Ogłoszenie


#201 2017-01-28 02:06:31

Straznik 3

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1332

Re: Port

Zachowanie Akihito zmieniło się diametralnie i Ikkyo mógł do dostrzec nawet bez konieczności dokładnej obserwacji ojca. Poddał się. Coś w nim pękło po całej tej opowieści i wygląda na to, że przez wszystkie te lata nie miał z kim tak naprawdę na ten temat porozmawiać, albo inaczej - nie miał się komu wyżalić. Przez cały ten upływ czasu nie miał do kogo wypłakać się o śmierci swojego ojca, może i powodziło się im dobrze, ale nie oznaczało to, że mieli wielu przyjaciół. Nie mieli. Nie przez to, że ktoś z nich szydził, albo był zazdrosny i wolał się trzymać z daleka, po wszystkim, co ich dopadło, Akihio wolał zachowywać dystans, Mikata w stu procentach pochwalała jego metody. Woleli się nie spoufalać, by ktoś nie wbił im noża w plecy, ponadto zbyt bliskie kontakty mogły być powodem wspomnianej wcześniej zazdrości i ostatecznie kłótni, która z pewnością dobrze by się nie zakończyła. Mowa o pieniądzach. Jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze, a kiedy człowiek zauważy, że innemu zbyt dobrze się powodzi, zrobi wszystko, by sprowadzić go na dno i nawet spróbuje mu zabrać pozycje. Albo pieniądze. Albo jedno i drugie najlepiej. Wracając jednak do głównego wątku, mężczyzna tłumił w sobie cały ten natłok negatywnych emocji, które pojawiły się w nim po śmierci ojca, nie dał im upustu, nie miał jak. Łzy nie wystarczyły, płacz to jedno, ale cierpienie to przecież drugie. Jeśli chodzi o jego żonę, przecież nie mógł przed nią ryczeć, miał też swój honor, to była istna bitwa emocji, która targała nim bezustannie. Odczuwał ból, którego nie był w stanie w żaden sposób opisać i chociaż mocno tego chciał, nie mógł płakać przy żonie, był przecież kiedyś ninją, postawnym, szanowanym i silnym ninją, który bronił innych. Wprawdzie łzy nie czyniły z niego ofiary, ale dobrze wiemy, że akurat Akihito ma swoje zasady i trwa przy nich nieugięcie, nie mógł pozwolić na to, by jego żona widziała go we łzach. Grał przez te wszystkie lata twardego i nieugiętego, grał nawet sztuczny smutek, tłumiąc w sobie ten prawdziwy.
-Moje życie było istnym piekłem.
Te słowa wypowiedział długo po tym, jak skończył opowieść i iluzja się zakończyła. Dotychczasowe kwestie ignorował, że się tak wyrażę. Oczywiście przyjmował je do wiadomości, ale w żaden sposób nie komentował, dał na wstrzymanie, ponadto Ikkyo w żaden sposób go nie sprowokował. Zdawać by się mogło, że młodzieniec zrozumiał wszystkie kwestie. W końcu zrozumiał swojego ojca i sam też zmienił nastawienie. Wyglądało na to, że sytuacja naprawdę miała ulec zmianie. Już kilka chwil wcześniej ojciec padł na kolana, a z jego oczu spływały łzy. Nie mógł ich opanować, wizja śmierci Utoshi'ego przenikająca gdzieś na czarnym tle wywołała u niego pogorszenie nastroju. Zadziałało to mniej więcej tak, że jego słowa spowodowały powstanie iluzji, iluzji, która przedstawiła właśnie jego ojca, całe szczęście oczy mężczyzny zakręciły się szybko, mieniąc się przy tym czerwonym blaskiem, dzięki dużej wytrwałości i sile woli udało mu się przerwać Genjutsu, które pojawiło się niekontrolowanie. Klęczał i ryczał. Wtem młody Lider klanu Uchiha dzięki mocy swoich oczu przywołał szczęśliwe obrazy przedstawiające historię klanu, która miała miejsce po tym, jak chłopak zaczął brać w nim aktywny udział. Kilka scen rozświetliło mroczne pomieszczenie, idealnie komponując się ze szczęśliwymi wątkami, które poruszył Ikkyo. To nie wystarczyło. Akihito machnął ręką i to siła jego oczu wygrała, te znowu zapaliły się intensywną czerwienią powodując, że wokół rozmawiających na nowo pojawił się mrok. Mrok. To właśnie on przeważał w sercu mężczyzny. I to własnie wtedy z ust syna wyszły trzy słowa, które zupełnie zagięły czasoprzestrzeń.


