Ogłoszenie


#281 2015-12-30 16:40:24

 Ikkyo

Klan Uchiha http://i.imgur.com/fGrX3h1.png

52378630
Zarejestrowany: 2014-12-20
Posty: 606
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 20 lat
WWW

Re: Jezioro pamięci

Ikkyo



     Odpowiedź mężczyzny nie spodobała mi się. Ten koleś najwidoczniej nie był w stanie pojąć, co już dla niego zrobiłem. Zacznijmy od tego, że znajdowaliśmy się w środku lasu, z którego wyjście wcale nie było łatwe. Ba, pozostawiłem na tyle klona i resztę drużyny tak, żeby mogli oni pilnować nas i upewnić się czy wszystko gra. Idąc dalej, doszedłem z nim aż tutaj. Znajdowaliśmy się chyba w najbezpieczniejszej pozycji z możliwych, bo Bijuu nie atakował nas, tylko resztę, a my mieliśmy do nich względnie niedaleki dystans. I mimo tego, ten Samotnik, czy inny fan Ichuzy, nie ufał mi do końca. Świetnie. Trafiłem na kolejnego bęcwała.
     Na mojej twarzy nie było widać pozytywnych uczuć. Jeżeli miałbym określić jak wyglądała, to po prostu napisałbym, że pusto. Brak jakichkolwiek oznak aprobaty, a na koniec zwieńczenie tego obniżeniem brwi. Usta wygięły się w pogardliwym grymasie. Nie lubiłem gości tego typu.
     - Zacznijmy od tego, że przyprowadziłem ciebie z pola bitwy, piekła, tutaj. Bezpiecznie. Nawet włos ci z głowy nie spadł, a z tego co widzę tam w oddali, to ktoś nas śledził. Gdyby nie replika, którą tam zostawiłem, mógłbyś być martwy. Czego oczekujesz? Słowa mogą być puste, natomiast czyny mówią więcej i zawsze mają wartość. - powiedziałem z nieukrywaną złością. Mogłem go teraz zaatakować, złapać w Genjutsu tak, aby żałował swojej wypowiedzi. Nie zrobiłem tego. Nie. Prywatne interesy odstawmy na bok. Korona mi z głowy nie spadnie, jeżeli przemówię do niego jeszcze raz. - Znam technikę, dzięki której mogę stać się niewidoczny. W taki sposób zwyczajnie w świecie dostanę się do Ichuzy i dam mu to, co tutaj przytargałeś. Równie dobrze zadanie to może wykonać mój klon, a ja będę tu przy tobie, żeby było bezpieczniej.
     Odczekałem chwilkę. Odetchnąłem spokojnie. Nie byłem zły. Bardziej zażenowany i zirytowany naraz.
     - Jeżeli jednak mi nie ufasz, to sam biegnij. Chętnie zobaczę jak próbujesz dogonić Ichuzę, w oceanie nieludzko szybkiego piasku. - wycedziłem spokojnie.

Klon przy drużynie



     Królewicze stali dalej, nie zwracając uwagi na atak. Gdyby nie moja interwencja, zginęliby. Cholera, myślałem, że zmarnowałem ogromne ilości chakry tylko po to, aby uratować tych dwóch wrośniętych w ziemię. Na szczęście dla nich okazało się, że za tamtym tworzywem z ognia podążał wrogi ninja... Cóż, teraz nie istniał, ale jego i moja spuścizna stworzyła potężną eksplozję płomieni. Ogień otaczał nas i chyba ja znajdowałem się teraz w najlepszej z możliwych konfiguracji. W końcu wcześniej odskoczyłem, a i poprzez wystrzelenie Goryuuki znajdowałem się od niej najdalej.
     Nieważne. Obecnie trzeba się stąd wydostać. Chciałem dostać się w to samo miejsce, ale drogą okrężną i dłuższą. Nie dało się zapobiec pożarowi. Nie dało się również rzucić w ogień i pieprznąć kompanów w twarz, choć może to by im pomogło. Pozostał tylko krzyk.
     - Co z wami jest? Logen! Suezo! Natychmiast do mnie! Spierdalajcie z tego cyrku! - wrzasnąłem. A to, czy posłuchają, to już inna sprawa. Nie wierzyłem jednak, że uda im się wyjść ot tak, bez obrażeń. Wyciągnąłem zwój i wykonałem technikę pieczętującą. Miała ona za zadanie pozbyć się ognia, który znajdował się jak najbliżej tej dwójki. Następnie wskoczyłem do kręgu, aby pochwycić Logena. Był liderem i sensorem, czyli cenniejszą osobą niż Suezo, który jak na razie nie zrobił nic. Złapałem go, przerzucając przez ramię. Jeżeli będzie chciał chodzić sam, pozwolę mu. Na razie zachowywał się jak otruty, albo otumaniony jakimś Genjutsu. Nieważne. Miałem na celu odskakiwać z nim jak najdalej. Ja byłem tylko repliką, nędzną imitacją Ikkyo. Mogłem zniknąć, nie będzie płaczu. Po tych dwóch już może być. Cel to dostać się do oryginału. Tam mogliśmy już coś działać, w większej grupce.

/odpis klona w obozie źródeł się pojawi, ale po postach innych graczy
                                           
Siła, Szybkość: 150
Technika pieczętująca: klik!
Zużyta chakra: [Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#282 2015-12-30 17:30:32

Straznik specjalny

Event Master

Zarejestrowany: 2011-07-28
Posty: 352

Re: Jezioro pamięci

[Las]


   Logen od dłuższego czasu nie poruszał się gromadząc energie natury, nie przeszkadzał mu w tym nawet atak przeciwnika odparty tylko dzięki zdolnością Ikkyo. Seuzo również nie skłaniał się do działania, cały oddział Uchihów obserwował jak płomienie ogarniają las. Ponownie do akcji podszedł Ikkyo pieczętując najbliższe płomienie, jednak było ich zbyt wiele aby zapobiec całemu pożarowi i kupił im co najwyżej trochę czasu. Logen dzięki swoim zdolnością mógł wyczuć jak oddział złożony z trójki ludzi zbliża się w ich kierunku. Własnie wtedy Ikkyo postanowił chwycić go i udać się z dala od ognia w okolicę oryginału i bijuu, pytanie tylko czy nie kierował się z deszczu pod rynnę (z ogniska w pożar?). Chwilę potem na granicy widoczności Suezo pojawiła się kryształowe drzewa. Jeszcze jeden moment i w szaro-granatowej poświacie pojawiło się tam 6 sylwetek o jasnych włosach.
   Trochę wcześniej Taii jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki odzyskał pełnie sprawności pod wpływem tajemniczej tabletki, jedynym efektem ubocznym jakie odczuwał chłopak było jakby pomniejszenie się zmysłu czucia.
-Niezłego kopa mają te medykamenty...Rozdzielają się -powiedział Ango i spojrzał w kierunku Hikari na co to odpowiedziała skinieniem głowy. Bez zbędnych słów Miuu, która wciąż nie schowała swojego ostrza i mężczyzna ruszyli w pogoń za dwójką uciekinierów. Ciężko stwierdzić jakie były ich zamiary, ale z pewnością pozostawienie dwójki nieprzewidywalnych Uchih w nieznanej okolicy samemu sobie nikomu nie sprawiło by przyjemności. Reszta ekipy dotarła do Suezo.
  Klon z Logenem dotarli na skraj las i praktycznie widział w oddali oryginał chłopaka, który stał nieruchomo przy swoim oryginale, dzieliło ich jakieś 300 metrów. Mimo odległości zapewne za sprawą energi natury Logen mógł wyczuć, że coś jest nie tak. Za ich plecami pojawiła się dwójka ninja, nie mówiąc nawet słowa ich wszakże Logen nie był wstanie wyczuć nawet z tak bliskiej odległości.

Ikkyo



   Chłopak mocno dziwił się czemu samotnik mu nie ufał mimo tego ile dla niego zrobił, myślał sobie za pewne co za idiota z problemami z tego Samotnika. Mógł złapać go w genjutsu i zmusić aby by mu podlegał. Był moment, że ich oczy się spotkały tworząc do tego idealną okazję.
- Interesująca technika, będę musiał się jej kiedyś nauczyć, tymczasem niech będzie zaufam Ci - wciąż patrząc na Uchihe wyciągnął z kabury kunai. - Potrzebuję to dostarczyć do Ichuzy, ściślej mówiąc muszę to wepchnąć prosto w jego serce, ale wygląda na to, że ty będziesz pierwszy na mojej liście
Wyglądało na to, że mężczyzna nie był wcale sprzymierzeńcem samotników, a wszystko czego pragnął to nagroda za głowę Ichuzy i pomyśleć , że Ikkyo tak łatwo mu zaufał i niemal doprowadził do lidera samotników. Jednak miał teraz okazję się zrehabilitować pozbywając się zagrożenia. Jednak jeżeli tak było to czemu zamachowiec o tak się do tego przyznał? Odpowiedź była prosta zadziałał wtedy, kiedy Uchiha się zawahał. Ten jeden moment kiedy mógł rzucić genjutsu przy pomocy sharingana wykorzystał jego przeciwnik aktywując swoją technikę (Umysł:100 Technika: Genjutsu Shibari)   
[Odpis dla reszty znajduję się w poprzednim poście.]

Ostatnio edytowany przez Straznik specjalny (2015-12-30 17:32:00)

Offline

 

#283 2015-12-31 00:04:23

 Akemi

Nikushimi http://i.imgur.com/ERi291S.png

6720223
Zarejestrowany: 2012-11-04
Posty: 898
Klan/Organizacja: Samotnicy/Nikushimi
KG/Umiejętność: Sosa
Ranga: Lider Samotników
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 40
Multikonta: Miyaguchi, Arashi

Re: Jezioro pamięci

      Chwila.. - Je**ny szop... - parsknąłem pod nosem jak tylko zauważyłem, że mój atak niepowiódł się. Co ja sobie myślałem, że zaatakował tak ogromne stworzenie jakim był ten szop. Najwidoczniej nie był tak mało wytrzymały jak stwory, które przeważnie przyzywają ninja.

      Stało się jednak coś czego najmniej się spodziewałem... Jego szybkość była niewyobrażalnie duża. Nawet nie byłem wstanie jej porównać do swojej. On jest prawdziwym demonem. Co ja tu robię. Dajcie mi chwilę, muszę to wszystko przemyśleć... Nie mogę tak łatwo się poddać, tam czekają na mnie moi ludzie. Zaraz, zaraz się podniosę. To było tak szybkie, że nie byłem wstanie pojąć tego jak zamieniłem się w wodę. Przechodziły przez mój umysł różne myśli. Od tego jak szybko będzie wstanie mnie zabić jak tylko wrócę do swojej prawdziwej postaci, skończywszy na tym czy będzie to szybkie... Muszę zaryzykować.

      Zajęło mi to trochę czasu, ale powróciłem do swojej prawdziwej formy. Chwila... Demon już mną się nie interesuje? To dobra chwila na ucieczke. Muszę uciec w przeciwnym kierunku do którego on zmierza. Musiałem zmienic pozycję na bardziej bezpieczną i zastanowić się co dalej robić... Dlatego też zacząłem swój maraton [szybkość 400] w bezpieczne miejsce. Tak na dobry początek... Nie chwila, zatrzymaj się... Zrobiłem to. Mogę jeszcze im pomóc. To niezdecydowanie jest straszne, ale wpadłem na pewien pomysł. Rzuciłem swoje spojrzenie w strone demona, on znajdował się jakieś trzydzieści metrów ode mnie, daleko jeszcze od niego nie odbiegłem, ale warto było spróbować. Bez zbędnego długiego myślenia zacząłem wykonywać znaki, a po chwili pod nogami wielkiego szopa zaczęło tworzyć się największe bagno, na które było mnie stać (10 metry głębokości i promień 40 metrów)... Teraz mogę uciekać z taką samą prędkością jak wcześniej... Szybciej.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

- Yomi Numa - użyta technika
 Szybkość jutsu: 516

Ostatnio edytowany przez Akemi (2016-01-06 16:57:54)

Offline

 

#284 2016-01-02 17:50:18

Adatte

Zaginiony

7348301
Zarejestrowany: 2014-07-23
Posty: 169
Klan/Organizacja: Uzumaki
KG/Umiejętność: Mokuton
Ranga: Członek klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17
Multikonta: Shinsaku

Re: Jezioro pamięci

   Nie mógł oderwać wzroku od mężczyzny, którego rocznik urodzenia mógł być jego największym atutem, gdyby tylko okazał się winem. W sytuacji zgoła jednak odmiennej, kiedy to do kojącego podniebienie alkoholu było mu raczej dalej niż bliżej, jego obecność pośród zgliszcza prezentowała się komicznie. Tym bardziej, że ten nie pozostawiał mu wyboru, jeszcze bardziej utwierdzając Uzumakiego w tym przekonaniu. Świadomie czy też nie, ośmieszał się raz po raz. A może to był taki jego test? Albo w rzeczywistości był kimś zupełnie innym, pozostając pod działaniem techniki przemiany ciała? W sumie nie byłoby to najgłupszym wytłumaczeniem. Dziadyga tak sprawny, że zapierało dech w piersi i to na polu bitwy? Tak, coś mogło być na rzeczy.
   - No wie pan, niektórzy zaczynają swoje miłosne przygody dość wcześnie. Tym bardziej, że i pan zdążył się z nim pozabawiać.
   Wyznanie podstarzałego mężczyzny, bynajmniej, nie wytrąciło go z równowagi. Nauczony swoim własnym przykładem, Adatte nie ufał we wszystko, co mu mówiono. Tym bardziej, że nawet gdyby ta bzdurna wzmianka okazała się mieć w sobie ziarenko prawdy, sama myśl o tym, że ten zgred mógł kiedyś czerpać więcej przyjemności niż pozostali w towarzystwie osób tej samej płci, sama wizja musiała być niezwykle komiczna. Poza tym, takie rzeczy się zdarzały; czerwonowłosy tolerował poglądy innych, nawet jeśli różniły się od jego własnych.
   - Pozwól, że przez wzgląd na mego dziadka, a może i bez względu na to, będę miał do pana jedną prośbę - niech pan się jeszcze zastanowi. Zebrali się tutaj naprawdę wybitni ninja. Zjechali się z całego świata. Nie można wymarzyć sobie bardziej różnorodnej mieszanki umiejętności w jednym miejscu. Taka szansa może się nie powtórzyć. Jeżeli oni nie dadzą sobie rady poskromić tej bestii, to któż będzie w stanie? A nawet jeśli uda im się odeprzeć jej niszczycielską siłę, co wtedy? Na co się zda ich wysiłek, jeżeli nie będą mogli dokończyć dzieła? A pan pewnie może tego dokonać, prawda?
   Spoglądał na niego, nie opuszczając wzroku ani na sekundę. Oto, na dźwięk własnych słów, zrozumiał, że już nie widzi tylko zabawnego starca. Przed nim stał ktoś, kto mógł odegrać w całej tej farsie kluczową rolę. I on musiał go zatrzymać. A przynajmniej spróbować...
   - I jeszcze jedno - zaczął niepewnie, lecz wreszcie zdobył się na odwagę. - Nie jestem balastem. Mam nadzieję, że sam zdoła się pan o tym przekonać, dając mi szansę.

Offline

 

#285 2016-01-02 19:08:20

 Ikkyo

Klan Uchiha http://i.imgur.com/fGrX3h1.png

52378630
Zarejestrowany: 2014-12-20
Posty: 606
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 20 lat
WWW

Re: Jezioro pamięci

Ikkyo



     Ale. Zaraz. Wróć... Co jest?
     Cholera.
     Ten dupek uwięził mnie w Genjutsu. Czułem to. Moja wola była na tyle wyczulona, że przełamała pewne bariery. Nie mogłem jednak całkowicie wydostać się z iluzji, bazując na samej sile woli. O nie, brakowało mi jej trochę. Cóż, w przyszłości będę się w niej ćwiczyć. Ale obecnie? Cóż, tyle dobrego, że nie jestem pod pełną kontrolą tego gościa, tylko coś tam ogarniam. Nah, co dalej?
     Kai[Siła Nin 30, maksymalna].
     Złożyłem ręce w pieczęć, o ile było mi to dane, a nawet jeżeli nie, to starałem się anulować skutki działania techniki przeciwnika. Wystarczyło skupić chakrę, przynajmniej w teorii. Mogłem to zrobić, tak przynajmniej zakładałem. A nawet jeżeli nie, to moja świadomość była zachowana. W większości. Może i w całości? Cholera wie, praktycznie nigdy nie wpadałem w Genjutsu. To ja zakładałem sidła. I teraz tego żałuję, że za mało razy popełniłem ten błąd. Kai zresztą nie do końca musiało mi pomóc, ale jeżeli byłem na skraju złapania w iluzję, może coś da?
     Hana Kahen [Umysł 150, Siła Gen 430].
     Do wykonania tego jutsu nie były potrzebne żadne pieczęci. Wystarczyło wiedzieć gdzie jest cel. A ja wiedziałem. Bo po pierwsze, przed moimi oczami rysował się ten dupek, a po drugie, pamiętałem jego lokalizację, nawet jeżeli ją zmienił. A decyzja o użyciu tej techniki była w zasadzie natychmiastowa...
     Cóż, jeżeli wpadł w iluzję, to zobaczymy co się stanie...

Klon w lesie



     Przede mną widać było... Tego gościa. Ponieważ miałem aktywowanego Sharingana, widziałem również, że ubyła mu chakra... Cholera. Patrzył na mój oryginał. A że i widziałem chakrę samego Ikkyo, czyli siebie, to dostrzegłem, że coś jest nie tak. Iluzja?
     Asz cholera, ten gość okazał się być zwykłym zdrajcą. Tylko co z nim zrobić? Złapać, to na pewno. Ale co dalej? Załatwmy go własną bronią. Użyłem tej techniki, o ile była możliwa taka sytuacja [specyfikacja taka sama].
     - Logen, żyjesz? Mamy problem. - powiedziałem, po czym zrzuciłem ciało towarzysza na ziemię. Zrobiłem to delikatnie, ale też i szybko. Następnie skoczyłem na skos do przodu i przejrzałem okolicę, czy nic nam nie grozi. Jeżeli tak? Cóż, będę mieć czas na reakcję... [Reakcje 190]
   

Klon w obozie źródeł



     Genialnie. Pomogłem im. Dzięki mnie mogli żyć. Chyba że...
     Ręka marionetki. Ruszała się. Jak to możliwe? O cholera, ci lalkarze żyli. Nie wiem jak dali radę sobie z tym zmasowanym atakiem, ale... Może któryś z nich krył się w krzakach? Albo pół bandy? Nie umiem tego powiedzieć, przecież nie widzę ich ot tak.
     Sharingan. Sharingan widzi chakrę. Zacząłem więc przeglądać okolicę najlepiej jak się dało. Nie wiem, może ujrzę coś, czego nie mogą dostrzec inni. Linki, które były podczepione do kukiełek, były z chakry. A ja mogłem widzieć jej kolory. Dobra, ogarnę to. Jeżeli ujrzę gdzie kryje się kuglarz, podejmę odpowiednie kroki...
[nie mogę zrobić więcej bez MG, czyli ta tura będzie trwać minimalną ilość czasu, chyba]

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Ikkyo (2016-01-02 19:09:37)

Offline

 

#286 2016-01-02 19:16:59

Ayatane

Nikushimi http://i.imgur.com/nQ4N9BM.pnghttp://i.imgur.com/ipBWKhc.png

33401269
Call me!
Zarejestrowany: 2013-06-03
Posty: 653
KG/Umiejętność: Hyouton
Ranga: Elita
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17 lat

Re: Jezioro pamięci

     Głupota sprzymierzeńców Kraju Ognia przerastała wszelkie wyobrażenia Ayatane. I choć Samotnik wiedział, że na szerokim świecie nie brak idiotów, to zawsze musiał znaleźć się ktoś, kto swoją postawą skłaniał białowłosego do rozmyślań na temat "Czy można być jeszcze durniejszym?". Odpowiadając na tę hipotezę, zdaje się, można by pisać wielostronicowe wypracowania, a może i nawet książki. Weźmy dla przykładu powieść, której to autor twierdząco odnosi się do postawionego zagadnienia. Oczywiście w celu uargumentowania swej tezy, musiałby podać odpowiedni przykład. Nikogo nie dziwi chyba, że najlepiej zrobiłby, gdyby w tym celu głównymi bohaterami książki uczynił dumnych wojowników z klanu Ayatsuri. A raczej durnych*.
   Przedstawiciele tej rodziny, których łączny potencjał militarny wynosił może czterdzieści procent siły generała organizacji Samotników, zadecydowali, że walka ich wrogów z demonem będzie idealnym momentem na przypuszczenie ataku. I ta, jakże genialna myśl, prawdopodobnie w ich żałosnych mózgach czuła się bardzo osamotniona. Nie wpadli oni na to, iż gigantyczna kreatura, jedną techniką zdolna do przemiany hektarów ziemi w pył, może stanowić ważniejszą kwestię od jakiejś wojny, dawno już przegranej przez obie strony konfliktu. Tak, fakt ten stał poza możliwościami umysłów lalkarzy.

