu, uwijaj… - Śmieję się przy tym w sposób, który nie świadczy bynajmniej, że w mym płacie czołowym wszystko działa jak należy. – Idzie wojna, a Uchiha na nią ruszają… Do Kraju Gorących Źródeł. – Znowu zaśmiałem się nieco bardziej ochryple. – Czujesz to?  Zapach krwi, palonych ciał, zarzynanych mężczyzn… Hahahaha wspaniale, aż mam  burzę pomiędzy nogami. – Przeszedłem się dwa razy w tą i z powrotem nadal chichocząc pod nosem, aż w końcu zatrzymałem.
  - No dalej, na co czekasz… Napędzimy machinę wojenną stalą i ogniem, nie oszczędzimy nikogo. – Ton mój wskazuje, że jestem niepomiernie podniecony tą myślą, co z resztą było prawdą. Spojrzałem na mojego rozmówce sharinganem, w którym właśnie wykształciła się druga łezka. – To będzie rzeź...
  Moje usta rozszerzają się w uśmiechu ukazując zęby.


Jam Hermes, własne skrzydła pożerając oswojon zostałem.




Karta postaci


Theme

Seiyuu

Offline

 

#196 2015-07-20 01:37:18

 Yocharu

Klan Uchiha http://i.imgur.com/p2qZr4s.pnghttp://i.imgur.com/bRrcMpK.png

50499111
Skąd: Hidari
Zarejestrowany: 2014-04-03
Posty: 996
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider/ Weteran
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 26

Re: Siedziba organizacji Yūgure

~

Jego kroki słyszałem już od pierwszej chwili, gdy tylko przekroczył próg naszej kryjówki, chodź nie potrzebowałem ku temu żadnych nadprzyrodzonych zdolności, gdyż jego szybki chód, odbijał się echem wśród ścian. Dosyć zaskakujące, zwłaszcza że gdy z nim podróżowałem, nigdy nie było mu do niczego tak spieszno a tym razem jego nadejściu zwiastował krzyk dziewczyn i ważnych nowin, które czułem, że chce mi prędko przekazać. Drzwi nie zdążyły nawet zaskrzypieć, gdy ten je otworzył i wpadł jak piorun do pokoju, prawie biegając w tą i z powrotem. Rzekłbym nawet, że stał się nadpobudliwy ale dopiero teraz jego pseudonim stał się bardziej trafny niż kiedykolwiek. Wciąż gadał o wojnie, o klanie i o tym, że czas się ruszyć. Jego przerażający śmiech rozbrzmiewał w czterech ścianach a oczy wręcz płonęły z podniecenia. Jego ekscytacja była tak wielka, iż na moich oczach jego sharingan doznał przemiany. Musiałem przyznać, że to ciekawy widok, zwłaszcza że sam nigdy nie byłem w stanie dostrzec własnych ewolucji. Siedziałem na swoim łóżku z głową opuszczoną ku ziemi, lecz zerkając ku posturze Akihiko. Rozplotłem ręce, które trzymałem w modlitewnym uścisku, chodź niczemu to nie służyło i ułożyłem je na kolanach, tylko po to by zsunąć je na biodra. Podparłem się i zacząłem powoli wstawać ze wzrokiem tym razem wbitym w podłogę. Wtem uniosłem głowę, spoglądając na Kuroia swoimi, trzeba łezkami w każdym oku, z lekkim uśmiechem, który budziłby lekką zgrozę wśród każdego ale nie Czarnego Psa. Jego entuzjazm dał mi się we znaki a i sam ostatni czasy zrobiłem się bardziej żywiołowy. Wciąż go obserwowałem jak jego radość o zabijaniu, rozpiera go od środka a ręka prawie drży na katanie by tylko ją wysunąć z pochwy i uciąć parę głów. Ten widok budził we mnie emocje, których dawno już nie czułem a sama chęć walki, jakimś dziwnym trafem również pobudzała mnie akcji. Nie potrafiłem tego wytłumaczyć ale chciałem ruszyć wraz z Kuroiem i zobaczyć go w prawdziwym żywiole. Czułem, że posoka na jego ubraniu i jego szaleńczy wzrok, będą budzić postrach w sercach wroga.
       - Przygotuj się, będę najszybciej jak tylko się da. Nie zabij dziewczyn z tej radości.
       Wtedy mój klon, raz jeszcze rzucił tym wręcz mrocznym uśmiechem i zniknął, pozostawiając dym, który równie szybko zniknął co się pojawił.