Kocham cię tato.

Może nie były to bezpośrednio takie słowa, ale dokładnie taki miały wydźwięk, a już na pewno sens. Ta wypowiedź echem rozniosła się po pustkowiu i rozbrzmiewała w nim dobre kilka chwil. Potem nastała cisza, cisza, której nie sposób było się przeciwstawić, nawet głośne oddechy były niesłyszalne, nawet dźwięki wydobywane z ich ust, dosłownie nic, jakby ktoś zaklął ich i całą tę przestrzeń. Dopiero Akihito mógł się odezwać jako pierwszy i to już było w pełni słyszalne.
-Ja ciebie też będę kochał, synu. Kochałem cię przez cały ten czas i bardzo za tobą tęskniłem..
Ryczał. Ryczał, jak przysłowiowy bóbr, ale nie wstawał z ziemi. Nie miał sił, zakrywał twarz dłońmi i nie wstawał, zwinął się w kłębek i nie potrafił się opanować. Jego wypowiedź była trudna do zrozumienia przez to, w jakim stanie się znajdował, ale syn doskonale go zrozumiał.
-Jesteś dobrym liderem dla naszego klanu?

Offline

 

#202 2017-01-30 22:07:29

 Ikkyo

Klan Uchiha http://i.imgur.com/fGrX3h1.png

52378630
Zarejestrowany: 2014-12-20
Posty: 606
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 20 lat
WWW

Re: Port

     Chwila była dziwna. I co ciekawe, trwała długo. Wbrew przysłowiu Fausta, chwilo trwaj, póki jesteś piękna, ta dziwota wciąż istniała. Trudno mi było cokolwiek powiedzieć. Z jednej strony słowa ojca wywołały u mnie uśmiech. Jednak kiedy ujrzałem jak leży i ogarnęły go wręcz spazmy, nie potrafiłem otworzyć ust, aby powiedzieć mu nawet czegoś miłego. Nie potrafiłem tego przyjąć. Najsilniejszy człowiek jakiego znałem płakał. I nie chodziło tutaj o siłę fizyczną, bynajmniej powiadam, chociaż górował nade mną wzrostem i pewnie tężyzną również. Jeśli wziąć jego charakter, to nie spotkałem nikogo tak zawziętego, egoistycznego, przekonanego o pewności własnego zdania i tak niezłomnego, że głaz poddałby się przed jego uporem i stabilnością.... Tymczasem on wył jak mały dzieciak. Krokodyle łzy tak zbiły mnie z tropu, że przez parę minut stałem i nie powiedziałem ani słowa.
     W końcu opanowałem swoje ciało na tyle, aby do niego podejść, położyć mu rękę na ramieniu i odezwać się cicho. Nie było potrzeby zachowywać się nadzwyczajnie, ale też nie musieliśmy przed sobą niczego ukrywać. Po dwudziestu pierdolonych latach mój ojciec się przede mną otworzył. I szczerze, to była chyba najlepsza do tego chwila, chociaż jego reakcja zamurowała mnie.
     Już spokojnie, tato. Wróciłem do was. - powiedziałem cicho. Musiał to usłyszeć, bo jednak głos miałem mocniejszy niż jego jęki. Po chwili, kiedy zadał mi następne pytanie, zaczerpnąłem nieco powietrza, dałem sobie sekundę zanim je wypuściłem, a następnie się odezwałem. - Najlepszym jakim się da, ojcze. Nie jestem idealny, ale na razie zgromadziłem klan, zakończyłem wojnę domowa i dołożyłem wszelkich starań, aby Lord odbudował naszą wioskę.

