Ogłoszenie


#41 2017-04-18 16:08:28

Hiyoki

Gość

Re: Widownia

    Przedstawiona przez chłopaka historia budziła we mnie mieszane uczucia, bo jak powinienem zareagować w tej sytuacji? Nie jestem i nigdy nie byłem impulsywną osobą, która w jednej chwili rzuciłaby się komuś bez namysłu do gardła, niektórzy pewnie tak zareagowaliby na tym etapie, ale ja do tego grona nie należę. Yoshimaru dostarczył mi pewną dawkę informacji, ale było to za mało do postawienia jasnego stanowiska wobec sprawy, w końcu nie znałem szczegółów, a te były mi niezbędne do wysnucia jakichkolwiek wniosków. Nie mogłem bezpodstawnie winić go za to, co się wtedy wydarzyło i chociaż w mojej głowie pojawiły się sprzeczne ze sobą myśli, starałem się zachować nad sobą panowanie. Do czasu.
    Chcesz mi więc powiedzieć, ze za śmierć wielu moich pobratymców odpowiada niejaki Shinsaku Nakayama, przywódca z Ronin no Kuni? - Spytałem otwarcie. Miałem okazję poznać Shinsaku i jego umiejętności, było to wprawdzie dawno temu, ale nie śmiałbym stwierdzić, że on byłby zdolny do czegoś takiego. Rozumiem wojnę, chęć obrony bliskich, upływ czasu, ale czy zagrażało mu aż takie niebezpieczeństwo ze strony Samotników, że musiał je wyeliminować w ten właśnie sposób? Przepraszam, ale naprawdę nie znam wielu przedstawicieli mojego klanu, jeśli miałbym być z tobą szczery, to spotkałem chyba jedną osobę posługującą się Hyōton'em. - opuściłem wzrok, to było naprawdę przykre. Wyglądało na to, że moje marzenie dotyczące odbudowy klanu Yuki jest tylko nic niewartą myślą, której nigdy nie będę w stanie zrealizować. Wychodzi na to, że powodem wojny była chciwość daimyō ognia, który chciał tylko zawładnąć większa ilością terenów, nie mylę się?
    Po zadaniu ostatniego pytania znowu skierowałem wzrok na obrazy stworzone dzięki Genjutsu, moje zachowanie wyraźnie się zmieniło i Yoshimaru mógł to bez problemu zaobserwować. Byłem smutny, najzwyczajniej w świecie żałowałem wszystkiego tego, co się wydarzyło i winiłem się za to, że mnie tam wówczas nie było. Właśnie teraz zdałem sobie sprawę z tego, że nie wiem, gdzie się podziewałem i co się ze mną działo, w którymś momencie swojej przygody zatraciłem się w treningach i straciłem zupełnie rachubę czasu, mijały lata, a ja poddawałem swój organizm ciągłej eksploatacji i jak to się skończyło? Utratą nie tylko wspomnianego już czasu, ale również wspomnień. Agh! - Złapałem się za szyję po lewej stronię, starając się zakamuflować znajdujący się tam tatuaż, który akurat w tym momencie dał o sobie znać. Symbol nie tylko zaczął emanować mroczną chakrą, ale również rozrastał się, a ja nie mogłem nad nim zapanować. Spadłem z krzesła i podparłem się na jednym kolanie, ból był nie do opisania. W ogóle nie docierało do mnie to, co działo się w tym czasie, do momentu, w którym pieczęć wróciła do pierwotnego stanu. Otworzyłem szeroko oczy i pomasowałem szyję. Przepraszam. - Powiedziałem te słowa tak cicho, że tylko Yoshimaru mógł je usłyszeć. Na szczęście nie zrobiłem widowiska, a wszystko przez to, że chyba każdy znajdował się pod wpływem iluzji i skupiał się na przebiegu igrzysk, a nie na widowni. Liczyłem na to, że nikt nie zwróci na ten incydent uwagi, a mój rozmówca nie będzie chciał wiedzieć, co się stało. Zresztą nie umaiłbym tego nawet wyjaśnić.

Ostatnio edytowany przez Hiyoki (2017-04-18 23:12:15)

 

#42 2017-04-18 23:45:00

Yoshimaru

Wyrzutek

Zarejestrowany: 2013-03-24
Posty: 647
Klan/Organizacja: Wyrzutki
Ranga: Elita
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 32 lata

Re: Widownia

     Wśród czterdziestu zawodników tylko jeden wyróżniał się obfitą ilością punktów. Minęło już ponad piętnaście minut od rozpoczęcia igrzysk. Do tego czasu nie zginął żaden ninja. Hm, słabe widowisko. Gdyby nie Hyūga-wariat zapewne nie skupiałbym się tak bardzo na analizie wydarzenia. Szalał po mapce niczym rozwścieczony dzik. Z zamętu jaki wywołał oderwało mnie delikatne syknięcie białowłosego rozmówcy. Niemalże natychmiast kuknąłem w jego stronę, gdy ciało przechylił do przodu by klęknąć. Nie ruszyłem. Obserwowałem, jak ból rozchodzi się falami wzdłuż jego ciała. Na chudym ramieniu pieczęć zaczęła świecić. Demoniczny kolor ogarnął wąski kawałek skóry.
     Pięć sekund ciszy. Tyle trwała przerwa między upadkiem Hiyokiego, a moją pomocą. W tych kilku sekundach zawierało się wiele godzin przemyśleń. Jedna ręka rwała do przodu, by pomóc mu wstać. Druga wręcz odpychała ciało, by nie ulegało współczuciu komuś, kto pochodzi z pasożytniczej organizacji. Emocje wygrały. Sprawnym ruchem przejechałem po ławeczce i pochwyciłem Yukiego za rękę, pomagając mu wstać. Był to także moment, w którym mogłem zaobserwować tajemniczy znak na plecach. Przyjrzeć mu się dokładnie, z bliska.
      Widziałem takich zbyt wiele. - Dosłownie. Jeden z podobnych znaków otrzymałem samemu. Także znajduje się na mym ramieniu. Poza tym, mój cały tors pokrywają dziwaczne malowidła, które nadał mi przywódca z Airando.
      Wszystko w porządku? - Zapytałem, choć widziałem mocny ból w jego oczach. Pytanie było bez sensu. A jednak dla mnie miało ogromne znaczenie. By wypowiedzieć szereg tych słów przełamałem wewnętrzną nienawiść do kogoś, kto reprezentował samotników. I choć mógłbym zadźgać wszystkich Airandczyków, w tym widziałem ogromną niewinność. Jakby wręcz słabe powiązanie z wyspami. To było bez sensu. Zagubiłem się na samym wstępie rozmowy. Chciałem także przeprosić, lecz byłaby to oznaka słabości. A słowo słabość i imię Yoshimaru nie mają żadnego pokrycia. Tymże się kieruję.

Offline

 

#43 2017-04-19 00:18:22

Mikuni

Wyrzutek http://i.imgur.com/jV6TcvA.png

8260416
Zarejestrowany: 2015-10-31
Posty: 155
Klan/Organizacja: Wyrzutki
Ranga: Członek Organizacji / Medyk
Płeć: M
Wiek: 23

Re: Widownia

   
    Zdumiało mnie trochę jej rozczarowanie. Wszakże wyraźnie słyszałem, że wyraźnie mówiła o wyjściu z iluzji za pomocą akupunktury a nie wyobrażałem sobie, że w szpitalu miałby robić takie rzeczy. Nie mniej uniosłem tylko brew nie uroniwszy najkrótszego słowa, gdyż dyskusja, o tym jak do nieporozumienia doszło i czy w ogóle, jakieś wystąpiło jawiło mi się, jako iście bezcelowe.
  - Hmm współpraca powiadasz? – Spytałem w sposób retoryczny, jednocześnie pocierając bark, na którym uwiesiła mi się Haruka. Zaczynałem w nim odczuwać rodzące się powoli mrowienie. – Jeśli zaszłaby konieczność może i bym zastosował. Tymczasem widzisz… Po, co używać starej drewnianego szpadla, skoro ma się nowy żelazny, który mimo, że cięższa kopie lepiej. Tym bardziej, że nie znam przypadków, w którym farmakologia urwałaby komuś wątrobę.
    Moją uwagę przykuła osoba, która właśnie dosiadła się do niedawnego przybysza. Może poświęciłbym się w tym momencie, jakiejś innej ważkiej czynności, ale słowa Yuki i Samotnicy wybrzmiało zbyt wyraźnie żeby całą sprawę puścić w odmęt zignorowania. Było powszechnie wiadomo, że my Ronijczycy, jesteśmy z tą frakcją, mówiąc delikatnie w nieprzyjaznych stosunkach. Założeniem pesymistycznym byłoby spodziewanie się, że zaraz, jeśli nasze pochodzenie wyjdzie na jaw rozegra się tutaj, jakaś jatka, jednak przez moje wieczne czarnowidztwo nie mogłem odegnać tych przypuszczeń… Przynajmniej przez, jakiś czas, bo szybko okazało się, że Yuki wdał się w rozmowę z siedzącym obok nas Ronijczykiem i nic nie wskazywało na to, że śpieszno mu do mordobicia. Wyrwało mi się mimowolne westchnienie ulgi.
    Ponieważ przerwa w wymianie zdań nadal trwała zwróciłem się ku osobie, z która tu przyszedłem. Nadal obserwowała zawody z tysiąckrotnie większym zainteresowaniem niż czyniłem to, ja sam. To było nie do przeoczenia, drżące od pełnego napięcia usta i oczy wlepione w ekran umieszczony przed każdym z widzów. Uśmiechnąłem się ot tak sam z siebie, bo to przecież mnie, jako faceta bardziej powinna bawić taka rozrywka. Czując widocznie, że na nią patrzę obróciła się do mnie.
   - Podoba Ci się widowisko. – Bardziej stwierdziłem niż zapytałem.
   - Tak bardzo – potwierdziła entuzjastycznie, ale po chwili, jakoś mina jej zrzedła – Tobie nie. Prawda?
   - Wręcz przeciwnie, jest tutaj całkiem ciekawie. – Uśmiechnęła się tylko i pokiwała głową, ale Yocharu zdecydował się dołączyć do dyskusji, toteż dziwnie przypadkowym synchronicznym ruchem obróciliśmy się, w jego stronę i jak widać temat rozgorzał na nowo. Przysłuchiwałem się wypowiedzi zarówno jego, jak i Himistsu z właściwą sobie uwagą, od czasu do czasu kiwając głową na znak, że się zgadzam.
   - Mmmm Panie Yocharu to nie do końca tak. –  Ubiegła moją odpowiedź odgarniając smukłymi palcami kosmyk brązowych włosów – Antybiotyki faktycznie obniżają odporność, gdyż niszczą też bakterie niepatogenne zawarte w jelitach, ale flora odnawia się po jakimś czasie. To małe obciążenie przy odpowiednim stosowaniu leków
  - Papierosy, alkohol, brak snu, kawa również obniżają odporność a w przeciwieństwie do antybiotyków są przez dużą część społeczeństwa stosowane nagminnie. Toteż…
  - Coś o tym wiesz prawda Mikuni? – Jakoś nie spodobał mi się jej ton i drwiący uśmiech wykwitający na jej twarzy.
  - Haruka proszę nie przerywaj mi… Po za tym wiem, że lubisz demonizować problemy, ale nie przesadzaj. - Ostatecznie po chwili milczenia zrezygnowałem z zachowania w stylu pantoflarza, jak i ostrzejszego wyjaśnia sprawy, wybierając tym samym drogę bardziej dyplomatyczną.
  - Ja demonizuję? A może tak popatrzyłbyś w lustro? – Nie mógł ujść uwadze wyrzut w jej głosie. kolejny tego dnia. Cóż chyba przyjdzie mi za to odpokutować, popatrzyliśmy się jeszcze przez chwilę na siebie, ja wzrokiem gadzim a ona tego rodzaju, który wyrażał dezaprobatę.
   - Wracając – powróciłem wzrokiem do mych poprzednich rozmówców. – Toteż uważam, że delikatna utrata odporności, jest naprawdę małą ceną w zamian za możliwość leczenia, takich chorób, jak na ten przykład gruźlica, która jeszcze niedawno zbierała srogie żniwo wśród zarażonych. – Wyzwoliłem ramię od zaciskających się na nim ręki i sam ją objąłem licząc, że zmaże to wcześniejsze przewiny. – Po za tym nie uważam wszystkich wioskowych medyków za szarlatanerię, uważam za szarlatanów tylko tych, którzy nie wiedzą, co robią stosując dogmat pod tytułem każda terapia, jest lepsza niż żadna… Potem z racji, że nie wiedzą, co robić wpadają na genialny pomysł zrobienia standardowej flebotomii. Czyż nie można nazwać tego inaczej niż iście szarlatańskim zachowaniem? Jest odpowiednie narzędzie do każdego zadania i zadanie do odpowiedniego narzędzia, jak mawiała moja siostra, gdy czasem mnie pouczała. Nie umniejszam też wcale, też zasług tradycyjnego lecznictwa, bo jestem świadomy tego, co właśnie przedstawiłaś. Poddawałem jedynie w wątpliwość skuteczność akupunktury, bo działa ona przy chorobie, jak pijany murarz. Nie wiesz właściwie, czy ściana będzie prosta, krzywa, czy w ogóle będzie jakiś efekt, co wystarcza mi za zachętę do niepokładania w niej nadziei. I faktycznie możesz mieć rację, że te metody przetrwają i niech sobie dalej ludzie przystawiają pijawki i niech im to idzie na zdrowie. Życzę jedynie żeby odbywało się to w odpowiednim celu, jak na przykład żylna choroba zakrzepowo-zatorowa i żeby były to pijawki z hodowli a nie ze stawu obok. Ich prawo leczyć się, w sposób taki, jaki chcą.
    Skończyłem tę wygłoszoną niedbałym tonem kwestie jedynie westchnieniem i potarciem ramienia mej szpitalnej koleżanki, co ona skwitowała tylko uroczym uśmiechem. Dalej siedziałem tylko chłonąc kolejne informacje o technikach iluzji. Skrzywiłem usta w uśmiechu samozadowolenia, gdy okazało się, że część pokrywa się z tym, co wcześniej mówiłem. Perspektywa nabycia wiedzy od tego człowieka faktycznie była kusząca, jedynie ja nie byłem pewny, czy chciałbym poświęcić się tym zagadnieniom. Przecież miałem już podobnież innego mistrza i inne powołanie...

Ostatnio edytowany przez Mikuni (2017-04-19 00:50:43)


Potem Wilczyca, nabrzmiała od płodu
Żądz wszelkich, mimo że chuda i sucha,
Sprawczyni nieszczęść mnogiego narodu,
Swoim widokiem zgnębiła mi ducha



http://i.imgur.com/9qllVJp.jpg


Karta Postaci


Theme|Voice

Offline

 

#44 2017-04-19 15:23:16

Hiyoki

Gość

Re: Widownia

    Chłopak pomógł mi wstać, co było bardzo miłym gestem z jego strony, w jego zachowaniu dopatrywałem się jednak czegoś niecodziennego, a mianowicie nietypowego dualizmu. Przeszywający ból nie pozwolił mi w pełni kontrolować niektórych odruchów, mogłem jednak zauważyć, że Yoshimaru waha się z każdym następnym ruchem, ma wątpliwości odnośnie reakcji wobec mojej osoby. Ostatecznie jednak ugiął się, empatia wzięła górę i nakazała mu zwrócić się do mnie, co było oznaką człowieczeństwa i współczucia, ale skąd wynikała jego wycofana postawa?
    Tak, wszystko w porządku. - No przecież widać, mam się doskonale i nic się nie wydarzyło. Żarty na bok, sam nie jestem pewien, co było powodem jako takiego uszkodzenia przeklętej pieczęci. W jednej chwili moc przejęła nade mną kontrolę, nie byłem w stanie się ruszyć i chociaż ze wszystkich sił starałem się to zwalczyć, coś sprawiło, ze pieczęć na chwilę rozrosła się i pulsowała mroczną chakrą. Wszystko wróciło do normy, ale nie przestawałem masować szyi w miejscu pojawienia się znaku, ból się zmniejszył, ale nie minął, co nadal wywoływało poczucie dyskomfortu. Mam tę pieczęć już jakiś czas, ale jeszcze nigdy nie spotkałem się z czymś takim. Może i wyglądam na spokojnego, ale w głębi serca bardzo zabolała mnie historia, którą przedstawiłeś. Często tłumię w sobie emocje i może to właśnie przez to pieczęć uaktywniła się, nie wiem. Jeszcze raz przepraszam cię za tę sytuację.
    Może rzeczywiście moje przypuszczenia były słuszne, może przemawiała przeze mnie chęć poznania prawdy i zemsty? Klany wchodzące w skład organizacji Samotników znane są z tego, że posiadają małą ilość członków i są wymierające, większość z nas stawia sobie za cel odbudowę danego klanu. Byłem o krok od zlokalizowania części moich pobratymców, kiedy okazało się, że członek Wyrzutków ich zabił, ale jaki dokładnie był tego powód?

