Ogłoszenie


#1161 2021-01-22 01:15:53

Straznik 9

Strażnicy

Zarejestrowany: 2009-12-19
Posty: 214

Re: Skaliste góry

Sesja na artefakt - jednoosobowa, trudna #43

-> ☯ BOSSU NO FAITO ☯ <-
Yamata no Orochi - Faza II


悲鳴 | 土遁 | ➂ | ➃ | ➄ | ➅ | ➆ | ➇


    Bazując na dotychczasowych doświadczeniach, Yocharu zostałby wkrótce mokrą plamą, toteż podjął się re-ewaluacji swojego podejścia, z nastawienia na uniki na stworzenie efektywnej zasłony. Z całkiem wymiernym skutkiem, bo jego o wiele dyskretniejsza w swej naturze (nomen omen) w porównaniu z protezą węża, technika Dotonu pozwoliła mu przyjąć razy regularnego ogona. Dwa z trzech - a to dlatego, że niestabilne podłoże, na którym przyszło mu przemieszczać się w celu zmniejszenia siły ciosów, amortyzowało jego wypracowane ruchy. Trzecie smagnięcie wężowego ogona zawinęło się na zakręcie i trafiło niedoszłego lidera w kostkę, omijając blok. Była to kostka niebylejaka, bo kostka Uchiha. To sprawiło, że mimo ogromnego siniaka, który miał stać się widoczny na niej już następnego dnia, i tak zniosła łupnięcie lepiej, niż część podłoża, na której stał dotąd Yocharu. Dotąd, ponieważ niczym obrotowa platforma, masa skalna spiętrzyła się i wyrzuciła nindżę na metr w górę.
      To konkretne wydarzenie mogło potoczyć się na wiele sposobów, które zwiastowałyby dlań znacznie większe tarapaty. Jednym z tych sposobów byłaby realizacja jego oryginalnego zamysłu, być może efektu chwilowego zamroczenia. Gdyby Uchiha ustał bowiem na nogach, przyjmując całość uderzenia kamiennej protezy Orochiego, to jego własne grafitowe przedramię zdałoby się na tyle, co samochód osobowy, stojący między przypartym do muru człowiekiem, a rozpędzonym SUVem.
Innymi słowy - przedramię pozostałoby nienaruszone, i to tyle z dobrych wiadomości.
      W obowiązującej wersji wydarzeń sytuacja miała się jednak inaczej. Pozbawiony punktu podparcia Yocharu posłany został w tył. Nie był jednak sam - utraciwszy po swojej niebywałej ewolucji możliwość kontroli nad tak wielkim ciężarem, demon pofrunął za ciosem dalej, za zderzak mając wielgachny głaz oraz jednego nindżę. Gdzieś w połowie tego lotu na nienawistną bestię padł raz jeszcze bezwzględny wzrok czerwonych oczu, akurat gdy jedna z głów zdołała jakoś wychynąć zza wiodącego ich balastu. Nim jego plecy spotkały się z podłożem a widok jaskini zastąpiły rozbłyski bólu, rozświetlające cały mózg jak choinkę, z niejaką satysfakcją zrozumiał, że Amaterasu dosięgnęło celu.

      Yocharu ocknął się 9 sekund później oraz jakieś 25 metrów dalej, zdając sobie sprawę z dwóch pilnych faktów. Pierwszy, sygnalizowany dojmującym bezwładem i o wiele bardziej niepokojącym brakiem bólu to to, że rękę którą się zasłaniał, obecnie przytwierdzał do podłoża kamienny ogon, kilka metrów od nindży przechodzący w skwierczące resztki węża. Drugi fakt, niejako wynikający z pierwszego - były posiadacz kamiennego ogona doznał nagłego przypadku ekskomuniki z wężowej społeczności, w najbrutalniejszy możliwy sposób. Najważniejsza głowa Orochiego uznała, że enough of this shit i mówiąc wprost, pozbyła się ogarnianego czarnymi płomieniami braciszka. Teraz, otumaniona i bliższa niebytu niż kiedykolwiek, ale i przepełniona nienawiścią po brzegi jestestwa, bestia pełzła powoli w kierunku Yocharu, wlokąc za sobą strzępy tego, co chwilę wcześniej było użytkownikiem Dotonu w tej potyczce.
      Był jeszcze trzeci fakt, w całym tym zamieszaniu prawie niedostrzegalny - butelka na szyi Uchihy rozjarzyła się wewnętrznym światłem, wydając skojarzony już z nią przyjemny dla ucha rezonans.