     Odłamki błękitnego lodu zasypały sylwetkę Ayatane, gdy ten, jednym ruchem ręki rozbił własny twór, pozbywając się zagrożenia ze strony gęstej mazi. Wprawdzie chłopak nie wiedział nawet, do czego owa ciecz miała niby służyć, lecz doświadczenie podpowiadało mu, by reagować na każdy pojedynczy ruch przeciwnika. W tym celu, jak już dobrze wiemy, Yuki zamroził breję, dokonując przy okazji hibernacji samego siebie na okres ułamka sekundy. I pomimo, że generalnie wszystko poszło zgodnie z planem białowłosego, to nie obyło się bez skutków ubocznych.
   Ubrania Samotnika były niemal doszczętnie zniszczone. Zauważywszy ich opłakany stan, chłopak zarzucił klątwą pod adresem rodu Ayatsuri, raz jeszcze wspominając ich słynną głupotę. Był zły, ale w przeciwieństwie do władców marionetek wiedział, na czym ma się w tym momencie skupić. Dokonując ogólnego rozeznania w sytuacji, Yuki dostrzegł na niebie niewyraźny kształt, w którym mimo wszystko rozpoznał białego ptaszora. Na identycznych bestiach podróżowały Wyrzutki, a znajomość tego faktu pozwoliła chłopakowi na natychmiastowe podjęcie działań. Nie zwracając nawet uwagi na napis, zdobiący podbrzusze kreatury, wykonał on wysoki na czternaście metrów skok, miękko lądując u grzbietu glinianej bestii. Ta zaś, jakby prowadzona rozkazem, przyśpieszyła lot, wynosząc swego jeźdźca pod chmury. Jednocześnie zaś, powolne ruchy skrzydeł kierowały postać coraz bliżej piaskowego demona, dokładnie znając plan.
   Przed rozpoczęciem ataku, Yuki zerwał z siebie skrawki kurtki, a także podziurawioną podkoszulkę. Wraz z chwilą, gdy po prostu wyrzucił gdzieś za siebie te ubrania, pozostał jeno w bieliźnie, zniszczonych bojówkach oraz ciężkich glanach. Na jego nagiej piersi błyszczały nieśmiertelniki.

     Znajdując się mniej więcej nad Shukaku, Ayatane złożył dłonie w pieczęć barana. Ogromne pokłady chakry natychmiast zaczęły pędzić przez jego ciało, długo nie walcząc o uwolnienie. Szeroko rozwarte powieki świadczyły o skupieniu Samotnika. Śnieżnobiałe włosy rozwiane na wszystkie strony...
   Start. Niewyobrażalne ilości wody, niesione ogromnym ciśnieniem, niby wodospad spadały na ogoniastą bestię, wydobywając się z ust chłopca, lecącego wierzchem glinianego ptaka. Ciecz, nim jeszcze dotarła do ziemi, zaczynała już nienaturalnie formować kulisty kształt, przecząc jednocześnie wielu prawom fizyki. Koniec końców demon zamknięty miał zostać w monstrualnej wielkości bańce, o średnicy dwóch i pół kilometra. Ludziom raz jeszcze dane było ujrzeć potęgę suitonu... o ile jutsu nie pochłonie ich wraz z Shukaku.
   Wykonawszy ruch, białowłosy przetarł wierzchem dłoni usta (warto dodać, że już suche, gdyż jego ciało natychmiast wchłonęło kropelki wody, pozostałe po użyciu umiejętności), po czym uśmiechnął się brzydko, obserwując efekty swej pracy. W tym momencie nie pozostało mu nic więcej do zrobienia, jak oczekiwanie na działanie Shinsaku.

1. Wykorzystana technika: Dai Bakusei Shouha
 Siła jutsu: 750
 Szybkość jutsu: 180


[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Ayatane (2016-01-02 19:34:40)


http://i.imgur.com/OCIkxGh.png

Offline

 

#287 2016-01-02 20:52:54

 Shinsaku

Wyrzutek http://i.imgur.com/pXCGfcW.png

7348301
Zarejestrowany: 2012-08-30
Posty: 1269
Klan/Organizacja: Wyrzutek
KG/Umiejętność: Kibaku Nendo / Jinchūriki
Ranga: Lider Wyrzutków
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 37
Multikonta: Adatte

Re: Jezioro pamięci

   Samotna myśl, niczym spadająca z ogniska iskierka, zapłonęła w jego głowie, prowokując natychmiastową reakcję (240). Odruchowo przemieścił w przestrzeni dwa ptaki, na których znajdowali się Ichuza oraz Nakayama ze swym uczniem (szybkość: 350). Jakby płynąc w powietrzu, kruki wykonały pojedyncze machnięcie skrzydłami, unikając w ten sposób zderzenia z potężnym ogonem potwora. Rozproszone na krótką chwilę, na powrót spotkały się tym razem jednak znacznie wyżej. W ten sposób mieli uniknąć następnego ataku.
   - Gdzie ten szczeniak...?
   Wiedział, że w pojedynkę nie da rady. Może i do tej pory udawało im się utrzymać przy życiu, ale przecież nie mógł wykluczyć, że to opatrzność, zwana też dobrym losem, szczęściem czy nawet Jashinem, czuwała nad nimi. W każdej chwili ich ciała mogły zanurzyć się w styksowych wodach, ciśnięte w ich toń przez bestialską siłę. Zbliżała się ta chwila. Moment decyzji - zostać i walczyć do końca, żegnając się z marzeniami i oddając w objęcia śmierci, czy może wywiesić białą, haniebną flagę i dać dyla, póki czas.
   Do planu, który zrodził się w jego głowię kilka modlitw wcześniej, potrzebował jeszcze jednego, kluczowego ogniwa. Tym elementem był dotąd zupełnie nieznany mu dzieciak, który dał się już poznać światu, dając prezentację swoich umiejętności. Ronijczyk nie miał najmniejszych wątpliwości - to młody Samotnik był tym, który mógł odegrać ważną rolę w niespodziance, jaką szykował dla kreatury.
   Kątem oka obserwował kołującego w oddali ptaka. Czyjaś sylwetka miękko wylądowała na jego grzbiecie. Shinsaku zmrużył oczy, wytężając wzrok. Biała czupryna rozwiała wszelkie wątpliwości. Pakując dłonie w torbach przy bokach, kierował ptaszysko coraz wyżej i wyżej. Zawiesił go tuż pod linią chmur. Nie mógł sobie pozwolić na stracenie go z zasięgu wzroku. Tak samo jak nie mógł pozwolić na to, by historia, tak przerażająco świeża, zatoczyła koło. Kolejna, niekontrolowana powódź. Sama jej wizja przyprawiła Nakayamę o gęsią skórkę.
   Patrzył w jego kierunku. Z tej perspektywy wydawał się tak niepozorny. Maleńki, niczym mucha, przyklejona do powierzchni szyby, przez którą teraz spoglądał. On jednak znał scenariusz. Uśmiechnął się pod nosem.
   W momencie, kiedy z zawieszonego na niewidzialnej półce ptaka zaczęła spływać kolumna krystalicznie czystej wody, błyszcząc na tle słońca, z dłoni Wyrzutka wystrzeliła ósemka skrzydlatych tworów, z których niemal wszystkie natychmiast rozpierzchły się po okolicy. Pikując w dół i utrzymując odległość większą niż trzysta metrów od bestii, utrzymywały się na wyższym poziomie niż napływająca woda (szybkość poruszania: 200). Miała to być szansa dla wszystkich tych, którzy znaleźliby się w strefie zagrożenia. Na całe szczęście, aby stanąć do walki z bestią trzeba było wykazać się nie lada odwagą (albo raczej głupotą), toteż śmiałków nie powinno być zbyt wielu.
   Jeszcze tylko moment. Już za chwilę będzie miał możliwość dokończyć dzieła.
   Dostrzegł jakąś postać, która mknęła w kierunku bestii. Czy to z racji odległości, jaka ich dzieliła, czy może prędkości, z jaką ów osobnik się poruszał, Shinsaku nie był w stanie ocenić, kim on był. Rozumiał jednak jedno - jego pojawienie może mu bardzo pomóc. Lider Wyrzutków dał znać Yoshiemu, że powinien zająć miejsce na grzbiecie drugiego z ptaków. Od niego zależało, czy dostosował się do prośby.
   Kruk opuścił się w dół, gwałtownie nurkując [szybkość: 350]. Wody napływało coraz więcej. Ptak utrzymywał się blisko (kilkadziesiąt metrów) od krawędzi wodnej bańki, co pozwoliło na zminimalizowanie ryzyka przy zachowaniu potencjału zabójczej techniki, jaką szykował. Kiedy tylko cielsko kreatury zaczęło znikać pod powierzchnią wody, z ust Nakayamy wydostał się kolejny strumień błyskawic [szybkość techniki: 600], [siła techniki: 750 (bez uwzględnienia wsparcia techniką Suitonu)]. Czy zaczynał wpadać w rutynę?
   Pisk piorunów utonął w wodnej pułapce.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Shinsaku (2016-01-07 20:45:09)

Offline

 

#288 2016-01-02 21:39:47

Ayamaru

Klan Kiyoshi

46933457
Zarejestrowany: 2013-03-29
Posty: 635
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shōton
Ranga: Elita
Wiek: 30

Re: Jezioro pamięci

    Klucząc przez las, kroczyłem śladem Namikaze prowadzonych przez najmłodszą z grupy. W międzyczasie Taii najwyraźniej odzyskał siły, gdyż potrafił chodzić o własnych siłach. Towarzystwo milczało, postanowiłem nie wyrywać się przed szereg i również szedłem w milczeniu. Ciszę natomiast przerwał mężczyzna, którego imienia nie znałem. Skomentował właściwości leku, po czym wymienił się z Hikari krótkim komunikatem i porozumiewawczym spojrzeniem. Następnie on i Miuu odłączyli się od grupy. Było to co najmniej zaskakujące, że cała akcja odbyła się bez żadnego udziału lidera klanu. Co prawda nie miałem zbyt dużego doświadczenia w działaniu pod rozkazem, ale coś było nie tak. Wyglądało na to, że ludzie w tej grupie bardziej liczyli się ze zdaniem Hikari, niż samego lidera. Druga opcja była bardziej optymistyczna dla rudego przywódcy - być może mieli tak duże doświadczenie we wspólnych wyprawach, że Hikari nie musiała pytać Akio o zdanie, lecz wiedziała, jak brzmiałaby jego decyzja w danej sprawie.
    Na końcu stworzonego przeze mnie kryształowego korytarza natknęliśmy się na nieruchomą postać dziwnie wyglądającego chłopaka. Zasadzka - brzmiała moja pierwsza myśl. Nauczony doświadczeniem nabytym podczas snu, nie ufałem nikomu, kogo kolor włosów był odcieniem błękitu.
    Rozejrzałem się po okolicy, szukając jakiś wskazówek, że była to zastawiona na nas pułapka, jednak płomienie pożaru coraz bardziej się rozprzestrzeniały i trzeba było działać nieco szybciej, niż nakazywałby zdrowy rozsądek. Podszedłem zatem do chłopaka, wpierw obchodząc go ostrożnie. Wyglądał, jakby był w transie. Genjutsu?
    Wyjąłem kunai z kabury i wbiłem go lekko w ramię chłopaka. Jeszcze w Akademii Ninja uczyli nas, że jest to jeden ze sposobów, aby zakłócić działanie iluzji. Drugim powszechnie znanym było użycie Kai, ale nie mogłem sobie odmówić wypróbowania tego pierwszego sposobu w praktyce.
    Wykonany test zweryfikował prawdziwość mojej hipotezy - chłopak dalej pozostawał w bezruchu. Oczywiście, istniała możliwość, że technika genjutsu była na tyle zaawansowana, że nie byłem w stanie go z niej wyrwać za pomocą bólu, ale jeszcze się z taką nie spotkałem.
    - Wygląda na to, że niesprawnych na umyśle też wysyłają na wojnę - oznajmiłem okrojonej ekipie z miną znawcy. Stan, w jakim znalazł się Suezo można było nazwać krócej, dobitniej i bardziej trafnie, ale gentlemani nie powinni używać takiego słownictwa, zwłaszcza w towarzystwie dam. - Co chcecie z nim zrobić? Nie wygląda na takiego, który stanowiłby zagrożenie.
    Popatrzyłem po obecnych tam Namikaze, czekając na ich odpowiedź. Nie chciałem być tym, który zadecyduje o losie chłopaka- z jednej strony nie chciałem go zostawić samemu sobie wewnątrz płonącego lasu, z drugiej zaś nie potrzebowałem zbędnego balastu. Jeżeli Ci nie wykazali żadnej inicjatywy w stosunku do niego, otoczyłem go dość szczelną "klatką" z kryształu, odgradzając młodzika od płomieni panujących na zewnątrz. Zdawałem sobie sprawę, że rozwiązanie te nie było idealne, ale przynajmniej dawało chłopakowi szansę na przetrwanie.
    Dopiero po chwili dostrzegłem coś majaczącego w oddali na niebie. Była to biała kreatura, z której strony powoli spływał ogrom wody. Początkowo uznałem, że to kolejna bestia, która zamierza siać zniszczenie w okolicy. Dopiero później przypomniałem sobie o jednym z Samotników, o którym mówiła Eri Ayatsuri - to on był odpowiedzialny za zniszczenia dokonane w obozie armii Kraju Ognia.
    Wiedziałem, że jego pojawienie się nie wróży nic dobrego. Najprawdopodobniej lada moment miała nas zalać kolejna wielka fala, a ja nie miałem zamiaru bezczynnie czekać i tylko się bronić. Wyciągnąłem przed siebie rękę, tworząc kryształowego smoka, po czym zwróciłem się do Namikaze:
    - Spójrzcie - poleciłem, wskazując głową sugerowany kierunek obserwacji. - Jeśli to ten Samotnik co poprzednio, wkrótce dołączymy do zalanych oddziałów Kraju Ognia. Zapraszam zatem na małą przejażdżkę.
    Następnie wsiadłem na grzbiet smoka, niezależnie od decyzji reszty zespołu. W naszą stronę zbliżała się ogromna fala, z drugiej strony znajdowaliśmy się w płonącym lesie, który lada moment mógł zamienić się w wielki piekarnik. Tak czy inaczej trzeba było opuścić to przeklęte miejsce i miałem zamiar to zrobić z członkami klanu Namikaze, lub bez nich.


    [Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Ayamaru (2016-01-02 21:40:02)

Offline

 

#289 2016-01-03 19:05:00

Yoshiro

Martwy

50579205
Zarejestrowany: 2015-01-10
Posty: 206
Klan/Organizacja: Wyrzutki
Płeć: Męzczyzna
Wiek: 24

Re: Jezioro pamięci

      Błąkałem się po okolicy, szukając kogoś z umiejętnościami pozwalającymi na wyleczenie moich obrażeń. Skóra piekła mnie coraz bardziej, a spalone ubrania zostawiły mnie prawie nagiego spadając na ziemię. Niestety, nie znalazłem takiej osoby, aż do pewnego momentu. Po jakimś czasie, kiedy nie byłem w stanie już iść, postanowiłem przysiąść na ziemi.
      Chwilę później, przyszedł do mnie staruszek. Ten sam, którego wcześniej widziałem, jednak nie przywiązałem do niego zbyt dużej uwagi. Był razem z jakimś innym mężczyzną, który był mi nieznany. O dziwo, staruszek przykucnął nade mną, jednak cały czas kontynuował rozmowę z tym drugim. Nagle poczułem przyjemne ciepło, które stawało się coraz bardziej wyraziste, aż w końcu przestałem odczuwać ból. Poczułem się lepiej, moja skóra przestała piec, a i samopoczucie od razu skoczyło w górę. Wstałem, otrzepałem się z kurzu i powiedziałem skromne:
- Dz-dziękuję.
      Tylko tyle mogłem w tej chwili zrobić. Pomoc staruszka była nieoceniona i nawet jeśli nie znałem siły techniki Wyrzutków, to możliwe, że mógł mi on ocalić życie. Nie wiedziałem czy oczekuje ode mnie jakiegoś rewanżu czy zapłaty, dlatego zostawiłem to bez dłuższego komentarza. On zaś, był zajęty rozmową z towarzyszem. Wyglądał tak, jakby nawet nie zwrócił na mnie uwagi.
      Po raz kolejny stałem się w pełni sprawny i gotowy do działania, jednak co miałem począć? Na obóz zmierzała jedna z legendarnych bestii, dlatego niegłupim pomysłem wydawała się ewakuacja z tamtego miejsca. Postanowiłem jeszcze chwilę zaczekać, stojąc cały czas przy dwójce mężczyzn, ciekaw byłem, co zamierzają.


http://i.imgur.com/LXSXbxc.png

Offline

 

#290 2016-01-03 21:21:50

Taii

Zaginiony

25590177
Zarejestrowany: 2011-07-27
Posty: 423
Klan/Organizacja: Namikaze
Ranga: Elita
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 19
Multikonta: brak

Re: Jezioro pamięci

  Mógł iśc, to się liczyło więc było dobrze. Wszystko jednak ma swoją cenę, przestawał czuć powoli ubrania na swojej skórze jak i dym płonącego lasu. To bardzo ograniczało mu jego obronę, ale musiał se dać radę z tym. Przechadzali się przez las wspólnie, nic w tym dziwnego. Takie ogromne połacie zielonych terenów, a ich tylko garstka. Szybko można by się zgubić a wtedy strach o swoje dziewictwo analne.
  Taii jako najsłabsze ogniwo grupy szedł lekko z tyłu, rozmyślał nad tym na ile ta tabletka pozwoli mu funkcjonować no i kiedy padnie jak kawka na ziemię. Świadomy był tego, że może to być tylko chwilowe ozdrowienie, które później mu zostanie odebrane w najgorszym momencie. Nie uśmiechało mu się to zbytnio, jednak ukrywał to. Szli tak pewien kawałek, aż w końcu Ayamaru podszedł do jakiegoś typa z kunaiem i go zranił w ramię. -Nie wbijaj za mocno i zbyt głęboko, bo możesz go poważnie uszkodzić.- Powiedział mimowolnie, myślał nieco logicznie, wiec adekwatnym zachowaniem było ostrzeżenie dla kryształka, by ten nie wbijał kunai głęboko. Szczerze Taiiowi wisiało to co zrobią z tym gościem, puścił mimo uszu słowa swojego kompana i stanął w odległości 1m od zranionego gościa. Przymknął na chwilę oczy by wydobyć z wspomnień pewne informacje na temat tego terenu, lecz wszystko poszło na nic. Westchnął tylko wymownie  a ku jego zdziwieniu pojawił się kryształowy smok. Ayamaru zaprosił na przejażdżkę? Czemu nie, zawsze to lepsze niż marnowanie chakry na transport, więc Taii wszedł na smoka i czekał na to co zrobi reszta.

Offline

 

#291 2016-01-04 21:33:07

Straznik specjalny

Event Master

Zarejestrowany: 2011-07-28
Posty: 352

Re: Jezioro pamięci

Obóz źródeł


- Cholera, jeden uciekł - pomyślała Eri Uchiha jednak ani na chwilę nie traciła koncentracji, wiedziała że wśród jej przeciwników znajdują się Uchiha, musiała dokładnie kontrolować chakrę aby nie zostać wykryta przez te ich czerwone oczy. Jednak nawet te oczy miały swoje słabości. Jedną z nich był fakt, że muszą najpierw ją zobaczyć. Plan nie poszedł tak dobrze jak jej się jej wydawało, klon który miał ją udawać został wyeliminowany jako pierwszy, marionetki, też zostały niemal całkowicie zniszczone. Na szczęście większość tych idiotów uznała, że zagrożenie już całkowicie minęło. Sprawa mogła wyglądać o wiele gorzej, gdyby ktoś zadał jedno proste pytanie. Kto sterował marionetkami, zwłaszcza po zniknięciu klona. Na szczęście ręka dotarła już na miejsce czwarta notka znalazła się na miejscu.
   Ikkyo wyglądał na nieco rozczarowanego reakcją ludzi, których właśnie obronił nikt nie zdawał się na niego zwracać uwagi. Chłopak zachował spokój umysłu, nawet dało się odnieść wrażenie, że to on ma umiejętności aby być następnym liderem Uchiha, a nie Setsuna. Już obserwował kolejną akcję swojego przeciwnika przy pomocy swoich oczu, niestety to co ujrzał nie napawało optymizmem. Nawet przy użyciu sharingana obraz tylko mu migał, jakby miał do czynienia z bardzo wykwalifikowanym manipulatorem chakry. W dodatku obraz co chwilę się zmieniał, a była to niesamowita plątanina linii chakry, niemożliwe było w krótkim czasie ani dokąd zmierzała , ani skąd wychodziła. Zresztą wydawała się mieć kilka źródeł. Nagle zobaczył przesączone chakrą notki było już za późno.
   Eri nie widziała swoich przeciwników, siedziała pozornie bezpiecznie pod ziemią, wcześniej zdążyła rozprowadzić wokół linki chakry, sprawiającą, że nawet jeżeli teraz ktoś próbowałby ją odnaleźć, byłoby to niemal niemożliwe. Nie musiała jednak ich widzieć, doskonale bowiem wyczuwała ich położenie. Upewniła się, że parasole są na miejscu. Po czym złożyła pieczęć. Kwadrat o boku 4 metrów w którym samym środku znajdowała się Setsuna ze swoją obstawą natychmiast wybuchnął. Dzięki rozmieszczaniu notek wybuch nastąpił wewnątrz figury sprawiając, że nawet ochrona piaskowa na niewiele się zdała. Setsuna, Matsuo, Miya, okolica(nie pamiętam, ale jakiś samotnik chyba) i Yocharu znaleźli się w polu rażenia techniki. Eri nie zamierzała jednak zostawić niczego losowi dlatego wyłoniła się spod ziemi wyrzucając w górę parasole z których zaczęły wylatywać senbony, spadając niczym krople deszczu w kierunku, w którym przed chwilą nastąpił wybuch. Była zaskakująco blisko Samotników, a mimo wszystko nie została do tej pory wykryta. Całkowie ignorowała Ikkyo, który znajdował się za jej plecami, zaś swąd dymu dochodził z odległego lasu.