 

#45 2017-04-19 15:52:56

Yoshimaru

Wyrzutek

Zarejestrowany: 2013-03-24
Posty: 647
Klan/Organizacja: Wyrzutki
Ranga: Elita
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 32 lata

Re: Widownia

     Prawidłowa odpowiedź odnośnie incydentu leżała gdzieś między słowami Hiyokiego, a moimi przypuszczeniami. Emanowanie mrocznej energii zostało wywołane przez skrajne, negatywne emocje. Według mnie, ból spowodowały smutne fakty odnośnie klanu lodziarzy. Dochodził do tego fakt bezsensownej wojny oraz tajemnicza postać, która przyłożyła do niej rękę. Shinsaku Nakayama, mój mistrz. Człowiek o wysokich ambicjach i jeszcze wyższych umiejętnościach. Zerkając w przeszłość, Yu no Kuni było ostatnim miejscem, kiedy widziałem jego oblicze. Po złapaniu demona docierało do mnie mało informacji. Prędzej plotki, choć większość mijała się nawet z najbardziej możliwymi przypuszczeniami.
     Zamknąłem powieki powracając do tamtych wydarzeń. Im częściej to robiłem, tym bardziej żałowałem, iż zaciągnąłem się na ochotnika. Przyszło mi walczyć, choć bardziej z demonem niżeli faktycznymi przeciwnikami. Nie miałem takiej możliwości, gdyż to sam przywódca zajął się wrogiem. Zrzucił obszerny ładunek w same centrum obozowiska samotników. Potężna eksplozja zmiotła ponad połowę gotowych do walki wojsk.
      Tym splugawionym do cna światem rządzą mało odpowiedzialne persony. Nie chcę mówić głośno, gdyż jest to najmniej odpowiednie do tego miejsce. Sam jednak widzisz, kto rozpoczął inwazję na niezależne państwo. Spod czyjego rozkazu tysiące wojowników wystąpiło agresywnie. Ogień trawi wszystko na swej drodze. - Zassałem dolną wargę, uciekając wzrokiem w daleko położone ławki na trybunach.
      Co innego słyszałem o lordzie feudalnym Ziemi. To odpowiedzialny, mądry człowiek. I choć może być to zwykła propaganda, jego twarz budzi zaufanie. - Kiwnąłem głową i uśmiechnąłem się. Widziałem jak cierpienie powoli opuszcza jego ciało. Czarna pieczęć ponownie zastygła. Puściłem dłoń białowłosego i odsunąłem się do pierwotnego miejsca. Stąd zawiesiłem wzrok na arenie. Akurat w momencie, gdy nijaki Keisuke wykonał potężny atak. Ten niesamowicie mocny cios skwitowałem zwykłem wzruszeniem ramion. Przypominał mi mnie kilkanaście lat temu. Takie wymachiwanie rękoma i niszczenie ludzi to okres mego dojrzewania. Słabizna.
      Gdy zostanę przyszłym przywódcą wyrzutków, zmienię oblicze całego kontynentu. - Spuściłem wzrok. Do końca nie wiedziałem, co chcę przekazać poprzez te słowa. Wejście w jakąkolwiek koalicję z organizacją samotników mijało się z celem. Było to wręcz niemożliwe. Choć z drugiej strony byłem skłonny do przemyśleń, iż jako jedyne zgrupowanie na tej planecie, trzymałbym się od wojenek z daleka. Gdyby tak po prostu odizolować się od reszty. W końcu o coś zadbać.

Offline

 

#46 2017-04-19 23:52:37

 Akemi

Nikushimi http://i.imgur.com/ERi291S.png

6720223
Zarejestrowany: 2012-11-04
Posty: 898
Klan/Organizacja: Samotnicy/Nikushimi
KG/Umiejętność: Sosa
Ranga: Lider Samotników
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 40
Multikonta: Miyaguchi, Arashi

Re: Widownia

      Turniej wydawał się bardzo ekscytujący. Widziałem zaciekawienie w oczach Katto, który stał obok mnie. Wśród wielu uczestników odnalazłem kilku członków prowadzonej przeze mnie organizacji. Była tam młoda Ayanami, której nie zdążyłem dotąd poznać. Na wyspach zauważyłem młodego czarnowłosego ninja, który posługuje się robactwem. Nie ulegało wątpliwości, że to właśnie Saori z Nikushimi. Na samym końcu przyuważyłem chłopaka, co wywija skomplikowane tańce, by zaatakować przeciwnika. Płynne ruchy skojarzyłem z rodem, u którego spędziłem kilka lat życia. Moja rodzina jak i całe Kaguya miało wiele ze sobą wspólnego. W każdym z nich odnalazłem coś szczególnego. Liczyłem, że samotnicy zajdą daleko na tle pozostałych klanów. Byłoby wstyd gdyby żaden nie dotrwał do drugiego etapu. Do naszego grona na widowni dołączył także Tamotsu. Z informacji, które przekazała mi Hiyoki wynikało, że nawiązaliśmy nowy, mocny sojusz.

      - Tamotsu, ile to już czasu minęło. - odwzajemniłem gest powitania, robiąc na siedzeniu wolną przestrzeń. Cieszył mnie fakt nowego powiązania naszych nacji. Z pewnością będzie to owocna współpraca. Obydwa nasze rody razem połączone będą znaczyć coś więcej. Nie tylko prosty sojusz, a braterskie relacje. Poza tym dokładnie znałem brodatego Senju. Tamotsu przede wszystkim jest prawdomówny i uczciwy. Nie zdradziłby nas, tak jak my wykiwaliśmy Uchiha. A wobec klanu z Chikai nie mieliśmy takich samych zamiarów. Grabież czerwonookich zaplanowana była jeszcze za panowania Setsuny.

      - W kościach czuję, że coś się dzisiaj na tej arenie wydarzy. - rzekłem do przyjaciela jednocześnie spoglądając na siedzą niedaleko Hiyoki. Było to nie tylko zwykłe przeczucie, a po prostu wiadomość dla Tamotsu, by nie liczył, że to co teraz widzi to jedyne zaplanowane na dziś widowisko. Poczułem ekscytację, która rozluźniła mięśnie w rękach. Byłem gotowy do zakończenia pierwszego etapu igrzysk. Obserwowałem uważnie wszystkich biorących udział.

Offline

 

#47 2017-04-21 00:15:18

Hiyoki

Gość

Re: Widownia

    Yoshimaru idealnie wpasował się w ramy chwilowej opoki, której potrzebowałem, spełnił swoją rolę i zadbał o moje dobre samopoczucie, wykazując się takimi cechami charakteru, których zwykle poszukuje się u innych. Taki postępek był sprzeczny z jego ideami, nienawidził bowiem Samotników z jakiegoś powodu, ale czy to mogło oznaczać, że nienawidził również mnie? Nie okłamałem go, zdradzając swoją przynależność do organizacji z Airando, on do tej pory mi się nie przedstawił i sądzę, że ma w tym jakiś cel. Nie żywiłem żadnej urazy względem jego, a tym bardziej względem Wyrzutków, dlaczego więc miałby się wstrzymywać od podania mi swojej godności?
    Masz rację. Tylko tyle byłem w stanie z siebie wydusić, zamarła martwa cisza. Nie dotarły do mnie nawet słowa rozmówcy dotyczące jego przewidywanego przywództwa, jedynie uśmiechnąłem się zbytecznie przy wzmiance o lordzie feudalnym Kraju Ziemi. Zupełnie odechciało mi się kontynuować rozmowę na ten temat, co wskazywał nawet grymas niezadowolenia na mojej twarzy, szybko musiałem zwrócić uwagę chłopaka na czymś innym. To właśnie wtedy dane nam było obejrzeć potężne uderzenie jednego z uczestników turnieju, którego siła wzbudziła mój podziw. No no, całkiem nieźle, nie uważasz? Tamten członek klanu Hyuuga też sobie radzi, Daiki, zdaję się. Obydwaj prezentują ciekawe zdolności. Skomentowałem wydarzenia, które odgrywały się w różnych lokacjach, zmieniając co chwila obserwowane przeze mnie obrazy, najczęściej jednak był to las, bo w nim działo się najwięcej. Zerkałem mimo wszystko co chwila na pustynię, gdyż tam akcja również nabiera tempa. Masz swojego faworyta?
    Wiem, że taka zmiana tematu jest wręcz śmieszna, ale miałem dość rozmów na temat wojny i śmierci moich pobratymców. Ponadto bałem się, że przeklęta pieczęć może w każdej chwili aktywować się ponownie, a tego za wszelką cenę chciałem uniknąć. Poza tym zdawało mi się, że na tym etapie znajomości brunet nawet nie będzie wnikał w to, co się stało ani w to, o czym chcę rozmawiać. W końcu jesteśmy sobie zupełnie obcy, nawet biorąc pod uwagę historię organizacji, do których należymy, tylko to nas łączy, a raczej dzieli.

 

#48 2017-04-21 22:02:23

Yoshimaru

Wyrzutek

Zarejestrowany: 2013-03-24
Posty: 647
Klan/Organizacja: Wyrzutki
Ranga: Elita
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 32 lata

Re: Widownia

     Zamilkłem. Delikatny dreszcz podreptał wzdłuż kręgosłupa. Wpierw pragnął rozmawiać o wojnie. Przedstawiłem mu okoliczność jej rozpoczęcia. Opowiedziałem o skutkach, jakie przyniosła tamtejsza jatka. Nie pozostawiłem także bez słowa losu jego rodu. To go tknęło. Nie ukrył cierpienia nawet uśmiechem. Choć wyglądał prawdziwie, jakże uroczo. Westchnąłem. Miałem ochotę położyć dłoń na tym chudziutkim ramieniu białowłosego, by poczuł, iż w części rozumiem jego ból. Nie zareagowałem. Pohamowałem emocje, by nie ukazać osoby, którą nie jestem. Współczuję, gdy strata jest kolosalna. A młody Yuki powinien choć odrobinę cieszyć się losem. Nie trafił w tamto miejsce, nie został zaproszony, ani przymuszony. Wygrał życie na loterii. Nie doświadczył okropieństwa. Z lekka czułem wobec tego zazdrość.
     Przestałem myśleć o Yu no Kuni. Wszelkimi myślami powróciłem tutaj, na widownię. Mój wzrok tkwił gdzieś w bezsensownym punkcie lasu tropikalnego. Dopiero słowa rozmówcy obudziły mnie. Spojrzałem na wspomnianego przedstawiciela klanu Hyūga. To ten wariat, na którego już wcześniej zwróciłem uwagę. W grupie towarzyszył mu Kiyoshi. Do tamtej rodziny także nie posiadałem wygórowanego zaufania. Prawdą jest, iż Shinsaku Nakayama trzyma mocne więzi z ludem z Baigai. Pytanie pozostaje tylko, czy razem z nim cała organizacja.
      Radzi sobie. Śmiało stwierdziłbym, że każdy sobie w miarę radzi. Tyle minut zmarnowanych, by nie ujrzeć połamanych kości. Trochę tragedia, trochę litości. - Strzeliłem brwiami na znak lekkiego rozczarowania.
      Przyznam szczerze, że nie mam swojego faworyta. Liczę na to, że wygra przedstawiciel walki wręcz. Ten Hyūga wojuje zaprawdę wspaniałym stylem. Wygląda to na połączenie chakry z taijutsu. Ten chłopak od smoka także wygląda przekonująco, choć nie pokazał zbyt wiele. Samotnik na pustyni utworzył ogromny krater, stwierdziłbym, że do tego i ja byłbym zdolny. No i czerwonowłosy łucznik. No właśnie - łuk. Niezmiernie intrygujące. Przypominam sobie strzelających mężczyzn, ale z broni? Widziałeś kiedyś ninja z łukiem? - I choć pytanie brzmiało komicznie, słowa były prawdziwe. W całym swoim zasranym życiu nie widziałem wojownika z łukiem. Nie kogoś, kto by pakował energię w strzały. To nie tylko fascynujące, to wręcz zabawne. Każdy ma swój sposób na życie. No i może dzięki temu pytanku lekko rozweselę rozmówcę. Nie ma sensu siedzieć o posępnych minach.

Offline

 

#49 2017-04-23 16:44:07

 Kami

Nikushimi http://i.imgur.com/FXUvzUA.png

35457109
Skąd: Warszawa - Otwock
Zarejestrowany: 2012-02-05
Posty: 875
Klan/Organizacja: Nikushimi
Ranga: Przywódca Nikushimi
Płeć: Kobieta
WWW

Re: Widownia

     Uradowała mnie postawa przywódcy samotników. Do momentu jego słów sądziłem, że będzie siedział cicho. Nastrój, który nieprzerwanie towarzyszył mu od czasu wojny w Yu no Kuni. Zanik jakichkolwiek pozytywnych emocji. A próby ich nawrócenia na gówno się zdały. Jedynie w mej siostrze Miyuki odnajdywał ciepło. Wobec tego widziałem szansę, iż nie zaprzepaści szansy wyprowadzenia organizacji na prostą. Powiedział jednak coś, co spowodowało u mnie delikatną ekscytację. Gdy już mówi, jestem przekonany, iż powiada szczerze. Odczuwam w jego wypowiedziach prawdę. A ta tyczyła się czegoś nietypowego, co może spaść w dniu dzisiejszym w sam środek wydarzenia, jakim są oczywiście igrzyska.
      Pozostaje mieć nadzieje, że te twoje kości się jeszcze nie zestarzały. - Zachichotałem lekkim, kobiecym głosem. Moje spojrzenie przykuła sylwetka siedzącego przed nami lidera Namikaze. Nawet nie sama sylwetka, a rude włosy. Koleś nie ma duszy, na sto procent.
      Reprezentacja Ayatsuri się zjawiła, choć siedzi w samym rogu. Tamotsu jako głowa Senju także tutaj zasiada. Widzę mistrza Hyūga i dyplomację Kiyoshi. No i nasza wisienka na torcie - Akio Namikaze. - Zniżyłem głos, który w wszechobecnej ciemności brzmiał ponuro. Bez zbędnego uprzedzenia przeskoczyłem na niższą ławkę, stając za plecami lidera Namikaze. Kilka następnych kroków wykonałem powoli, by nie hałasować wśród uczestników loży, jak i nie wzbudzając straży, która zapewne pilnuje każdego centymetra skóry tego rudzielca. Pamiętałem go z ciężkich okresów. Miejsca, gdzie przelało się zbyt wiele krwi. Nieuczciwa i niesprawiedliwa walka, teoretycznie zwyciężona przez wojska Kraju Ognia. Finałowa nagroda i tak wpadła w ręce kogoś, kto przedtem nie miał żadnego związku z całą sprawą. Czy widziałem w tych zamieszkach ninja z klanu Namikaze? Nic z tych rzeczy. Nie przypominam sobie nawet wyglądu ich herbu. Jak gdyby nigdy wcześniej nie istnieli na arenie międzynarodowej.
     Rozejrzałem się. Okoliczne sylwetki pogrążone w GenJutsu nawet nie zwróciły uwagi na moją obecność. Chwilę później położyłem dłoń na plecach Akio, czy na stroju, który je zakrywał. [Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość] W ten sposób chciałem zwrócić jego uwagę. Ochota wymiany spostrzeżeń przekonała mnie na tyle, że nawet usiadłem obok niego. Wymieniłem spojrzenie, jeżeli tego pragnął.
      Akio Namikaze? - Zapytałem z lekkim zarysem uśmiechu. Oczywiście te pytanie i tak było zbyteczne. Doskonale znałem na nie odpowiedź. Dlatego też kontynuowałem wypowiedź, nim ten cokolwiek szepnął. Choć mógł potwierdzić to szybkim skinieniem głowy.
      To prawie zaszczyt móc rozmawiać z tak dostojną osobą. - Uśmiech nie zanikał, wręcz przeciwnie. Na twarzy zagościły różowiutkie rumieńce. I bynajmniej nie sztuczne. Do tej pory nie zdefiniowałem uczuć, które towarzyszą mi, gdy siedzę obok i spoglądam na jego twarz. To mogło być zarówno wszystko, jak i nic. Czyż to nie ten, co podstępem wyrwał bestię memu kochanemu, dawnemu zastępcy? Ano, ta parszywa szuja.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#50 2017-04-23 19:42:14

Straznik specjalny

Event Master

Zarejestrowany: 2011-07-28
Posty: 352

Re: Widownia

Wielu z was pyta o to co widzicie podczas zmagań naszych graczy bowiem, każdy a przynajmniej wielu z nich używa rzeczy ukrytych w hide. Nie mogę tego udostępnić z racji, iż inni mogliby podglądać nawet jeżeli każdy podpiszę się pod tym,
że tak robić nie będą. Wymyśliłem więc, że Ci którzy będą zainteresowani konkretną postacią, mogą napisać do mnie na gg i discordzie a ja podsunę informację by można było się odnieść ku temu na widowni. Nie jest to idealnie rozwiązanie ale apeluję by nikt nie robił zwiadów poprzez znajomych. To niepotrzebnie będzie psuło zabawę a chyba nikt tego nie chce.

