Ogłoszenie


#1 2015-03-18 13:45:44

 Kuroi Inu

Zaginiony

8260416
Zarejestrowany: 2014-04-07
Posty: 210
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Członek Klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 18
Multikonta: Setsuna

Czarny Scenariusz

Witajcie moi mili. W temacie tym mam zamiar chwalić się moimi pracami z kanonu opowieści niesamowitych i grozy. Jeżeli uda wam się dotrwać do końca i nie żałujecie mi literek proszę zostawcie komentarz. No i jeżeli będzie się podobało będę miał motywację by częściej pisać i wrzucać więcej ;D


  Na początek chciałbym zaprezentować taki mały tekścik z gatunku opowieści niesamowitych. Frazes ten jest pewnie dobrze znany tym, którzy wiedzą kim był Edgar Alan Poe... Cóż pozostaje mi zaprosić was do lektury ;)

 

Odmienna perspektywa

 
       Nazywam się de Renivier, imię pozwolę sobie pominąć milczeniem, gdyż dla historii, którą to chcę przedstawić nie ma ono żadnego znaczenia. Sam też wolę go unikać gdyż plebejski jego wydźwięk rani na domiar me uszy i powoduje nieopisaną żałość , iż mym rodzicielom brak było jakiejkolwiek wyobraźni nazewniczej, choć matka moja uchodziła, a przynajmniej chciała uchodzić za poetkę.  Z nazwiskiem mym powinniście być już osłuchani ponieważ, pełno na wyspach jak i kontynencie wzmianek o nim jako o nazwisku prześwietnym, określającym ród znakomity, pełny artystów, strategów jak i uczonych dziedzin nauk wszelakich. Ja też chcąc być niezgorszy, obrałem drogę badacza dziedzin filozoficznych, co pożal się Boże zaprowadziło mnie do tego na wpół katatonicznego stanu, w którym się obecnie znajduję. Historia moja obrazuje, iż w  dziedzinach tych nie jest zawarta żadna krztyna dobrotliwości, a prowadzą one jedynie do zguby śmiałka, który ma czelność wkroczyć do świata tych mistycznych gdybań, dyrdymałów i kocobołów nazywanych przez ludzi niespełna umysłu mądrościami i prawdami absolutnymi. Nie chcę tutaj spierać się z wami i wysuwać co lepszych argumentów, gdyż zmieniania zdania waszego nie jest w żadnym razie moim zamiarem i jest mi z goła obojętne czy przyznacie mi racje czy może uznacie mnie za człowieka niespełna rozumu, przy czym nie rozminęlibyście się zbytnio z prawdą bo sam się teraz za takowego uważam.
     Studia me minęły w początkowo miłej atmosferze. Nie byłem jednak tak pilnym uczniem jak chciałem być, głównie z tego powodu, iż sam wolałem analizować poznany materiał pod wpływem wszelakich opiatów doprawionych mocnym ale i choć w śród mych szlachetnie urodzonych przyjaciół trunek ten uchodził za prosty i godny zwyczajnego chłopstwa, ja nie przejmowałem się tym, bukiet gorzkiego chmielu i godna klejnotów bursztynowa barwa były dla mnie po stokroć bardziej wartościowe niż słodkawy smak wina gronowego. Tak, więc będąc już upojonym i ogłuszonym opium, które to niczym tarcza broniła mnie od plugawego świata poddawałem pod analizę i wątpliwość dzieła mistrzów takich jak Francouis-Marie Arouet, Brauch Spinoza czy Rene Descarte. Pisałem później z mych przemyśleń nad wyraz obszerne eseje, gdzie wykazywałem omyłki tychże i zaznaczałem własne poprawki co do ich światopoglądów. Mą wielogodzinną pracę składałem  na ręce rektorów mej katedry, ci jednak byli zbyt pochłonięci życiem doczesnym i drakońską szkolną ustawą by dostrzec poprawność mego wnioskowania, tak więc po kilku miesiącach opuściłem uniwersytet będąc oburzony, iż jestem wyśmiewany i szykanowany na forum wykładów jak i czasopism studenckich. Uznając przy tym mych mentorów i współ studentów, za małostkowych i niegodnych oglądania mojego geniuszu.
  Miast wrócić do domu udałem się do przybytku mej przyjaciółki jeszcze z czasów dzieciństwa Madlen Mirabeu, której to ojciec też z resztą był pracownikiem instytucji oświaty. Wykładał on słowem i nie rzadziej rózgą, wiedzę z astronomii obecnej tępej młodzieży. Z powodu wręcz niebywałego pracy nawału przy kształtowaniu młodych umysłów nie często bywał w swym domostwie pozostawiając Madlen jego dobytek we władaniu. Ona zaś posiadając podobne skłonności do moich poczynała sobie jeszcze lepiej, niż ja to miałem kiedykolwiek w zamyśle. Gości, zabaw i dysput nie było końca, a urywały się one tylko wtedy na krótki czas gdy rodziciel jej najczęściej w podłym nastroju zaprawionym winem wracał do domu.  