Ostatnio edytowany przez Straznik 9 (2021-01-22 02:38:47)

Offline

 

#1162 2021-02-03 16:09:17

 Yocharu

Klan Uchiha http://i.imgur.com/p2qZr4s.pnghttp://i.imgur.com/bRrcMpK.png

50499111
Skąd: Hidari
Zarejestrowany: 2014-04-03
Posty: 988
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider/ Weteran
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 26

Re: Skaliste góry


       Ból - uczucie to towarzyszyło mi od momentu gdy uniosłem powieki, powoli łapiąc oczyma zmiany w krajobrazie. W pierwszej chwili nie byłem pewny dlaczego znajduję się w innym miejscu niż przed momentem. Pamięć była chwilowo w strzępach a ostatni zapamiętany kadr to przygotowanie do natarcia bestii. Czyżby adrenalina wskoczyła na tak wysoki poziom? Uniosłem nieznacznie głowę, czując nieprzyjemnie wbijające się skaliste podłoże praktycznie w każdym zakamarku ciała choć to w szyi zdawało się być najbardziej uciążliwe. Trochę jak przez mgłę zacząłem łapać otoczenie by dojść do tego co mnie spotkało. Wtem pamięć wróciła. Ujrzałem Orochiego, choć w jeszcze uboższej wersji niż przed natarciem. Kropki szybko zaczęły się łączyć choć z lekkim niedowierzaniem przyjąłem do wiadomości, że ten stwór nadal żyje. Chciałem szybko zerwać się na nogi mimo ogromu zmęczenia lecz coś blokowało mi tę możliwość. Ciało przy próbie uniesienia, przechyliło się w prawą stronę a oczy przesłały sygnał do mózgu by w końcu zmysły uświadomiły mnie o wielkim kamiennym ogonie na prawej ręce, której nie czułem od barku po łokcie. Reszta ręki musiała wytrzymać natarcie tylko dzięki nałożonej technice co jakkolwiek w takiej sytuacji, mogło cieszyć. Chciałem kląć pod nosem ale nadal nie czas i miejsce na to. Wąż nie pędził jak chwilę temu, właściwie pełzł prędkością zbliżoną do regularnego przedstawiciela gatunku, nie będącego cholerną chakrową mutacją.

       Westchnąłem z wyczuwalnym w głosie grymasem, kładąc się znów "wygodnie" na skalnym podłożu, kierując twarz na oponenta i unosząc wolną dłoń w stronę Demona, najzwyczajniej w świecie pstrykając. Jeżeli to zadziała, zapewne będę sobie pluł w brodę za to, że wcześniej nie spróbowałem. Cóż, teraz był zarazem najlepszy jak i najgorszy moment na testowanie takich rzeczy. W każdym razie dopiero w trakcie pstryknięcia, zdałem sobie sprawę, że wytworzony przeze mnie dźwięk, nie jest jedynym mającym źródło w mojej pozycji. Butelka zawieszona na szyi, zdawała się rezonować, tak jak kapliczki a światło wydobywające się z niej, choć niemrawo, przywróciło nadzieję na wyjście z tego bagna.

       - Zbyt długo kazałeś mi czekać - Powiedziałem do naczynia, zrywając je z szyi lewą ręką i kierując wejściem w stronę Yamata no Orochi. Oczywiście, zaznaczę to na potrzeby dopowiedzeń, jeżeli był tam korek, chwyciłem go zębami lecz nie wypluwałem w razie gdyby wąż miał zostać wessany do środka. - Ja zrobiłem swoje, teraz Ty zrób co do Ciebie należy.

       Gdzieś w głębi duszy wiedziałem, że wydarzy się to czego oczekiwałem. Mimo wszystko, pragmatyzm nie pozwalał mi jeszcze odpuszczać, póki chakra płynie w żyłach. Obserwowałem całe zajście z podłogi, będąc gotowym na prawdopodobnie ostatni możliwy atak do wyprowadzenia tylko po to by umrzeć nie od śmiertelnego ataku węża a od braku chakry.