Offline

 

#197 2015-08-02 00:36:33

 Kuroi Inu

Zaginiony

8260416
Zarejestrowany: 2014-04-07
Posty: 210
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Członek Klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 18
Multikonta: Setsuna

Re: Siedziba organizacji Yūgure

     Przez ułamek sekundy poczułem się trochę zawiedzony…  To był jedynie klon, ale po chwili zdałem sobie sprawę, że tak naprawdę nie ma to żadnego znaczenia. Koniec końców Yocharu powróci do tego miejsca, oczekując dokładnie tego samego, co ja… Wymarszu.
    Co prawda musiałem poczynić jeszcze pewne przygotowania, jednak nie powinny zająć mi zbyt dużo czasu. Z resztą nie mogłem sobie na to pozwolić, mieliśmy pracę do wykonania. Praca miała być ciężka i mozolna, opierająca się na tym, co my ninja umiemy robić najlepiej. Odbierać życie, do tego jesteśmy szkoleni i taki jest cel naszej egzystencji. Uznałbym za głupca każdego, kto ważyłby się pomyśleć inaczej.
   Obróciłem się na pięcie i ruszyłem w stronę sali treningowej. Radość nadal niepohamowanie paliła mi trzewia, a ja nie mogłem nic na to poradzić… Szczerze mówiąc nawet nie chciałem, było mi idealnie wygodnie w tym stanie euforii, w którym tak naprawdę nic nie miało znaczenia.
  - Jeszcze się mażesz… Wstawaj przecież nic takiego się nie stało… - Rzuciłem do dziewczyny, której nadal brakowało umiejętności by pozbierać się spod ściany. Trudno by powiedzieć, że zareagowała na to dobrze, bo objęła rękoma własne kolana i jeszcze bardziej wtuliła się w ścianę. Skoro chciała się bawić w ostracyzm proszę bardzo, ja jej tego przecież nie zabronię. – Jak na Uchiha jesteś naprawdę żałosna… - Stwierdzając to patrzyłem na nią z nieskrywaną pogardą. Jeśli w przyszłości będzie miała życzenie by się mścić proszę bardzo. Nie odmówię jej tego prawa.                                                                Chwilę zastanawiałem się, co by powiedziała Saya gdyby na to wszystko popatrzyła. Szczerze mówiąc wątpiłem, że miała pojęcie, kim tak naprawdę jestem. Kim się stałem w toku wszystkich wydarzeń. Nie miało to teraz jednak żadnego znaczenia…


Jam Hermes, własne skrzydła pożerając oswojon zostałem.




Karta postaci


Theme

Seiyuu

Offline

 

#198 2015-08-06 01:59:38

 Yocharu

Klan Uchiha http://i.imgur.com/p2qZr4s.pnghttp://i.imgur.com/bRrcMpK.png

50499111
Skąd: Hidari
Zarejestrowany: 2014-04-03
Posty: 996
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider/ Weteran
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 26

