Ogłoszenie


#401 2016-08-06 21:34:47

Straznik 1

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1581

Re: Tereny starego Boin

Na widok emocji wyrażonych przez Shinsaku przez moment na twarzy staruszka pojawiła się wyraz triumfu, szybko jednak przeminął gdy zdał sobie sprawę, że zwój z jakimś tam ostrzem był dla wyrzutka bardziej poruszający niż informacje które otrzymał. Z wyraźnym smutkiem przyglądał się popisowi lidera organizacji Wyrzutków. Czyżby zastanawiał się jak teraz ukarać Wyrzutka. Niezależnie od pozycji jaką zajmował Shinsaku jego zachowanie mogło spotkać się z surową karą. Przez swoją nierozwagę wyrzutek mógł skazać nie tylko siebie, ale także swoją organizację na zagładę z armią kraju błyskawicy nie było żartów o czym świetnie przekonał się już jeden klan ninja. Jak mu tam było? Ach, tak, Uchiha. Jednak wbrew wszystkiemu starzec wydawał się nie przejmować kpinami, być może uznał, że właśnie taki ukłon powinien być odpowiedni, być może uznał że Shinsaku wreszcie zaczął postępować jak należy. Być ujrzał tylko to co chiał, a być może przymknął oko na zachowanie wyrzutka. Wciąz niewiele było wiadomo o tajemniczym rozmówcy.
[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#402 2016-08-07 07:42:03

 Ikkyo

Klan Uchiha http://i.imgur.com/fGrX3h1.png

52378630
Zarejestrowany: 2014-12-20
Posty: 606
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 20 lat
WWW

Re: Tereny starego Boin

     Stałem wśród towarzyszy i nagle... Coś mnie złapało. Poczułem ogromny ból głowy. Nagłe zjawienie sie Yocharu, wiadomość o śmierci Zangetsu. Nie wiadomo czemu poczułem zdecydowany upływ sił. Zbladłem, chociaż moja cera i tak należąła do tych jasnych. Biały jak mleko prawie upadłem na ziemię. Ledwie co utrzymywałem się na stopach. Czy to Genjutsu? A może jakaś choroba? Zadziwiające, po raz pierwszy w życiu czułem upływ woli walki. Siły opuściły moje ciało, a wybrały sobie chyba najgorszy moment. Nie mogłem w to uwierzyć. Ja, zawsze chętny do reagowania, pewny siebie i znający jakieś ograniczenia, teraz nagle opadłem z sił.

     Dopadły mnie dreszcze. Jednak kiedy usłyszałem Yocharu, ocknąłem się. Nie. Ja tutaj dowodzę. Już i tak zdawałem sobie sprawę z tego, że wstrzymałem drużynę na jakiś czas. Wstyd, jaki mnie dopadł, był ogromny. Hańba - nie, ale na pewno złość. Poczułem, że agresja mnie obudziła. Wyprostowałem się, a moi towarzysze z pewnością to zauwazyli. Na mojej twarzy widać było jedynie złość, którą jakoś chciałem ukryć. Nie potrafiłem. Jak mogłem zapomnieć się w takim momencie? Pełen niepokoju, który jednak jakoś ze mnie uciekał, postanowiłem przemówić.

     - Nie, Yocharu. Nie musicie mnie ukrywać. Dopadł mnie atak. Czego? Nie wiem. Śmierć Zangetsu, wybicie klanu, to wszystko mnie przytłacza. Czuję się z nim bardzo związany, jak gdybym był jednym z najważniejszych jego członków. Oczywiście to tylko problemy chwilowe, jednak jestem zadziwiony sam sobą. Przepraszam was za moje zachowanie, ale wzywam do czujności. Wciąż jestem dowódcą i nie mam zamiaru stać w miejscu, na co was skazałem przez te kilka minut. Wybaczcie, przyjaciele. - powiedziałem głosem niskim, ale z wyczuwalną notą gniewu do samego siebie. - Yocharu, również znam technikę kamuflażu. Zrobimy jak zaproponowałeś. Ukryjemy się i wejdziemy po prostu za Logenem, który musi się jakoś przebrać. W razie czego możemy odwrócić uwagę strażników. W ostateczności, któryś z nas zabije przeciwników. Chaos, który wtedy powstanie, będzie zbyt wielki, aby zauważono wejście jakiegoś starca. Musisz tylko pobrudzić twarz ziemią, upaskudzić sobie włosy i stworzyć najgorszą fryzurę, jaką kiedykolwiek miałeś. Płaszcz weź od Yocharu. Zrób to szybko. Już i tak straciliśmy wystarczająco wiele czasu przez moją słabość.

Offline

 

#403 2016-08-08 08:02:41

 Shinsaku

Wyrzutek http://i.imgur.com/pXCGfcW.png

7348301
Zarejestrowany: 2012-08-30
Posty: 1269
Klan/Organizacja: Wyrzutek
KG/Umiejętność: Kibaku Nendo / Jinchūriki
Ranga: Lider Wyrzutków
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 37
Multikonta: Adatte

Re: Tereny starego Boin

   Wyrzutek czuł na sobie badawcze spojrzenie starca, który prześwietlał go na wylot. Zupełnie, jak gdyby chciał ocenić, czy zebrane na jego temat informacje nie mijają się z prawdą, a przez to dojść do odpowiednich wniosków - czy mężczyzna jest gotowy zaufać mu i zdradzić faktyczny cel, dla jakiego go tu ściągnęli. Nakayama nie przejmował się w żadnym wypadku. Nie śmiał wątpić w kompetencje szpiegostwa Kraju Błyskawicy, którzy zapewne rzetelnie wykonywali swoje obowiązki. Miał nadzieję, że wzięli też poprawkę na ostatnie wydarzenia, kiedy to przyszło mu stać się nosicielem demona. W tamtej chwili pomyślał, że może to być maleńki problem dla jego rozmówcy. Nie miał zamiaru rozpoczynać pogawędki od wspominania o tej, być może niezbyt przyjemnej sprawie.
[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Shinsaku (2016-08-08 08:03:54)

Offline

 

#404 2016-08-08 18:33:33

 Logen

Uchiha http://i.imgur.com/27UXC1z.png

2478898
Zarejestrowany: 2009-12-18
Posty: 694
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Członek Klanu
Płeć: M
Wiek: 34

Re: Tereny starego Boin

    Yocharu podał kolejny pomysł, jak można by się dostać za mury. Przyznać trzeba było, ze jest to plan dość prosty, a jednocześnie – przynajmniej w teorii – bardzo skuteczny. Logen jako jedyny nie miał takich zdolności, więc musiał posłużyć się przebraniem. Przyjął płaszcz, który ściągnął młodszy Uchiha, ze skinieniem głowy, przystając na jego plan.

    Wtem czas ocknął się drugi Uchiha, Ikkyo. ”Wreszcie…” – pomyślał najstarszy z grupy, przyglądając się uważnie liderowi. Logen zamierzał wyrazić swoją opinię co do planu Yocharu, jednak ubiegł go w tym Ikkyo. Słowa dobierał takie, jakich chciał użyć w swojej wypowiedzi Logen, jednak ton jego głosu był inny. Kiedy skończył, najstarszy Uchiha był już ubrany w otrzymany płaszcz.

    - Potargane włosy i ubrudzone ciuchy i twarz… żadna to nowość dla mnie. – powiedział Logen, a kąciki ust uniosły się w chytrym uśmiechu. – Ale to opowieść może na inny czas. – dodał pospiesznie, kucając.

    Szybko zebrał rękami trochę ziemi, po czym wtarł ją w płaszcz w różnych miejscach. Potem to samo zrobił z twarzą i włosami, dodatkowo je targając. Po chwili już uzyskał zamierzony efekt. Wstał, spoglądając to na jednego, to na drugiego towarzysza, sprawdzając ich reakcję. Wpadł mu do głowy jeszcze jeden pomysł, jak uwiarygodnić przebranie. Rozejrzał się po okolicy, szukając jakiegoś grubszego kawałka drzewa – gałęzi, albo kawałka pnia chudszego drzewa. Kiedy znalazł odpowiedni kawałek, wziął go do ręki, stuknął w ziemię i podparł się na nim.

    - Chyba teraz na wędrowca strudzonego długą drogą wyglądam… – skomentował swój wygląd najstarszy z grupy. Ktoś, kto go nie znał, nie mógłby teraz stwierdzić, że jest to członek niegdyś wielkiego i potężnego klanu. – Jeśli już ustaliliśmy co i jak, to pora wyruszać. Tylko uważajcie na mnie… bo jak wpadnę, to będzie potem ciężko. A wy możecie się poruszać niemal dowolnie.

    Skończywszy swoją wypowiedź Logen ruszył wolnym, zmęczonym krokiem w stronę udeptanego szlaku, po którym jeździły powozy, patrole, itd. Dokładnie zapamiętał plan, który przedstawił im Yocharu… i zamierzał się do niego stosować.


http://i.imgur.com/fWw5y3s.jpg


Legenda mowy/myśli:
mowa postaci (#CF2929)
myśli postaci
Fukusaku (#006400)
Shima (#228D22)
Gamabunty (#008000)
Gamahiro (#ADFF2F)
Gamaken (#556B2F)
Gamakiri (#7FFF00)
Gama (#9ACD32)
Gomo (#7CFC00)
Gamatatsu (#32CD32)
Gamakichi (#00FF00)

Offline

 

#405 2016-08-08 21:27:35

Straznik 1

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1581

Re: Tereny starego Boin

Shinsaku


   Staruszek spojrzał na zachodzące powoli niebo, którego promienie wciąż słabo oświetlały pomieszczenie wpadając przez okno. to samo okno, przez które wyrzucił drogocenny zwój wyrzutka. Pewni przedstawiciele klanu Uchiha mogli żałować bo gdyby w tym momencie stali pod tym oknem, mogli by mieć znacznie ułatwione zadanie odbudowy swojego klanu. tymczasem zwój musiał skończyć w rękach sługi, który zajmował się porządkiem na dziedzińcu.  W ostatnich promieniach słońca złote smoki na ubiorze staruszka wyglądały imponujący. Sam mężczyzna zaś pokazał coś czego Shinsaku nie miał okazji oglądać delikatnie rozluźnił kimona spod którego ukazało się monstrum, uśmiech na jego twarzy widniał uśmiech. Naturalny prawdziwy uśmiech niezbyt pasował do sylwetki tego człowieka po rysach twarzy było widać, że staruszek rzadko przez te wszystkie lata miał okazje się uśmiechać. Było więc w tym coś co nie pasowało, nie dało się jednak ukryć, że słowa Wyrzutka najwyraźniej ucieszyły go.
[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#406 2016-08-09 16:50:29

 Shinsaku

Wyrzutek http://i.imgur.com/pXCGfcW.png

7348301
Zarejestrowany: 2012-08-30
Posty: 1269
Klan/Organizacja: Wyrzutek
KG/Umiejętność: Kibaku Nendo / Jinchūriki
Ranga: Lider Wyrzutków
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 37
Multikonta: Adatte

Re: Tereny starego Boin

   Nie odrywał oczu od swego rozmówcy, tym bardziej po tym, co zobaczył. Wnioskując z jego wcześniejszej decyzji, zgodnie z którą pozbawiono go legendarnej broni, nie spodziewał się, że starzec, który zapewne wiedział na jego temat wszystko, ma w pamięci choć jeden pozytyw na jego temat. Tymczasem okazać się miało, że oto przypadkiem, nie mając tego zupełnie na celu, udało mu się skłonić do ekshibicjonizmu wywołać na jego twarzy uśmiech. Pokryte zmarszczkami oblicze mężczyzny natychmiast rozjaśniało, jednak Nakayama nie miał najmniejszej ochoty świętować tego małego zwycięstwa. Zapowiadała się bowiem poważna rozmowa, na podstawie której wiele mogło się zmienić. Od jej wyniku zależało, czy na lepsze, czy na gorsze. Nic więc dziwnego, że Ronijczyk wciąż stał wyprostowany, prężąc ukrytą pod pięknym kimonem pierś. Jego wyraz twarzy nie zmienił się od momentu, kiedy przekroczył próg pomieszczenia.
[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#407 2016-08-11 22:46:36

Straznik 1

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1581

Re: Tereny starego Boin

Uchiha



  Plan Yocharu zyskał aprobatę reszty drużyny, o dziwo nawet Ikkyo powrócił do pełni zmysłów i nie protestował. Z pewnością dobry lider powinien umieć swoich podwładnych, ale powinien mieć też własne zdanie. Uchiha musieli zdawać sobie sprawę, że ich misja może pokierować przyszłością klanu, a oni w zależności od tego jak się spiszą mogą stać się ważnym ogniwem klanu. Z pewnością pomysł aby zmodyfikować wygląd Logen za pomoc łatwo dostępnych środków nie należał do najgłupszych. Jednak przybranie się za brudasa czy strudzonego wędrowca nie było już takie rozsądne biorąc pod uwagę, że pod miastem koczowali uchodźcy, którym odmówiono wstępu. Po za tym właśnie na taki typ ludzi, czyli strudzonych wędrowców strażnicy zdawali się zwracać szczególną uwagę. nic dziwnego wędrowca bowiem często bywał tylko miłym określeniem bezrobotnego. Nie da się ukryć że to właśnie oni doprowadzali w mieście do kłopotów poprzez bójki, kradzieże i spożywanie alkoholu od porannych godzin. Logen jednak zdecydował ruszyć przodem pozostając towarzyszą dywersje. Był tylko jeden problem, kiedy najstarszy z Uchihow zbliżył się w pobliżu kolejki prowadzącej do bramy spotkały go niezbyt przyjemne spojrzenia. Kupcy obawiali się, że może im ukraść drogocenne towary, matki obawiały się, że zaraz im dzieciom może zostać ukazany niezbyt przyjemny widok. Dzieci zaś śmiały się z Logena wskazując i podszeptując coś w stylu brudas, zaś nieprzyjemne spojrzenia strażników starały się dać mu do zrozumienia, że nie ma tu czego szukać. Wydawało się jakoby rolę odwróciły się i to Logen był dywersją ułatwiającą przejście dalej zakamuflowanym kompanom. Teraz należało jednak podjąć decyzje czy kontynouwać plan, jakoś go zmienić, czy całkowicie porzucić

Shinsaku



Staruszek spojrzał na Shinsaku jak na małe dziecko, które mówi o czymś co nie za bardzo rozumie. Nic dziwnego Wyrzutek stosunkowo niedawno stanął na czele organizacji którą prezentuje, nie miał zbyt dużego doświadczenia w polityce, mimo wszystko wydawał się w miarę inteligentny dlatego mężczyzna postanowił mu zaufać, nie omieszkał jednak wtrącić kilku zdań od siebie. - Pozostawiam kwestie tego problemu w twoich rękach, oczywiście nie oznacza to, że nie będę działał równolegle. Środki, które ci zaoferowałem wciąż są do twojej dyspozycji. Musisz jednak wiedzieć kilka rzeczy...
[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#408 2016-08-12 19:51:34

 Shinsaku

Wyrzutek http://i.imgur.com/pXCGfcW.png

7348301
Zarejestrowany: 2012-08-30
Posty: 1269
Klan/Organizacja: Wyrzutek
KG/Umiejętność: Kibaku Nendo / Jinchūriki
Ranga: Lider Wyrzutków
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 37
Multikonta: Adatte

Re: Tereny starego Boin

   Wsłuchiwał się z uwagą w słowa, jakie wypowiadał mężczyzna stojący naprzeciw. W jednej chwili zakwestionował wszystko, z czym walczył do tej pory. Sens wrobienia go w sprawę, zmydlenia oczu, wyprania świadomości. Jakby uwierzył we wszystkie słowa, jakie mu przekazywano. Jak gdyby on, wreszcie, po tylu latach, zetknął się z czymś prawdziwym. Czymś, co nie było jedynie mrzonką, ułudą. Czymś, co po prostu istniało, równolegle do niego, angażując jego postać w swoje losy. Czymś, co wreszcie dotyczyło kogoś, kim faktycznie był.
   Spojrzał na niego wnikliwym wzrokiem, starając się przekonać samego siebie, że tak właśnie było. Że nie uległ kolejny raz mistyfikacji i próbom wrobienia go w coś, by później, kiedy wykona powierzone mu zadanie, odrzucić jak przybłędę lub psa, który wyje pod oknami, licząc na resztki ze stołu. Coś mu mówiło, że wreszcie to odnalazł. Chciałby mieć pewność, która ocaliłaby go z nieszczęsnej walki, jaką prowadził sam ze sobą.
   W tym momencie przy okiennicy okna przycupnął ptak, który wbił swe bystre ślepia w osobę Wyrzutka. Niósł ze sobą list.
   - Czy mógłbym...?
   Jeżeli uzyskał pozwolenie, naskrobał tylko kilka słów o obecnym miejscu pobytu i obietnicy spotkania niebawem, w Yu no Kuni, a następnie posłał klona na miejsce spotkania.
   - Podejrzewam, że mój uczeń może być w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Proszę o wybaczenie tegoż nietaktu, jest to dla mnie bardzo ważne.
   [Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]
   Powiedział dużo. Chyba wszystko, co chciał. Pełen emocji, które jednak tylko nieznacznie wyrażała twarz i postawa Ronijczyka, oczekiwał odpowiedzi stojącego naprzeciw mężczyzny.

Offline

 

#409 2016-08-14 12:42:18

 Ikkyo

Klan Uchiha http://i.imgur.com/fGrX3h1.png

52378630
Zarejestrowany: 2014-12-20
Posty: 606
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 20 lat
WWW

Re: Tereny starego Boin

     Zanim wyruszyłem za Logenem, postanowiłem wykonać prosty manewr. Wykonałem technikę klonującą, a moja replika użyła Henge no Jutsu. Dzięki tym zabiegom miałem przed sobą odpowiedniego zawodnika, który mógł nam pomóc w przebyciu bramy. Zdawałem sobie sprawę z tego, że strażnicy to ludzie różni. Jeśli trzeba będzie rozbudzić tłum, wzniecić zamieszki, albo przekupić strażnika, to któż się do tego nada, jeśli nie dobrze wyglądający jegomość? Klon bowiem zamienił się w strażnika, a w zasadzie kogoś mu podobnego. Nie chodziło mi o skopiowanie twarzy czy sylwetki. Taką bowiem stworzyłem na bieżąco, kierując się bardziej losowością niż użytecznością. Miał być tylko różny ode mnie. Najważniejszy był strój. Klon nosił na sobie zbroję, ale nie Błyskawicy, lecz Gorących Źródeł. Miałem nadzieję, że podstęp wypali.

     Ja sam zaś ruszyłem, używając techniki kamuflażu. Zakryłem się i bez większych problemów ruszyłem za Logenem. Żołnierz z sąsiadującego regionu wyruszył później, aby nie być kojarzony z Logenem. Miał być opcją ostateczną. Oryginał ukryty, korzystając z Ninjutsu, postanowił przekroczyć bramę. Nie musiałem do tego używać skomplikowanych technik. Jeśli w bramie była odpowiednia ilość miejsca, by mnie nie wyczuto, po prostu przeszedłem mijając strażników. Jeśli natomiast stali oni rozsiani gęsto, przeszedłem murem. Dzięki technikom ninja mogłem koncentrować chakrę w stopach i przejść ściany bez zwracania na siebie uwagi. Idealnie. Dbałem o to, abym pozostał w kontakcie z Yocharu, więc na wypadek, gdybyśmy się zgubili, jeszcze przed podmianą powiedziałem mu: "Spotkamy się za bramą, obok okien najwyższego budynku. Na ziemi, znajdziemy się po omacku". Mimo wszystko wolałem iść obok niego, to tylko takie zabezpieczenie.
 
     Kiedy zbliżyłem się pod postacią klona, zdałem sobie sprawę z powagi sytuacji. Logena nie chcieli wpuścić. Postanowiłem zainterweniować. Jako wojownik raczej nikt nie powinien mi przeszkadzać w podejściu do bramy. Stanąłem obok mojego krewniaka, a następnie przemówiłem.

     - Witajcie, towarzysze broni. Niedawno walczyliśmy razem w Yu no Kuni. Jestem Ukyo, kapitan gwardii tylnej. Ten tutaj to mój towarzysz podróży. Widzę, że przybył za wcześnie. Możemy wejść? - wskazałem na Logena.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#410 2016-08-15 15:17:04

 Logen

Uchiha http://i.imgur.com/27UXC1z.png

2478898
Zarejestrowany: 2009-12-18
Posty: 694
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Członek Klanu
Płeć: M
Wiek: 34

Re: Tereny starego Boin

    Niechęć w stosunku do osoby Logena – teraz przebranego za wędrowca – nie była niczym dziwnym. Chłopak nawet się tego spodziewał i miał pewien pomysł, jak wyjść z tej trochę niezręcznej sytuacji i dostać się do miasta. Stojąc w pobliżu bramy Uchiha rozejrzał się po ludziach stojących w kolejce. Wyprostował się, przybierając wyraz bardziej obeznanego w świecie człowieka, niż takiego stereotypowego, brudnego wędrowca.

    Trochę zaskoczony Logen spojrzał na mężczyznę, który pojawił się obok niego. Nie był do końca pewny kim jest ów mężczyzna, jednak miał pewne podejrzenie. Tym silniejsze, gdy usłyszał jak tamten się przedstawił – Ukyo, dziwnie kojarzące się z Ikkyo. Mimo zaskoczenia, Logen musiał trzymać na wodzy wyraz swojej twarzy, aby nie zdradzić zaskoczenia. Domyślił się, że to fortel przygotowany przez jego towarzysza, który musiał widzieć co się szykuje. Tak więc i starszy Uchiha postanowił grać wytyczoną rolę.

    - Ja nie miałem żadnych spraw do załatwienia, nie to co ty. – zwrócił się swobodnie do Ukyo. – Od razu ruszyłem tutaj. Jednak jak widzisz nie wpuszczono mnie do miasta. Szkoda, bo słyszałem że tu całkiem niezłe jedzenie w zajeździe podają. Taka odmiana od tego, co mieliśmy w Yu no Kuni. – zażartował na koniec odwracając się do Ukyo.