Offline

 

#203 2017-01-31 00:27:28

Straznik 3

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1332

Re: Port

Akihito nie mógł uwierzyć w to, co stało się między nim, a Ikkyo. Sytuacja między nimi nie powinna ulec zmianie, jednak słowa młodzieńca spowodowały, że coś w mężczyźnie pękło. Zdawać by się mogło, że to wszystko przez te wizje powstałe dzięki mocy oczu Uchiha i miejscu, w jakim się znaleźli, ale czy oznaczało to, że ojciec sprowadził tu syna specjalnie i chciał sprowokować samego siebie do takiego zachowania? Siedział skulony na ziemi i nie mógł powstrzymać się od łez, a wszystko przez powrót wspomnień o Utoshi'm, o przeszłości klanu, a także o tym, jak jego własny syn opuścił dom rodzinny kilka lat temu. Wyglądało na to, że rodzina znowu jest w komplecie i ma zadatki na to, by rozpocząć od nowa i choć z początku dla niektórych wydawało się to niemożliwym, to teraz wszystko skłania się ku dobremu.
Iluzja na szczęście już zniknęła, pozostała pusta przestrzeń z małą ilością oświetlenia i dwójką bliskich sobie ludzi prowadzących poważną rozmowę na temat przyszłości nie tylko ich rodziny, ale całego klanu. Akihito powoli dochodził do siebie, pomagały mu w tym słowa jego syna i ciepłe gesty, powoli zaczynał rozumieć, że nie może okazywać słabości przy swoim potomku, który w dodatku jest Liderem klanu Uchiha.
-A ty, synu, posiadasz Wiecznego Mangekyō Sharingan'a? - przerwał na chwilę. -Jeśli tak, to czy osiągnąłeś go w brutalny sposób? Powiedz prawdę. Pokaż prawdę.
Sam jako MG nie wiem, czy Ikkyo posiada tę moc, ale jego ojciec musi to wiedzieć, nim podejmie ostateczną decyzję. Nakłonił chłopaka do mówienia prawdy. Jeśli młodziak jest w posiadaniu tego Doujutsu, to za pomocą iluzji powinien okazać okoliczności, w jakich je obudził, a jeśli nie, to powinien po prostu powiedzieć prawdę i pokazać moment przebudzenia najwyższego posiadanego poziomu rozwinięcia Sharingan'a.

Offline

 

#204 2017-01-31 15:44:51

 Ikkyo

Klan Uchiha http://i.imgur.com/fGrX3h1.png

52378630
Zarejestrowany: 2014-12-20
Posty: 606
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 20 lat
WWW

Re: Port

     Sytuacja była śmiertelnie poważna. Może wiedziałem już co mam robić, ale czułem się z tym cholernie niezręczne. Największy przeciwnik, jakiegokolwiek miałem, zachował się jak małe dziecko i od tej pory poczułem się odpowiedzialny za niego. Tak, miałem wrażenie, że mój ojciec był moim podwładnym. Nie mogłem pozwolić, aby czuł się tak ponownie, albo co gorsza, nie mógł wrócić do teraźniejszości. Iluzja trwała i pozwoliła mu zachować twarz przed matką, chociaż do mnie chyba nie czuł niczego złego. Jednak kiedy wszystko się wyjaśniło, czar prysnął i ciemne lokum także. Przestrzeń ujawniła mnie i ojca, a także stojącą nieopodal go mamę. Nie wiedziała co się stało, i chyba dobrze. Szkoda jej nerwów na problemy Akihito.
     Kiedy jednak usłyszałem prośbę ojca, parsknąłem śmiechem. Wieczny Sharingan, tak? Byłem zdecydowanie w tyle, jeśli chodzi o zdolności klanowe i niestety, ojczulek nie mógłby go u mnie ujrzeć, przynajmniej na razie. Nieco rozbawiony pokazałem mojego zwykłego Sharingana, z trzema łezkami. Nie, niestety nie było mi dane zaświadczyć stadium Eternal Sharingana i prawdopodobnie długo go nie ujrzę, a w zasadzie, dużo czasu minie, zanim zobaczę coś właśnie nim.
     Niestety, tato, nie obudziłem jeszcze Mangekyou. - mruknąłem nieco rozbawiony. Gdzie Wieczny Wzrok Uchiha, gdzie Rzym, gdzie Krym.

Offline

 

#205 2017-02-01 02:41:53

Straznik 3

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1332

Re: Port

Aj, źle mnie zrozumiałeś. Napisałem, że iluzja zniknęła, ale nie chodziło mi o tę przestrzeń, w której się znaleźliście, ale o obrazy z przeszłości.

