Ogłoszenie


#361 2015-06-10 18:15:26

Adatte

Zaginiony

7348301
Zarejestrowany: 2014-07-23
Posty: 169
Klan/Organizacja: Uzumaki
KG/Umiejętność: Mokuton
Ranga: Członek klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17
Multikonta: Shinsaku

Re: Las

   Adatte spodziewał się nieco innej reakcji na słowa, które z trudem przeszły mu przez gardło. Nie popierał tego, czym chwilę wcześniej splamił swą dumę, jednakże nie chciał, by pierwsze wrażenie, jakie wzbudzi on oraz Ikkyo było niekorzystne. W końcu na zewnątrz nadal szalała ulewa, skutecznie studząc chęci wyjrzenia na zewnątrz. Uznał więc, że poprawa stosunków z dziwacznym kolesiem była niezbyt przyjemną koniecznością. Nie przewidział jednak, że ten zleje jego komplementy pod względem staruszki ciepłym moczem, zajmując się czymś, o czym sam wcześniej myślał.
   Pytanie o ninja wstrząsnęło nim. Do tej pory nikt nie zadał mu podobnego pytania wprost. Starał się na swojej twarzy ukryć skrępowanie pod maską zadziwienia, które nieśmiało i nieporadnie wkradało się na jego policzki. Rozbiegane oczy zatrzymały się, nabierając większych rozmiarów. Za wszelką cenę pragnął nie ujawnić tego, co Maseo starał się odkryć.
   Innego zdania był widocznie jego towarzysz podróży. Nie krępując się, rzucił w odpowiedzi agresywne zapytanie, które zszokowało go. W jednej chwili Uzumaki zdał sobie sprawę, że jego przypuszczenia, co do Ikkyo, były prawdziwe. Teraz nie miał najmniejszej wątpliwości. Oburzenie, sprytnie zmieszane z próbą obrócenia tego w żartobliwe stwierdzenie, nie stanowiło dla rudowłosego żadnej przeszkody. Uśmiechnął się pod nosem, unosząc jednak nieznacznie tylko jeden kącik. Poczuł się lepiej. Gdyby zaistniała jakaś nieprzyjemna sytuacja, towarzysz byłby dla niego wsparciem. Nie wiedział jednak, że co najwyżej to on mógłby ochraniać jego tyły.
   Nie odezwał się ani słowem. Rozejrzał się jedynie po pomieszczeniu, by zlokalizować wszystkie ostre narzędzia. Gęstniejąca atmosfera wskazywała bowiem na to, że spięcie jest nieuniknione...

Offline

 

#362 2015-06-11 20:05:15

Straznik 3

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1332

Re: Las

    Maseo przypatrywał się reakcji nieznajomych na zadane przez niego pytanie. Czerwonowłosy sprawiał wrażenie zdziwionego pytaniem, patrzył na niego wielkimi oczami, które kazały mu przypuszczać, że jego "zarzuty" wobec nich były bezpodstawne.
    Zapewne tak by się stało, gdyby nie zachowanie drugiego z gości. Wzruszenie ramionami, dziwny uśmiech i niespodziewana odpowiedź pytaniem na pytanie były oczywistym potwierdzeniem profesji, którą się zajmował. Bezczelna odpowiedź zbiła trochę z tropu wnuczka gospodyni i na tyle obniżyła jego pewność siebie w owym momencie, że odwrócił wzrok, który do tej pory spoczywał na Ikkyo. Spojrzał ponownie na Adattego, który nie wydawał się takim pyszałkiem, jak jego towarzysz. Przeszło mu przez myśl, że może czerwonowłosy nie wiedział o tym, że Ikkyo należy do grona ninja, co tłumaczyłoby jego zachowanie. Ale coś było nie tak.
    Maseo dostrzegł lekki uśmieszek, który zatańczył subtelnie na twarzy Uzumaki'ego. On także odwrócił wzrok, spoglądając na wystrój wnętrza, co kazało mu przypuszczać, że także ma coś do ukrycia. Pytanie Ikkyo, choć retoryczne, wciąż wisiało w powietrzu pozostawione bez odpowiedzi, a wnuczek chyba poczuł wewnętrzną potrzebę, żeby nań odpowiedzieć:
    - Kochasiu? Ja w przeciwieństwie do niektórych nie spoglądam na innych chłopaków i nie szwendam się z nimi po lasach, ot co.
     W jego głosie słychać było dziecięcy wydźwięk wymądrzania się, które zapewne nie zdążyło jeszcze zaniknąć. Czyżby była to wina nieodpowiedniego wychowania? Z kuchni tymczasem wyłoniła się babcia, niosąc w dłoniach miskę parującej zupy, niemalże wrzącej. Spojrzała ona na Maseo pytającym wzrokiem, po czym przeniosła go na siedzących gości, którzy najwyraźniej zdążyli już skończyć posiłek. Skoro jej wnuczek powiedział coś takiego, to na pewno wcześniej miała rację! To jakieś wynaturzone zachowania! Kto by przypuszczał?
    - Cieszę się, że wam smakowało, chłopcy, ale chyba powinniście już iść.

Offline

 

#363 2015-06-11 22:22:08

 Ikkyo

Klan Uchiha http://i.imgur.com/fGrX3h1.png

52378630
Zarejestrowany: 2014-12-20
Posty: 606
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 20 lat
WWW

Re: Las

     Moje słowa widocznie zirytowały młodzieńca, skoro ten zachował się w ten sposób. Nie dość, że jego idiotyczna pewność siebie zniknęła na moment, to poczuł się jak ktoś zupełnie nieważny. Uśmiech z mojej twarzy wciąż nie znikał. Słowa, które wypowiedziałem chwilkę wcześniej, tylko spotęgowały efekt i utrudniły sytuację. Czyżby powietrze stało się trudniejsze do wdychania? Jeżeli tak, to tylko dla Maseo, bo ja czułem się jak ryba w wodzie. Dziwnym trafem odczuwałem napięcie i zarazem ekscytację. Bo doskonale zdawałem sobie sprawę, że igram z ogniem. Jednak mimo tego, ten dupek robił to samo, a nie poczuł nawet przez moment zagrożenia. Ja w porównaniu do niego byłem gotowy do uniku i jakiejkolwiek kontrofensywy, czy nawet defensywy. Bo umiałem to i owo.
     Podniosłem się. Jednak nie całkowicie. Stałem na nogach, jednak moje dłonie były oparte na stole. Sam delikatnie nachyliłem się w kierunku Maseo, mając proste plecy. Wyglądałem więc, jak gdybym zmierzał ku niemu. W połączeniu z tym samym wyrazem twarzy, nie zmieniającym się od jakichś kilku minut, musiało to wyglądać dziwnie, a zarazem wywołać strach u tego wapniaka. Wcześniej odwrócił wzrok. Doskonale, byłem więc gotowy do dalszej gry słownej. W końcu kto od miecza wojuje, ten mieczem ginie. Zakładając, że tamten bubek zaczął, powinienem wygrać. No, chyba, że to ja pierwszy zaatakowałem. Wtedy... Wtedy nie uznałem tego przesądu za właściwy.
     - Nie wiem czy zauważyłeś, ale od kilkunastu minut patrzysz na nas cały czas. Szczególnie lubisz zawieszać wzrok na dolnych partiach naszego ciała, dlatego zwróciłeś uwagę na moje buty. Nie wiem czego się tam doszukiwałeś, ale nie wytykaj mi patrzenia na osoby tej samej płci, bo obecnie swoim zachowaniem próbujesz nam zaimponować. - delikatny i słodki styl został utrzymany. Ton również. Tak przesłodzony, że dało się wyczuć ironię na kilometr, tak, że nawet babcia mogłaby to zrobić. No właśnie, mogłaby. Ale czemu tego nie zrobi? Bo właśnie podsunąłem jej dowody na to, że może jej wnuczek jest... tym innym! Zbereźnikiem? - Szkoda, że ci nie wychodzi.
     Na mojej twarzy wciąż dało się dostrzec ignorancki uśmiech. Wypowiedź miała prosty zamiar. Zamknąć jadaczkę temu padalcowi, a także skłócić go z babką. Jeżeli mieliśmy opuścić to lokum, to trudno. i tak już zjedliśmy, więc nie pozostawało nam nic innego do roboty. Jeżeli tamten dzieciak chciał wsparcia ninja, to mógł wciąż je uzyskać. Wystarczyło posypać głowę popiołem.
     - Jeżeli bardzo tego chcecie, mogę opuścić ten dom. - powiedziałem spokojnie. Na czas tej wypowiedzi schowałem patetyczny i ironiczny ton. Niech poczują, że nie jestem jak Maseo.
     Wciąż uważałem na wszystko. Na ostre narzędzia, na Maseo, babkę, która dzierżyła gar z wrzątkiem. Byłem gotowy do uskoku i kontrataku. Cały ja.

Offline

 

#364 2015-06-12 08:58:47

Adatte

Zaginiony

7348301
Zarejestrowany: 2014-07-23
Posty: 169
Klan/Organizacja: Uzumaki
KG/Umiejętność: Mokuton
Ranga: Członek klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17
Multikonta: Shinsaku

Re: Las

   Adatte uważnie obserwował sytuację, starając się wychwycić najdrobniejsze nawet grymasy, które malowały się na twarzach obu młodzieńców. Na Ikkyo nie miał co uważać, przynajmniej takie miał wrażenie. Podejrzewał, że skoro ten postanowił wybrać się z nim w podróż do Chikai, raczej będzie go potrzebował jako przewodnika. Nawet jeżeli był jakimś wyśmienitym ninja, który może go sprzątnąć na przysłowiowego strzała. Tym bardziej, że jego reakcja na słowa Maseo ciągle pozostawała bez zmian. Ten sam bezczelny uśmiech i pełen ironii głos.
   Właściciel domu, a może raczej bliski właścicielki, zdradzał nieco większe oznaki zdenerwowania. Oczywiście, Uzumaki podejrzewał, że i w jego koledze emocje buzowały niczym gotowy do erupcji wulkan, jednak to Maseo oddawał się szalonej ekspresji, wyraźnie coraz bardziej pozwalając sobie na wpadanie w szał. Zdawać się mogło, że tylko on pozostawał spokojny. Przyglądał się całemu zajściu może nie z bezinteresownością, bo wyszedłby na ignoranta, a takim, przynajmniej póki co, nie był.
   Babunia wróciła z kuchni, dzierżąc w dłoniach misę pełną gorącej zupy. Wbrew pozorom, gdybym miało dojść do potyczki, taki gar wrzątku mógłby okazać się nie lada bronią. I chociaż staruszka faktycznie nie wydawała mu się skora do walki, znał babcie swoich kolegów z wioski i wiedział, jak zaciekle potrafią bronić tych, których kochają. Musiał więc na nią uważać. Tym bardziej, że nie wiedział, jakimi umiejętnościami dysponuje Ikkyo i czy w obecnym stanie poddenerwowania zwraca uwagę na takie drobnostki. Nie wiedział też, czy kobiecina nie przyniosła ze sobą jakichś ostrych narzędzi, w stylu noża lub tasaka... W kuchni kryje się wiele ciekawych, acz niebezpiecznych przedmiotów. Musiał mieć to na uwadze.
   Wizja wychodzenia w taką pizgawicę nie należała do najprzyjemniejszych. Nawet przez solidne ściany domu dało się słyszeć wycie wichury, niosącej ze sobą miliardy lodowatych kropli deszczu. Może i zatrząsłby się na samą myśl, jednak próbował wykazać się... profesjonalizmem...? I choć najchętniej kazałby wszystkim zamknąć gęby i się uspokoić, co mogłoby poskutkować rozładowanie atmosfery i zmianą decyzji o wyrzuceniu ich na dwór, postanowił nie odezwać się ni słowem.

Offline

 

#365 2015-06-12 20:17:02

Straznik 3

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1332

Re: Las

    Babcia niosła talerz z zupą, kiedy Ikkyo zaczął mieszać z błotem jej wnuczka. Położyła spokojnie talerz przed Maseo i nie wiadomo skąd wytrzasnęła łyżkę, którą również mu podała. Kiedy Uchiha skończył, ta nie wytrzymała, musiała powiedzieć parę słów:
    - Ikkyano, co to za maniery! Miałam cię za bardziej ułożonego młodzieńca, już po raz kolejny dajesz mi powód, by zwątpić w twoje dobre wychowanie. Najpierw nie zamierzałeś nawet spróbować mojej zupki, później naniosłeś mi błota do domu, a teraz jeszcze ubliżasz, jakby nie patrzeć, jednemu z gospodarzy. Twój uśmiech i ton głosu również wypadałoby zmienić. Ja wiele rozumiem, ale moja gościnność ma swoje granice.
    Jedno było pewne - była dogłębnie dotknięta grubiaństwem jednego z gości. Usiadła w swoim fotelu, oddychając głęboko, widocznie było to ponad jej siły. Maseo zajął się pałaszowaniem obiadu, nie odzywając się ani słowem. W jego mniemaniu wygrał pojedynek - zależało mu przede wszystkim na tym, by babcia trzymała jego stronę, a nie jakiś przybłędów.