    Logen miał nadzieję, że fortel, który właśnie przedstawili wraz z towarzyszem, umożliwi mu wśliznięcie się za mury. Choć trochę było mu szkoda tych wszystkich ludzi, którzy przebywali poza murami, mający nadzieję na cud dzięki któremu dostaną się do miasta. Mimowolnie przypomniało mu się jak podczas swojej wielkiej wędrówki po świecie był świadkiem podobnego zachowania w jednej wiosce…

    [Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]
                                       
Akcept by Ichuza

    Nie mieli jednak czasu na zajmowanie się innymi sprawami. Ich cel był jasno określony – dostać się do pałacu Daimyo i znaleźć członków ich klanu, którzy zostali przy życiu, oraz odnaleźć rodowy Gunbai.

Ostatnio edytowany przez Ichuza (2016-08-15 15:53:35)


http://i.imgur.com/fWw5y3s.jpg


Legenda mowy/myśli:
mowa postaci (#CF2929)
myśli postaci
Fukusaku (#006400)
Shima (#228D22)
Gamabunty (#008000)
Gamahiro (#ADFF2F)
Gamaken (#556B2F)
Gamakiri (#7FFF00)
Gama (#9ACD32)
Gomo (#7CFC00)
Gamatatsu (#32CD32)
Gamakichi (#00FF00)

Offline

 

#411 2016-08-18 17:19:08

Straznik 1

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1581

Re: Tereny starego Boin

Staruszek mocno zacisnął żeby słowa wyrzutka bowiem wyraźnie zdenerwowały go. Najwidoczniej nie takiej reakcji oczekiwał od wyrzutka, gdyby miał do czynienia z kimś zapewne zakończyłby w ten czy inny sposób znajomość. Syna jednak nie chciał skreślać tak szybko, już na jednym się zawiódł, drugi również zaczynał go rozczarowywać.
[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]
- Tymczasem jestem zmęczony, ciebie zaś czego jeszcze obiad z lordem. - mówiąc to zakrył ręką buzie starając się powstrzymać nagły atak kaszlu. Z kąta pokoju wyłonił się człowiek, który cały czas przyglądał się rozmowie, pozostając nie widocznym. Mężczyzna był ogolony na łyso i nosił strój mnicha, który skrywał umięśniona sylwetka. Zdawało się niemożliwym, że Wyrzutek nie był w stanie go dostrzec dopóki ten się nie poruszył. Nawet teraz jego aura była tak słaba jakby go tutaj nie było. Bez słowa chwycił za krzesło na którym siedział staruszek i wytoczył je z pokoju nie było to bowiem zwykłe krzesło a bardziej coś w rodzaju wózka. fakt, że ten przed momentem bez problemu wyrzucił zwój przez okno świadczył, że to bardziej problemy zdrowotne niż stała niedyspozycja zmuszały go do korzystania z tego urządzenia. Shinsaku nie został jednak w pomieszczeniu sam, jakby za sprawą magicznej różdżki w pomieszczeniu zaroiło się od służących, którzy zostali   do niego przydzieleni kilka godzin temu i w kilka chwil zamienili potrawy, które zdążyły już wystygnąć na ich ciepłe wersję.
- Podać wina?- spytał jedne ze służących jakby cała sytuacja, kiedy pozostawił Shinsaku z nieznanym mu staruszkiem nie miała w ogóle miejsca. Po chwili pojawił się zupełnie nowy służący obwieszczając przybycie lorda kraju pioruna. Był to mężczyzna nieco niższy od Shinsaku, tak jak on posiadał ciemne włosy i niebieskie oczy. Wydawał się być wychudzony, a jego oczy wydawały się nieobecne dopóki nie spoczęły na wyrzutku, przez moment jego twarzy pojawiło się coś jakby nadzieję.
- A więc przybyłeś miło mi cię powitać w kraju Pioruna. - powiedział bez przekonania siadając za stołem i unosząc kielich dając służbie do zrozumienia aby nalała mu do pełna. Za nim niby cienie podążało dwóch ninja z symbolami klanu Nara.- Zapewne przed spotkaniem ze mną miałeś okazję spotkać z wieloma interesującymi osobami. Nie będę owijać w bawełnę, zwłaszcza że mamy mało czasu, powiedz mi co wiesz, co chcesz wiedzieć i co ci powiedzieli.

Offline

 

#412 2016-08-18 19:17:38

 Yocharu

Klan Uchiha http://i.imgur.com/p2qZr4s.pnghttp://i.imgur.com/bRrcMpK.png

50499111
Skąd: Hidari
Zarejestrowany: 2014-04-03
Posty: 964
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider/ Weteran
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 26

Re: Tereny starego Boin


       Machina ruszyła. Nie było już czasu na zastanawianie się a moi towarzysze przygotowali się do wykonania swoich zadań. Podobnie jak Ikkyo, użyłem techniki kamuflującej a moje ciało stało się niewidzialne dla wzroku osób nie posiadających zdolności sensorycznych. Nie było to jutsu idealne ale w miejscu, gdzie więcej zwykłych ludzi i żołnierzy wydawało się nie najgorsze. Czuwaj panie nad nami abyśmy nie natrafili na przeszkodę przy przejściu przez bramę. Cóż, pomysł z Logenem nie był taki zły, chodź nie do końca obmyśliliśmy to tak jak trzeba. Wszystkich nam brakowało weny na konkretniejszy pomysł i przypuszczam, że jakbyśmy mieli dostać się osobno to poszłoby nam łatwiej. Byliśmy jednak drużyną i trzeba było zadbać o każdego. Problem stanowiłem jedynie ja a właściwie fakt, że jestem tylko klonem. Musiałem brać pod uwagę, że wejście w starcie to niekoniecznie dobry pomysł, zwłaszcza że zbyt mocne uderzenie zamieni mnie w obłoczek. Niestety co za tym szło, moja "śmierć", zabierze ze sobą płaszcz, który przykrywa ubiór Logena a to sprawi, że zostanie zdemaskowany. Cholera, gdyby wymyślanie planów, szło u mnie tak dobrze jak analiza sytuacji to byśmy już uciekali z Gunabi bez wykrycia.
       Wracając jednak do rzeczy. Ruszyłem za Ikkyo a przynajmniej tak jak ustaliliśmy. Nie wiem czy mój wyostrzony słuch, będzie w stanie wyłapać jego ciche kroki, co ułatwiłoby mi podążanie za nim ale mieliśmy ustalony punkt, a mapę widzieliśmy wcześniej, więc nikt z nas zgadywać nie będzie musiał. Nam przejście powinno pójść gładko, bo zawsze w kamuflażu możemy obejść mur górą, jak na ninja przystało ale obawiałem się co z Logenem. A gdyby tak, zrobić klona i przyodziać go techniką w gwardzistę z kraju błyskawicy, który udając, że wraca z siku, ma zrobić zmianę warty albo rewizję wozów? Ryzyko wielkie bo ów panowie mogli dopiero wejść na zmianę, chociaż nie dostrzegliśmy wcześniej by dochodziło do takich zmian. Za dużo kombinowania? Pewnie tak ale może warto spróbować?
       Jeżeli udało mi się wejść za mur, to zapewne zobaczyłem żołnierzy, wyższych rangą niżeli Ci co stoją w bramie, jeżeli nie, przywołuję z pamięci widok wcześniejszych jegomości w pięknych zbrojach, chodź wolałbym wybrać te pierwszą opcję. W każdym bądź razie, póki byłem w zasięgu stworzenia klona w miejscu z którego wyszliśmy, to tak też zrobiłem, nadając mu wygląd gwardzisty, chodź twarz nie mogła wyglądać oczywiście, jak tych którzy stali w bramie. Chciałbym żeby facjata kojarzyła się żołnierzom z kimś wyżej postawionym chociażby o rangę no ale nie jestem znawcą i nie znam całego wojska i posad ludzi znajdujących się na tym terenie. W każdym razie mój gwardzista, wylazł z krzaków, poprawiając swój krok, chodź w zbroi przypuszczam, że nie było to łatwe, by dać wrażenie jakby poszedł się odlać. Ruszył w kierunku karawan stojących tuż przed bramą, zaglądając do nich, jakby w ramach inspekcji. Oczywiście szybka zagajał do powoźników, z zapytaniami o towar jaki wiozą i skąd podchodzą. Ujrzawszy klona Ikkyo, w skórze gwardzisty z gorących źródeł i jego towarzysza, podszedł pod bramę z nietęgą miną.
       - Co tu się dzieje? Ooo proszę, pan Ukyo wraz z towarzyszem. Jakiś problem? Nie możecie wejść? Przybycie tych panów było zapowiedziane. Czyżbyście nie byli poinformowani? Następnym razem zgłoszę do szefostwa, że przychodzicie na warte nieprzygotowani. Ci panowie mają wiele informacji z wojny, która odbyła się w gorących źródłach, co też tłumaczy stan tego mężczyzny - wskazał na Logena - mam nadzieję, że nie macie nic przeciw? - to oczywiście było pytanie retoryczne.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Yocharu (2016-08-18 22:27:15)

Offline

 

#413 2016-08-20 23:16:02

 Shinsaku

Wyrzutek http://i.imgur.com/pXCGfcW.png

7348301
Zarejestrowany: 2012-08-30
Posty: 1269
Klan/Organizacja: Wyrzutek
KG/Umiejętność: Kibaku Nendo / Jinchūriki
Ranga: Lider Wyrzutków
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 37
Multikonta: Adatte

Re: Tereny starego Boin

   Mężczyzna zbierał się już do wyjścia, kiedy Shinsaku zatrzymał go.
- Jeżeli to możliwe, wydaj polecenie strażnikom, by umożliwili członkom klanu Uchiha dostanie się do pałacu bezpiecznie. Oczywiście nie możemy zapomnieć o ewentualnym ryzyku, więc niech towarzyszy im duży oddział gwardii. Kiedy już się tu zjawią, chciałbym z nimi porozmawiać, w towarzystwie twoim oraz lorda, abyście byli pewni, że proponowane przeze mnie rozwiązania wam pasują. Jeżeli chcesz pozostać z dala od ich spojrzeń, możesz skierować na to spotkanie kogoś, kto może reprezentować twoje postulaty.
   Ukłonił się głęboko, żegnając rozmówcę. Pozostał w nim tak długo, aż ten nie opuścił pomieszczenia, które naraz zaroiło się ludźmi.
   - Dziękuję, nie piję - skłamał. Nie mógł sobie pozwolić na zaćmienie umysłu podczas rozmowy z samym lordem i możliwie zbliżającą się kompanią Uchiha.
   Wśród tłoczących się sług dostrzegł kogoś, kto zwrócił jego uwagę. Spojrzał w krystalicznie niebieskie oczy, które właśnie mierzyły również jego osobę. Nakayama ukłonił się głęboko.
   - Panie, muszę przyznać, że wiem niewiele. Tylko tyle, że prawdopodobnie za tymi licznymi próbami zakończenia mego żywota stoi moja matka. Tyle, że podobno jestem ci bratem. No i widziałem się z urzędującym tu staruszkiem, który potwierdził tę wersję. Podczas kąpieli dołączyła do mnie pewna piękna kobieta, z którą jednak nie kleiła się nam żadna rozmowa.
   Wiedział, że głupotą byłoby kłamać. Każdy spośród sług prawdopodobnie donosił lordowi o wszystkim, co działo się w jego domu. Postanowił więc okazać swoją uczciwość, aby zaskarbić sobie zaufanie mężczyzny, pokazując swą dobrą wolę.
   Stał przy stole, wciąż nie decydując się na to, by usiąść. Wyraźnie nie wiedział, jak się zachować. Wpatrywał się tylko w te niebieskie oczy, które do złudzenia przypominały mu jego własne. Jak gdyby w oczekiwaniu na zaproszenie go do stołu.
   - Jeżeli można... Chciałbym wiedzieć, panie, czy wierzysz w nasze pokrewieństwo. Dlaczego pomagałeś rewolucjonistom z Hidari w zamachu na naszego ojca i jakie są twoje plany względem niedobitków z tamtejszego rodu? I dlaczego mnie tu zaprosiłeś? Jaki masz cel w naszym spotkaniu?
   Idąc za radą lorda, nie miał najmniejszego zamiaru owijać w bawełnę.

Offline

 

#414 2016-08-23 10:46:27

Straznik 1

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1581

Re: Tereny starego Boin

Shinsaku

 
Starzec opuścił pokój bez żadnego słowa jednak jego mina, mimo bólu, który był spowodowany atakiem kaszlu wyraźnie sugerowała, że jeżeli Shinsaku chce działać w ten sposób to musi to zrobić samemu. Zresztą z perspektywy staruszka sam taki pomysł wydawał się szaleństwem, zwłaszcza że nie miał wystarczająco zaufania do wyrzutka.
Lord w większym stopniu skupiony był na pucharku z winem, który natychmiast po opróżnieniu zostawał napełniony i ta sytuacja powtarzała się podczas całej rozmowy z Shinsaku. w końcu jednak przerwał picie i przemówił nieco chwiejnym z powodu alkoholu głosem. Widocznie nie było to pierwsze wino, które dzisiaj opróżniał.- Więc... Taką wersję ci przedstawiono. Ta stara user bluźni nie powinna mieć wystarczających wpływów żeby wysłać zabójców bez wiedzy ojca. Chociaż, co ja to mówiłem, ach tak. Sam fakt że zdołała z tobą zorganizować spotkanie bez mojej wiedzy przed naszym może temu przeczyć. Jednak fakt że napastnicy posiadali złote monety z symbolem kraju błyskawic świadczy,że to działania lorda. Bo widzisz to specjalne monety i ma do nich dostęp tylko lord kraju błyskawic. Szczerze wątpię żeby to było działanie tej dziwki. - być może celem lorda było tylko zasianie wątpliwości w umyśle Wyrzutka, jeżeli jednak głębiej się zastanowić tych wątpliwości powinno być sporo, zwłaszcza, że usłyszał tylko jedną wersje wydarzeń, a swoją "siostrę"odesłał bez słowa. Na następne pytanie Shinsaku, odpowiedź nastała po krótkiej ciszy, kiedy ten wpatrywał się w oczy Shinsaku, które bez wątpienia przypominały te które należały do jego ojca.- Ryzyko pomyłki jest niewielkie, nie jesteś moim jedynym bratem. Wielu rozsianych jest po całym kraju i większość jest monitorowana, niektórzy co ambitniejsi pozbawiani żywota. Twój status zawsze jednak był specjalny, nie jesteś dzieciakiem byle służki co komplikowało sprawę. Prawda jest taka, że przez jakiś czas kontakt z tobą był utrudniony, czasem też znikałeś, jednak jesteś monitorowany ściślej lub mniej jesteś monitorowany od 3 roku życia. Twoja aparycja raczej potwierdza,że nie było pomyłki we wcześniejszym okresie. Pomagałem? nie byłem tylko marionetką, nie wszystkim podobały się rządy ojca i ktoś postanowił je zakończyć, a że ja byłem kolejny w  kolejce do tronu wina, część ludzi oskarża mnie i sprzeciwia się mnie. Zostałeś tu sprowadzony nie przeze mnie, ale przez ludzi którzy widzą cię na moim miejscu jako ich marionetke. Ja osobiście nie chciałem się mieszać w twoje życie i mieszać cię w te pałacowe intrygi, przy których nawet zawód ninja wygląda zacnie. Jednak ucieszyło mnie że koniec końców chciałeś się ze mną spotkać z tobą możemy to zrobić, może nam się udać. Pomóż mi zabić tego staruszka wtedy odzyskasz spokój, a ja będę mógł robić to do czego się urodziłem - stojący obok niego Nara nie zareagowali w żaden sposób na tę sugestie co wskazywało na ich lojalność względem obecnego tu lorda. Trzeba było przyznać, że Lord na pierwszy rzut oka nie posiadał w sobie zbyt dużo cech władczych.


Uchiha


Sytuacja przy bramie komplikowała się coraz bardziej z sekundy na sekundy. Logena z niezręcznej sytuacji postanowił ratować Ikkyo. Do tej pory strażnicy taktowali Uchiha jak byle przybłędę jednak pojawienie się obcych wojsk w pobliżu stolicy kraju pioruna na pewno ich nastroszyło w ruch miały pójść ostre włócznie w które byli zaopatrzeni, a których używali zazwyczaj od święta. Na szczęście całą sytuację postanowił naprawić Yocharu, który przy użyciu kolejnego klona postanowił jeszcze bardziej skomplikować sytuacje aby zmylić strażników. Zapewne by się udało gdyby miał do czynienia z jakimiś małomiejskimi strażnikami albo prywatną ochroną. Problem polegał na tym, że znajdowali się w mieście, którym przebywał sam lord, a strażnicy z pewnością woleli narazić się swoim przełożonym, niż stracić głowę przez niedopełnienie obowiązków. Zresztą być może nawet bez takiej groźby byliby się w stanie zorientować. Brudny włóczęga i wojskowy z obcego państwa, nagłe pojawienie się gwardia honorowej, coś tu było nie tak. Szczególnie, że ten wojskowy nie wyglądał jak oficer a jak swojak z podwórka.
- Oczywiście drogi panie nie mamy nic przeciw wpuszczeniu ich do miasta-- Na sam widok munduru strażnik na moment stracił poczucie obowiązku, nie trwało to jednak długo - Oczywiście jednak musimy przestrzegać procedur. Czy zechce pan wraz z nami odeskortować gości to wejścia przeznaczonego dla wojskowych gdzie na pewno wszystko szybko się wyjaśni i dostaną powitanie na jakie zasługują.

Tymczasem oryginalny Ikkyo i Yocharu bez problemu przedarł się przez mur nie zdołał zauważyć żadnych więcej żołnierzy niż trójka przy bramie. Obrona nie była zbyt wielka, nic dziwnego droga prowadziła jedynie do miasta, które oddzielone było kolejnym murem od rezydencji lorda do której ninja mieli się zamiar dostać. Miasto tętniło życiem i łatwo było wmieszać się w tłum, chociaż na pewno bycie niewidzialnym tego nie ułatwiało. Od samego wejścia  liczne były budynki oznakowane czerwonymi latarniami, a gdzie nigdzie stała miła młoda pani zapraszając do środka budynku. Było też kilka normalnych tawern przy jednej z nich stał powóz, który wcześniej bez żadnych problemów wjechał do miasta, ciekawe czy posiadacz tajemniczego zwoju przebywał gdzieś w pobliżu. Były też stragany z wszelkiego rodzajami owocami, warzywami wbrew temu co panowało na zewnątrz miasta, tutaj wszyscy radzili sobie całkiem nieźle. Patrole strażników od czasu do czasu mijały ulicę w poszukiwaniu kogoś kto jakoś zdołał przedrzeć się przez bramę i od czasu do czasu usuwając żebraków z ulicy. Uchodźcy a przynajmniej część z nich musieli mieć jakieś tajne wejście do miasta bowiem sporo ich żebrało w okolicy. Główny cel czy pałac lord chroniony był murem przez który były dwa wyjścia. Jedno z nich było dość wąskie i korzystała z niego głownie służba, drugie bardziej reprezentatywne, jednak nie było widać nikogo kto by przez nie przechodził. Każdego strzegła para strażników ubrany w ten wymyślny strój który miał na sobie klon Yocharu oraz mężczyźni, którzy wyglądali niezbyt reprezentatywne jakby spali na warcie. Rzucał się w oczy jednak symbol klany Nara spoczywający na ich ubraniach. Wzdłuż muru również były regularne patrole w których nie sposób było się dopatrzyć słabych punktów. Dalsza infiltracja może wymagać czegoś więcej niż tylko niewidzialności. Mimo znania planów budynku, wciąż nie wiedzieli czego mogą się spodziewać w środku.

Ostatnio edytowany przez Straznik 1 (2016-08-23 14:20:48)

Offline

 

#415 2016-08-26 21:22:31

 Yocharu

Klan Uchiha http://i.imgur.com/p2qZr4s.pnghttp://i.imgur.com/bRrcMpK.png

50499111
Skąd: Hidari
Zarejestrowany: 2014-04-03
Posty: 964
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider/ Weteran
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 26

Re: Tereny starego Boin


       Zacznijmy od sytuacji przed bramą. Szczerze mówiąc nie spodziewałem się, że pójdzie nam jak z płatka aczkolwiek przypuszczam, że mój duplikat w delikatnym stopniu uratował sytuację moich towarzyszy. Teraz od mojej decyzji zależało co się wydarzy. Mogłem odmówić ale nie wiem jakby to się skończyło. Z jednej strony mogli odmówić nam wstępu do miasta, z drugiej zaatakować i odkryć intrygę a my potrzebowaliśmy czasu. Jedynym rozwiązaniem było zgodzić się na odprowadzkę i wymyślić jakiś plan, który da czas oryginalnemu Ikkyo oraz Yocharu wiecej czasu na odkrycie Gunbai i znalezienie pomysłu na to jak dostać się do środka. Dodatkowo musieliśmy zapewnić szansę na ucieczkę Logenowi. Nad głową zaświeciła mi wyimaginowana żarówka. Teraz tylko musiałem przekazać jedynemu tu Uchiha w swej prawdziwej postaci.
       - Oczywiście, nie mam nic przeciwko.