Okazało się, że Ikkyo nie posiada Wiecznego Mangekyō Sharingan'a. Nie ma się czemu dziwić, jest jeszcze młody i choć wcale nie zarzucam mu tutaj czegokolwiek, to jednak tego typu zdolność nie jest łatwa w przyswojeniu i mistrzowskiemu opanowaniu. Jasne, doświadczenia i siły mu nie brakuje, to jednak nie wystarczy, czasem po prostu potrzebny jest wiek, z którym przychodzi większa odpowiedzialność i precyzja. Nawet pozycja Lidera klanu go nie usprawiedliwia, zresztą o czym ja w ogóle piszę, powinienem zająć się głównym wątkiem, który zmierza już ku końcowi.
Im dłużej to wszystko trwało, tym bardziej Akihito przyzwyczajał się do sytuacji i oswajał się z nią. Wyglądało na to, że złe czasy klanu Uchiha zniknęły, co przedstawiały chociażby wizje wydarzeń, w których udział brał Ikkyo. Wizje te zostały stworzone dzięki potężnej mocy jego Sharingan'a, który przebił się przez drastyczne sceny ukazujące przeszłość klanu Uchiha z czasów świetności Akihito i Utoshi'ego. Moc chłopaka namalowała na czarnym tle te wydarzenia, które świadczyły o prawdziwych wartościach, jakie teraz przeplatają się w ich klanie, w ich rodzinie. Mowa o odwadze, rozsądku, nieugiętości, harcie ducha, braterstwie, przyjaźni, a nawet miłości - to właśnie je widział Akihito i to właśnie dzięki nim był w stanie się uspokoić i podjąć decyzję.
Ochłonął.
Słowa syna podniosły go na duchu i uspokoiły, a im więcej ciepła dawał mu potomek, tym lepiej się czuł, a jego stan widocznie się poprawiał. Podniósł się, otarł całkowicie z łez i spojrzał poważnym wzrokiem na syna. Zamachnął się ręką, a przestrzeń, w której się znaleźli, rozmazała się w jednej chwili, wyglądało to tak, jakby ktoś w paincie użył specjalnego narzędzia przypominającego gumkę. Narzędzie to usunęło całą czerwień, odsłaniając dom rodziny niczym kurtyna odsłaniająca scenę i aktorów. Zdawać by się mogło, że nie minęła ani chwila i tak dokładnie było. Ikkyo chciał wcześniej wyjść z domu po aktywacji Sharingan'a, ale do tego nie doszło, bo zdążyłem napisać, że Akihito zrobił to samo, spojrzenia obojga się spotkały i wtedy przenieśli się do tej dziwnej czasoprzestrzeni. Teraz wrócili, znajdowali się dokładnie w tym samym miejscu, czyli w przedpokoju. Zegar wiszący na ścianie nieopodal wejścia wskazywał dokładnie tę samą godzinę, nie ruszył się nawet o centymetr, czas stał w miejscu. I kiedy ich Sharingan'y jakby automatycznie się wyłączyły, wskazówki zegara zaczęły się poruszać w swoim naturalnym tempie.
-Ikkyo, synu. Wrócimy z tobą do Hidari. - głos ojca przerwał ciszę i zdziwił prawdopodobnie nie tylko Mikatę.
Kobieta spojrzała na męża pytającym wzrokiem, ale nie odezwała się, myślała, że to jakiś podstęp, albo prowokacja, bała się zareagować, chociaż zdążyła już poczuć w sercu chwilową ulgę.
-Pomóż się nam spakować. Nie mamy dużo rzeczy, w większości to tylko ubrania i mój sprzęt medyczny. Żyjemy prosto, pieniądze mamy schowane. Mieszkanie można wynająć albo sprzedać, nad tym się jeszcze zastanowimy. Mikata, przyszykuj walizki, ja pójdę do piwnicy po mój sprzęt, zacznij pakować ubrania, a pieniądze weź ze schowka. - im więcej mówił, tym rzetelniej brzmiał.
Jego żona nie wiedziała, dlaczego tak szybko zmienił zdanie, ale wolała się nad tym nie zastanawiać. Wiedziała dobrze o Sharingan'ie i widziała błysk w oku zarówno męża, jak i syna, domyśliła się, że mogli rozmawiać za pomocą Genjutsu, ale nie spodziewała się, że jakakolwiek rozmowa między nimi może przynieść pozytywny skutek. W biegu wyjęła z szafy walizki i pobiegła na górę po trochę rzeczy, resztę zabrała z sypialni. Nie licząc ubrań, sprzętu medycznego i pieniędzy, nie było tutaj niczego wartościowego. Akihito otworzył się i użył technik ninja, zapieczętował część przedmiotów w zwojach, by łatwiej się je transportowało, a mowa chociażby o garnkach, sztućcach i tego typu przedmiotach. W każdym razie wyglądało na to, że wszystko zmierzało ku dobremu.
-Pokaż mi prawdziwe oblicze nowego klanu Uchiha, synu. Wiem, że nie byłem idealnym ojcem, ale wraz z matką pomożemy ci odbudować klan. Jesteś naszym synem i kochamy cię bez względu na wszystko. - cokolwiek młodzieniec zrobił, pomogło, ale chyba największe znaczenie miały tutaj te trzy słowa - "Kocham cię, tato".
Zawzięty Akihito Uchiha przełamał się pod natłokiem pozytywnych emocji, jakie zaprezentował mu jego syn. Bez względu na intencje Ikkyo rodzice zdecydowali się mu pomóc, ale nikogo nie powinno to dziwić. Czy jest na świecie siła silniejsza od miłości, a tym bardziej od miłości rodziców?