Obóz ognia



   Staruszek nawet nie odwrócił się do Yoshiro, kiedy ten mu podziękował. Pomachał mu tylko ręką żeby sobie poszedł wskazując na zbliżającą się ekipę Wyrzutków. Jednak czy Wyrzutek mógł sobie pozwolić na zlekceważenie rozmowy, której tematem mogło być poskromienie Bijuu?
- Znałem go od małego i obawiam się, że nie miałby czasu, na takie zabawy, nie kiedy był ze mną - - na jego twarzy pojawił się uśmiech, najwyraźniej przypomniał sobie coś dobrego.- Masz jego oczy i jesteś tak samo pokręcony jak on, może faktycznie jesteście jakimiś krewnymi. Jednak jesteś głupszy niż myślałem. Rozejrzyj się widzisz tą moc, tą potęgę? Nie nie mówię o tych twoich cholernych ninja tylko o bestii. Po pierwsze pewnie nawet nie przeżyjemy tego spotkania. Po drugie nawet jak to zrobimy nie możemy dopuścić żeby ta moc trafiła w ręce tych "wyśmienitych ninja". Myślisz, że bestia jest zła? Poczekaj tylko jak któryś z klanów opanuje jej moc, wojna przy której ta jest niczym gwarantowana. No nie patrz tak na mnie, cholera te oczy. Dobrze. Jest szansa możemy to powstrzymać, mogę to zrobić. Tylko cena może być spora, zaufam tylko tobie, jesteś gotowy poświęcić swoje życie? - Spytał przybierając poważny wyraz twarzy. Zapach spalenizny rozchodził się po okolicy, co było dziwne zważywszy że jakiś kilometr od niedawnej bramy obozu unosiła się olbrzymia wodna bańka

Las


  Stwierdzenie Ayamaru było nieco na wyrost woda owszem wyglądała groźnie, ale nie zbliżała się za bardzo do lasu. Dym za to stawał się coraz bardziej gęsty. Namikaze krytycznym wzrokiem spojrzeli na Ayamaru, ale nie powiedzieli ani słowa, dopóki nie zajął się Seuzo, później po krótkiej rozmowie(będą posty). Zdecydowali się rozdzielić. Hikari, stworzyła klona, po czym udała się z dwójką w powietrze. Lider wraz z klonem podążył w stronę, w którą wcześniej udała się reszta oddziału. Wkrótce natknął się na nich plus Logena i klona Ikkyo, który stał bezradnie przed ścianą wody. Chwilę po odejściu Namikaze, ogień powrócił w to miejsce, jedna z płonących gałęzi spadła tak nieszczęśliwie, że zabiła nieprzytomnego Suezo.

Bijuu



   Woda zaczęła opadać na olbrzymią bestie, piach zareagował automatycznie tworzą coś na kształt parasolu, prędkość wody była tak bardzo żałosna, że bijuu omal go nie opuścił z powrotem  na ziemie zakładając, że technika w ogóle go nie sięgnie. Tym bardziej, że nie zamierzał zostawać w miejscu, miał zamiar zniszczyć wszystkich tych przeklętych ludzi, którzy tak długo więzili. W dodatku denerwował go zapach dymu, który upośledzał jego zmysł węchu, na którym polegał bardziej niż na swoich oczach. Problem był, e ziemie pod jego stopami stała się niezbyt stabilna. Znów ten dziwak, śmierdzący olejem. Tylko ten zapach wyczuwał przez dym. Zadziwiające że przeżył zmiażdżenie, będzie trzeba to powtórzyć. Wbił swój olbrzymi ogon w ziemię aby wykopać się z bagna. Wtedy właśnie piaskowa kopuła zamknęła się pod wpływem naporu olbrzymiej ilości wody, nawet bestia nie spodziewała się ataku na taką skalę.  W środku kopuły znalazł się bezradny Ikkyo, ale miało to też dobre strony.  Kai nie zadziałało, Genjutsu też przyniosło marny skutek, jednak zamieszanie sprawiło, że cios kończący jego życie nie padł. Po chwili Kopuła pękła zalewając wnętrze wodą i rozdzielając obu ninja od siebie.
   Woda nie miała litości dla wrogów i sojuszników, Ryo Kiyoshi wciąż niewidoczny dla swoich sojuszników znajdował się na samym skraju kopuły stworzonej przez Bijuu. Przez to woda najmocniej uderzała właśnie w niego, unosząc jego ciało. w górę wraz z prądem. Kiyoshi miał jeszcze szansę wyjść z tego cało, ale...
  Ptaki szybowały nad ogromem wody. kiedy tylko piaskowa kopuła opadła Shinsaku ruszył w kierunku wody i wykorzystując swoje umiejętności we władaniu Raitonem posłał potężna technikę w bańkę wodną. Nie miał szans przy takiej odległości trafić bezpośrednio w bestie, jednak woda znacznie polepszała roznoszenie się prądu. Nagle w powietrzu znalazł się kryształowy smok czyżby jednak najpotężniejszy kryształowy wojownik od czasów Gamatta miał w rękach jeszcze jednego asa? Nie to tylko Ayamaru w towarzystwie Taiia i Hikari. Smok z Baigai ponownie oberwał tym razem prąd przepływające przez wodę poraził go poważnie go raniąc i w znacznej mierze paraliżując. Jego bezwładne ciało opadało powoli na dno pozbawionej już prądów bańki, teraz był już widoczny.
Technika jednak nie zatrzymała się tak blisko, prąd rozszedł się w mniejszym lub większym stopniu po wodzie. Powodując uczucie dyskomfortu u demona, co jasno wyrażał jego pysk. Bestia chciała wyć, ze złości z bólu? Nie wiadomo, zresztą woda i tak mu to uniemożliwiała.

Ostatnio edytowany przez Straznik specjalny (2016-01-04 23:31:56)

Offline

 

#292 2016-01-05 13:22:28

Setsuna

Martwy

Zarejestrowany: 2015-06-09
Posty: 19
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Mangekyou Sharingan
Ranga: Lider Klanu
Płeć: Kobieta
Wiek: 32

Re: Jezioro pamięci


        Dość tego. Za dużo czasu unikałam konfliktu i za długo dawał się chronić Ichuzie i jego ludziom. Nawet shinobi z mojego klanu, zdziałali więcej niż ja, chodź chłopak z sharinganem, który stał właśnie obok mnie, nie miał na sobie żadnego klanowego symbolu i budził we mnie pewien niepokój ale jego wygląd, oraz fakt, że wcześniej ujawnił się tutaj bez słowa by wręcz Ichuzie papier, który rzekomo miał być zwojem i teraz powrócił, budził nadzieję na jego wsparcie. Na uznanie jednak zasługiwał Ikkyo, który może nie wykonał misji, którą mu wcześniej zlecono ale jednak w takich okolicznościach jak teraz, wykazał się odwagą i siłą co niewątpliwie zasługuje na nagrodę, o ile stąd wyjdziemy żywi a to mogło się tuż za chwile zmienić. Uchiha stojący obok i którego imienia nie znałam, wydawał się mieć jakiś plan, gdyż już chciał mnie o czymś poinformować gdy nagle doszło do nieoczekiwanego.
       Dookoła nas rozbrzmiała eksplozja a wszystko okryło się chmurą dymu i ognia. Czy to koniec ? Taki miał być mój los? Wiem, że nie sprawdzałam się póki co jako lider Uchiha ale towarzysz broni ale przecież postanowiłam to zmienić i dlatego też musiałam rozruszać swoje czerwone oczy. Sharingan nieprzerwanie błyszczał od momentu wypchnięcia przez podmuch wiatru bestii lecz dopiero teraz było widać jak trzy łezki formują się w symbol przypominający zdeformowany shuriken albo coś w rodzaju pętli. Wtem z oczu popłynęła krew a moje ciało otoczyła jasno czerwona łuna, unosząca się na kilka metrów w górę i w bok. Bez problemu można było zauważyć że obłok chakry uformował się w ręce, tłum i głowę, ukazując jakby część ludzkiego szkieletu. Łuna ta, również dosięgła Uchihe, który stał tuż przy mnie i ewentualnie kogoś, kto stał nie dalej jak 6 metrów od mojej pozycji. Byłam gotowa na przyjęcie uderzenia.
        Eksplozja z wielką siłą trzasnęła praktycznie z każdej strony w szkielet Susano [Wytrzymałość 250], praktycznie absorbując całość uderzenia na siebie. Niestety nawet ten pancerz nie wystarczył by w pełni uniknąć  obrażeń, jednak zbroja którą dodatkowo na sobie nosiła, pomogła przetrwać. Mimo wszystko wstrząs był ogromny, powodując lekkie oszołomienie w mojej głowie a przez moje czoło przetoczył się stróżka krwi, wylewająca się powoli z rany, spowodowana eksplozją, bądź jakimś odłamkiem. Upadłam na jedno kolano, podbierając się ręką o ziemie i zbierałam powietrze do ust by ustabilizować swój stan. Czułam osłabienie, jednakże nie aż takie by nie móc dokończyć walki. Zaczęłam rozglądać się MSem w poszukiwaniu osoby odpowiedzialnej za to, chodź moje zdolności sensoryczne były ograniczone. Po takim jednak wybuchu, powinna się ujawnić gdziekolwiek by nie była.
       Jeżeli Ikkyo nadal stał na nogach, postanowiłam rzucić do niego kilka słów.
   - Ikkyo! Znajdź no mi tego, który to spowodował! Zaraz się nim zajmę!
       Zaś jeżeli Yocharu, przetrwał pod powłoką Susano bez większych szkód, spojrzałam na niego ze wściekłą miną i grymasem na twarzy.
   - Czas zacząć działać! Jeżeli masz plan to wcielaj go teraz!


* Susano lvl.2 MS

Ostatnio edytowany przez Setsuna (2016-01-05 14:36:22)


http://i.imgur.com/HUl9do0.jpg
Chcę waszej fantazji.
Chcę waszej energii.
Chcę widzieć wasze ręce.
Chcę utonąć w oklaskach.

Offline

 

#293 2016-01-06 13:41:50

Akio

Klan Namikaze http://i.imgur.com/WuFGFc5.png

59691030
Zarejestrowany: 2012-09-08
Posty: 800
Klan/Organizacja: Namikaze
KG/Umiejętność: kiroji senko
Ranga: Lider klanu
Płeć: Rudy
Wiek: 34

Re: Jezioro pamięci

   No widok stającego jak słup Suezo, Akio zatrzymał się, nie musiał mówić nic więcej zarówno Hikari jak i Taii nie podchodzili bliżej chłopaka z klanu Uchiha. Wszystko wskazywało, że jedynym, który się do niego zbliżuł był ten głupiec od Kiyoshich. Akio z uwagą przyglądał się co ten robi z chłopakiem, po czym zwrócił się do Hikari.
- Wyczuwasz coś? - kobieta zaprzeczyła wyraźnym ruchem głowy, a więc na prawdę nie była to pułapka. tak czy siak chłopak został tu pozostawiony musiałby ku temu jakiś powód. Poprzednie spotkanie z Uchihami nie wzbudziło zbytniej sympatii w liderze klanu Namikaze.
- Jesteś głupcem Ayamayu, a głupcy nie żyją zbyt długo. To mogłaby pułapka, wybuchowy klon, czy samobójczy atak, ba mając te oczy ten chłopak mógłby być naprawdę niebezpieczny, a ty zbliżasz się tak po prostu do swojego przeciwnika i zamykasz go w tym czymś.- Jednym mocniejszym uderzeniem Akio roztrzaskał klatkę.- Jeszcze żeby było w stanie go tutaj utrzymać, ale to rozwali byle bóbr(pozdro Ayatane). Nie możemy sobie na to pozwolić, nie wiemy co on kombinuję, zostawianie przeciwnika za plecami, nawet takie co wydaję się być nie groźny, może nas wiele kosztować w przyszłości. Jako ninja już dawno powinieneś się nauczyć, że pozory mylą.
Potężny kopniak powędrował w s okolicę szyi młodego Uchiha (siła 480). Odrzucając go do tyłu w pobliskie drzewo, nawet jeżeli chłopak przeżył uderzenie nie powinien być w stanie podążyć, za ninja. Wkrótce wielka fala wody zaczęła wyrastać w okolicy. Namikaze jednak nie przejęli się nią bardzo wydawało się, że wspominają coś jak to żałośnie wolna jest ta fala i nie ma co się nią przejmować.
- Hikari, sprowadziłaś go tutaj więc jesteś za niego odpowiedzialna, nie obchodzi mnie czy zginie czy nie, ale masz dopilnować, żeby nie zrobił jakiejś głupoty. Możesz go też zabić jeżeli coś się stanie Taiowi, nie wiem czym go poczęstował, na razie działa, ale jak długo i czy przez to chłopak nie zginie nie wiem. Pilnuj ich. - było oczywiste, że ostatnie słowa miały inny sens w zależności do kogo były zastosowane. Akio wciąż nie ufał Ayamaru- Nie ma sensu też się dłużej ukrywać, czas zapolować na tą Bestie! A jeszcze zaprowadź mnie do pozostałej dwójki.   - Wyglądało na to, że lider nie posiadał takich zdolności do wyczuwania chakry jak pozostali ninja z klanu Namikaze.


http://i.imgur.com/hQencLH.png

Offline

 

#294 2016-01-06 17:00:27

 Akemi

Nikushimi http://i.imgur.com/ERi291S.png

6720223
Zarejestrowany: 2012-11-04
Posty: 898
Klan/Organizacja: Samotnicy/Nikushimi
KG/Umiejętność: Sosa
Ranga: Lider Samotników
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 40
Multikonta: Miyaguchi, Arashi

Re: Jezioro pamięci

      Ostatecznie moja próba zatrzymania demona w błocie mogła skończyć się niepowodzeniem, ponieważ jego ogon był równie silny co jego inne kończyny. Jednak stał się cud. Ogromna ilość wody spadła na tego przerośniętego szopa i przygniotła go swoją ogromną ilością. Ostatecznie wszystko uformowało się w ogromną bańkę, a na pysku demona było widać niewielki grymas. To była dobra okazja by go w tym momencie zaatakować. W głowie tworzył mi się pewien plan kiedy zacząłem biec do niego tak by był ustawiony do mnie tyłem [szybkość 400]...

      Musiałem zaryzykować. Im bliżej byłem bańki tym lepiej... W tym planie nie mogłem jednak użyć wody z bańki. Było ogromne ryzyko, że moja technika pochłonię ją całą przez co demon zostanie uwolniony dosyć szybko. Dlatego też wyciągnąłem zwój z zapieczętowaną wodą i przelałem do niej wystarczająco chakry by wylało się z niej aż sto litrów wody. Musiałem tę wodę dobrze wykorzystać, ponieważ mogę ją tylko raz dziennie przyzwać... Dlatego od razu brałem się do roboty. Dolna część mojego ciała została zamieniona w wodę, po czym połączyła się ze wcześniej wspominaną wylaną cieczą. W taki o to sposób powstał ogromny wodny potwór z wyciągniętymi rękoma, głową i tłowiem. Natychmiast będąc tym potworem wskoczyłem do środka bańki stworzonej najprawdopobniej przez Ayatane.

      Przed moimi oczyma pojawił ogon demona. Znalezienie się tam nie było jakoś specjalnie trudne, ponieważ w wodzie poruszałem się równie szybko co po za nią. Dzięki opanowanemu Suiganowi do ostatniego poziomu nie było to specjalnie trudne by móc być naprawdę szybkim w wodzie. Dlatego też musiałem przygotować kolejną technikę do użycia. Podczas tej wojny użyłem ją, jednak tym razem nie przelałem wody do mięsni moich nóg tylko do prawej ręki, dzięki czemu stała ona stała się cztery razy większa, tym samym silniejsza... Jak tylko znalazłem się obok demona, pociągnąłem za jego ogon z pełnią moich sił tej ręki [siła 1088]. Miałem nadzieje, że uda mi się wrzucić go w to błoto, a nawet jeśli nie to uszkodzić jego ogon na tyle, żeby nie miał zmysłu do normalnego utrzymania się na nogach, a tym bardziej poruszania się. Wycofałem siebie wraz ze swoim wodnym potworem tak by móc wszystko obserwować i być gotowym na ewentualnie przetrzymanie go czy dobicie, korzystałem też na chwili odpoczynku by móc trochę zregenerować chakrę.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

- Zapieczętowana woda - użyty przedmiot

- Akuma Sakana - użyta technika

- Gousuiwan no Jutsu - użyta technika

Offline

 

#295 2016-01-06 17:34:06

Ayamaru

Klan Kiyoshi

46933457
Zarejestrowany: 2013-03-29
Posty: 635
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shōton
Ranga: Elita
Wiek: 30

Re: Jezioro pamięci

    - Powiadają też, że szczęście sprzyja głupcom, a tego nigdy za wiele - odparłem, słysząc słowa, jakie lider klanu Namikaze wypowiedział w moim kierunku, po czym widziałem, jak z łatwością rozbija kryształową klatkę. Nie miałem zamiaru konfrontować naszych poglądów, nie miałem na to najmniejszej ochoty, a chwila nie była sprzyjająca. Poza tym chłopak ten był dla mnie tylko kolejnym żołnierzykiem na wielkiej wojnie. Co prawda uważałem, że ofiar było już aż nadto, ale jeden zgon w tą czy w tą nie robił mi drastycznej różnicy. Kolejne słowa Akio skomentowałem jedynie wzruszeniem ramion.
    Wkrótce we trójkę zajęliśmy miejsce na grzbiecie smoka i przebiliśmy się przez linię lasu. Mocny wiatr automatycznie uderzył w moją twarz, kiedy tylko wyłoniliśmy się spomiędzy drzew, a przed oczami jawił się obraz majestatu wojny. Bestia uwięziona wewnątrz wodnego więzienia, a wszystko tak wielkie, że ledwo mogłem w to uwierzyć. Czyli ten Samotnik walczył teraz po naszej stronie? Wyglądało na to, że tym razem to piaskowy szop był wrogiem numer 1 i dwa fronty połączyły siły przeciwko niemu.
    Odnalazłem wzrokiem kruki oddalone na dość bezpieczny dystans, na grzbiecie których znajdowało się kilka osób. Chwilę później jeden z nich pikował w dół, a pioruny przeszyły całe wnętrze ogromnej bańki. Po chwili nurkujący kruk zawrócił. Wyglądało na to, że to tam znajduje się "centrum dowodzenia" i to właśnie tam powinienem się udać.
    Pruliśmy powietrze, by w końcu pojawić się przy Shinsaku - liderze Wyrzutków, którego znałem ze spotkania z Ryo kilka lat wstecz oraz kilku innych jegomości. Jeden z nich wydawał się jakąś szychą - widziałem go podczas turnieju w Enko na trybunach w sekcji przeznaczonej dla Liderów. Czyżby był to Ichuza, przywódca Samotników? Zdziwiłem się jednak, że nie zastałem tam lidera mojego klanu i jednocześnie mistrza - Kiyoshi Ryo.
    - Nazywam się Ayamaru Kiyoshi. Przybyłem, by wspomóc was w walce z tą bestią. Czy ktoś z was wie, gdzie znajdę Lidera mojego klanu - Ryo Kiyoshi'ego?
    Niezależnie od udzielonej odpowiedzi na postawione pytanie postanowiłem wypełnić zamiar i pomóc w zapieczętowaniu tego potwora. Stworzyłem zatem kolejne 2 kryształowe smoki, na ich grzbietach zaś utworzyłem po kryształowej kabinie, w której któraś z zebranych tam osób mogła swobodnie podróżować, będąc jednocześnie całkowicie oddzieloną od zewnątrz. Dzięki temu można było przedostać się bliżej bestii bez obaw o bycie porażonym piorunami oraz o brak świeżego powietrza.
    - Dużo nie zrobimy z takiej odległości. Jeżeli dysponuje ktoś wystarczającymi umiejętnościami, by zapieczętować to coś, to zapraszam na pokład, podpłyniemy bliżej.
    Miałem nadzieję, że ktoś z tam obecnych znał się na rzeczy. Niektórzy z nich mieli przy sobie zwoje, więc wszystko wskazywało na to, że trafiłem na właściwych ludzi. Jeśli ktoś z nich zdecydował się, by wsiąść na smoka, "zamknąłem drzwiczki" do karocy, upewniając się, że woda nie przedostanie się do środka. Smoki pomknęły w kierunku bestii, rozdzieliły się jednak - miały znaleźć się po prawej i lewej stronie Bijuu. Dzięki temu mieliśmy mieć większe szanse na to, że chociaż jeden z nich dotrze do celu.
    Jednym z wyzwań była próba przebicia się do wnętrza bańki - siła wiązań pomiędzy cząsteczkami wody mogła nie pozwolić na dostanie się do środka. Wyglądało jednak na to, że kryształowe kreatury przeszły tę próbę śpiewająco (odporność na suiton większa niż 750).
    Sam natomiast przypatrywałem się uważnie całej sytuacji. Gdyby coś poszło nie tak, zawsze mogłem polecieć na ratunek. Widziałem, jak jeden z ninja wskakuje do środka bańki, współtworząc z wodą coś na kształt hybrydy - pół człowieka, pół wodnej bestii. Nie spodziewałem się, że któryś z naszych sojuszników potrafiłby stanąć z bijuu oko w oko.
    Miałem też nadzieję, że wzrokiem odnajdę gdzieś swojego mistrza. Nie chciałem nawet myśleć, że po raz kolejny odpuścił w takim momencie - zupełnie jak podczas turnieju w Enko, lub przed wybuchem epidemii, kiedy zniknął na długie lata. Nie chciałem być uczniem tchórza.