Offline

 

#51 2017-04-23 20:17:21

 Yocharu

Klan Uchiha http://i.imgur.com/p2qZr4s.pnghttp://i.imgur.com/bRrcMpK.png

50499111
Skąd: Hidari
Zarejestrowany: 2014-04-03
Posty: 996
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider/ Weteran
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 26

Re: Widownia


        Rozmowa ciągnęła się dalej. Nie można ukryć, że medykiem nie jestem i raczej nigdy nim nie będę. Moja wiedza w tej kwestii była jedynie nikła więc wcale nie zdziwiłem się, że Ronijczyk i dziewczyna z klanu Hyuuga nieco zaśmiali się z mojego podejścia i naprostowali me braki w tym zakresie. Tym sposobem udało mi się również sprawić, że doszli do jakiegoś porozumienia w sferze medycznej. Nigdy nie planowałem stać się swego rodzaju swatką dla samotnych dusz ale ze smutkiem muszę stwierdzić, że przypadkiem mi to wyszło. Cały czas obserwowałem jednak ekran. Walki były imponujące ale skupiłem się na Keisuke. Skądś go kojarzyłem coraz bardziej. Te kości, zielona czupryna. Czyżby to jednak on? Ale skąd ta metamorfoza? Siłę miał potworniejszą niż wcześniej ale nadal nie był zbyt przenikliwy i nie stosował się do przemyśleń. Jest to dla mnie jednak duża ciekawostka. Spojrzałem teraz na Yozore. Wciąż sobie radziła co w jakiś sposób uspokajało mnie na duchu. Wtem wróciłem znów widokiem na pustynie gdzie znajdowała się niejaka Ayanami. Kogoś mi przypominała ale za cholerę nie wiedziałem kogo. Do tego ten ogromny biały pies, który budził moje receptory pamięci. Nie może być. Czy to właśnie ją widziałem na tych freskach gdy znajdowałem się w głowie Shinsaku? Czyżby to ktoś z jego rodziny albo przyjaciół? Nie, ona jest z klanu Inuzuka ale przecież postać na freskach miała takie czerwone wymalowania jak ona. Dziwny zbieg okoliczności, póki co odpuszczę sobie.
        Kątem ucha i korzystając z mej podzielności uwagi podsłuchałem rozmowę Wyrzutka i Samotnika. Dwie zwaśnione organizacje, które bez przeszkód konwersowali. Mimo, iż Uchiha stali po stronie tych drugich to wykonali oni po wojnie okropny czyn gdy Ci pierwsi wyciągnęli rękę. Przestałem ufać każdemu kto podpisuje się pod tą organizacją w przeciwieństwie do Wyrzutków, których darzyłem małym zaufaniem.
       - Ta wojna miała głębsze dno, za które zginęły ofiary myślące, że walcząc o wolność. Każda ze stron myślała, że jest tą dobrą, tą broniącą terenu ale Daimyo Ognia zmanipulował nas wszystkich.
       Dorzuciłem kilka słów do ich rozmowy. Byłem tam przecież, widziałem wszystko, zresztą jak sam Yoshimaru. Być może tam również się spotkaliśmy. Nie wiem, za dużo twarzy tam było, zbyt wielki chaos. Wtem moje receptory zadziałały. Poznałem po chakrzę napastników naszej wioski w trakcie odbudowy. Po co tu przyleźli? Więc są to przedstawiciele samotników? To stawa tę organizację w jeszcze gorszym świetle.
       Wtem oderwała mnie od tych rozmyśleń i analiz Azake, zadają nietypowe pytanie. Zerknąłem na nią z delikatnym zdziwieniem na mej, zazwyczaj, bez wyrazowej twarzy. Nie pamiętam czy ktoś kiedykolwiek mnie o to poprosił a tym bardziej nie spodziewałbym się że zrobi to Hyuuga. Z jednej strony intrygujące zaś z drugiej nie wiem czy nadaje się i czy to w ogóle realne.
       - Nie jestem odpowiednią osobą do nauczania. Zresztą niewiele będą w stanie Ci przekazać. Mam pewne nabyte umiejętności jak i wrodzone w tym zakresie, których nie będziesz w stanie osiągnąć. Mogę Ci przekazać wiedzę ale nie same zdolności.

Offline

 

#52 2017-04-25 21:31:52

Akio

Klan Namikaze http://i.imgur.com/WuFGFc5.png

59691030
Zarejestrowany: 2012-09-08
Posty: 800
Klan/Organizacja: Namikaze
KG/Umiejętność: kiroji senko
Ranga: Lider klanu
Płeć: Rudy
Wiek: 34

Re: Widownia

Z uwagą przyglądałem się rozgrywce prowadzonej przez młodych ninja z wielu klanów, chociaż nie mogłem pozbyć się wrażenie, że skupiając się na rywalizacji i zagłębiając w genjutsu głupio się narażałem. Najchętniej stworzyłbym klona aby mnie pilnował, ale wyszedłbym na paranoika, zwłaszcza że nikt inny tak nie postępował. postanowiłem zaufać Hikari, chociaż zdawałem sobie sprawy, że prawdopodobnie każda osoba tu zgromadzona przewyższała ją umiejętnościami. Przyglądałem się właśnie nudnemu momentowi, jak sobie nie radził Jiro. Chłopak niby punktowo nie odstawał i całkiem nieźle sobie radził, ale nie chciałem zbytnio rozbudzać swoich nadziei. Ostatnio zaufałem nie jakiemu Taiowi, dałem mu nawet tymczasową rangę elity klanowej czego do tej pory żałuje. Nie dość, że okazał się bezmózgowiem i pierdołą to jeszcze zginął w jakiś dziwny sposób. Fakt, że tylko on przeżył między klanową misje był tylko łutem szczęścia, albo też raczej jego towarzysze nie mieli go wybierając się w podróż z Taiem. Gdy poznałem go nieco lepiej miałem wrażenie, że to on był przyczyną śmierci tych dobrych ludzi. Mimo wszystko Jiro wciąż należał do klanu był rodziną i cóż interesowały mnie jego zmagania zdecydowanie bardziej od reszty. Wtedy z tych rozmyślań rozbudził mi delikatny dotyk dłoni na plecach, dłoni nieco przy dużej jak na kobietę. Przerwałem genjutsu i odwróciłem się do tajemniczej kobiety, wysłuchując jej słowa i potwierdzając skinieniem moją tożsamość, a nie były zwykłe słowa. Nie byłem do końca pewny czy mnie obraża czy chwali, ton głosu niczego nie wskazywał. Uśmiech wydawał się zdobić jej twarz jeszcze wyraźniej niż wcześniej, jednak rumieńce zdawały się rozwiewać wątpliwości. - Chciałbym powiedzieć to samo, jednak nie mam pojęcia z kim mam do czynienia. Chociaż nie ukrywam, że od kiedy tylko panią zobaczyłem chciałem wiedzieć nieco więcej. - odpowiedziałem delikatnie odwzajemniając uśmiech i starając się dojrzeć co znajduję się pod kapturem, aby spojrzeć nowo poznanej towarzyszce w oczy.

Ostatnio edytowany przez Akio (2017-04-25 21:32:07)


http://i.imgur.com/hQencLH.png

Offline

 

#53 2017-04-25 22:18:58

Hiyoki

Gość

Re: Widownia

    Skupienie na widowisku przynosiło swojego rodzaju ukojenie, nie pomyślałbym, że igrzyska będą w stanie oderwać mnie skutecznie od rzeczywistości, w której umieścił mnie mój rozmówca. Chłopak sprawiał wrażenie miłego i opanowanego, a w jego zachowaniu dostrzegałem dystans niespotkany jak dotąd u nikogo innego, to mnie najbardziej intrygowało. Z każdą chwilą chciałem wyciągnąć jak najwięcej, ale musiałem wykazywać się dokładnie tym samym, czyli wycofaniem, nie chciałem w jednej chwili zrujnować swojego wizerunku. Choć i tak nie prezentowałem się najlepiej przez pryzmat incydentu z pieczęcią sprzed chwili, to jednak miałem nadzieję na to, że brunet polubi mnie chociaż trochę.
    Muszę przyznać, że jeszcze nigdy nie widziałem ninja posługującego się łukiem i to jeszcze w ten sposób. - Tutaj zrobiłem krótką przerwę, żeby wypowiedzieć się w kwestii, którą sam wcześniej poruszyłem. Moim faworytem jest ten typek, który teraz bawi się w najlepsze mimo warunków pogodowych. Koharō, zdaje się. - To właśnie jego poczynania podobały mi się jak do tej pory najbardziej. Również dziewczyna z pustyni wykazywała się niezwykłą determinacją, a jej walka o przetrwanie stanowiła racjonalne wyjście z sytuacji. A nie, jednak nie. Wszystko byłoby naprawdę przemyślane, gdyby nie to, że nagle włączyła się do walki pozostałych, przez to lokalizacja zrobiła się rzeczywiście bardziej widowiskowa, ale nie tak ciekawa, jak wcześniej. Zastanawiałem się również, jaki plan ma Ayane z jaskini, nie zdobyła jeszcze ani jednego punktu i wydaje się nie mieć żadnego planu. Cały czas spoglądałem na ekrany, nie spuszczałem z nich wzroku. W którymś momencie zerknąłem na chwilę w stronę Yoshimaru, ale był to dosłownie ułamek sekundy, szybko się speszyłem.
    Słuchaj... - Przełknąłem głośno ślinę. Może też zdradziłbyś mi swoje imię i przynależność do klanu? Byłoby miło znać rozmówcę tak samo, jak on zna ciebie. - Wypowiadałem te słowa bardzo powoli, dało się z nich wyciągnąć dużo pesymizmu i niepokoju.

 

#54 2017-04-26 22:49:11

 Kami

Nikushimi http://i.imgur.com/FXUvzUA.png

35457109
Skąd: Warszawa - Otwock
Zarejestrowany: 2012-02-05
Posty: 875
Klan/Organizacja: Nikushimi
Ranga: Przywódca Nikushimi
Płeć: Kobieta
WWW

Re: Widownia

     Wśród ogromnych emocji ciężko było zachować się poprawnie. Do głowy napływały najróżniejsze myśli. Najczęściej zapominało się o rzeczach najważniejszych. Na trybunach znajdował się także mój brat, który postanowił odejść. Nie był tutaj potrzebny, jednocześnie wiedział, iż obecność Akemiego gwarantuje bezpieczeństwo. Kwintesencję stanowiła obecność rudego przedstawiciela. Zabawnego, gdyż od samego początku nawiązywania rozmowy próbował zajrzeć pod grubą warstwę kaptura. Nie przeszkodziłam. Zgrabnym ruchem dłoni ściągnęłam nakrycie spod którego wypłynęły niebieskie kosmyki włosów. Różowe rumieńce nie znikały z policzków. Wręcz przeciwnie. Uwidoczniły się po ostatnich słowach, które wypowiedział. Zdanie te mogłam rozumieć dwuznacznie. Byłam osobą intrygującą, bądź przykuwałam uwagę mężczyzn. Obydwa rozwiązania przynosiły taką samą radość.
      Chciałabym się przedstawić, lecz to nie takie łatwe. Noszę wiele imion. Każdy woła na mnie w inny sposób, więc dla Ciebie to także nie powinno stanowić problemu, Akio Namikaze. Do Enko przybyłam stanowiąc jednoosobową eskortę dla mistrza samotników. W końcu większa ilość ninja stanowiłaby problem, szczególnie, że polityka ostatnimi czasami lubi namieszać. A tak między nami to może i lepiej, bo jeszcze plątaliby się pod nogami. - Ostatnie słowa zwieńczyłam cichym śmiechem. Po jego zakończeniu spojrzałam na ramię Namikaze, gdzie wcześniej spoczęła moja dłoń. Chciałam by przykuł spojrzenie w tamtą stronę. Gdy to zrobił okazało się, iż na jego płaszczu spoczywa rysunek kwiatka. Ot taki dziewczęcy kawał.
      Słyszałam, że ród Namikaze całkiem nieźle wyszedł na tle skutków wojny w Yu no Kuni. - Tym razem moja twarz posępniała. Całość okryła szarość i powaga. Ton głosu stał się lekko chłodnawy, a spojrzenie przenikające. Akio mógł to zaobserwować bez najmniejszego problemu. Wlepiłam w niego spojrzenie jak we zwierzynę, której miałam ochotę podciąć szyję. Wisienkę na torcie stanowiła wszechobecna ciemność, a raczej wątłe światło, które sprawiało, iż złowrogie spojrzenie wyglądało rzeczywiście groźnie.
[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]
_______________________

Akcept by Katsuro

     Zamarłem w bezruchu. Nie zamierzałem odpuścić tego momentu. Nawet jeżeli Akio nie zwrócił na mnie wpierw uwagi, oczekiwałem aż to zrobi. Chciałem by poczuł głębokie i silne emocje, które opanowały moje ciało. Złość, która wręcz przejawiała się ogniem w niebieskich oczach. Ile to mogło trwać? Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. To równie dobrze mogło być chwilowe. W końcu nie odczuwałem do niego tego samego, co do przywódcy wyrzutków. To zupełnie inna bajka.

[z/t Ichaza -> Enko - osada]

Ostatnio edytowany przez Katsuro (2017-04-26 22:53:19)

Offline

 

#55 2017-04-26 23:34:58

Yoshimaru

Wyrzutek

Zarejestrowany: 2013-03-24
Posty: 647
Klan/Organizacja: Wyrzutki
Ranga: Elita
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 32 lata

Re: Widownia

     Nie sądziłem, że jestem aż tak nietowarzyski. Pięć minut przebywania w moim otoczeniu i twarzyczka chłopaka z radosnej zamieniła się w posępną. Nie mogłem oderwać wzroku od jego niespokojnych oczu. Wzroku wbitego w pustą przestrzeń, szukających czegokolwiek wśród uczestników byleby nie myśleć o rzeczach smutnych. Rozumiałem to. Czułem się nawet z lekka przejęty. Nie bardzo, gdyż takie widoki nie ruszają z reguły osób, które na koncie mają już ponad tysiąc trupów. Niemniej widok białowłosego, uroczego ninja stanowił odmianę w odczuciach, które przeszywały me ciało. Wciąż miałem świadomość, iż jest to samotnik, chodź z każdą kolejną sekundą podchodziłem do tego faktu z mniejszym dystansem. Nie myślałem o tym bardzo, cała filozofia.
      Wybacz. Myślałem, że to logiczne. Należę do organizacji wyrzutków z Ronin no Kuni, a na imię mi Yoshimaru. Możesz mówić Yoshi w skrócie. - Uśmiechnąłem się, choć jednocześnie oderwałem wzrok od jego twarzy. Przeniosłem uwagę na uczestników, a szczególnie na dwójkę podświetlonych na zielono. Oznaczało to tyle, że zostali gdzieś zakwalifikowani. Wśród tej dwójki była dziewczyna z psem - Inuzuka. To było oczywiście przypuszczenie. Druga osoba posługiwała się kościami - Kaguya. To także była czysta myśl. Nie potwierdzona.
      Białowłosy z łuskami? To jakiś psychol. - Nie należałem do grona fanatyków dziwnego zachowania. Ninja to ninja, a nie wystawca komedii. Póki co tamten wyrzutek nie pokazał zbyt dużo. Owijał od groma, zwiał i tyle. Choć mogłem sądzić, że nagła zmiana atmosfery - deszcz i wysokie fale to mogła być jego sprawka. To łączyłoby się z faktem, iż jego ciało pokrywa rekini rodzaj skóry. Cholera, ale ze mnie geniusz normalnie.