Offline

 

#366 2015-06-13 06:39:35

 Ikkyo

Klan Uchiha http://i.imgur.com/fGrX3h1.png

52378630
Zarejestrowany: 2014-12-20
Posty: 606
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 20 lat
WWW

Re: Las

     Napięcie, które jeszcze przed chwilą było odczuwalne, skończyło się. Jak to możliwe? Przecież obaj z Maseo byliśmy gotowi skoczyć sobie do gardeł. Poza tym, nie polubiliśmy siebie ani trochę, a przecież w pewnej części to on sprawował pieczę w tym domu. Mógł więc nad wyrzucić, ale co zrobił? Nic. Zajął się jedzeniem zupy. Patrzyłem więc na tą sytuację, nie do końca mogąc uwierzyć w to co się dzieje. Na mojej twarzy dało się dostrzec zwyczajne opanowanie, a w umyśle, jak to zazwyczaj, kłębiły się tysiące myśli. Mimo tego podjąłem trud zrozumienia tego, co się tutaj stało. Interwencja babki była wręcz niespotykana. Kobieta w kilkunastu słowach zamknęła jadaczkę wnukowi, a i mnie nieźle zdziwiła. Co więc pozostawało robić? Kłócić się dalej? Wyjść? Nah, po co? Przecież na dworze leje jak z cebra.
     - Pani wybaczy, pani gospodyni. Zapomniałem o moich manierach. Przepraszam za to, że przyprawiłem pani kłopotu. - oznajmiłem. Jednakże czy było to szczere wyznanie? Tak. W takim razie gdzie tkwił haczyk? Cóż, sprecyzowałem moje myśli bardzo dokładnie. Jednakże mimo tego pozostawał wydźwięk i ton. A jak on się prezentował? Cóż, na mojej dawały dało się dostrzec uśmiech i zwyczajną radość. Interwencja babuleńki zupełnie mnie rozśmieszyła. Z pewnością pomoże to rozładować sytuację, a również pozwoli mi zachować dobre mniemanie. W końcu wszystko to ewidentnie mnie rozbawiło. - Czy chciałaby pani jakieś zadośćuczynienie w formie pomocy?
     Te słowa również wypowiedziałem zabawnie. Jednak pozostawała jedna kwestia. Jeżeli owa kobieta naprawdę ma robotę dla ninja, to się zgodzę. Oczywiście nie za darmo. Nie pracuje się w końcu za nic. A w sytuacji takiej jak ta tym bardziej. W końcu jak wnuk nieźle zalazł mi za skórę.

Offline

 

#367 2015-06-13 12:00:31

Adatte

Zaginiony

7348301
Zarejestrowany: 2014-07-23
Posty: 169
Klan/Organizacja: Uzumaki
KG/Umiejętność: Mokuton
Ranga: Członek klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17
Multikonta: Shinsaku

Re: Las

   Stała się rzecz niespodziewana. Napięcie, które już już prawie osiągnęło punkt kulminacyjny, pękło w szwach, by skapitulować i skryć się w zakątkach młodzieńczych serc, przepełnionych walecznością i pewnością siebie. Adatte, który, jak miało się okazać, pozostawał w tym sporze najbardziej bierny, spojrzał na babunię ze zdziwieniem. Nie spodziewał się, że i ona wykaże się takim zdecydowaniem, by zwrócić uwagę spierającym się chłopcom.
   Nie narzekał jednak - było mu to jak najbardziej na rękę. Mógł w końcu posiedzieć jeszcze kilka chwil w ciepłej, rozgrzanej czy to ogniem kominka, czy paleniskiem na zupę, chacie. Przyjemne uczucie schnących ubrań, które coraz bardziej odklejały się od skóry, pozwalała mu przypuszczać, że być może uda się obejść bez chorowania.
   Już miał skomentować jakoś całe zajście, które miało przed chwilą miejsce, kiedy zdał sobie sprawę, że najzwyczajniej w świecie nie ma co powiedzieć. Być może dlatego, że z natury nie odzywał się zbyt często, czy może po prostu nie uważał, że jakiekolwiek z jego słów mogłoby istotnie wpłynąć na rozwój wydarzeń...? Tak, to pewnie to.
   Ekscytacja, która jeszcze chwilę wcześniej przyspieszała mu krążenie, teraz bezpowrotnie utonęła w pustym talerzu zupy. Mógłby ją wyłowić, ale łyżka była już brudna.

Offline

 

#368 2015-06-13 14:59:58

Straznik 3

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1332

Re: Las

    Babcia zerknęła na wnuczka pałaszującego gorącą wręcz zupę i uśmiechnęła się tak, jak to babcie mają w zwyczaju, gdy ktoś docenia ich kuchnię. Odetchnęła głęboko, opierając się o oparcie fotela, po czym spojrzała na Ikkyo i powiedziała:
    - Dziwny z ciebie chłopak, Ikkyano. Ale cóż, chyba każdy właściciel tego imienia jest dla mnie zagadką, tak jak tamten ogrodnik, czy tam mleczarz. Kim on był...? - odpłynęła na chwilę myślami, jak poprzednim razem, po czym z transu wyrwał ją dźwięk uderzenia łyżką o miskę.
    Kolejny raz spojrzała na Uchihę, jakby totalnie zapomniała o obecności Adattego. Tak naprawdę on niczym nie zaznaczał swojego uczestnictwa w całym tym wydarzeniu - nie odzywał się, ani też nie robił niczego, by zwrócić na siebie czyjejkolwiek uwagi. Był typem cichego obserwatora.
    - Nie słyszałeś, co powiedziała babcia? Wynocha stąd - powiedział Maseo, odrywając głowę od miski swojej ulubionej zupy, kiedy Ikkyo skończył oferować swoją pomoc. Jego ton był jakby bardziej przygaszony, zwyczajny. Najprawdopodobniej był to jednak wynik całkowitego oddania się jedzeniu.
    - Maseo, co to ma znaczyć? Jedz i się już lepiej nie odzywaj - sprowadziła go na ziemię babcia, po czym odpowiedziała na propozycję Ikkyo: - Nie, dziękuję chłopcze. To miłe, ale w tej chwili nie mam pojęcia o niczym, w czym mógłbyś mi pomóc. Wybaczcie mojemu wnuczkowi, zwykle nie jest taki, widocznie macie na niego zły wpływ. Dam wam jakiś parasol na drogę.

Offline

 

#369 2015-06-13 16:49:51

 Ikkyo

Klan Uchiha http://i.imgur.com/fGrX3h1.png

52378630
Zarejestrowany: 2014-12-20
Posty: 606
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 20 lat
WWW

Re: Las

     Czas płynął, a Maseo dalej zachowywał się jak bałwan. Myślałem, że będę miał go z głowy, jednakże najwidoczniej czuł się zbyt pewien. Wyraz twarzy, który przed chwilką miałem, zmienił się. Z radosnego, udobruchanego Ikkyo, na całkiem niebezpiecznego i śmiertelnie poważnego. Dało się dostrzec delikatne znaki potwierdzające moją złość, chociażby obniżone brwi, a także wygięcie ust. Byłem gotowy podejść do młodzieńca i zdzielić go pięścią w twarz. Tak, nie zachowywałem się jak miły chłopak. Trudno. Byłem z dumnego klanu i nie mogłem sobie pozwolić na to, aby jakiś brudas mówił mi co mam robić. Postanowiłem więc załatwić sprawę najlepiej jak się dało.
     - Najwidoczniej sam nie słyszałeś słów swojej babki. - oznajmiłem. Następnie wyprostowałem się i odbiłem dłońmi od stołu, na którym wciąż byłem oparty. Dało mi to solidnego kopa. Ja, w prostej postawie. Stałem teraz i byłem gotowy do marszu. Jednakże zanim to zrobiłem, ostatni raz obejrzałem pomieszczenie. Szukając źródeł, które mógłbym wykorzystać w walce. W końcu nic tak nie sprawia radości, jak zdzielenie gospodarza jego własnym domowym ekwipunkiem. Kiedy już przestałem obserwować, na myśl przyszło mi pewne wspomnienie. Pojedyncze, jednak miłe...

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]


__________________________

Akcept by Katsuro

     Na mojej twarzy nie dało się dostrzec radości, czy też pobłażliwości. Spokojnym, aczkolwiek szybkim krokiem zbliżyłem się do Maseo. Nie czekałem na to, co zrobi. Nie miałem nawet zamiaru zastanawiać się, czy jest doskonale wyszkolonym wojownikiem, czy nie do końca. Byłem pewien tylko jednego. Że zachowuje się jak dupek, a tacy ludzie powinni przygotować się na nauczkę od losu. I nie, nie miała ona nadejść z mojej strony. Ja chciałem tylko lekko wytłumaczyć chłopakowi, na co się porywa...
     Złapałem kochasia za kołnierz, a następnie podniosłem do góry. Nie czułem, że sprawi mi to jakikolwiek problem, w końcu byłem odpowiednio silny. Kiedy tak trzymałem nadętego bubka, liczyłem, że zmieni on trochę swoje postępowanie. Nie liczyłem jednak, że zrobi to bez solidnej zachęty, dlatego postanowiłem dać mu ostatnią radę. Od losu. Od przyjaciela.
     - Nie zachowuj się jak bałwan, kochasiu. Gdybym był bardziej mściwy, zapłaciłbyś za to głową. Ciesz się, że twoja babka ugościła nas jak należy, po przyjacielsku. Jestem pewien, że bez niej już dawno leżałbyś martwy pod jakimś drzewem, bo ze swoimi manierami odbiegasz dalej od mych własnych. - powiedziałem. Chwilkę później dało się słyszeć świst powietrza. Postanowiłem spoliczkować młodzieńca, a następnie rzuciłem nim o najbliższą ścianę. Nie mogło mu się nic stać. Dbałem o to, aby babka nie straciła swojego wnusia.
     Stałem spokojnie, obserwując pozostałych ludzi. Adatte powinien być po mojej stronie, bo wątpiłem, aby polubił Maseo. Jeżeli mieliśmy iść, to trudno. Wypadało jeszcze pożegnać się z prawdziwą gospodynią.
     - Byłbym wdzięczny, jeżeli otrzymamy ten parasol. Jeżeli chodzi o moje zachowanie, to przepraszam. Po prostu nie potrafię znieść czasami ludzkiej głupoty. - oznajmiłem spokojnie. Następnie, jeżeli wszystko było okej i nie miałem zostać zaatakowany, wziąłem parasol i odszedłem. Z domu...

Ostatnio edytowany przez Katsuro (2015-06-14 21:43:10)

Offline

 

#370 2015-06-14 15:08:14

Adatte

Zaginiony

7348301
Zarejestrowany: 2014-07-23
Posty: 169
Klan/Organizacja: Uzumaki
KG/Umiejętność: Mokuton
Ranga: Członek klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17
Multikonta: Shinsaku

Re: Las

   Przyglądał się wszystkiemu, co do tej pory mało go obchodziło. Teraz jednak, kiedy w Ikkyo rozbudziła się ta dzikość, niczym niepohamowana agresja, cała scena nabrała smaku i wyrazistości, zwracając na siebie uwagę Uzumakiego.
   Mimo wszystko musiał stwierdzić, iż nie były to do końca jego klimaty. Bądź co bądź Maseo był gospodarzem w domu, gdzie postanowili się zatrzymać. Miał święte prawo do komentowania wszystkiego, co działo się pod tym dachem. Oznaka braku szacunku nie tylko była niegrzeczna, ale jednocześnie zdradzała braki w dobrym wychowaniu. Ktoś tu najwyraźniej zapomniał o tym, jak należy zachować się w towarzystwie.
   Adatte nie mógł się jednak wyzbyć wrażenia, że Ikkyo miał trochę racji, choć pogodzenie się z jego metodami dydaktycznymi nie wchodziło w grę. Kiedy tylko towarzysz podniósł się do pionu i podszedł do wyszczekanego młodzieńca, czerwonowłosy natychmiast uczynił to samo. Wnet ręce Uchihy powędrowały w kierunku kołnierza Maseo, co spotkało się z natychmiastową reakcją ze strony Uzumakiego. Szturchnął go mocno w ramię (siła: 60), jednak nie na tyle, by ktokolwiek z postronnych mógł podejrzewać go o przynależność do światka ninja.
   - Przestań się zachowywać jak prostak. Daj mu spokój i chodźmy stąd. Bardzo dziękujemy za gościnę - ostatnią część skierował do babuni, która zapewne był wstrząśnięta całą tą sytuacją.
   Wizja wychodzenia na zewnątrz w taką zawieruchę niespecjalnie mu się podobała, ale wszystko było lepsze niż zostanie w środku i czekanie na to, aż nastolatkowie rzucą się sobie do gardeł...

Offline

 

#371 2015-06-14 17:27:27

Straznik 3

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1332

Re: Las

    Babka ożywiła się natychmiastowo, kiedy wszyscy podnieśli się na równe nogi. W jej mniemaniu wszystko zdarzyło się w oka mgnieniu. Nim zdążyła coś powiedzieć, czy w inny sposób zareagować, jej wnuczek został poderwany (poderwany, hue) do pionu.
    Z punktu widzenia Maseo, wszystko stało się jeszcze szybciej. Całkowicie zajęty jedzeniem zupki nawet nie zorientował się, kiedy Ikkyo się do niego zbliżył, a resztę historii już wszyscy dobrze znają. Nie odpowiedział on na ostre słowa Uchihy, wiedział, że zrobi to jego babcia.
    Nikt natomiast nie spodziewał się tego, że to Adatte będzie osobą, która pierwsza zareaguje na jawne przejawy chamstwa czarnowłosego. To jednak nie powstrzymało go od ciśnięcia chłopcem o ścianę.
    - Och, Stwórco! - krzyknęła przerażona babcia, kiedy Maseo odbił się od ściany z głuchym łoskotem i osunął na ziemię. Nie stracił jednak przytomności. Był cały. - Wynocha, ale już!
    Chłopcu zaszkliły się oczy, ale nie uronił ani jednej łzy. Zamiast tego rzucił gniewne spojrzenie Ikkyo i przeniósł wzrok na Adattego. Patrzył ni to z podziwem, ni to z podziękowaniem, o, taki zmieszany wzrok, który mógł oznaczać wszystko.