    [Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Ayamaru (2016-01-06 17:49:14)

Offline

 

#296 2016-01-06 18:43:35

 Kami

Nikushimi http://i.imgur.com/FXUvzUA.png

35457109
Skąd: Warszawa - Otwock
Zarejestrowany: 2012-02-05
Posty: 875
Klan/Organizacja: Nikushimi
Ranga: Przywódca Nikushimi
Płeć: Kobieta
WWW

Re: Jezioro pamięci

     Pif, paf. Bezszelestne ostrze pomknęło na wietrze. Forteca z piachu nie zamknęła się, a Eizo nie został uwięziony. Z pomocą techniki ocznej zniknął, materializując ciało nieopodal Setsuny. Zeskoczył na ziemię z lekkim tupnięciem. Lewa ręka odgarnęła białą czuprynę do tyłu, zaś prawa poprawiła maskę, która wisiała na jego twarzy. Nim zwrócił spojrzenie w kierunku kobiety Uchiha, poczuł jak ogromne skupisko energii rozdziera się wokoło jego położenia. Fioletowa para buchnęła, podwijając czarne ubranie do góry. Chwycił ostrze, przykładając je bliżej ud. Gdy czarnowłosa zabierała się do wydawania poleceń, Eizo znalazł się dostatecznie blisko szkieletu, by bezproblemowo wejść do jego środka. Tam zaś kuknął na Yocharu, poświęcając mu nieco dłuższą chwilę. Oczekiwał, aż którekolwiek z tutejszych osób poświęci mu chwilę uwagi. Nie wiedział bowiem, co ma robić. Szczególnie teraz, gdy osoba, która go przyzwała, nie może się skupić na otaczającej wszystkich sytuacji. Z niezadowoleniem obserwował pole dookoła. Matsuo, Miyaguchi, oni wydawali się zgrupować gdzieś niedaleko, być może po drugiej stronie najsilniejszej techniki klanu Uchiha pod względem wytrzymałości. Tam wiadomo będą bezpieczni, a przynajmniej przez jakiś czas.
     Miyaguchi bowiem opuścił piach, tworząc coś na wzór przejścia, by znaleźć się jeszcze bliżej kobiety, którą musi chronić. Przejście te składało się z dwóch bocznych ścian, chroniących przed ogniem, dymem i ewentualnymi, niespodziewanymi atakami. Tuż za nim ruszył Matsuo, a na samym końcu Shinobu, który ze złożoną pieczęcią wykrywał energię przeciwników. W przypadku odnalezienia któregokolwiek, od razu przekazałby potrzebne informacje swojej drużynie. Jego wzrok latał na boki, na niebo i na ziemię. Był czujny, jak mało kto. Nie brakowało mu bowiem odwagi.
     Jeżeli chodzi o Yoshimaru, czarnowłosą piękność, nie decydował on długo. Wybrał kruka, który odleciał kilka, bądź kilkanaście metrów do tyłu. Mimo, że wolał trzymać się dostatecznie blisko mistrza, tym razem wybrał bezpieczne położenie. Tam zaś regenerował siły i skupiał się na wszystkich poczynaniach zgromadzonych wokoło demona. Nie chciał przepuścić okazji do ataku, lecz teraz nie miał na niego siły. Gliniany twór odleciał w przeciwną stronę i zatrzymał. Do uszu młodziaka dochodził jedynie delikatny, cichy trzepot skrzydeł. Odprowadzał Shinsaku wzrokiem, aż ten doleciał do wodnej bańki i potraktował kolosa błyskawicą. Widok ten wywołał u niego niemałe wrażenie. Sam bowiem posiadał żywioł błyskawicy. Przykucnął na grzbiecie ptaka i zawiesił wzrok na walczących.
     W tym samym czasie klon utworzony kilkadziesiąt minut wcześniej rozpoczął przeczesywanie terenów Obozu Źródeł. Zgarniał wszystkie osoby, które przeżyły i odsyłał je do siedziby, by tam mogły zaczerpnąć pomocy w szpitalu. Uspokajał także, a raczej groził, wyznawcom Jashina, by się uspokoili. Wiedział bowiem, że nie są na tyle głupi, żeby pozbawić swoje matki, dzieci i żony bez dachu nad głową. A jako lider mogłem wszystko, szczególnie skazać jeden ród na banicję.
     Wnet w mej głowie narodził się pomysł. Nim Shinsaku wystartował, złożyłem pieczęcie razem z bratem i utworzyłem cztery klony. Chakry mi nie brakowało, dlatego też nie szczędziłem w środkach. Obydwie repliki zeskoczyły na ziemię i zniknęły gdzieś na horyzoncie. Ukryły się, czy coś takiego.
     - Zdrowie! - Krzyknąłem do wyrzutka z uśmiechem na ustach. Pomiędzy zębami trzymałem białą, małą pigułkę. Nie możliwością jest, że widział już ją kiedyś. Mógł za to zobaczyć, co ona robi z ludźmi. Czarne włosy zaczęły wirować, zaś mięśnie u rąk i nóg ruszać się. Urosły także nieznacznie.
     Podleciał smok z Ayamaru na grzbiecie. Rzuciłem mu miłe spojrzenie. Utworzył on dwa kolejne twory, lecz po krótkim namyśleniu machnąłem dłonią na znak odmowy. Nie chciałem poruszać się czymś, czego do końca nie znam. A po drugie miałem własny środek transportu. Wszedłem do wody z miejsca, w którym się znajdowałem, a pod mymi stopami bez zbędnego składania pieczęci, powstał wodny rekin. Trzymając się go, płynąłem wprost w miejsce przeciwległe do tego, w którym znajdować miał się Shinsaku (Szybkość: 300). Na miejscu zatrzymałem się i wyczekiwałem momentu, w którym to zamaskowany przejdzie do pieczętowania. Towarzyszyły mi także pozostałe rekiny. Na dnie wody znajdował się topielec oraz Ikkyo. Do tego drugiego przejdę w kolejnym poście. Miałem jednak zamiar odebrać sylwetkę na dnie, szczególnie, że znajdowała się po naszej stronie. Nie była położona daleko, dlatego też posłałem tam rekina. Wodny twór wypchnął truchło z bańki. Wtem Matsuo aktywował technikę Uchiha, tworząc taki sam pancerz jak Setsuna.
     Czarnowłosy zbliżył się do wodnej bańki ze swą techniką. Wiedział bowiem, że w tym stanie niewiele mu przeszkodzi. Na mój rozkaz pochwycił osobnika, którego udało mi się wydostać z pułapki i zabrał ze sobą. Towarzyszył mu skorpion, którego przyzwaliśmy kilkanaście godzin wcześniej. Docierając do ponownego miejsca, gdzie znajdował się Eizo, białowłosy wessał truchło do innego wymiaru.
     Wkrótce, obok mnie pojawiły się kolejne cztery wodne stworzenia. Złapałem oddech ówcześnie dość mocny, by nie stracić tlenu zbyt szybko.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Ichuza (2016-01-07 23:28:46)

Offline

 

#297 2016-01-07 18:18:44

Yoshiro

Martwy

50579205
Zarejestrowany: 2015-01-10
Posty: 206
Klan/Organizacja: Wyrzutki
Płeć: Męzczyzna
Wiek: 24

Re: Jezioro pamięci

      W kilka chwil zostałem wyleczony, jakby za sprawą magicznego zaklęcia, a po moich ranach pozostał nawet najmniejszy ślad. Skóra w odsłoniętych partiach mojego ciała przestała piec, a ja po raz kolejny byłem w pełni sprawny. Od razu poprawił mi się humor. Mimo, iż niedaleko obozu znajdowała się bestia, która mogłaby pozbawić mnie życia w ułamek sekundy, ja znowu uwierzyłem w siebie. Czy miało to jakieś znaczenie? Prawdopodobnie nie, ponieważ różnica sił między mną, nowicjuszem w świecie ninja, a legendarnym potworem była zbyt wielka. Jeśli jednak będę miał jakąś okazję, chętnie udziele pomocy wojownikom rannym i innym poszkodowanym.
      Na tę chwilę jednak takich nie szukałem, a stałem przy staruszku i młodszym ninja. Mimo, iż ten pierwszy nie zainteresował się moją osobą, nie dałem się tak szybko przegonić. Słuchając jego słów,  stawałem się coraz bardziej ciekawy, kim tak właściwie jest ten człowiek. Wydawało mi się, że wie on, jak pokonać giganta, ale potrzebuje do tego pomocy stojącego obok wojownika, który nie raczył jeszcze odpowiedzieć. Czy ten chłopak jest jedyny w swoim rodzaju? Cóż takiego posiada, że to właśnie dzięki niemu bestia może zostać unicestwiona? Tego nie wiedziałem, jednak pewnym było, iż mogę się im do czegoś przydać, nawet mimo moich nędznych umiejętności. Jakby tego było mało, staruszek przed chwilą wyleczył wszystkie moje rany, więc jakby nie patrzeć, jestem mu winien przysługę. Nie mogłem stać obojętnie.
      - Co planujecie? - spytałem, chciałem ogarnąć mniej więcej, co mężczyźni zamierzają zrobić. - Mogę wam się jakoś przydać? - dodałem, mając nadzieję, że nie zostanę zignorowany przez dziadka, jak to już wcześniej miało miejsce. Z mojego punktu widzenia próba pokonania, czy też sama walka z potworem jest absurdalnym pomysłem, może staruszek ma jakiegoś asa w rękawie?


http://i.imgur.com/LXSXbxc.png

Offline

 

#298 2016-01-07 21:14:08

 Shinsaku

Wyrzutek http://i.imgur.com/pXCGfcW.png

7348301
Zarejestrowany: 2012-08-30
Posty: 1269
Klan/Organizacja: Wyrzutek
KG/Umiejętność: Kibaku Nendo / Jinchūriki
Ranga: Lider Wyrzutków
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 37
Multikonta: Adatte

Re: Jezioro pamięci

   Być może pierwszy raz od dawna. Być może ostatni raz w jego życiu. Uśmiechnął się. Szczerze.
   Widok cierpiącej bestii był dla niego obrazem jednocześnie paskudny oraz pięknym. Nareszcie. W końcu, wspólnymi siłami, byli w stanie choć zranić kolosalnego stwora, który pojawił się znikąd. Spodziewał się go, to prawda; poniekąd był on główną przyczyną, dla której w ogóle pojawił się na tej całej cholernej wojnie. Teraz jednak, obserwując grymas na pysku bijuu, nie miał najmniejszej wątpliwości, że postąpił słusznie. Dobrym wyborem było opuszczenie bezpiecznego Ronin i przybycie w to przeklęte, skażone przelaną krwią i gnijącymi od nadmiaru wody ciałami miejsce. Nawet zapomnienie występków Samotników okazało się mieć ogromne znaczenie dla sprawy, dla której teraz walczył. Chodziło bowiem już nie o pobudki prywatne, ale o bezpieczeństwo całego świata, jakiego znali.
   Musiał działać. Teraz, póki bestia wydaje się być osłabiona. Zgodnie z poczynionymi wcześniej przypuszczeniami, nie powinna mieć takiej kontroli nad piachem, co wcześniej. Nie, jeżeli piasek posklejał się w bezkształtną breję, którą ciężko było kierować. Tylko co miałby poczynić?
   Rozbiegane źrenice chłonęły kolejne obrazy, w rozpaczliwym poszukiwaniu niedobitków. Dojrzał w oddali parę sylwetek, na których ptaki zacisnęły swe szpony, podrywając ku górze. Nie miało to w tamtej chwili dla niego niemal żadnego znaczenia, kogo napotkały. Pokierował nimi poza granice wodnej bani, by tam opuścić je bezpiecznie.
   Wtedy zjawił się Ayamaru. Natychmiast uświadomił sobie, że coś jest nie tak. Dlaczego w jego otoczeniu nie ma Ryo? Począł przyglądać się porzuconym na ziemi ciałom, jednak z tej perspektywy nie widział zbyt wiele. Postanowił dokończyć to, co zaczęli. W ten sposób zapewniłby względną ochronę nie tylko przyjacielowi z Baigai, ale i sobie.
   Nie odpowiedział na pytanie młodego Kiyoshiego. Przytaknął jedynie, obejmując jedną ręką przytroczony do bioder wielki zwój i wkroczył do klatki. Nie wiedzieć czemu, kojarzyła mu się z trumną. Czy faktycznie właśnie w tej chwili został dla niego wzniesiony grobowiec?
   - Kiedy znajdziemy się w bezpośrednim otoczeniu bestii, szarpnij dwukrotnie smokiem, na znak.
   Słowa brzmiały jakoś beznamiętnie, niczym echo mroźnej jaskini. Bał się. W ten sposób starał się uniknąć zbędnego okazywania emocji. I ciągle słyszał w głowie głos Guine.

Już za chwilę do mnie dołączysz, mistrzu.
[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#299 2016-01-07 21:47:32

Adatte

Zaginiony

7348301
Zarejestrowany: 2014-07-23
Posty: 169
Klan/Organizacja: Uzumaki
KG/Umiejętność: Mokuton
Ranga: Członek klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17
Multikonta: Shinsaku

Re: Jezioro pamięci

   Brązowe tęczówki bezustannie wpatrywały się w oblicze łysego starca. Teraz już wiedział to na pewno - nie był on zwykłym człowiekiem. Być może nie zdołał zapisać się na kartach historii, możliwe, że wieść o nim zaginęła dla jego własnego dobra. Tak... Jeżeli to, o czym mówi, faktycznie jest prawdą, każdy chciałby mieć w swych szeregach kogoś o jego umiejętnościach. Niepotrzebna sława mogłaby się przeobrazić w niebezpieczeństwo nie tylko dla niego, ale i jego bliskich. Zakładając, że takowych posiadał. Dlaczego jednak miałby kłamać? Czy znużyło go przydługie życie i pragnął się na nie szarpnąć, przy okazji zabierając ze sobą naiwniaka czy dwóch? Tym bardziej, że tych było ci tutaj dostatek. Oto Yoshiro powracał w ich strony.
   - O-... Oczywiście, że tak! - poprawił się, prężąc przy tym dumnie pierś. Nie mógł pozwolić na to, by staruszek zauważył choćby nutkę zachwiania w jego głosie. Teraz nie było już odwrotu. Udało mu się go przekonać, by wziął udział w tej, być może samobójczej, misji. Z jakiegoś powodu robił to tylko i wyłącznie ze względu na niego. Czyżby był gwarantem jego uczestnictwa w potyczce z bestią? Wolał się nie upewniać w tym przypuszczeniu.
   Opuścił wreszcie wzrok, oddając się chwili refleksji. Czy faktycznie tak łatwo było mu pogodzić się z wizją własnej śmierci? Ale... Co jeśli im się nie uda? Co jeśli on i starzec, którego imienia nawet nie zna, okażą się jedynie godnymi politowania samobójcami, którzy porwali się z motyką na słońce? Z drugiej strony - przynajmniej by spróbowali. Za to, jeżeli kiedykolwiek okazałoby się, że istniała możliwość powstrzymania demona, a on z niej zrezygnował tylko przez wzgląd na swój strach, nigdy by sobie nie darował.
   - Zostanę z panem, choćby miała nas spotkać śmierć. - Nie poznał swojego głosu. Był zdecydowany. A przynajmniej taki się wydawał. Wlepił na powrót swoje ślepia, którym najwyraźniej mężczyzna nie mógł odmówić. - Jeżeli tak by się jednak stało, chciałbym chociaż znać imię tego, przy czyim boku przyszło mi zginąć.
   Zerknął jeszcze na Yoshiro, który dotarł wreszcie do konwersującej dwójki. Posmutniał, choć nie dał po sobie tego poznać. Nie chciał, by i on zmarnował swoją przyszłość w przypadku nieudanej akcji. Wybór jednak nie należał do niego, a do starca i samego Wyrzutka.
   - Jestem gotów. Jeśli o mnie chodzi, możemy ruszać.

Offline

 

#300 2016-01-07 21:58:55

 Kami

Nikushimi http://i.imgur.com/FXUvzUA.png

35457109
Skąd: Warszawa - Otwock
Zarejestrowany: 2012-02-05
Posty: 875
Klan/Organizacja: Nikushimi
Ranga: Przywódca Nikushimi
Płeć: Kobieta
WWW

Re: Jezioro pamięci

     Miyaguchi, Matsuo oraz Shinobu bezpiecznie skryli się wewnątrz gigantycznego szkieletu. Z tego miejsca na niewiele zdał się wybuch, a także małe, cienkie igiełki z parasola. Obudowa była bowiem bardzo wytrzymała, na tyle, by zatrzymać nawet najostrzejsze bronie. Miyaguchi cofnął piach, formując ogrodzenie dla osób znajdujących się wewnątrz techniki Setsuny. Dodatkowego zabezpieczenia nigdy za wiele. W tym samym momencie, Eizo błądzący wzrokiem po otoczeniu, odnalazł biednego Yocharu, który nie zdążył dobiec do bezpiecznego miejsca. Z pomocą ocznej techniki przeniósł go do innego wymiaru, materializując ciało dopiero w momencie, gdy wybuch ustał, a wszystkie senbony opadły na ziemię. Miał ku temu powód, gdyż czarnowłosego poznał kilka lat temu, w siedzibie organizacji Yugure. Tuż po tym przysłonił prawe oko i skupił się na walce.
     Ja zaś posłałem cztery rekiny w stronę pływającego ciała Ikkyo. Znajdował się on blisko bestii. Co prawda, jej piach nie był teraz tak szybki jak wcześniej, lecz nadal mógł wyrządzić niemałe krzywdy. Wodne stworzenia pochwyciły jego ciało i przeciągnęły w stronę najbliżej ściany (Szybkość: 300). Tam zaś wypchnęły Uchiha na zewnątrz, wracając ponownie do mnie. Spojrzałem na Shinsaku. Gdy tylko był gotowy, przeszedłem do działania.

Offline

 

#301 2016-01-07 23:02:58

 Yocharu

Klan Uchiha http://i.imgur.com/p2qZr4s.pnghttp://i.imgur.com/bRrcMpK.png

50499111
Skąd: Hidari
Zarejestrowany: 2014-04-03
Posty: 996
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider/ Weteran
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 26

Re: Jezioro pamięci


       Sytuacja zrobiła się strasznie zagmatwana do tego stopnia, że tuż po wybuchu, który sam spowodowałem likwidując jeden z klonów kobiety, ruszyłem w kierunku Setsuny chodź nie bardzo dostrzegałem wszystko co się działo. Za bardzo skupiłem się na wsparciu i pomyśle, który miałem przekazać liderce klanu, z którego pochodzę, że straciłem czujność i nawet mój wyczulony zmysł na dźwięki, nie dawał rady ogarnąć wszystkiego. Z jakiegoś powodu nie potrafiłem się kompletnie skupić i zaczynałem żałować, że bez pardonu wyskoczyłem z lasu, ujawniając się wszystkim, zamiast trzymać się ukrycia tak jak wcześniej albo chociażby towarzyszy trójce Uchiha, których wsparłem ogniem. Szybkimi krokami zbliżałem się ku Setsunie, lecz nie dane było mi do niej dobiec.
       Mój zmysł słuchu, wykrył potężne wibracja wokół mnie oraz o dziwo pode mną. To był cholernie zły znak, który albo sygnalizował o jakimś przeciwniku, planującym wyskoczyć spod gruntu albo o trzęsieniu ziemi albo o eksplozji. Bardzo szybko zdałem sobie sprawę, że chodzi o to ostatnie, jednak nie byłem przygotowany na to kompletnie i nie miałem szans na ucieczkę. Jedyne co mi pozostało to przeżyć wybuch. Wtem poczułem się strasznie dziwnie, jakby coś wyrywało mnie z tego świata. Jeszcze chwile temu biegłem przed siebie gdy naglę pojawiłem się w miejscu, którego nie mogłem określić inaczej niż inny wymiar. A może to jakieś genjutsu, które miało sprawić bym nie obronił się przed wybuchem? O dziwo nie czułem się jakoś straszliwie nieswojo w tej sytuacji, chociaż moment moich odwiedzin tego miejsca trwał raczej krótko. Chwile później pojawiłem się ponownie w środku konfliktu, lecz tym razem stałem już obok Setsuny i Eizo! Dziwił mnie fakt jego obecności po tylu latach ale miałem wrażenie, że to on uratował mi dupę. Teraz jednak czułem silną chakrę, mimo że nie należałem do sensorów. Ba! Ta chakra mnie otaczała a gdy tylko obróciłem się w kierunku liderki Uchiha, ujrzałem wielki szkielet, który wyrastał z ziemi i ją przykrywał. Susano - jedna z technik, którą mam nadzieję kiedyś posiąść, tak jak i oczy, które zdolne są tworzyć takie zjawiska. Setsuna wydawała się jednak nieco przyjąć na siebie obrażeń, ale trzymała się dobrze, teraz ja musiałem zabrać się za robotę. Za pomocą Oudio kontorouru próbowałem wynaleźć osobę odpowiedzialną za te tragedię, eliminując wszystkie postacie, których tętno i szum znałem. Nie byłem pewny jak silna jest kobieta i jaka jest jej odporność na techniki genjutsu. O dziwo nie musiałem długo szukać, gdyż sama się ujawniła ale teraz był mój czas na zatrzymanie tej suki i wystawienie jej innym do zabicia. Oudio kontorouru dawało mi praktycznie gwarancję na złapanie babki w iluzję, więc nie zamierzalem sie opierdzielać.
       - Hana Kahen
   Wypowiedziałem te słowa pod nosem, aktywując jutsu. Teraz powinna mieć uczucie podduszania, z którego sama wydostać się nie będzie mogła.