Offline

 

#56 2017-04-27 00:50:07

 Himitsu "Azake" Hyuuga

Zaginiony

4898143
Zarejestrowany: 2017-03-04
Posty: 112
Klan/Organizacja: Hyuuga
KG/Umiejętność: Byakugan [LVL0]
Ranga: Członek klanu
Płeć: Kobieta
Wiek: 18

Re: Widownia

     Ponieważ cała uwaga Azake skupiona była wokół Yocharu i jego odpowiedzi na jej nagłe pragnienie poznania tajników genjutsu, to tylko dzięki widzeniu peryferyjnemu Himitsu zauważyła co się stało kilka miejsc dalej kiedy Białowłosy osunął się z ławki na ziemię. "Czyżby zasłabnięcie?" zastanowiła się przelotnie, ale widząc grymas bólu na twarzy młodzieńca zrozumiała, że to coś innego. Zwłaszcza, że na jego ciele zaczęły się pojawiać dziwne, ciemne znaki. Tylko chwilę to trwało nim siedzący koło niego mężczyzna wyciągnął rękę i pomógł wstać białowłosemu. Nie miała jednak czasu rozmyślać nad całą sytuacją, ale postanowiła ją zapamiętać i przy najbliższej okazji wypytać kogoś o to, co to  mogło być.
     Nieco zdziwiony, albo mówiąc tak jak to widziała Himitsu:  zaskoczony Yocharu próbował się może nie tyle wymówić się od spełnienia prośby ile starał się jej zwrócić uwagę, że do tego rodzaju technik czasem niezbędny jest wrodzony dryg. Chciała się lekko uśmiechnąć w odpowiedzi, wykorzystując w tym celu uśmiech z limitowanej serii "Słodka Hyuuga", ale Azake przemyciła w kącikach ust lekką zadziorność.
- Czy to znaczy, że mogę przyjąć Twoją odpowiedź za zgodę? - mówiąc przechyliła lekko głowę, co uwidoczniło kilka czarnych linii na jej szyi, które zaraz zasłoniły grafitowe włosy. Rozchyliła usta jakby chciała coś dodać, ale zmieniła zdanie.
     Czekając na potwierdzenie ze strony Yocharu odwróciła wzrok z powrotem na arenę. Potraktowała ekrany niczym kanały telewizyjne, przeskakując z jednego na drugi, aż znów zatrzymała się na archipelagu wysp tropikalnych. Choć w innych lokacjach działo się o wiele więcej między zawodnikami tu przykuł jej uwagę kolejny białowłosy ninja, który jako jedyny zdawał się zachowywać absolutny spokój. Jego ruchy, słowa i mimika miały w sobie pełną swobodę jaką da się osiągnąć będąc w 100% szczerym. Gdy usłyszała stłumiony maską śmiech sama mimowolnie uniosła kąciki ust, które jednakże szybko opadły, gdy zobaczyła uśmiech o uzębieniu nad którym człowiek zwykle widzi wynurzającą się płetwę.
     Spojrzała na imię zawodnika i zagadnęła do Mikuniego
- Mogę Cię o coś prosić Mikuni? Zerknij na zawodnika imieniem... Koharō. Wiesz coś o nim? - mówiła wciąż nie odrywając oczu od tropikalnej scenerii. Musiała je jednak szybko zmrużyć gdy nagły błysk rozświetlił cały ekran. "Raigen Raikouchuu" powtórzyła usłyszaną nazwę jutsu i zanotowała je sumiennie w pamięci, podczas gdy on wykonywał kilka efektownych ewolucji z klifu wprost do wody. Nie mogła się oprzeć i w myślach wystawiła mu punktację za styl. Rozpoznawała już w białowłosym... albo raczej rekinim wojowniku - towarzysza członka klanu Hyuuga. Będzie miała więc okazję wypytać go o tę technikę. I o kilka innych rzeczy również.
     Na myśl o klanie Hyuuga na ekranie przed jej oczami pojawił się Daiki, który nie zwalniał tempa ani na chwilę. On również ściągnął już maskę dzięki czemu wyraźnie widziała, że aktywował swoje KG, mało tego wyraźnie rozpoznawała techniki jakich używał, choć ledwo nadążała za jego ruchami. Znów zacisnęła palce na krawędzi ławki, starając się wytężyć wzrok, ale odczuła tylko delikatne mrowienie z tyłu czaszki. Ona sama wciąż nie była w stanie obudzić swojego KG. Wyraźnie niezadowolona znów straciła swoją wyuczoną postawę garbiąc się trochę, gdy dalej obserwowała Daikiego. Przeszło jej przez myśl, że choć wytrąciło go z rytmu zwykłe kichnięcie, to arsenał jego technik robił wrażenie.
- Kibicujecie tu komuś? - spytała zarówno Yocharu jak i Mikuniego z Haruką, gdy usłyszała jak imię Koharō pada ze strony białowłosego. "Nie podsłuchuj..." zganiła się w myśli i odruchowo poprawiła się na ławce. Mimo to i tak usłyszała jak siedzący obok białowłosego nazywa rybiego ninje psycholem. To również odnotowała w pamięci, choć nie do końca wiedziała czemu. Może dlatego iż uważała, że prawdziwy ninja to nie tylko magik z efektownymi sztuczkami, a ktoś kto wykorzystuje wszystko wokół siebie na swoją korzyść? Nawet jeśli dyplomacja nie jest zbyt widowiskowa nie należy jej ignorować.

Ostatnio edytowany przez Himitsu "Azake" Hyuuga (2017-04-27 09:49:35)

Offline

 

#57 2017-04-28 09:33:15

 Ikkyo

Klan Uchiha http://i.imgur.com/fGrX3h1.png

52378630
Zarejestrowany: 2014-12-20
Posty: 606
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 20 lat
WWW

Re: Widownia

     Podróż była krótka. Chociaż przybyłem do Kraju Wiatru aż z Błyskawicy, trudno mi było narzekać na pokonany przeze mnie dystans. Ostatnimi czasy nie miałem chwili dla siebie. Zarządzanie klanem należało do czasochłonnych zajęć, tak samo jak odbudowa wioski, która szła, z dnia na dzień, coraz lepiej. Wznosiły się pierwsze wysokie budowle, domy mieszkalne i etap rozbudowy z epoki neolitu mieliśmy już dawno za sobą. Teraz należało umieścić najważniejsze budowle, z czasem jakieś instytucje kulturalne. Dopiero na sam koniec mogliśmy się zająć takimi błahostkami jak wojny czy roszczenia wobec innych klanów. Na razie nie interesowali się nami, szkoda byłoby więc zachowywać się jak pretensjonalne dziecko, bachor bez opieki, który szuka atencji w przechodniach.
     Droga, jak już napisałem, minęła mi szybko. Widziałem lasy, równiny, niziny, pustynie, a nawet sawannę. Krajobraz w różnych krainach był tak dziwny od siebie. Nie ukrywam, że najlepiej czułem się w Hidari, gdzie nie dość, że było ciepło, to można było znaleźć i żyzne gleby, i kopalnie z surowcami. Ach tak, los dał nam najcudowniejszy skrawek ziemi. Myślałem o skalistych szczytach, wzgórzach, które opuściłem niedawno. Ciekawie było rządzić i dowodzić Uchiha. Obym tylko ich nie zawiódł.
     Moim obserwacjom i rozmyśleniom nie było końca i pewnie kontynuowałbym je, gdyby nie stawienie się na miejscu. Gdy ujrzałem trybuny, uśmiechnąłem się. Aha, dotarłem na miejsce. Ujrzałem rzędy marmurowych i kamiennych kolumn, ustawionych obok siebie. Połączono je prostymi, jednak niezawodnymi rusztowaniami z drewna. Wszystko wyglądało dość stabilnie, niewygodnie, ale szczerze, kogo obchodziła wygoda? Wszyscy przybyli tutaj oglądać igrzyska, ewentualnie robić interesy stawiając pieniądze w budkach znajdujących się gdzieś z boku. Westchnąłem. Pora było wejść na trybuny.
     
     Wyglądałem dość zwyczajnie. Nosiłem tank top w ziemistym kolorze, na nim narzucony czarny płaszcz. Przepasałem się szerokim materiałowym pasem. Na nogach oczywiście miałem niezawodne czarne spodnie chino. Wątpię, aby ktokolwiek oceniłby mnie na lidera klanu Uchiha, gdyby nie ogromny wachlarz na plecach, ale na szczęście nie musiałem przed nikim udowadniać swojej tożsamości.
     Skierowałem się do wejścia. Jeśli byli tam strażnicy, poddałem się rutynowej kontroli, a następnie przedstawiłem. Powoli ruszyłem w stronę schodów. Gdy po nich wszedłem, zacząłem szukać znajomych twarzy. Z daleka ujrzałem Yocharu, który rozmawiał z obcymi dla mnie ludźmi. Włączyć się w dyskusję? Może na razie nie. Pewnie i tak mnie zauważy, a ja nie chciałem sprawiać wrażenie jego młodszego brata. I tak miałem swoje do zrobienia.
     Na razie zająłem miejsce najwyżej gdzie się dało, żeby mieć jako taki widok na kandydatów. Szukałem jakichś Uchiha. Trzeba w końcu wyłapywać młode talenty, prawda?

Offline

 

#58 2017-04-29 08:15:29

 Akemi

Nikushimi http://i.imgur.com/ERi291S.png

6720223
Zarejestrowany: 2012-11-04
Posty: 898
Klan/Organizacja: Samotnicy/Nikushimi
KG/Umiejętność: Sosa
Ranga: Lider Samotników
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 40
Multikonta: Miyaguchi, Arashi

Re: Widownia

      Szukałem na arenie nowych talentów wśród samotników, którzy by mogli dołączyć do naszej gwardii. Przez ostatnie lata trudno było mnie zadowolić pod względem siły moich żołnierzy. Jako stary wyjadacz i były generał mimo wszystko wymagałem od swoich ludzi znacznie więcej niż na początku swojej kariery. Może i mój wygląd z paru względów zostaje bez zmiany, wciąż pozostając młodym mój charakter codziennie pod wpływem nowych doświadczeń zmienia się. Teraz by dostać awans nie jest tak łatwo jak za czasów mojego siedzenia na stołku vice lidera. Trzeba pokazać jednocześnie siłę jak i inteligencje przy używaniu jej. Trudno określić czy to ja się zmieniłem czy po prostu zostając liderem poczułem ogromną odpowiedzialność za inne jednostki? Sam nie wiem, bo momentami kochałem ten dreszczyk emocji, kiedy z pełną siłą mogłem zgnieść przeciwnika, nie zastanawiając się nad tym dłużej i jakie zniszczenia to za sobą niesie... Przechodząc jednak do sedna sprawy na arenie widziałem dwóch samotników, którzy mieli potencjał. Zobaczymy co przyniosą kolejne wydarzenia. Aż po mnie przeszła gęsia skórka...

      Obserwowanie zawodników wiedząc co następnie może się wydarzyć wydawało się być dosyć ekscytujące. Jednak nie mogłem tym zatruwać teraz swoich myśli. To nie czas na takie rozmyślanie. Moi samotnicy mieli ogromne szanse na wygranie tego przedsięwzięcia, a przynajmniej takie odnosiłem wrażenie. Lecz nie mogłem zapominać też o innych zawodnikach. Mimo wszystko też dawali od siebie wszystko i mieli szansę na przejście dalej. Pewność siebie ze mnie nie schodziła, bo nie widziałem innych zawodników, którzy by mogli przejść dalej, ba nawet zwyciężyć. Chyba po prostu nie jestem obiektywny albo to oni są tak słabi, skoro nie zwrócili na siebie mojej uwagi.

      W pewnym momencie rozejrzałem się na osoby, które mnie otaczały. Niektórzy znikali, ale również pojawiały się nowe osoby. Tak oto moim oczom ukazał się lider Uchiha. Po ostatnich wydarzeniach wydawało się być to dosyć nierozsądne podchodzić do niego od tak sobie, ale uznałem, że warto zaryzykować. Miałem również nadzieje, że mój przyjaciel Tamotsu nie będzie miał mi tego za złe, w końcu podchodzę do jego największego wroga. Ostatecznie trzeba było wyprostować kości, a to była dobra okazja ku temu.

      - Jednak się pojawiłeś - powiedziałem z lekkim uśmiechem na ustach. Mimo wszystko turniej trochę już trwał, więc wizyta kogoś nowego nie wydawała się taka oczywista - Członek waszego klanu całkiem nieźle sobie radzi. Jeżeli mnie intuicja nie myli to nawet przeszła dalej - mówiłem łapiąc go przyjaźnie za ramię. Jakby nie patrzeć jest spore prawdopodobieństwo, że nasi ninja pojawią się wspólnie w turnieju. Kto wie...

Offline

 

#59 2017-04-29 08:34:16

 Ikkyo

Klan Uchiha http://i.imgur.com/fGrX3h1.png

52378630
Zarejestrowany: 2014-12-20
Posty: 606
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 20 lat
WWW

Re: Widownia

     Siedziałem zaledwie kilkanaście minut, kiedy zdarzyło się coś ciekawego. Doprawdy, nie spodziewałem się, że taka żywa sława nawiedzi mnie osobiście. Kojarzyłem jego głos, spotkaliśmy się osobiście, a nawet oba nasze klany wycięły sobie numery. Pytanie kto wyszedł gorzej na naszych ostatnich harcach. Nie chciałem jednak męczyć się myślami w tym momencie. Akemi przyszedł do mnie sam, może miał jakiś konkretny cel. Wznoszenie burdy na widowni na pewno nie było dobrym pomysłem, a zważywszy naszą obecną sytuację geopolityczną, wręcz tragicznym.
     Dostrzegłem lidera Samotników, kiedy ten się zbliżał, w końcu siedziałem dość wysoko. Trudno też byłoby pominąć takiego wielkiego faceta, który może nie był w kwiecie wieku, ale muskulaturę miał taką, jakiej ja nigdy nie osiągnę. Zastanawiałem się ile życia spędził na kształtowaniu sylwetki. Może po prostu ma gen, "aby rosnąć". A co jeśłi codziennie ćwiczy oporowo? Rozbawiła mnie ta wizja, dzięki czemu uśmiechnąłem się. Zaraz po wypowiedzi Samotnika.
     - Miałem trochę roboty. Odbudowa wioski trochę trwa. - odpowiedziałem. Dalsza część wypowiedzi Akemiego zainteresowała mnie zdecydowanie bardziej. Jeżeli nasz potencjalny wróg doceniał mojego podopiecznego, warto było dowiedzieć się więcej na ten temat. - Naprawdę? Dokonała czegoś konkretnego, czy po prostu zrozumiała mechanizm turniejowy?
     
     Sam nie wiem, co było bardziej godne pochwały - oszukanie systemu, czy wsławienie się. Niemniej jednak musiałem się dowiedzieć, jak szło moim krewniakom. Przybyłem jednak nie z tego tylko powodu. Miałem zamiar spotkać się z paroma bardziej znanymi ode mnie osobami, albo i nie. Chciałem mieć w znajomych jakieś osobistości, a nuż coś by z tego dobrego wynikło? Wizyta Kakukoro raczej nie należała do tych przewidywalnych, ale z drugiej strony - kim on właściwie był? Widziałem go w czasie wojny, niszczącego w zasadzie każdego przeciwnika. Pamiętałem ataki na Shinsaku, w których on też brał udział. Myślałem, ze jest buńczucznym liderem, który rządzi Samotnikami jak własnym kawałkiem ziemi i niespecjalnie interesuje się losem swoich poddanych.
     Myliłem się. Wizyta Nikushimi uświadomiła mi, że on siedzi w czymś znacznie głębszym. W końcu od kiedy jeden z najsilniejszych ninja słucha się kobiety, nie zadając zbędnych pytań? Albo para się obrabowaniem klanów z narzędzi? To wyglądało tak podejrzanie, że straciłem moje zdanie na temat Akemiego. Nie wiedziałem czy on w tym siedzi z własnej woli, może jest zmuszony, a może chce coś osiągnąć kosztem czegoś?
     - Jesteś tutaj jako lider Samotników, czy członek tej waszej organizacji? - spytałem. Kto wie, co on mi powie.