Offline

 

#372 2015-06-15 07:01:14

 Ikkyo

Klan Uchiha http://i.imgur.com/fGrX3h1.png

52378630
Zarejestrowany: 2014-12-20
Posty: 606
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 20 lat
WWW

Re: Las

     Zostaliśmy wyproszeni. Cóż, nie podobała mi się ta opcja. Nie chciałem jednak przebywać pid jednym dachem z tym idiotą. Może byłem zbyt pewny siebie. Może należałem też do person dumnych, a zarazem reagujacych na sposoby daleko odmienne od reszty. Bo przecież Adatte również reprezentował mój fach, a jednak nie wchodził w konflikty tak jak ja. Nie potrafiłem znaleźć dobrego wytłumaczenia na swoje zachowanie. Szkoda tylko, że wcale go nie żałowałem. Moja rodzina została rozbita, mój klan pałętał się teraz po jakichś górach, a ja musiałem znosić uwagi słowne od gościa, którego przez życie prowadziła babka. Nie miałem więc zamiaru zachowywać powagi, czy dobrej miny. Nie byłem jak mój towarzysz, który siedział cicho. Oczywiście bez obrazy dla niego, ale ja, mimo spokojnego umysłu w trakcie walki, lubiłem działać, a nie stać i patrzeć jak mnie obraża typek nie sięgający nawet moich pięt. Nie żałowałem więc mojego zachowania w najmniejszym stopniu. Ba, miałem nawet nadzieję, że Maseo kiedyś się opanuje i przestanie wyzywać wszystkich bez powodu.
     Nagle poczułem pchnięcie. Na nieszczęście dla zadajacego je, nawet nie drgnąłem. Byłem zdecydowanie bardziej odporny. W sumie taka dawka siły nie miała pewnie mnie osłabić, lecz wytrącić z równowagi. Cóż, stałem dalej stabilnie. Po pozbyciu się balastu, jakim był Maseo, odwróciłem się. Ujrzałem Adatte, który swoją uwagą trafnie mnie ocenił. Zachował się przy tym nie do końca w porządku, bo w końcu wolał wesprzeć tą chorą rodzinkę, zamiast mnie, ale kto mu zabroni. Na mojej twarzy nie dało się widzieć złości, czy też ekscytacji. Dalej byłem spokojny i opanowany. Jak zawsze w takich momentach.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]



Akcept by Masaru.

     - Do widzenia. -  rzuciłem, a następnie opuściłem budynek. Było mi zupełnie bez różnicy, czy zacznę moknąć od deszczu, czy pozostanę suchy w tym domostwie. Chciałem jedynie uniknąć patrzenia na chorego młodzieńca, który swoją postawą bardziej przypominał księcia niż wieśniaka mieszkającego w lesie. Pozostawała jednak jeszcze jedna sprawa.
     Adatte. Nie wiedziałem do końca, co on o mnie myśli. Na pewno nie podoba mu się to, że pozbawiłem nas dachu nad głową. Również moje słowa nie przypadły mu do gustu. Cóż, mój przewodnik był bardziej wyrozumiały niż ja i nie brał obelg do siebie. Jego sprawa, ja od dawna nie wyznawałem takiej ideologii. Wolałem reagować i mieć święty spokój z moim sumieniem. Bo czułem się dobrze, mimo padającego deszczu.
     - Pozbawiłem nas szansy na nocleg. Wybacz. - powiedziałem do towarzysza. Nie wiedziałem kompletnie, co jeszcze mu rzec. Że wiedziałem, co robię? Że znam swoją siłę i dobrałem słowa i środki idealnie? Że niepotrzebnie stawał w obronie irytującego młodzieńca? Nie wiem. Miał na pewno inne zdanie na ten temat, a zarazem mógł zacząć mnie nie lubić. To mnie już trochę bolało, bo przecież miał być moim przewodnikiem po okolicach. W końcu Kraj Ognia jest duży i pełen niebezpieczeństw.
     - Wybacz mi również moje środki tłumaczenia, ale tamten dzieciak po prostu zasługiwał na nauczkę od losu. Lepiej teraz niż później. - rzekłem. Czekałem na reakcję młodzieńca. Być może miał mi coś za złe? Kto wie. Zaraz się okaże.
     Cały czas dbałem o nasze bezpieczeństwo, rozglądając się i pilnując otoczenia.

Ostatnio edytowany przez Masaru (2015-06-21 22:47:31)

Offline

 

#373 2015-06-15 22:42:18

Adatte

Zaginiony

7348301
Zarejestrowany: 2014-07-23
Posty: 169
Klan/Organizacja: Uzumaki
KG/Umiejętność: Mokuton
Ranga: Członek klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17
Multikonta: Shinsaku

Re: Las

   Adatte nie był zdziwiony ani trochę, kiedy babulina w końcu nie wytrzymała i dała upust emocjom, jakie gromadziły się w niej zapewne przez cały ten czas, gdy sceny pełne napięcia miały miejsce w jej domku, pod jej dachem. Ikkyo, którego nerwy i duma wzięły górę nad racjonalnym myśleniem, miał czelność grozić gospodarzowi domostwa. Nie mieli innego wyjścia, jak zapłacić za kiepskie maniery chłopaka. Szybko pożegnał się z ciepłym wnętrzem i wytoczył w środek nawałnicy wiatru i wody. Tak, zdecydowanie pogoda nie sprzyjała spacerom po okolicy...
   Spojrzał na towarzysza, unosząc brwi. Był zażenowany jego postawą. Nie mógł przemilczeć może i chamskiego zachowania wnuka? Przełknąć goryczy, która cisnęła mu się z serca na język? Uzumaki nie musiał jednak pytać.  Kolega widocznie sam szybko się zreflektował, by udzielić mu odpowiedzi i rozwiać wątpliwości, dlaczego zachował się tak, jak to uczynił.
   Zawiódł się jednak jeszcze bardziej, kiedy okazało się, że jedynym argumentem czarnowłosego praktycznie było bo tak, bo się należało. Zacisnął jednak szczękę i przemilczał to, co właśnie usłyszał. Nie miał zamiaru go wychowywać. Powinien doskonale wiedzieć, jak się zachować w towarzystwie, a jeśli nie, to powinien trzymać się od niego z daleka.
   Spojrzał na trzymaną w jego ręku parasolkę. Zaśmiał się szyderczo, wykrzywiając wargi. - Raczej nam się nie przyda w takiej zawierusze...
   No cóż, pozostało kroczyć naprzód. Nie było to może najrozsądniejsze, zważywszy na to, że znajdowali się w samym środku lasu, a nad głowami szalała burza usłana błyszczącymi wstążkami piorunów. No cóż, jeśli uderzy, to tylko raz...

Offline

 

#374 2015-06-21 17:17:04

Straznik 3

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1332

Re: Las

    Wbrew pozorom "związek" młodzieńców nie był idealny. Widać, że znali się dość krótko, nie wiedzieli, czego mogą się spodziewać po tym drugim. Ikkyo był bardzo lekkomyślny, arogancki i impulsywny. Adatte z kolei wiedział, jak należy się zachować, był zrównoważony i patrzył na wszystkie wydarzenia bardziej z dystansu, choć zdecydowanie krył w sobie jakąś tajemnicę. Obaj jednak dobrze posługiwali się sarkazmem i wydawać by się mogło, że to oraz umiejętność posługiwania się chakrą jest jedyną ich wspólną cechą.
    Po opuszczeniu domostwa, chłopcy mogli zauważyć, że pogoda na zewnątrz lekko się poprawiła, choć w dalszym stopniu ulewy tej nie można było nazwać deszczykiem. Najpewniej była to jednak zasługa gęstwiny lasu - ciasno upakowane korony drzew nie przepuszczały większości opadów. Perspektywa spędzenia nocy bez schronienia w takich warunkach nie napawała optymizmem. Również parasolka, jak słusznie zauważył Adatte, była marnym pocieszeniem.
    Raz po raz przez szczeliny w koronach drzew dochodziło ich jasne światło rozdzierających niebo błyskawic. Dzięki temu mogli trzymać się jakiejś drogi, choć nie bez problemów. Adatte, idąc naprzód, potknął się o jeden z wystających korzeni. Ktoś obserwujący jego dotychczasowe dokonania mógłby przysiąc, że to nie pierwszy raz, gdy ten potyka się o korzeń, krocząc przez las. Ikkyo, który cały czas się rozglądał, mógł zauważyć, że powoli traci orientację o kierunku, w którym zmierzali. Nic dziwnego, widząc szlak raz co kilka sekund, łatwo było go zgubić.

Offline

 

#375 2015-06-21 17:54:31

 Ikkyo

Klan Uchiha http://i.imgur.com/fGrX3h1.png

52378630
Zarejestrowany: 2014-12-20
Posty: 606
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 20 lat
WWW

Re: Las

     Adatte nie wyglądał na zadowolonego obecną sytuacją. Z pewnością nie uśmiechała mu się podróż na deszczu. Czułem się lekko głupio, w końcu to wszystko stało się przeze mnie. Jednak w mojej duszy grało tez inne uczucie. Duma. Nie mogłem pozwolić, aby zwyczajny dzieciak traktował mnie jak chłopca do bicia. Zważywszy na to, że położyłem go jednym ruchem, czułem się o wiele silniejszy. A to, że tamten dupek nie potrafił zrozumieć prostego przekazu słownego, nie należało do moich problemów. Tak, czasami byłem zbyt pewny siebie. Owszem, zdarzało mi się działać impulsywnie. I wcale nie zdziwiłbym się, gdyby Adatte uznał mnie za taką osobę. Cóż, jeżeli tak to popełnił wielki błąd. Nie byłem ani lekkomyślnym, ani zbyt pewnym siebie dzieciakiem, który traktował innych gorzej. Jeżeli rudy miał o mnie takie zdanie, to niech cofnie się umysłem o dzień wstecz. Przy jego poznaniu i pobytu u rybaka byłem wzorem cnót.
     Podróż w takich warunkach nie była przyjemna. Wszechobecne błoto, deszcz, kałuże, woda, a także brak światła dawały się nam we znaki. Nie mogłem się pogodzić z tą informacją, że przeze mnie utraciliśmy nocleg. Gdybym tylko posiadał techniki, które pozwalały przetrwać takie warunki. Niestety, nie byłem aż tak przygotowanym ninja, na każdą okazję. Nie do końca mogłem uwierzyć, że w tak wielkim lesie nie dało się znaleźć innego schronienia. Jednak jeżeli nie, to trudno. Trzeba było podróżować. Moja duma kosztowała nas wiele złych emocji i warunków. Na szczęście byłem wytrzymały, nie groziła mi choroba...
     - Wybacz. Nie wiedziałem, że panują tutaj tak beznadziejne warunki. - powiedziałem. W moim tonie dało się wyczuć skruchę, a także złość. W tym przypadku jedynie do samego siebie. Obawiałem się, że podróż w takich warunkach zupełnie zniszczy naszą znajomość, która rozpoczęła się ciekawie, ale w obecnym momencie jedynie dążyła ku upadkowi.
     Nie mówiłem nic więcej. Adatte powinien zrozumieć, że jest mi głupio. Przeprosiłem go kilkukrotnie. To szczyt moich możliwości, jeżeli chodzi o skruchę. Zrobiłem już wiele, jednakże... Coś w tym zjawisku wydało mi się podejrzane. Mój towarzysz potknął się o korzeń... Który to już raz? Nie mogłem dokładnie powiedzieć, jednak zdawało się to być niemożliwe, aby ninja wciąż kroczył jak małe dziecko. Co dalej? Dziwna mania piorunów. Nawet podczas burzy widać było księżyc, który jakoś oświetlał drogę. A teraz? Same chmury i brak światła, poza błyskawicami. Skłoniło mnie to do myśli, że ktoś uwięził nas w prostej iluzji drogi. Złożyłem więc pieczęć, aby odwołać to zjawisko. A czy się uda? Kto wie.

Offline

 

#376 2015-06-21 18:17:19

Adatte

Zaginiony

7348301
Zarejestrowany: 2014-07-23
Posty: 169
Klan/Organizacja: Uzumaki
KG/Umiejętność: Mokuton
Ranga: Członek klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17
Multikonta: Shinsaku

Re: Las

   Jedno było pewne – spacerem tego nazwać nie można było. Wiatr huczał, błyskawice trzaskały, a na głowę waliły się wodospady deszczu. Całe szczęście, że część wody zostawała na kolejnych warstwach liści, pod którymi przemykali. A może właśnie nie…? Gęstwiny koron prawie całkowicie odcinały dostęp jakiegokolwiek światła, utrudniając wędrówkę.
   Uzumaki starał się wypatrywać znanej mu ścieżki, jednak szło mu opornie. Rozglądając się raz po raz, potknął się o wystający korzeń. Nie widział go może wcześniej, więc całkowicie zignorował to. Kiedy jednak powtórzyło się to kilkukrotnie, obejrzał się w poszukiwaniu drewnianej przeszkody, by kopnąć ją ze złością. Paradoks – sam mógł panować nad drewnem, a teraz natura szydziła z niego, rzucając mu „kłody pod nogi”?
   Chciał zagadnąć idącego obok Ikkyo, jednak zauważył, że ten przygląda się uważnie otoczeniu. Miał na względzie swoje niedawne odkrycie, jakoby i on był wyszkolonym ninja, i to znacznie lepiej, niż on sam, biorąc pod uwagę siłę, z jaką cisnął on Maseem. Nie chciał mu przeszkadzać, więc zerknął tylko na niego, kiedy nagle ten splótł dłonie…
   - A więc to prawda? Też jesteś… – ugryzł się w język. Zrozumiał, że właśnie zapewnił sobie ujawnienie części tożsamości, tak usilnie skrywanej. Postanowił szybko dokończyć, zdając sobie sprawę, że taka przerwa jeszcze bardziej była podejrzana. – Ty jesteś ninja, tak?
   Podszedł naprzód jeszcze kilka metrów, tym razem uważnie przyglądając się podłożu, po którym stąpał. Oczywiście w razie możliwości...