Zwykle z dzieł swej córki nie był zadowolony lżył nas najgorszymi obelgami obrzucając pogardliwym spojrzeniem swych niebieskich oczu . Nie był też zadowolony z jakichkolwiek naszych prac i rozważań, wróżąc nam zawsze bardziej rynsztok niż oksfordzkie salony. Jednak nic więcej z tym szczególnego nie czynił i gdy tylko przekraczał próg domu, zamienialiśmy go na powrót w ogród rozkoszy ziemskich. Praca nasza osiągnęła apogeum gdy Pan Mirabeu nie gościł już u siebie od dobrych dwóch lat i trzech miesięcy. Przez czas ten prawie cały spisywaliśmy z Madlen nasze spostrzeżenia i wywody, torując sobie naszymi światłymi umysłami drogę do uznania naszego geniuszu przez świat naukowy. Miało się to dokonać poprzez odkrycie prawdziwej istoty, która to stoi za wszelką wszechrzeczą, słowami dwoma prawdą absolutną. O ile mnie zależało na naszych odkryciach do tego stopnia, że nawet zrezygnowałem w większej mierze z uciech cielesnych, Madlen zdała się zachorować na tym punkcie. Stała się nad wyraz blada i nawet ulubione trunki nie przysparzały jej już rumieńców, straciła już nawet ochotę na wszelakie płciowe kontakty, które to z sobą odbywaliśmy od czasu do czasu, zajmując się teraz jedynie księgami. Choroba jej objawiała się w typowym dla uchybień neurotycznych drżeniu warg, a także w ogólnym roztargnieniu. Czasem nie miała nawet możności skończyć własnej myśli przerywając ją w ćwierci lub w połowie i wracając do punktu wyjścia, świadcząc o swej bezmyślności i braku poprawnego rozumowania, mimo mych zapewnień, iż w jej wnioski w żadnej mierze nie urągają logice. Kompulsywnie powracające przeświadczenie o jej niewiedzy i braku inteligencji odpowiedniej do zrealizowania naszego działa przyprawiały ją o ataki histerii kończących się najczęściej katalepsją osiągającą pozór śmierci. Lekarze rozkładali ręce, jednak ta wybudzała się po około dwóch dniach zrywając się i pędząc szaleńczą szarżą wpierw do karafki z winem, a później do ksiąg i pergaminów. Na nic się zdały me usilne błagania by zaprzestała tych czynności i choćby z powodów własnego zdrowia, a nie ze względu na to, że prosi ją to jej przyjaciel. Podobne sytuacje kończyły się najczęściej obrzuceniem mnie obelgami i siarczystym policzkiem, który choć nie był tak bolesny na ciele w sposób okrutny ranił mą dumę.
   Nie widząc już innego wyjścia z tej patowej sytuacji słałem listy do jej ojca z panicznymi prośbami o pomoc, te jednak zawsze pozostawały bez responsu. Już później widząc u siebie pierwsze objawy obłędu, który to udzielił mi się od mej przyjaciółki, choć objawiał się zgoła inaczej, zamknąłem się w komnacie gdzie oddałem się uciechom alkoholu, w postaci czerwonego słodkiego wina, którego tak przecież nie znosiłem. Spowodowane to było tym, iż moja aktywność psychoruchowa spadła do poziomu godnego pożałowania, przez okoliczność, którą wyżej wymieniłem, a spory zapas tego trunku znajdował się akurat najbliżej pod ręką.
      W komnacie swej w stanie praktycznie nieprzytomnym pozostawałem przez dni trzy, a przynajmniej tak z mych kalkulacji wynikało. Jednak kurację można było uznać za skuteczną gdyż wreszcie przemogłem się by wrócić na łono świata. Wziąwszy, więc kielich do połowy już opróżniony wyległem na korytarz i ruszyłem chwiejnym krokiem w kierunku salonu. Jakież to grozy uświadczyłem gdy zobaczyłem leżące na balustradzie ciało Pana Mirabeu. Widać było na jego powierzchni kilkanaście ran kłutych zadanych najprawdopodobniej nożem do otwierania listów. Głowa była dziwnie odchylona do tyłu, a z twarzy jego ziały puste zalane krwią oczodoły. Miałem już rzucić się do panicznej ucieczki, kiedy przyszło mi na myśl, że padłem właśnie ofiarą krotochwili umysłu zwanej delirium tremens. Wziąłem parę głębokich oddechów i uśmiechnąłem się sam do siebie by dodać sobie otuchy, widok ten powinien zniknąć niedługo po tym jak dostarczę do swego krwiobiegu dostatecznie dużo płynów górnej fermentacji, które to czekały na mnie w piwniczce.  Zszedłem po schodach bacząc by koordynacja ruchowa mnie nie zawiodła i w tym właśnie momencie ujrzałem koszmar, który odmienił na zawsze moje jestestwo. Na poręczy zduszona śmiertelnym węzłem wisiała Madlen, zdusiłem krzyk w gardle i wbiegłem na balustradę chcąc panicznie wciągnąć ją na górę. Zamiar ten jednak udał mi się dopiero po jakimś czasie a gdy wreszcie tego dokonałem, zorientowałem się, że ściska w ręku kartkę. Napis na niej głosił „Nie mogę spojrzeć na świat z odmiennej  perspektywy”.  Spojrzałem z ciężkim sercem po raz ostatni w życiu na jej twarz. Twarz całą zalaną krwią, gdzie miast zielonych oczu tkwiły niebieskie.