Offline

 

#60 2017-04-29 09:18:35

 Akemi

Nikushimi http://i.imgur.com/ERi291S.png

6720223
Zarejestrowany: 2012-11-04
Posty: 898
Klan/Organizacja: Samotnicy/Nikushimi
KG/Umiejętność: Sosa
Ranga: Lider Samotników
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 40
Multikonta: Miyaguchi, Arashi

Re: Widownia

      Świat ninja potrafi płatać figle. Kto by pomyślał, że przywódcy dwóch zwaśnionych rodów mogą od tak sobie obywać pogawędkę. Tylko czy przypadkiem to na tym nie polegało? W wojnach zawsze chodziło przeważnie o te przyziemne sprawy jak pieniądze i władza. Kolejnymi elementami układanki stawały się tereny do zdobycia czy też wizerunek jaki tworzy w swoich głowach na nasz temat nasi przeciwnicy. Zawsze chcieliśmy wyglądać na tych większych, silniejszych i posiadających przewagę nad innymi. Ostatecznie mogło okazać się, że osoba atakująca miała po prostu taki kaprys. Od taka zachcianka, żądza krwi, która ciągnie się za organizacją Samotników już od lat. Nie mogłem jednak wykreślić się z listy osób, które tę tradycję ciągnęły dalej. Można powiedzieć, że taka już była moja natura. Trochę od niej odchodziłem, ale potrzebuje znacznie więcej czasu.

      Spojrzałem raz jeszcze na Uchiha. Rozmyślenie nad tym co właściwie się stało między naszymi rodami trochę mi jednak zajął. To były takie pierdoły, które łatwo przechodzą w zapomnienie. Jakby nie patrzeć odpłaciliśmy im się pięknym za nadobne. Jako organizacja nie mogliśmy sobie pozwalać na to by nas zdradzano, wyrobiliśmy sobie taką reputację, że nie mogliśmy odpuszczać nikomu. Wiedziałem o tym ja i Kami. Czuliśmy powagę sytuacji, nie psuć imienia naszej ukochanej organizacji. Oddaliśmy jej już na tyle dużo siebie, że odpuszczenie wydawało by się po prostu głupie.

      - Wybacz, dopiero od pewnego czasu na nią patrzyłem. Jednak musiała dokonać czegoś wyjątkowo zwracającego uwagę, że ma sporo szansę na przejście do kolejnego etapu. Przynajmniej tak przypuszczam - mówiłem wlepiając ponownie ślepia na arenę. Samotnik kontra Uchiha? Jaki rezultat z tego pojedynku by ostatecznie wyszedł? Trudno stwierdzić, każdy z nich ma na pewno jakiegoś asa w rękawie. Iluzję, destrukcyjna siła czy po prostu spryt. Nie mógł bym obstawiać takiej walki, jeszcze bym zbankrutował - Zawsze czułem się członkiem organizacji Samotników - mówiłem z lekko rozmarzonym spojrzeniem - Aczkolwiek pojawiłem się tutaj jako Lider.
Gdybym jednak pojawiłbym się jako członek, zobaczył byś mnie na arenie, sam rozumiesz. Tym razem musiałem się powstrzymać
- mówiłem to z lekko zawiedzionym głosem, w końcu z ostatniego turnieju w Enko wracałem jako zwycięzca.

Offline

 

#61 2017-04-29 09:55:28

 Ikkyo

Klan Uchiha http://i.imgur.com/fGrX3h1.png

52378630
Zarejestrowany: 2014-12-20
Posty: 606
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 20 lat
WWW

Re: Widownia

     Jak się czułem, trudno było mi określić. Z jednej strony Akemi wywoływał u mnie podziw i sympatię. Widziałem jego walkę i naprawdę nie chciałbym się z nim zmierzyć, chociaż prawie że mieliśmy do tego okazję. Na moment obecny zachowywał się dość dobrze. Jeśli jednak sięgnąć pamięcią wstecz - byliśmy rywalami. Jego najgorszy uczynek, tj. atak na bezbronnych ex-aliantów, w dodatku pod płaszczykiem jakiegoś celu wywoływał u mnie mieszane uczucia. Nie chciało mi się wierzyć, że oni coś na tym zyskali. Dla mnie był to bardziej pokazowy czyn. Tylko po co? Co chcieli osiągnąć Samotnicy, albo Nikushimi?
     Olbrzym, z którym rozmawiałem, zamyślił się. Po chwili odpowiedział. Niestety nie obserwował członkini klanu, ale co ja mu mogłem zarzucić - sam dopiero pojawiłem się na trybunach. Czułem się nieco głupio, że przychodzę w połowie wydarzenia, no ale takie już było życie. Raczej nikt mnie z tego nie będzie rozliczać, a przy najmniej tak się łudziłem. W końcu Lord Feudalny może mnie wezwać i wyrazić swoje ubolewanie, ale na obecny moment nigdzie go nie widziałem. Szkoda, Eritzu był dobrym człowiekiem, chociaż równie specyficznym co ja, albo Akemi.
     W porządku, przecież to moją powinnością jest obserwować własnych rodaków. - powiedziałem lekko rozbawiony. Wykapany ze mnie ojciec, za mało uwagi przykładam do korzeni i młodzików. Ale to się zmieni, niebawem. - Źle mnie zrozumiałeś, Akemi. Nie pytam o tę organizację.

     Ostatnie zdanie powiedziałem ciszej, aby nikt nas nie słyszał. Wątpiłem, aby reszta świata chciała wiedzieć, że Akemi jest Nikushimi. O tej organizacji nie wiedziano w zasadzie nic, oprócz tego, że istnieje. Podobno Lord Wody miał im za złe ten wypad do Hidari, ale co ja mogę wiedzieć, nie znam człowieka.

Offline

 

#62 2017-04-29 10:22:33

 Akemi

Nikushimi http://i.imgur.com/ERi291S.png

6720223
Zarejestrowany: 2012-11-04
Posty: 898
Klan/Organizacja: Samotnicy/Nikushimi
KG/Umiejętność: Sosa
Ranga: Lider Samotników
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 40
Multikonta: Miyaguchi, Arashi

Re: Widownia

      Od tej pory nie skupiałem już się aż tak na zawodach, które tutaj odbywały się. Nawet jeżeli bym chciał nie mógł bym. Rozmowa stawała się coraz to bardziej interesująca. Wzbraniałem się przed myślą o tym jak klan Uchiha cierpiał przez ostatnie kilkanaście lat. Legendy bratobójcze, ciągłe walki z innymi klanami, których celem była po prostu całkowita likwidacja tego rodu. Co w sobie oni mieli, że inni tak bardzo ich nienawidzili? Czy to przez ich styl bycia czy po prostu ich oczy wszystkich do nich sprowadzają? Od dawien dawna wiadomo, że są one jednymi z najcenniejszych oczu zaraz obok Hyuuga, których moc do mnie bardziej przemawia. Nie chodzi tu jednak o to, że uważam je za silniejsze, po prostu bardziej pasują do mojego stylu walki. Taka o sobie mała dygresja.

      Zastanawiałem się jak dalej może potoczyć się ta rozmowa. Czy ktoś do nas jeszcze dołączy? Jakby nie patrzeć nie byliśmy jedynymi liderami w tym miejscu. Neutralne położenie pozwalało nawet wrogą na chwilę rozmowy. Aczkolwiek nie można było rozluźnić się. Nie wiadomo co komu może strzelić do głowy, a szereg różnych scenariuszy zebranych przez swoje własne doświadczenie miałem już dawno odbyte. Można było wszystkiego się spodziewać po tym zebraniu.

      - Obie te organizacje są jednością. Wszyscy jesteśmy Nikushimi - powiedziałem to z dumą, ale jednocześnie szeptem, jeszcze odrobinę za wcześnie by ktoś z tutaj obecnych mógł o tym wiedzieć.

Offline

 

#63 2017-04-29 16:47:18

 Ikkyo

Klan Uchiha http://i.imgur.com/fGrX3h1.png

52378630
Zarejestrowany: 2014-12-20
Posty: 606
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 20 lat
WWW

Re: Widownia

     Akemi postanowił odpowiedzieć mi jednym zdaniem, jednak wyjątkowo ciekawym. Organizacja, która napadła nas jednak była nie organem Samotników, lecz jej bliźniaczą wersją, która miała z czasem ją zastąpić. Albo zrobić to teraz. Albo nie wiem co. Wszystko to brzmiało wyjątkowo podejrzanie. Nie tak dawno temu liderem wyspiarzy był Ichuza, który po wojnie zniknął w niewyjaśnionych okolicznościach. Myślałem, że dowódcą Samotników jest Akemi, ale wspominając ostatnie wydarzenie, widziałem dokładnie, że słucha się on tej kobiety. Kto wie kto za tym wszystkim stoi? Ona, a może on? Ichuza żyje, czy nie? Wszystko to brzmiało zbyt skomplikowanie, abym mógł ogarnąć to bez kolejnych faktów. Akemi, kim ty właściwie jesteś? Najemnikiem, żołnierzem, patriotą, a może masz misję, o której nie wiem i dlatego to wygląda dla mnie tak obco?
     Nie ukrywam, że nie interesowałem się teraz trybunami. Samotnik zajął moją uwagę. I chociaż rozejrzałem się, to raczej w celu sprawdzenia czy nie mamy nieproszonych gości. Rozmawianie o organizacjach, klanach i sprawach należących do liderów nie powinno wyjść poza nas. Kiedy więc byłem pewny, że nikt nas nie obserwuje, zadałem Akemiemu kolejne pytanie. Bo do cholery, naprawdę mnie zaintrygował.
     Czym właściwie jest Nikushimi? A co z Hiyoki? - spytałem. W końcu ta kobieta musiała żyć.

Offline

 

#64 2017-04-29 22:37:22

 Akemi

Nikushimi http://i.imgur.com/ERi291S.png

6720223
Zarejestrowany: 2012-11-04
Posty: 898
Klan/Organizacja: Samotnicy/Nikushimi
KG/Umiejętność: Sosa
Ranga: Lider Samotników
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 40
Multikonta: Miyaguchi, Arashi

Re: Widownia

      Moje słowa mogły być niejako źle zrozumiałe, albo może miałem to dokładnie na myśli? Uchiha mógł dowiedzieć się tylko w jeden sposób. Taki, który miałem zamiar mu przedstawić już za chwilę. Rozmyślałem nad tym jak będzie wyglądał nasz świat za kilkanaście lat. Wyobrażałem sobie, że dzięki swoim umiejętnością fizycznie nie będę się starzeć. Jedynie mój światopogląd coraz to bardziej będzie się przekształcał. Na przestrzeni lat takie konflikty jak ten tutaj mogą już nic nie znaczyć. Albo równie dobrze stać się efektem motyla, który zmieni całą naszą przyszłość. Ja wraz z Kamim wiedzieliśmy o tym. Stanowiliśmy coś większego niż jedynie organizację. Nie każdy musiał rozumieć co miałem na myśli mówiąc jedność, nie zależało mi na tym. Wolne tłumaczenie jest dowolne.

      - Musisz zapytać ją osobiście. Tymczasem.. - mówiłem odchodzą - Bezpieczniej będzie jak udamy się do loży. W końcu po to została ona dla nas przygotowana - moje intencje były szczere - Ona również tam będzie - powiedziałem by go jeszcze bardziej zaciekawić.

Offline

 

#65 2017-04-30 09:40:01

 Ikkyo

Klan Uchiha http://i.imgur.com/fGrX3h1.png

52378630
Zarejestrowany: 2014-12-20
Posty: 606
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 20 lat
WWW

Re: Widownia

     Siedziałem nieruchomy, niczym posąg. Patrzyłem na Samotnika, z którym rozmawiałem, a moje ciało wyglądało raczej na zamknięte niż otwarte. Nogi założone na siebie, ręce skrzyżowane na piersi, twarz lekko przechylona na bok. Jedynie oczy zdradzały zainteresowanie tematem. Moja sylwetka, chociaż dumna i napięta jak zazwyczaj, powoli zamierała. Informacje, które postanowił przekazać mi Akemi bardzo mnie zaintrygowały. Czego ty właściwie chciałeś ode mnie, Samotniku? Nie potrafiłem zgadnąć czy ma dla mnie jakiś przekaz podprogowy, albo po prostu chce zmusić mnie do zadawania kolejnych pytań. Nasza rozmowa nie była obfita w słowa, jednak ich treść należała do bardzo cennych.
     Drgnąłem. Poprawiłem włosy, które niesfornie opadły na moją twarz. Towarzyszył temu nieco szerszy uśmiech niż ten, który miałem na twarzy. Postanowiłem przerwać ten brak ruchu u mojej osoby. Kiwnąłem głową, przestawiłem prawą nogę na ziemię, abym zajął zwyczajną pozycję. Przyjąłem neutralny wyraz twarzy, a następnie się odezwałem.
     W porządku. Chodźmy do loży. - powiedziałem krótko. Następnie powoli wstałem wyprostowany, odwróciłem wzrok na Samotnika i kiwnąłem głową w kierunku, który wydawał mi się odpowiedni. W końcu miałem tylko mniemanie, gdzie może być ta wydzielona strefa dla liderów. - Jeśli mogę zadać ci niekoniecznie miłe pytanie, Akemi. Kim jest Hiyoki i kto komu służy w tym Nikushimi?

     Byłem bezpośredni, lecz szczery. Nie wiedziałem nic o organizacji z Airando, o Samotnikach niewiele więcej. Zdawało mi się, że nie mam nic do stracenia. W końcu i tak nasze kontakty ograniczały się do rywalizacji i prawdopodobnie odwetu w najbliższym czasie. A z fortuną jak z kobietą, prościej okiełznać ją młodzieńcom, bo są właśnie buńczuczni i porywczy.

Offline

 

#66 2017-04-30 13:48:56

Hiyoki

Gość

Re: Widownia

    Oczywistym było, że wysnuwałem przypuszczenia dotyczące przynależności chłopaka do organizacji Wyrzutków, to za sprawą informacji, które rzetelnie przekazał mi w trakcie konwersacji. Wystarczyło dokładnie wsłuchać się w jego słowa i na ich podstawie określić pochodzenie, teraz moje myśli tylko się potwierdziły. Czy mam mu cokolwiek za złe? Nie. Wprawdzie nie mogę być pewien tego, czy nie był w jakiś sposób odpowiedzialny za śmierć moich pobratymców, nie zamierzam mimo wszystko pytać bezpośrednio, ani dociekać, miałem z tym skończyć. Koniec tego nastroju. Tych wspomnień.
Miło mi cię oficjalnie poznać, Yoshi. - tylko na tę krótką chwilę odwróciłem się w jego stronę i wykreowałem na twarzy uśmiech na tyle udawany, że nie wyrażał on jakichkolwiek emocji. Nie zmienia to faktu, że cieszyłem się z faktu poznania imienia mojego rozmówcy, teraz na pewno łatwiej będzie się nam do siebie zwracać. Znów przypatrywałem się zmaganiom uczestników igrzysk z dużą dawką ciekawości i zarazem smutku, który cały czas starałem się w jakiś sposób ukryć. To właśnie wtedy Yoshi zwrócił uwagę na nietypowe zachowanie "rybiego ninja". Wiesz co? Akurat jego zachowanie bardzo mnie ciekawi. Jeśli to, co dzieje się na wyspach, jest jego sprawką, to nie chciałbym z nim walczyć nawet, jeżeli ktoś miałby mi za to zapłacić sporą sumkę ryo. - zaśmiałem się dość krótko.
    Cały czas starałem postawić się na miejscu tamtych wojowników i w jakiś sposób znaleźć wyjście z tych samych sytuacji, w których się znaleźli. Wydaje mi się, że Kekkei-Genkai posiadanego przeze mnie typu dałoby naprawdę dużą przewagę w kryzysowych sytuacjach, ale zaobserwowałem, że chyba najbardziej liczył się tam instynkt. Hej, Yoshi. - zawahałem się na chwilę, ale musiałem dokończyć myśl. Myślisz, że poradziłbyś sobie na ich miejscu?