Spoiler:


Statystyki:
Szybkość: 305
Reakcje 313
Składanie pieczęci: 370
Wytrzymałość: 106

Użyta Technika:
1.Sunappu
Siła Genjutsu 399

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#1163 2021-02-05 01:40:23

Straznik 9

Strażnicy

Zarejestrowany: 2009-12-19
Posty: 214

Re: Skaliste góry

Sesja na artefakt - jednoosobowa, trudna #44

-> ☯ BOSSU NO FAITO ☯ <-
Yamata no Orochi - Faza II


悲鳴 | 土遁 | ➂ | ➃ | ➄ | ➅ | ➆ | ➇



    Wycieńczony ponad miarę mimo bycia w czymś co musiało w jakiś sposób przypominać genjutsu, Yocharu Uchiha uniósł targane spazmami braku kontroli ramię w kierunku nadciągającej śmierci, przygotowując gest a la Thanos, swojego asa w rękawie. W każdym razie jednego z nich. Był to niewątpliwie czas asów w rękawie, bo gra dobiegała końca, a oczy bestii zaczynały właśnie jarzyć się na żółto. A że od samego początku była to gra, w którą bohater uczył się grać na bieżąco, niejedna klęska mogła spotkać go po drodze, choćby z samego, wspomnianego wcześniej, faktu, że otaczało go jedno wielkie genjutsu. Co więcej, walczący z ogarniającym jego ciało szokiem, czuł jakby jego kontrola chakry oscylowała jak balans linoskoczka. Szczęściem oraz refleksem, uruchomił technikę w krótkim momencie prawie całkowitej jasności umysłu, egzekwując ją idealnie i unikając tym samym licznych dzikich efektów.

      Z jednym wyjątkiem.

      Nabrawszy w świecie złożonym z iluzji niemal materialnej natury, jego własne genjutsu stało się dla niego widoczne niczym realny pocisk. Ów zderzył się z barierą fal dźwiękowych, w tym delirycznym momencie również widocznych dla Yocharu jak w zwolnionym filmie. A kiedy już się z nią zderzył, to pruł dalej, mając w pogardzie tę lichą obronę i rozprysł się mroczną implozją na ryju Orochiego, idealnie między oczami.

      Blask wściekłych źrenic przygasł a dźwięk jego wrzasku został w jednej sekundzie ucięty, jak Hejnał Mariacki. Z tą różnicą, że w tym wypadku muzykanta trafiła nie strzała Tatara, a owleczony w dźwiękowe tornado rozerwanej techniki stwora półmaterialny ekwiwalent kowadła. Gdyby wunż mógł, nakryłby się nogami.

Obserwujący to wszystko ninja sięgnął po kolejnego i w tym wypadku decydującego asa w rękawie. Kiedy jednak miał skierować butelkę wylotem w stronę otumanionej bestii, poczuł ciężar dłoni na swoim przedramieniu.

THEME



      Gdy uniósł zmęczone powieki i spojrzał w górę, zdał sobie sprawę, że patrzy na cielesną manifestację Susanoo, od jakiejś chwili już przytomnego i stopniowo rozpalającego się tym samym, ciepłym blaskiem, co butelka, upodabniając się tym samym do swojej naturalnej wersji, dobrze nindży znanej. Obrońca dwiema ze swoich wielu dłoni unosił już głaz w kształcie ogona ze zmaltretowanego ramienia Yocharu. Kolejną podniósł walczącego o zachowanie przytomności przyszłego lidera klanu a jego pokrzepiająca obecność pozwoliła jakoś stanąć czarnowłosemu na nogi. Susanoo kiwnął głową z czymś pośrednim między porozumieniem a oddaniem szacunku, po czym wyjął butelkę z dłoni Uchihy. Choć może wcale tego nie zrobił, było to niejasne, ponieważ w tym momencie bohater zdał sobie sprawę, że "siedzi w kokpicie" Susanoo. Nie był jednak odpowiedzialny za stery, jeśli już ciągnąć ową analogię. Można powiedzieć, że Bóg Sztormów zadbał o miejsce nindży w pierwszym rzędzie, pozwolił mu jednak oddać przysłowiową pałeczkę, czy bardziej butelkę. W samą porę, jako że wężowy demon ani myślał składać jeszcze broni i powoli dochodził do siebie. Susanoo nie zamierzał mu na to pozwalać - jednym, rozrywającym podłoże skokiem rzucił się na bestię, unosząc ramię. Yocharu zobaczył, jak z butelki światło tryska wielką fontanną, stopniowo formującą się w płonące ostrze skondensowanej esencji i zarazem istoty bytu, jakim był bóg. Klinga, wiedziona  dumnym, nie akceptującym innego obrotu spraw ramieniem, runęła na szyję stwora z zamiarem odjęcia jej od reszty ciała. Szybkość reakcji zamroczonego Orochiego pozwoliła mu jedynie zasłonić się ogonem, to jednak dało nieoczekiwanie rozczarowujący efekt.