       Tymczasem z Ikkyo udało nam się dostać przez mur i zrobić małe rozpoznanie terenu. Bycie niewidzialnym sprzyjało spokojnej ocenie sytuacji. Będąc w środku, zdałem sobie sprawę, że pomysł z wystylizowaniem Logena na żebraka nie był zbyt mądry, gdyż praktycznie wszyscy ludzie reprezentowali co najmniej średni status społeczny. Mimo wszystko, widok żebraków budził dziwotę, biorąc pod uwagę selekcje przy bramie. Wychodziło więc na to, że główny mur ma jakąś lukę, o której strażnicy wciąż nie wiedzą z jakiegoś powodu. Może warto będzie zapytać jakiegoś żebraka o wskazówkę. Tymczasem jednak rozglądałem się dalej w poszukiwaniu czegoś wartego uwagi i przez długi czas me oczy widziały tylko a może, aż stragany. Dopiero gdy nakierowałem wzrok na pałac i osobny mur, który go otacza dostrzegłem dwa wejścia. Nie muszę mówić, że przejście którym nikt nie spacerował wydawało się dużo gorszą opcją niż te wąskie. Problem stanowili strażnicy, chodź tych można by było obejść, gdyby podszyć się pod któregoś ze służby. W takim razie czekała mnie kolejna podmiana. Wtem przyjrzałem się drugiemu rodzajowi strażników. Znak klanu Nara? Przyznam, że nie szczególnie mnie to cieszyło. Nasza sytuacja polityczna była cholernie napięta i niewiele brakowało do otwartych konfliktów. Przypomniała mi się nawet pewna misja, którą dostałem od Ichitsu, gdy ten jeszcze liderował klanem ale nie czas na wspominki. Na temat klanu Nara wiele informacji nie miałem. Nigdy nie poznałem ich umiejętności a jedyne wiedziałem o KG to, że cień jest ich sprzymierzeńcem i wcale nie chodzi tu o ukrywanie się. W takim razie używanie technik podmiany mogło zostać przez niech wyczute, jeżeli będę miał mało szczęścia. Łatwiej będzie osobiście zakraść się pod jednego ze służby i go znokałtować a następnie odziać się w jego strój. Jeżeli potrzebują specjalnych przepustek, zapewne mają je przy sobie co ułatwi zadanie.
       Najpierw jednak skupiłem się, koncentrując zmysły na słuchu by wyłapać ciche kroki niewdzianego Ikkyo. Hałas miasta nie ułatwiać zadania ale podążałem za jego krokiem od początku, więc powinien być obok mnie. Gdy go wytropiłem, podsunąłem pomysł. Zaproponowałem by podejść pod powóz gdzie na spokojnie będziemy mogli rozmawiać bez przypadkowego zderzenia z pieszymi.
       - Pewnie już zauważyłeś, że mamy dwie opcje wejścia przez mury zamku. Oczywiście opcja głównego wejścia odpada. Musimy podpiąć się podszyć się pod służbę. Nie martwiłbym się gdyby nie fakt, że mamy do czynienia z klanem Nara. Jeżeli coś o nich wiesz to lepiej powiedz bo ja nie poznałem ich możliwości. Musimy także znaleźć wejście, którym wchodzą żebracy. Jest ich tu za dużo jak na taką selekcje. Może będę w stanie wykryć to miejsce za pomocą swojego słuchu ale nie jestem do końca pewien. Tymczasem idę wybadać jak porusza się służba i co robi.
       Ruszyłem w kierunku wąskiej bramy, chodź nie zbliżałem się do niej aż na to blisko. Patrzyłem kto wchodzi i kto ewentualnie wychodzi. Miałem nadzieję, że Nara mnie nie wykryją pod płaszczem kamuflażu. Jeżeli ktoś ze służby wyszedł przez bramę i szedł w kierunku, który wydawał się być bezpieczny i gdzie nie chodził patrol, postanowiłem ruszyć za nim by wyczekać momentu na atak. Jeżeli trzeba będzie to pójdę zanim aż do jego domu, gdzie mocnym ciosem w głowę ogłuszę go i przyodzieje strój. Wiadomo, jeżeli ma żonę czy dzieci, nie zrobię tego przy nich a wyczekam momentu. Wolałbym jednak mieć na tyle szczęścia, że ten postanowi wleźć w jakiś ciemny kąt. Tylko gdzie ja typa potem ukryje?

Ostatnio edytowany przez Yocharu (2016-08-26 21:23:32)

Offline

 

#416 2016-08-27 09:15:11

 Ikkyo

Klan Uchiha http://i.imgur.com/fGrX3h1.png

52378630
Zarejestrowany: 2014-12-20
Posty: 606
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 20 lat
WWW

Re: Tereny starego Boin

     Sytuacja pod bramą wyglądała dziwacznie. Pojawienie się obdartusa nie powinno budzić niczyich wątpliwości. Gdy jednak dodamy do tego żołnierza z sąsiedniego kraju, robi się dość nietypowo. No ale okej, to chyba było do zrozumienia. Jeśli dodamy do tej dwójki obecność gwardzisty honorowego... Cóż, sytuacja stawała się wręcz abstrakcyjna. Z tego co widziałem, Yocharu wpadł na ten sam pomysł co ja. Obrał tylko inne barwy i w sumie słusznie - pojawienie się dwójki z tego samego kraju wywołałoby jeszcze więcej pytań. Choć nie ma wątpliwości - to czy nas wpuszczą to raczej kwestia czasu. A w zasadzie - kiedy nas wywalą. Nasze repliki, bo sam oryginał przecież udał się za bramę, dysponowały niezłym potencjałem bojowym, ale czy dadzą radę kilkunastu strażnikom. No nie. Dodajmy do tego Logena, który wplątał się w sytuację dość... kiepsko.
     No ale nie płaczmy nad rozlanym mlekiem. Założenie, że uda nam się wejść do bramy, było mało prawdopodobne. Mimo wszystko dało się coś z tego uciułać. Wystarczyło grać na czas, a jeśli dojdzie do problematycznego momentu - walczyć. Zrobienie burdy nie powinno wzbudzić podejrzeń, a jeśli narazimy na to Kraj Gorących Źródeł... Cóż, nie mój problem. Również Yocharu mógł w odpowiednim momencie narobić zamieszania, jeśli tylko wykorzysta swoją "pozycję".
     Kiwnąłem głową, na znak zrozumienia słów reszty. Milcząc, udałem się za strażnikiem honorowym, repliką mojego towarzysza. Mimo wszystko starałem się znaleźć jakieś luki. Wejście dla żołnierzy wcale nie musiało być lepiej strzeżone. Również jeśli okazało się, że do miasta można się dostać... alternatywną trasą, chciałem o tym wiedzieć. Być może jeśli zrobimy odpowiednią aferę, Logen wejdzie niezauważony. A my... Cóż, my to tylko klony.

     Po wejściu do miasta uderzył mnie spokój. Miejscowi toczyli sobie spokojny żywot, zupełnie nie przejmując się trwającą wojną. Równie interesujące było to, że uchodźcy dostali się do tego miasta bez problemu. Tak, to zdecydowanie ciekawsza informacja. Wystarczyło, że znajdziemy to ujście, a sami będziemy mogli spokojnie się wydostać. Również Logen, który znajdował się nie tak znowu daleko, powinien dać radę nim przejść. A jeśli nie, to osłaniać nasze plecy.
     Gdy znalazłem ustronne miejsce, stworzyłem kolejnego klona, a on zrobił Henge. Wtopił się w jakiegoś lokalnego facecika, wcale niespecjalnego, po prostu miejscowego. Gość udał się do dzielnicy żebraczej, niosąc ryo. Miał proste zadanie: zacząć wypytywać żebraków, jak dostali się do miasta, a potem znaleźć to tajemne przejście. Mógł rozdawać kasę, w końcu był klonem, a że ekwipunek się kopiował - raczej nic nie straciłem. Zrobiłem to na tyle wcześnie, abyśmy zyskali czas. Przede wszystkim, nie mogłem jednak zapomnieć o tym, by wszystko było w dyskrecji. Zarówno tworzenie repliki, jak i jej poszukiwania w dzielnicy biedoty - wszystko miało odbyć się poza oczami strażników. Jeśli ktoś się przyczepi to pewnie misja pójdzie...
     Yocharu znalazł mnie i postanowił opowiedzieć o swoim planie. Był dobry, jednak zauważyłem w nim pewne elementy, które wzbudziły we mnie wątpliwość. Wymieniłem z nim kilka zdań, zanim doszliśmy do porozumienia.
     - Dobrze rozumujesz. Już wysłałem klona, który bada miasto. Mam nadzieję, że rozsypując ryo nie zwróci na siebie uwagi, tylko dowie się, którędy możemy ujść z miasta niezauważeni. Odnośnie klanu Nara, wiem tyle co ty. Obił mi się o uszy jakiś cień i że przy nich trzeba zważać nawet na własny, ale to tylko wiedza elementarna. Mimo wszystko trzeba będzie się ich albo pozbyć, albo szybko uniknąć. - powiedziałem. - Co do wejścia do pałacu, mam inne wrażenia. Przy wejściu dla służby zgubna dla nas będzie nie tylko straż, ale i pracownicy. Po pierwsze, nikt nas nie zna i na odwrót, a po drugie, nawet w ubraniu będziemy wyglądać na wojowników. Wzbudzimy podejrzenia przynajmniej na tyle, że zawołają jakiegoś chłopca na posyłki, żeby nas sprawdził.
     Przerwałem na moment. Plan Yocharu był o tyle dobry, że pominął Henge. Faktycznie, Nara mogli jakoś nas wykryć.
     - Moim zdaniem powinniśmy przebrać się za strażników i wejść głównymi wrotami. Po pierwsze, wyglądamy na wojowników. Po drugie, wejścia utajnione są bardziej strzeżone. - rzekłem. - Scenariusz idealny byłby, gdybyś ty ubrał się za kupca, a ja twojego strażnika. Bogaty przedsiębiorca prosi o audiencję. W razie czegoś obaj użyjemy Genjutsu, aby nas wpuścili. Nie neguję jednak twojego planu - ty idź sprawdzić jak wygląda obstawa przy służbie i czy naprawdę pytają aż tak, jak się obawiam. Ja zrobię to samo przy głównym wejściu i załatwię nam mundury Błyskawicy, ewentualnie jeden strój kupca. Kiedy już będziemy bogaci w wiedzę, podejmę decyzję, co zrobimy.
     Następnie ruszyłem. Miałem na początku sprawdzić, jak wygląda kontrola przy głównym wejściu. Potem chciałem nam załatwić dwa ubiory. Dwóch strażników lub biznesmena i strażnika. Wystarczyło, że kogoś oszołomię, a potem zwiążę i zostawię w ciemnym zaułku, albo dzielnicy biedoty. Tak chyba będzie najlepiej...

Offline

 

#417 2016-08-27 11:16:09

 Logen

Uchiha http://i.imgur.com/27UXC1z.png

2478898
Zarejestrowany: 2009-12-18
Posty: 694
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Członek Klanu
Płeć: M
Wiek: 34

Re: Tereny starego Boin

    Sytuacja nie była za ciekawa, ale jaka by nie była trzeba było grać dalej. Skoro tak się to potoczyło, to nie mieli innego wyjścia, jak poszukać dogodnej okazji na następny ruch, a tymczasem grać tymi kartami, które mieli. Opcja wejścia przez strefę wojskową nie była tragiczna – o ile dadzą radę jeszcze przez jakiś czas przekonywać tamtych do swojej historii. Ale przecież mogli ich sprawdzić, przeszukać, a wtedy prawdziwe oblicze Logen’a wyszłoby na jaw i zapewne skończyłby skuty i wrzucony do jakiegoś lochu czy innej więziennej celi.

    Mimo wszystko najstarszy Uchiha ruszył wraz z pozostałymi, myśląc nad jakimś rozwiązaniem. Przypomniała mu się sytuacja spod bramy pewnej wioski i fortel, który wówczas wykorzystał, żeby dostać się do środka. Nie sądził jednak, żeby teraz miało się to udać, był wszak pilnowany, a poza tym wewnątrz miasta na pewno znajdowali się inni żołnierze patrolujący ulice.

    ”Chyba to będzie pomocne…” – pomyślał Logen, wolnym krokiem zmierzając za strażnikami. Wolnym ruchem, pod płaszczem, złożył dłonie w pieczęć i w ułamkach sekundy skupił Chakre – nie chciał zostać zdemaskowany; nie wiedział przecież, czy w okolicy nie ma jakiegoś sensora. Równie szybko uwolnił energię, delikatnie poruszając ustami. Pochylił głowę, udając, że patrzy na drogę, aby nikt nie zauważył ruchu warg. Niemal natychmiast z pobliskiej uliczki dobiegł ich głos, zmodyfikowany przez technikę iluzji Logen’a:

    - Morderca!! Straż! Pomocy!!

    Głos dobiegał z wewnętrznej uliczki, nieco węższej niż pozostałe. Plan był dość prosty – Logen chciał zwabić tych strażników, którzy ich prowadzili, wewnątrz uliczki. W tym czasie sam mógł się wymknąć, a klony Ikkyo i Yocharu mogły zając się problemem i ogłuszyć tamtych. Potem Logen mógłby poszukać sposoby na dołączenie do oryginału Ikkyo i Yocharu, którzy już powinni infiltrować miasto, a może nawet i pałac Daimyo.


[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]


http://i.imgur.com/fWw5y3s.jpg


Legenda mowy/myśli:
mowa postaci (#CF2929)
myśli postaci
Fukusaku (#006400)
Shima (#228D22)
Gamabunty (#008000)
Gamahiro (#ADFF2F)
Gamaken (#556B2F)
Gamakiri (#7FFF00)
Gama (#9ACD32)
Gomo (#7CFC00)
Gamatatsu (#32CD32)
Gamakichi (#00FF00)

Offline

 

#418 2016-08-28 22:35:32

Straznik 1

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1581

Re: Tereny starego Boin

Sytuacja przy bramie robiła się coraz bardziej nerwowa, ludzie byli oburzeni ponieważ brama została tymczasowo zamknięta. Pełne nienawiści spojrzenia zostały wysłane w kierunku Logena oraz żołnierza z kraju gorących źródeł bowiem oni byli skutkiem problemów. Oczywiście sytuacja zapewne nie potrwa długo i wkrótce przebędzie zastępstwo eskorty, Mimo wszystko krzyki kobiety, którą najwyraźniej ktoś mordował wzbudziły jeszcze większy niepokój. Strażnicy nie zastanawiali się jednak długo czy zawrócić.. Mieli narażać swoje życie w walce z mordercą i złamać procedury? Czy nie narażać i również je złamać. Skoro wyjście z sytuacji wydawało się nie istnieć lepiej wybrać te łatwiejsze. W sumie to istniała szansa, że jakiś patrol lub ich zastępcy zdołają uratować kobietę...(reszta odpisu jutro)

Offline

 

#419 2016-09-18 11:51:39

 Shinsaku

Wyrzutek http://i.imgur.com/pXCGfcW.png

7348301
Zarejestrowany: 2012-08-30
Posty: 1269
Klan/Organizacja: Wyrzutek
KG/Umiejętność: Kibaku Nendo / Jinchūriki
Ranga: Lider Wyrzutków
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 37
Multikonta: Adatte

Re: Tereny starego Boin

   Nie zajął miejsca za stołem, wciąż dumnie prężąc odzianą w jedwabie kimona pierś, stojąc kilka kroków od drewnianego mebla. Chociaż był spragniony, nie miał zamiaru nic pić. Podobnie przedstawiała się kwestia jedzenia - bardzo chętnie zjadłby coś, ale obawiał się o swoje życie. Cholerne pałacowe życie, nawet najeść się nie można w spokoju, pomyślał Shinsaku. Spoglądał za to uważnie na siedzącego przed nim mężczyznę, który zapewne był jego bratem, starając się na bieżąco weryfikować jego wersję wydarzeń. Parę kwestii zwróciło na siebie uwagę Wyrzutka, jednak ten postanowił zaczekać z wyrażeniem swoich opinii do czasu, kiedy ten skończy.
   - Jakoś bardzo spokojnie mówisz o śmierci kolejnych osób, którzy w końcu byli twoimi braćmi. Rozumiem, że tutaj, w waszym świecie, nie liczą się dla was takie więzi, a jedynie to, by kolejka do tronu była stosunkowo jak najkrótsza? Oczywiście niczego wam nie zarzucam, po prostu chciałbym nakarmić swą ciekawość. Oprócz tego zastanawia mnie jeszcze coś... - zrobił krótką przerwę, pozwalając sobie głębiej odetchnąć. Nie wiedział, jaką siłą i umiejętnościami dysponują strażnicy rozmówcy, więc, biorąc pod uwagę to, co chciał za chwilę przekazać, być może był to ostatni oddech Ronijczyka. - Twierdzisz, że nie brałeś udziału w zamachu na naszego ojca. Teraz jednak pragniesz zabić staruszka, który stoi ci na drodze, by wreszcie sięgnąć tronu. Czy to nie jest podobna sytuacja? Wtedy, kiedy Uchiha przypuszczali atak na ojca, mogłeś równie chętnie przyłączyć się do tego typu działań. Bo ja, szczerze mówiąc, nie widzę żadnej różnicy pomiędzy ówczesnym zamachem a tym, w którego plan właśnie planujesz mnie wcielić.
   Zerknął ostrożnie po członkach klanu Nara, aby sprawdzić, jak zareagują na jego wersję wydarzeń, którą zdecydował się przedstawić. Jeżeli nie rzucili mu się w tej chwili do gardła, postanowił odezwać się raz jeszcze.
   - Gdyby jeszcze istniała taka możliwość... Chciałbym spotkać się z moją matką. Podobno gdzieś ją trzymacie?

Offline

 

#420 2016-09-20 02:00:26

Straznik specjalny

Event Master

Zarejestrowany: 2011-07-28
Posty: 339

Re: Tereny starego Boin

   Przyczyna wstrzymania ruchu, jak i jej prowodyrzy, w dość wyjątkowy sposób uniknęli wykrycia. Czasem ma się więcej szczęścia jak rozumu, ale o wiele za często szczęście owo wystawia rachunek później.
- Wszyscy do mnie! Natychmiast.
Z tymi słowy przełożony strażników bramy zwerbował ich obu, całkowicie ignorując fakt, że owa pozostaje niestrzeżona. Co mogło być przyczyną tak irracjonalnego zachowania? Paradoksalnie - intruzi.
     Okazało się, że kilka wydarzeń złożyło się na niewysłowiony zbieg okoliczności.
1. Jedna z grupek Uchiha, którzy pozostali w Yu no Kuni, wysłała ludzi do Boin, w celu... zamordowania daimyo.
2. Grupka ta, składająca się z niedobitków niewiele mających wspólnego z działaniami z cienia, skompromitowała swój kamuflarz przez Ikkyo.
3. W tym samym czasie, daleko od miasta Miuryyioko, klon Ikkyo złapał się kurczowo za głowę i krzyknąwszy... pękł.
4. Właściwy Ikkyo, będący wówczas już wewnątrz miasta (jak tego dokonał, Yocharu i Logen nie zdążyli się dowiedzieć) westchnął i zmylił krok. Na wpół ze zdumienia, na wpół z powodu widma bólu, które dotarło do niego, obwieszczając zniszczenie klona.
5. Potknąwszy się, wpadł na kogoś, kto wpadł na kogoś, kto wyłożył się jak długi na ziemi, wprost pod nogami jednego ze strażników.
6. Twarz strażnika zmarszczyła się, po czym przeleciała przez gamę kolorów od burgundu do khaki, w dość gwałtownym tempie. Niepewnie wskazał na, wcześniej sprytnie przemycone, a w chwili obecnej leżące pod jego nogami naręcze bombek wstrząsoczułych. Potrącony właściciel gdzieś się czym prędzej zmył, nie chcąc się zapewne doczekać decyzji strażnika w kwestii "gonić, zbierać bombki, czy iść do koszar zmienić gacie". Ikkyo podobnie.
7. Strażnicy z połowy miasta rozpoczeli poszukiwania w próbie ujęcia zamachowca, wkrótce zatrzymano 3 młodzieńców w nieporadnie zakamuflowanych barwach Uchiha. Druga połowa straży próbowała opanować zamieszanie.
8. Grupa odnalazła się jakiś czas później w kontrolowanym chaosie, jakim były poszukiwania zbiega, i ruszyła do pałacu. Okazało się, nie po raz pierwszy, że najciemniej jest pod latarnią - nieporadni zamachowcy swoim ujęciem sprawili, że wśród straży nastąpiło krótkie rozprężenie.


     Długo by opowiadać, co zaszło w pałacu daimyo. Dość powiedzieć, że ekipa wpadła w zasadzkę, trafiła (poza klonem Yocharu) nawet do lochów, skąd wydostała się dzięki niespodziewanej pomocy od jeszcze bardziej niespodziewanego człowieka.
- Przy okazji - powiedział niemiłosiernie zarośnięty strzęp mężczyzny, niegdyś potężnego i dumnego, obecnie zgorzkniałego i na granicy szaleństwa. Ale nie złamanego - czujecie go, prawda? Czujecie, jak woła? Jak pragnie, żebyśmy go odnaleźli? Nawet teraz, nawet teraz...
Kazunari.
Okrutnie okaleczony, założyciel Yugure został pojmany jeszcze po szturmie na wioskę Uchiha. Jego półprzytomne, broczące ciało wywiózł ze strefy walk stary rybak, który miał tego pecha, że stał się jeszcze jednym pyłkiem, zmielonym między trybami większych sił. Nim udało się wam (z pomocą klona Yocharu) uciec, dowiedzieliście się, że Kazunari przeżył tylko dlatego, że nie wydawał się byle kim. Oprawcy, którzy dopadli go w domku rybaka (obecnie martwego) zawieźli go do pałacu daimyo gdzie, będąc na powrozie, rzucił się z dzikim rykiem na nowego, młodego władcę i strzaskał mu szczękę głową. W zasadzie oznaczałoby to aż za dobry powód dla kary śmierci, jednak ta chyba na dobre wyrzekła się Kazunariego. Pałając najwyraźniej do Uchihy nienawiścią podobną do tej, w którą przywódca Yugure sam był obleczony, postanowił wtrącić go do lochu, gdzie "śmierć będzie wktótce długo wyczekiwanym gościem".
W trakcie swoich kilku prób ucieczki, Kazunari pozbył się niektórych elementów swojej osoby, które daimyo uznał za zbędne. Wzbogacił się jednak o wiedzę, gdzie w pałacu trzymany jest Gumbai. Tam też, na najwyższe piętro pałacu, skierowały się kroki Drużyny Wschód i tam również poznali prawdę, która mogła wywrócić kraj do góry dnem.
     Znaleźli tam nieco sfatygowany Gunbai, ale też poprzedniego daimyo. Żywego.
     Jak życie w świecie ninja niejednokrotnie pokazywało, połowa tego, co wiedzieli na temat układu sił w krainie szarzy obywatele, było jeno dymem i lustrami. Iluzją, tkaną misternie przez zręcznych prestidigitatorów. Stary daimyo nie umarł, gdyż zamach na jego osobę został ukartowany. Świadomość ta była o tyle bardziej przerażająca, że oznaczało to, że ówczesny lider Uchiha, Ichitsu, nie dość, że nie wypełnił zlecenia którego się podjął, ktoś chciał, by tak się stało. Można było spokojnie powiedzieć, że cała sytuacja, której finałem było niemal wykasowanie klanu, została przez kogoś wywołana. Gorzej, sam ich przywódca nie dość, że zagrał w tej mistyfikacji pierwsze skrzypce, zrobił to BEZWIEDNIE. Stary daimyo miał wszelkie powody, by chełpić się takim zwycięstwem, a jednak nawet on przyznał, że sytuacja nie była mu z początku znana. Uznali z synem fakt, że jeszcze żyje, za fortunne zdarzenie które, utrzymane w tajemnicy, mogło stać się przewagą dynastii. Zapomnieli, że na tym szczeblu władzy przypadki zwyczajnie nie istnieją. Ktoś bardzo chciał, żeby zamach się odbył, żeby okazał się nieskuteczny, oraz żeby całość winy za tę próbę spadła na Uchiha...
Długo by opowiadać o wszystkich detalach wydarzeń w pałacu. Ważne jednak jest to, co dopiero nadejdzie.
Jedno pomieszczenie, a w nim Ikkyo, Logen, klon Yocharu, zapamiętale trzymający Gunbai Kazunari, a także Shinsaku i obecny oraz poprzedni daimyo Kraju Błyskawicy.
- Nie spodziewam się, że w tej chwili to zrozumiecie - rzucił w powietrze starzec - ale zostaliście właśnie dopuszczeni do informacji zagrażających bezpieczeństwu państwa. Nie mogą opuścić tego pokoju.
Było jasne, że niespodziewane pojawienie się Uchiha na szczycie pałacu nie było tym, co stary sobie założył. Mieli pewną dźwignię negocjacyjną.