Offline

 

#377 2015-06-21 21:30:27

Straznik 3

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1332

Re: Las

    Adatte potykał się raz po raz, choć tylko raz korzeń stanął na jego drodze. Nie wiadomo, czy było to spowodowane jego nieporadnością, czy może nieodpowiednie oświetlenie. Gdy stało się to już po raz któryś z kolei, Ikkyo zaczął podejrzewać, że zostali uwięzieni na pewnym obszarze lasu. W tym celu złożył dłonie, próbując uwolnić się z domniemanej iluzji, jednak technika Kai nie przyniosła żadnego rezultatu. Mógł to ocenić po tym, że jego poziom chakry nie uległ zmianie. Pytaniem pozostało jednak, czy faktycznie młodzieńcy nie zostali uwięzieni w żadnym genjutsu, czy umiejętności Ikkyo okazały się niewystarczające, by ją odkryć.
    Tak czy inaczej, oczom Uzumakiego nie uszło złożenie pieczęci przez jego towarzysza, który po raz kolejny przeprosił go za sytuację, w której się znaleźli. Przeprosiny zawisły w atmosferze, pozostając bez odpowiedzi. Czerwonowłosy zamiast uspokoić sumienie Uchihy zapytał go, czy zasila szeregi ninja. W końcu to ich broszką było kontrolowanie chakry za pomocą pieczęci.
    Nic się nie zmieniło poza niewidocznym napięciem, które zapewne pojawiło się między towarzyszami podróży.

Offline

 

#378 2015-06-23 17:56:34

 Ikkyo

Klan Uchiha http://i.imgur.com/fGrX3h1.png

52378630
Zarejestrowany: 2014-12-20
Posty: 606
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 20 lat
WWW

Re: Las

     To co się tutaj działo, aż prosiło się o bycie iluzją. Beznadziejna pogoda, mało światła, do tego pusto, mnóstwo korzeni i brak dostępu do świata. Musieliśmy błądzić przez ten las jak idioci, tylko z dwóch powodów. Przede wszystkim, pogoda była beznadziejna i nie mogliśmy z nią niczego zrobić. Co się zaś tyczy drugiego, to byłem nim ja. To ja chciałem dostać się do Chikai, to ja przyjąłem propozycję Adatte, aby ogarnąć ten las, no i to ja pozbawiłem nas dachu nad głową. Zabawne, mogłem sobie pluć w brodę, jednak nie robiłem tego. Czułem się tylko zły, ale poza tym to chyba nic. Przeprosiłem Adatte. Maseo, który tak bardzo mnie zirytował, dostał nauczkę. Nie uważałem, że mój uczynek był zły. Wręcz przeciwnie, może ten dzieciak nauczy się traktować ludzi poważnie, zamiast pomiatać nimi jak śmieciami...
     Słowa mojego towarzysza wywołały u mnie zdziwienie. A co ja robiłem? Próbowałem użyć Kai. A czy się udało? Nie. Czyli nie znajdowaliśmy się w iluzji. Ugryzłem wargę, ale to nie było najważniejsze. Bo rudy właśnie zaczął temat, który nas łączył. Fach ninja. Jego kabura, buty identyczne co moje, podobne obserwacje i zachowanie. Tak, to było niewystarczające. Jednak gdy sam się przyznał, miałem niepodważalne dowody. Na co? Oczywiście na to, że jest ninja. Tak samo jak ja. Być może jednak ta znajomość miała się rozwinąć? Z przewodnika do kogoś innego? Wojownika, a może rywala? Kto wie, równie dobrze możemy się rozejść za kilka godzin, kiedy opuścimy ten przeklęty las.
     Nie wiedziałem co mu odrzec. Że tak? To było oczywiste. Sam się domyślił. Pieczęć, czyli wiązanie ręczne były niepodważalnym dowodem. Szczególnie, że wykonałem ją bardzo szybko i gdyby nie to, że trzymałem ją dalej bez powodu, licząc, że to wszystko będzie GenJutsu, nie spostrzegłby jej. Dodatkowo splecenie palców było tak dokładne. Nie było mowy o czymś innym. Tak, miał mnie na gorącym uczynku. Tak samo jak ja z jego słowami. Obaj poznaliśmy siebie doskonale. Przynajmniej w tej dziedzinie.
     Deszcz padał. Moja ognista dusza szalała. Nie lubiłem tego zjawiska. Potrafiłem je znosić godzinami, o wiele dłużej niż inni, jednak w środku coś się ze mną działo. Przypominały się dawne czasy. Chociaż w sumie, nie tak dawne...

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]


________________________

Akcept by Katsuro

     - Tak. Jestem ninja. Tak samo jak ty. - powiedziałem pustym głosem. Nie było czego ukrywać. I on to wiedział, i ja. Sam się przyznałem, tak samo jak on. Ja gestem, on mową. Chociaż podejrzenia mieliśmy od dawna. Ja przede wszystkim widziałem masę przedmiotów i zachowań, które były typowe dla naszego faktu. Jego natomiast zdziwiła moja tężyzna. Cóż, pora było przełamać lody.
     Patrzyłem na niego ciepło. Był moim kompanem i przysługiwało mu prawo odstąpienia od tego przywileju. Dałem mu co najmniej jeden poważny powód, aby odrzucił moje towarzystwo. Nie zrobił tego. Co prawda denerwowała mnie jego cichość, skrytość. Bał się przyznać do tego, co obaj doskonale wiedzieliśmy kim jest. I musiałem mu to po prostu powiedzieć, bo inaczej udawałby, że jest synem rolnika, albo innego rybaka.
     - Tak więc Adate... Co zamierzasz zrobić? Czy raczej, co robimy? Chcesz dalej ze mną podróżować, czy raczej ciebie odrzucam? - musiałem go o to zapytać. Jeżeli po prostu się mnie boi, to nie ma najmniejszego powodu. Jedna rzecz różniła mnie od Maseo. Byłem sprawiedliwy.

Ostatnio edytowany przez Katsuro (2015-06-23 21:53:13)

Offline

 

#379 2015-06-23 19:22:43

Adatte

Zaginiony

7348301
Zarejestrowany: 2014-07-23
Posty: 169
Klan/Organizacja: Uzumaki
KG/Umiejętność: Mokuton
Ranga: Członek klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17
Multikonta: Shinsaku

Re: Las

   Stał, jak wryty, nie poruszając się. Jedynie jego policzki drgały, kiedy szczęka zaciskała się i rozluźniała. Źrenice obejmowały całą postać chłopaka stojącego przed nim. W jednej chwili poczuł, że mógł być oszukiwany od samego początku. Że Ikkyo, który do tej pory nie mówił mu o sobie wszystkiego, może być dla niego zagrożeniem. W końcu nic o nim nie wiedział. Choć, fakt, i vice versa.
   Nie chciał odpowiadać na zarzut, który dobiegł go ze strony ciemnowłosego. Może i ten wiedział już na pewno, że Uzumaki przeszedł szkolenie, jednak nie miał zamiaru tego komentować. Niech sobie myśli, co chce. Z jego ust tego nie usłyszy. I nie chodziło w tym wszystkim już o chęć ukrycia tożsamości; na to było już zdecydowanie za późno. Po prostu, jeżeli nie miał nic do dodania - nie miał w zwyczaju się odzywać.
   Wtem! W tym momencie przyszedł mu do głowy pewien pomysł. Myśl, która nie dawała mu spokoju. Co jeżeli miał przed sobą ninję takiego kalibru, że ten bez żadnego problemu mógł udawać kogoś, kim naprawdę nie był? A jeśli należał on do klanu Senju i śledził go od jego ostatniej wizyty, pozostając w ukryciu, by teraz zaciągnąć go do lasu i torturami wyciągnąć z niego informacje?
   Wzdrygnął się, choć o żadnym strachu nie mogło być mowy. Podejrzewał, jak wielka przepaść dzieli jego i jego towarzysza pod względem umiejętności. On sam dopiero co ukończył akademię. Od tamtej pory prawie nie miał styczności z ninja. Prawie nie trenował. Był więc całkowicie zdany na jego łaskę. Postanowił jednak schować emocję niepewności za pokerową maską i wyjść na zwycięzcę. Cóż, przynajmniej, gdyby jego podejrzenia okazały się słuszne.
   - Do jakiego klanu należysz? Podobno tylko członkowie wielkich rodów mogą posiąść moce ninja - zapytał. - Odpowiedz, a i ja udzielę ci odpowiedzi na twoje pytania.

Offline

 

#380 2015-06-27 18:34:13

Straznik 3

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1332

Re: Las

    Chłopcy rozmawiali, zupełnie lejąc na otaczającą ich pogodę, choć tak właściwie stosunek ten był dosłownie odwzajemniony przez matkę naturę. Dopiero co zdążyli trochę przeschnąć w dziwnym, babcinym domku, kiedy znowu znaleźli się w tym lesie, który podczas takiej ulewy mógłby przypominać nawet las tropikalny, biorąc pod uwagę panujące w nim warunki - mokro, parno, ciemno przez otaczające ich gęstwiny. Jedynym plusem było to, że od panującej obecnie w całym kraju ognia wichury, skutecznie oddzielały ich grube konary drzew, które przepuszczały jedynie lekki podmuch powietrza. W przeciwnym wypadku nawet stanie w miejscu mogłoby okazać się dość dużym wyzwaniem.
    Towarzysze pogodowej niedoli mieli jeszcze chwilę na kontynuowanie rozmowy, kiedy ni stąd ni zowąd niebo rozbłysło jakby bardziej, niż przy każdym z rozdzierających niebo grzmotów. Błyskowi towarzyszył natychmiastowy huk, co świadczyło o bliskiej odległości uderzenia pioruna. Młodzieńcom zadzwoniły bębenki w uszach, pozostawiając ich obu na krótką chwilę głuchych na otoczenie. Gdyby ich uszy nie były otumanione tak potężnym hukiem, zapewne usłyszeliby dźwięk łamanego drzewa. Potężny konar, liczący około 40 metrów wysokości i którego w obwodzie objąć mogłoby jedynie 5 rosłych mężów naraz, pędził prosto na nich.

Offline

 

#381 2015-07-01 21:34:41

Adatte

Zaginiony

7348301
Zarejestrowany: 2014-07-23
Posty: 169
Klan/Organizacja: Uzumaki
KG/Umiejętność: Mokuton
Ranga: Członek klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17
Multikonta: Shinsaku

Re: Las

   Szum deszczu, odbijający się sprężystymi skokami od zawieszonych w koronie drzew liści, raz po raz przerywany był potężnymi huknięciami, wcześniej zwiastowane rozwijających się na tle nieba krystalicznie białymi wstęgami. Kolejny grzmot nie wzbudził więc większego zainteresowania ze strony czerwonowłosego. Spoglądał na Ikkyo, oczekując odpowiedzi. Zauważył jednak olbrzymi blok w kolorze krystalicznej czerni, a przynajmniej takie wrażenie odniósł Uzumaki, który coraz bardziej się przybliżał. Wybałuszył oczy w przerażeniu. Naraz zagrały w nim emocje, których na próżno było szukać wcześniej.
   - Uważaj, drzewo!
   Jego własny krzyk zadzwonił w jego uszach, który natychmiast zginął gdzieś w odgłosach wyjącej zawiei. Zamknął oczy, skupiając się na przepływie chakry w swoim ciele. W następnej chwili nie był już w stanie otworzyć oczy, czy choćby się poruszyć. W jednym momencie bowiem, rozpłynął się w powietrzu.
   Nasłuchiwał jednak, czy towarzyszowi nic się nie stało. Z pewnością potrafiłby usłyszeć jakiś huk, gdyby coś w niego uderzyło. Miał nadzieję, że jego dość egoistyczne zachowanie, ratujące jego osobę, nie ukróci życia czarnowłosego. Podejrzewał jednak, iż jest on dużo bardziej sprawny w posługiwaniu się umiejętnościami właściwymi dla nich, dla ninja. Z tego, co zaobserwował, był bardzo silny i wytrzymały. Użyte przez niego niemal całe pokłady siły nie przyprawiły go choćby o drgnięcie. Musiał być znakomity. Musiał przeżyć.
   Musiał, prawda?

Offline

 

#382 2015-07-02 16:10:46

 Ikkyo

Klan Uchiha http://i.imgur.com/fGrX3h1.png

52378630
Zarejestrowany: 2014-12-20
Posty: 606
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 20 lat
WWW

Re: Las

     Rozmowa była coraz gorsza. Wypowiedzi były szczątkowe, a myśli w nich zawarte tajemnicze. Smutne. Nie do końca wiadome jakie. Cóż, nie miało sensu zastanawiać się nad tą dysputą. Ja przyznałem się do przynależności do fachu ninja. Adatte za nic nie pragnął podzielić się ze mną tą informacją. Sam wydał się słowami, jednak może pragnął udawać coś innego. Cóż, nie mnie to było oceniać. Nie chciałem dzielić się z nim tajnymi informacjami, skoro ten nie podzielił się ze mną taką podstawą. Zważywszy w dodatku na to, że miałem idealny środek, aby zwrócić mu uwagę na jego błędne rozumowanie. Nie dość, że był ubrany i zachowywał się jak ninja, to sam rozpoznał formowanie pieczęci. Do tego gierki słowne lekko mu nie wyszły. Cóż, sam dał mi wiedzę do rąk, a teraz próbował to odwołać.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]



Akcept by Masaru.