 

#67 2017-05-01 11:46:53

 Kami

Nikushimi http://i.imgur.com/FXUvzUA.png

35457109
Skąd: Warszawa - Otwock
Zarejestrowany: 2012-02-05
Posty: 875
Klan/Organizacja: Nikushimi
Ranga: Przywódca Nikushimi
Płeć: Kobieta
WWW

Re: Widownia

     Trybunami władał mrok. Wszechobecna ciemność ograniczająca widoczność do dziesięciu metrów. A posępny wzrok zawieszony na twarzy Namikaze oczekiwał na odzew. I doczekałby się go gdyby nie stawiennictwo dwójki potężnych ninja. Liderów, którzy dziarskim krokiem przekroczyli lożę. Kuknąłem na sylwetkę napakowanego, gdy obydwoje zaczęli się zbliżać. Następnie odsunąłem od Akio, tworząc jednocześnie dwa wolne miejsca na eleganckich siedzeniach. Wyprostowana z dumą w piersi powitałam Uchiha lekkim skinieniem głowy. A następnie delikatnym ruchem dłoni wskazałam fotel, by zasiadł po mej prawicy. Nie pierwszy i nie drugi raz mogę podziwiać jego odwagę. Śmiałość, która przygnała go do Enko. Pomimo, iż to daimyō sponsorował igrzyska. I analogicznie do tego - Samotnicy musieli się pojawić.
     Wtem ujrzałam jego twarz. Jedyną część ciała, która ukazywała emocje. Zaciekawienie i ostry wbity we mnie wzrok. Przeniosłam spojrzenie na przywódcę organizacji, by po części zrozumieć dlaczego przybyli w te miejsce. Nie omieszkałam owijać w bawełnę. W tym dniu nie miało to żadnego znaczenia. Dla Samotników, Daimyō Wody, a tym bardziej dla Nikushimi.
      Ikkyo Uchiha. Muszę śnić skoro widzę Cię w towarzystwie przywódcy Samotników. Sądziłam, że twój ród należy do najbardziej zawistnych na świecie. Przeżyłam Matsuo, a potem jeszcze Setsunę. Nie znałam ich doskonale. Jednak obydwoje skoczyliby mi do gardła w pierwszej sekundzie, gdyby mnie tutaj zobaczyli. A ty? Cóż za spokój i opanowanie. - Zaczęłam w te słowa. Choć i walka byłaby nieroztropna. Wokoło gromadziło się czterdziestu, jak nie więcej ninja. Nawet groźby z mojej strony mogłyby spowodować zamieszanie. Chaos, w którym to ja straciłabym najwięcej.
      Zapewne w twojej głowie kotłuje się teraz wiele myśli. Sprawię Ci przykrość, lecz to nie miejsce by debatować na tematy związane z klanami. Przybyliśmy tutaj by podziwiać wspaniałe walki kolejnego pokolenia. - Wskazałam dłonią środek areny. Wiedziałam równocześnie, iż czarnowłosy łatwo nie odpuści. Ze wszystkich mistrzów Uchiha ten przypadł mi do gustu najbardziej. I bynajmniej nie chodziło o reprezentacyjną i pociągającą tężyznę.
      Pełnię osobistą ochronę przywódcy. Jeżeli pamiętasz go z czasów wojny w Yu no Kuni, dobrze wiesz, że jej nie potrzebuje. Jedyną odpowiedzią na pytanie, dlaczego tutaj jestem, to sam fakt igrzysk. Tak samo jak ty, nie mogłam sobie odpuścić dobrego widowiska. - Zachichotałam.
      Przy okazji, poznałeś lidera Namikaze? Akio, to Ikkyo. Ikkyo, Akio. - Przedstawiłam sobie dwie głowy, o ile wcześniej się nie poznały. Jeżeli tak, kwestię sobie darowałam.
      Nikushimi. To perełka. Nadejdzie czas, kiedy nawet i ty docenisz jej wartość. Wyobraź sobie zwykłą muszlę. Skorupkę, którą stanowi organizacja Samotników. Wewnątrz tej muszli znajduje się drogocenna perła. Wydobyta spośród brzydoty i przeciętności, jaką można spotkać w oczywistym miejscu. Klejnot budzi zaciekawienie, powoduje pożądanie. I choć pochodzi z wapiennego szkieletu, to niewiele ma z nim wspólnego. - Wewnątrz wiedziałam, że ten temat chce poruszyć.

Offline

 

#68 2017-05-01 17:44:03

Yoshimaru

Wyrzutek

Zarejestrowany: 2013-03-24
Posty: 647
Klan/Organizacja: Wyrzutki
Ranga: Elita
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 32 lata

Re: Widownia

     W trakcie rozmowy z białowłosym mój wzrok utknął w lokalizacji przedstawiającej miasto. Łucznik o którym już wspominałem wszedł w interakcję z przeciwnikiem. Wykonywał ruchy przez które nie mogłem oderwać spojrzenia. Nie od jego strzał czy broni, nie chodziło także o pojedyncze ciosy. Spojrzenie utknęło na poruszającej się pupci. Podobał mi się sposób w jaki nią poruszał. I trwało to dobre kilka minut, nim Hiyoki zadał interesujące pytanie. Dopiero wtedy zmysły wróciły, a marzenia o jędrnych pośladach zniknęły. Powoli skierowałem spojrzenie na bladą twarz samotnika. Był zestresowany naszą rozmową. Być może nieśmiały.
      Nie jestem pewien, czy wspominałem, lecz brałem już udział w podobnym wydarzeniu. Kilka lat temu. Teraz igrzyska wyglądają zupełnie inaczej. Zmieniły się zasady. Walczą przeciwko sobie, choć samych pojedynków jest stanowczo zbyt mało. Gdybym miał polegać na logicznym myśleniu zamiast na fizycznej sile, myślę, że mógłbym nie zajść daleko. Mimo tego, z punktu widzenia obserwatora jest o wiele łatwiej. Wydaje mi się, że rozpracowałem system rozdawania punktów. Pozostaje pytanie, czy zrobiłbym to samo, gdybym utknął na jednym z tych terenów. - Nie potrafiłem jednoznacznie odpowiedzieć na postawione przez ninja pytanie. Wszystko zależało od wielu czynników jednocześnie. Gdybym trafił na wyspy otoczone oceanem z pewnością byłoby trudno. Co innego, gdyby moim zadaniem było miasto lub zwykły las tropikalny.
      Jak zauważyłeś nie wszystko rozwiązuje się tutaj siłą. Jeżeli trafiłbym na tych samych przeciwników prawdopodobnie znokautowałbym ich w pierwszych sekundach turnieju. Dałoby mi to przewagę. Zważając, że tylko niektórzy przechodzą z poszczególnych grup, miałbym szansę dostać się do drugiego etapu jako pierwszy. Spójrz jednak... - Wskazałem palcem na labirynt.
      Dopiero tutaj zaczyna się zabawa. Wymagana jest przede wszystkim dobra orientacja w terenie. Zapamiętywanie poszczególnych miejsc. No i odrobina szczęścia. Zapewne zaszedłbym daleko, ale czy bym wygrał... Nie potrafię odpowiedzieć. - Uśmiechnąłem się. Następnie kiwnąłem głową w stronę chłopaka jakby chcąc zapytać, co on myśli o wydarzeniu. W sensie, jak daleko by zaszedł gdyby samemu brał udział.

Offline

 

#69 2017-05-01 19:15:17

Hiyoki

Gość

Re: Widownia

    Słuchałem go, ale od incydentu z pieczęcią starałem się w pewien sposób ograniczać kontakt wzrokowy. Nie spoglądałem na niego, gdy mówił, ale wyraźnie odbierałem jego słowa i przetwarzałem je w myślach, starałem się robić to wszystko tak, bym nie wyszedł na niegrzecznego. Nie sądzę jednak, by ktoś poznany kilka minut wcześniej mógł na podstawie tego typu zachowań ocenić mnie jako osobę pozbawioną manier. Zresztą, wizerunek społeczny nic dla mnie nie znaczy tak długo, jak nie jestem znaną osobistością, a nie jestem. Tak, wspominałeś o tamtym turnieju, ale nie przeszkadza mi to. I również wydaje mi się, że rozpracowałem system punktowy, jednak nie chciałbym, byś dopytywał o moje zdanie. Nie chcę się zbłaźnić. - zdradziłem, spoglądając na niego dosłownie na chwilkę. Wydaje mi się, ze moje zdolności dobrze sprawdziłyby się chyba w każdej lokacji, nie licząc pustyni. Nienawidzę tego typu klimatów, samo przebywanie w Enko w pewnym stopniu mnie męczy, nie wiem, co zrobiłbym, będąc narażonym na tak wysoką temperaturę. I takich wariatów. - zaśmiałem się, patrząc przez chwilę na jego przystojną buźkę, zaczerwieniłem się i znowu wróciłem wzrokiem na poczynania uczestników.
    Humor nieco mi się poprawił i, nie powiem, miał na to wpływ charakter Yoshi'ego. Nie wypytuje, jest w większości lakoniczny, ale konkretny, dobrze się z nim gada. I chociaż wcześniej sam przyczynił się do pogorszenia mojego samopoczucia, to teraz dał mi przestrzeń do tego, bym mógł poczuć się lepiej. Czyli twój styl walki bazuje głównie na fizycznej sile? No no, jestem ciekaw, co potrafisz. - stwierdziłem, uśmiechając się, spojrzałem przy tym na jego mięśnie i palcami prawej dłoni zacząłem wgniatać palce w jego biceps. Ciekawe, co te seksowne mięśnie są w stanie zdziałać w walce. - facepalm, czy ja to właśnie zrobiłem? Instynktownie spuściłem wzrok i skierowałem go na obrazy wywołane iluzją. Igrzyska, Hiyoki, skup się na igrzyskach!

 

#70 2017-05-02 00:47:54

Ayatane

Nikushimi http://i.imgur.com/nQ4N9BM.pnghttp://i.imgur.com/ipBWKhc.png

33401269
Call me!
Zarejestrowany: 2013-06-03
Posty: 653
KG/Umiejętność: Hyouton
Ranga: Elita
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17 lat

Re: Widownia

     Pierwszy raz od dawna, Ayatane miał wolne. Nowa dla Samotnika sytuacja dezorientowała go i wprowadzała w pewnego rodzaju zakłopotanie. Co miał robić? Odpoczywać? Bawić się? Czy jest coś równie zabawnego, co bezsensowna rzeź i widok szaleńczego przerażenia w oczach bezbronnych ofiar? No, bez przesady - nie róbmy znowu z naszego bohatera takiego psychopaty. Oczywiście przebywanie na polu bitwy w atmosferze ciągłego zagrożenia jest dla niego niejako sensem istnienia, jednakże zabijanie samo w sobie traktuje on dość bezuczuciowo. W większości przypadków, ma się rozumieć.
Ponieważ wszędzie od dawna trąbiono o nadchodzącym turnieju, Yuki po raz kolejny w życiu udał się do Enko, na osławioną arenę turniejową. Sam czuł się ponad zabawy w nindża i śmieszne sprawdziany siły. Czemu miało to służyć? Ociepleniu stosunków międzyklanowych? Na myśl o tym, białowłosy czuł potrzebę wybuchnięcia głośnym śmiechem.

...


     Wdrapawszy się na wyższe partie widowni przeznaczonej dla plebsu, Ayatane beznamiętnie obserwował zebranych, nie zatrzymując na nikim wzroku. Sama rywalizacja interesowała go w podobnym stopniu, co zeszłoroczny śnieg, czy wręcz mniej - śnieg bowiem lubił.


http://i.imgur.com/OCIkxGh.png

Offline

 

#71 2017-05-02 08:01:16

 Ikkyo

Klan Uchiha http://i.imgur.com/fGrX3h1.png

52378630
Zarejestrowany: 2014-12-20
Posty: 606
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 20 lat
WWW

Re: Widownia

     Akemi i ja pokonaliśmy mały kawałek drogi z trybun do loży. Podczas przejścia zastanawiałem się ile tak naprawdę czasu już minęło, odkąd zostałem liderem. Nigdy wcześniej nie miałbym możliwości usiąść obok Lorda Feudalnego jakiegoś kraju, albo nawet z nim porozmawiać. To samo dotyczyło się styczności z liderami innych klanów. Może niektórzy z nas byli sobie wrodzy, jednak większość na moment obecny miało raczej stosunki neutralne wobec reszty. Podczas spaceru, kiedy to mijałem coraz bardziej bogatych widzów turnieju, nie mogłem nie pomyśleć o rozwarstwieniu społecznym Enko. Na samym początku siedziałem wśród prostych ludzi z miasta, którzy nie grzeszyli mamoną, ale mieli jej na tyle, aby wykupić sobie rozrywkę. Im bliżej loży, tym więcej krezusów widziałem. Prawda była taka, że nie wszyscy z nich pochodzili z Kraju Wiatru, ale rozstrzał społeczny i majątkowy zdziwił mnie. No tak, u nas czegoś takiego nie było, w końcu po wojnie wszyscy byli biedni, he he he.
     W końcu dotarliśmy do loży. Mrok, który otaczał trybuny, tutaj zdawał się być jeszcze większy. Rzeczywiście, widoczność nie należała do najlepszych, ale chyba o to chodziło w całym wydarzeniu. Żeby się trochę rozerwać, ewentualnie pośmiać z cierpienia innych. Przeciętni ludzie zazwyczaj nie mieli okazji do oglądania , ani ich umiejętności, dlatego nic dziwnego, że wybulli bajońskie sumy na bilety. Za to ludzie po fachu występujących przybyli tutaj, żeby się czegoś dowiedzieć, a nieliczni, bo ich zaproszono. Na przykład ja.
     Kiedy dojrzałem Hiyoki, nie zamarłem. Na moim ciele nie dało się zobaczyć oznak złości. Co ciekawe, w środku nie czułem się o tyle zagotowany, co rozgoryczony. Czułem żal do przywódczyni tajemnej organizacji, że igrała z naszym klanem w zasadzie bez powodu. Nie rozumiałem jej kazusu, ale szczerze mówiąc, raczej nie musiałem. Z całego tamtego wydarzenia nic nie wynikło - wioska odbudowywała się dalej w tym samym tempie, a Kraj Wody stracił tyle samo złota z dostaw, co zyskał. Problem w tym, że straciliśmy potencjalnego sojusznika, albo chociaż neutralnego gracza. Teraz oficjalnie byliśmy rywalami, wrogami, albo chociaż niechętnie nastawionymi do siebie organizacjami.
     Otacza nas żywy arsenał. Nikt rozsądny nie podjąłby walki w takim miejscu, ani bez dobrego powodu. - powiedziałem krótko. Słowa kobiety zaintrygowały mnie. To, że przeżyła Setsunę było oczywiste. Ale Matsuo? Była starsza niż się wydawała. No, chyba że była wtedy małą smarkulą, ale prawdopodobnie wtedy nie wypowiedziałaby tych słów. Na mojej twarzy wciąż było widać obojętność, może ironiczny uśmieszek, ale nic poza tym. Przywitałem jednak niewiastę, tak samo jak ona mnie. Nie było sensu wszczynać burdy.
     Kiedy usłyszałem następne słowa kobiety, westchnąłem ostentacyjnie.
     Wielka szkoda, Hiyoki-dono. Całe moje życie obracałem się w kręgach ninja, poza nimi nie mam nic interesującego do powiedzenia. - odrzekłem, wciąż się uśmiechając. To banalna ironia, ale raczej powinna zadziałać dobrze na obie strony. W końcu nie raziła w Samotniczkę, ale we mnie. Następnie odpowiedziała na jedno z moich pytań, które właściwie zadałem Akemiemu. Ach tak, była strażą przyboczną Akemiego. To zabawne, ale bardziej obawiałem się właśnie tej kobiety. Kiedy patrzyłem na lidera Samotników, widziałem go jako potężnego, nieokiełznanego wręcz olbrzyma, ale znałem jego zdolności... mniej więcej. Przynajmniej wiedziałem czego mogę się po nim spodziewać. Gdy zaś patrzyłem na Hiyoki, mój umysł nie podpowiadał mi specjalnie wiele.
     Zabawa zabawą, przyjemnie chociaż raz pojawić się jako lider. - mruknąłem. Chciałem załatwić tutaj jeszcze jedną sprawę i dobrze się złożyło, że dotarłem akurat do tej loży. Jednak spokojnie, mam jeszcze wiele czasu. Na razie miałem okazję poznawać ciekawych ludzi, na przykład lidera Namikaze. Chyba widziałem go raz, może dwa, ale nie byłem tego kompletnie pewien. Teraz uścisnąłem mu prawicę, a następnie odnotowałem w pamięci fakt, że dobrze byłoby spotkać się z tym mężczyzną kiedy indziej. Ale bez towarzystwa Samotników.
     Naprawdę? Tak więc perła niewiele ma wspólnego z jej matką? To zabawne, słyszałem dzisiaj zupełnie co innego. - powiedziałem cicho. - Pytanie właściwe brzmi: skąd się wzięła ta perła i po co ona światu? Albo: kto chce ją zgarnąć?