____________________

W tym czasie, w kraju Yu, zdążyło wydarzyć się kilka interesujących rzeczy.
1. Yocharu, Satoshi i Yozora, jak się okazało, trafili do jednego z czterech obozów, jakie ukrywający się po wojnie Uchiha rozstawili na tym sprzyjającym uciekinierom terenie.
2. Grupa, do której trafili, okazała się szczęśliwie najmniej radykalną z nich, nastawioną na unikanie problemów i powolną odbudowę tu, na miejscu.
3. Prócz niej były jeszcze dwa ugrupowania Uchiha w Yu no Kuni, jednak ich pobudki i metody były, co by nie powiedzieć, nieortodoksyjne. O jednym z nich Yocharu został ostrzeżony w całkiem zmyślny, acz wydłużony sposób - była to grupa, na którą natrafił przypadkiem klon Ikkyo. Gdy klon z niewyjaśnionych przyczyn pękł, wiedza o nich dotarła do oryginału, który zaraz podzielił się tą informacją z Yocharu za pomocą jego klona oraz autorskiej drogi komunikacji made by Gerechi. Okazało się, że wspomniana banda to nikt inny, jak osławieni "piraci Czerwonookiego". Wedle wszelkich prawideł można ich było uznać za maruderów, którzy z końcem wojny postanowili zająć się czymś mniej szlachetnym, niż odbudowa klanu, za to daleko bardziej opłacalnym.
4. Trzecia grupa stała za dość fatalnie przygotowaną próbą zabójstwa daimyo, która, pośrednio, pozwoliła dostać się do miasta Drużynie Wschód. Nie byli bardziej od pierwszej grupy kompetentni, jednak z pewnością bardziej zapalczywi.
5. Była jeszcze czwarta grupa... jednak nie ostał się z niej nikt i, z relacji świadków, dobrze się stało.
Satoshi i Yozora zaangażowali się wkrótce w pomoc w obozie, tymczasem Yocharu, potwierdziwszy swoją tożsamość i pozycję w klanie, stanął przed wyborem dalszych działań.
Z tyłu jego czaszki rozlało się delikatne, acz nachalne mrowienie, idące gdzieś od znaku na jego przedramieniu. Wyglądało na to, że nadciąga telekonferencja z Miuuryoko...

Mogą pisać Yocharu, Logen, Ikkyo i Shinsaku. Yozora i Satoshi, jeśli jeszcze żyjecie, możecie pisać w lokacjach, w których się znajdujecie.

Ostatnio edytowany przez Straznik specjalny (2016-09-20 02:02:43)

Offline

 

#421 2016-09-20 13:22:09

 Shinsaku

Wyrzutek http://i.imgur.com/pXCGfcW.png

7348301
Zarejestrowany: 2012-08-30
Posty: 1269
Klan/Organizacja: Wyrzutek
KG/Umiejętność: Kibaku Nendo / Jinchūriki
Ranga: Lider Wyrzutków
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 37
Multikonta: Adatte

Re: Tereny starego Boin

   Nie dane mu było usłyszeć odpowiedzi na pytania, jakie stawił przed bratem. Uznał to jednak za wystarczające, by samemu dopowiedzieć sobie to, jaki był jego udział w całej sprawie i jak przedstawiały się jego poglądy, dzisiaj i wcześniej. Nie doszło również do jego spotkania z matką. Zapewne nie ze względów bezpieczeństwa, a próby przeciągnięcia osoby Shinsaku na swoją stronę, bez możliwości poznania przez niego wersji innych członków jego rodziny, spośród których każdy chciał sięgnąć po możliwe korzyści dla samego siebie.
   Stał teraz, tuż przy lewym boku ojca. Jego prawicę zajmował obecny władca Kraju Błyskawic. Nakayama, odziany w bordowe kimono, na którym wyszyto złote postaci smoków, miał chwilę, by przyjrzeć się tym, którzy znajdowali się po drugiej stronie pomieszczenia. Ronijczyk zdziwił się wielce, kiedy wśród czwórki Uchihów, zdołał rozpoznać dwie twarze. Pierwszą osobą był chłoptaś, który niegdyś wtargnął do jego gabinetu bez pozwolenia, gdy znajdował się weń Ryo. Jakże mógł nie zorientować się, że ten należał do klanu z Hidari? Drugim znajomym w towarzystwie był Yocharu. Jego obecność w tym miejscu potwierdzała jego przypuszczenia odnośnie pochodzenia młodzieńca. Wtedy, gdy udali się na masaż w domu gejsz, praktycznie zapytał go o to, jednak nie dostał wówczas jednoznacznej odpowiedzi. Tym razem miał już pewność. Co ciekawsze, żaden z dwóch ninja nie mógł go rozpoznać, jako że spotkali go jedynie w sytuacjach, kiedy jego twarz skrywała czarna maska. Tym razem stał przed nimi w pełnej okazałości, nie chowając swego oblicza. Pozostałej dwójki nie znał, jednak szedł o zakład, że byli to jacyś ważniejsi członkowie tegoż klanu.
   Chciał się odezwać, jednak nie był pewien, czy powinien to czynić. W tym celu zerknął na starca, by odszukać w jego spojrzeniu aprobatę lub jej brak. Jednak w końcu on sam wydał mu polecenie, ażeby zająć się sprawą klanu czerwonookich. Właśnie to zamierzał uczynić. Splecione dłonie skryte były w połach szerokich rękawów.
   - Zostaliście zaproszeni tutaj, do pałacu lordowskiego, aby spotkać się nie z byle kim, a samym władcą Kraju Błyskawic, aby omówić pewną kwestię. Ufam, że żywo was zainteresuje. Chodzi w końcu o coś, co zostało wam odebrane, a co dla każdego człowieka ma niezwykłą wartość - wasz dom, waszą przynależność, wasze poczucie ostoi i bezpieczeństwa. Lord gotów jest nawiązać z wami dialog, jeżeli tylko okaże się, że i wy macie taką chęć i jesteście gotowi, by udowodnić, że jest to dla was ważniejsze niż dopełnienie zemsty, jaką możecie planować. Wiele będzie zależeć od was, nie tylko los wasz, ale również waszych rodzin, dzieci oraz ich bliskich. Przyjdzie wam tu decydować o losie kolejnych pokoleń. Dlatego proszę was o to, byście nie wysnuwali pochopnych wniosków, ani nie skłaniali się ku pochopnym decyzjom.
   Starał się mówić łagodnie, acz niezbyt wolno, by nie odebrali tego jako akt złej woli - jakoby uważał ich za kogoś, komu trzeba powoli wszystko tłumaczyć. Była to wielka chwila, nic więc dziwnego, że zapomniał przedstawić swoją osobę. Jeżeli jednak ktoś będzie zainteresowany, nie będzie jej przecież ukrywać.

Offline

 

#422 2016-09-21 16:11:28

 Yocharu

Klan Uchiha http://i.imgur.com/p2qZr4s.pnghttp://i.imgur.com/bRrcMpK.png

50499111
Skąd: Hidari
Zarejestrowany: 2014-04-03
Posty: 964
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider/ Weteran
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 26

Re: Tereny starego Boin


       Wiele się wydarzyło na terenie kraju Błyskawicy. Mój klon przeżył niebanalną historię, odkrywając prawdę o Gunbai a przede wszystkim o intrydze, która dopadła klan Uchiha. Stary Daimyo wciąż żył a jego śmierć została jedynie upozorowana by wplatać czerwonookich w konflikt i mieć za co wypowiedzieć wojnę. Wychodziło jednak na to, że nie wszystko wyszło jak powinno a sam pomysł nie był autorstwa władcy pioruna. Po za tym ciekawym faktem, okazało się, iż Kazunari żyje. Byłem wielce zdziwiony gdy ujrzałem go, może nie całego i zdrowego ale żywego. Potok wydarzeń jednakże płynął dalej, doprowadzając całą gromadę Uchiha pod samego Daimyo.
       W tym czasie w Yu no Kuni zdobywałem wiedzę na temat pozostałych grup, którym udało się przeżyć te feralną wojnę. Co ciekawe, trafiłem do jedynej grupy, która się tutaj ostała i nie odwaliła żadnej większej głupoty. Jeżeli chodzi o trzy pozostałe to: Jedna nie istniała, druga została gangiem, piratami, łobuzami czy jak zwał tak zwał a trzecia fanatycznie ruszyła do Boin w prawie tym samym celu co my, lecz z jeszcze gorszym skutkiem. W obecnie znajdującej się społeczności udało mi się zdobyć zaufanie i przejąć rolę przewodnika. Wszyscy czekali na moją decyzję, chodź była ona praktycznie oczywista. Muszę rozprawić się z liderem piratów czerwonookiego. Takie jełopy pójdą wtedy za mną chociażby dlatego że posiadam siłę, większą niż ich przywódca, aczkolwiek potrzebna będzie wtedy porządna resocjalizacja dla takich jak oni, chodź może i by znalazło się kilka ciekawych zadań dla takich jegomości. Co do grupy fanatyków, to przypuszczam że wyruszyli w całości do Boin. Zresztą nie miałem pojęcia gdzie ich szukać, zaś piratów z pełną dokładnością dzięki Ikkyo i jego duplikacji, która przekazała mu współrzędne. Miałem już się zbierać do krótkiej przemowy i wyruszenia w do ów piratów gdy poczułem niby nowy ale jakoś znajome uczucie. To patent Gerechiego, rozpoczął ponowie swoje działanie, gdyż z jakiegoś powodu mój klon uznał, że musi nastąpić między nami połączenie dystansowe. Zrobiło się znacznie ciekawiej niż bym się spodziewał.
        Cała nasza ekipa z Boin, stała teraz w jednym pomieszczeniu z zarówno młodym jak i starym Daymio. Muszę przyznać, że to dość ciekawy widok, widzieć dwój władców jednego kraju. Trochę jak zobaczyć witających się papieży... Oh, wait. W każdym razie w pomieszczeniu stała jeszcze jedna osoba, i chodź oczy i kruczoczarne włosy jakby mi kogoś przypominały, nie byłem w stanie przywieźć myślami twarzy i połączyć jej z imieniem. Być może na wojnie, ktoś podobny przemknął mi przed oczyma ale nawet po sylwetce nie mogłem rozpoznać, gdyż schowana była pod kimono. O dziwo to właśnie ów postać odezwała się tuż po Daimyo. Ponowie, głos jakby znajomy. Nie, to zmęczenie już płata mi figle. Za dużo działo się ostatnio, za dużo nowych osób. W każdym razie, jak to miałem w zwyczaju, zmrużyłem delikatnie oczy wysłuchując słów Shinsaku, chodź nie podejrzewając, że to on. A więc wysuwają względem nas propozycję i dają nam szansę. To dość ciekawe po tym co zrobili naszemu klanowi aczkolwiek już wszyscy zrozumieli, że wpadliśmy w intrygę na czele z Ichitsu. Ten człowiek już dawno zniknął a przynajmniej nikt go od lat nie widział, zaś każdy z Uchiha tu stojących miał własny rozum i pogląd na świat. Uważałem, że nie warto ciągnąć błędów naszego ex-ex lidera ale i także nie planowałem za nie cierpieć, chodź już do tego doszło. Logen, Ikkyo i ja nie byliśmy Ichitsu i szczerze mówiąc była to w tym momencie jedna z naszych największych zalet. Postanowiłem odezwać się pierwszy. Wiem, że dowódcą tej drużyny jest a może był Ikkyo ale jako, że moje połączenie z klonem jest na bieżąco, miałem wrażenie jakbym się tam znajdował.
       - Najpierw muszę zaznaczyć jedną kwestię. Wśród nas nie ma obecnie lidera i to co powiem, będzie obowiązywało tylko mojego podejścia. Moi towarzysze mogą mieć inne podejście do tej dyplomatycznej rozmowy, więc nie będę się wypowiadał za nich, jeżeli mają sami coś do powiedzenia. Tak więc jeżeli chodzi o mnie: Ja nie pragnę zemsty. Ta cała sytuacja wyszła głównie z powodu Ichitsu Uchiha i całego tego planu wrobienia naszego klanu w intrygę. Ja nie nazywam się Ichitsu i nie obchodzą mnie problemy tego człowieka, który i tak zniknął w niewidomych okolicznościach. Uchiha wystarczająco obrywali w historii i chcę jedynie by nasz klan choć pół wieku wytrzymał bez katastrof. Tak więc mówię, zemsta mnie nie obchodzi, bo gdybym jej chciał to dokonałbym ją tu i teraz. Sytuacja jest całkiem dogodna. Jeżeli chodzi o moją propozycję; chcemy odzyskać ziemię i swój poprzedni status a także otrzymać pieniężne jako zadośćuczynienie za straty. Oczywistym jest także fakt odzyskania Gunabai. Wiem, to wielkie wymogi jak na to co my możemy dać a nie możemy praktycznie nic, bo praktycznie niczego nie mamy. Mogę jedynie zaproponować umowę, która zobliguje nasz klan do wsparcia militarnego za kilka, kilkanaście lat, gdy młokosy i nowe pokolenia podrosną i będą w stanie pełnić służbę i obowiązki strażników. Oczywiście, czekam na propozycję również z waszej strony.
      Zerknąłem kątem oka na Ikkyo. On był w trochę inny sposób zżyty z klanem. Obawiałem się, że to on będzie pragnął zemsty najbardziej z nas wszystkich i zaatakuje Daimyo albo nawet obu.

Offline

 

#423 2016-09-24 19:01:56

 Ikkyo

Klan Uchiha http://i.imgur.com/fGrX3h1.png

52378630
Zarejestrowany: 2014-12-20
Posty: 606
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 20 lat
WWW

Re: Tereny starego Boin

     Jak myślał Yocharu, wiele się wydarzyło. W ciągu paru dni nasza sytuacja zmieniła się diametralnie. Z poszukiwaczy szczęścia do młodych wojowników, którzy prawie osiągnęli swój cel. Odzyskany Gunbai dodawał nam siły, obecność wszystkich wrogów w jednym pomieszczeniu animuszu, a idąc dalej, w chwili obecnej mogliśmy podejść do sprawy zupełnie inaczej. Złamać wcześniejsze postanowienia i siłą wprowadzić dla klanu nowe ustawy. Reguły, które dałyby nam siłę, ziemię, a przecież na moment obecny to jedno i to samo. Przeforsować coś siłą, zmusić lidera do posłuszeństwa...

     Nie, nie tędy droga. Nasz klan zagalopował się w tym pragnieniu nienawiści. Już od dawna raniliśmy siebie, zamiast naszych wrogów. Używaliśmy katan do wojny na terenie Hidari, zamiast podbijania nowych ziem. Konfliktów było za dużo, a ludzi za mało. Nie. Na moment obecny należało to wszystko naprawić, naprostować, odnowić stare układy, podpisać nowe umowy i doprowadzić do względnej stabilizacji. Doprowadzić nas do potęgi znowu, ale nie na sposób dawny - mahanie mieczykiem nic tutaj nie da. Niestety, nadeszła pora na wprowadzanie zmian w strukturze klanowej, gospodarce, pozycji klanu, a także wszystkich innych czynników, na których ninja w zasadzie się nie znali. Cholera, i to wszystko mieliśmy zrobić my. Jedyne co dobre to fakt, że prawie nie istniała opozycja.

      - Bardziej wygląda jakbyśmy się wprosili do tego pałacu, a nie dostali kolorowe kartki od lorda czy lordów. Kim jesteś, że przemawiasz w imieniu swego pana? Wyglądasz na dumnego i najbardziej niezwiązanego z tą sprawą. Jeśli to doda tobie odwagi, nazywam się Ikkyo. - powiedziałem spokojnie. Czy chciałem urazić nieznajomego? Nie. Po prostu zaintrygowała mnie jego persona. Zjawił się tutaj znikąd, w sumie to tak samo jak my, ale pozwolił sobie na odezwanie się jako pierwszy. Ciekawa osóbka, wypadałoby dowiedzieć się wiecej na jego temat. A imię to dobry wstęp, prawda? - Przyszliśmy tutaj bez lidera, ale na potrzeby zadania to ja dowodzę grupą. Pozwolę więc sobie mieć najbardziej donośny ton wypowiedzi, a i mam nadzieję, że mnie wesprzecie, przyjaciele.

     W końcu do tego się zobowiązali. No ale nieważne. Liczyłem na moich towarzyszy, ale przynajmniej nie musiałem ich o nic podejrzewać. Przeszliśmy ze sobą już tyle dziwacznych wydarzeń, przeciwności losu, że wolałem zostać wplątany w dziwaczną sytuację związaną z nimi niż tymi tutaj. Ta trójka, która mogła zmienić losy mojego rodu, powinna mnie uważniej słuchać niż Yocharu. No cóż, lider grupy wschodniej to na dany moment jakaś funkcja.

     - Zemsta jest rozkoszą bogów, ale jak widać, my nie jesteśmy bogami. Nasz ród przeszedł męczarnie i cierpi dalej. Nie możemy na to pozwolić, jednak perspektywa dalszej wojny domowej, mniej lub bardziej krwawej, nie jest rozsądna. Na moment obecny mamy przewagę, bo chyba bardziej zależy wam na zachowaniu życia niż załatwieniu porachunków. W końcu podobno to Uchiha są nienawidzącymi aż do ostatnich dni, tymczasem przychodzimy z propozycją pokoju. - zacząłem spokojnie. W oku błyszczały barwy czerwone, przesuwałem powoli wzrok po wszystkich tu zgromadzonych. - Jak Yocharu, wnoszę o zwrócenie nam ziemi, Gunbai i odpowiedniej czci. Zwrócenie więżonych Uchiha, o ile są, tytułów i honorów, które kiedyś piastowaliśmy. Chcę również pomocy w odbudowie wioski. Opcja mojego towarzysza, czyli wynagrodzenie pieniężne też wchodzi w grę. Chodzi natomiast o rzetelne wsparcie jeśli chodzi o wzniesienie nowej siedziby dla klanu. Bądź co bądź, to wy zburzyliście starą wioskę.

     Przerwałem i skierowałem teraz wzrok na lorda. Czy czułem coś do niego? Niechęć i zdziwienie. Ten facet okazał się być wspaniałym strategiem, tymczasem na moment obecny nie dało się orzec co zrobi dalej.

     - Ta wojna została wywołana przez decyzję Ichitsu. Nie wiemy czy nie został podburzony przez kogoś, chociażby Samotników, w końcu na niedługo przed tym wydarzeniem zawarł z nimi sojusz. Podczas wojny ich obecność na polu bitwy zrobiła swoje, ale nasz klan tylko na tym ucierpiał. Nie chcemy z wami wojować i szukamy pokoju. Co oferujemy? Niewiele, ale spójrzmy na sytuację obiektywnie. Lepiej mieć sojusznika, na którym niewiele się straci, bo w końcu Hidari i tak leży odłogiem, niż wroga. Inne kraje z pewnością patrzą na konflikty w Kraju Błyskawicy szczególnie, ponieważ mogą zagarnąć ziemie wchodzące pod twój protektorat, wasza lordowska mość. My tymczasem możemy mierzyć się z innymi ninja, a gdy klan odzyska siłę, z całymi innymi rodami. Uchiha są doskonałymi wojownikami, zresztą, polegałeś na nich w poprzednich latach podczas wojen. My chcemy jedynie pokoju i pomocy w odbudowie. Dobrze byłoby również wplątać nas jakoś w politykę całego Kraju Błyskawicy, żeby nie było podejrzeń co do naszej szczerości. Jeden z nas zawsze może pełnić funkcję lordowskiego doradcy. Również nasza pomoc może okazać się niezbędna do rozwiązania konfliktu w klanie Nara. Cóż, możemy zaoferować na razie tyle. W przyszłości pewnie więcej. Nasze warunki jednak są takie, jak powiedziałem ja i Yocharu.

Offline

 

#424 2016-09-26 18:15:39

 Logen

Uchiha http://i.imgur.com/27UXC1z.png

2478898
Zarejestrowany: 2009-12-18
Posty: 694
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Członek Klanu
Płeć: M
Wiek: 34

Re: Tereny starego Boin

    Wydarzenia potoczyły się tak niespodziewanie, że w ciągu tych paru dni Logen był niemal na granicy, gdzie był w stanie jeszcze trzeźwo myśleć. Pierw wojna, potem ta wyprawa, a teraz niespodziewane towarzystwo – żyjącego Daimyo, który to podobno został zamordowany przez byłego lidera ich klanu. Coraz więcej niewiadomych i pytań układało się w chaosie, panującym w głowie najstarszego Uchihy w towarzystwie.