     Nie usłyszałem jednak wypowiedzi rudego, ponieważ przeszkodził nam grzmot. Obaj straciliśmy słuch na chwilę, ponieważ nie potrafiliśmy zrozumieć słów, które tak losowo wypowiadaliśmy. W takich sytuacjach zawsze zachowywało się dziwnie. Ludzie nie potrafili określić się do końca, powiedzieć tego co czuli. Ogarniał ich strach i pustka w umyśle. Nawet ninja mieli problemy z taką odmianą natury. Bo przyroda potrafiła zabić, a często o wiele brutalniej niż niejeden ninja. Niewielu o tym pamiętało, aczkolwiek ja zawsze traktowałem aurę z szacunkiem. Szczególnie, że potrafiłem zapanować nie tylko nad jedną jej stroną.
     Trzeba było reagować. Krzyk mojego towarzysza był jednoznaczny. Dostrzegł zagrożenie, w postaci lecącego na nas drzewa. Bela była ogromnych rozmiarów i mknęła ku nam z niezłą prędkością. Byłem lekko zdziwiony, jednak nie zdezorientowany. Mój towarzysz coś krzyczał, a chwilkę później zamienił się w kałużę. Cóż, technika na pewno bardzo przydatna, jednak ja miałem inny pomysł. Postanowiłem zwyczajnie przeskoczyć zagrożenie. Pomagało mi w tym moje doskonale rozwinięte ciało (Szybkość i Reakcje 120, Skoczność 250). W razie problemów, pokroju przemieszczania się po mokrym drewnie, bo mogło też zdarzyć się i tak, że za tą belą będą następne, postanowiłem skorzystać z prostych, aczkolwiek niezbędnych umiejętności, które były tutaj idealne. Mogłem chodzić, biegać, czy skakać po tych przeszkodach, nie obawiając się, że stracę panowanie, czy też spadnę na ziemię.
     Kiedy już pozbyłem się problemu w postaci nadciągającego drewna, rozejrzałem się bardzo dokładnie. Trzeba było być pewnym, że nic więcej nam się nie stanie. Jeżeli byliśmy bezpieczni to zwróciłem się do mojego towarzysza.
     - A więc zamiana w kałużę to zdolność, którą zna byle człowiek, a nie ninja? - zapytałem sarkastycznie. Chwilkę później roześmiałem się i dodałem. - Spokojnie, Adatte, sami swoi.

Ostatnio edytowany przez Masaru (2015-07-04 18:37:20)

Offline

 

#383 2015-07-06 07:27:13

Straznik 3

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1332

Re: Las

    Jakimś cudem obu młodzieńcom udało się uniknąć bliskiego spotkania z drzewem, choć może niezupełnie. Adatte pod postacią kałuży został przez nie przygnieciony, co uniemożliwiło mu powrót do normalnej postaci. Ikkyo natomiast zamiast pomóc towarzyszowi w potrzebie, zadawał mu idiotyczne pytania (sorry, ale zmieniłeś te szturchnięcie kałuży w ramię!). Było to co najmniej dziwne, biorąc pod uwagę fakt, że czerwonowłosego nie było obok niego. Najprawdopodobniej zatem był to wynik ogłuszenia hukiem pioruna- wtedy nikt nie myśli zbyt trzeźwo. Ciekawe więc, czy to szczęśliwy zbieg okoliczności, czy może instynkt samozachowawczy prawdziwego ninja pozwoliły obu chłopcom ujść z życiem - przynajmniej na razie. Ciekawe też, skąd młody Uchiha wiedział, gdzie w owej chwili przebywał Adatte? Czyżby miał już do czynienia z podobnymi umiejętnościami wcześniej? Wszak mógł zobaczyć jedynie, że ciało Adattego się dematerializuje i zamienia w wodę, ale co stało się z nim dalej? już niekoniecznie.
    Tak czy inaczej, obaj 'nindżowie' mogli usłyszeć charakterystyczny świst rzucanych kunai. Było ich wiele, nadlatywały z różnych stron. Większość z nich nie osiągała zachwycającej prędkości - nawet uczeń akademii mógłby sobie z nimi poradzić. Te nadlatywały z prędkością równą 10. Rzucane były bez celu, choć wszystkie w kierunku obu ninja. Prawda, wówczas tylko jednego, konaru grubego drzewa i niepozornej kałuży.
    Oprócz tych "zabójczo wolnych" kunaiów, ku młodzieńcom pędziły również 3 inne - te nadlatywały z prędkością ponad 100. Ze świstem przecinały powietrze i widać było, że niezwykle celnie obrały tor lotu - jeden z nich pędził w stronę Ikkyo, drugi w konar idealnie w miejscu, pod którym znajdowała się kałuża Adattego. Początkowo miała zapewnić mu schronienie przed zmiecieniem przez kłodę, teraz jednak była swoistym więzieniem. Trzeci leciał między tymi 2 miejscami. Czasu było mało...

    [Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Straznik 3 (2015-07-06 18:48:23)

Offline

 

#384 2015-07-06 13:12:00

 Ikkyo

Klan Uchiha http://i.imgur.com/fGrX3h1.png

52378630
Zarejestrowany: 2014-12-20
Posty: 606
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 20 lat
WWW

Re: Las

     Mój manewr się udał. Nie powiem, że pędzące drzewo nie było łatwe do obejścia. Jego prędkość rzeczywiście mogła zaskoczyć niejednego doświadczonego ninję. Na szczęście miałem odpowiedni plan. Co prawda brzmiał banalnie. Przeskoczyć cel. Który idiota nie wpadłby na taki pomysł? Cóż, najprawdopodobniej nawet najbardziej początkujący ninja postąpiłby jak ja. Jednakże dzięki mojej sprawności fizycznej udało mi się bez problemów uniknąć zbliżającej się kłody. Z zazdrością patrzyłem na ruch Adatte. Młodzieniec najwidoczniej znał Suiton, skoro bez problemów zamienił się w kałużę. Woda była przecież nietykalna i co z tego, że drzewo mogło go przejechać. Byłby w stanie identycznym, co przed użyciem jutsu. Cóż, najwidoczniej inne żywioły były równie silne co mój Katon. To zadziwiające, że techniki natury mogły w ten sposób odmienić losy bitwy. Czułem się wręcz zmuszony do ich poznawania jeszcze dalej. Trzeba było w końcu otworzyć inne elementy. Tak, ta sztuka była dostępna dla nielicznych, ale realnie możliwa. Należało stać się wpierw mistrzem NinJutsu. Oczywiście, ta kwestia nie była aż tak prosta. Ale realna, jak wszystkie inne moje cele.
     Chwilkę później poczułem ucisk w żołądku. Zacząłem się śmiać. Manewr, który wykonał mój towarzysz, rzeczywiście był interesujący. Szkoda jednak, że drewno zatrzymało się tuż nad nim. Kłoda dziwnym trafem unieruchomiła mojego towarzysza. Nie miałem pojęcia, jakim trzeba być pochowcem, jednak musiałem go uwolnić. Tylko jak? Katon? Nie ma opcji, za duże ryzyko, że przy wszystkim odparuje sam Rudy. NinJutsu? Nah, nie do końca wiadomo jakie, nie było technik pod niszczenie drewna. Pozostawała więc solą własnych mięśni. No, powiedzmy.
     Miałem już pomysł, jednak los postanowił trochę pokrzyżować moje szyki. Dostrzegłem mnóstwo broni. Miała ona oczywiście mnie trafić. Cóż, ciężka sprawa. Widziałem dziesiątki kunaiów, na szczęście większość z nich leciała w tempie ślamazarnym. Jednak dostrzegłem kilka egzemplarzy, które miały ponadprzeciętną prędkość. Cóż, nie ze mną te numery. Nie dam się trafić jakiemuś kunaiowi. Nie w ten sposób chcę umrzeć. To chore, zaczynam myśleć o śmierci, a jestem w kwiecie wieku.
     Sharingan zaczął lśnić. Łezki kręciły się powoli, natomiast ja spokojnie wykonałem podstawowe uniki. Najbezpieczniej było wyskoczyć w górę, toteż zrobiłem to, ale z lekką modyfikacją. Wykonałem proste salto w tył, aby znaleźć się tuż za drzewem. Po pierwsze, pozbyłbym się broni, po drugie, mógłbym uwolnić tego pechowego rudasa.
     Moje ruchy były szybkie niczym strzała. Nie pamiętałem ile musiałem pracować, aby osiągnąć ten poziom zręczności (Reakcje 160). Na lewo długo i na pewno od początku mojej kariery ninja.
     Kiedy już byłem bezpieczny, a broń przestała lecieć, szczególnie ta wycelowana w kałużę, zacząłem działanie. Stałem akurat przy miejscu, gdzie przygnieciono mojego towarzysza. Wykonałem niewielki zamach. Myślałem przy tym o własnym ojcu, to mnie motywowało.
     Bum. Uderzenie o takiej mocy (Siła 300) musiało boleć. Ciekawe, czy uda mi się kiedyś uderzyć w ten sposób centralnie mojego wroga. Ach, tatusiu, może ciebie spotka moja pięść?
     - Ruchy, pechowcu, mamy przeciwnika. - powiedziałem. Adatte i ja musieliśmy współpracować. W końcu to było najważniejsze. Synergia lepsza od pojedynczej pracy.
     Uzumaki mógł dostrzec moje czerwone ślepia. Gdy to zrobił, wysłałem mu oczko i całuska. Musiał to pojąć. Musiał zrozumieć, że podróżuje aktualnie z wygnańcem, bezdomnym, skazanym na samego siebie żigolakiem. Im wcześniej tym lepiej.
     Wypatrywałem zagrożenia. Trzeba było przecież jakoś się go pozbyć. Rzucający kunaiami powinien znajdować się nieopodal.
     O ile to był jeden gość.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#385 2015-07-06 16:08:55

Adatte

Zaginiony

7348301
Zarejestrowany: 2014-07-23
Posty: 169
Klan/Organizacja: Uzumaki
KG/Umiejętność: Mokuton
Ranga: Członek klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17
Multikonta: Shinsaku

Re: Las

   Nasłuchiwał uważnie, nie mając pojęcia, co dokładnie się dzieje. Czy Ikkyo przeżył, czy odskoczył na czas? Dopiero kiedy odezwał się doń, miał pewność, że towarzyszowi podróży nic się nie stało. W jednej chwili przestało mieć dla niego znaczenie, że zachowywał się do tej pory trochę jak burak. Na pierwszy plan wysunęły się raczej momenty, kiedy to próbował go za swoją postawę i jej skutki przepraszać. Nieważne było nawet to, że najwyraźniej rozśmieszyły go jego wysiłki ratowania swojej skóry, kiedy to zdecydował się przybrać formę kałuży.
   Chciał coś powiedzieć, ale nie potrafił. No tak, przecież koniecznie musiał najpierw dezaktywować tę technikę. Skupił się więc na tym, jednak bez większego efektu. Wciąż nie czuł swego ciała fizycznie, nie potrafił dostrzec niczego. Ani ciemnego lasu, ani nawet kolegi. Najwyraźniej konar opadł prosto na niego, blokując możliwość powrotu do swojej naturalnej formy.
   Gdyby mógł, zakląłby pod nosem. Nie pozostawało mu nic innego, jak nasłuchiwać i czekać. Wśród szumu wciąż lejącego się z nieba ogromu wody i szelestu miotanych przez wiatr liści, dało się usłyszeć świst a następnie kilka głuchych uderzeń. Zupełnie, jakby komuś upadł nóż na drewniany stolik.
   Nie minęła dłuższa chwila, gdy po raz kolejny usłyszał głos należący do Ikkyo. Natychmiast dezaktywował technikę, która uratowała mu życie. Nie mógł jednak dostrzec żadnego konara, który gdzieś tu powinien być. Pod nogami miał tylko ogrom trocin i różnej wielkości drewnianych kloców.
   - Przeciwnik? O czym ty...? - spojrzał na chłopaka i zamarł, kiedy dostrzegł błyszczącą wśród nocy czerwoną tęczówkę. - Ojacię... Uchiha!
   Ogarnął się dopiero, gdy ten wykonał kilka gestów, które wytrąciły go z równowagi. Nie miał jednak czasu tego komentować. Wolał skupić się na słowach, które wcześniej wypowiedział.
   - Ja... mogę spróbować ci pomóc. Nie umiem jednak wiele. Postaram się jednak na coś przydać...
   Faktycznie, był zestresowany. Miał do czynienia z czerwonookim i nie chciał wypaść przy nim blado, choć właśnie tego się spodziewał. Pomyślał, że może nadrobi odnalezieniem się w sytuacji, co jednak szło mu do tej pory raczej kulawo. Wiedział jednak, co mogło mu w tym pomóc.
   Sięgnął do małej torby na tyłku i wydobył zeń kunai, wokół którego przewiązał notkę wybuchową. Gdy Ikkyo, zapytany o przypuszczalne miejsce pobytu przeciwnika, wskazał mu je, rzucił w tamtym kierunku nóż (szybkość broni miotanej: 55) i wysadził, gdy tylko wbiło się w jakieś drzewo. Celował jednak znacznie wyżej, by eksplozja nie przewróciła kolejnego pnia. Miał nadzieję, że wybuch wznieci ogień, który oświetli okolicę i umożliwi bardziej komfortowe starcie...

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#386 2015-07-06 18:59:24

Straznik 3

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1332

Re: Las

    Sharingan Ikkyo pozwolił mu na bezpieczne oddalenie się z linii ostrzału. Najwidoczniej przeciwnik, który wciąż pozostawał w ukryciu, nie wiedział, gdzie schował się drugi z nich. Najpewniej jego zasięg wzroku był ograniczony w równym stopniu, co jego oponentów. Nie widział zatem, że Adatte zmienił stan skupienia i ukrył pod kłodą. Zapewne plułby sobie również w brodę, że nie sięgnął po wybuchowe notki, by wysadzić czerwonowłosego, gdy ten był dosłownie uziemiony. Może żałował, że nieodpowiednio się przygotował?
    Tak czy siak Uchiha dzięki ponadprzeciętnej w jego wieku sile pozbył się części drewnianej beli, rozwalając ją na dwie części. W miejscu uderzenia po chwili po raz kolejny pojawił się Uzumaki. Dostrzegł on, że tęczówki jego towarzysza uległy zmianie. Teraz już wszystko było jasne.
    Ikkyo postanowił rozluźnić atmosferę, posyłając w stronę partnera sugestywne gesty, co mogło przynieść skutek przeciwny do zamierzonego. Zagubiony w sytuacji młodzian zaproponował pomoc i sięgnął po oręż dystansową wraz z wybuchową notką. Po chwili kunai pędził mniej więcej w kierunku, w którym najprawdopodobniej znajdował się ich przeciwnik, który chwilę temu obrzucił ich toną żelastwa.

    Mniej więcej w połowie toru lotu metalowego noża ninja obaj chłopcy mogli usłyszeć szczęk metalu. Rozbłysnął piorun, a oni mogli zobaczyć, że w ich stronę zmierza kolejny kunai (prędkość 100), ciągnący za sobą w jakiś sposób kunai Adattego. Teraz musieli się obronić przed swoim własnym atakiem.