Ps: To taka mała próbka, jak będzie zainteresowanie będę rozpisywał się bardziej ;D

Ostatnio edytowany przez Kuroi Inu (2015-03-18 21:17:41)


Jam Hermes, własne skrzydła pożerając oswojon zostałem.




Karta postaci


Theme

Seiyuu

Offline

 

#2 2015-03-18 14:57:17

Yukina

Klan Senju

Zarejestrowany: 2014-11-02
Posty: 383
Klan/Organizacja: Senju
KG/Umiejętność: Mokuton
Ranga: Weteranka
Płeć: Kobieta
Wiek: 19 lat

Re: Czarny Scenariusz

Podoba mi się bycie pierwszą osobą, która oceni Twój trud i ciężki wysiłek (oczywiście umysłowy). Może na początek powiem wszystko, co mnie gryzło, by na koniec powiedzieć słowa otuchy. Tak więc zaczynając od błędów. Nie będę przeczepiać się do przecinków, bo każdy popełnia takie błędy, ale przyczepie się do powtórzeń, a dokładniej do jednego, bo więcej nie znalazłam. W miejscu, gdzie zaczyna się trzeci akapit. ,, Miast..." powtarzasz słowo ,,dom". Przez ten wyraz całe zdanie traci drobny smak, który nasyca nas przy czytaniu tego dzieła. Tak więc radziłabym to poprawić, by inni czytelnicy mogli się w pełni rozkoszować Twoim kunsztem. W dodatku popraw Miast na Zamiast i wszystko wyjdzie idealnie. Z tego, co zerknęłam to jeden z akapitów wciął się w tekst, pozostawiając po sobie drobną lukę. Jednak przy czytaniu nie odczułam różnicy, tak więc poprawa zależy tylko od Ciebie.