Re: Siedziba organizacji Yūgure

~

Go to War



       Minęło zaledwie kilka godzin od mojego wymarszu z Ronin no Kuni a już znajdowałem się pod bramą kryjówki co nawet jak na shinobi było i tak szybko, biorąc pod uwagę odległość. Wystawiłem dłoń, popychają wrota, które pod naporem siły otwarły się przede mną. Wkroczyłem do holu, uderzając stopami o podłogę, wydając przy tym echo tupnięć i brnąłem w głąb siedziby, dokładnie wiedząc gdzie. Mijałem masę pokoi, przejść i grot, szybkim krokiem zmierzając do pomieszczenia, które było moim celem. Nie zważałem na żadną z dziewczyn, które dane mi było minąć, nawet Miyuki, przemykając obok niej niczym cień. Me oczy płonęły żądzą zemsty, wypatrując drzwi do głównej sali, w której wyczuwałem już obecność Czarnego Psa. Uderzyłem dłońmi w drzwi, otwierając je na oścież z głośnym hukiem od zderzenia ze ścianami i rzuciłem wzrokiem na przygotowanego i pełnego dzikości Uchihe. Widziałem w jego ślepiach ogień, który pragnął trawić swych wrogów a jego ciało, aż drżało na samą myśl o krwi, którą przeleje. Nie było więc czasu na gierki i miłe słówka przywitania. Sam chciałem już dotrzeć na miejsce i ujrzeć tę rzeź, która być może zmieni oblicze naszego klanu a może i świata shinobi. Przeciągałem nasze spojrzenie, wyrażając na swej twarzy gniew i złość, a moje oczy zmrużyły się, tak jakbym spoglądał na człowieka, którego chce właśnie zabić. Akihiko nie był moim celem i dobrze o tym wiedział, ale dawałem mu do zrozumienia, że już wkrótce z moich rąk zostanie odebranych wiele żyć. Zacząłem zbliżać się do niego, prawie mogąc wyczuć jak jego krew wrze od podniecenia. Popadł w szał, w berserk, który należy wypuścić na pole ze zwierzyną i zbierać po nim żniwa.
   - Od dziś to ja jestem Liderem Yugure Czarny Psie i wedle mojej decyzji ruszamy na wojnę by zabić naszych wrogów... wrogów klanu Uchiha!
       Sharingan rozświetlił moje ślepia, nadając im jeszcze bardziej złowrogi wygląd i podkreślając moje emocje. Czekałem na reakcję Akihiko, który w swej dzikości, mógł zachować się niekontrolowanie lecz czułem, że gdy tylko obrócę się w stronę wyjścia, ruszy razem ze mną. Widok, który miałem w głowie, przekazany od klona, mówił mi wystarczająco wiele na temat jego stanu. Nikt inny na świecie nie pragnął tak tej wojny jak on i nikogo innego na świecie nie powinni się teraz bać jak jego. Uśmiechnąłem się w jego kierunku, wciąż utrzymując złowrogi wyraz twarzy, emanujący gniewem i chęcią zemsty. W końcu moje uczucia w stronę klanu rozgorzały na nowo, gdy tylko stanął on w obliczu ostatecznego zagrożenia. To może być ostatnia potyczka jaką przyjdzie nam stoczyć ale zabierzemy ze sobą type trupów, że nasze imiona będą budzić grozę przez następne pokolenia, nawet zza grobu. Obróciłem się w stronę drzwi i ruszyłem w kierunku wyjścia z kryjówki. Nie było czasu na gierki.
   - Chodź Kuroi! Ruszamy na Wojne!

Offline

 

#199 2015-08-15 14:25:17

 Kuroi Inu

Zaginiony

8260416
Zarejestrowany: 2014-04-07
Posty: 210
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Członek Klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 18
Multikonta: Setsuna