Offline

 

#387 2015-07-06 21:02:02

Adatte

Zaginiony

7348301
Zarejestrowany: 2014-07-23
Posty: 169
Klan/Organizacja: Uzumaki
KG/Umiejętność: Mokuton
Ranga: Członek klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17
Multikonta: Shinsaku

Re: Las

   Wkraczał do akcji. Choć, po chwili zastanowienia można było dojść do takiego wniosku, iż to określenie graniczyłoby z przesadą. Wyrzucenia na oślep kunai'a z potencjalnie śmiercionośną bombą nie nazwałby wzięciem sprawy w swoje ręce nawet adept akademii ninja. No cóż, Uzumaki zrobił to, co w tej chwili uznał za najbardziej stosowne.
   Nie dane mu było jednak nacieszenie oczu eksplozją, jaką wymierzył w jedno z odległych drzew. W trakcie lotu stało się coś dziwnego i jego nóż nigdy nie miał dotrzeć do celu. Dopiero po ułamku sekundy uzmysłowił sobie, że ktoś zdecydował się skontrować jego całkiem żałosny ruch. Bo na chłopski rozum - co zrobi większe wrażenie? Pojedynczy, śmigający w powietrzy nóż, czy całe ich stado, zasypujące lawiną dwójkę młodych podróżników, pozostawiających ich na pastwę, no właśnie, swoich umiejętności. Te, jak miało się okazać, w przypadku Adatte były niezadowalające.
   Pragnął pokazać się z możliwie jak najlepszej strony. Ambicja, którą tak skrzętnie do tej pory w sobie skrywał, wzięła nad nim górę. I choć w pierwszym odruchu miał ochotę schować się na powrót za wielki konar drzewa, w porę opamiętał się.
   Wysunął przed siebie rękę (reakcje: 31), prostując ją. Natychmiast wystrzelił z niej pokaźny strumień wody (szybkość techniki: 62). Nie potrafił tak szybko oszacować prędkości pędzących kunai'ów, jednak nie było to potrzebne. Zapewne zdążyłby wykonać tę technikę, zanim bronie dosięgłyby jego oraz Ikkyo.
   Zapewnił im względną ochronę, przynajmniej na chwilę. Spojrzał oczekująco na młodzieńca stojącego obok, którego tęczówki nadal błyszczały szkarłatem. Miał nadzieję, że będzie on w stanie wyprowadzić jakiś zabójczy atak, który pozwoli im na rozprawienie się z przeciwnikiem...

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Adatte (2015-07-06 21:09:44)

Offline

 

#388 2015-07-06 22:43:00

 Ikkyo

Klan Uchiha http://i.imgur.com/fGrX3h1.png

52378630
Zarejestrowany: 2014-12-20
Posty: 606
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 20 lat
WWW

Re: Las

     Adatte dziwnie zareagował. Właśnie uratowałem go od siedzenia pod drzewem, a ten przejął się moimi durnymi gestami. Cholera, czy na tym świecie tylko ja miałem dystans do siebie? Niemożliwe. Przecież po kimś odziedziczyłem te cechy. I to na pewno nie po rodzicach.
     - Wiesz z jakiego jestem klanu. To może ty podziel się swoim rodowodem, co? Bo nie chce mi się wierzyć, że jesteś bez klanu, czy Kekkei Genkai. - powiedziałem, gdy dostrzegłem jego fascynację Sharinganem.
     Nie byłem zaskoczony dalszymi posunięciami przeciwnika. Przede wszystkim, gość chciał nas mocno poturbować. Ba, nawet zabić. Notka wybuchowa nie była już czymś bezpiecznym. Nawet rzucona przez nowicjusza często kończyła się śmiercią. Bylem więc bardzo pozytywnie zaskoczony, gdy Rudy cisnął tą bronią w naszego przeciwnika. Na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Zwyczajnie w świecie śmiałem się z mojej głupoty. Niby taki doświadczony, a zapomniałem o takiej podstawie. Pełen radości obserwowałem więc tor lotu pocisku. No cóż. I wtedy zaczęły się problemy.
     Przede wszystkim, zastanawiałem się jakim cudem odbił kunai mojego towarzysza w ten sposób. Leciał na nas wprost idealnie. Czyżby jakaś technika Fuutonu? Obawiałem się więc, że zapragnie i będzie miał możliwość sterowania pociskiem. Na szczęście Adatte po raz kolejny popisał się pomysłem. Wytworzył wodny bicz, który mógł zatrzymać lecącą broń. Genialnie, cudownie. Jednakże nasz przeciwnik był nieuchwytny. A ja nie miałem zamiaru odpuścić mu tego wszystkiego. Bo podejrzewałem, że kłoda też należała do jego pomysłów.
     Co o nim wiedziałem? Nic. Nie znałem wyglądu, wieku, płci, charskteru, czy też zdolności. Miałem jedynie podejrzenia odnośnie Fuutonu. Tak, to mógł być żywioł tego koleżki. Te poszlaki wystarczyły mi, aby podjąć odpowiednią decyzję. Ba, najlepsze w nich było to, że wszystkie przeszły przez mój umysł w ciągu sekund.
     Wykonałem skok w bok (Reakcje 160), w czasie którego nabrałem powietrza do płuc. Idiota odbił w nas broń. Zdradził tym samym swoje położenie. Szkoda dnia, kumplu. Uczyłem się tego z myślą o takich ofiarach jak ty.
     - Katon. Dai Endan. - mruknąłem pod nosem. Pocisk ognia, który wytworzyłem, musiał sprawić niezłego stracha mojemu przeciwnikowi. Był ogromny (Siła Jutsu 300, czyli maksymalna), a także prędki (Szybkość Jutsu 315). Czego tu chcieć więcej?
     Czekałem na dalszy rozwój wydarzeń. Może czeka tu ktoś jeszcze. Może zabiję tego gościa. Może on zabije mnie.
     Mogłem czekać wieczność.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#389 2015-07-07 00:23:54

Straznik 3

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1332

Re: Las

    Atak wyprowadzony przez Uzumakiego obrócił się przeciwko niemu. Teraz w ich stronę zmierzał kunai, za którym na metalowej lince leciał ten przed chwilą wyrzucony przez Adattego. A wraz z nim wybuchowa notka. Młody Senju postanowił naprawić swój błąd, wyrzucając z dłoni strumień wody pod dużym ciśnieniem. Niestety, jego reakcje nie były wystarczająco szybkie, biorąc pod uwagę to, że tor lotu kunaia mógł być korygowany za pomocą doczepionej metalowej linki. Dlatego też technika suitonu minęła swój cel, który przeleciał obok, w dalszym ciągu pędząc w ich stronę.
    Kolejny raz jego tyłek został uratowany przez towarzysza, który sięgnął po technikę katonu, która spaliła notkę. Ta z kolei uległa zdetonowaniu i oślepiła wszystkich znajdujących się tam ludzi (wiadomo, że w ciemności jesteśmy bardziej wyczuleni na światło). Przy okazji obaj młodzieńcy mogli poczuć swąd palonych włosów. Chyba będą musieli zainwestować w peruki, o ile oczywiście uda im się wyjść cało z tej patowej sytuacji.
    Dai Endan pędził w stronę początku trajektorii lotu kunaiów. Nie sięgnął jednak celu, gdyż przeszkodziła mu w tym wodna bariera. Nastąpił głośny syk, a w miejscu zetknięcia się obu technik pojawiły się kłęby pary. Ale przeciwnik nie zamierzał pozostawić ognistej kuli bez odpowiedzi. Wiedząc, że ma przewagę wysokości, natychmiast przystąpił do ofensywy, a z jego ust wystrzelił ogromny strumień wody (3x porcja podstawowa), który począł zalewać stojących pod nim przeciwników (szybkość 180).

    [Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Straznik 3 (2015-07-07 18:04:09)

Offline

 

#390 2015-07-07 06:40:25

 Ikkyo

Klan Uchiha http://i.imgur.com/fGrX3h1.png

52378630
Zarejestrowany: 2014-12-20
Posty: 606
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 20 lat
WWW

Re: Las

     Poczułem dreszcz. Ba, poczułem też, że moje włosy zaczynają się smolić. Szybkimi ruchami rąk, polegającymi oczywiście na klepaniu, ugasiłem czuprynę. user bluźni. Będę musiał porządnie się umyć po tej walce. Pewnie cały jestem w sadzy i popiole. Chociaż dobre i to, lepiej mieć czarne ciało, niż umrzeć od własnego płomienia. Na szczęście nie stało się nam nic wielkiego. Co prawda wybuch nastąpił stosunkowo blisko, jednak dzięki mojej kuli ognia, nasze tyłki były jeszcze całe. Mimo wszystkiego mocno zgrzytnąłem zębami. Ten koleś mnie denerwował. I to bardzo mocno.
     Czułem narastającą irytację. Nie miałem na twarzy wypieków, przynajmniej nie spowodowanych emocjami. Nie byłem też jakiś żywszy, czy specjalnie pobudzony. Mój wygląd fizyczny pozostawał bez zmian, natomiast umysł już nie. Mózg pracował na tak ogromnych obrotach, że wszystkie emocje stanowiły prze tym nic. Pełen irytacji i zwyczajnej złości, podjąłem decyzję.
     Ten koleś musi zginąć. I user bluźni, nie ma bata, że puszczę mu płaczem te wszystkie ataki. Może i byłem zbyt dumny, jednakże walczyłem z głową. Gdyby nie ten fakt, prawdopodobnie obaj byśmy leżeli w ziemi. Nie cieszyłem się tym, że jestem silniejszy niż Adatte. Bardziej czułem respekt do niego, ponieważ mimo gorszych warunków, radził sobie nieźle. Fakt, mógłby już zginąć. Ale kto nie popełnia błędów.
     Moja technika Katonu przestała istnieć. Obecnie była jedynie parą wodną. Nasz przeciwnik postanowił wysłać ku nam wodny strumień, który oczywiście dał sobie radę z moim Dai Endanem.
      Nie czułem złości z tego powodu. To naturalne, że był niezły. Gdyby nie to, to nie mógłby zabić czerwonowłosego. Jednak czemu byłem zły? Bo intensywność tych ataków zwyczajnie mnie wkurwiała.
     Nie mówiłem nic. Nie chciałem też pozostawać w spoczynku. Jeżeli chodziło o wodę, to umiałem po miej chodzić w razie jej nasilenia zwyczajnie podskoczyłem (Reakcje 160) i utrzymaniem stopy na niej. Oczywiście wszystko to dzięki kumulowaniu chakry. Jaki miałem natomiast pomysł? Prosty. Żadnych pieczęci. Żadnego czekania. Po prostu atak.
     Ruch naszego wroga był głupi pod jednym względem. Ujawnił się. A ja nie miałem zamiaru tego nie wykorzystać. Jakież musiało być zdziwienie przeciwnika, gdy nagle został brutalnie zaatakowany moją iluzją.
     Jeżeli był słabszy niż ja, nie był osporniejszy na GenJutsu, zwyczajnie musiał zginąć.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Ikkyo (2015-07-07 08:35:18)

Offline

 

#391 2015-07-07 11:55:59

Adatte

Zaginiony

7348301
Zarejestrowany: 2014-07-23
Posty: 169
Klan/Organizacja: Uzumaki
KG/Umiejętność: Mokuton
Ranga: Członek klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17
Multikonta: Shinsaku

Re: Las

   Adatte był pełen podziwu zmieszanego z przerażeniem, kiedy zobaczył tak potężny atak, jaki wyprowadził jego towarzysz. Płonąca ściana mknęła przed siebie, a wszystko wskazywało na to, iż ma tylko jeden cel - siać pożogę. Był rad z tego, że nie musiał mierzyć się z Uchihą. Wszystko wskazywało na to, że jego poziom naprawdę jest niczego sobie, sądząc po jego aspektach fizycznych oraz kolejno wykonywanych atakach. Zadrżał na samą myśl, że przypadkiem mogliby stanąć kiedyś po dwóch stronach barykady.
   Uzumaki nie widział zbyt wielu potężnych ninja, toteż umiejętności Ikkyo wydały mu się wybitne. Ani śmiał je porównywać do swoich, które w porównaniu wypadały naprawdę marnie. Nie miał jednak zamiaru się jedynie przyglądać.
   Na razie nie miał jednak innego wyjścia. Kiedy ogniste jutsu już miało dosięgnąć celu, stało się coś nieoczekiwanego. Choć czerwonowłosy podejrzewał, że ten ruch przesądzi o sprawie, w jednej chwili ogień zaczął się tlić i skwierczeć, kiedy oponent odpowiedział wodną zagrywką. Powstała wielka chmura pary, która ładnie kontrastowała z czarnym otoczeniem. Przeciwnik był widoczny jak na dłoni.
   W następnej chwili zauważył jednak, że z jego strony zaczynając nadpływać ogromne ilości wody, które szybko zalewały całą okolicę. Prąd był niesamowicie silny, ściągając Uzumakiego w tył. Poczuł, jak stopy odrywając się od ziemi, spanikował. W pierwszej chwili nie miał pojęcia, co powinien uczynić, jednak w ułamku sekundy oprzytomniał. Nie chciał być przecież jedynie zawadą, której musiałby bronić Uchiha.
   Skumulował chakrę w stopach i odbijając się dłońmi od ziemi, udało mu się doprowadzić ciało do pozycji pionowej. Stanąwszy na wodzie, szybko przeskoczył na pobliskie drzewo i wbiegł kilka metrów w górę, by kolejne porcje nie porwały go po raz kolejny. Stając na jednej z gałęzi przeskoczył no kolejne drzewo, znajdujące się w bezpośrednim sąsiedztwie z miejscem, gdzie stał przed chwilą.
   Nie widział dokładnie, jakiego ataku użył Ikkyo, ale zakładał, że miał jakiegoś asa w rękawie, którego zamierzał użyć do kontrataku. Gdy tylko Adatte upewnił się, że nie jest to kolejna płomienna technika, złożył kolejne pieczęci, a z pędzącej pod nim wody wystrzeliła wodna trąba, długa na trzydzieści metrów, która wzbiła się w powietrze (szybkość: 75) i zaatakowała napastnika od góry. Celem Uzumakiego było nie uszkodzenie go samym uderzeniem wody, a raczej zepchnięcie go w odmęty wytworzonej przez niego wody.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Adatte (2015-07-08 14:22:21)