* Hana Kahen [Umysł 170]
* Oudio kontorouru [lvl.2]

Ostatnio edytowany przez Yocharu (2016-01-07 23:44:08)

Offline

 

#302 2016-01-08 00:21:36

Ayatane

Nikushimi http://i.imgur.com/nQ4N9BM.pnghttp://i.imgur.com/ipBWKhc.png

33401269
Call me!
Zarejestrowany: 2013-06-03
Posty: 653
KG/Umiejętność: Hyouton
Ranga: Elita
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17 lat

Re: Jezioro pamięci

     Zmęczone oczy Ayatane, zza białej kurtyny włosów obserwowały efekty połączonego ataku wody i elektryczności. Ruch wyszedł wojownikom niemal ze stuprocentowym powodzeniem. Ogoniasta bestia została najpierw zamknięta w gigantycznej kopule, co w stopniu znaczącym ograniczało jej ruchy. Osobą odpowiedzialną za stworzenie owego więzienia, był oczywiście nie kto inny, jak młody Yuki, niepodważalny władca żywiołu suiton. Chłopaka obchodził jedynie los braci z organizacji. Życie pozostałych nie miało w tym momencie większego znaczenia. Nigdy zresztą nie miało. Liczyło się tylko zwycięstwo Samotników, a gwarantowało je wyłącznie pokonanie demona. Ale dlaczego? Dlaczego właściwie brali udział w tej śmiertelnie niebezpiecznej walce, skoro mogli pozostawić ją innym? Jeśli po to, by zademonstrować własną potęgę, to ten powód był dla Ayatane wystarczający.
   Shinsaku także nie próżnował, działając zgodnie z ustalonym planem. Wyrzutek, zauważywszy ruch białowłosego, natychmiast sam przeszedł do ostrej ofensywy. Biel rozświetliła niebo i ziemię, gdy uwolnił chakrę w potężnej technice. Błyskawica przeszyła powietrze, uderzając w wypełnioną wodą (oraz Shukakami) bańkę, paraliżując wszystko co było w jej zasięgu.
   Na widok reakcji demona, Yuki zmrużył oczy. Bestia jedynie wykrzywiła pysk w brzydkim grymasie, ale nie wyglądało, by połączenie dwóch jutsu najwyższej klasy zrobiło jej większą krzywdę. Combo przyniosło więc efekt raczej marny. Pocieszającym był natomiast fakt, iż udało się w dużej mierze unieruchomić bestię suitonem, co znowu dawało genialne podłoże do przeprowadzania dalszych ataków.
   Jako pierwszy wykorzystać je postanowił Akemi. Ayatane obserwował, jak generał, niby pocisk przebija ścianę kopuły, pędząc prosto na szopo-podobną kreaturę. W ogromnym tempie skracając dystans, ciało Kakukoro zaczęło przeobrażać się w przedziwny sposób. Białowłosy znał jednak tę technikę, choć nigdy dotąd nie było mu danej podziwiać jej w prawdziwej potyczce. Wcześniej już dość pokaźnych rozmiarów Samotnik, teraz przybrał formę nawet większego, wręcz gigantycznego potwora. W takowej postaci, wicelider wziął szopa od flanki, dostając się na jego tyły, by w tym miejscu dorwać jego czuły punkt, jaki stanowił ogon.
   
     Ayatane nie zamierzał się tylko przyglądać, kończąc swój wkład w bitwę na uwięzieniu bestii. Szybki ruch ręki, w celu odgarnięcia włosów, wdech...
   Yuki rzucił się w objęcia spokojnej, nieruchomej wody. Jego ciało najpierw swobodnie spadając, pokonało odległość dzielącą latającego ptaka od kopuły. W trakcie lotu Samotnik przymknął powieki, ciesząc się prawdopodobnie ostatnią luźną sceną tego dnia. Wtedy jego twarz przybrała błogi, melancholijny wyraz. Można by pomyśleć, że w tym momencie chłopaka nic nie obchodziło, poza czerpaniem radości z chwili.
   Na ułamek sekundy przed zrównaniem się z taflą zbiornika, Samotnik otworzył oczy. Powrócił stary, dobrze znany kaprys, na który składały się czujne, skupione oczy i odkryte zęby w paskudnym uśmiechu. Wróciła żądza mordu.
   Nikt nawet nie mógł zobaczyć jego sylwetki w wodzie, gdyż ta natychmiast stała się częścią bańki, dzięki zdolności jaką oferował suigan. Ayatane, przemieszczając się w ten sposób, bardzo szybko dotarł na dwieście pięćdziesiąt metrów do ogoniastej bestii, gdzie od razu rozpoczął atak. Materializując prawą dłoń, Yuki wypuścił przezeń ogromne ilości chakry. Energia, kontrolowana siłą woli właściciela, zaczęła formować konkretne kształty. Jeden, drugi, trzeci... Po chwili blisko tysiąc rekinów pędziło bezpośrednio na piaskowego potwora. Niemal trzy miliony kłów, ze wszystkich stron osaczyło Shukaku. Przyświęcał im jeden cel - zagryźć na śmierć.

1. Wykorzystana technika: Senshokukō
 Siła jutsu: 525
 Szybkość rekinków: 360


[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]


http://i.imgur.com/OCIkxGh.png

Offline

 

#303 2016-01-09 10:21:25

 Ikkyo

Klan Uchiha http://i.imgur.com/fGrX3h1.png

52378630
Zarejestrowany: 2014-12-20
Posty: 606
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 20 lat
WWW

Re: Jezioro pamięci

Obóz źródeł



     Mój Sharingan obserwował okolicę. Nitki, wszędzie obca chakra. Ale jedna. Zawsze to coś. Widziałem ją coraz dokładniej, powoli mogłem namierzyć, lecz wtem...
     Bum. Cholera.
     Ktoś postanowił wysadzić pół okolicy. Nie wiem jakim cudem jeszcze żyłem, ale widziałem to, co się działo. Moi pobratymcy, a także sojusznicy, znaleźli się w polu rażenia techniki. Na szczęście Setsuna postanowiła uchronić nas ogromną zbroją. Widziałem krew płynącą z jej oczu. Widziałem jej ból. Godne poświęcenie, jednakże niepotrzebne. Gdyby wcześniej działała, a nie stała z boku narażając się na atak, to wszystko mogłoby wyglądać inaczej. Nie czułem do liderki nic, oprócz szacunku. Jednak nie do stanowiska, lecz do jej zdolności. Też chciałem umieć tworzyć coś takiego, jak ona. I kto wie, być może niedługo będę umiał.
     Los się do mnie uśmiechnął. Bo wtem, tuż przede mną znalazła się zdrajczyni. Mimo rozejmu i innych propozycji tego typu, ta osoba chciała nas wszystkich wysadzić. Czemu się ostałem? Nie wiem. Może uznała, że ktoś tak słaby jak ja nie powinien jej zagrozić. Błąd, kochanieńka. Już ja ciebie dopieszczę.
     - Giń, kurwo. - wysyczałem używając techniki iluzji [Siła Gen 430, Umysł 150]. Zaledwie kilka sekund później wystrzeliłem mój miecz w przeciwniczkę. Ciekawe, czy tego uniknie [SB 6, Szybkość 305].
     W razie jakichkolwiek uników byłem gotowy powtórzyć wyrzucenie następnych broni z podobną prędkością. Wątpiłem, aby ona, w Genjutsu, miała możliwość ucieczki.
     - Setsuna-sama, zlokalizowałem cel, ale chyba nie będziesz musiała się z nim rozprawiać. Truchło znajduje się przede mną. - powiedziałem do lider, która stacjonowała przecież nieopodal mnie.


Las



     Mijali nas jacyś ludzie, jednak zbytnio nie trapili się rozmową. Z tej pozycji doskonale widziałem siebie w wodnej bańce. Cholera, byłem pod wpływem Genjutsu. Na szczęście ktoś postanowił się mną zając. Dobra. Nie było czasu na pierdoły. Natychmiastowo pochwyciłem Logena i ruszyłem po wodnej bańce. Posiadałem w końcu umiejętności typowe dla ninja - chodzenie dla wodzie było dla mnie codziennością.
     Kierowałem się w stronę ptaków, które latały. Były zrobione przez Shinsaku i wskoczenie na nie wydawało się być idealnym pomysłem. Gdy wiec udało mi się dorwać jedno z tych stworzeń położyłem na nim Logena.
     - Jesteś ciężko, dziadku. Mam nadzieję, że mi za to podziękujesz. - rzuciłem podirytowany. Nieważne. Trzeba było skontaktować się z którymś z latających w powietrzu. - Ja, Ikkyo Uchiha, również przybyłem, aby pomóc w pokonaniu tej bestii.
     Parafrazowałem słowa Ayamaru, który przybył na moment przede mną. W każdym razie - było nas coraz więcej, a dzięki ptakom mieliśmy w miarę dobrą pozycję do walki. Tylko jaki jest plan?

Bijuu



     Cholera. Czy to. Czy to już koniec?
     Nie. Ja pierdolę, to zabrzmi nierealnie, ale ja żyję. Najpierw pochwycony w iluzję. Potem złapany przez piasek potwora. Jeszcze później w wodę tego białowłosego gostka. A teraz znajdowałem się w wodnej kopule, która została utworzona przez fuzję ataków dwóch stron. Co dalej? Rekin, który mnie wyłowił. A potem jakiś Uchiha, stary i zamaskowany, ukrył mnie w zbroi podobnej do tej Setsuny, tylko pełniejszej. O co tu do jasnej cholery chodzi?
     - Co. Co się dzieje? Kim jesteś? - zapytałem zarówno Matsuo, jak i Ichuzę. Dzięki tej cholernej zbroi znowu moglem oddychać. Ważne, że żyję. Ale co dalej?

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#304 2016-01-09 13:05:09

Straznik specjalny

Event Master

Zarejestrowany: 2011-07-28
Posty: 352

Re: Jezioro pamięci

[Obóz źródeł]


    Bum! wybuch, rozpoznanie nastąpiło zbyt późno, aby ktokolwiek był w stanie zareagować, no chyba, że ten ktoś należał do słynnego klanu Namikaze bądź posiadał niezwykłe czerwone oczy. Potężna poświata Susano zdążyła otoczyć kobietę na czas, niestety tego samego nie można było powiedzieć o reszcie jej towarzyszy. Wybuch sprawił, że piach, którym próbował się bronić Miyaguchi całkowicie opadł na najbliższą okolicę, jego sylwetce zaś brakowało, kilku dość ważnych kawałków jednak te próbowały się samoistnie odtworzyć, podobnie rzecz się miała z Matsuo.
Nieco gorzej wyglądała sprawa z Shinobu, sensor znajdował się dość blisko setsuny, aby ochronić ją przed niebezpieczeństwem jednak jak widać jego przeciwnik był lepszy. Aburame leżał na ziemi w kałuży krwi, a z jego ciała zaczęły wychodzić robaki, wyglądało to dość obrzydliwe, jednak wydawało się, że dalej żył chociaż jego rany były dość poważne. Po drugiej stronie Susano Kobiety, które zdążyło już się rozrosnąć na tyle, że obejmowało wszystkich wymienionych ninja. Pojawił się naglę Eizo tak smo jak wcześniej zniknął przy użyciu potężnej techniki Uchiha. Spojrzał na Yocharu, który znajdował się w dość opłakanym stanie i zdawał się niezbyt rozeznawać w otoczeniu. Dziewiętnastolatek jakby reagując na głos swojej zwierzchniczki postanowił użyć genjutsu. Podobnie sprawa miała się z Ikkyo, chłopak postanowił przeprowadzić atak przy użyciu Genjutsu i swojej wiernej broni. Kobieta nie poddawała się widząc potężne Susano otaczające liderkę Uchiha wręcz przeciwnie ruszyła zdecydowanie w jego kierunku, chociaż wyglądała jakby się dusiła. Po raz kolejny została zlekceważona przez Matsuo, który jak tylko doszedł do siebie ruszył w kierunku Ichuzy. Nie przejmowała się tym walczyła o każdy oddech poruszając się w kierunku zgromadzonych. Podobnie jak ją ona olewali, on również nie przejmowała się Ikkyo. Efekt dla obu stron był dość zabójczy. Miecz przebił kobietę, ta przeszła jeszcze kilka kroków kierunku Setsuny po czym czerń zaczęła wydobywać się z jej ciała. Technika zaczęła zasysać klona Ikkyo, Setsnune, Miye oraz Shinobu. Nawet olbrzymia sylwetka Susano była wciągana do środka(Eizo, Yocharu na granicy). Pozostałe oddziały Samotników wycofywały się.

[Obóz ognia]



Staruszek był nieco zdziwiony, że Yoshiro pozostał w ich towarzystwie, mimo wszystko przyjął to do wiadomości kiwnięciem głowy.
- Tak dwójka was to mniejsza ryzyko dla mnie, wygląda na to, że nie mamy czasu, potraficie używać techniki klonowania? Jak nie trzeba by się rozdzielić. Trzeba znaleźć chłopaka, Uchihe. Ma czarne, średniej długości włosy prawie wchodzące na oczy, których źrenice są równie ciemne co włosy i jasnobrązowym płaszczem przypominam bardziej wędrowca aniżeli ninja. - po chwili zastanowienia dodał - Cholera oni wszyscy wyglądają tak samo! Chociaż nie ten zdawał się nie przyznawać, że jest Uchiha. Chłopak ma część zwoju, technika ta nieco ogranicza moc bijuu pierwotnie zamierzałem jej użyć gdy bestia jest jeszcze słaba, ale tym razem nie zdążyłem. W każdym razie jeżeli uda się podejść dostatecznie blisko to powinno mieć jakiś wpływ na demona. Jednak pozostaje kwestia jak do niego dojdziemy i czy znajdziemy drugą część zwoju. Zaraz możemy to zrobić tak jak ten staruszek.
Faktycznie jego wzrok powędrował ku  Masanobu, który tworzył za pomocą kryształu tunel prowadzący w głąb wody(wysoka odporność na Sution). Staruszek ruszył w kierunku tunelu.


[Bijuu]



   Bestia starała się wyrwać z bagna przy użyciu swojego olbrzymiego ogona, jednak dzielny ninja postanowił mu na to nie pozwolić. Trzeba przyznać, że nie można odmówić Akemiemu odwagi, problem stanowił inny fakt. Samotnik postanowił użyć potężnej techniki Suitonu aby zamienić swoje ciało w olbrzymiego potwora, nie użył jednak w tym celu wody znajdującej się w pobliskiej rzece, słusznie też nie próbował użyć wody, która otaczała Bijuu. Postanowił stworzyć potwora z zapieczętowanych 100 litrów wody, co sprawiło że stał bestią rodem z wanny. Zapewniało mu to lepszą mobilność w wodzie, jednak zdolności defensywne były dość nikłe. Bestia natychmiast wyczuła zbliżającego się Samotnika, ten jednak zdołał pochwycić ogon bestii  i bez większych problemów skierował ją głębiej w błoto. Problem jednak że jego małe ręce mimo potężnej siły były w stanie oderwać tylko niewielki kawałek ogona bestii. Zresztą demon też nie próżnował mimo wpakowania w błoto, zdołał odkręcić głowę. Potężne szczęki pochwyciły Akemiego, jednak nie zabawił w nich długo. Obrzydliwy smak oleju sprawił że bestia wypluła go z niesamowitą siłą(500).
    Przybycie Ikkyo i Ayamaru obeszło się bez większego echa, widocznie zgromadzeni byli zbyt pochłonięci demonem znajdującym się przed ich oczami. Shinsaku dał jedynie znak, że jest w stanie poradzić sobie z bestią i że skorzysta ze środka transportu. W środku kryształowego tworu znajdowało się nieco powietrza, ale można je dość szybko wykorzystać, jednak lepsze to niż, zanurzenie się w wodzie na jednym oddechu. Klon Uchihy zachowywał dziwny spokój wiedząc w jakim stanie znajduję się jego oryginał. Lider samotników odmówił wyruszając  w głąb banki przy pomocy rekina. Pozostałe rekiny w pewnym momencie wypchnęły z bańki oryginalnego Ikkyo. Chłopak był w dość kiepskim stanie, ale wciąż żył i nie wyglądało żeby to się miało zmienić.
   W dolę ekipa w smoku mogła ujrzeć olbrzymią sylwetkę Susano, która również zanurzyła się w wodzie, niedaleko również powstawał kryształowy tunel czyżby Ryo? Nie po chwili dało się ujrzeć w oddali opadłe ciało, wydawało się, że sylwetka przypomina lidera Kiyoshich, ale nie posiadało tej aury mocy.
  Ichuza i Shinsaku zbliżali i kryształowy smok zbliżali się bez wątpienia znaleźli się już w zasięgu rażenia piasku i wtedy wszyscy zginęli wydarzyło się coś niezwykłego, a raczej nie wydarzyło się nic. Bestia była zdenerwowana, nieznaczny oderwany kawałek ogona znacznie ją rozzłości. Jednak piasek najzwyczajniej w świecie nie unosił się w wodzie, nie było jednak co do tego pewności. Wtedy właśnie Ayatane postanowił wykonać swój ruch, setki zębów ruszyły w stronę bestii. Piach próbował się poderwać, bezskutecznie woda całkowicie go ograniczała. Rekin uderzył w bestie i w sumie tyle, jego zęby nie robiły wrażenia na Shukaku, ba to nawet one pękały , a nie skóra demona. Jednak bestia również nie atakowało, starając się przy użyciu swojego ogona wydostać się z błotnistej brei.

Ostatnio edytowany przez Straznik specjalny (2016-01-09 15:37:36)

Offline

 

#305 2016-01-10 15:38:48

 Akemi

Nikushimi http://i.imgur.com/ERi291S.png

6720223
Zarejestrowany: 2012-11-04
Posty: 898
Klan/Organizacja: Samotnicy/Nikushimi
KG/Umiejętność: Sosa
Ranga: Lider Samotników
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 40
Multikonta: Miyaguchi, Arashi

Re: Jezioro pamięci

      Nieobliczalność demona była conajmniej przytłaczająca. Moje ciało zostało pochwycone przez demona, który swoimi nie umytymi zębiskami próbował przebić się przez moje wodne ciało. Wielu ninja miałoby już całą swoją przeszłość przed sobą. Zostanie prawdziwym samotnikiem, spędzanie dużo czasu z bratem, nauczenie się pierwszej techniki ninja, poznanie znakomitych ludzi z organizacji, rozłąki, powroty, zostanie zastępcą lidera i generałem... Jednak nie, to nie było mi pisane. Ja nie miałem tego przed oczyma, musiałem działać. Miałem na to wszystko dosłownie kilka sekund. Dlatego też dałem swojemu ciału działać natychmiast, bez ograniczeń. Czułem nagły przypływ adrenaliny, który sprawił, że miałem już gotowy plan. Rozluźniłem całe swoje ciało, przez co dezaktywowałem obje wcześniej użyte techniki, najwidoczniej mój organizm uznał, że będę przez to lżejszy i bardziej mobilny podczas walki.

      Natychmiast z całego mojego ciała zaczęły wypływać nici, cały organizm walczył z tym, że zostałem złapany przez demona. Nici zaczęły chwytać się wszystkiego, dowolnych części ciała Shukaku. Była ich tak duża ilość, że pochwyciły go całego, jednak nie taki był mój plan, nici puszczały się i łapały do momentu aż złapałem demona u nasady ogona, gdzie została mu wyrządzona krzywda pozbycia się części jego pancerza. To był jego najsłabszy punkt, który musiałem wykorzystać. Kiedy już tylko doszło do obwinięcia jego rany wraz z resztą tej części ogona nici przycisnęły go tak by został odcięty [sb 6]. Po wykonaniu tego cięcia, pociągnąłem ogon wraz z nićmi tak by oddalić się chociaż na te maksymalne 50 metrów od demona i być w miarę możliwości bezpiecznym.