      Ogon stwora w niepojęty sposób odbił wertykalny cios. A dokładnie to przyjął go, choć Yocharu Uchiha był pewien, że widział jak ciało ulega potędze niebiańskiej stali. Po jaskini poniósł się czysty, śpiewny ton klingi uderzającej o klingę. Mrużąc przekrwione oczy, niedoszły lider klanu zauważył w zdumieniu, że w podłużnej dziurze, jaką Totsuka no Tsurugi otworzył w ogonie Orochiego, błyszczy stal która może być jedynie innym mieczem. Ten fakt nie umknął również Susanoo, który pojął wreszcie los swojej poprzedniej broni, leżącej w kawałkach po jaskini. Z właściwym sobie ponurym milczeniem przesunął płonące ostrze, zataczając młynek i zbijając obronę przeciwnika w prawo. Nienawistne spojrzenia oczu obu adwersarzy spotkały się po raz ostatni, po czym bóg uderzył jeszcze dwukrotnie. Pierwszy atak znów został zbity machnięciem ogona, jednak był on tylko pozorną podpuchą, pozbawioną siły rażenia, ale i bezwładności, którą można błyskawicznie wycofać, by ponowić natarcie. W tej samej sekundzie Orochi wystrzelił z rozwartą paszczą w stronę boga a jego ukąszenie było szybsze od mgnienia oka. W akcie swojej unikatowej pychy przedrzeźniając demona, Bóg Sztormów celowo nie uniknął ukąszenia, przyjmując na przedramię impet i wykorzystując go przy wybijaniu się z lewej nogi. Nim zdumiona bestia i zdążyła pojąć, co się dzieje, jej przeciwnik śmignął nad jej łbem. Nie dbając o rany i szarpiąc ugryzioną ręką w jedną stronę, odgiął łeb węża, odsłaniając szyję. Drugą ręką zmienił chwyt na butelce-rękojeści na podchwyt i wbił legendarną broń w odsłonięte miejsce, na wylot. A że Miecz Dziesięciu Dłoni był dziełem sztuki wymykającym się w działaniu pojmowaniu śmiertelników, nim bestia zdążyła zareagować, jej cielsko zaczęło ulegać pieczętowaniu. Tracąc formę i kształt, Last Boss wydał z siebie kilka charczących, tyleż wściekłych co zdezorientowanych odgłosów, by po dziesięciu oddechach nie pozostawić po sobie nic poza wspomnieniem... oraz resztą różnych martwych części z poprzedniego etapu walki. Bestia została pokonana.

      Przetrwała jeszcze jedna rzecz - owo tajemnicze ostrze, które z jakiejś przyczyny, którą zrozumieją tylko twórcy mitów japońskich, zagrzała miejsce w ciele Yamata no Orochiego. Pozbawiona nosiciela, klinga Trawosiecz upadła na kamienie, by po chwili zostać podniesiona przez Susanoo. Co jednak miał z nią uczynić, tego się Yocharu nie dowiedział - niesione dotąd falą adrenaliny i kortyzolu ciało nindży przepaliło się przez ostatnie zasoby chakry i osunęło w ciemność.

      Obudził się, oparty plecami o podest posągu w dolinie Szlaku Mędrca, po czasie, który mógł być jednocześnie wiecznością i chwilą. Nad jego głową, na niespotykanie czystym od chmur jak na Kaminari nocnym niebie, mrugały doń gwiazdy. Znacznie niżej niż one, wielki ptak z gatunku drapieżnych przesypiał kaca, chowając głowę pod skrzydłem.