Offline

 

#72 2017-05-02 09:38:53

 Yocharu

Klan Uchiha http://i.imgur.com/p2qZr4s.pnghttp://i.imgur.com/bRrcMpK.png

50499111
Skąd: Hidari
Zarejestrowany: 2014-04-03
Posty: 996
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider/ Weteran
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 26

Re: Widownia


        Wciąż z pełną uwagą obserwowałem poczynania Yozory. Jedyny a właściwie jedyna przedstawicielka klanu Uchiha, mimo swych początkujących zdolności, wspięła się dosyć wysoko w punktacji i ma szansę na przejście do dalszego etapu. Póki co, dwóch zawodników już osiągnęło następny poziom i pojawili się w jakichś przestrzeniach gdzie mieli przygotowywać się do dalszej konfrontacji. Ciekawe na czym będzie polegała następna runda? Tymczasem jednak Azake, kontynuowała swe prośby względem nauki genjutsu. Wciąż nie byłem przekonany czy to dobry pomysł, bowiem ostatnimi czasy mam sporo na głowie aczkolwiek z perspektywy Vice Lidera klanu Uchiha, zdobywanie sojuszników z różnych klanów i organizacji to mądry ruch, który wzmocni naszą zmasakrowaną strukturę. Problem byli jednak po części samotnicy, którzy to podali się za naszych sojuszników by później wbić nam nóż w plecy. Od tego czasu nie specjalnie komukolwiek ufam, zwłaszcza jeżeli może walczyć ze mną na równi albo roznieść. Mimo wszystko postanowiłem odpowiedzieć.
       - Zobaczymy po Igrzyskach. Ostatnimi czasy jestem strasznie zajęty i nawet tutaj jestem praktycznie służbowo. Mimo wszystko zaskakuje mnie fakt, że interesujesz się genjutsu. Uważałem Hyuuga za ukierunkowanych ku Taijutsu i Ninjutsu.
       Po tych słowach wyczułem zbliżającą się chakre osoby, którą dobrze znam. A więc nasz lider w końcu pojawił się na tym widowisku. Ikkyo Uchiha wkroczył do loży dołączając do pozostałych przedstawicieli o najwyższych rangach. Szczerze mówiąc, sam powinienem tam siedzieć z racji pozycji ale nie specjalnie miałem na to ochotę. Tutaj mogę swobodnie siedzieć i nie tworzyć dziwnych pozorów gdzie w towarzystwie liderów i vice liderów zapewne wypadałoby utrzymywać jakieś pozory. Zresztą byli tam Ci, którzy zaatakowali naszą wioskę podczas odbudowy więc to wzmagało moją niechęć. Z tego rozmyślania ponownie wyrwała mnie Hyuuga. Wpierw usłyszałem pytanie do Mikuniego względem Koharo, chwilę zaś później zapytała o to komu kibicujemy. Postanowiłem odpowiedzieć również i na to pierwsze.
       - Seki Koharo, towarzysz Daikiego Hyuugi. Z tego co wiem to to podpisuje się pod flagą waszego klanu, gdyż w rozmowie z liderem wyrzutków dowiedziałem się, że nie ma o nim pojęcia. Emanuje od niego dziwna chakra i potrafi przyjąć jakąś dziwną formę zwierzęcia, co zresztą pokazał. Jeżeli mam powiedzieć komu kibicuje to jednej osobie. Niemniej jednak ten cały Koharo mnie ciekawi ze względu na swe umiejętności. Zastanawia mnie również Ayanami, po której widać że jest początkująca a zdobyła sporą ilość punktów, choć nadal nie przeszła dalej. Całkiem sporo tu się dzieje i szczerze mówiąc nawet nie próbuję rozgryzać mechaniki. Zauważyłem jednak kilka podobieństw za co być może zdobywają te punkty. Po za tym, widzę że lubisz dowiadywać się ciekawostek bo cały czas podsłuchujesz tych dwoje co gadali o wojnie w Yu no Kuni.
       Delikatnie zerknąłem w jej kierunku, unosząc jeden z kantów swych ust ku górze. Takie rzeczy nigdy mi nie umykają, po za tym mam bardzo dobry słuch. Sam jestem głodny informacji więc wypatruje wszystkiego co może mi dać jakąś przewagę. W tej chwili akurat niewiele przyszło mi z rozmowy wyrzutka i samotnika, gdyż na wojnie byłem sam a ich wiedza o zawodnikach nie była większa niż moja.

Offline

 

#73 2017-05-02 18:51:22

Yoshimaru

Wyrzutek

Zarejestrowany: 2013-03-24
Posty: 647
Klan/Organizacja: Wyrzutki
Ranga: Elita
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 32 lata

Re: Widownia

     Emocje opadły wraz z przejściem kilku osób do drugiego etapu. Widownia zachowywała się znacznie głośniej niżeli wcześniej, gdy trwały zaciekłe pojedynki. Wśród uczestników pozostało niewielu, którzy mają szansę dojść wyżej. Oderwałem więc spojrzenie od nudnego wątku w pustyni. Obserwowałem mimikę chłopaka, gdy prawił odnośnie własnych umiejętności. Wysoko cenił swoje dostosowanie do każdego terenu, wykluczając jedynie miejsca z wysoką temperaturą. Nie zdziwiłem się. Potęga Yuki to tworzenie niesamowitych tworów z lodu.
     W momencie gdy zamilknął, coś mignęło wśród siedzących przede mną osób. Były to dwie solidne sylwetki przemierzające dolny rząd trybun. I pierwszą należącą do Akemiego, i drugą - Ikkyo, rozpoznałem. Słyszałem o sytuacji w Hidari. Mimo przykrości jaką sprowadzili samotnicy, była to dobra wiadomość. Utracili mocnego sojusznika. A wróg mego wroga jest moim przyjacielem. Teraz dopiero poczułem się prawdziwie zmieszany. Widok czarnowłosego Uchiha podążającego za chodzącą kupą mięśnie przyprawiał nie tylko o ciekawość, a o irytację. Nie chciałem oceniać książki po okładce, choć inaczej nie potrafiłem. Jeżeli Ci dwoje ponownie połączą siły, będę musiał powiadomić mistrza.
     Z lekko gniewnego stanu oderwał mnie dotyk białowłosego chłopaka. Czubek palca naciskany na biceps prawej ręki. Napiąłem mięsień, by ukazać wytrenowaną siłę. Uchyliłem lekko czoła, by wymienić z nim spojrzenie i z pewnością nie dać powrócić do oglądania igrzysk. I bynajmniej nie dlatego, że jego zachowanie zadziałało na mnie w sposób emocjonalny. Z czystej ciekawości wolałem zapytać, co chodzi po jego głowie. Silnego stresu na twarzy Hiyokiego nie dało się przeoczyć. Wpierw był smutny, teraz speszony. Cholera, człowiek zmieniający emocje co pięć sekund.
      Nigdy nie byłem dobry w NinJutsu. Zaprzestałem polegania na nim, kiedy odkryłem, że mogę wytrenować ciało do mistrzowskiego poziomu. Walka wręcz przynosi więcej wrażeń i mocniej pobudza adrenalinę. Gdybym miał polegać na tandetnych sztuczkach ninja zapewne zgniłbym z zanudzenia. - Odwołałem się do poruszonej nieco wcześniej kwestii, odpowiadając na to jakże skromne, ostatnie pytanie.
      W walce dużo, poza walką jeszcze więcej. - Zaśmiałem się, by totalnie nie odpłynął.
      Tobie także przydałby się trening cobyś mógł nabrać trochę tężyzny. - Brzmiało to trochę jak zaproszenie.

Offline

 

#74 2017-05-02 20:18:49

 Kami

Nikushimi http://i.imgur.com/FXUvzUA.png

35457109
Skąd: Warszawa - Otwock
Zarejestrowany: 2012-02-05
Posty: 875
Klan/Organizacja: Nikushimi
Ranga: Przywódca Nikushimi
Płeć: Kobieta
WWW

Re: Widownia

     Igrzyska straciły na znaczeniu. Zerkałam raz czy dwa w kierunku samotników, choć nienamiętnie. Większą atrakcję stanowił lider Uchiha. Do rozmowy podszedł z dystansem, choć bez głębszego pohamowania. Otwartymi słowami wszedł w temat związany z organizacją Nikushimi. Był ciekaw, mimo iż twarz nie skrywała takich emocji. Nutka wnikliwości płynęła wraz z wypowiadanymi przez niego słowami. Akemi wyraził swoje zdanie odnośnie przynależności. Złączył Samotników i Nikushimi w jedną całość. Jakoby stanowili nierozłączny element, choć nie miał racji. Daimyō Wody ma na uwadze istnienie zgrupowania z Sei. A dopóki nie działa na szkodę osobistą lorda, nie będzie wyciągał żadnych konsekwencji. Mój cel w tym wszystkim był zupełnie inny. Miałem zamiar pochwycić światowe wpływy władcy. Zyskać szacunek jako przedstawiciel Nikushimi i otrzymywać od niego wsparcie.
     Gdy Ikkyo usiadł obok mnie, położyłam dłonie na kolanach. Ubrana w ciemne szaty nie zasłoniłam twarzy kapturem. I bynajmniej nie chodziło o niegrzeczność. Jedyne co miałam na uwadze, to trzymanie się z dala od kontaktu wzrokowego. Wspomniałam, iż przeżyłam Matsuo i Setsunę. Techniki klanu Uchiha zamknęłam w małym palcu. I choćbym ujrzała wszystkie, nigdy nie zniknąłby strach przed nimi. Wszechpotężne iluzje i demoniczne zbroje ze szkieletu. Potęga czerwonego limitu krwi.
      Perła jaką jest Nikushimi niewiele ma wspólnego z organizacją Airando, która stanowi jej muszlę. Ich wspólnym przeznaczeniem była rozłąka. Pozostał jedynie fakt, iż jedno i drugie dzieli wspólna przeszłość. Bez różnicy jak bardzo będziesz mącił wodą, zawartość nie powróci z powrotem do skorupy. - Oderwałam spojrzenie od ławek. W momencie gdy do loży wstąpił Ichaza. Płomień w oczach, który niósł napawał mnie entuzjazmem. Wolnym krokiem minął Uchiha i Kakukoro, usadzając cztery litery na eleganckim fotelu. Twarz bliźniaka była inna niż naturalna. Zmieniona by nikt nie rozpoznał przeszłej tożsamości.
      Gdy siedzisz obok mnie odczuwam pewien niesmak. Nie chodzi o twój ubiór czy ton. Moja dusza nie przywyknęła do krzywd, choć przyznam szczerze, że nie spotkałam bardziej spaczonej osoby ode mnie. Spójrz na uczestników igrzysk. Wyglądają niewinnie gdyż nie zaznali podniebienia władzy. Większość z nich o wojnie nie wie nic więcej, co słyszała. Spójrz w przeszłość, Ikkyo Uchiha. Urodziliśmy się dziećmi nieobarczonymi żadnymi obowiązkami. Każdy z nas marzył o pokoju i sprawiedliwości. Dopiero przeżycia wewnątrz tego świata kierunkują i kształtują charakter. Niesmak o którym mówię, to delikatnie drażniące sumienie. Jakbym odczuwała jego gorzkość w przełyku. Żal mi Cię, liderze. Wspiera mnie fakt, iż losów dawnych nawet najpotężniejszy wojownik nie jest w stanie odwrócić. - Z przymrużonymi powiekami obserwowałam otoczenie. Chłodnym głosem obdarzałam rozmówcę kolejnymi przemyśleniami. Były szczere.
      I do tego tonący brzytwy się chwyta. Postaw się w miejscu przywódcy Samotników. Wyobraź sobie, że przewodzisz organizacją zastępując Akemiego. Gdybyś miał wybrać pomiędzy braterstwem z klanem niemal wybitym w pień, a sojuszem z mocną rodziną Chikai, kierowałbyś się mądrością. W końcu jedynie mądrość pozwala utrzymać ród w garści. - Zniżyłam nieznacznie tonację głosu.
      To polityka, cholerna i przytłaczająca. Niektórzy stoją poza, a inni przekraczają granicę. Gdy trzeba rzucają kłody pod nogi. Tak jak my ograbiliśmy was z drobnych rzeczy, narzędzi, które w finale skończyły u lordów. Reprezentując Nikushimi. I nie łudzę się, że kiedykolwiek staniemy ramię w ramię. Przeprosić także nie zamierzam. Jeżeli warte jest dla Ciebie jakiekolwiek me słowo, mogę obiecać, iż nie postawimy więcej swych nóg w Hidari. Nie ze złym zamiarem. Jako część "Nienawiści" dbam by regularnie otrzymywać zapłaty od lordów. Ty zapewne także, jeżeli myślisz o szybkim rozwoju rodziny. Dopowiem więc ostatecznie, że gdy dopełnimy krańcowy cel naszego zgrupowania, oddam potrójną wartość tego, co zostało wam zabrane. - O ile faktycznie doczekamy się dnia, kiedy "Nienawiść" ucichnie.
      Przechodząc do meritum wypowiedzi - szczytowy cel Nikushimi. Nie prowadzimy do wojen między klanami, nie wszczynamy agresji pomiędzy państwami. Zależy nam tylko na jednej rzeczy. Chcesz poznać prawdę? - To był pierwszy raz kiedy wymieniłam spojrzenie z przywódcą Uchiha. Nie stanowcze i nie oziębłe. Najzwyczajniej poważne.

Offline

 

#75 2017-05-03 00:35:29

Hiyoki

Gość

Re: Widownia

    Rzeczywiście, gołym okiem można było dostrzec, że chyba każdy element jego ciała jest idealnie wyrzeźbiony dzięki ciężkiej pracy. No, prawie każdy, nie potrafię przenikać wzrokiem przez ubrania. To, co widać, na pewno robi duże wrażenie, szczególnie na mnie, bo wiadomo przecież, że gusta są różne. Niektórzy lubią wysokich, inni chudych, kolor włosów ma również duże znaczenie, moim typem zawsze był umięśniony brunet o postawnej budowie ciała. Musi być większy ode mnie, masywniejszy, bym mógł się do niego cały przytulić, chodzi o poczucie bezpieczeństwa. Taki Yoshi jest wręcz idealny. O czym ja w ogóle myślę. - spojrzałem na chwilę w dół. Uśmiechem skwitowałem słowa chłopaka, nie sądziłem, że ma w sobie coś ze śmieszka, ale to nawet lepiej, jest słodki. Wtedy wspomniał o treningu. Nigdy jakoś szczególnie nie zwracałem uwagi na tego typu aspekty treningów. Zawsze rozwijałem się w sztukach ninjutsu. Ale myślę, że z twoją pomocą mógłbym dojść naprawdę daleko. - stwierdziłem z uśmiechem, teraz nie bałem się tak bardzo patrzeć mu w oczy. To znaczy zajść! - palnąłem, byłem cały czerwony.
    Już trochę czasu spędziliśmy razem, zdążyliśmy się powierzchownie poznać, niczego nie żałuję. Cieszę się, że usiadłem akurat w tym miejscu i akurat jego spotkałem. Wszystko wydawało się z początku nierealne, nie chcę nawet wspominać o emocjach, jakie pojawiły się we mnie w momencie, w którym Yoshi opowiedział mi o wojnie w Yu no Kuni. Teraz czułem się przy nim po prostu dobrze i nie czułem potrzeby przerywania rozmowy. Miałem cichą nadzieję, że Wyrzutek jest podobnego zdania. Wiem, że nie mogę od niego niczego oczekiwać, ale byłoby miło, gdyby chociaż chciał utrzymywać pobieżny kontakt. Zresztą, nad czym ja gdybam. Wiesz, nigdy bym nie pomyślał, że oglądając igrzyska ninja w Enko uda mi się poznać kogoś takiego, jak ty. Nie powinniśmy być kimś w rodzaju wrogów? Jasne, już wspomniałem o tym, że nie asymiluję się bezpośrednio z organizacją Samotników, jednakowoż nie możesz mieć pewności co do moich intencji. W zasadzie, to ja również nie znam twoich. Powiedz. - przerwałem na chwilkę. Zaczepiłeś mnie, bo znałeś mnie już wcześniej, rozpoznałeś mnie. Chciałeś uzyskać jakieś informacje? - nadal się uśmiechałem, ale nie tak radośnie, jak wcześniej. Chociaż uśmiech powoli znikał.