    Głos kolejno zabierali: pierw stary Daimyo, potem nieznajomy stojący po lewej stronie, następnie klon Yocharu, który słusznie zauważył, że wypowiadać możemy się jedynie sami za siebie, gdyż nie ma wśród nas lidera klanu i pierwszy wyraził swoją opinię; na koniec głos zabrał Ikkyo, zwracając się do nieznajomego. Logen postanowił się nie wypowiadać póki co, tylko lekko kiwając głową przytakiwał kolejnym argumentom i postulatom wysnuwanym przez obu swoich towarzyszy.

    Postać po lewej nie dawała jednak spokoju starszemu Uchiha. Dyskretnie postanowił coś sprawdzić, wyostrzając swoje zmysły tropiciela i skupiając je na tej jednej osobie. Miał nadzieję rozwikłać choć jedną niewiadomą, choć bliskość Gunbai mogła mu to utrudnić.

    Kiedy Ikkyo skończył swoją wypowiedź, wówczas i Logen postanowił się odezwać:

    - Jeśli nawet nie doradcy, to być reprezentantem klanu w radzie, zjeździe, czy jakkolwiek to nazwiemy. Jak słusznie zauważyli moi przedmówcy, takie działanie byłoby dowodem szczerości i chęci pomocy.


(wybaczcie trochę "laikowaty" i kiepskiej jakości post, praca i choroba potrafi dobić)


http://i.imgur.com/fWw5y3s.jpg


Legenda mowy/myśli:
mowa postaci (#CF2929)
myśli postaci
Fukusaku (#006400)
Shima (#228D22)
Gamabunty (#008000)
Gamahiro (#ADFF2F)
Gamaken (#556B2F)
Gamakiri (#7FFF00)
Gama (#9ACD32)
Gomo (#7CFC00)
Gamatatsu (#32CD32)
Gamakichi (#00FF00)

Offline

 

#425 2016-09-27 12:04:49

Straznik specjalny

Event Master

Zarejestrowany: 2011-07-28
Posty: 339

Re: Tereny starego Boin

- Na wstępie chciałem zapewnić was o naszej dobrej woli - oznajmił stary daimyo. Przyglądając się temu wszystkiemu, Yocharu nie mógł oprzeć się wrażeniu, że rozmówcy Uchihów nie są do końca jednorodni w swoich poglądach, wyraz twarzy młodszego daimyo zdawał się to potwierdzać. Albo był tak dobrym aktorem, albo wręcz przeciwnie, niespecjalnie bowiem krył swoją niechęć do czerwonookich wojowników. W szczególności pomiędzy nim a Kazunarim powietrze dało się niemal kroić nożem i było jasne, że tylko dworskie obyczaje, zestaw postrzeganych jako właściwych dobrze urodzonym oszczędnych ruchów, stoicyzmu i "uprzejmego" patronizowania rozmówcy sprawiały, że nie rzucili się sobie do oczu. Yocharu spojrzał na Logena, który musiał dojść do podobnych wniosków, obaj bowiem zwrócili jednocześnie uwagę na asymetryczne zgrubienie na szczęce młodego, "oficjalnego" daimyo - pamiątkę po szale Kazunariego. O śladach interakcji między owymi dżentelmenami na ciele samego byłego przywódcy Yugure nie było sensu wspominać, były dość oczywiste.
- Smutnym, ale koniecznym do przyjęcia do wiadomości faktem jest, że ktoś w wyjątkowo przemyślany i błyskotliwy sposób zagrał wszystkim tu zgromadzonym na nosach - westchnął tymczasem starzec - zdaję sobie sprawę z krzywd wyrządzonych waszemu klanowi, musicie jednak zrozumieć, że prócz faktycznego rozegrania tej sprawy w tym gronie, zarówno my i wy mamy politykę, o którą musimy dbać. Jesteśmy więc skłonni zawrzeć z wami układ o charakterze formalnym, oraz drugi, o charakterze nieformalnym...
- Dlaczego do... - zaczął młodszy daimyo, patrząc z irytacją na ojca, ten jednak uciszył go ruchem ręki. Nieczęsto oglądało się reprymendę wobec głowy państwa.
- ...o charakterze nieformalnym. Oficjalnie, przyznamy amnestię wszystkim członkom klanu. Wasz status jako klanu-sojusznika zostanie przywrócony, podobnie wasze ziemie. Jeden z was zostanie też włączony w poczet rady, tak jak to miało miejsce w przeszłości i jak to ma miejsce obecnie, w przypadku klanu Nara. Na tym jednak formalne ustępstwa w waszym kierunku się kończą - nie możemy pozwolić sobie na pokazanie słabości a za taką uznają jakiekolwiek przekazane wam pieniądze zarówno rody rywalizujące o tron mojego syna, jak i kraje sąsiedzkie. W ramach tej formalnej umowy dostajecie więc pokój oraz swoją ojczyznę. W zamian, Kraj Błyskawicy oczekuje wsparcia militarnego w terminie nie późniejszym niż 5 lat, a także publicznego złożenia przysięgi o nieagresji oraz podległości wobec osoby daimyo. Jeśli zaś chodzi o umowę nieformalną... - tu starzec wymienił krótkie spojrzenie ze swoim synem. Zebrani nie byli pewni, czy bezgłośnie naradzają się, czy raczej toczą niemą batalię o dominację. W końcu to młodszy przedstawiciel dynastii zabrał głos.
- W ramach umowy nieformalnej wasza wioska weźmie udział w projekcie obywatelskiej walki z bezrobociem. Oznacza to tyle, że w ramach ogólnokrajowej odbudowy i modernizacji wasza wioska wejdzie na listę terenów, które nawiedzi banda fachowców, posiadających "niezależny" budżet. Jednak... do cholery, nie - młody daimyo potarł bezwiednie bliznę, szpecącą nieco jego gładką, niemal zniewieściałą twarz - Nie ma mowy o oddaniu Gunbai. Zostanie tutaj, razem z jednym z was, który będzie zasiadał w radzie. Nie mam zamiaru oddać powodującego same kłopoty insygnium władzy bandzie, która sama przyznała, że nie reprezentuje klanu, w której nie ma lidera, ojcze - tu zwrócił się do starego daimyo.
- Miarkuj się, chłopcze...
- Sam się miarkuj, stary capie! O ile ostatnio sprawdzałem, wciąż jestem formalnym. władcą. tego. kraju. - uderzenie w stół akcentowało ostatnie słowa - Tymczasem ty sprowadzasz tu tego Wyrzutka (tu wskazał na Shinsaku) i bawisz się w troskliwego tatę, jednocześnie jedząc z ręki ludziom, którzy ani nie mają przywódcy ani, wybaczcie moi drodzy, nie mają specjalnego szczęścia do wyboru takowych. Trochę słabo świadczy o waszej organizacji fakt, że nikt inny jak wasz lider dał się koncertowo wrobić w cały ten bałagan, nie sądzicie? - tu kpina wyraźnie była już słyszalna wśród gniewnych słów daimyo, który skierował spojrzenie na Kazunariego - a przypadków takich jest u was więcej...
O ile wcześniej powietrze między Kazunarim i młodym daimyo można było uznać za ciężkie, w obecnej chwili nie oddychałby nim nawet Chucku Norrisu. Stojący najbliżej tego pierwszego Ikkyo oraz Shinsaku jednocześnie zdali sobie sprawę, że sąsiadują z ofiarą rocznego pobytu w więzieniu, w pakiecie z wszelkimi dostępnymi atrakcjami. Ofiarą stojącą naprzeciw oprawcy, z... hm, potencjalnie niebezpiecznym artefaktem ściskanym w brudnej od krwi, zaciśniętej do białości kłykci dłoni. Ofiarą milczącą, nie z powodu braku cisnącej się na usta retorty, ale z powodu szczękościsku powodującego nieznaczne drgania całej głowy.

Na odpisy czekam do piątku (30.09.) do wieczora.

Ostatnio edytowany przez Straznik specjalny (2016-09-27 12:34:48)

Offline

 

#426 2016-09-27 19:34:54

 Logen

Uchiha http://i.imgur.com/27UXC1z.png

2478898
Zarejestrowany: 2009-12-18
Posty: 694
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Członek Klanu
Płeć: M
Wiek: 34

Re: Tereny starego Boin

    Atmosfera w pomieszczeniu robiła się coraz gorętsza. Kazunari i obecny Daimyo widocznie mieli na siebie zły wpływ i w głowie Logena przez moment przemknęła myśl ile jeszcze Uchiha trzymający Gunbai zdoła wytrzymać, zanim rzuci się w szale na młodego władcę? Jeśli tak się stanie, pozostali będą musieli jakoś zareagować, zdecydować po której stronie stanąć.

    Na razie jednak jeszcze nie było potrzeby, a głos zabrał stary Daimyo. Oferta, którą przedstawił byłą całkiem rozsądna – nawet ta nieoficjalna część. Logen doskonale wiedział, do czego zmierzają obaj władcy wysnuwając swoją propozycję, w końcu musieli liczyć się z opinią publiczną oraz mieć pogląd na działania opozycji. Gdyby rozniosło się, że pomagają członkom klanu, którego to lider był winien zamachu na życie Lorda, ludzie mogliby poczuć się oszukani, a wrogowie nabrać pewności i podjąć działania. Jednak ostatnie słowa, które padły z ust młodego Daimyo trochę zmieniły ten obraz i zdecydowanie mogły podziałać na Kazunari’ego jak czerwona płachta na była. Przez moment Logen bał się, że jego niedawna myśl właśnie zaczyna przybierać materialnych kształtów… a dokładniej ruchu. Postanowił jednak zareagować jako pierwszy, wysuwając się pół kroku do przodu.

    - Oficjalna część tego „paktu” jest jak najbardziej rozsądna, jednakże ma pewną lukę, którą raczyłeś wytknąć, Młody Daimyo. – zaczął najstarszy Uchiha, z szacunkiem w głosie. Nie miał zamiaru poniżyć, znieważyć, czy wyśmiać żadnego z ich rozmówców. Nabrał powietrza i kontynuował swoją myśl. – Luką tą jest właśnie Gunbai. Otóż oczekujecie wsparcia militarnego, najpóźniej za 5 lat. W obecnej chwili nasz klan jest rozbity, część może nawet się zbuntowała i nie zechce tak łatwo podporządkować się liderowi. Fakt, że ci, którzy dzierżyli Gunbai w przeszłości, nie zawsze podejmowali dobre decyzje. Teraz jednak jest inaczej, gdyż klan Uchiha, można by powiedzieć, nie istnieje już jako klan. – zrobił wymowną przerwę, spoglądając na towarzyszących mu pobratymców. – Ten artefakt jest symbolem władzy klanu. Bez niego nie będzie klanu, nie będzie też wojsk, czyli nie otrzymacie tego, czego oczekujecie. – ostatnie zdanie, każde z jego trzech części wypowiadał patrząc kolejno na nieznajomego „Wyrzutka” – jak to nazwał tajemniczego chłopaka młody Lord – następnie na starego, a kończąc na młodym Daimyo.

    Chociaż Logen wiedział doskonale, że takie zachowanie może wywołać niepożądane skutki, uważał, że powinien przedstawić sprawę możliwie najprościej – a to było banalnie proste: posiadanie Gunbai jest równoznaczne z istnieniem silnego klanu, jego brak będzie oznaczał dalszy rozłam, jaki teraz panuje. Chociaż czy faktycznie tak by teraz było? Ich klan koniec końców dużo przeszedł, więc może i podejście ludzi się zmieniło? Nie, nie był to dobry moment na takie zastanawianie się; teraz trzeba było doprowadzić te negocjacje możliwe szybko do końca, odzyskać co im się należy i wrócić w rodzinne strony. W końcu tyle było jeszcze do zrobienia…

    Starszy Uchiha miał nadzieję, że żaden z pozostałych nie powie czegoś, co by sprawiło, że jego słowa stracą znaczenie. Może i nie miał racji, ale czuł, że taki właśnie jest. Poza tym miał już też pewien plan, ale o tym we właściwym momencie. Kiedy cofnął się do pozostałych, kąciki ust lekko drgnęły, układając jego usta w zawadiacki uśmieszek, jakby cieszył się, że udało mu się zasiać pewne ziarno…

Ostatnio edytowany przez Logen (2016-09-27 19:44:44)


http://i.imgur.com/fWw5y3s.jpg


Legenda mowy/myśli:
mowa postaci (#CF2929)
myśli postaci
Fukusaku (#006400)
Shima (#228D22)
Gamabunty (#008000)
Gamahiro (#ADFF2F)
Gamaken (#556B2F)
Gamakiri (#7FFF00)
Gama (#9ACD32)
Gomo (#7CFC00)
Gamatatsu (#32CD32)
Gamakichi (#00FF00)

Offline

 

#427 2016-09-29 16:26:47

 Yocharu

Klan Uchiha http://i.imgur.com/p2qZr4s.pnghttp://i.imgur.com/bRrcMpK.png

50499111
Skąd: Hidari
Zarejestrowany: 2014-04-03
Posty: 964
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider/ Weteran
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 26

Re: Tereny starego Boin


       Zrobiło się całkiem ciekawie z mojego punktu widzenia, choć gdyby stała tu osoba bezstronna, uznałaby że jest raczej odwrotnie. Pomimo, iż nie toczymy teraz walki na miecze i techniki, to rozgrywał się dyplomatyczny pojedynek z hydrą o dwóch głowach, w której każda miała tak naprawdę inne zdanie. Nie opuszczałem gardy i po za zaznajamianiem się ze słowami przedmówców, pozwoliłem sobie także analizować gesty, mimikę i ogólne zachowanie. Pierwszym co rzuciło mi się w oczy to fakt, że młody Daimyo zerka na Kazunariego z ogromną złością a nawet nienawiścią. Czyżby nabrzmiała część jego twarzy była pamiątką bo ich "rozmowie". Zapewne dlatego też pała do nas takim wrogim nastawieniem, choć ukrywać nie będę, że wcześniej także nie był zbyt optymistyczny wobec naszego klanu. Starszy Daimyo myślał jak na osobę w takim wieku, trzeźwiej i rozważniej. Posiadał życiowe doświadczenie i ogładę która przychodzi zazwyczaj z czasem i nie chciał ciągnąć tej batalii dalej a ją zakończyć. Sam zresztą przyznał, że cała ta intryga w którą wpadliśmy wszyscy nie była jego zasługą i też nie spodziewał się takiego obrotu spraw. Młody Daimyo budził jednak we mnie podejrzenia czy nie jest w cały ten cholerny plan zamieszany. Definitywnie powiedział, że nasz lider dał się koncertowo wpakować w całe to gówno, nie zaznaczając iż on sam również został w te pułapkę złapany. Coś tu śmierdziało.
       Zanim się odezwałem, pierwszy ruszył najstarszy z Uchiha, prezentując swoją odpowiedz i spostrzeżenia na temat tego jak widzi tę sytuację. Zgadzałem się z nim w zupełności, choć opowiadanie w takiej sytuacji, że nasz klan w teorii nie istnieje, nie daje dobrego zaplecza do rozmów. Obaj Daimyo wiedzieli, że zostaliśmy srogo wymordowani ale nie do nogi a po tych słowach mogą dojść do takich wniosków. Słowa jednak padły i trzeba było ponieść je dalej na swoją korzyść.
       - Zgadzam się z moim przedmówcą. Gunabi nie ma nam służyć jako broń ale jako symbol. Pod tym sztandarem złączyli się niegdyś ludzie, których dzisiaj nazywają Uchiha. Teraz znów jest potrzeby by zjednoczyć nas i dać wiarę, tym którzy już prawie ją utracili. Jeżeli chcecie mieć za kilka lat, silne militarne wsparcie od naszego klanu a nie kilku parobków, którzy zastanawiać się będą czy to wszystko ma sens to właśnie Gunbai, symbol Uchiha potrzebny jest by Ci waleczni ludzie nie czuli wątpliwości wypełniając swojego obowiązki. Jeżeli nasi ludzie dowiedzą się, że oddaliście nam Gunbai, okażą wam szacunek za ten czyn i dumnie pilnować będą bram zamku jak i szanownych Daimyo. Jednakże...
       Spojrzałem teraz definitywnie na młodszego władcę. Wiedziałem, że to co powiem może wywołać skandal, oburzenie i być może nawet utrudnić nam umowy dyplomatyczne ale nie mogłem pozwolić by osoba, która zaplanowała cały tej szajs przez, który zginęło tyle osób uszła tak po prostu. Nie wytknę palcem na młodego Daimyo i nie powiem, żeby się przyznał. Chcę by poczuł ucisk na szyi, że nie jesteśmy tylko zwykłymi ninja od rozwałki ale potrafimy także dobrze analizować, domyślać się, rozgryzać. Jeżeli jest w to zamieszany, niech wie że mamy go na oku. Dużym plusem jest obecność starszego Daimyo. Być może i on podejrzewa swego potomka.
       - Jednakże... powiedziałeś, że nasz były lider dał się koncertowo złapać w całą tę intrygę. Może to co powiem, nie jest zbyt poprawne wobec naszego klanu ale ustalimy jedno. Ichitu był głupcem przez co my wszyscy ucierpieliśmy. Jednakże pozwolę sobie zauważyć, że Ty Daimyo również wpadłeś w tę pułapkę i nie byłeś jej świadom, a przynajmniej tak brzmi oficjalna wersja. Przypuszczam, że pod pewnym względem było to dla was korzystne, w końcu historia naszego klanu to nie opowiastka, którą można czytać dzieciom na dobranoc a obawa przed naszą siłą albo przed Uchiha, którzy mogliby ją wykorzystać była swego czasu jak najbardziej rozważna. My jednakże jesteśmy nowym pokoleniem, choć mimo wieku wiele przeżyliśmy i nie chcemy popełniać błędów naszych poprzedników. Wciąż jednak martwi mnie cała ta intryga i komu tak bardzo zależało na nas.
       Na pewno zrozumiał moje słowa. Mogę założyć się o tysiąc ryo, że odebrał to co powiedziałem jako oskarżenia w jego kierunku. Z jego temperamentem i nienawiścią do naszego klanu, wybuchnie w złości wytykając mnie palcem co by mogło znaczyć, że miałem rację. Ci co najwięcej krzyczą i oburzają się na zarzuty wobec ich "niewinności", zazwyczaj są winni. Zerkałem także czy nie zaczyna się pocić, czy jego ręce nerwowo nie majtają, czy noga nie drży. Takie gesty, często automatyczne, mimowolne, oznaczają denerwowanie się. Jeżeli nie ma nic na sumieniu, denerwować się nie musi. Pod koniec swoich słów, zdałem sobie także sprawę, że jeżeli jest winny i wiedział o wszystkim to mógł współpracować z klanem Nara. To, że się nie lubimy to mało powiedziane a nasze zniknięcie dałoby im pewny stołek przy Daimyo.

Ostatnio edytowany przez Yocharu (2016-09-29 16:29:49)

Offline

 

#428 2016-09-29 19:09:19

 Ikkyo

Klan Uchiha http://i.imgur.com/fGrX3h1.png

52378630
Zarejestrowany: 2014-12-20
Posty: 606
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 20 lat
WWW

Re: Tereny starego Boin

     Staliśmy wszyscy, chociaż spokojny nie był nikt. Najprawdopodobniej najmniej zobowiązany co do całej sprawy mógł czuć się ten, synalek daimyo, czy kto to w ogóle taki. Nie odpowiedział na moją prośbę, toteż nie miałem co mu odpowiedzieć. Mimo wszystko nie wyglądał on jednak na panicza, lecz bardziej na ninja, albo specjalnego strażnika lorda. Kiedy młodszy z obecnych tu władców wypalił coś o ojcostwie, jedna z moich brwi uniosła się wyżej. Bękart? Czyżby mężczyzna stojący obok starszego lorda był z nim spokrewniony? Ciekawe, można by tą wiedzę wykorzystać...

     Jednak nie mogłem zrobić tego teraz. Na dany moment nie wiedziałem kim jest ten człowiek, ale to nawet nic takiego. Największego babola, bubla, który tak pięknie uraził naszą dumę, rzucił młody władca. Rozpanoszony, wyraźnie zdenerwowany tym, że to nie on podejmuje właściwe decyzje, musiał się oczywiście zirytować. Szczerze? Yocharu od zawsze twierdził, że to ja byłem porywczy. Na moment obecny rzeczywiście mogłem stwierdzić, że w moim życiu miałem wiele momentów pełnych negatywnej energii, która pchała mnie do konkretnych działań. Jednak jak tak zdam sobie sprawę to od wojny nie popełniłem żadnego pochopnego czynu. A ten tutaj przede mną zachowywał się jak rozjuszony berserk. Miał pretensje do wszystkich o wszystko, oferował nam pokój, ale go nie chciał, dawał nam ziemię, ale symbolu klanu już nie. Zachowywał się jakby ta cała sytuacja albo go przytłaczała, albo mu była nie na rękę. Co on kombinował?

     - To, że moi towarzysze mają rację, jest oczywiste. Mimo wszystko jednak pragnę zauważyć, że Gunbai obecnie trzyma Kazunari. Nie ma opcji, żebyśmy oddali to, co wydarto nam siłą. Ten wachlarz to dziedzictwo wielu pokoleń i jak mówili Yocharu i Logen - bez niego nie powstanie żadna armia Uchiha. Nasz klan stoi nisko, jednak nigdy nie będzie podnóżkiem do stóp jakiegokolwiek lorda czy innego pożal się boże władcy, który nie potrafi usłuchać rad od ojca, który jest zarówno rozsądniejszym, jak i bardziej doświadczonym we władaniu daimyo. - powiedziałem bez większego problemu. W moich ostatnich słowach dało się zauważyć ogromne ilości pogardy. Brakowało tylko abym splunął, ale szczerze, nie lubiłem tego. - Jeśli mamy działać jak Lord Feudalny i klan to oczekujemy minimum szacunku, a jest nim właśnie Gunbai. Wypraszam również sobie wszelakie obelgi czy inne uwagi pod naszą treścią. Rada Uchiha widzi we mnie nowego lidera i dostałem oficjalną ich zgodę na objęcie tego urzędu. Okaż nam szacunek, wasza lordowska mość.