Offline

 

#306 2016-01-11 11:56:42

 Yocharu

Klan Uchiha http://i.imgur.com/p2qZr4s.pnghttp://i.imgur.com/bRrcMpK.png

50499111
Skąd: Hidari
Zarejestrowany: 2014-04-03
Posty: 996
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider/ Weteran
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 26

Re: Jezioro pamięci


       Czyżby genjutsu nie zadziałało? Byłem dosyć zdziwiony tym faktem, chodź kobieta wydawała się jednak mieć pewne problemy z oddychaniem, które utrudniały jej poruszanie się, czyli po części się udało, chodź jeszcze nie widziałem, jak ważne było to dla mojego życia. Chwile po tym jak użyłem jutsu, w mojej głowie dosyć sromotnie się zakręciło. Móje oczy skierowały się w podłogę gdyż natłok zdarzeń powodował jeszcze większe ogłupienie moich zmysłów. Doznałem szoku i dopiero teraz zaczynało docierać to do mnie. Mimo iż wpatrywałem się w glebę, moje źrenice pulsowały i dygotały w oczodołach w kooperacji z piskiem w uszach, skutecznie zagłuszając dźwięki pola walki. Jeszcze nigdy nie byłem tak oszołomiony jak teraz i przypuszczam, że gdyby nie fakt mojej wytrzymałości i silnego umysłu, już dawno zszedłbym z tego świata. Kątem wariujących oczu, dojrzałem krew, która spływa z niektórych miejsc obu rąk i klatki piersiowej, zaś spodnie były podziurawione, i gdzieniegdzie zabarwiły się w ciemniejszy odcień. Nie czułem bólu, szok i podskok adrenaliny znieczulały mnie, lecz jednocześnie paraliżowały, praktycznie nie pozwalając się ruszyć. Rany, chodź nie były tak poważne jak w przypadku Shinobu, zdecydowanie będą mnie ograniczać, chodź wykrwawić się nie powinienem ale nie wiem co mnie czeka. Póki co słyszę tylko pisk.
       Wtedy poczułem jakby ktoś, lub coś, próbowało mnie do siebie przyciągnąć. Nie była to siła, której nie mógłbym się przeciwstawić ale jednak jakaś energia oddziaływała na okolicę niczym jądro planety ze swoją grawitacją .Chwilę później przekonałem się, iż moja skala była błędna. Skierowałem oszołomiony wzrok na liderkę, która otoczona potężnym Susano, wydawała się zginać w kierunku centrum tej nieznanej siły. Kobieta, którą dusiłem genjutsu chyba umierała lecz od obrażeń mieczem, który przeszył ją na wylot a swój koniec chciała efektownie zwieńczyć. Jej ciało zalało się pieczęciami by po chwili zamienić się w coś na wzór czarnej dziury. Nie miałem czasu na rozmyślenia. Mimo szoku i pewnego paraliżu, próbowałem mozolnie odsunąć się od sfery, która  wszystko wciągała, modląc się by ta do mnie nie dotarła. Czarna dziura, już nie rosła a ja byłem po za jej zasięgiem jednak oszołomienie jakiego właśnie doznawałem, powodowało iż chciałem uciekać mimo wszystko. Dopiero po chwili zdałem sobie sprawę, że gdybym nie zaczął dusić kobiety, co ją spowolniło, teraz rozpłynąłbym się w czeluściach czerni, która wciągała całe otoczenie w swoim zasięgu.
       - K*rwa, k*rwa, k*rwa - powtarzałem wciąż pod nosem, odsuwając się jak ślimak od miejsca w którym wcześniej stałem. Udało mi się przejść zaledwie kilka metrów by po tym dystansie upaść na kolana, ledwo ratując się rękoma od wyłożenia się na glebie. Zbierało mi się na pawia a ręce dygotały równie mocno co oczy, ledwo pozwalając mi przebywać w pozycji kucającej. Zamknąłem oczu, mocno zaciskając powieki ale szum w uszach wciąż wgryzał się w moje bębenki, powodując okropne bóle głowy. Chciało mi się krzyczeć ale paradoksalnie nie mogłem wykrztusić z siebie już żadnego słowa ani dźwięku. Splunąłem na ziemie śliną, która zebrała mi się w ustach, oczkując na przejście stanu.

Offline

 

#307 2016-01-12 21:56:31

 Kami

Nikushimi http://i.imgur.com/FXUvzUA.png

35457109
Skąd: Warszawa - Otwock
Zarejestrowany: 2012-02-05
Posty: 875
Klan/Organizacja: Nikushimi
Ranga: Przywódca Nikushimi
Płeć: Kobieta
WWW

Re: Jezioro pamięci

     Ostatni łyk powietrza, nurkowanie. Rekin prowadził mnie prosto do cielska bestii, przy której złożyłem odpowiednie pieczęcie. W tym samym czasie Matsuo cofnął się. Eizo zaś, młody, białowłosy, użył prawdopodobnie po raz ostatni techniki ocznej, by do innego wymiaru wessać sylwetkę Miyaguchiego. Sabaku, który był dla mnie bardzo ważny, szczególnie jako jednostka elitarna. Jego umiejętności z pewnością mi się jeszcze przydadzą. Miyuki, która szybowała wraz z dwójką innych samotników, podleciała z malowanym ptakiem, by na jego grzbiet zapakować dwójkę niedobitków. Na placu pozostała jedynie Setsuna, lecz ona za pomocą swego oka, cofnęła czas, czy wykonała tego typu podobną rzecz. Nie znałem pełnych możliwości sharingana, lecz miałem pewność, że przeżyła. Ją także pochwycił Samotnik, a trzepot skrzydeł wzbił twory ku górze. Jedynie Shinobu nie był w stanie przetrwać czarnej otchłani, która zżerała wszystko na swej drodze. Przymknąłem na sekundę powieki, by oddać mu minimalną chwilę ciszy.
     Yoshimaru nadal zajmował bezpieczną pozycję, z dala od jakiegokolwiek niebezpieczeństwa. Regenerował siły, czekając, aż demon w jakiś magiczny sposób zostanie unieszkodliwiony.
     Sam zaś uformowałem ręczne znaki, przywołując wielki dzban. Wyczekałem momentu, aż Shinsaku zrobi to samo. Jeżeli jednak nie wykonał tej techniki, ja także nie próbowałem. Wiedziałem bowiem, że w pojedynkę nie dam rady. Mój brat, który tkwił w mym ciele także złożył pieczęcie, lecz do zupełnie innego jutsu. Oto przeszliśmy do pieczętowania.

1. Użyta technika: Tsubo Fuuin (S)

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Ichuza (2016-01-13 13:09:19)

Offline

 

#308 2016-01-13 00:42:55

Ayamaru

Klan Kiyoshi

46933457
Zarejestrowany: 2013-03-29
Posty: 635
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shōton
Ranga: Elita
Wiek: 30

Re: Jezioro pamięci

    Patrzyłem, jak Ichuza zeskakuje z ptaka, wpadając do wodnej kapsuły, dołączając do swoich wodnych wojowników pośród tysiąca żarłocznych ryb. Patrzyłem, jak Shinsaku wchodzi do kryształowej kryjówki, po czym pruje powietrze na grzbiecie kryształowego smoka, pędząc w kierunku ogoniastej bestii. Patrzyłęm, jak dociera do niej, a smok szarpie się wedle ustalonego znaku.
    Patrzyłem, jak w kilka uderzeń serca jedną z postaci ogarnia ogromna przesłona w kształcie szkieletu. Patrzyłem na wielki wybuch, który spowił część krainy i tak zdewastowanej przez niszczycielską siłę piaskowego potwora. Patrzyłem, jak jakaś postać przemienia się w czarną dziurę, pochłaniając wszystko w swoim zasięgu. Patrzyłem i wiedziałem, że czeka mnie taki sam los.
    Z powietrza wszystko, mimo swojego ogromu, wydawało się jakoś śmiesznie małe i nieważne. Nie potrafiłem zrozumieć, czemu dalej dochodziło do walk pomiędzy ludźmi, podczas gdy prawdziwe zagrożenie wciąż miało się dobrze. Poczułem zawrót głowy i uderzenie gorąca.
    To znak. Sięgnąłem do kieszeni, wyciągając plastikowy pojemnik z tabletkami. Ręce mi drżały, ale udało mi się w końcu usunąć wieczko i połknąć jedną z pigułek. Została jeszcze tylko jedna... Spojrzałem na Taii'a. Instynkt podpowiadał mi, żebym zatrzymał tabletkę na wszelki wypadek dla siebie. Wiedziałem, że lada moment może być mi potrzebna bardziej niż powietrze. Tak powinienem był zrobić.
    Spojrzałem na Hikari. Nie miałem zamiaru przyczynić się do śmierci jej rodaka - odpowiadała za niego przed liderem klanu. Poza tym dziwnym trafem polubiłem tego gostka, choć pewnie głównie przez ten dziwny sen, który przypadkiem skrzyżował moją drogę z klanem Namikaze.
    - Jeżeli poczujesz się gorzej, weź ją. Powinno przynieść chwilową ulgę - powiedziałem do młodego rudzielca i wręczyłem mu opakowanie z magiczną zawartością. Po raz kolejny spojrzałem w kierunku ziemi, by ocenić postęp zneutralizowania bestii. Moje oczy skupiły się jednak na innym fragmencie krajobrazu.
    Dno wodnego więzienia przecinał kryształowy tunel. Moja pierwsza myśl powędrowała w stronę Ryo, kolor kryształu kazał mi jednak porzucić nadzieję. Dopiero później zorientowałem się, że tunel ten nie biegnie tam bez potrzeby, lecz umożliwia dotarcie do pewnego miejsca. Przeklęta pieczęć wysypała na moje ciało poprzeczne linie, ja sam wytężyłem wzrok, próbując zidentyfikować obiekt, który znajdował się na końcu obserwowanego tunelu. To była osoba.
    - Państwo wybaczą... - rzuciłem, po czym zeskoczyłem z dosiadanego dotychczas smoka. Pędziłem ku ziemi z zawrotną prędkością, a w międzyczasie z mojej ręki wyrósł kolejny szarogranatowy jaszczur. Wkrótce bezpiecznie znalazłem się na ziemi - z dala od czarnych dziur, wielkich szkieletów i bestii.
    Patrzyłem, jak leży bez tchu na dnie wielkiej bańki. Odziany w czerń klanowych insygniów. Spokojny, zimny i martwy. Wyciągnąłem rękę przed siebie, tworząc kryształowy tunel na kształt tego, który widziałem z lotu ptaka (wysoka odporność na Suiton). Kroczyłem przed siebie, zwiększając jego rozmiary aż w końcu dotarłem do jego ciała. Przy pomocy umiejętności zapewnionych przez limit krwi manipulowałem jego kształtem w taki sposób, by wyrwać ciało uścisku wodnej śmierci, jednocześnie nie pozwalając jej na zalanie wnętrza tunelu.
    - Mistrzu... - rzekłem, kładąc mu dłoń na twarzy, a przeklęta pieczęć zwinęła się z powrotem do tatuażu na ramieniu. Był jeszcze ciepły. Nie potrafiłem jednak wyczuć pulsu - nie wiedziałem, czy już nie żył, czy był to efekt osłabienia czucia po zażyciu medykamentu Senju. Odwróciłem go na bok, po czym uderzyłem w jego klatkę piersiową, by pozbyć się wody z jego płuc. Żałowałem, że chwilę temu zażyłem tą tabletkę. Być może byłbym w stanie go ocalić?

    [Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#309 2016-01-13 01:23:18

 Shinsaku

Wyrzutek http://i.imgur.com/pXCGfcW.png

7348301
Zarejestrowany: 2012-08-30
Posty: 1269
Klan/Organizacja: Wyrzutek
KG/Umiejętność: Kibaku Nendo / Jinchūriki
Ranga: Lider Wyrzutków
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 37
Multikonta: Adatte

Re: Jezioro pamięci

   Znalazł się w ciasnym pomieszczeniu, o ile można tak nazwać kryształowy blok, przytwierdzony do cielska pędzącego przez siebie smoka. Błękit oczu Ronijczyka zdawał się starać przewiercić przez wykonany ze szlachetnego kamienia strop, poszukując czegokolwiek, co pozwoliłoby na lepszą ocenę sytuacji, w jakiej się znalazł. Światło było nikłe, już raz zagięte przez bezmiar wody nad jego głową. Dokładnie tak wyobrażał sobie dno morza. Choć przy wybrzeżu woda była czysta jak łza, pozwalając patrzeć przez swe zawiłości fal niczym przez szybę, tutaj była jakoby weneckim lustrem lub kurtyną, którą zarzucano na scenę pod koniec występu.
   Zamknął oczy i skupił się na oddechu. Nie wiedział, na ile wystarczy mu powietrza, które zamknęło się we wnętrzu klatki. Brał więc kolejne wdechy, głębokie i spokojne, oczekując tego, co miało się za chwilę wydarzyć. Byli już tak blisko.
   Omal stracił równowagę, kiedy cielsko smoka szarpnęło nagle. Kolejne bryknięcia wyraźnie wskazywały na to, że nie był to przypadkowy manewr. Dłoń Wyrzutka spoczęła na rękojeści broni, która natychmiast zatopiła się w kryształowym kruszcu. Głęboki wdech i ramię przeciągnęło po całej długości jednej ze ścian. Oto Nocny Kruk, Niszczyciel Rodów i Przywódca Ronijczyków - Shinsaku Nakayama, opuszczał swą kryjówkę, by stanąć oko w oko z bestią.
   Mały palec lewej dłoni nadział się miękko na trzymane w drugiej ręce ostrze. Kropla krwi wystarczyła w zupełności. Oto pojawił się przy nim wielki słój. Czy wyglądał niepozornie? Być może. To nie była jednak odpowiednia chwila na wątpliwości. Wyrzutek nie mógł sobie na nie pozwolić. Nie teraz.
   Zacisnął szczęki. Modląc się w duchu do wszystkich bóstw, o jakich tylko dane mu było usłyszeć, uchylił wieko.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#310 2016-01-13 01:35:21

Adatte

Zaginiony

7348301
Zarejestrowany: 2014-07-23
Posty: 169
Klan/Organizacja: Uzumaki
KG/Umiejętność: Mokuton
Ranga: Członek klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17
Multikonta: Shinsaku

Re: Jezioro pamięci

   Cholera. Czy ten chłopak naprawdę nie zdawał sobie sprawy z tego, o jaką stawkę toczyła się gra? Przecież śmierć była im niemal podana na talerzu. A oni, zuchwali, a może wręcz głupi, jeszcze szukali sztućców, by rozpocząć swoją ostatnią wieczerzę.
   Czerwonowłosy zatrząsł płomienną grzywą w zrezygnowaniu, jednocześnie odrzucając od siebie te myśli. Nie mógł mu przecież zakazać. Byłby raczej hipokrytą niż kimś, kto miał na celu czyjeś dobro. Z tej strony jednak jego istnienie nie obchodziło go wcale. Wyrzutek zapewne nie grzeszył inteligencją, skoro lgnął do osoby, która dopiero co puściła mu bąka prosto w twarz. No cóż, takich może nie powinno mu być żal.
   Na pytanie staruszka nie odpowiedział werbalnie. Mruknął tylko coś pod nosem, kiwając przy tym głową. Uniósł dłonie na wysokość klatki piersiowej, by wezwać do towarzystwa jeszcze cały tuzin młodocianych rudzielców. Ci natychmiast rozbiegli się po okolicy, starając się dotrzeć w pobliże bańki i obserwując uważnie jej otoczenie. To właśnie tam spodziewał się spotkać kogoś, kto miałby odegrać jakąś znaczniejszą rolę w tym całym pieprzonym cyrku.
   Sam Adatte natomiast ruszył za staruszkiem, nie obracając się ni razu za czarnowłosym nieznajomym, który przed chwilą zasilił ich szeregi. Miał nadzieję, że jego sobowtóry wykonają powierzone im zadanie, a on już za chwilę będzie mógł udowodnić starcowi, że wzięcie go ze sobą było dobrym wyborem.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#311 2016-01-13 09:37:59

 Ikkyo

Klan Uchiha http://i.imgur.com/fGrX3h1.png

52378630
Zarejestrowany: 2014-12-20
Posty: 606
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 20 lat
WWW

Re: Jezioro pamięci

Obóz źródeł



     Kobieta, którą przeszyłem mieczem, była silna. Bardzo silna. Mimo ataku i bycia w iluzji, potrafiła zbliżyć się na tyle blisko, aby zacząć zasysać mnie i parę innych osób znajdujących się w okolicy. Nie powiem, byłem w najlepszej sytuacji. Stracenie klona to nic takiego, prawda? Jednak możliwość utracenia nowej lider klanu... Cóż, to już gorzej. W mojej głowie narodził się jednak plan, który mógł przynajmniej jej pomóc.
     Najpierw złożyłem pieczęć i wytworzyłem kolejną replikę, znajdującą się już poza zasięgiem tajemniczego jutsu. Musiałem mieć jakąś ciągłość. Jeżeli zaś chodzi o dalsze losy drużyny, cóż. Tu było gorzej. Wykombinowanie sposobu, aby pokonać tą przeszkodą, było bardzo trudne. No, ale miałem pewien plan.
     Zbliżając się do Ayatsuri, użyłem techniki wiążącej, tak, aby zablokować czerń wydobywającą się z jej ciała. Żeby przełamać barierę trzeba było wykazać się nie lada siłą [Siła 165], czyli miałem spore szanse na powstrzymanie tej kobiety. Plan był bowiem bardzo prosty - przetrzymać ją w tej barierze, a nawet ją zmiażdżyć, tak, że czerń przestanie wsysać resztą znajdujących się w okolicy.

Bijuu



     Dryfowałem gdzieś na wodzie, ale nadeszła pora, aby to przerwać. Mimo wszystkich oporów, które gromadziły się w moim ciele, zmusiłem się do powstania. Instynkt przetrwania był we mnie naprawdę silny, dlatego powoli wstałem, mimo wody. Kiedy już zacząłem kontaktować, znalazłem wzrokiem najbliższego ptaka z gliny. Podobnie jak klon, dorwałem go i poleciałem.
     Czułem się wolny, w pewien sposób bezpieczny, jednak wciąż wiedziałem o moich ograniczeniach. Ból w całym ciele dawał o sobie znać, tak samo jak to, że odzyskałem dostęp do powietrza. Moje płuca były chwilowo pod wrażeniem tlenu, temu oddychałem naprawdę szybko i z ogromną częstotliwością. Czułem się, jak nowonarodzone dziecko, które musi zakrztusić się światem.
     W locie znalazłem drugiego klona. Nawiązaliśmy kontakt wzrokowy, a zgodnie z myślami, unieśliśmy się wysoko tak, aby nic nam nie zagrażało. Nawet ten cholerny demon. Widziałem, że Shinsaku i Ichuza próbują coś zrobić. Jeżeli więc ktoś miał im przeszkadzać, ja i moja replika byliśmy gotowi do osłaniania ich. Sharingan oczywiście aktywny. Szukaliśmy... Sami nie wiemy czego. Zagrożenia.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#312 2016-01-13 14:24:07

Straznik specjalny

Event Master

Zarejestrowany: 2011-07-28
Posty: 352

Re: Jezioro pamięci

[Obóz źródeł]



Ikkyo próbował ratować sytuacja tworząc klona po za zasięgiem techniki. Klon jednak nie miał już czasu na wykonanie kolejnej techniki. Ponadto nawet jeżeliby miał techniką wiążąca zostałaby wessana jak wszystko inne dookoła. Na domiar złego chłopak widząc po raz pierwszy technikę nie miał pojęcia jaki ta może mięć zasięg w ostatniej chwili czarna dziura rozszerzyła się pochłaniając również drugiego klona Uchihy. Sytuacja po drugiej stronie czarnej dziury była niewiele lepsza. Eizo w ostatniej chwili zdołał zniknąć wraz z Miyaguchim do innego wymiaru. Yocharu starał się odpełznąć jak najdalej, chłopak podjął słuszna decyzję, nie przesunął się o wiele, ale bardzo możliwe, że w ten sposób uniknął częściowej dekapitacji. W miejscu gdzie jeszcze przed chwilą byli jego towarzysze pozostawała wielka dziura w ziemi. Ani śladu po Shinobu, Eizo, Miyaguchim i Setsunie, wygląda na to, że klan Uchiha znów pozostawał bez lidera.

[Obóz ognia]


   Klony Addate rozpierzchły się po okolicy poszukując kogoś przypominającego opis i faktycznie wkrótce obok pojawiły się dwie postacie pasujące do opisu jedna znajdowała się na ptaku w okolicy w której przed chwilą ninja ruszyli z atakiem na bestie. Ikkyo mógł z oddali zobaczyć zbliżającego się Senju, jednak tuż za nim również na ptaku stworzonego przez Shinsaku zbliżał się "Samotnik", który sprawił że Uchiha znajdował się w takim podłym stanie. Ponadto całe ciało Ikkyo było niezwykle sztywne i obolałe, dzięki Genjutsu i Odległości nie poczuł tego zbyt mocno, ale wcześniej został porażony potężna dawką prądu. Staruszek ruszył w głąb wody wykorzystując tunel stworzony chwilę wcześniej przez Masanobu, obserwując sytuację z oddali naglę jęknął.
- Pieczętują go nie możemy na to pozwolić. Trzeba zniszczyć ten słój, ta bestia nie może trafić w ręce ninja, to zachwieje porządek świata.- wyjął papier toaletowy i naprędce zaczął coś na nim rysować. Następnie wykorzystał go niczym pieczątkę odciskając wzór na czole Addate i Yoshiro. Wszystko w takim tempie, że ci ledwo byli pojąć co się dzieję. - Jeżeli mi się nie uda, któryś z was musi wejść do środka zanim uda się komuś z tych ninja. Dzięki pieczęci będziecie bezpieczni.
   Yoshi wracając do obozu natknął się na generała, który obserwując znikanie bijuu postanowił udać się w polę walki.
- Wojna jeszcze nie skończona wracaj na front! - zwrócił się do Yoshiego, zupełnie nie zwracając uwagi na jego stan po czym ruszył w stronę wodnej bańki.


[Kopuła Wodna]


   Bestia wciąż starała się wydostać z błota zupełnie nie przejmując się kolejnymi atakami samotników. Nici zaczęły oplatać olbrzymie ciało demona, nie były w stanie jednak przebić się przez twardą skórę, stanowiły natomiast dobre oparcie i pomogły bestii wydostać się z błota. Problem jednak, że w tym samym momencie liderzy organizacji przywali słoje, które miały zacząć wyciągać bestię do siebie. Przez chwilę wydawało się, że techniki niwelują się wzajemnie bestia, zaczęła brać zamach swym ogonem, rozrywając przeszkadzające mu nici. Wtedy właśnie technika Shinsaku okazała się silniejsza wciągając demona do jego słoja.(obie techniki zadziałały czyli koszty po obu stronach, shina była silniejsza).
   Taii pozostał sam z Hikari, która nerwowo odprowadziła wzrokiem Ayamaru, jednak najwyraźniej nie miała zamiaru go śledzić. Smok podróżował równolegle z Shinsaku, a ile razy w życiu ma się okazję obserwować pieczętowanie demona. Chłopak z Namikaze zaczął czuć się okropnie, w ręku tkwiła tajemnicza tabletka, ból powracał coraz mocniej, niemal pozbawiając chłopaka przytomności.
   Kiyoshi dotarł do ciała Ryo, niestety jego umysł nie funkcjonował najlepiej i mimo licznych prób nie był w stanie wytworzyć pod wodą  bezpiecznego i pełnego tlenu schronienia. Sylwetka w Susano widząc co się dzieje wycofała się. Pozostał jeszcze Masanobu, który zbliżał się w swoim tunelu sięgającym powietrza. Spojrzał na Kiyoshiego pytającym wzrokiem po czym otworzył  na moment kryształ wciągając Ryo, Ayamaru i sporo wody do środka.
-Nie żyje - urwał mu się głos gdy badał puls, jednak po chwile z nieco większą determinacją powiedział.- Weź go i choć ze mną musimy coś z tym zrobić Po czym ruszył przed siebie zostawiając Ayamaru ciężki obowiązek, a także decyzję o pozostawieniu całej tej sytuacji, która może mieć kolosalny wpływ na dalsze losy wszystkich klanów.
  Za długie przebywanie w wodzie nikomu nie służyło zbyt dobrze, nawet posiadacz suigana potrzebuje przecież powietrza, a właśnie w tym momencie Samotnikom przebywającym w kopule wyraźnie zaczynało go brakować.