Re: Siedziba organizacji Yūgure

    Przyglądałem się chwilę kobiecie, jej mizernej posturze i tego jak nie potrafiła sobie poradzić z obecną sytuacją. Dobrze się stało, że Yocharu ją tutaj przyprowadził, bo zdaje mi się, że nie przeżyłaby ani chwili dłużej w rzeczywistości, która pukała do naszych progów. Nie miało być sielankowo, czas pogardy właśnie nadchodził. Wpierw upuścimy trochę krwi, Krajowi Ognia wypierając ich chciwe zapędy z naszego nowego domu, jeszcze gorzko pożałują, że podnieśli rękę na gorące źródła. Nie ważne czy mieli przewagę liczebną, ich matki będą wyć w niebogłosy, gdy dokonają kalkulacji jak bardzo opłacalna była ta wyprawa.
    Wejście Yocharu wyrwało mnie z zamyślenia i pozwoliło zdjąć brzemię mego wzroku z dziewczyny. Ta wyraźnie poczuła ulgę i odczołgała się kawałek od ściany, bełkocząc coś w stronę mojego towarzysza, że jestem człowiekiem niezrównoważonym i szalonym. Szukała w nim oparcia, choć ja szczerze wątpiłem, że ma on miękkie serduszko i przejmie się, choć trochę jej losem. O nie, to nie było w jego stylu.
  - Wyśmienicie, konkretna deklaracja, na to właśnie czekałem. – Odpowiedziałem słysząc jego słowa, i rozłożyłem ręce tak jakbym chciał pokazać, że akceptuję jego decyzję. – Nareszcie mówisz z sensem, jak przywódca! Mam nadzieję, że rozumiesz, jaka wiąże się z tym odpowiedzialność. – Nie brzmiało to raczej jak pouczenia, ale stwierdzenie. Z resztą wcześniej wspominałem o tej kwestii i jakoś nie miałem czasu ani ochoty się nad nią rozwodzić.
  - Muszę poczynić kilka niezbędnych przygotować, później możemy udać się na pole walki. Potrzebuję jeszcze trochę czasu by poprawić swoje umiejętności. – Odpowiedziałem nie ruszając się z miejsca, pomimo, że Yocharu wyraźnie chciał już wychodzić. – Muszę jeszcze zakupić pancerz, a nie bardzo wiem gdzie tego dokonać.. Większość treningów mogę z resztą wykonać po drodze.
    Przypomniało mi się jeszcze, że miałem mojemu kompanowi coś ciekawego do powiedzenia. O tak rzecz ta nie mogła być niewspomniana. Była zbyt ważna dla nas wszystkich by ją pominąć.
  - Sytuacja się zmieniła, klan ma nowego lidera… Twoja siostra mi ją pokazała. – Tutaj podniosłem palec do góry by nadać powagi moim słowom. – Tak nie przesłyszałeś się Yocharu… Ją, to kobieta, jestem ciekawy, co zaprezentuje. Jednak możemy być pewni, że jej ręka nie będzie lekka. Radnego, który jej się sprzeciwił kazała zakłuć w kajdany i wcale jej nie przeszkadzało jak prali go po mordzie. Widać przy Setsunie jak już się upada, upada się bardzo nisko i upadek ten jest strasznie bolesny. – Słysząc swoje słowa poczułem się nagle bardzo zadowolony z tego faktu, choć aktualnie nie do końca wiedziałem, dla czego...
    Czekałem na jego odpowiedź, ale irytowała mnie jedna, rzecz… Dysonans w naszą rozmowę wprowadzał szloch dobiegający z kąta, gdzie odczołgała się poturbowana przeze mnie dziewczyna. Niby nic groźnego, ale mierził mnie tak niesamowicie, że nie mogłem wytrzymać. To pojękiwanie, pociąganie nosem, te wszystkie oznaki słabości, wylewających się uczuć w jakiś sposób niebywale kontrastowały z aktualnym rzeczy stanem, że zdało mi się czymś plugawym i niegodnym. Zacisnąłem zęby równie mocno jak pięść i obróciłem się gwałtownie w jej stronę.
  - Zamknij się wreszcie, nie mogę tego znieść! Tego mazgajstwa, tej nieporadności tego… Wszystkiego. Wstań i weź się w garść, a później oddal i lepiej zrób to szybko... – Dopiero teraz zorientowałem się, że krzyczę, ale nie było mi w żaden sposób głupio z tego powodu. Przemknęło mi przez głowę, czy tak samo potraktowałbym Saje, jednak szybko zepchnąłem to na margines rzeczy mało ważnych. Odwróciłem się z powrotem do  Yocharu i wyrzekłem już o wiele spokojniejszym tonem – Teraz chcę poznać Twoje stanowisko w sprawie mojej i Twojej siostry… Ostatnio nie padły żadne konkrety, a tylko takowe mnie interesują. Byleby nie skończyło się tak jak poprzednim razem… Bo to do niczego nie prowadzi.

Ostatnio edytowany przez Kuroi Inu (2015-08-15 15:01:00)


Jam Hermes, własne skrzydła pożerając oswojon zostałem.




Karta postaci


Theme

Seiyuu

Offline

 

#200 2015-08-15 17:48:13

 Yocharu

Klan Uchiha http://i.imgur.com/p2qZr4s.pnghttp://i.imgur.com/bRrcMpK.png

50499111
Skąd: Hidari
Zarejestrowany: 2014-04-03
Posty: 996
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider/ Weteran
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 26