     Przemilczałem oczywiście fakt o kandydaturze Yocharu, który tak samo mógł zostać liderem. Jeśli się udało, puściłem mu oko czy inny sygnał, żeby zrozumiał o co mi chodzi. Nie mam zamiaru go tutaj osłabiać, po prostu pokazywanie słabości naszego klanu i tego, że nie mamy lidera, jest błędne. Lepiej już powiedzieć półprawdę i grać na chama tak długo jak się da. Co do samego Gunbai, który spoczywał w rękach Kazunariego... Był piękny. Wachlarz przykuł mój wzrok, co prawda na sekundę, ale chciałbym go dzierżyć. Czułem zuchwałe uczucie przewodzenia klanowi, różniłem się pod tym względem od mojego towarzysza. A co jeśli nie zostanę liderem?

      - Kazunari, spokojnie. - powiedziałem głośno umyślnie. Wyciągnąłem prawicę, którą zasłoniłem towarzysza, nie chciałem go krępować, ale jeśli rzuci się na księcia-łgarza, nie będę miał wyboru. Miałem aktywowanego Sharingana, co wzmacniało moje reakcje. Czemu jednak wypowiedziałem to na głos? To proste. Niech ten młody pyskaty szczeniak nie czuje się tak wesoło. Obecnie to my mamy więcej argumentów za pokojem. Możemy zabić go i przywrócić władzę staremu daimyo, albo wprowadzić nowego kandydata na tron. Powinien o tym wiedzieć. - Pilnuj Gunbai. A na lorda tak nie patrz, to nasz sojusznik.

     Dobry punkt złapał również Yocharu. Obaj zachowaliśmy się niepijarowsko, obraziliśmy lorda, ja ukazując siebie jako lidera i umniejszając rolę feudała, a mój towarzysz pytając go czy to on nie zdradził naszego klanu, a w zasadzie wykorzystał sytuację, aby go wybić. Cóż, oskarżenie nie musiało być bezpodstawne, ale było mocne. Przyjacielu, kto tu jest bardziej narwany? Mimo wszystko rozumiałem jego pobudki i sam począłem obserwować ruchy feudała. Było to jednak dość trudne, skoro starałem się panować nad Kazunarim.

     Sharingan błyszczał w oczach, a łezki powoli się obracały. Byłem gotów złapać zarówno naszego towarzysza, jak i przyszłego suwerena w Genjutsu tylko po to, by teraz się nie pozabijali...

Offline

 

#429 2016-09-30 20:31:52

Straznik specjalny

Event Master

Zarejestrowany: 2011-07-28
Posty: 339

Re: Tereny starego Boin

- Sku#&..- młodszy daimyo przy skierowanych do niego słowach Yocharu trzasnął ponownie w stół pięścią i widać było, że działo się tu coś wyjątkowo osobistego, bo aż go zatkało. Starszy daimyo pośpieszył na ratunek.
- Musicie wybaczyć mojemu synowi - powiedział, westchnąwszy - Mylisz się, młodzieńcze, mówiąc o wpadnięciu w pułapkę mojego syna. On stał się jedynie ofiarą waszej pomyłki. Został wychowany na przywódcę, tymczasem został, chcąc tego lub nie, daimyo tytularnym. Jest mi mimo wszystko lojalny, poświęca więc swoją suwerenność starcowi działającemu z cienia. Musicie zrozumieć, że czyn Ichitsu wpłynął na więcej niż jedno życie.
Nastąpiła chwila delikatnie niezręcznej ciszy, podczas której młody daimyo doszedł do siebie. Kątem oka Yocharu zauważył, że władca ma nieco błyszczące od wilgoci oczy.
- Jeśli spojrzycie choć przez chwilę na sytuację obiektywnie, zobaczycie, że jestem tu poszkodowanym - powiedział, już spokojniej - I podobnie jak wy macie ziomków, dla których Gunbai stanowi symbol przywództwa, tak ja mam kraj, który potrzebuje własnych symboli. Oddanie go wam ot tak zwyczajnie pokaże, że nie my kontrolujemy sytuację, a to niedopuszczalne. Liczę, że dojdziemy w tej kwestii do porozumienia.
Tym razem stary daimyo nie przerywał a jego syn oparł pięści na stole. Mówił teraz wolno, dobitnie, kierując słowa do Ikkyo.
- Skoro, jak deklarujecie, masz stanowić surogat przywódcy Uchiha, możemy przystąpić do konkretów. Jestem skłonny wydać wam Gunbai na czas waszych zmagań o zebranie swojego rodu w Yu no Kuni. Owszem, wiedzieliśmy o waszej małej wyprawie - uśmiechnął się półgębkiem - wasze czyny nie pozostają bez echa. Tak czy siak, gdy pozbieracie ziomków Gunbai musi stać się też symbolem mojego przywództwa nad wami. Albo wróci tu, do pałacu, albo znajdzie się u was, zamknięty w opieczętowanej zamkami z symbolem Kraju Błyskawicy. Musi być wiadome, że poza byciem bandą niebezpiecznych ninja jesteście wciąż obywatelami tego kraju, sąsiadami zwykłych ludzi. Oto moje ultimatum.
Skończywszy wywód, odsunął się od stołu i odwrócił w stronę okna.
Drzwi do pomieszczenia otworzyły się ku nerwowemu drgnięciu obecnych. Młody chłopak, który wszedł do środka był jednak niemniej zaskoczony co oni, ale widocznie nauczono go nie zadawać zbyt wielu niepotrzebnych pytań. Czym prędzej podszedł do starego daimyo i wręczył mu z pochyloną głową zwój, po czym wyszedł tak szybko, jak się pojawił. Starzec spojrzał na zebranych i wzruszył ramionami - Kimo jest nieszkodliwym niemową. To mój jedyny pomocnik na moim niedalekim wygnaniu. A to, zdaje się, należy do ciebie - powiedział, ostatnie słowa kierując do Shinsaku, wraz ze zwojem. Jego zwojem.

Miłej lektury

Ostatnio edytowany przez Straznik specjalny (2016-09-30 20:52:54)

Offline

 

#430 2016-10-02 13:48:21

 Shinsaku

Wyrzutek http://i.imgur.com/pXCGfcW.png

7348301
Zarejestrowany: 2012-08-30
Posty: 1269
Klan/Organizacja: Wyrzutek
KG/Umiejętność: Kibaku Nendo / Jinchūriki
Ranga: Lider Wyrzutków
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 37
Multikonta: Adatte

Re: Tereny starego Boin

Nie zdecydował się, aby skomentować w jakiś sposób słowa młodszego daimyo, który uraczył go w sposób niezbyt uprzejmy. Zmierzył się jednak na krótki moment z jego wzrokiem, wciąż mając na uwadze słowa, które wypowiedział do niego podczas wspólnej kolacji, może trochę zbyt bezwiednie, jakby przekonany o tym, że Shinsaku zdecyduje się na pomoc w tym nikczemnym przedsięwzięciu. Nie podobał mu się ten szemrany typ, no ale cóż mógł na to poradzić?
Naraz przypomniał sobie, że jeden z czerwonookich, wyglądający na najmłodszego, zarzucił mu wścibianie nosa w nie swoje sprawy. Może faktycznie by tak było, gdyby nie fakt, w jaki sposób był połączony z obecnymi w tym pomieszczeniu osobami. Postanowił natychmiast rozwiać wątpliwości przybyłych Uchiha. Choć może nie do końca. Czego nauczył się na arenie politycznej przez tyle lat, to to, by nie zdradzać więcej, niż jest to konieczne.
- Naprawdę myślisz, że potrzebuję twej zachęty, by się przedstawić? W waszym towarzystwie występuję w rodzaju negocjatora, który może na pierwszy rzut oka nie ucierpiał na akcie zdrady, jakiej dopuścił się niegdyś Ichitsu. I choć nie wydawało mi się konieczne, by ujawniać swą tożsamość, może faktycznie masz rację. Nazywam się Shinsaku Nakayama, przywódca Wyrzutków. - Celowo pominął przydomek, którym był nazywany w poszczególnych kręgach, jako że jednym ze zniszczonych przezeń rodów był właśnie klan z Hidari. - Tak więc, jak możesz się domyślić, nie reprezentuję tutaj interesów daimyo jako mojego pana, ale osoba, stojąca na czele potężnej organizacji, która może być zainteresowana nie tylko nawiązaniem z wami współpracy, ale również egzekutor zawiązanych tu postanowień. Jeżeli więc któraś ze stron dopuści się niechlubnego czynu względem drugiej, zdecyduje się na zerwanie przymierza lub rozpocznie knowania z osobami trzecimi, będę musiał wkroczyć, chociaż jest to ostatnim, czego bym pragnął. Możecie mi wierzyć lub nie, ale zależy mi na tym, aby czerpać wzajemne korzyści z naszej współpracy. I nie będę tego ukrywał, bo każdy na tym wygra, jeżeli tylko zdecyduje się porzucić swą pychę i przeświadczenie o wyższości swych racji. Chyba sami wiecie, jak ważne jest to we współczesnym, podzielonym świecie.
Zrobił krótką przerwę, jednak korzystając z tego, że przez tę krótką chwilę wszystkie oczy spoglądały na niego, zamierzał odnieść się do jeszcze innych kwestii, które tu poruszono.
- To oczywiste, że o wzajemne zaufanie będzie z początku ciężko. Nie jest łatwo odzyskać coś, co z taką premedytacją stracono. Musimy mieć jednak na uwadze, że czyn jednego człowieka, nieważne jak wysoko postawionego, nie powinien przekreślać całej społeczności. Sam spotkałem się z niesubordynacją jednego z moich zaufanych ludzi, przez którego ucierpiały tysiące ludzi. I choć osobiście wyruszyłem z misją ratunkową, która zakończyła się całkowitym powodzeniem i zażegnaniem problemu, zdaję sobie sprawę, że wzajemne zaufanie zostało nadszarpnięte. Mimo tego, że wielu spośród moich ludzi było gotowych oddać życie, by naprawić błąd naszego rodaka. Ufam, że w przypadku stojących przed wami mężczyzn, o czcigodni daimyo, jest tak samo. Gotowi są zrobić wszystko, by naprawić głupotę poprzedniego lidera.
Zerknął po zebranych. Choć z jego twarzy ciężko było cokolwiek odczytać, co wprawniejsze oko mogło dostrzec niezwykłą pewność siebie i wiarę w słowa, które dopiero wypowiedział. Z nieznacznym skinieniem głowy przyjął podarek, a zwój natychmiast umieścił za paskiem kimona.
- Jeżeli zaś chodzi o sprawę Gunbai, muszę się zgodzić z każdą ze stron. Dla was - spojrzał na Hidarczyków - Jest to symbol wszystkiego, w co wierzycie. To oczywiste, że musi pozostać przy was. Z drugiej jednak strony oddanie go wam będzie odebrane, przez wszystkie kręgi tego kontynentu, jako znak ostatecznego zaufania i przychylności, co, jak sami rozumiecie, przez wzgląd na dawny (miejmy nadzieję) spór, nie jest możliwe. A przynajmniej nie w formie, jaką wybraliście. Proponowałbym następujący układ. Lordowska rodzina Kraju Błyskawicy wyznaczy wam misję, zapewne trudną i ważną, której mogliby podjąć się jedynie naprawdę zaufani poddani. Już samo wprowadzenie w szczegóły będzie aktem dobrej woli. Wy natomiast, decydując się na wypełnienie misji, podejmiecie odpowiednie przygotowania, oczywiście mogąc liczyć na wszelkie wsparcie ze strony rządzących. Po wypełnieniu zleconego zadania, Gunbai powróci do was, prawowitych właścicieli. Bez żadnych plomb czy pieczęci. - Tu uczynił stosowne spojrzenie w stronę młodszego lorda. - Oczywiście to tylko propozycja. Każde z was może na nią przystać bądź nie.

Offline

 

#431 2016-10-03 08:47:23

 Yocharu

Klan Uchiha http://i.imgur.com/p2qZr4s.pnghttp://i.imgur.com/bRrcMpK.png

50499111
Skąd: Hidari
Zarejestrowany: 2014-04-03
Posty: 964
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider/ Weteran
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 26

Re: Tereny starego Boin


       Robię w ramce by wypowiedzi były bardziej widoczne.


       Po wypowiedzi Ikkyo zerknąłem na niego, ręką delikatnie pokazując by przystopował. Walka na słowa to jedno a użycie sharingana, przygotowując się do walki to drugie. Nie przybyliśmy tu mordować się nawzajem. Owszem, moglibyśmy rozpocząć konfrontację i zapewne byśmy wygrali bo trzech ninja przeciwko takiej samej ilości nieuzdolnionych w tym fachu ludzi, nie miałoby szans a przynajmniej tak uważałem przed przedstawieniem się jegomościa w kimonie. Taki manewr pozwoliłby nam odzyskać Gunbai, zdobyć siłą tytuł Daimyo a i Mędrzec sześciu ścieżek wie co jeszcze. To jednak nie byłoby zbyt rozważne. Nie znamy dokładnych interesów władców Błyskawicy, przez co nie moglibyśmy prowadzić prawidłowo polityki, bunt mieszkańców przeciw reżimowi plus nowi wrogowie w całym świecie. Nie dla nas takie podboje, nie w tym stanie.
       - Ikkyo, bez nerwów. Nie przybyliśmy tu dosłownie walczyć. Jeżeli jest okazja załatwić to bez przelewu krwi to tak będzie dla nas najlepiej.
       Teraz nastąpiły wypowiedzi, kolejno dwóch Daimyo i mężczyzny im towarzyszącego. Tak jak myślałem, młodszy z władców wybuchł wściekłością, choć na ratunek przybył mu ten bardziej doświadczony. Z tego co mówił, wynikało że obecny nam rządzący nie sprawuje swego urzędu jako autonomiczna jednostka. Służył bardziej jako reprezentant, jedynie wykonując polecenia starszego Daimyo, manipulującego nim z ukrycia. Być może nawet nie pasowało mu posiadanie tego tytułu, chociaż na luksus narzekać nie mógł w przeciwieństwie do nas. Po chwili dokonałem ciekawego odkrycia. Oczy młodego władcy delikatnie się zeszkliły. Czyżbym aż tak go uraził? Musiał być bardzo wrażliwym człowiekiem skoro tak zareagował na byle podejrzenia, zdecydowanie zbyt wrażliwym jak na takie stanowisko. To umocniło mnie tym bardziej, że jest zbyt podatny na manipulacje starszego by faktycznie być winnym w tej całej farsie z oszustwem naszego byłego lidera. Postanowiłem, że jemu już odpuszczę bo nie ma sensu na niego naciskać. Teraz głos zabrał gość Daimyo. Gdy tylko usłyszałem jego prezentację, kącik moich ust delikatnie się uniósł, prezentując w ten sposób minimalny uśmiech. Od samego początku wyczuwałem w tym mężczyźnie coś znajomego ale, aż do teraz nie potrafiłem rozgryźć co. Najzabawniejszy jednak był fakt, że Shinsaku zapewne od początku mnie rozpoznał. Nie nosiłem już przepaski na czole a moja twarz nieco wydoroślała, lecz nie na tyle bym stał się dla niego nierozpoznawalny. Co zabawne, ja nie rozpoznałem jego a on dopiero teraz dowiedział się, że jestem Uchiha. Nasza znajomość ograniczyła się jedynie do spotkania w domu gejsz, chodź przyznam że w pewien sposób zaskarbił sobie moją sympatię w ten niedługi wspólnie spędzony czas. Nie urażając moich towarzyszy, delikatnie żałowałem iż teraz tutaj są. Miałem przeczucie, że gdybym spotkał się z liderem wyrzutków sam na sam w takich okolicznościach, łatwiej by było dojść nam do konsensu. Niestety takie warunki nie były teraz możliwe a my musieliśmy sobie z tym radzić.
       - Kontynuując temat o Gunbai bo właściwie największy problem stanowi teraz on to w pewnym sensie mogę się zgodzić ale i też nie. Daimyo, obawiasz się, że oddanie nam go tak po prostu będzie ciosem dla was bo inni dostrzegą waszą słabość i uległość wobec nam. Nikt jednak nie mówił, że macie od tak dać nam na surowo symbol naszego klanu. Proponowałbym swego rodzaju uroczystość gdzie przy wszystkich zgromadzonych, wypowiemy słowa deklarujące nas o akceptacji waszej umowy, jaką jest sojusz a także pomoc militarna. Każdy z nas odrzuci wtedy swą dumę i ugnie kolana przed Tobą a Ty wręczysz nam Gunbai jako akt swego miłosierdzia. Fakt faktem, Twój pomysł szanowny Shinsaku również jest nie najgorszy ale przez ostatni czas, my Uchiha jesteśmy na jednej wielkiej i niekończącej się misji, która trwa do teraz. Każdy z nas mimo, iż jesteśmy doświadczonymi shinobi, potrzebuje odpoczynku po tych długich miesiącach. Jeżeli jednak będzie taka potrzeba, to dla naszego świętego Gunbai poświęcimy nawet życia ale póki możemy rozmawiać a klamka nie zapadała, wysuwam taką propozycję. Myślę, że taka uroczystość umocniła by was na scenie politycznej. Po pierwsze litujecie się nad klanem, który został prawie wymordowany. Po drugie zyskujecie może niewielu ale silnych sprzymierzeńców. Pomyślicie sobie pewne "Co to za potężny klan który dał się wymordować i prawie zniknął?". Otóż pomyślcie sobie. To nie pierwsza taka rzeź w naszym rodzie a nadal istniejemy. Pomimo, że całe wasze wojska szukały nas przez co najmniej dwa lata, pomimo wojny która trapiła Gorące źródła i pochłonęła masę istnień, my nadal żyjemy i stoimy tu walcząc o swoje. Czyż nie to jest prawdziwą siłą? - skupiłem teraz wzrok na Shinsaku - a jeżeli chodzi o waszą organizację. Ja osobiście nie trzymam wobec was urazy. Podczas bitwy, zetknąłem się z jednym z was, bodajże Yoshim, którego pierwszy raz spotkałem w takich samych okolicznościach jak Ciebie, lecz do walki nie doszło. Pomijając tę jedną sytuację, wiem że nie zdawaliście sobie sprawy, iż to wy staliście po stronie napastnika. Wszyscy uczestniczący w walkach zostali w pewien sposób wmieszani w ten syf i dodatkowo jeszcze... - tu chciałem mówić o bijuu, który pojawił się na polu walki ale myślę, że wszyscy którzy tam byli, dobrze wiedzieli co mam na myśli robiąc tą pauzę. - W każdym razie jak widzicie o zaufanie ciężko w dzisiejszych czasach. Raz to wrabiają nam lidera, raz cały klan a raz pół świata. Oczywistym więc będzie, że każdy z nas zerkać będzie na siebie z podejrzeniami ale dla dobra klanu byłbym gotów wznowić dyplomacje.
        Wiem, że może to się nie spodobać Ikkyo. Jest on w pewien sposób tradycjonalistą i dla niego sojusz z każdym i wszędzie może nie być czymś wygodnym. Klan ma wzbudzać respekt a nie miły uśmiech na myśl o wspólnej kawce. Cholernie dobrze to rozumiem, jednakże sytuacja w jakiej się znajdujemy nie pozwala nam za bardzo na dzikie manewry. Jeżeli dostanie stołek lidera klanu i uzna, że chce walczyć z każdym i wszędzie albo wybierać nietypowe sojusze to niech i tak będzie. Mimo wszystko, nawet jeżeli cała nasza historia znów poprowadzi nas do wojen, powinniśmy chwilowo przystopować.

Ostatnio edytowany przez Yocharu (2016-10-03 08:50:08)

Offline

 

#432 2016-10-05 19:31:18

 Ikkyo

Klan Uchiha http://i.imgur.com/fGrX3h1.png

52378630
Zarejestrowany: 2014-12-20
Posty: 606
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 20 lat
WWW

Re: Tereny starego Boin

     Odwróciłem głowę, aby spojrzeć na Yocharu. Mój towarzysz był ciekawym człowiekiem. Zdecydowanie dalej rozwinął Sharingana, co na pewno zasługiwało na szacunek. Jeśli chodzi jednak o życie i umiejętność wyciągania wniosków, był wyjątkowo słaby. Po raz kolejny zarzucił mi lekkomyślność i obrazę lorda. Ach, a sam to co zrobił? Nie zauważył prawdopodobnie, że lord moją uwagę przyjął bezsłownie, tymczasem to słowa wypowiedziane przez drugiego "lidera" spowodowały u niego wybuch złości. Uniosłem brew, a następnie przemówiłem, pełen politowania.

     - Nie wiem jak jest z twoimi zmysłami, przyjacielu, skoro zarzucasz mi prowokację aż takiego stopnia. Spójrz na naszego przyszłego pana - chyba bardziej go zirytowałeś. - mruknąłem kręcąc głową. Nie miałem zamiaru obdarowywać mojego towarzysza życiowymi radami. Lubiłem go, jednak traktował mnie jak młodego dzieciaka, którego jedynym celem jest wzbudzenie zainteresowania dookoła siebie. Nie rozumiałem jego postawy i doskonale wiedziałem, że jeśli rzeczywiście zostanę liderem, to problem z tym będzie mieć tylko Yocharu. Na obecny moment nie było to dla mnie problemem, ale jeśli to gdybanie się spełni... Cóż, wtedy będę się tym martwić.

     Wracając jednak do dyskusji, działo się w niej wiele. Najpierw zareagowali lordowie. Młodszy oburzony wyzwał Yocharu, co wywołało u mnie jedynie uśmiech. Starszy zaczął do tłumaczyć, a następnie rozwiał wątpliwości mojego towarzysza. Ach, czyli jego hipoteza okazała się być nieprawdziwa. Nie zmieniło to jednak mojego zdania na tą sytuację - przywódcy mieli swoje za uszami. Wykonali wyrok śmierci na naszym klanie, a to, że teraz były jego resztki należało do swojego rodzaju cudów. Uchiha rzeczywiście mieli zadziwiającą zdolność - potrafili odnowić się nawet po tak wielkich tragediach jak wojny domowe czy z całym krajem. Nasz klan był w końcu spadkiem po Mędrcu Sześciu Ścieżek.
     Kiedy usłyszałem wypowiedzi przyszłych suwerenów, westchnąłem. Problem był rzeczywiście zbyt wielki, aby rozwiązać go pogodnymi rozmowami. Nie chodziło tutaj o sam Gunbai, lecz o kwestię zaufania. Jeżeli ta dwójka nie była w stanie dać nam artefaktu, który rzeczywiście był symbolem wymarłego prawie rodu, to co dopiero w sprawach wagi państwowej? Nie potrafiłem zrozumieć krótkowzroczności mężczyzn. Jeśli nasza współpraca miała kwitnąć, powinniśmy okazać sobie minimum szacunku i zrozumienia. Oddanie Gunbai na chwilę, szczerze mówiąc, pogorszyłoby tylko sprawę. Rodacy przyzwyczailiby się do broni, a przyszły lider, czy to ja, czy Yocharu, mieliby z pewnością problemy z powodu oddania legendarnego oręża. Kto wie czy nie pojawiłby się nowy pretender... Nie, Gunbai musi być obecne i noszone na plecach lidera. Tak było i tak być musi.
     