Offline

 

#392 2015-07-07 18:04:23

Straznik 3

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1332

Re: Las

    Przeciwnik został odkryty za pomocą płomienia z Dai Endan, który chwilę później przygasł w towarzystwie głośnego syknięcia. Jeżeli któryś z młodzieńców nie został na chwilę oślepiony nagłym blaskiem, mogli zobaczyć chłopca mniej więcej w ich wieku, który posturą przypominał Maseo, z którym wcześniej popadł w konflikt Ikkyo. Nasuwało się jednak pytanie, czy miałby on powód, by wyruszyć za niedawnymi gośćmi w las i ich zaatakować?
    Gdy przeciwnik zauważył, że obaj ninja mają wystarczające zdolności, by utrzymać się na powierzchni wody, której przybywało w szybkim tempie, przestał się silić i zaprzestał jej wykonywania. Nie oznaczało to jednak, że można było stanąć na ziemi - poziom wody wynosił około 2 metrów. Oznaczało to, że młodzieńcy cały czas musieli uważać, gdzie stąpają.
    Kiedy tylko Adatte i Ikkyo uporali się z nową sytuacją podłoża, przypuścili zsynchronizowany atak. Uchiha zasięgnął po niezbyt popularne genjutsu, natomiast Uzumaki skorzystał z techniki natury swojego przeciwnika, starając się uderzyć go wodnym biczem, któy powstał z wytworzonego zbiornika wody.
    Jak wielkie musiało być zdziwienie partnerów, kiedy żadna z tych technik nie wyrządziła przeciwnikowi nawet najmniejszej szkody. Zdawał się on nawet nie zauważyć starań Uchihy, a atak czerwonowłosego z łatwością został uniknięty (reakcje 200).
    Nagle obaj młodzieńcy mogli spostrzec, że pole widzenia znacznie się zawężyło, a przyczyną tego bynajmniej nie była noc. Nawet Sharingan nie pomógł Ikkyo, jako że powietrze zostało wypełnione licznymi cząsteczkami chakry. Od teraz każdy był zdany tylko i wyłącznie na siebie - nie było najmniejszej szansy, by któremuś udało się wypatrzeć towarzysza w najbliższym czasie.
    Wkrótce przy Adattem znajdowało się 10 klonów, które wolnym krokiem zbliżały się do niego. Został otoczony z każdej możliwej strony, niektórzy wchodzili po drzewie. Widocznie ktoś o aparycji Maseo opanował tę samą umiejętność, jaką było chodzenie po drzewach. Przez utrudnienia widoczności, Uzumakiemu udało się dostrzec wrogów praktycznie w ostatniej chwili. Każdy z nich trzymał w obu rękach po kunaiu. Dało się słyszeć natarczywe szepty: oszust, kłamca, złodziej.
    Ikkyo przez chwilę miał czas dla samego siebie. Nie widział nikogo, a jego technika genjutsu spełzła na niczym. Po chwili w jego stronę pomknął ogromny strumień wody, który następnie przeobraził się w wielkiego smoka (prędkość 250).

    [Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#393 2015-07-08 11:16:53

 Ikkyo

Klan Uchiha http://i.imgur.com/fGrX3h1.png

52378630
Zarejestrowany: 2014-12-20
Posty: 606
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 20 lat
WWW

Re: Las

     Maseo? Niemożliwe. Ten dzieciak. Ten kurdupel. Ten gość, który swoim zachowaniem doprowadził mnie do szewskiej pasji. Okazało się, że to on stał za tym wszystkim? Czułem jedynie złość, która narastała we mnie. Dlaczego to zrobił? Dlaczego ten idiota postanowił nas śledzić? Być może chciał się odegrać. Ba, to najbardziej banalna opcja. Jeżeli nie był bandytą, czy innym kryminalistą, czy tam psycholem, to po prostu sam dałem mu do ręki motyw. Najprawdopodobniej był zły za to, jak go potraktowałem. Ja też byłem zły i to cholernie. Przede wszystkim samego siebie, bo gdyby nie mój idiotyzm, to nie znaleźlibyśmy się w tej sytuacji. Jednakże do naszego rówieśnika, którym wcześniej rzuciłem jak szmatą, też coś czułem.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]



Akcept by Masaru.

     Złość jeszcze większą. Szewską pasję, o której wspominałem wcześniej. Jeżeli miał do mnie sprawę, to powinien załatwić to na miejscu, albo po opuszczeniu domostwa. Nie musiał wciągać w to Adatte. Uzumaki nie wplątał się w tą kłótnię w żaden sposób, nawet go bronił.W takim obrocie sprawy czułem więc jedynie żałość i złość naprzemiennie. Co, jeżeli zawiniłem tylko ja, a karę poniesiemy obaj? Nie wiem. Zgrzytnąłem mocno zębami. Ten dzieciak jeszcze mnie zapamięta. I już ja mu to, khurwa, obiecuję.
   
     - Chodź do mnie. Podejdź, a nie kryjesz się za tą mgłą. - mruknąłem pod nosem. Wiedziałem, że tamten ani nie usłyszy, ani nie spełni mojego wezwania. Nic straconego. Mimo beznadziejnej sytuacji wiedziałem jak się zachować. Na szczęście pozostał we mnie jeszcze instynkt samozachowawczy. I jeszcze lepiej, że potrafiłem reagować natychmiastowo. To bowiem, co kilka sekund później ujrzały moje oczy, przekroczyło najśmielsze me granice.

     Wodny smok, który zmierzał w moim kierunku był szybki. Cóż, nie ukrywam, że poczułem trwogę. Ale tylko na sekundę. Już w tej następnej wykonałem prosty manewr. Odskoczyłem do tyłu, najdalej jak się tylko dało (Reakcje 160). W tym samym czasie nabrałem powietrza do płuc. Kula ognia, którą wytworzyłem wcześniej, ponownie ujrzała światło dzienne. A w zasadzie to jej siostra. Była równie prędka co jej siostra (Szybkość Jutsu 315, Siła 300 - maksymalna dla technik rangi B). Liczyłem na prosty mechanizm. Miała ona zwyczajnie spotkać wodnego smoka i zderzyć się z nim. Dzięki temu doszłoby do wyparowania, a ja byłbym bezpieczny. Jeżeli jednak tak się nie stało, zacząłem składać pieczęci do techniki podmiany.

     Gdy udało mi się wyjść z niebezpiecznej sytuacji, natychmiast ruszyłem. Musiałem się poruszać. Inaczej byłbym zbyt łatwym celem. Złożyłem pieczęć w biegu i stworzyłem klona. Pomknął on kierunku wcześniejszej kryjówki Maseo, natomiast ja sam skierowałem się do mojego towarzysza. Widziałem, gdzie wylądował. Wiedziałem, ze i go nawiedzi ten niski kurdupel. Trzeba było z nim walczyć, a jak na razie jego jedyną słabością zdawało się być TaiJutsu. Już ja mu pokażę...

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Masaru (2015-07-08 19:19:37)

Offline

 

#394 2015-07-08 14:11:07

Adatte

Zaginiony

7348301
Zarejestrowany: 2014-07-23
Posty: 169
Klan/Organizacja: Uzumaki
KG/Umiejętność: Mokuton
Ranga: Członek klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17
Multikonta: Shinsaku

Re: Las

   Wciąż trzymał zaciśniętą ostatnią pieczęć, za pomocą której kontrolował wodny bicz, którym zamierzał smagnąć przeciwnika i zatopić go w wodzie, którą sam w nich wymierzył. Jakież był jego zaskoczenie, kiedy ujrzał, że ten bez problemu kolejny raz wyprowadza kontrę. Po udanym uniku przed pędzącym w jego stronę jutsu oraz dziwną techniką Ikkyo, której efektów w ogóle nie zauważył, atmosfera zgęstniała. I to dosłownie.
   Powietrze wokół nasycało się białymi drobinkami, które coraz bardziej przysłaniały mu widok. Do tej pory niemal czarne, teraz wszystko stawało się znacznie jaśniejsze. Wyglądało to tak, jakby mgła nagle spowiła cały teren lasu, w którym się znajdowali. W jednej chwili stracił z oczu zarówno chłopaka łudząco podobnego do Maseo oraz swojego towarzysza.
   Nie miał pojęcia, co powinien robić. Do głowy przychodziło mu tylko jedno - myśl o sobie; Ikkyo na pewno sobie poradzi. Spodziewał się, że cały ten zabieg z ograniczeniem widoczności pochodzi z inicjatywy napastnika. Nigdy przedtem nie był bowiem świadkiem, żeby mgła pojawiła się tak nagle i to w samym środku burzy. Podejrzewał jednak, że miała ona na celu to, aby pozbawić Uchihę pomocnej ręki czerwonowłosego. W końcu to on zalazł mu za skórę.
   Ku jego zdziwieniu, zanim się obejrzał, do jego uszu dotarł dziwny syk. Z początku niekształtny, szybko nabrał wyrazu. Zląkł się, kiedy zdał sobie sprawę z tego, co wygadują zmierzający w jego stronę zduplikowani przeciwnicy. Od zawsze chował w sobie lęk przed zdradzeniem swojej tożsamości. Tym bardziej, że w celu jej krycia naopowiadał wiele kłamstw. Czyżby Maseo go przejrzał?
   Nie miał czasu na zastanawianie się. Musiał uciekać. Widział, do czego był zdolny ich przeciwnik, który posługiwał się tak niebezpiecznymi technikami. Wydobył więc dwa kunaie, po jednym do każdej ręki i cisnął nimi w dwóch najbliższych przeciwników (szybkość lotu: 55), którzy zdecydowali rozpocząć pionową wędrówkę po pniu drzewa.
   Tuż za nimi wyciągnął jeszcze jeden, mały przedmiot. Wbił go w pień drzewa, na którym stał. Następnie palce splotły się w pieczęć węża, a tuż przy jego stopach wyrósł drewniany bal (szybkość tworzenia: 30), prostopadle skierowany w stosunku konaru drzewa. Stał na wydłużającym się pniaku, coraz bardziej oddalając się od drzewa.
   Gdy przebył kilka metrów, zamknął oczy, a całą okolicę ogarnęło ostre światło. Spodziewał się, że eksplozja będzie jeszcze bardziej oślepiająca niż kiedykolwiek, ponieważ światło odbijałoby się od kolejnych cząsteczek unoszącej się mgły, ogarniając napastników z każdej strony.
   

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Adatte (2015-07-08 14:17:31)

Offline

 

#395 2015-07-08 23:03:02

Straznik 3

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1332

Re: Las

    Ikkyo nie miał wystarczająco czasu, ani tym bardziej zdolności, by w porę zareagować na pędzącego mu na spotkanie wodnego smoka. Gdy tylko odbił się od powierzchni wody na kilka centymetrów, został całkowicie pochłonięty przez wodny twór. Smoczysko porwało go, po czym zanurzyło się pod powierzchnią wody, uderzając pasażerem mimo woli o taflę wody.
    Uchiha po raz kolejny szukał ratunku w ognistej technice, choć jego plan nie miał najmniejszej szansy powodzenia. Po pierwsze nie zdążył nabrać wystarczającej ilości powietrza. Po drugie nadciągająca technika była zbyt szybka. Po trzecie dobrze, że mu się nie udało. Zetknięcie się z rozgrzanymi oparami z odległości kilku-kilkunastu centymetrów (na więcej nie mógł liczyć) zakończyłoby się ogromnymi poparzeniami.
    Tak więc Ikkyo został wciągnięty pod wodę, nie mogąc wyrwać się z uścisku smoka. Stawiany przez wodę opór nie był przyjemny, jak pływanie w jeziorze, lecz jak walka z ogromnymi falami, które w skrajnych przypadkach były w stanie łamać maszty i pokłady statków, nie wspominając już o czymś tak kruchym, jak kręgosłup.
    Został wciągany pod wodę tak długo, aż smok nie rozpadł się na drobne krople po spotkaniu z podłożem. To samo stało się z czerwonookim. Uderzając o ziemię, uderzył mocno prawym przedramieniem o grunt, co spowodowało pęknięcie kości. Cóż, przynajmniej nie był już uwięziony w korpusie wodnego smoka, a od drogocennego powietrza dzieliły go zaledwie 2 metry.
   
    Jeżeli chodzi o drugiego z poszukiwaczy przygód, to mimo ograniczonych możliwości, poradził sobie całkiem dobrze, co po tylu wpadkach pod rząd mogło zdziwić i jego samego. Dwa kunaie, które wyrzucił w kierunku zbliżających się sylwetek, sięgnęły celu, jednak nie wbiły się nie. Przeleciały przez nie na wskroś, a przebite postaci rozpłynęły się w powietrzu, jak gdyby uległy skropleniu. Młody ninja nie spoczął jednak na laurach, wiedząc, że klonów nadciąga więcej. Ich umiejętności bitewne może i nie powalały skutecznością, ale dzierżona przez nie broń, mogła poważnie poharatać.
    Używając nietypowej bomby niespodzianki, oślepił on zbliżających się przeciwników. Mimo że sama bomba skutecznie ograniczała pole widzenia, to nie było jej widać już nawet w odległości 10 metrów, a klony już po sekundzie obrały prawidłowy kierunek. Mimo tego KG Senju utrzymywało ich na bezpieczną odległość. Adatte mógł czuć się bezpieczny, przynajmniej na razie.