To teraz czas słodzić *-*

Zaczynając od języka wypracowania, mogę na spokojnie stwierdzić, że jesteś obeznany w psychologi, więc telst wygląda bardzo zjawiskowo. Przy normalnym, luźnym tekście nie odczuwa się takiego efektu, który szczerze mówiąc, powalił mnie na kolana. Sama fabuła jest bardzo ciekawa, co umila czas czytania i nie męczy swoim ogromem. Jak najbardziej czekam na kolejne części, gdyż czuję się nienasycona i chciała bym poznać dalszy przebieg wydarzeń. Co do postaci, to jej psychika jak najbardziej rozbudowana, czyli opisana w sposób interesujący. Mam nadzieję, że inni też wyrażą swoje zdanie, bo lektura jak najbardziej godna polecenia.


http://25.media.tumblr.com/tumblr_m8tu1z9vnk1r922azo1_500.gif

Offline

 

#3 2015-03-18 21:15:09

 Kuroi Inu

Zaginiony

8260416
Zarejestrowany: 2014-04-07
Posty: 210
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Członek Klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 18
Multikonta: Setsuna

Re: Czarny Scenariusz

Muszę Cię zasmucić, nie mam w planach dalszych losów de Renivier'a. W mym zamyśle  będą to raczej spotkania z odmiennymi historiami niż ciągłość fabularna. Nie wykluczam jednak, że kiedyś przyjdzie mi do głowy coś by godnie to kontynuować, jednak na dzień dzisiejszy nic nie obiecuje...
 
   Co do języka, ja jestem osobiście dumny nie tyle z jego nazwijmy to fachowości, gdyż pojęcia te są dla mnie zupełnie naturalne i nie widzę nic szczególnego w posługiwaniu się nimi, a bardziej z jego archaizacji i utrzymania w podniosłym tonie. Kosztowało mnie bardzo dużo czasu i ćwiczeń by w miarę swobodnie kreować taki efekt.

  Za wytknięcie błędów dziękuję i zaraz przystępuje do ich naprawy. Tak to już bywa z pisaniem, że piszący nie zawsze jest w stanie dostrzec własne uchybienia, głównie dla tego profesjonaliści korzystają z usług korektorów.


Jam Hermes, własne skrzydła pożerając oswojon zostałem.




Karta postaci


Theme

Seiyuu

Offline

 

#4 2015-03-21 11:14:41

 Shinsaku

Wyrzutek http://i.imgur.com/pXCGfcW.png

7348301
Zarejestrowany: 2012-08-30
Posty: 1269
Klan/Organizacja: Wyrzutek
KG/Umiejętność: Kibaku Nendo / Jinchūriki
Ranga: Lider Wyrzutków
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 37
Multikonta: Adatte

Re: Czarny Scenariusz

A i ja się wypowiem, bo właściwie... dlaczego nie?
Muszę przyznać, że z początku miałem wrażenie przytłoczenia językiem, jakiego używałeś. Nie da się ukryć, że patetyczny ton udało Ci się pokazać, natomiast zdawało mi się, że nawet nieco z nim przegiąłeś w pewnych momentach, jakby zamęczając nadmiarem przeróżnych słów, których użyłeś w celu uzyskania takiego efektu. Oczywiście pozostaje jeszcze możliwość, że to mój móżdżek (jako zdrobnienie od mózgu, nie zaś w odniesieniu do móżdżku, przyp. autora) nie jest zbyt pojemny i takie odczucia pojawiły się tylko u mnie. W każdym razie, zdecydowałem się o tym wspomnieć.
Muszę jednak wspomnieć, że im dalej w las, tym coraz chętniej zagłębiałem się w tę historię. Klimat był utrzymywany aż do samego końcu, a i podniosłość tekstu przestała sprawiać wrażenie nienaturalnej, doskonale komponując się z opisanymi przez Ciebie losami.
Nie mogę powiedzieć, że nie spodziewałem się tragicznego zakończenia, kiedy tylko wspomniałeś o izolacji głównego bohatera, ale sam sposób przedstawienia tego zupełnie wynagradza tę nutkę przewidywalności.
Ogólnie - podobało mi się i czekam na więcej takich kąsków.

Offline

 

Stopka forum

RSS
Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB
Polityka cookies - Wersja Lo-Fi


Darmowe Forum | Ciekawe Fora | Darmowe Fora
www.pbfowo.pun.pl www.pedagogikagrc.pun.pl www.dziennikarstwo.pun.pl www.vsmarbar.pun.pl www.tdisland.pun.pl