     Miałem otwierać usta, gdy przemówił nieznajomy. Czarnowłosy okazał się być jednak sylwetką, którą kojarzyłem aż za dobrze. Pamiętałem go. Zobaczyłem go tylko raz w życiu, kiedy siedział na dziwacznym ptaku, z którego zrzucił bombę. A ta wybuchła i obróciła resztki sił militarnych mojego klanu w kupkę popiołu.

     - Nie wiem jaka jest twoja rola w tutejszej sprawie, niemniej jednak cieszę się, że ciebie widzę. Można powiedzieć, że od momentu, w którym zrzuciłeś bombę na moich krewnych nie miałem okazji dostać się do ciebie... Tymczasem dziwnym trafem okazujesz się być tutaj. Doskonale, od razu będziemy mogli nawiązać stosunki dyplomatyczne i przedyskutować sprawę sprzed nie tak dalekiego znowu czasu... prawda? - rzuciłem z ironią i pogardą. Mężczyzna mógł być silniejszy niż ja i Yocharu, co zdecydowanie osłabiało nasza pozycję. Nie martwiłem się jednak własnym stanowiskiem. Zdecydowanie bardziej przeszkadzała mi przeszłość Shinsaku. Zamordował wielu z nas. Była wojna, pamiętam to doskonale. Ja tak samo pozbawiłem życia moich wrogów, jednak jego skala... Jego czyn należał do niesamowitych i przerażających zarazem. Musiał za to odpowiedzieć.

     Milczałem, bo tym razem wtrącił się Yocharu. Mój towarzysz mówił pięknie, jednak wciąż nie potrafiłem znaleźć w jego wypowiedzi logiki. Naszym jedynym racjonalnym argumentem przemawiającym za oddaniem nam artefaktu było oczywiście uformowanie armii i wzbudzenie ducha Uchiha. Lordowie mieli jednak swój problem, który polegał na utracie prestiżu. I on zdecydowanie bardziej przemawiał im przeciw niż kwestia oddania durnej broni.

     - Spójrzmy na to z innej strony: jeśli mamy być sojusznikami, powinniśmy okazać sobie minimum szacunku i zaufania. Jeśli nie oddacie nam Gunbai, nie uda nam się przywrócić ładu i odbudować wioski, a zatem zbudować armii, której potrzebujecie. Ten argument zdecydowanie nie należy do politycznych, ale może przemówi do waszej moralności. Chcecie mieć wasala, który jest dla was problemem czy może kogoś wiernego, komu można zaufać i poprosić o wsparcie, wiedząc, że otrzyma się je bezzwłocznie? - zapytałem retorycznie. Czy to wystarczyło? Na pewno nie, ale obudzić ich sumienia też wypadało. Tak dla zasady. - A poruszając inny temat - oddanie Gunbai to nie jest problemem samym w sobie. Lord Feudalny nie chce stracić prestiżu, bo według niego dokładnie to oznacza wręczenie nam broni przodków. Jeśli jednak załatwić sprawę w inny sposób? Wieść o dobrodusznym daimyo, który sam wybrał nowego lidera, wręczając mu wachlarz Uchiha i wysyłając, aby zebrał swoich ziomków brzmi chyba o wiele lepiej niż hołd.

Offline

 

#433 2016-10-05 22:59:30

 Logen

Uchiha http://i.imgur.com/27UXC1z.png

2478898
Zarejestrowany: 2009-12-18
Posty: 694
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Członek Klanu
Płeć: M
Wiek: 34

Re: Tereny starego Boin

    Przestawianie pionków na szachownicy bywało prostsze, niż takie rozmowy dyplomatyczne. Wypowiedzi nieznajomego i Ikkyo nieco zagęściły atmosferę w izbie, jednakże późniejsze słowa, wypowiadane przez Yocharu, zawierały bardzo dużo prawdy - począwszy od Gunbai, po proponowaną uroczystość. W sumie pomysł był nie najgorszy i można by to jeszcze wykorzystać w innych celach. Jednak na razie Logen zachował te myśli dla siebie. Przyglądał się tylko gospodarzom i chłopakowi po prawej, Shinsaku. Miał wrażenie, że już gdzieś słyszał to imię, choć nie potrafił sobie skojarzyć gdzie i od kogo.

    Większa uwaga starszego Uchiha spadła jednak na jego towarzyszy, między którymi zaczynało jakby trochę wrzeć. Kolejna wypowiedź Ikkyo zmieniła pogląd na całość sytuacji. Propozycja nie była zła, w sumie mogła wyjść nawet lepiej dla wszystkich. Starszy Uchiha zerknął na Gunbai, który cały czas spoczywał w rękach Kazunari’ego, potem na pozostałych towarzyszy.

    - Obaj moi przedmówcy mają rację w kwestii Gunbai. Choć propozycja Ikkyo wydaje się lepsza, pokazałaby ludziom, że nie tylko niszczycie wrogów, ale także zyskujecie silnych sprzymierzeńców. Lud poczułby się bezpieczniejszy, a przez to wasz prestiż i zaufanie by wzrosło. Po wydarzeniach z przeszłości taki czyn na pewno przyniesie dobre efekty. – zrobił przerwę, spoglądając po kolei na gospodarzy. Upewnił się, że to co przed chwilą powiedział dotarło do obecnych. Nabrał powietrza i mówił dalej. – Wracając przy okazji do kwestii politycznych, podczas tej uroczystości, czy to zaproponowanej przez Yocharu, czy też Ikkyo, możecie włączyć jednego z nas w szeregi Rady. Taki ruch także dowiedzie o wzajemnym zaufaniu…

    Nie liczył w zasadzie na jakąś wielką reakcję, a sam przyglądał się zgromadzonym.


http://i.imgur.com/fWw5y3s.jpg


Legenda mowy/myśli:
mowa postaci (#CF2929)
myśli postaci
Fukusaku (#006400)
Shima (#228D22)
Gamabunty (#008000)
Gamahiro (#ADFF2F)
Gamaken (#556B2F)
Gamakiri (#7FFF00)
Gama (#9ACD32)
Gomo (#7CFC00)
Gamatatsu (#32CD32)
Gamakichi (#00FF00)

Offline

 

#434 2016-10-05 23:29:15

Straznik specjalny

Event Master

Zarejestrowany: 2011-07-28
Posty: 339

Re: Tereny starego Boin

Wysłuchawszy słów zebranych stron, młody daimyo zamyślił się dłuższą chwilę. Wyraz jego twarzy pozostawał nieodgadniony, aż do momentu, kiedy wystąpił nań charakterystyczny już, kpiący uśmieszek.
- Daimyo Kraju Błyskawicy, Eritzu I, mianujący "własnego" lidera rodu Uchiha, w geście politycznego przywrócenia klanu na miejsce legalnie powołanej administracji Hidari - rzekł w końcu, smakując słowa. Wydawało się, że niejako podobała mu się owa perspektywa, choć rzecz jasna, dostrzegał i cynizm w niej zawarty - rozumiecie, rzecz jasna, że oznaczałoby to uczynienie z was nie tyle mieszkańców i opiekunów prowincji, co jej administracyjnego zwierzchnika. Bylibyście organizacją państwową - dodał po chwili, siadając przy stoliku, przy którym siedział jego ojciec i biorąc do ręki suszoną figę.
- Milczysz - zauważył i ugryzł owoc.
- W tych pamiętnych chwilach, kiedy zachowujesz się jak władca, nie muszę - odparł nieśpiesznie stary daimyo - gdybyś mnie tylko raczył nimi nieco szczodrzej, może rzeczywiście nie musiałbym stać ci za plecami, synu. Co się zaś tyczy waszych pomysłów, to zgadzam się z Daimyo Kaminari no Kuni. Mianowanie lidera przez daimyo pomoże usankcjonować zarówno zwierzchnictwo państwa nad klanem i klanu nad prowincją. Mianowanie jednego przedstawiciela klanu do rady również legitymizuje waszą pozycję, choć obawiam się, że ów kandydat nie będzie się mógł spodziewać ciepłego przyjęcia wśród innych jej członków. Przynajmniej nie z początku - dodał i oparł brodę na złożonych w piramidkę dłoniach - ale to rozsądne posunięcie.
- A skoro o kandydatach mowa - wtrącił się Eritzu - To pozwólcie, abym dobrze wszystko zrozumiał. Mówicie, że wśród was jest wybrany wewnątrzklanowo kandydat na lidera. Czy mogę wiedzieć, na jakiej zasadzie? Nie obraźcie się, ale nie wiem zbyt wiele na temat was jako prominentnych członków Uchiha. W skrócie - kogo, na jakie stanowisko, dlaczego i z czyjego przyzwolenia mam mianować?

Wyjeżdżam, nie ma mnie do niedzieli. Chyba, że bozia da neta. Ale bozi nie ma, to nie wiem...

Ostatnio edytowany przez Straznik specjalny (2016-10-06 00:27:30)

Offline

 

#435 2016-10-06 17:35:38

 Yocharu

Klan Uchiha http://i.imgur.com/p2qZr4s.pnghttp://i.imgur.com/bRrcMpK.png

50499111
Skąd: Hidari
Zarejestrowany: 2014-04-03
Posty: 964
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider/ Weteran
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 26

Re: Tereny starego Boin



       Zamieniłem się w słuch, co jest nawet trafnym określeniem biorąc pod uwagę moją umiejętność. Jednakże przez to co słyszałem, w mojej głowie zrobił się straszny mętlik. Nie, sytuacja mnie nie przerastała, po prostu nie do końca pojmowałem zarys wypowiedzi Ikkyo. Zarzucał mnie lekkomyślność i prawdopodobnie brak logiki w tym co mówię ale moja prowokacja sprawiła, że zdobyliśmy informację, kto tak naprawdę ciągnie za sznurki w śród obojga Daimyo. Jeżeli informacje tej skali nie są dla niego cenne to co w takim razie? Coś takiego może być kartą przetargową w tej rozmowie. Gdyby populacja błyskawicy dowiedziała się, że ich obecny młodszy Daimyo jest tak naprawdę tylko marionetką, mogliby zaniepokoić się takim stanem, zwłaszcza, że kierowała nim osoba, która w teorii nie żyła. Fakt, młodszy lord zaczynał wykazywać się swymi zdolnościami a raczej cechami jakie władca powinien posiadać ale czy obecność tego starszego po prostu nie wpływała na jego odwagę? Po za tym, Ikkyo który praktycznie już sam mianował się liderem, cholernie podlizywał się obu Daimyo. "Przyszłego pana", to właśnie powiedział człowiek, który jeszcze chwilę temu prężył się dumnie z sharinganem, mówiąc o naszej sile, pragnący autonomii i Gunbai od tak, zarazem w pewien sposób wygrażając się Shinsaku. Nie wiem komu tu faktycznie brakowało logiki. Na dodatek Logen, stwierdził że pomysł Ikkyo jest lepszy niż mój, chodź właściwie jego słowa wskazywały na to, że wstawia się za tworem mojego autorstwa. W tym momencie już nie wiem, czy to ja ich nie słucham i jest ze mną coś nie tak czy może z moimi towarzyszami.
       Ta szopka zaczynała mnie coraz bardziej nużyć. Choć mówili wszyscy to Ikkyo "krzyczał", zwracając na siebie całą uwagę. Wiedziałem, że zależy mu na pozyskaniu stanowiska lidera, mówił o tym już od dawna i bez ustanku ale posuwał się do takich zachowań, które nie przeszły by mi przez gardło. Od początku odgrywałem tutaj rolę gościa, który bez żalu chce nawiązać kontakt, po za jedynym atakiem na młodszego daimyo z konkretnym celem. Czasami trzeba pójść na ustępstwa w takich wypadkach, chociaż samozwańczy lider Uchiha chyba sam nie wiedział czy odstawić dumę czy się w niej pławić. Westchnąłem cicho pod nosem. Miałem cholerną ochotę przerwać połączenie ze swoim klonem i zająć się czymś bardziej pożytecznym niż przekrzykiwanie nawzajem. Tutaj nic nie wskóram. Na upartego oczywiście mógłby wystąpić przed szereg i powiedzieć to i tamto by daimyo zwrócili uwagę bardziej na mnie niż na Ikkyo ale to nie gra w moim stylu. Nie będę odgrywał takiej szopki by zyskać tytuł lidera. Spojrzałem na Shinsaku, mając nadzieję, że ten poczuje mój wzrok na sobie i pokiwałem głową to w lewo to w prawo ukazując tym swoje zażenowanie. Powinienem teraz jednoczyć ludzi pod naszym sztandarem, choć skoro mojemu młodszemu towarzyszowi na tym zależy to czemu on się tym nie zajął? Yu no kuni mnie wzywa a ludzie czekają na znak. Musiałem jednak zostać w konferencji by chociaż usłyszeć jaka decyzja zapadnie w sprawie tego porozumienia.
       Gdy Daimyo zabrał głos, zaplotłem ręce na klatce. Zastanawiałem się czy zabrać głos czy też zostać cicho. Przymrużyłem oczy, mając teraz grobową minę i lustrując wszystkich łącznie z Ikkyo, którego podglądałem jedynie kątem oka. Jeżeli się nie odezwę to Daimyo nie dowiedzą się o mojej kandydaturze. On im tego nie powie, zbierając całe zasługi na siebie. Prawdopodobieństwo, że okłamie ich w jeszcze jakiejś kwestii tej opowieści było również wielkie. Zaczekałem. Zobaczymy co powie, ale jeżeli usłyszę choć gram kłamstwa na ten temat to nie będę mu w żaden sposób wierny w razie wybrania go na lidera. Takimi tanimi sztuczkami mnie nie kupi a ja nie jestem głupi. Gdy tylko puścił do mnie oczko, rzucając swoją wypowiedź na temat przewodzenia, wiedziałem że to zmierza ku temu. To nie ja Ciebie nie doceniam Ikkyo, to Ty nie doceniasz mnie. Teraz jednak siedziałem cicho i cierpliwie. Ponoć to cnota a mądrzy ludzie rzekomo wiedzą kiedy przestać gadać

Offline

 

#436 2016-10-11 16:42:03

 Ikkyo

Klan Uchiha http://i.imgur.com/fGrX3h1.png

52378630
Zarejestrowany: 2014-12-20
Posty: 606
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 20 lat
WWW

Re: Tereny starego Boin


     Wyglądało na to, że mój pomysł przypadł do gustu władcom. Logen również zaaprobował go w jakiś sposób, jednak jedynym niezadowolonym z obecnego przebiegu sytuacji był Yocharu. Jego spojrzenie mówiło na mój temat aż zbyt wiele. Co miałem mu powiedzieć? Że źle odbierał mnie przez lata? Że traktował jak małe dziecko, którego jedynym celem jest dobranie się do Gunbai i rozwalenie wszystkiego dookoła? Zyskałem sobie u niego wizerunek berserkera, chociaż o zgrozo, tak samo jak on bazowałem na Ninjutsu i Genjutsu. Wręcz walczyłem chyba raz czy dwa w zyciu... A co do charakteru - rzeczywiście byłem bardziej brawurowy. Chciałbym jednak zobaczyć gdzie i kiedy dostrzegł on te wszystkie cechy, które mi przypisywał. Bo w ciągu żywota raz okazałem się nazbyt ufny przez swoją dumę i odwagę i prawie przez to zginąłem. Miałem tylko nadzieję, że to samo zaufanie podarowane Yocharu okaże się dobrą inwestycją.

     Nie chciałem go stracić. Towarzysza broni, przyjaciela, a teraz jak się okazuje, rywala, który obraża się wydźwiękiem moich słów. Zarzuca mi jakieś bzdury. Władza dzieli. Oby nie na tak mocno jak mogła.

     - Sprawa wygląda dość komicznie, ale nie udało wam się wybić wszystkich Uchiha. Oprócz nielicznych ninja i weteranów wojny, którzy kryją się, albo i nie, przy życiu pozostała rada klanu. Gdy udało nam się zebrać w grupie większej niż tutaj reprezentujemy, objawili się nam starsi i poinformowali o nowej decyzji. Uchiha zasługuje na nowego przywódcę. Liderem mam być: - powiedziałem spokojnie. Następnie powiodłem wzrok na Yocharu, skinąłem na niego głową i powiedziałem donośnie. - ja, czyli Ikkyo Uchiha, albo ten tutaj, czyli Yocharu. Również Uchiha.

     Powiedziałem to bez zbędnych ceregieli. Czy czułem się głupio? Ani trochę. Grałem w tą samą grę co lordowie i unikałem pewnych słów. Przedstawiłem się jako przyszły lider, bo teoretycznie nim byłem. W praktyce armii nie miałem, oddania w klanie nie, jedynie w paru osobach, a jak pokazywała postawa mojego towarzysza-rywala - może tylko w Logenie. W każdym razie, przed daimyo objawił się trudny wybór. Z pewnością lordowie cieszyli się wiadomością, że mogą teraz wybrać któregoś z nas na przywódcę. Chyba w końcu pojawiła się opcja zakończenia tej trudnej sytuacji.

     - O naszym wyborze miały zadecydować nasze wyniki. Wyruszyliśmy obaj w różne strony świata - ja w celu odzyskania Gunbai, Yocharu po to, aby przyprowadzić maruderów i resztkę rodzin, które pozostały w Yu no Kuni. Można powiedzieć, że nasze obie misje dalej trwają i tak samo rzec, że zakończyliśmy je sukcesem lub porażką. Więc na dobrą sprawę, problem osobowy dalej istnieje. Liderem może być tylko jeden z nas i z tego, co widzę, mój towarzysz pragnie tego równie mocno jak ja. - powiedziałem spokojnie. Następnie przeniosłem wzrok na lordów. Chyba trzeba było to powiedzieć wprost. - Zwracam się więc do was, daimyo: wybierzcie nowego przywódcę klanu. W zamian zaoferujecie nam warunki pokojowe, o których rozmawialiśmy; Gunbai; a także obiecacie przyjaźń i pomoc, zobowiązując się do przywrócenia nam chwały. Oczywiście, Yocharu, jeśli jesteś przeciwny tej propozycji, wystąp. Ja jednak uważam, że nasze misje są w identycznym wręcz położeniu i sprawa powinna się zakończyć jak najrychlej.

     Kiedy już wszystko powiedziałem, mogłem zająć się obserwacją. Logen pewnie aprobował moje podejście. Z tego co zauważyłem, starszy ode mnie Uchiha miał bardzo podobne poglądy i reagował jak ja. Ufałem mu prawie bezgranicznie i chociaż to on zawdzięczał mi swój żywot, traktowałem tego "staruszka" jako bliskiego mi druha. A Yocharu? Lubiłem go, jednak jego wywyższanie się niejednokrotnie nakazywało mi zastanowić się, co on do mnie czuje. Nie powinien mnie kochać, ale szanować już tak, chociażby przez wzgląd na moje dokonania. Jeśli rzeczywiście zostanę liderem, a on dalej będzie się tak zachowywać... cóż, nie będzie to przyjemne i łatwe do zaakceptowania.

     Jednak jeśli to on zostanie obrany jako przywódca, nie pozostanie mi nic innego, jak przyjąć to do wiadomości. Pozycja zastępcy lidera będzie dla mnie zdecydowanie niewystarczająca, ale nie miałem ochoty na kolejne bunty wewnętrzne. Oddam mu Gunbai, o ile w ogóle Kazunari mi je przekaże, a sam zajmę się tym, co przyniesie naszemu rodu chwałę.

A tak na koniec parę cierpkich słów do Yocharu: wolałbym, żebyś nie przypisywał mojej postaci jakichś zachowań, cech charakteru i rozmaitych postaw, bo zwyczajnie Ikkyo taki nie jest. Nie rozumiem z czego to wynika i upominam, że ani to fabularne, ani miłe.