Ostatnio edytowany przez Straznik 9 (2021-02-05 01:42:13)

Offline

 

#1164 2021-02-05 12:19:04

 Yocharu

Klan Uchiha http://i.imgur.com/p2qZr4s.pnghttp://i.imgur.com/bRrcMpK.png

50499111
Skąd: Hidari
Zarejestrowany: 2014-04-03
Posty: 988
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider/ Weteran
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 26

Re: Skaliste góry


      Całe to zdarzenie wydawało się być tylko snem w obliczu gwieździstego nieba, rozciągającego się nad głową. Otwierając oczy, wbiłem wzrok w czerń wypełnioną świetlistym punktami, uśmiechając się sam do siebie jak dziecko mogące przytulić się do rodziców po latach rozłąki. Tym razem wybudzenie było zupełną odwrotnością tego w Ronin no Kuni. Ogarniał mnie spokój a wszystkie odpowiedzi nadeszły wraz z pojawieniem się Susanoo a może nawet chwilę przed. Wciąż czułem bijące ciepło, otulające z każdej strony i niesamowitą lekkość jak wtedy gdy Bóg uniósł mnie i osadził w czymś na podobieństwo kryształu, znajdującego się tuż nad oczyma. Choć nie miałem bezpośredniej kontroli nad jego atakami, odczuwałem dziwną synergię, która powstała podświadomie co sprawiło wrażenie jakby Susanoo wykonywał dokładnie to co sam bym zrobił. Może było jednak na odwrót? Nie wiem lecz czułem się mu teraz dużo bliższy, przestając traktować go jak potężną technikę oczną a jak kompana, który przybywa gdy problem zaczyna przerastać cielesne możliwości. Wciąż miałem przed oczyma płonący chakrą miecz, który niespodziewanie uwolnił się z niepozornej butelki po sake by kilkoma smagnięciami, wchłonąć cielsko Orochiego. Przez chwilę miałem nawet wrażenie, że widzę wśród gwiazd ułożenie, przypominające omawiane ostrze. Zapewne dlatego Susanoo nawiedził mnie we śnie, kierując kroki do doliny Szlaku Mędrca, choć równie dobrze pragnął pokazać mi, że nie jest jedynie zabawką i należy zapracować sobie na jego szacunek. Z tego też powodu postanowiłem nie pytać go o drugi miecz, chcąc uszanować jego prywatność oraz decyzję.

       W końcu mogłem wziąć głęboki wdech i spokojnie wypuścić powietrze z ust, rozluźniając zmęczone kończyny. Chakra zdecydowanie była wciąż na niskim poziomie, choć zacząłem się zastanawiać czy w gruncie rzeczy, wszystko to wydarzyło się niczym W Tsukuyomi, zaledwie w sekundę w realnym świecie a wyprowadzone z genjutsu ciało wyprute z chakry, postanowiło objąć się Morfeuszowi na czas jej częściowej regeneracji. Oparłem się dłońmi o ziemię, chcąc powoli się podnieść lecz szybko zorientowałem się, że prawe ramię nie chce wykonywać moich poleceń, mimo iż dłoń stanowczo oparła się o podłoże. Zdziwiony, wróciłem do podparcia o podest, podwijając sprawną ręką rękaw. Nic. Wszystko było w należytym porządku lecz nawet próba uszczypnięcia czy wbicia paznokcia nie spowodowała żadnej reakcji a co gorsza, żadnego uczucia. Czyżby jednak nie obeszło się bez realnych defektów, choć natura tego była tak niezrozumiała, iż przestałem się nad tym głowić, nie mając teraz siły na kolejne głębokie rozmyślania i gonienia za odpowiedzią. Muszę wrócić do wioski i najzwyczajniej w świecie odpocząć.

       Wtem do moich uszu dotarło ciche, przytłumione chrapnie. Zerknąłem na śpiącego ptaka, który zapewne odsypiał kaca, jednocześnie z dozą radości, że ten nie wrócił do swych zaświatów a pozostał tu by oczekiwać rezultatu. Parsknąłem, nie wierząc jak dużo endorfin uderza właśnie do mej głowy.
       - Garuda. Dzięki, że zostałeś.

Offline

 