Offline

 

#396 2015-07-09 22:31:22

 Ikkyo

Klan Uchiha http://i.imgur.com/fGrX3h1.png

52378630
Zarejestrowany: 2014-12-20
Posty: 606
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 20 lat
WWW

Re: Las

     Czułem jedynie ból. Wirować. Wcale nie jest tak łatwo wykonywać to czynność. Niektórzy czuliby więc dumę. Spełnienie. Pewni siebie krzyczeliby i głośno obwieszczali, że robią to, czego większość pospołu nie potrafi. Cóż za zabawna sytuacja. Bo ja nie miałem ochoty wykonywać takich czynności. Powiem więcej, gdybym usłyszał teraz jakiekolwiek dobre słowa na temat nurkowania i manewrów pod wodą, uderzyłbym z całej siły w dany cel. A akurat parę w dłoni miałem całkiem pokaźną.

     Nasuwa się jednak jedno ważne pytanie, a może i kilka. Co takiego myślę na temat wirowania? Czemu nie chcę teraz wirować? Co sprawiło, że poruszałem się wbrew własnej woli?

     Nienawidzę go. Nienawidzę tego pierdolonego Maseo. Jego wodny smok sprawił, że czułem teraz palący ból w przedramieniu. Wiedziałem, że parę dni mam z głowy, jeżeli chodzi o machanie rączką. Na szczęście kość nie była złamana. Przejdzie mi, za te cholerne kilkadziesiąt godzin. A co tymczasem robiłem?

     Zacząłem płynąć. Ból był denerwujący, jednak w moim umyśle nie istniało coś takiego jak słowa - nie umiem, nie potrafię, nie zdołam. Maseo wywołał u mnie tak wielki potok złości, że dziwił mnie fakt, iż woda jeszcze nie wyparowała. Prędko (Szybkość 130) płynąłem, korzystając z nóg i jednej ręki. Gdy znalazłem się na powierzchni, wysłałem chakrę do dłoni i nóg, aby spokojnie wybić się na lustro wody. W końcu, po paru minutach eliminacji, wróciłem do gry. Wreszcie.

     Mój czerwony wzrok szukał go. Szukał tego śmiecia, który wprowadził mnie w ten stan. Jeszcze tego pożałujesz, myślałem. Żebym tylko, do szerokiej pizdy, miał okazję odbić się na tym dzieciaku. Cóż, jego domek nie jest ognioodporny. A babcia z pewnością polubi wysokie temperatury. Oczywiście taka forma zemsty pozostawała bronią ostateczną. Na razie chciałem znaleźć mojego kompana.

     Wytężałem słuch. Najmocniej jak mogłem. Próbowałem tym zmysłem zlokalizować przyjaciela... Zaraz, co ja powiedziałem? Przyjaciela? Ja... On... Tak. Dziwne, ale między mną, a tajemniczym rudasem pojawiła się więź. Adatte był mi jak bliska osoba. I dlatego walczyłem w naszej obronie. Tak samo dlatego wytężałem teraz słuch...

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#397 2015-07-10 09:58:44

Adatte

Zaginiony

7348301
Zarejestrowany: 2014-07-23
Posty: 169
Klan/Organizacja: Uzumaki
KG/Umiejętność: Mokuton
Ranga: Członek klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17
Multikonta: Shinsaku

Re: Las

   A więc jego manewr wypadł całkiem dobrze. Taką przynajmniej miał nadzieję, kiedy spostrzegł, że jeszcze chwilę wcześniej otaczający go wrogowie znikli z pola jego widzenia, które było jednak znacznie uszczuplone. Nie miał jednak zamiaru się zatrzymywać.
   Wciąż ściskał pieczęć węża, która umożliwiała mu oddalanie się od oblężonego drzewa coraz to dalej i dalej. Starał kierować się w taki kierunku, gdzie widział Uchihę po raz ostatni. Podejrzewał bowiem, że wspólnymi siłami mogą nieco więcej niż w pojedynkę. Obawiał się tylko jednego - że przeciwnik za główny cel wybierze tym razem jego, zajmując się sprawami własnoręcznie, a nie pozostawiając czarną robotę pachołkom, którzy nawet nie próbowali go specjalnie gonić.
   Musiał jednak zaryzykować. Nie widział innego wyjścia, jak choćby spróbować. Tym bardziej, że i on wybawił go z opresji. Rozglądał się wokół i nasłuchiwał, jednak poza szumem płynącej gdzieś pod nim wody oraz plusku odbijających się od jej tafli kropli deszczu nie słyszał nic. O dostrzeżeniu czegokolwiek też mógł jedynie pomarzyć. Mgła nie odpuszczała.
   Poczuł, jak wydłużana drewniana belka napotkała na jakąś przeszkodę. Okazało się, że było to kolejne drzewo, być może nawet te, obok którego stali, zanim zwaliło się na nich inne. Wbił więc drewniany pal w jego korę, tworząc most pomiędzy dwoma drzewami.
   Wtem, zdawało mu się, że coś usłyszał. Może to z nadmiaru adrenaliny i ekscytacji, które podsuwały mu nierealistyczne bodźce, a może faktycznie ktoś biegł w jego kierunku. Nie zwlekając ani chwili, zdetonował pozostawioną wcześniej notkę wybuchową, którą przymocował do drewnianego tworu (opisałem to w hide w poprzednim poście).
   W ten sposób mógł pozbyć się kilku nacierających przeciwników, a jeżeli nikt póki co nie udał się w pogoń za nim, odciął im ewentualną drogę. W razie czego, gdyby on potrzebował takiego połączenia, mógł przecież poratować się znajomością Mokutona.
   Zamarł, zdając sobie sprawę, że wybuch mógł przyciągnąć do niego Maseo, czy kogo tam do nich przywiało. Zamarł w bezruchu i nasłuchiwał, składając na wszelki wypadek pieczęci do techniki podmiany.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Adatte (2015-07-10 09:59:14)

Offline

 

#398 2015-07-14 08:24:43

Straznik 3

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1332

Re: Las

    W przepełnionej chakrą mgle działo się wiele, ale młodzieńcom nie było dane wydarzeń tych zobaczyć na własne oczy. Nie widzieli zatem, jak notka wybuchowa rozrywa na strzępy (a może raczej krople) klony Maseo, który gdzieś się zaszył. Czyżby szykował jakąś pułapkę? A może chciał podejść niespostrzeżenie do jednego z nich i wykluczyć z dalszej rozgrywki, wyrównując tym samym swoje szanse?
    Ikkyo wypłynął na powierzchnię, choć ciężko było stwierdzić, czy to jego ramię ucierpiało bardziej, czy może jego duma. Chciał on czym prędzej odnaleźć swojego towarzysza, rezygnując z usilnych starań dostrzeżenia czegokolwiek przez wszechogarniającą go zasłonę. Zamiast tego postanowił bazować na innych zmysłach, wytężając słuch. Jak na zawołanie jego uszy dobiegł odgłos dość znacznego wybuchu. Czy było już za późno?
    Tymczasem Adatte stał nieruchomo pod jednym z drzew, mając nadzieję, że schował się przed bacznym okiem Maseo i jego klonów. Nasłuchiwał otoczenia, kiedy poczuł, że ze wszystkich stron otulają go liście, a on sam odpływa w sen na jawie. Czy miał wystarczająco dużo silnej woli, by oprzeć się zmęczeniu? (Maseo: umysł 1).

    [Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#399 2015-07-14 21:12:59

 Ikkyo

Klan Uchiha http://i.imgur.com/fGrX3h1.png

52378630
Zarejestrowany: 2014-12-20
Posty: 606
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 20 lat
WWW

Re: Las

     Byłem zły. Nie, nie zły. Wściekły. Rozgrzany do czerwoności. Sam nie wiedziałem, co jest bardziej szkarłatne. Moja twarz, czy kimono. Niestety, z pewnością był to przedmiot. Pobyt w wodzie nie należał do przyjemnych zjawisk, jednakże z pewnością zmył ze mnie pychę i pobudzenie ciała. W końcu każdy reagował w różne sposoby, prawda? Niektórzy robili się czerwoni, inni bladzi. Ja zazwyczaj igrałem z kolorami. Jak gdybym nie mógł się zdecydować. Obecnie czułem gorąco w moim ciele i wiedziałem jedno - musiałem coś ze sobą zrobić. Jak na razie doszedłem do jednego banalnego wniosku, który ułatwił mi przeżycie. Cóż, może nie do końca, ale z pewnością dał mi wskazówkę, jak mam się teraz zachować.

     Przeciwnik nie chciał mnie. To nie miało sensu. Racja, we mnie były wymierzone centralne ataki, ale tylko dlatego, że byłem silniejszy. Adatte był celem. Kunai w kałużę. Potem następny z notką. Jeszcze teraz mgła, aby nas oddzielić i atak w moją stronę, który mógłby mnie zabić, gdyby dodać do niego więcej "miłości". Albo przeciwnik brał mnie za idiotę, albo sądził, że taka technika mnie zabije. Cóż, mylił się. Miałem wiele szczęścia, ale mój towarzysz już nie. Bo z pewnością teraz on został zaatakowany. Tak przynajmniej podpowiadał mi rozsądek. Dlatego tak mocno wytężałem słuch. Jak gdyby miało to coś zmienić...

     No i zmieniło. Wybuch. Nah, notka wybuchowa. Rozpoznam to dziadostwo na kilometr, sam przecież jestem wielkim fanem ekwipunku ninja. Wyruszyłem poderwany. Bieg, który teraz uprawiałem, był naprawdę niezły. Przynajmniej ja podziwiałem siebie za szybkość (130). Czyżbym miał się rozwinąć w krótkim czasie? Czort wie, ale jedna myśl mnie dręczyła. Co się dzieje z Maseo i z rudym? O ile ten pierwszy w moim mniemaniu powinien zginąć, to ten drugi już nie. Dlatego tak mocno korzystałem z moich kończyn. Ból w ręce dalej pozostał, ale zacisnąłem mocno zęby. Parę dni i znowu będę całkowicie sprawny. A jak na razie, to istniało większe ryzyko, niż osunięcie, czy tam pęknięcie kości.

     Gdy tylko zlokalizowałem miejsce wybuchu, zacząłem wzrokiem szukać Adatte. Jeżeli to zrobiłem, zauważyłem, że jest pod wpływem działania iluzji. Dostałbym się wtedy do niego i przelał odrobinę chakry, aby przełamać GenJutsu. Jeśli natomiast zauważyłem Maseo... Cóż, w umyśle zaatakowałbym je frontalnie, ale lepiej się wstrzymać, bo nie wiem jak wygląda sytuacja.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#400 2015-07-15 19:04:48

Adatte

Zaginiony

7348301
Zarejestrowany: 2014-07-23
Posty: 169
Klan/Organizacja: Uzumaki
KG/Umiejętność: Mokuton
Ranga: Członek klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17
Multikonta: Shinsaku

Re: Las

   Stał nieruchomo i nasłuchiwał. Czy sklonowany napastnik nadal za nim podąża? A może nie udało mu się przewidzieć całkiem sprytnie zastawionej pułapki, która miała oddzielić ich od Uzumakiego? Nie usłyszał jednak niczego, poza potężnym wybuchem, którego sam był sprawcą. Spoglądał dookoła, lecz niczego nie dostrzegł. Cóż, przynajmniej z boku powinien być bezpieczny. Drewno, na którym stał, nie tworzyło już mostu pomiędzy drzewami, a przypominało raczej pojedynczą belkę, wystającą z pnia. A wszystko za sprawą maleńkiej notki wybuchowej.

Nagle poczuł, jak zrywa się wiatr. Liście zerwały się i urządziły dzikie harce, wijąc się dookoła niego. Skąd się wzięły? Nie wiedział. Pewnie zerwały się z drzewa, pod którym się znajdował. Mimowolnie podążał za nimi wzrokiem, śledząc każdy ich ruch. Nim się obejrzał, zabawy dobiegły końca, a tancerze odlecieli. Otrząsnął się z osłupienia, w jakie wprawiły go liście i kolejny raz przystąpił do nasłuchiwania. W końcu sobowtóry mogły już odnaleźć miejsce jego kryjówki.
   I wtedy to usłyszał. Chlupot wody, dobiegający tuż spod drzewa, na którym się znajdował. Zeskoczył z niego i ku swemu zaskoczeniu dojrzał swoją matkę. Nie zastanawiał się nawet, jakim cudem potrafiła ustać na tafli, nie to bowiem było najważniejsze. Była całkiem zapłakana, nie potrafiła złapać oddechu. Zupełnie, jakby biegła spory kawał drogi. Kiedy go ujrzała, załkała jeszcze donośniej. Dostrzegł, że jej plecy wygięły się wpół, zmuszając ją do wykonania skłonu. Jedną ręką opierała się o drzewo, natomiast drugą kurczowo ściskała prawy bok. Dostrzegł wydobywającą się stamtąd strużkę krwi. Zamarł, a oczy momentalnie napełniły się łzami. Nim zdążył cokolwiek powiedzieć, ta weszła mu w słowo.
   - Adatte, tak się cieszę, że cię znalazłam! Muszę ci coś wyznać. Zanim będzie za późno... Musisz przestać szukać swojego ojca. Specjalnie nigdy ci o nim nie mówiłam, żeby oszczędzić ci cierpienia. Kiedy dowiedział się, że jestem w ciąży, próbował cię zabić. Twierdził, że nie może mieć dziecka z taką kobietą jak ja. Był prawie dwadzieścia lat młodszy ode mnie. Wziął nóż i chciał rozpruć mój brzuch, lecz sąsiedzi przybiegli z pomocą. Wtedy... - kaszlnęła, z trudem łapiąc oddech. - Poderżnął sobie gardło...
   Ścisnęła bok jeszcze mocniej, po czym opadła na kolana. Adatte natomiast stał, sparaliżowany strachem. Mógł tylko patrzeć. I płakać.

Offline

 

Stopka forum

RSS
Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB
Polityka cookies - Wersja Lo-Fi


Darmowe Forum | Ciekawe Fora | Darmowe Fora
www.mibmnst.pun.pl www.wspolnotagloriapark.pun.pl www.fpus.pun.pl www.informatykaiekonometria.pun.pl www.pokemonots.pun.pl