[Las]



Pożar, który wciągu paru chwil zdążył rozszaleć się na dobre otaczając w ten sposób kopułę wody chmurą dymu naglę z niewiadomych powodów ustał. Było to tak nagłe, że nie mogło to wynikać z żadnej naturalnej akcji.  Zdarzenie to mogło zainteresować klona Uzumakiego, tym bardziej że miał okazję podsłuchać interesującą konwersację  przedstawicieli klanu Namikaze.
- Wyczuwasz coś z lasu?
- Po za paroma klonami kręconymi się w okolicy nie bardzo. Nie czekaj to nie możliwe
- A jednak bez wątpienia, przez moment też to poczułem. Wygląda na to, że jest ich więcej
- Więcej, których samotników, wyrzutków, Kiyoshich?
- Nie, nie ninja... - mężczyzna przerwał spoglądając znacznie na klona Addate, który wkrótce spotkał, się z butem rudzielca(siła 240;szybkość 420).

Ostatnio edytowany przez Straznik specjalny (2016-01-13 17:22:02)

Offline

 

#313 2016-01-13 17:53:45

 Shinsaku

Wyrzutek http://i.imgur.com/pXCGfcW.png

7348301
Zarejestrowany: 2012-08-30
Posty: 1269
Klan/Organizacja: Wyrzutek
KG/Umiejętność: Kibaku Nendo / Jinchūriki
Ranga: Lider Wyrzutków
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 37
Multikonta: Adatte

Re: Jezioro pamięci

   Shinsaku spojrzał na wielki słój, który pojawił się przy jego boku chwilę wcześniej. Czyli udało się? Tego nie był pewien. Zamknął oczy, a okolicę zalała fala przeraźliwie ostrego światła.
   Słój zniknął tak szybko, jak się pojawił. Nakayama natomiast, pozostając w ciągłym bezdechu, przywarł do kryształowego smoka, którego dosiadał. Skierował jego łeb w stronę najbliższej krawędzi. Co prawda powietrza póki co mu nie brakowało, jednak wolał nie ryzykować. W międzyczasie kruki, które wcześniej miały służyć pomocą ratującym się przed powodzią osobnikom, zrzuciły z siebie balast i ruszyły w stronę swego stwórcy [szybkość: 400]. Kłębiąc się wokół niego, odprowadzały go w bezpieczniejszą strefę.
   

Spoiler:

   Poczuł na policzkach powiew świeżego powietrza. Dostrzegł zebranych wokół Wyrzutków, których ze stagnacji wyrwało pojawienie się olbrzymiego naczynia. Wszyscy dosiadali stworzone wcześniej kruki, a w tym i jego wierna kopia.
   - Udaj się do generała wojsk Ognia i poinformuj o naszym odwrocie. Nie mamy tutaj już czego szukać. Pora wracać do domu.
Klon opadł ostro w dół, zmierzając w stronę zebranych w ciągle tym samym miejscu dowódców zbrojnych. Nakayama sprawnie zsunął się z grzbietu, by znaleźć się tuż przed namiestnikiem.
   - Generale. Pragnę zameldować, że armia Wyrzutków wycofuje się z pola bitwy. Zgodnie z obietnicą, pozbyliśmy się waszego wroga, równając ich obóz z ziemią. Teraz pozostaje mi jedynie czekać na spełnienie pańskich zapewnień. Rozumiem, że mogę na to liczyć?
   W tam czasie oddział Ronijczyków zniknął na tle wieczornego nieba, na którym zdążyły się już pojawić pierwsze gwiazdy.

z/t -> Ronin no Kuni >> Główna siedziba organizacji


   Gdzieś przed sobą dojrzał rozjaśnioną toń wody. Słodkie powietrze było już tak blisko, niemal na wyciągnięcie ręki. Już za chwilę wynurzy się z mrocznych odmętów, które, jak miał wrażenie, już zawsze będą przywoływać obraz skrzywionej mordy bestii, teraz grzecznie siedzącej w pudle. Pozornie. Ronijczyk nie spodziewał się, że potwór zadomowi się w klatce, jaką dla niego przygotował, zmieniając się w potulnego baranka, którego można by prowadzać na smyczy. Miał pewien pomysł, co należałoby uczynić w tej sprawie.
   Obrócił się w stronę trójki Samotników, z którymi tymczasowo stworzył, o dziwo, zgrany zespół. Spodziewając się dojrzeć ich sylwetki mknące w kierunku krawędzi wodnego więzienia, zamarł. Oto gnał ku niemu zastęp zaostrzonych niczym brzytwy rekinich zębów, szczerzących się w jego kierunku. Ponad grzbietem żarłocznej fali dostrzegł twarz. Wbite w sylwetkę Wyrzutka ślepia, beznamiętnie przyglądające się zbliżającej ku niemu nieuchronnej zagładzie. Jego palec, niczym ręka kata, wymierzała mu cichą sprawiedliwość.
   Czy zasłużył? Nie jemu odpowiadać na to pytanie. Nie mógł być obiektywnym w sprawie, w jakiej go właśnie sądzono. Sędzia w osobie Ichuzy Futago zdawał się znaleźć rozwiązanie. Gdyby tylko miał więcej powietrza... Gdyby mógł wyrazić swój sprzeciw. Przecież nie miał on prawa osądzać go z win, które ciążyły i na jego barkach. Zbrodnie, z jakich nie zostanie nigdy rozliczony. Bezczeszczenie pamięci poległych w boju wojowników i wysługiwanie się nimi jakoby lokajami. Kto dał mu prawo wydawać na niego wyrok?!
   Shinsaku zagryzł wargę, kalecząc się głęboko. Organizm Wyrzutka bronił się przed nagłą stratą krwi, karmiąc go obfitym zastrzykiem adrenaliny, która... rozjaśniła mu umysł.
   Błyskawicznie przeanalizował sytuację. Rekiny były wszędzie, a spośród nich wyłoniło się coś na wzór prądu morskiego, który zmierzał wprost na niego. Niczym zgraja zbirów coraz bardziej zbliżali się w jego kierunku. Nie miał żadnych wątpliwości ni złudzeń. Samotnicy dopuścili się zdrady. Stojąc przy jego boku, ramię w ramię, przed obliczem potyczki, której nie mieli prawa wygrać. Nie minęła nawet minuta od niespodziewanego zwycięstwa, kiedy obrócili przeciw niemu swe ostrza, sięgając po jego serce. Nie dawali mu żadnych szans. Podobnie, jak i on samemu sobie w tej chwili.
   Adrenalina robiła jednak swoje. Na języku czuł słodki smak krwi. Krwi, którą zaraz będą spijać rozszalali królowie morza. Krwi, której tak bardzo pragnęła zgraja z Airando. Zacisnął pięść. Jeżeli tak bardzo chcieli jej posmakować, będą musieli upuścić trochę swojej.
   On, Shinsaku Nakayama, przywódca organizacji Wyrzutków, z której, mógł to powiedzieć z całą pewnością, był szalenie dumny. Sierota z bambusowego lasu, rosnącego wśród najpiękniejszej krainy tego świata. Uczeń Naokiego Namikaze, człowieka o złotym sercu i wielkich umiejętnościach. Przyjaciel Namikaze Akio, być może najdziwniejszego ninja, jakiego nosiła ziemia. Oddany kompan Kiyoshiego Ryo, będącego jego największą motywacją. Mistrz Yoshimaru, któremu winien być wzorem, miast tego biernie przyglądał się jego samodoskonaleniu. Za to wszystko był gotów oddać życie. Dlaczego w takiej chwili? Taka bezsensowna śmierć...?
   Nie był to jednak czas na robienie wyrzutów wobec losu, który przygotował mu tak przykrą niespodziankę. Pogodził się z tym łatwiej, niż się spodziewał. Nikt jednak nie powiedział, że stając w obliczu śmierci, należy potulnie pochylić głowę i czekać, aż stalowy chłód katowskiego topora sięgnie jego szyi.
   Czuł, że brakuje mu sił. Balansując od dłuższego czasu na granicy swej wytrzymałości, zebrał się w sobie na ten ostatni wysiłek. Zamknął oczy. Kumulował chakrę w ustach, mieszającą się z napływającą tam stale krwią.
   Zabieram was ze mną. Wszystkich.
   Przez zamknięte powieki dostrzegł prześwit nieskazitelnie białego światła, wydostającego się z jego ust.

gian



Siła techniki: 1500
Szybkość techniki: 600
Edit: /Wyjaśnienia/
Technika pożarła słabsze rekiny, wzmacniając się dwukrotnie.
Nie wiem, czy to wpływa również na szybkość, więc zostawiam tę sprawę MG lub administracji.



[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Shinsaku (2016-01-15 17:32:44)

Offline

 

#314 2016-01-13 20:12:16

 Ikkyo

Klan Uchiha http://i.imgur.com/fGrX3h1.png

52378630
Zarejestrowany: 2014-12-20
Posty: 606
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 20 lat
WWW

Re: Jezioro pamięci

     Byłem zły. Zły jak cholera. Bo gdyby nie pomoc lidera Samotników, najprawdopodobniej bym nie żył. Wszystko przez tego podrabianego gościa, który złapał mnie, o losie, w iluzję wzrokową. Byłem zniesmaczony tym faktem, a moja dusza wręcz płonęła. Jednak dlaczego tak nagle złapały mnie uczucia tego typu? Bo otóż, ten bęcwał, a zarazem zdrajca, objawił się przed moimi oczami. Już ja ciebie urządzą, koleżko.
     - Skurwysynu, - wypowiedziałem. Moment później wachlarz w zasadzie sam się obrócił, a ja stworzyłem potężne tornado [Siła Nin 525, maksymalna]. Miało ono złapać ptaka przeciwnika i w zasadzie sprawić, aby ten gagatek się rozbił. Już sam wiatr powinien skręcić mu kark, jednakże odpowiedni lot powinien sprawić, że zginie od wybuchu. Jaka szkoda.
     Cały ruch był jednak wykonany tak, aby nie zabić nikogo innego. Miałem odpowiednią wprawę, a poza tym Fuuton miał to do siebie, że mogłem nim dosyć płynnie manipulować, chociażby strumieniami chakry wysyłanymi z wachlarza. Szczególnie zadbałem o bezpieczeństwo Adatte. Poza tym - tornado miało powstać wyłącznie w powietrzu i zranić tego gościa. A już na pewno nie na tyle blisko, żeby wyrządziło szkodę mi, albo oryginałowi. Ten bowiem znajdował się na tyle daleko, że nie nie mogło mu zagrozić. Prawie jak to jutsu...

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]



   W dodatku Ikkyo cały czas był gotowy do złożenia pieczęci do Kawarimi no jutsu. Mogłem w każdej chwili wykonać technikę podmiany. Tak na wszelki wypadek.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]


_______________________

Akcept by Katsuro

Ostatnio edytowany przez Katsuro (2016-01-13 21:59:20)

Offline

 

#315 2016-01-13 22:59:24

Ayamaru

Klan Kiyoshi

46933457
Zarejestrowany: 2013-03-29
Posty: 635
Klan/Organizacja: Kiyoshi
KG/Umiejętność: Shōton
Ranga: Elita
Wiek: 30

Re: Jezioro pamięci

    Ayamaru upadł na kolana, wbijając wzrok w martwe ciało swojego mistrza. Tląca się w nim jeszcze chwilę temu nadzieja ulotniła się jeszcze szybciej, niż się pojawiła. Ryo Kiyoshi - człowiek o stu twarzach, ninja, któremu niejeden zazdrościł umiejętności. Lider klanu, którego wszyscy ludzie kochali lub nienawidzili. Tylko jego uczeń nie potrafił się zdecydować, do grona których się zalicza. Widział w nim autorytet potęgi, chciał podążać jego śladem, lecz miał mu za złe jego wieczne ucieczki. Sensei opuścił go nie raz, nie dwa. Opuścił nie tylko jego, ale i klan, który ostatecznie doprowadził na skraj klęski. To z powodu jego poczynań Ayamaru musiał iść na tę przeklętą wojnę. To przez niego omal nie zginął.
    Patrzył na niego, jak leżał bezwolny i bezsilny, odarty ze swej aury majestatu. Widział przed oczami ich pierwsze spotkanie na szczycie w Sashikan. Widział ich wspólny trening, który okazał się kluczem do zwycięstwa w turnieju w Enko. Widział też, jak chłodno był przez niego traktowany. I w tej jednej chwili zniknął cały żal, który do niego żywił. To właśnie Ryo sprawił, że przemienił się z chłopca w mężczyznę. Że sam walczył o swoją przyszłość.
    Jego wzrok, do tej pory tępo wbity w twarz mistrza, powędrował ku Masanobu.
- Masz rację - odparł i podniósł się na nogi. Wziął na ręce bezwładne ciało senseia, po czym poszedł śladem starca, prawie nie zwracając uwagi na otaczającą ich scenerię. Przez ściany grubego kryształu widać było, jak zjednoczone siły Samotników i Wyrzutków przymierzają się do zapieczętowania ogoniastej bestii. Kilka uderzeń serca później nie było już po niej ani ślad, Ayamaru jednak pozostawał obojętny. Wkrótce cały obraz przesłoniło jaskrawe światło uniemożliwiające dostrzeżenie czegokolwiek. Kiyoshi szedł jednak dalej, trzymając martwe ciało Jednookiego Smoka z Baigai.

Offline

 

#316 2016-01-13 23:11:15

 Kami

Nikushimi http://i.imgur.com/FXUvzUA.png

35457109
Skąd: Warszawa - Otwock
Zarejestrowany: 2012-02-05
Posty: 875
Klan/Organizacja: Nikushimi
Ranga: Przywódca Nikushimi
Płeć: Kobieta
WWW

Re: Jezioro pamięci

     Bestia została zapieczętowana. Ujrzałem jedynie skrawek światła, który wydobył się z ogromnego, glinianego słoju. Spojrzałem w dal, na pływającą sylwetkę przywódcy wyrzutków. Wymieniłem z nim spojrzenie, o ile raczył unieść je na mą osobę. Uczułem ulgę. Stres opadł, wszelkie zagrożenie zostało zagrzebane. Wtem ponad tysiąc rekinów rzuciło niesamowitą, błękitną kompozycję na tle ogromnej bańki. Niesamowicie wielka moc wymieszania z ogromną, niezłomną odwagę. Ayatane, elita Samotników. Był tu także Akemi, masywny chłop, który nie lękał się starcia z jedno ogoniastym. Nasza trójka okrążała Shinsaku. Człowieka, z którym przyszło nam się zbratać. Jeden cel, wypełniony. Przymrużyłem powieki, nie pozwalając bratu na przedwczesne dokończenie techniki. Chciałem coś powiedzieć, lecz mógłbym się zakrztusić, a mój głos i tak byłby zakłócony przez wodę. Wystawiłem więc dłonie przed siebie, złączając je. Skłamałbym mówiąc, że pragnę pojedynku, gdyż jedynie on jest w stanie mnie uszczęśliwić. Gdybym mógł, wróciłbym do domu, zasiadł przed kominem i odpoczywał jeszcze tydzień w doborowym towarzystwie. Zająłbym się odznaczeniem Ayatane wysokim tytułem, a także innych Samotników, którzy raczyli tutaj przybyć.
     Nie mogłem tego zrobić. Wyrzutki, choć organizacja niby pokojowa, wywarła agresję wobec moich ludzi. Zaatakowali nas przebiegle, a los potoczył się dalej. Doszło do konfliktu między mymi ludźmi, mymi przywołańcami, a samym Shinsaku. Nie mogłem przepuścić myśli, że mój wróg, od teraz, miałby przy sobie tak potężną broń, jaką jest ogoniasta bestia. Wokoło mnie woda zaczęła świrować. Utworzyłem tysiąc rekinów, które bez większego namysłu posłałem w stronę czarnowłosego. Nie czekałem, aż przygotuje się do walki, nie zamierzałem oczekiwać, aż w jakiś sposób ochroni słój. Mógł go zapieczętować, lecz do tego także potrzebował chwili. Nie dopuściłem do żadnej czynności. Wiedziałem bowiem, że w tym stanie jest najbardziej bezbronny. Jego priorytetem winna być ochrona zapieczętowanej bestii. Nim się uwolni, ja miałem szansę.
     Rekiny pomknęły niczym wiatr. Ponad tysiąc cielsk pokonało dystans trzydziestu metrów, odległość, która dzieliła mnie od przeciwnika. Smok, który go chronił wykonany był jednak z czegoś mocniejszego. Wniosek ten wysunąłem z obserwacji, jak woda wpływa na zachowanie kryształu. Jeżeli ona nie była w stanie go rozbić, to moja technika także nie. A przynajmniej tak mnie się wydawało. Nie zaprzestałem jednak. Jak mówiłem, nie mogłem. Tysiąc tworów dotarło do Shinsaku, okrążając go. Wszystkie skupiły się wokoło jego ciała, szarpały, gryzły, napierały, niszczyły. Nie dało się ich zniszczyć, gdyż za każdym razem odnawiały się. Jeden cel - zabić (Szybkość techniki: 680). Mój brat dezaktywował pieczęć. Wyrósł z mego barku, unosząc dłonie ku górze. Jedną złożył w tak zwany pistolet, kiwając nim na sylwetkę wroga. Wzrok zaś przeniósł na Ayatane. Każdy, nawet najbardziej prosty człowiek wiedziałby, co taki gest oznacza. Atakuj, taki jest rozkaz. Nic więcej dodawać nie było trzeba.
     Wyczekałem, aż białowłosy ninja ruszy ze swym arsenałem. Tuż po tym posłałem rekina (tego utworzonego w poprzednich postach) prosto w najbliższą granicę bańki (Szybkość: 565). Zabrakło by mi bowiem tlenu, którego z każdą sekundą było coraz mniej. Przekroczyłem odległość kolejnych stu dwudziestu metrów, mając pewność, że tysiące rekinów Ayatane dotarło do Shinsaku. Dopiero wtedy.