Koniec!

Bardzo się wczułem i naprawdę świetnie spędziłem czas, pisząc te posty. Polecam się na przyszłość!
Daiki

Offline

 

#206 2017-02-03 13:33:14

Mikuni

Wyrzutek http://i.imgur.com/jV6TcvA.png

8260416
Zarejestrowany: 2015-10-31
Posty: 145
Klan/Organizacja: Wyrzutki
Ranga: Członek Organizacji / Medyk
Płeć: M
Wiek: 23

Re: Port

W posępnym milczeniu mijałem rozwrzeszczany tłum, który był właściwą składową tego miejsca – prawdziwego ronijskiego kotła czarownicy. Ludzie różnej maści zbierali się tu gnani własnymi interesami, chęcią zarobków, czy poszukiwaniem nowego lepszego miejsca na ziemi. Cóż jeśli znajdą tutaj cokolwiek, będzie to na pewno dobra opieka medyczna, a to jest już jakaś zmiana na lepsze.  Irytował mnie okrutnie wszechobecny mdły rybi zapach wwiercający się w nozdrza i ubranie. Nie to żebym się go nie spodziewał, zdawałem sobie oczywiście sprawę, iż w takim miejscu wprost niepodobnym było uniknąć czegoś takiego. Ja jednak z racji swojej profesji preferowałem bardziej sterylne wonie.
   Po dość długiej tułaczce znalazłem wreszcie łajbę, która miała mnie ponieść w stronę kraju księżyca i uwierzcie mi, ta rzecz szumnie nazwana okrętem nie zrobiła na mnie ani trochę dobre wrażenia. Wyglądała, jakby za chwile miała zatonąć. Nie mając większego wyboru udałem się na pokład modląc się w duchu aby nie była to moja ostatnia morska podróż, jakiej mam uświadczyć.   

                                                                                                                          [z.t -> Tsuki no Kuni, Port]


Potem Wilczyca, nabrzmiała od płodu
Żądz wszelkich, mimo że chuda i sucha,
Sprawczyni nieszczęść mnogiego narodu,
Swoim widokiem zgnębiła mi ducha



http://i.imgur.com/9qllVJp.jpg


Karta Postaci


Theme|Voice

Offline

 