#1165 2021-02-20 18:23:10

Straznik 9

Strażnicy

Zarejestrowany: 2009-12-19
Posty: 214

Re: Skaliste góry

Sesja na artefakt - jednoosobowa, trudna #45

    Powiedzieć, że noc była spokojna, byłoby nadużyciem o ile nie zawęzić spektrum do "jak na Kaminari". Gdzieś w nieokreślonej dali grzmoty rozrywały niebiosa a woda w dolince Szlaku Mędrca nieustannie dodawała okolicznościom akompaniament. Przyszły lider klanu czerwonookich czuł jednak w sobie oraz wokół prawdziwy spokój, to rzadkie uczucie, kiedy wszystkie tryby wskakują na swoje miejsce a świat staje się nieco bardziej zrozumiały.
      Garuda potrząsnął łbem na boki, aż pierze na jego szyi zjeżyło się jak lwia grzywa i rozciągnął skrzydła na całą swoją okazałą rozpiętość, by wreszcie złożyć się z powrotem do kupy.
- No widzę, szefuńciu, że sobie pospaliśmy trochę - oznajmił, odnosząc się nie bez powodu do nich obu. Wyjaśnił po krótce Yocharu, co działo się podczas jego wizji. A działo się niewiele - po dotknięciu efemerycznego obrazka ciało nindży zesztywniało i w dość pocieszny sposób złożyło do siadu skrzyżnego, po czym zachrapało i tyle - Failsafe przeciwko rozbiciu sobie głowy przez osobę dotkniętą wizją? Jakże opiekuńcza postawa ze strony twórcy Szlaku, hrhr. Ale... chyba nie do końca, bo coś mi się widzi, że szefuńcio krzywo siedzi. Ręka boli? Mnie też czasem, jak przywalę w palnik i zasnę, tak odetnie, że skrzydło wisi. Nie urżnęliście mi się tu aby, duldając z tej butelki?
(...)

Wysoko na niebie najniższa z pasma 3 gwiazd, znanych jako Twarz Izanagiego, mrugała wesoło.

--== ~Fin ==--

Wielkie dzięki za sesję, cieszę się, że obaj dotrwaliśmy do końca

Ostatnio edytowany przez Straznik 9 (2021-02-20 18:23:32)

Offline

 

#1166 2021-04-30 12:09:07

 Yocharu

Klan Uchiha http://i.imgur.com/p2qZr4s.pnghttp://i.imgur.com/bRrcMpK.png

50499111
Skąd: Hidari
Zarejestrowany: 2014-04-03
Posty: 988
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider/ Weteran
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 26

Re: Skaliste góry


       Chyba po raz pierwszy, wypowiedź Garudy naprawdę mnie rozbawiła a jeżeli nie po raz pierwszy to debiut miał śmiech wypływający z moich ust. Ileż to musiało minąć lat od ostatniego wybrzmienia tego dźwięku? Dziesięć, piętnaście? Tak ślepo biegłem przed Siebie, zyskując siłę, która pozwoliła mi przetrwać po dziś dzień jednak dopiero starcie z Yamato no Orochi i cała otoczka związana z Susanoo uzmysłowiły mi te umysłową ciemnotą i ułomność, przesłaniającą dotychczas wizję. Nadal czuje się odpowiedzialny za klan jednakże ciężar, który siedział mi na sercu, i który podświadomie założyć musiałem sobie sam, w końcu opadł, pozwalając wziąć głęboki wdech w płuca i po raz pierwszy od lat nastoletnich, poczuć prawdziwą wolność w duszy.
        - Taak, chyba jednak ta ochrona nie zadziałała perfekcyjnie bo mnie cała mrowi.
         Odpowiedziałem z uśmiechem na twarzy, prostując nogi, będąc nadal w pozycji siedzącej i zakładając je za głowę, opierając przy tym plecy o ziemię by szybkim wyrzuceniem dolnych kończyć, niczym Bruce Lee, stanąć na równych nogach.
       - Chyba faktycznie zawartość butelki była nieco mocniejsza niż się spodziewałem. - Dodałem zerkając na rozgwieżdżone już niebo. - Jeszcze raz dzięki za towarzystwo. Obiecuję, że następnym razem przywołam Cię, w nieco przytulniejszych warunkach. Do następnego. - Uniosłem prawą rękę w geście pożegnania, lecz ta nie uniosła się. Parskałem w duchu, szybko zdając sobie sprawę z problemu i by nie obarczać nim Garudy, w górę poszybowała lewa. Gdy już ptaszok zniknął w obłoku dymu, odwróciłem się i ruszyłem niespiesznie w stronę wioski, wyciągając nieco ociężale prawą rękę z rękawa płaszcza, pozostawiając ją pod przykryciem.
       - Mendokuse...

z/t -> Hidari - > Wioska Klanu

Offline

 

Stopka forum

RSS
Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB
Polityka cookies - Wersja Lo-Fi


Darmowe Forum | Ciekawe Fora | Darmowe Fora
www.friends.pun.pl www.gram24.pun.pl www.iwf.pun.pl www.geografia90.pun.pl www.fsb.pun.pl