     [Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]
________________________

Akcept by Katsuro


     Szybkimi krokami, biegnąc, dotarłem do miejsca niedaleko położonego od wodnej pułapki. Ówcześnie, po drodze, uformowałem specjalną pieczęć i przekazałem dar Akemiemu, pod wpływem którego winien być szczęśliwy. Nie musiałem mówić, aby wiedział jakie jest jego zadanie. Cały czas zerkałem w stronę bańki, by mieć pewność, że nasz przeciwnik nie ucieknie. Posiada on techniki żywiołu elektrycznego, lecz głupcem byłby, gdyby jakąkolwiek użył. Tylko dlatego, że mógłby ranić także i siebie. To raczej oczywiste, choć jego wszystkich umiejętności nie znam. Mógł mieć w zanadrzu coś, co pozwoliłoby mu na sprawną, bezpieczną ucieczkę. Dlatego też postanowiłem się ubezpieczyć, choć w większej mierze nie zrobiłem nic, bowiem nie mogę wykonywać zbyt dużej ilości ruchów w jednym poście. Poczekałem więc jedynie, jaką to czynność wykona mój teraźniejszy przeciwnik.
    - Matsuo, przekaż Miyuki, by człowiek nasz utworzył jak największą ilość ptaków. Niech każdy mój człowiek dostanie po jednym, a i z dziesięć namaluje w zanadrzu. Nie znamy wszystkich zdolności naszego przeciwnika, tego, który teraz znajduje się w wodzie. Miejcie także oko na ninja, który z kryształu utworzył długie smoki. Być może jest, być może nie, ale traktować go musimy jako wroga. - Słowa, które wypowiedziałem były jedynie większymi myślami, które łączyłem ze swymi marionetkami. Robiłem to podczas wydostawania się z bańki, nie tracąc zbędnie czasu.
     W tym samym momencie Matsuo odebrał wiadomość, przekazując ją bezpośrednio Miyuki, przy której się znajdował. Eizo, ocalały Uchiha, wydostał z innego wymiaru Miyaguchiego. Chłopaki otrzymały oddzielnego ptaka, którym mógł sterować członek Yugure. Od teraz w jego woli zależy, co takiego pocznie. Może dołączyć lub łkać nad stratą swojej mistrzyni. Ja jednak nie mogłem. Opanowałem nerwy, sprowadzając je do najmniejszej postury. Wyzerowałem stres, by nie wadził mi w pojedynku. Jeżeli mam czuć żal, to odczuję go dopiero walce, bądź w momencie, gdy ma głowa zostanie odcięta przez wysokiego przywódcę organizacji z Ronin no Kuni. Liczyłem się ze śmiercią. Ona mogła nadejść w każdej minucie, która jest teraz dla nas bardzo cenna. Adrenalina jedynie pomagała. Dzięki niej czułem się luźniejszy i myślałem trzeźwiej. Intuicja pozwalała wykonać takie czynności, a nie inne.
    - Pozwól mi zająć się dodatkowymi osobami. Te przeklęte pachołki innych krajów już za bardzo działają mi na nerwach. Nie możesz wiecznie tłumić we mnie gniewu. Zabiję ich, pozabijam co do jednego! - Rzekł Uchiha w pół do mnie, w pół do reszty osób, odłączając się od grupy. Stworzonym na nowo ptakiem poszybował w dół, prosto w kierunku Ayamaru. Za nim zaś ruszył Miyaguchi i Eizo na kolejnym. Miyuki okrążyła bańkę i znalazła się obok mnie. Jej długie, czarne włosy opadły wzdłuż tali, splecione w jeden, gruby warkocz. Dwóch samotników nadal pozostało w powietrzu, czekając na dalsze rozkazy.
     Takim sposobem rozstawiliśmy się w najprzychylniejszym ułożeniu. Z każdej strony znajdował się ninja, który w razie nagłej sytuacji mógłby zaatakować. Priorytetem było bowiem nie dopuszczenie Shinsaku do ucieczki. Czy interesował mnie słój, który skrywał przy sobie? Nie ukrywam, nie bardzo. Nawet gdybym mógł zapieczętować bestię, nie zrobiłbym tego w sobie. Znalazłbym chętnego, lecz z naszej organizacji, nie z cudzej, a już na pewno nie z wrogiej. Mam nadzieję, że w momencie tym wszystkie porachunki zostaną zakończone.
     - Amaterasu! - Dwa palce ugięły się. Z oczodołu uleciały krwawe łzy. Czarny płomień objął blond chłopaka. Twór żarł wszystko na swej drodze. Nawet bańka obok nie będzie w stanie go ugasić (Siła NinJutsu: 550). Wzrok ciągle błądził po sylwetce chłopaka. Enton: Kagutsuchi. Matsuo modyfikował płomień tak, by sięgnął jego przeciwnika.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Katsuro (2016-01-18 16:08:52)

Offline

 

#317 2016-01-13 23:11:16

 Akemi

Nikushimi http://i.imgur.com/ERi291S.png

6720223
Zarejestrowany: 2012-11-04
Posty: 898
Klan/Organizacja: Samotnicy/Nikushimi
KG/Umiejętność: Sosa
Ranga: Lider Samotników
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 40
Multikonta: Miyaguchi, Arashi

Re: Jezioro pamięci

      Mój plan nie do końca skończył się tak jak zamierzałem zrobić od początku. Jego ogon ostatniecznie okazał się być twardszym niż się tego spodziewałem. Nici zostały rozerwane w połowie, ale to nie był żaden z problemów. Były to moje wnętrzności co prawda, ale nie brały odpowiedzialności za to jak moje ciało się zachowuje, nie sprawiało mi to nadal bólu. Tak samo jak to, że innym normalnym posiadaczom umiejętności Suigana w każdej chwili mogło zabraknąć tlenu, tak mi nie mogło. W końcu jak byłem jeszcze młodym dorosłym rozwinąłem na tyle swoje więzy krwii, że udało mi się zamienić większość swoich wnętrzności na nici, tym samym tracać na płucach, których no cóż nie potrzebowałem za sprawą dążenia mojej osoby do doskonałości i nieśmiertelności... Tak jak mówiłem, zniszczenie moich nici nie wyprowadziło mnie z czystej chęci uczciwej i wspaniałej walki z demonem. Była to osoba w postaci naszego wroga. Kojarzyłem go, ale teraz nie miałem czasu na wspominiki.

      Po prostu byłem pewny, że jest to nasz wróg, a utwierdził mnie w tym przekonaniu podchodzący do mnie jeden z bliźniaków. Przekazał on mi całkiem spory zastrzyk chakry i już byłem pewien co muszę zrobić. Moja reakcja była natychmiastowa. Sięgnąłem po pigułki, które przekazał mi Ichuza; połknąłem je i od razu poczułem wzrost mojej siły o przynajmniej poziom wyżej.

      Z lekko zniesmaczoną miną zamieniłem całe moje ciało w wodę. Byłem teraz w stu procentach pewien, że ta cała bańka nie zmniejszy mojej mobilności podczas ataku na naszego przeciwnika. Oczywistym jednak było, że po zamianie w ciecz natychmiast ruszyłem w jego kierunku z pełną prędkością [szybkość 440]. Czułem jednak, że moja szybkość może być znacznie większa za sprawą, że byłem w wodzie i sam nią również byłem. Jednak nie potrafiłem tego przekalkulować jak dużą różnice to zrobiło podczas tego ruchu. Przez myśl mi przeszło, że przecież nasz wróg może posiadać technikę związane z takim żywiołem jakim był raiton, lecz byłoby to raczej lekkomyślne. Ze względu na to, że sam nadal był w wodzie, a możliwe, że też jego sojusznicy. Każdy z nas by stracił swoje życie, lecz również i on, a bestia by została wypuszczona zabijając za pomocą swojej wściekłości reszte naszych ludzi jak i również jego. Zbyt duże ryzyko na takie ruchy.

      Moja wiara w to, że moja szybkość jest na tyle duża by go dogonić nie była mylna. Pełen skupienia zlanych z negatywnymi emocjami zbliżyłem się ku wyrzutkowi. Czułem niecierpliwość i coraz to większą nienawiść dla moich wrogów, chciałem ich wszystkich powybijać i taki był mój cel od początku tej wojny. Przeszywała mnie niebywale duża chęć mordowania, musiałem sobie na to pozwolić bo innaczej nie wytrzymam. Ryzyko wydostania się bestii znowu na świat było ogromne, ale nie miałem innego wyjścia. Dlatego też będąc od niego nie całe pół metra z cieczy, w którą byłem zamieniony wydostała się moja dłoń conajmniej cztery razy powiększona za sprawą wody i z tą samą wartością została pomnożona moja siła. Natychmiast po tym złapałem naszego wroga za głowe wyrywając mu ją z tą samą siłą, którą próbowałem zaatakować demona [siła 1088]. Jego śmierć, była pewna i nawet jeżeli coś go uchroniło przed moimi atakiem to nie ma szans by udało mu się uniknąć ataku od moich sojuszników; jego ucieczka została zakończona w naprawdę brutalny sposób.

      Na samom myśl o tym jak długo przebywałem już w wodzie robiło mi się nie dobrze. Nie koniecznie sprawiało mi to przyjemność, a moje serca dawały mi o tym znać. Nie myśląc już zbyt długo o tym czy moi sojusznicy zajmą się dalszymi losami naszego wroga wyskoczyłem z tą samą prędkością, z jaką poruszałem się wcześniej; bańki. Jeżeli wszystko poszło po naszej myśli, oni również z niej wyjdą.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

- Gousuiwan no Jutsu - użyta technika

Ostatnio edytowany przez Akemi (2016-01-14 19:23:48)

Offline

 

#318 2016-01-13 23:11:17

Ayatane

Nikushimi http://i.imgur.com/nQ4N9BM.pnghttp://i.imgur.com/ipBWKhc.png

33401269
Call me!
Zarejestrowany: 2013-06-03
Posty: 653
KG/Umiejętność: Hyouton
Ranga: Elita
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17 lat

Re: Jezioro pamięci

     Kraj Gorących Źródeł. Miejsce, w którym trwał właśnie największy zbrojny konflikt ostatniego dziesięciolecia. Całe dynastie ninja przemienione w pył. Tysiące mężów, którym ręka shinobi odebrała życia. Drugie tyle osieroconych dziatek, do których informacja o śmierci ojców nawet jeszcze nie dotarła. Ogrom rozpaczy - niepoliczalny.
   Tutaj, pomiędzy ruinami dwóch wrogich sobie obozów, trwała walka. W gigantycznej wodnej kopule, przywołanej mocą białowłosego Samotnika, znajdowała się piaskowa ogoniasta bestia; potwór stanowiący zagrożenie nieporównywalne do niczego, co dotąd nosiła Matka Ziemia, zło samo w sobie, zabijające dla przyjemności.
   Naprzeciw demonowi stanęło ramię w ramię czterech potężnych wojowników. Trzech z nich pod sztandarem organizacji z Airando, ostatni przewodzący frakcji Wyrzutków. Wszyscy z nich byli mordercami. Nie miało znaczenia, czy krew przelewali z własnej zachcianki, za pieniądze, czy z czyjegoś rozkazu. Nikt nie nosił w sobie wyrzutów sumienia i nie wahał się, gdy opuszczał ostrze na przerażoną ofiarę. W tym świecie było to normalne. Ba, osoby takie zwano czasem nawet bohaterami, gdy w pojedynkę zmiażdżyli wrogą armię, lub uratowali kilka istnień, zgładzając przy tym inne. Do większości nikt, komu owi mordercy w bezpośredni sposób nie przeszkadzali, nie miał ich czynów za złe. Po prostu robili swoje.
   Ayatane Yuki bezwiednie zawiązał sojusz z innym mordercą. Walczył obok osoby odpowiedzialnej za odebranie życia całej rodzinie Samotnika. Chłopak nigdy miał już nie zobaczyć uśmiechów braci, tych samych, które dzień przed bitwą pokrzepiały go i dodawały otuchy. Ci, dzięki którym opanował kekkei genkai, ci, którzy prowadzili go na drodze ninja - wszyscy leżeli martwi, zgładzeni przez Shinsaku Nakayamę. Los mógł rzucić statek białowłosego na fale rozpaczy. Mógł puścić wroga wolno, nakazując Ayatane życie z przeświadczeniem, że stracił szansę na zemstę, że pozwolił żyć zabójcy jego klanu, bez podjęcia próby wyrównania rachunków.
   
     Los jednak nie zawsze jest tragiczny.

     Kombinacyjny atak Samotników nie przyniósł dużych skutków. Wszystko, co bohaterowie uczynili demonowi, to mała rana na ogonie, zadana w dodatku ręką Akemiego, a nie przez dziesięć setek rekinów, które przywołał Yuki. Zwierzęta nie były w stanie nawet przebić pancerza bestii, pomimo swej pokaźnej siły. Ukazywało to tylko, jak niesamowitą kreaturą jest ogoniasta bestia, posiadająca, poza niszczycielską mocą, nadprzyrodzoną wytrzymałość.
   Ale świat nosił jednostki, zdolne okiełznać tę potęgę. W oka mgnieniu potwór, niemal równie nagle jak wcześniej się pojawił, po prostu zniknął. Pieczętująca technika Wyrzutka poskromiła wolę walki bestii, zamykając ją w słoju (typowy Wyrzutek), czemu towarzyszył błysk bladego światła.
   Ujrzawszy sygnał do ataku, białowłosy nie czekał ani sekundy. Przyjaciele, wrogowie, wszystko to nie miało znaczenia. Liczyła się tylko organizacja, której uosobieniem była postać jej lidera. Jeżeli Ichuza łamał jakiś pakt, to dla Ayatane pakt ten nigdy nie istniał. Można powiedzieć, że wola Samotników była jego wolą.

     Zaczął od materializacji całego swojego ciała. W następnej chwili już płynął na grzbiecie jednego z tysiąca rekinów, zmierzając ku ścianie wodnej kopuły, gdzie czekało zbawienne powietrze, którego powoli zaczynało brakować. W tym samym czasie reszta bestii przeszła do natarcia, obierając nowy, przystępniejszy cel. Część z nich utworzyła swego rodzaju sferę, otaczającą Wyrzutka, zaś reszta rzuciła się na malowane kruki, które przybyły w celu ochrony swojego stwórcy. Mobilność ptaków w wodzie nie mogła w najmniejszym stopniu równać się uzębionym rybom, więc była to raczej jednostronna batalia. Około setki bestii dołączyło także do stworzeń Ichuzy, mając na celu rozerwanie Shinsaku.
   W momencie ataku Akemiego, rekiny zrobiły mały otwór w sferze, pozwalając wejść do niej wiceliderowi. Poza tym szczelnie zamykały kulę, nie pozwalając nikomu na wtargnięcie do środa, ani tym bardziej na ucieczkę.
   Zemsta Ayatane, nawet bezwiedna, miała okazję bardzo szybko się dokonać.

1. Wykorzystana technika: Senshokukō
 Siła jutsu: 525
 Szybkość rekinków: 415


[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]


http://i.imgur.com/OCIkxGh.png

Offline

 

#319 2016-01-15 00:24:46

 Yocharu

Klan Uchiha http://i.imgur.com/p2qZr4s.pnghttp://i.imgur.com/bRrcMpK.png

50499111
Skąd: Hidari
Zarejestrowany: 2014-04-03
Posty: 996
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider/ Weteran
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 26

Re: Jezioro pamięci


       Szum ucichł. Moje uszy powoli wracały do normalnego funkcjonowania, tak samo zresztą jak i cały mój organizm. Zawroty głowy mijały, ból oczu odpuszczał czyli wszystko wskazywało, że szok przechodzi. Dużo pewniej podparłem się jedną ręką o ziemię, drugą unosząc do ust by przetrzeć je ze śliny, która delikatnie nazbierała się w kącikach warg. Nogi już nie drżały, pozwalając mi powoli wstać i rozeznać się w sytuacji zarówno pola walki jak i mojej własnej. Dopiero teraz zaczynał docierać do mnie ból z wielu części mojego ciała, chodź nie ograniczał mnie do na tyle bym nie mógł walczyć czy poruszać się. Zdecydowanie czułem osłabienie i brak pełni swoich możliwości ale żyłem, czego nie mogłem powiedzieć o Setsunie, której kadencja lidera nie trwała zbyt długo. Nie znałem jej i czułem smutku ani żalu. Nie wiedziałem jakie miała prawdziwe intencje wobec klanu i czy tak naprawdę w ogóle jej na nim zależy a historia wiele razy pokazała, że Uchiha nie mają kompletnie szczęścia do przywódców. Cóż, praktycznie cała stara gwardia czerwono-okich zginęła, tak więc nadszedł czas na młodą, świeżą krew i być może zmiany, z pierwszym liderem z prawdziwego zdarzenia. Czy pomyślałem o sobie na tym stanowisku? O dziwo zawahałem się gdy podsunąłem to pytanie w myślach. Yugure już dawno straciło sen a ja jako Uchiha przydałbym się bardziej w centrum tego wszystkiego niżeli gdzieś z boku, robiąc za dodatkową, tajną parę rąk. Kryjówkę jednak bym sobie pozostawił - nam pozostawił. Skąd te myśli w mojej głowie? Gdy patrzysz na idealnie kulistą dziurę, w której przed chwilą stała przywódczyni twego klanu oplątana pancerzem Susano i zdajesz sobie sprawę, że jej żywot był tak kruchy to w głowie rodzi się wiele przedziwnych myśli i konkluzji.
       Niespodziewanie tuż obok mnie pojawił się dosyć nietypowy ptak, na którym wcześniej latał cały sojusz źródłem na starcie z bestią. Wydawał się na mnie spoglądać jakby czekając aż go dosiądę i poprowadzę. Czyżby był to dar od samotników by móc wycofać się z pola walki albo kontynuować atak z nieba? Wtem zorientowałem się, że nigdzie nie widzę bestii a jej miejsce zastąpiła ogromna wodna sfera. Przerażająca chakra już nie męczyła moich zmysłów, jakby kompletnie ją gdzieś wywiało albo... zapieczętowano. Czyżby jednak ten zwitek papieru, który dałem Ichuzie miał ukrytą moc?  Jeżeli w jakimś stopniu przyczyniłem się do zwycięstwa nad potworem to był zadowolony, jednakże to chyba nie był koniec kłopotów. Wysilając swój zmysł, udało mi się usłyszeć szum i bulgotanie wody w sferze a co za tym szło, ninja którzy się w niej znajdowali. Rozpoznawałem głosy a nawet bicie serca Shinsaku z którym to miałem chyba najdłuższą styczność z całej tej gromadki. Wedle dźwięków rozprowadzających się po wodzie, zrozumiałem że wszystkie ataki zostały skierowane w kierunku właśnie lidera Wyrzutków. Czyli do rozejmu kompletnie nie doszło, nawet w obliczu bestii a tuż po jej zniknięciu, pozostali przy życiu postanowili się pozabijać. Szczerze mówiąc chyba pierwszy raz od dawna przejąłem się życiem kogokolwiek i miałem dość tego wszechobecnego mordu. Chciałem to zatrzymać jednakże chyba nie mogłem w żaden sposób. A może to szło na moją korzyść? Im mniej potężnych ninja w świecie tym pewniejsza moja szansa przeżycia, jednakże Shinsaku pomimo przeciwnej strony konfliktu, nie był moim wrogiem.
       Oparłem się o ptaka, biorąc głęboki wdech i wydech gdyż nie do końca wróciłem jeszcze do formy. Wskoczyłem na zwierzę, z którym automatycznie poczułem więź i pewność iż posłucha moich komend, nakazując mu unieść się kilka metrów nad ziemią. Doglądałem martwych ciał, wyszukując jakiegoś pozostałego przy życiu Uchiha, bądź przedmiotu, który mógłby mi się przydać w mniejszym lub większym stopniu. Rozglądałem się również za Ikkyo, wyszukując jego sylwetki wśród pola walki. Moim oczom ukazało się tornado zmierzające w jakąś postać, chodź nie byłem pewny czy ją znam czy nie. Nie byłem także w stanie mu w tej chwili pomóc bo najzwyczajniej w świecie byłem za daleko ale rozkazałem by ptak uniósł się jeszcze nieco wyżej i poleciał w kierunku mego pobratymca z klanu. Nie leciałem jednak na złamanie karku, gdyż zbyt duża prędkość, może spowodować zbyt duży szum i łatwiejsze wykrycie mnie przez wroga Ikkyo o ile ten przeżyje jego atak. Sam również nie byłem w pełni sił, więc nie chciałem wplatać się w otwarty konflikt bez przygotowania.

Offline

 

#320 2016-01-15 21:28:56

Yoshiro

Martwy

50579205
Zarejestrowany: 2015-01-10
Posty: 206
Klan/Organizacja: Wyrzutki
Płeć: Męzczyzna
Wiek: 24

Re: Jezioro pamięci

      Po raz kolejny wplątałem się w bardzo nieprzyjemną sytuację. Zgłosiłem się do staruszka, który chyba wiedział, jak zatrzymać gigantycznego potwora spacerującego kilkadziesiąt metrów dalej. W moim przypadku, to jak porywanie się z motyką na słońce, jednak zdecydowałem zrobić wszystko co w mojej mocy, żeby zrealizować plan tajemniczego mężczyzny. Mogę nie ujść z życiem, jednak czy to ma jakieś znaczenie? Jeśli bestia nie zostanie powstrzymana, zmasakruje wszystko na swojej drodze, a więc mimo moich ubogich umiejętności walki, na pewno mogę się jakoś przydać.
      Było nas trzech, jednak wydawało mi się, że tylko jeden ma jakąkolwiek wiedzę na temat ogoniastej bestii. Rozkazał on znaleźć czarnowłosego mężczyznę przy użyciu, najlepiej przy użyciu techniki klonowania, której niestety nie dane mi było poznać. Zajął się tym czerwonowłosy stojący obok mnie, stworzenie tuzina kopii nie było dla niego problemem. Staruszek powiedział, że naszym celem jest zniszczenie słoja, w któym ma zostać zapieczentowane monstrum. Zaraz, czy zapieczentowanie tego czegoś, to nie jest obecnie najlepsze rozwiązanie? Ja sam, nie jestem w stanie przeciwstawić się tej niewyobrażalnej sile, walczący z nim ninja również nie wydawali się wystarczająco potężni, żeby wyeliminować potwora. Najrozsądniejsze wydawało się właśnie jego zapieczentowanie. Staruszek uważał, że ów siła nie być w posiadaniu ninja, ponieważ z jej pomocą będą mogli zrobić praktycznie wszystko.
     Na ten czas, postanowiłem się go słuchać, a być może później, gdy lepiej rozpoznam sytuację, zmienię zdanie. Naszym priorytetem było zniszczenie naczynia, a więc oczywiste, że należało ruszyć w jego kierunku. Zanim jednak zdążyłem to uczynić, z miejsca, gdzie wcześniej stała bestia zaczęło emitować bardzo jasne światło. Było na tyle silne, że musiałem na chwilę odwrócić wzork, a gdy skierowałem oczy z powrotem na potwora, go już tam nie było. Oznaczało to jedno, a mianowicie, że ninja rozpoczęli proces pieczętowania bestii. Czy to już koniec, już nic nie da się zrobić? Nie znałem szczegółów dotyczących tej techniki, jednak staruszek w ciągu kilku sekund przybił pieczątkę na moim czole oraz kazał wskoczyć do środka naczynia.
     Nie musiałem być specjalnie mądry, żeby domyślić się, co stanie się ze mną po wejściu do słoja. Oczywistym było, że ta niewyobrażalnie duża siła zostanie zapieczętowana we mnie, jednak czy to na pewno jest to, czego ja chcę? Nie mogłem wyobrazić sobie takiego obrotu spraw. Bacznie obserwowałem czerwonowłosego stojącego obok. Zastanawiało mnie, czy on uda się w stronę całego zdarzenia, żeby rzeczywiście zapieczętować w sobie bestię. Miałem nadzieję, że z chęcią to zrobi, a wtedy ja pozostanę wolny. Na ten czas, ruszyłem w stronę słoja, który nie znajdował się wcale tak blisko. Nie był to jednak pełny entuzjazmu, a jakby celowo opóźniany, spowodowany moją niepewnością bieg.


http://i.imgur.com/LXSXbxc.png

Offline

 

Stopka forum

RSS
Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB
Polityka cookies - Wersja Lo-Fi


Darmowe Forum | Ciekawe Fora | Darmowe Fora
www.elka.pun.pl www.pokemon-szef.pun.pl www.narutoxgra.pun.pl www.pl.pun.pl www.sforaastarte.pun.pl