#207 2017-03-30 20:00:16

Straznik 6

Strażnicy

Zarejestrowany: 2013-04-02
Posty: 427

Re: Port

Sesja trudna dla Yoshimaru - #5

    Kougami znalazł czuły punkt dzięki, któremu przekonał młodego Wyrzutka do podjęcia się śmiertelnego zadania mające na celu ochronę organizacji przed kolejnymi podobnymi incydentami. Nie można pozwolić by podobna sytuacja znów miała miejsce. Co jeśli następnym razem Kami znów postanowi zawitać do Kraju Uciekiniera, ale tym razem z towarzystwem wszystkich Samotników zamieszkujących Ariando? Jedno jest pewne. Dojdzie do kolejnej Wielkiej Wojny, do której bez dwóch zdań włączą się pozostałe klany sojuszu, a nawet te, które liczą tylko na wszelakie bogactwo bądź rozgłos. Fakt, że dla większości albo i prawie wszystkich, pomijając niewielką grupę, samotników Ichuza zmarł niczego nie zmienia. Co za problem sterować klanem z ukrycia?
    Powoli dochodził wieczór, mimo tego słońce nadal świeciło swym jasnym blaskiem. Odbijając się od białego śniegu powodowało niewielkie trudności z utrzymaniem stałego kontaktu wzrokowego z otoczeniem. Kougami miał na to sposób. Pochylił głowę odrobinę w dół a jego oczy minimalnie powędrowały ku górze. W ten sposób mimo ograniczonego pola widzenia nie musiał przejmować się blaskiem słońca odbijającego się od powierzchni śniegu. Nie był zadowolony z obrotu spraw. To, że sam nie musiał się tam fatygować nie poprawiało mu humoru. Na początku wędrówki obaj milczeli, nikt nie chciał bądź nie miał nic do powiedzenia. Dopiero w połowie drogi mężczyzna przeszedł do tego czego Yoshimaru oczekiwał najbardziej. To tego co może okazać się kluczowe dla jego wyprawy.
    No cóż. Skoro jesteśmy już tak daleko to raczej nie ma pory na odwrót. Musisz być tego świadomy. W chwili gdy opuściłeś namiot automatycznie przyjąłeś zadanie, którego nie możesz teraz porzucić. Był jeszcze jeden powód dlaczego nie wysłaliśmy nikogo do Ariando. Spokojnie znalazłoby się kilka osób, które aktualnie nie zajmują się niczym ważnym aczkolwiek ich ilość była problemem. Pojedynczo nie dali by sobie rady, a wysyłanie większej ilości osób może sprawić ogromne kłopoty. Dlatego w tym przypadku był potrzebny jeden człowiek. Taki, który w pojedynkę może zdziałać całkiem sporo. Wybór padł na Ciebie. - Przerwał na chwilę by dokończyć zwijanie mapy i chowanie jej do wewnętrznej kieszeni kamizelki. - Gdy dojdziemy do portu będzie tam na nas czekał, a raczej na Ciebie, niewielka łódź rybacka. Nasz znajomy często kursuje od Kraju Ognia do nas i do Kraju Wody więc zabierze Cię ze sobą. Z tego co od niego wiemy to jakakolwiek kontrola pojawia się tylko gdy cumujesz w głównych portach. Dlatego Twoim przystankiem będzie niestrzeżone wybrzeże. Podejrzewam co teraz możesz sobie myśleć i tak, zgadzam się. Nie ufaj mu. Mimo, że to nasz przyjaciel to jednak bardziej jest koleżeński dla tego, który zapłaci więcej tak więc zachowaj ostrożność. - Ryzyko już na samym początku. Lepiej już być nie może, prawda? - Wysadzi Cię na wyspie Gyakuen, a Twoim głównym celem będzie infiltracja. Atakujesz tylko wtedy gdy uznasz, że Twoje życie jest zagrożone. Cóż... teoretycznie to pobyt w Kraju Wody można uznać za taką sytuację, ale raczej wiesz o co mi chodzi, prawda? Zaczniesz od zbadania tamtejszego miasta. Wszak wszystkie wyspy wchodzą w skład Kraju Wody a Samotnicy swobodnie się po nich poruszają więc powinieneś być w stanie podsłuchać rozmowy kilku z nich, może akurat któryś z nich coś wie na temat Ichuzy. Dla większości jest On martwy, ale zapewne znajdą się jednostki, które znają jego sekret a także miejsce pobytu. Masz wolną rękę jeżeli chodzi o działania. Możesz a nawet dobrze by było gdybyś z kilkoma zamienił słówko ukrywając swój prawdziwy cel i oczywiście to kim jesteś. Jednak uważaj. Na ostatniej wojnie Samotnicy mieli w szeregach kilku sensorycznych ninja więc na pewno ktoś potrafi zidentyfikować Twoją chakrę. Na takich jednostkach powinno Ci najbardziej zależeć. Sposób przesłuchania zależy od Ciebie. - Powoli zaczęli zbliżać się do portu. Na horyzoncie było już widać ogromną, płaską tafle wody po, której pływają mniejsze bądź większe okręty. Jednym z nich Yoshimaru uda się do w prawdopodobnie najtrudniejszą podróż swojego życia. - Zostaw tutaj swojego klona. Będąc tam na miejscu komunikacja między Tobą a nami będzie niemożliwa jeżeli bierzemy pod uwagę umiejętności naszych szpiegów. Zostawiając tutaj klona a dokładnie w naszej siedzibie będzie mógł na bieżąco śledzić Twoje działania. Tym samym będziemy wiedzieli kiedy po Ciebie podpłynąć by zabrać Cię do domu.
    Skończył. Zapewne Yoshimaru miał kilka pytań dlatego Kougami zwolnił kroku by dać na to specjalnie czas. Niech wszystko będzie jasne aby później nie pojawiły się żadne komplikacje.