 

#76 2017-05-03 01:10:16

Yoshimaru

Wyrzutek

Zarejestrowany: 2013-03-24
Posty: 647
Klan/Organizacja: Wyrzutki
Ranga: Elita
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 32 lata

Re: Widownia

     Pochylone, różowe kreseczki nie znikały z policzków białowłosego. Obserwowałem spojrzenie, którym przenikał me ubrania. Lustrował obfite mięśnie, a ja napinałem je. Nie potrafiłem powiedzieć dlaczego. Nie było różnicy, czy patrzył na mnie chłopak czy dziewczyna. Ktokolwiek podziwiał ten wieloletni wysiłek fizyczny, byłem dumny. Mogłem pokazać część siebie, na którą ciężko pracowałem. Jednak bez wstydu się nie obeszło. Choć nie po mojej stronie. Hiyoki spalił buraka w związku z fatalnym przejęzyczeniem. Błędem, który załapałem dopiero po paru sekundach. Nie rozbawił mnie, ani pomyłka ani czerwona twarz słodziaka. Wydusiłem z siebie delikatny uśmieszek.
     Yuki kontynuował rozmowę nawiązując do jej początku. Zapytał otwarcie o powód nawiązania krótkiej jeszcze  znajomości. W tym momencie nie pamiętałem. Czy to ja zagadałem do białowłosego? Czy może na odwrót? Właściwie nie istniała żadna różnica. Wymieniłem nacechowane pozytywnie spojrzenie. Nachyliłem plecy delikatnie w jego stronę jakobym chciał szepnąć. Nie miałem zamiaru flirtować w tym miejscu. Na pewno nie przejęzyczę się tak jak on. Chciałem jedynie powiedzieć prawdę.
      Nie, Hiyoki. Chciałem Cię po prostu poznać. - Na mej twarzy zagościł szczery uśmiech. Nie oderwałem spojrzenia. Męski, poważny głos, który rozwiał wszelkie jego wątpliwości. Wiedziałem z jakiej organizacji pochodzi. A jednak intrygowała mnie ona na tyle, że zignorowałem fakt pochodzenia. Teraz praktycznie nie miała dla mnie większej różnicy. Postrzegałem go jako odizolowaną jednostkę. Chciałem w pewnym sensie więcej.

Offline

 

#77 2017-05-03 01:48:31

Hiyoki

Gość

Re: Widownia

    Przeszły mnie dreszcze w chwili, w której sylwetka Yoshi'ego nachyliła się nade mną, a jego męski głos wyszeptał ciepłe słowa. Rzadko kiedy mam gęsią skórkę, jednak teraz pojawiła się ona od razu, dziwne uczucie, nad którym nie mogłem zapanować, mimo wszystko nie przeszkadzało mi tak bardzo. Przez chwilę nie potrafiłem nad sobą zapanować, nie mogłem ruszyć nawet jednym palcem, najzwyczajniej w świecie wlepiłem wzrok w bruneta i podziwiałem go z bliższej odległości, nadarzyła się odpowiednia okazja. Jego zapach dało się poczuć jeszcze mocniej, euforia z każdą chwilą buzowała we mnie coraz bardziej, gdybym nie władał lodowym Kekkei-Genkai, skończyłbym źle, na szczęście mogłem schłodzić atmosferę. Serio. Robiłem to na tyle dyskretnie, że nikt poza mną nie był w stanie tego wyczuć, no może oprócz Wyrzutka. Chłód powoli doprowadzał mój organizm do normalnego stanu, to chyba pierwszy raz, kiedy tak się czuję.
    Nic nie mówiłem. Cieszyłem się z jego kompanii i uśmiechałem co chwila jak głupi. Zdradzam się, to oczywiste, ale nie mam zamiaru ukrywać czegokolwiek, przecież nie mam niczego do stracenia. Cieszyłem się, że mogę siedzieć obok niego, a każdy, nawet przypadkowy dotyk sprawiał mi przyjemność. Nie wspomnę nawet o tym, gdy chłopak przez przypadek musnął moje udo, każdy tego typu incydent był dla mnie czułym gestem, który miał duże znaczenie w naszej relacji.
    Tymczasem na arenie zaczynało się dziać coś zupełnie innego. Niektórzy uczestnicy zniknęli, inni dalej próbowali zdobyć punkty, a tamci, którzy wyparowali, pojawili się w zupełnie nowej lokalizacji. W przedziwnym labiryncie.

 

#78 2017-05-03 07:30:57

 Ikkyo

Klan Uchiha http://i.imgur.com/fGrX3h1.png

52378630
Zarejestrowany: 2014-12-20
Posty: 606
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 20 lat
WWW

Re: Widownia

     Pobyt na całym turnieju wyjątkowo mi się udał. Liczyłem, że pojawię się tutaj jako reprezentant klanu, lider w połowie zniszczonego rodu, który zasiądzie gdzieś sam i będzie obserwować krewniaków. Skończyło się na tym, że miałem okazję zasiąść wraz z najznamienitszymi głowami z Kraju Wody, bo przecież Akemi i Hiyoki raczej takowymi były. Na ironię, nie wiem co było w tym spotkaniu złego - to, że nie rzuciliśmy się sobie do gardeł czy fakt, iż debatowaliśmy, jakby nigdy nic nie zaszło. Nie potrafiłem odpowiedzieć sobie na to pytanie. Zarówno ja, jak i Samotnicy mieliśmy do siebie uprzedzenia. I trudno, żebym puścił im płazem ich zdradę, ale jeszcze trudniejszym wydaje się fakt wszczynania burdy na trybunach. Może i wywołałbym jakiś skutek, ale po co? Reszta klanów dowiedziałaby się tylko o tym, że Uchiha są w zdesperowanej sytuacji, a do mnie na zawsze przylgnęłaby łatka agresora. Nie, musiałem dzisiaj siedzieć cicho i nieważne jak świerzbiły mnie ręce - to miał być prawdziwy test na moją cierpliwość.
     Patrząc z innej perspektywy, rozumiałem wszystko, co mówiła mi Hiyoki i Akemi. Oboje byli ze mną szczerzy, a także sami nawiązali kontakt. Pomimo niechęci, jaką siebie darzyliśmy, dzisiaj mogliśmy zachowywać się jak znajomi. Ogólnie ujmując, wiele nas łączyło. Wszyscy byliśmy liderami, chcieliśmy spełnić swoje cele i dbać o podwładnych. Sposoby, w jakie to wykonywaliśmy, różniły się znacznie, ale cholera, czy ja byłbym lepszym człowiekiem niż ta dwójka tutaj?
     
     Gdy już zasiadłem obok kobiety, nie dało się nie zauważyć, że unika mojego wzroku. Uśmiech, który jawił się na mojej twarzy, rozszerzył się na mały moment. No tak, Sharingan, kto się go nie obawiał? Dodało mi to nieco otuchy, ale z drugiej strony zaskoczyło. Sam fakt tego, że Hiyoki i Akemi nie chcieli ponownie zmierzyć się z naszą iluzją, sporo znaczył. Pytanie tylko dlaczego ufali mi na tyle, że dzielili się wiedzą, a z drugiej strony obawiali się iluzji, którą mogłem rzucić w niespełna sekundę.
     Przemilczałem wypowiedź dotyczącą pochodzenia Nikushimi. Organizacja wydawała mi się dziwnym tworem, który miał wyższy cel. Tyle zdążyłem złapać. Wybryk związany z napaścią na narzędzia robotników w Hidari raczej nie był ich wielkim osiągnięciem i zrobili to tylko po to, by zawrzeć sojusz z jegomościami z Chikai, psami Senju.
     Kiedy byłem mały, chciałem zostać silnym ninja po to, by udowodnić sobie, że jestem kimś. Było to bezsensowne, ale w końcu takie są dziecięce marzenia. Tymczasem widok wojen i setek konfliktów nieco spaczył mnie, zresztą jak każdego ninja dookoła. - powiedziałem. Dałem sobie przerwę, ale nie po to, by nabrać oddech. Chciałem tylko wzmocnić wagę słów wypowiedzianych za chwilę. - Żal i wyrzuty sumienia. Ciekawe z jakiego powodu, jakiejś zdrady w najmniej oczekiwanym momencie?
     Następnie usłyszałem o sojuszu Samotników z Senju. Wiadomość wcześniej obiła mi się o uszy, ale potwierdzenie u samego źródła tylko mnie dobiło. Doskonale, nasi naturalni wrogowie dogadali się z naszymi rywalami morskimi. user bluźni mać, wspaniała sytuacja na odbudowę klanu. Może jeszcze niech Adatte do mnie przyjdzie i obwieści, że został liderem psów z Chikai. Adatte... Gdzie ty się do cholery podziewasz, stary druhu?
     Jeśli mamy odrzucić argumenty emocjonalne, ograniczę się do racjonalnych. Wsparcie klanu w odbudowie to inwestycja. Mielibyście pewność, że wesprzemy was w jakimkolwiek konflikcie, a na moment obecny macie tak czarny PR, że nie zdziwiłbym się, gdyby Senju wyrolowali Samotników w przyszłości... albo na odwrót. - mruknąłem poirytowany. Nie byłem zły za kradzież narzędzi. Byłem wściekły i zdruzgotany zdradą w najgorszym momencie. - Taka obietnica niezmiernie mnie raduje.
     Wreszcie otrzymałem bezpośrednią odpowiedź na moje pytanie. A w zasadzie wstępniak do niej. Co miałem jej powiedzieć? Bardzo chciałem się dowiedzieć, co ona robi na świecie i jak wyglądała sytuacja Nikushimi i Samotników.
     Chcę.

Offline

 

#79 2017-05-03 14:08:27

 Kami

Nikushimi http://i.imgur.com/FXUvzUA.png

35457109
Skąd: Warszawa - Otwock
Zarejestrowany: 2012-02-05
Posty: 875
Klan/Organizacja: Nikushimi
Ranga: Przywódca Nikushimi
Płeć: Kobieta
WWW

Re: Widownia

     Odpowiedź Uchiha nie zadziwiała. Ani trochę. Nikushimi stanowiło bowiem jedyny temat tejże wspólnej, otwartej rozmowy. Co prawda dwuosobowej, gdyż Akemi Kakukoro nie zabierał głosu. Jego wtopiony w uczestników igrzysk wzrok obserwował ze szczególnością samotników. Skoro o nich mowa, dwójka dotarła do drugiego etapu. Nie powstrzymałem podświadomego, spontanicznego śmiechu. Spójrzcie - jedyny Uchiha nadal męczy się z pierwszym wyzwaniem turnieju. Niewiele brakuje by doszedł dalej, choć im więcej osób przekroczy labirynt, tym mniej przejdzie początkowy szczebel wyzwania.
     Z kamiennym spojrzeniem utkwionym w czarnych ślepiach Ikkyo, zamierzałem sprostować cele organizacji z Sei. A najważniejszy powód naszej aktywności był prosty i wydaje mi się - ogólnie znany. Przynajmniej sam Shinsaku Nakayama nie winien mieć żadnego problemu ze znalezieniem głównego pragnienia "Nienawiści".
      Odbierzemy organizacji z Ronin no Kuni jedno ogoniastego demona. - Zwróciłem wzrok na rząd przed nami. Me słowa nie wymagały większego komentarza. Chciał, dowiedział się. Mogłem kontynuować obserwowanie uczestników, bądź podtrzymać rozmowę, o ile Uchiha wystosuje kolejne pytanie. Jak zawsze - byłem otwarty. Pragnąłem dopowiedzieć jeszcze jeden, mały szczegół.
      Mam nadzieję, że Daimyō Wody uświadomi pozostałych lordów jak wielkim zagrożeniem jest posiadanie potęgi przez niezależne państwo. - W oczach zapłonął krwisty płomień. Czy władca Ronin no Kuni zdawał sobie sprawę jak mocnego ma pod sobą wojownika? Mógłby wykorzystać bestię do wojen z innymi nacjami. Nierozważnie byłoby tolerować takie zachowanie.

Offline

 

#80 2017-05-03 15:48:56

 Ikkyo

Klan Uchiha http://i.imgur.com/fGrX3h1.png

52378630
Zarejestrowany: 2014-12-20
Posty: 606
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 20 lat
WWW

Re: Widownia

     Napięcie było na tyle wielkie, że dało się zawinąć powietrze w papier, pokroić, a następnie sprzedawać jako najlepsze papierosy w Kraju Wiatru. Nie ukrywam, że bardzo interesowały mnie zamierzenia tej tajemniczej organizacji i chociaż byłem zapewniany, że Samotnicy czy Nikushimi już więcej nie zaatakują Hidari, miałem dziwne wrażenie, że Uchiha też mogą być zamieszani w tej całej relacji. Czekałem więc, aż Hiyoki objawi mi prawdę. A kiedy to nastąpiło...
     Kiwnąłem głową, a następnie się odezwałem.
     Nic nowego, ani dziwnego. Pamiętam z jaką zaciętością Samotnicy chcieli złapać Shinsaku. Ichuza prawie wyszedł z siebie, kiedy Wyrzutek zniknął z pola widzenia. - powiedziałem cicho. Za cholerę nie mogłem zrozumieć obecnej sytuacji. Przecież to Akio wtedy przeniósł się ze Shinsaku, a teraz rozmawiał w najlepsze z Samotniczką. Czyżby postanowił teraz zmienić strony? Cholera jasna, to wszystko zdawało się być zbyt skomplikowane. - Twoja odpowiedź budzi we mnie kolejne pytanie - a po co organizacji demon?
     Wątpiłem, aby chcieli go użyć do zarabiania. Zapieczętowana Bestia była bronią. To kwestia czasu zanim Shinsaku nauczy się z niej korzystać, albo umrze. Jeśli to pierwsze, Ronin no Kuni stanie się najpotężniejszym krajem na kontynencie. Jeśli nie, cóż, prawdopodobnie ktoś zapieczętuje go w innym Wyrzutku i proces będzie się powtarzać, aż w końcu Kraj Uciekiniera oswoi sobie Shukaku.
     Następna wypowiedź nieco mnie zszokowała - Lord Wody był po stronie Nienawiści? To dziwne, zważywszy, że ta organizacja zmniejszyła dostawy złota, które płynęły do jego kraju. Coś było tu grubymi nićmi szyte, albo mężczyzna również miał w tym interes. Ostatnią opcją był wspólny wróg. Wyspiarze nie przepadali za Ronijczykami, a ich obecna rywalizacja była jeszcze bardziej podkręcona. Demon, dominacja na morzu, to wszystko zdawało się przemówić do rozsądku feudałowi Kraju Wody.
     Nie sądziłem, że od waszej wizyty Lord za wami przepada. Jeszcze nie tak dawno temu wycięliście nam niezły numer, co odbiło się na całym Kraju Wody... Od kiedy to Daimyo ma takie dobre serce?

Offline

 

Stopka forum

RSS
Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB
Polityka cookies - Wersja Lo-Fi


Darmowe Forum | Ciekawe Fora | Darmowe Fora
www.sforaastarte.pun.pl www.narutoxgra.pun.pl www.pl.pun.pl www.volleycentrum.pun.pl www.pokemon-szef.pun.pl