Offline

 

#437 2016-10-13 02:02:34

 Shinsaku

Wyrzutek http://i.imgur.com/pXCGfcW.png

7348301
Zarejestrowany: 2012-08-30
Posty: 1269
Klan/Organizacja: Wyrzutek
KG/Umiejętność: Kibaku Nendo / Jinchūriki
Ranga: Lider Wyrzutków
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 37
Multikonta: Adatte

Re: Tereny starego Boin

Odchrząknął.
- Szanowni daimyo, jeżeli można... - rozpoczął tym grzecznościowym zwrotem, jako że zamierzał powiedzieć coś, co mogło nie spodobać się niektórym z obecnych na sali. - Z całym szacunkiem dla was, przedstawiciele sławetnego klanu Uchiha, ale póki co cała sprawa wygląda mi dość nierozsądnie. Wydawać by się mogło, że to względem was powinny być stawiane żądania, jako że to wasz ówczesny reprezentant, rodak i przywódca przyczynił się do zaostrzenia stosunków między wami, a stolicą. Tymczasem to z waszej strony wysuwane są dość pretensjonalne roszczenia względem Gunbai, kiedy tak naprawdę nie proponujecie nic, poza oddaniem i obietnicą pomocy w razie konieczności, co przecież dostajecie w zamian. W szczególności tyczy się to ciebie, Ikkyo Uchiha - wbił w niego swoje spojrzenie błękitnych tęczówek. Zazwyczaj przypominające spokojne morze ślepia, wówczas ziejące przeszywającym chłodem. - Zdajesz się doskonale pamiętać uczynki, jakich inni dopuścili się niegdyś w walce o dobro swych bliskich. To zaskakujące, że wciąż nie masz na tyle odwagi, by samemu zdobyć się na przyjęcie na ramiona konsekwencji, jakie wynikają z czynu twojego rodaka. Mogłeś się z nim nie zgadzać, być przeciwny podjętej przez Ichitsu decyzji, jednak stało się, jak się stało. Tymczasem wciąż liczysz na bezgraniczne zaufanie ze strony kogoś, kto cudem uniknął śmierci z rąk twego krewnego. - Odwrócił wreszcie wzrok, który nagle przybrał łagodniejszego wyrazu, kiedy prześlizgiwał się po stojących naprzeciw postaciach. - Co zaś się tyczy dyskusji na tematy niebezpośrednio związane z omawianą właśnie sprawą, nie oczekuję, w przeciwieństwie do was, że od razu mi zaufacie. Zdobyłem się na czyn, który zabrał ze sobą setki istnień, jednak to los chciał, abyśmy stanęli po dwóch stronach barykady. Nieważne, kto stałby się moim przeciwnikiem, uczyniłbym dokładnie tak samo, ściągając na siebie niechęć, pragnienie zemsty i nienawiść jego pobratymców. Nie dziwię się wam, że macie ochotę się ze mną policzyć, jednak jeżeli mamy podjąć być może trudną współpracę naszych ludzi, musimy odłożyć to na bok. Wasz wspaniały Ichitsu pokazał już wystarczająco wiele, jeżeli chodzi o konsekwencje podejmowania osobistych wyborów. Prawdziwy lider potrafi rozgraniczyć przeszłość od teraźniejszości. Żywione uczucia od możliwości, jakie się przed nim znajdują. Mam nadzieję, że uda się to któremuś z was, ktokolwiek obejmie posadę przywódcy. Nie będę przy tym nawet wspominał na konieczność budowania odpowiedniego wizerunku i zachowywania konwenansów, zwłaszcza wśród wpływowych ludzi. Jeżeli dobrze pamiętam, nie wszyscy to potrafią, prawda, Ikkyo? - Uchiha znów mógł poczuć na sobie spojrzenie bystrych, bezwzględnych oczu, które zdawały się nadrabiać niezbyt okazałą mimikę twarzy Ronijczyka. - Tak, doskonale pamiętam nasze pierwsze spotkanie, kiedy bezpretensjonalnie wdarłeś się do prywatnej części mej siedziby. Ale już mniejsza z tym.
Wystąpił naprzód, lekkim, sprężystym krokiem, za którym zwiewnie ruszył materiał kimona. Zwrócił się bezpośrednio w stronę członków rodziny lordowskiej, odwracając ku nim swą postać.
- Proszę o wysłuchanie mego pomysłu. Jeżeli jednak wasza decyzja będzie inną, oczywiście nie pozostanie mi nic innego, jak zgodzić się z nią i respektować. Tymczasem chcę zwrócić uwagę na pewną ważną kwestię. Jak pewnie większość zgromadzonych tu osób wie, od czasu wojny drzemie we mnie demoniczna siła, która póki co nie dała o sobie znać. Obawiam się jednak, że ten moment w końcu nastąpi, a wówczas... Ciężko mi sobie wyobrazić, co stanie się dalej. Zdaję sobie sprawę, że staję się w ten sposób zagrożeniem, ale wypatruję w tym pewnej sposobności. Gdyby udało nam się oswoić moc bestii, nasz sojusz zyskałby na tym potężnego sprzymierzeńca. Nie wiem, czy sławetne oczy Uchiha dałyby sobie radę z ujarzmieniem potwora, ale skoro nie stanowi dla nich żadnej trudności manipulacja psychiką człowieka, być może i w tym zadaniu by się sprawdziły? Szanowni daimyo, pozwólcie, że za waszym przyzwoleniem, jeden z Hidarczyków pomoże mi w tym szkoleniu, pokazując tym samym oddanie naszej wspólnej sprawie. Bo, jak zaznaczyłem wcześniej, każdy z nas na tym zyska.
Skończywszy, wziął głęboki oddech. Dopiero wówczas zdał sobie sprawę, że przez cały czas trwania tegoż monologu, prawie zapomniał o przystankach między kolejnymi myślami i napełnianiu płuc. Oczekiwał nie tylko reakcji ze strony Uchihów, ale przede wszystkim lordowskiej decyzji.

Offline

 

#438 2016-10-15 23:24:59

Straznik specjalny

Event Master

Zarejestrowany: 2011-07-28
Posty: 339

Re: Tereny starego Boin

Obaj daimyo, niczym duchy przeszłości i teraźniejszości, zwrócili spojrzenia ku sobie. Wydawało się, że ci dwaj mają więcej wspólnego, niż mogło się przy pierwszym wrażeniu wydawać, gdyż nie zamienili ze sobą ani słowa, a jednak uzyskali porozumienie. Stary daimyo odezwał się pierwszy, przemawiając do ostatniego z wypowiadających się w tym gronie, Shinsaku.
- Istotnie, twoja nowa...przypadłość może z czasem okazać się kłopotliwa. Wybacz, ale słyszałem aż za wiele historii o jinchuuriki, którzy zawiedli. Aby sojusz z twoją organizacją, a także spokój i prosperita naszej krainy mogły kwitnąć, niezwykle ważne jest zabezpieczenie się przed okolicznością... twojej ewentualnej porażki. Z tego tytułu w interesie wszystkich tu zgromadzonych jest, aby ktoś inny mógł cię wesprzeć w misji, którą pełnisz dla dobra nie tylko swojej organizacji, ale potencjalnie całego kontynentu.
W tym momencie głos zabrał Eritzu I.
- Jak rozwiążecie niesnaski między sobą, Shinsaku i Ikkyo, normalnie nie interesowałoby mnie zupełnie. Jednak, jak mój predecesor słusznie zauważył, Shinsaku nosi w sobie coś, czego pozostanie w jego ciele leży w interesie nie tylko wszystkich tutaj, ale i całego cholernego kontynentu, o Kraju Błyskawicy nie wspominając. Dlatego proszę... tak, proszę, jako troskliwy przywódca - tu młody daimyo złożył kpiąco ramiona w błagalnym geście, widać jednak było, że pod maską kpiny obecna jest grobowa powaga - nie narażajcie na nieszczęście wszystkich, za których odpowiadamy. Jeśli wierzyć legendom, wasza współpraca lepiej służyć będzie nam wszystkim, niż szukanie pomsty.
Tu władca państwa zapatrzył się na chwilkę w krajobraz za oknem i odgarnął niesforny kosmyk włosów z oka. Ciężko było odgadnąć jakie są jego myśli, aż po prostu, kiedy już zastanawiali się, czy będzie kontynuował wywód, odszedł od niego dość gwałtownie i zakładając ręce za plecy, rzekł:
- Zobaczyłem tu dziś wiele i wiele się nauczyłem. W życiu zaś postępuję pragmatycznie, więc to, czego się nauczyłem, decyduje niezależnie od sentymentów. Słowa, które zaraz wymówię, będą miały moc wiążącą prawnie - zaczął, a Yocharu stwierdził w myślach, że musi nieco reewaluować swój pogląd na młodego daimyo. Owszem, było widoczne, że pozycja jaką pełnił nie była jego marzeniem, ale teraz wiedział, że nie oznaczało to bynajmniej, że ów się do niej nie nadaje.
- Po tym, co dziś zobaczyłem, wnioskuję zapewne właściwie, że Ikkyo i Shinsaku zajmie jeszcze nieco czasu pogrzebanie zaszłości, nie byłoby zatem rozsądnym rozegranie kwestii ogoniastej bestii pomiędzy wami, panowie. Jednocześnie, nie mogłem nie zauważyć naturalnej, choć nieco pretensjonalnej aury autorytetu, jaką uraczył nas Ikkyo. Jest rozsądnym w moim rozumowaniu, a więc i wiążącym dla moich poddanych, co następuje:

  • Ikkyo Uchiha, z tytułu dekretu panującego Daimyo, Eritzu I, mianowany zostaje liderem swojego klanu oraz namiestnikiem władzy daimyo nad tak swoim klanem, jak prowincją przezeń zamieszkiwaną, Hidari. Przejmuje tym samym pod swoją odpowiedzialność  oraz pod nadzór swojej rady zwierzchnictwo nad administracyjnym ramieniem prowincji;
  • Yocharu Uchiha, z tytułu dekretu panującego Daimyo, Eritzu I, mianowany zostaje członkiem rady daimyo, reprezentującym prowincję Hidari oraz wolę swojego Lidera. Ponadto, mianowany zostaje "ambasadorem dobrej woli" w relacjach Kaminari no Kuni - Ronin no Kuni. Liczę, że to ty, bądź ktoś z twoich podkomendnych udzieli niezbędnej pomocy przywódcy Wyrzutków by okiełznać demona, który w nim siedzi.

To powiedziawszy, daimyo Kraju Błyskawicy usiadł ponownie obok ojca.
- Czy ktoś ma w tej sprawie dalsze rozważania do przedłożenia, czy możemy zakończyć już chaos w moim państwie?

Offline

 

#439 2016-10-16 22:43:49

 Yocharu

Klan Uchiha http://i.imgur.com/p2qZr4s.pnghttp://i.imgur.com/bRrcMpK.png

50499111
Skąd: Hidari
Zarejestrowany: 2014-04-03
Posty: 964
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider/ Weteran
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 26

Re: Tereny starego Boin


         Po swoim monologu, który przeprowadziłem jedynie w głowie, czekałem na rozwój wydarzeń i słowa jakie wypłyną z ust Ikkyo, obu Damyio i jak się zaraz okaże, także i Shinsaku. Najmłodszy członek naszego klanu musiał dostrzec na mojej bezwyrazowej minie jakieś znaki, które zdradziły co skrywałem w swych myślach albo posiadł zdolność telepatii, jednakże nie mogłem być tego kompletnie świadom. To nie było już jednak istotne. Słowa wypłynęły z jego ust i mimo, że nie spodziewałem się, że ten wskaże mnie na potencjalnego lidera z nas dwojga to jednak to zrobił. Będąc zupełnie szczerym to zyskanie tego stanowiska nie było moim marzeniem ani nawet celem. Jeżeli mam działać dla dobra klanu to i tak będę bez względu na rangę. Doceniłem jednak fakt, iż powiedział wszystkim prawdę i szczerzę mówiąc tyle mi wystarczyło w kwestii naszej domniemanej rywalizacji. Jeżeli miał wygrać i sięgnąć po Gunbai to pragnąłem by było to honorowe i uczciwe, bez żadnych dziwnych zagrywek. W tym momencie więcej mnie już nie obchodziło. Pozostało mi czekać jednak na werdykt, który z mojego punktu widzenia był już oczywisty ale wypadało wstrzymać się z zerwaniem kontaktu z klonem do słów Daimyo i oficjalnego wyboru.
       Nieoczekiwanie głos zabrał lider Wyrzutków, dość mocno reagując na rozdrapującego rany Ikkyo. Doszło do małej walki słownej, w której ciężko było wybrać zwycięzce, choć Shinsaku wyrzucił z siebie więcej żalu ale i zrozumienia. Co ciekawe, dowiedziałem się, że Ikkyo wdarł się do siedziby lidera wyrzutków, co z lekka mnie zadziwiło bo nie mogłem pojąć po co to zrobił. Nie było to jednak kompletnie istotne a to co można nazwać takim przymiotnikiem to wzmianka o bestii, która siedziała teraz w ciele Nakayamy. Przed oczyma ponownie widziałem obraz chłopca, który rozpoczął swoją przemianę w bijuu. Z pośród wszystkich shinobi na wojnie byłem najbliższy tego zdarzenia tak więc czegoś takiego na pewno do końca życie nie zapomnę. To co zapadło mi w pamięć to słowa staruszka, który wykrzykiwał był spalił chłopca czarnym ogniem póki nie jest za późno. Oczywiście miał na myśli amaterasu ale wtedy moje oczy nie posiadały takiego zaawansowania by móc coś takiego stworzyć. Teraz jednak byłem posiadaczem Mangekyo a co za tym szło, idealnym kandydatem na pomocnika w treningu. Nie znaliśmy się zbyt długo z Shinsaku, jednakże nasze relacje były raczej lepsze niż gorsze w przeciwieństwie do Ikkyo, co wykluczało go z bycia kandydatem na towarzysza Nakayamy. Nie wiem czemu ale nie miałem nawet chwili wątpliwości by zgodzić się na tę ofertę. Może ciekawość w stosunku do bestii, aż tak nade mną górowała a może chęć zaciśnięcia więzi z wyrzutkami i wzmocnienie naszej sytuacji politycznej. Dzięki sojuszowi z tak silną organizacją mieli byśmy pewność, że nikt nie zaatakuje nas zanim nie przemyśli tego dwa razy. Problemem będzie tylko możliwy konflikt pomiędzy Samotnikami a Wyrzutkami bo zapewne będziemy musieli opowiedzieć się po jednej ze stron. To jednak nie problem na teraz.
       Obaj Damyio zabrali głos. Nadchodził oficjalny werdykt i choć sądziłem, że to Gerechi będzie tym, który uzna kogoś z nas za lidera to sytuacja odbiła się w innym kierunku niż sądziliśmy. To Eritzu I zostanie zapisany na kartach historii między innymi jako ten, który mianował lidera naszego klanu. Czuć było pewien przełom w powietrzu, tak jakbyśmy wchodzili w nową erę a przynajmniej my - Uchiha. Tak więc moje przypuszczenia były słuszne a wybór jakby przepowiedziany. Szczerze mówiąc bardziej cieszyłem się z mojej obecnej sytuacji niżeli, gdyby mianowano mnie liderem. Jako ambasador będę więcej w podróży co zdecydowanie jest mi na rękę plus, tak jak zaznaczałem wcześniej, pomoc Shinsaku w okiełznaniu bestii, która chwilowo jest uciszona. Wykonałem delikatny ukłon głową w kierunku lordów feudalnych.
       - Przyjmuje wybór do zrozumienia i nie mam żadnych zastrzeżeń. Oczywiście wspomogę Shinsaku osobiście, myślę że obecnie w klanie nie ma nikogo bardziej odpowiedniego do tego zadania niż ja.
        Zwróciłem spojrzenie na twarz lidera wyrzutków.
       - Gdy tylko sprowadzimy resztę klanu do Hidari i dokończę swoje sprawy, przybędę do Ronin by pomóc, chyba że nas odwiedzisz, żeby zobaczyć jak idzie odbudowa.
       Kącik moich ust delikatnie się uniósł, prezentując tym lekki uśmieszek. Teraz ponownie postanowiłem przemówić do lordów.
       - Szanowni Daimyo, pozwolicie że uznam rozmowy za zakończone i powrócę do spraw związanych z jednoczeniem naszego klanu. - Obróciłem głowę w stronę nowego lidera Uchiha - Jestem w Yu no Kuni, zrywam połączenie z klonem ale będzie wiedział gdzie Cię poprowadzić jeżeli chcesz tu przybyć.

Zakończenie połączenia


       Klon pozostał na swoim miejscu, czekając na decyzję Ikkyo, ja zaś w swojej oryginalnej powłoce w końcu powróciłem umysłem do kraju gorących źródeł. Rozejrzałem się po wszystkich tu obecnych i kiwnąłem głową na znak czegoś w stylu "tak". Zapewne kompletnie nie zrozumieli co miałem na myśli wykonując tej gest ale postanowiłem szybko przejść do rzeczy.
       - Drodzy rodacy... możemy wrócić do Hidari... do domu.
       Byłem ciekaw jak zareagują. Czy się ucieszą, czy też może zasmucą. Wielu wierzyło, że znajdą nowy dom w Yu no Kuni ale najwidoczniej nie było tu czego szukać. Powrót na stare śmiecie może wzbudzić wiele złych skojarzeń ale myślę, że jednak nie ma to jak w domu, tym prawdziwym. Wtem jednak przypomniało mi się, ze pozostała wciąż jedna grupa, którą odnalazł klon Ikkyo. Prawdopodobnie będzie z nim dosyć spory problem przez fakt nastawienia ale jeżeli nie zaryzykuje to się nie dowiem a warto zebrać nas wszystkich do kupy najbardziej jak tylko się da. Wciąż jednak martwiło mnie, że w tym całym zgiełku nie odnalazłem Sayi, swojej siostry. Czyżby jednak wojną ją pochłonęła?

Offline

 

#440 2016-10-17 16:46:38

 Ikkyo

Klan Uchiha http://i.imgur.com/fGrX3h1.png

52378630
Zarejestrowany: 2014-12-20
Posty: 606
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 20 lat
WWW

Re: Tereny starego Boin

Szczerze, sytuacja była już wyjątkowo napięta. Miałem nadzieję, że zmierza to ku końcowi, jednak niespodziewanie odezwał się Shinsaku. Lider Wyrzutków poczuł się sprowokowany moją wypowiedzią. Nie miałem zamiaru obudzić w nim demona, gra słów heh, jednak wcale też nie chciałem udawać kogoś kim nie byłem. Uraził mnie swoją osobą, a jego czyny powinny zostać odkupione. Nie miałem zamiaru wypowiadać mu wojny, lecz dogadać się co do wysokości kontrybucji i nawiązać wreszcie stosunki dyplomatyczne. A że ująłem to w emocjach? To źle, zdecydowanie. Powinienem zacząć pracować nad spokojem umysłu nawet w takich warunkach, choć zdecydowanie wychodzi mi to lepiej niż niegdyś. Rzadkie wpadki, ale wpadki.

     - Nasz wspaniały Ichitsu rzeczywiście pokazał jak nie powinniśmy postępować, jednak trudno pominąć twoje czyny, jeśli chodzi o przeszłość naszego klanu. Jeśli to, co zrobił nasz poprzedni lider, musieliśmy rozwiązywać tak dramatyczną i długą drogą, może lepiej, aby nasze rozliczenie było krótkie, jednak zakończone względnym zadowoleniem obu stron? - powiedziałem spokojnie. Shinsaku był jednym z najsilniejszych ninja na świecie. Czy czułem się przy nim jak słabeusz? Nie, jednak jego zdolności zdecydowanie mi imponowały. Jeśli jedną techniką był w stanie zmieść z powierzchni ziemi większość wojowników Gorących Źródeł... Cholera, nie chciałbym go mieć przeciwko sobie w następnym wielkim konflikcie.

     Gdy zaś przypomniał mi nasze wcześniejsze spotkanie, spowodował tym samym radość u mojej osoby. Może moje poczucie humoru nie było doskonałe, jednak cała tamta sytuacja była zdecydowanie komiczna. Przynajmniej z mojego punktu widzenia. Uśmiechnąłem się szerzej i postanowiłem skomentować jego część wypowiedzi jednym zdaniem.

     - Byłem po prostu pod wrażeniem waszych umiejętności, młody ninja niejednokrotnie pozwala sobie na nieuwagę, co może być jego przekleństwem... widzimy to właśnie teraz.

     Następnie usłyszałem mniej zabawne słowa. Ten gość, który prawdopodobnie mnie nie lubił za dziwaczny incydent z przeszłości, mógł nas wszystkich zabić. Ale nie, nie swoimi umiejętnościami, tylko tym, co zamknięto w jego ciele. Okazało się, że demon, który zniknął w tajemniczy sposób, dostał się do jego ciała. Jak? Cholera wie, jednak niezmiernie mnie to interesowało. Shinsaku mówił o tym ze śmiertelną powagą i wcale mu się nie dziwiłem. Daimyo, którzy podchwycili jego myśl, doskonale to ujęli. Więcej nosicieli demonów ginęło, uwalniając przy okazji bestie, niż mogło cieszyć się w pewien sposób spokojną starością. Skoro Ronijczyk zwrócił się do nas z prośbą o pomoc, trzeba mu było jej udzielić. Szczególnie, że mieliśmy nawiązać jakieś porozumienie, po tym wszystkim...

     Miałem coś mówić, odnośnie pomocy, jednak pierwszy okazał się być stary daimyo. Zaraz po nim przemówił młodszy i w swoim imieniu postanowił wydać odpowiednie werdykty. Mianował mnie liderem, a Yocharu ambasadorem rodu. Doskonale, obaj dostaliśmy funkcje, które w pewnym stopniu nas zadowalały. Cieszyłem się niezmiernie, jednak nie wiedziałem, co powiedzieć. Czułem, że zasługuję na ten tytuł, bo pragnąc go z całego serca, chciałem uratować klan od zaprzepaszczenia. Mimo wszystko czyn daimyo przygniótł mnie i dopiero po paru sekundach wykonałem ukłon, a także przemówiłem.

     - Jak mój towarzysz, nie muszę komentować decyzji daimyo. Jestem dumny ze stanowiska, które mi powierzono i zrobię wszystko, by ród Uchiha ponownie służył Lordowi Błyskawicy. - powiedziałem spokojnie. Następnie odwróciłem się do Shinsaku i postanowiłem potwierdzić słowa Yocharu. - W obecnej sytuacji nie mogę chować urazy, która dzieli mnie i lidera Wyrzutków. Mimo wszystko moja pozycja zobowiązuje mnie do rozważnego rozwiązania sprawy, dlatego chciałbym ci pomóc. Jak Yocharu zauważył, jest on teraz najlepszą osobą do wykonania tego zadania, jednak jeśli Shinsaku zapragnie pomocy ode mnie lub innego Uchiha, niech tylko wyśle wiadomość do Hidari. Zrobię wszystko, co w mojej mocy, aby pomóc mu poskromić demona, który znajduje się w jego wnętrzu.

     Mój towarzysz oznajmił również, że rozmowy uznaje za zakończone. Trafne słowa. Skinąłem głową, gdy zwrócił się do mnie i postanowiłem potwierdzić jego przypuszczenia.

     - Masz rację, chcę udać się do Yu no Kuni najszybciej jak to tylko możliwe. Ale najpierw, sprawa priorytetowa... - odwróciłem się do Kazunariego, którego jeszcze przed chwilką zasłaniałem ręką. - Oddaj mi Gunbai, przyjacielu. Niech będzie to pierwszy z naszych symboli, który odnowi ród.

     Sięgnąłem po wachlarz, umieściłem go na plecach, a następnie wykonałem technikę kopiowania. Klon był gotowy do wyruszenia do Yu no Kuni.

[Z tematu: Klon -> Yu no Kuni]

Offline

 

Stopka forum

RSS
Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB
Polityka cookies - Wersja Lo-Fi


Darmowe Forum | Ciekawe Fora | Darmowe Fora
www.naruto-orochi.pun.pl www.grao998.pun.pl www.logistyka7a.pun.pl www.greenblood.pun.pl www.pluszowemisie.pun.pl