Re: Siedziba organizacji Yūgure

~

       Nie spodziewałem się, że jest teraz w stanie nas coś zatrzymać przed wyruszeniem na wojnę, lecz słowa, które wypowiedział Kuroi, niosły tak olbrzymią wagę, że zatrzymałem się przez chwilę wciąż stojąc do niego plecami. Obróciłem powoli głowę, by ta wyłaniała się nad lewym barkiem i zmrużyłem oczy, analizując dokładnie sytuację. Nowy lider klanu? Czyli nasz klan trzyma się nieco lepiej, niż wskazują na to ostatnie oficjalnie przedstawiane wydarzenia. No i pierwszy raz w historii, głową wachlarzy została kobieta. To było rzadko spotykane w świecie a co dopiero w tak dumnym klanie, który utrzymywał wiele tradycji. Najwidoczniej pokazała pazur i upewniła wszystkich, że w dobie kryzysu jest w stanie utrzymać ludzi pod swoją wodzą.
       - Setsuna? - Powiedziałem tak, jakbym już kiedyś te imię usłyszał i prawdę mówiąc, gdzieś na obrzeżach swoich płatów mózgowych, przechowywana była informacja i wspomnienie o tej osobie. Było to dla mnie jednak zbyt odległe bym mógł do tego wydarzenia obecnie powrócić, ale kto wie czy w momencie gdy ją ujrzę to pamięć przywoła kilka cennych wspomnień.
       - Nowy lider klanu? - Tym razem zabrzmiałem tak jakbym był co najmniej zaskoczony - Czyli nasz klan trzyma się lepiej niż przypuszczałem, skoro postawili nową osobę na tym stanowisku. I mówisz, że potrafi pozbyć się radnego od tak? Ciężka ręka. I dobrze i źle towarzyszu. Nie każdy jest tak oddany sprawie jak Ty, wielu może się nie zgadzać z jej decyzjami a jeżeli ma prowadzić wszystkich strachem to w końcu dojdzie do rozłamu. Chodź w sytuacji wojny i tak bardziej ich wystraszyć nie może. Nie tylko silna ale też mądra.
       Obróciłem się już całkiem w kierunku Akihiko, stojąc tuż na przeciw niego. Wtedy zareagował na skowyt dziewczyny, który był dla mnie w tej chwili tak nieistotny, że nawet nie zwróciłem uwagi na nią wcześniej anie teraz, gdy Kuroi udzielał jej reprymendy. Zmrużyłem jednak oczy bo pytanie, które chwile później zadał było nieco powiązane z zachowaniem, które tera zaprezentował.
       - Nie widziałem swojej siostry dawno i mam nadzieję, że ujrzę ją przed albo po wojnie, jeżeli uda nam się przeżyć. A jeżeli pytasz o zdanie jej brata, co sądzi o waszych uczuciach to mogę powiedzieć tylko dwie rzeczy. Masz moje błogosławieństwo ale krzyknij na nią jak na tą dziewczynę albo zrób jej krzywdę to Twoje oczy będą wisiały u mnie na ścianie, tuż nad twoim truchłem.
       Teraz pozwoliłem sobie na chwilę ciszy. Wiedziałem, że Kuroi nie odbierze tego w żaden bardzo negatywny sposób. Widział, że coś się we mnie odpaliło a jako przywódca muszę być stanowczy. Jednakże istniały teraz sprawy ważniejsze a przynajmniej waga ich była na wyższym szczeblu dla świata niż los jednej dziewczyny spod wachlarza. Wyluzował nieco swoją postawę, spoglądając na swego, prawdopodobnie jedynego towarzysza i kiwnąłem głową.
       - Skoro szukasz miejsca na zakupy, polecam Ci Ronin no Kuni. Raz już tam byliśmy a sam osobiście przybyłem stamtąd zanim mój klon mnie wezwał. Miałem okazję porozmawiać z liderem Wyrzutków, który nie zorientował się, że należę do Uchiha, jednak napomknął o przyjaźni z... no właśnie, nie zgadniesz z kim. Tak jest! Z Ichitsu. Nie tylko my zastanawiamy się gdzie go wyniosło. W każdym razie dawał wrażenie, że jego kraj przyjmie każdego jak swojego więc tak powinno być bezpiecznie. Jeżeli się także nie mylę to niegdyś Uchiha mieli dobry kontakt z Samotnikami, tak więc ku nich też można się skierować. Wyruszę z Tobą, być może sam wynajdę coś ciekawego dla siebie w ramach przygotowań.

Offline

 

Stopka forum

RSS
Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB
Polityka cookies - Wersja Lo-Fi


Darmowe Forum | Ciekawe Fora | Darmowe Fora
www.kanciastowe.pun.pl www.gandzia.pun.pl www.zsonr7wchelmie.pun.pl www.newcoolserver.pun.pl www.yaoi-of-manhattan.pun.pl