Offline

 

#208 2017-03-30 21:16:01

Yoshimaru

Wyrzutek

Zarejestrowany: 2013-03-24
Posty: 647
Klan/Organizacja: Wyrzutki
Ranga: Elita
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 32 lata

Re: Port

     Ciężko stąpałem po śniegu, zostawiając głębokie ślady podeszew. Wąska uliczka prowadziła w stronę przystani. Portu, który znajdował się daleko od organizacji. Miałem wiele czasu, by oczyma ogarnąć przepiękny widok budowli wyrzutków. W drodze na małą, rybacką łódź, towarzyszył mi gadatliwy mężczyzna. Poruszył kolejno kilka kwestii. Prostowałem natychmiast, nie czekając, aż przejdzie do innych, mniej ważnych tematów. Mimo, iż mówił całkiem poważnie, nie odbierałem tak jego osoby. W pierwszej chwili na mej twarzy zagościł drobny, ledwo widoczny uśmiech.
      Nadal mam wybór. Jeżeli teraz odmówię, to co mi zrobisz? Wsadzisz za kraty, czy nawet zabijesz? Pomyśl, co by się wówczas z tobą stało, gdyby dowiedział się przywódca. Sprawa jest jasna, ale dla mnie. Mam wybór, choć podjąłem już decyzję. Samodzielnie. - Na koniec tych słów spojrzałem w jego stronę.
      Człowiek nie może być zmotywowany, jeżeli od samego początku nie wierzy w powodzenie misji. Gdyby ktokolwiek wiedział, gdzie znajduje się Ichuza, choćby cząstkę tego jak można go znaleźć, nasi najlepsi szpiedzy wyciągnęli by te informacje, jak świeże ryby z wody. Natomiast tutaj, według moich podejrzeń, jedyną osobą, która może znać prawdę jest Akemi, przywódca. - Zaśmiałem się ironicznie, zwalniając. Następnie przyłożyłem dłoń do podbródka i z każdym kolejnym krokiem mąciłem palcami po twarzy. Na niej zaś powstało zamyślenie.
      Nie ma szans bym się do niego zbliżył. A tym bardziej nie ma mowy o jakiekolwiek z nim rozmowie. Aczkolwiek, mogę spróbować. Nie musisz się martwić, że mnie wykryją. Moja chakra jest na poziomie dziesięciolatka. Przy normalnym wojowniku jestem nikim. Nie widać mnie, niczym  niewidzialna, nie stanowiąca zagrożenia persona. Powinieneś o tym wiedzieć. - Zakończyłem uśmiechem, uderzając lekko jego ramię. Gestem uniesionej dłoni posłałem pożegnanie, po czym dodałem kilka słów i odszedłem.
      Nie ma sensu zostawiać klona, choć nawet gdyby był, skąd pewność, że potrafię tworzyć takie cuda? - Zmarszczyłem brwi i pokiwałem głową. Chwilę później znalazłem się przy łódce, którą wcześniej wskazał mi rozmówca. Powitałem gospodarza lekkim skinieniem i wyniosłem zapytanie.
      Słyszałem, że istnieje szansa wyprawy na tereny Kraju Wody. - Głosem lekko radosnym rozpocząłem konwersację.

Offline

 

#209 2017-03-30 22:03:37

Straznik 6

Strażnicy

Zarejestrowany: 2013-04-02
Posty: 427

Re: Port

Sesja trudna dla Yoshimaru - #6

    Mężczyzna westchnął głośno na pierwszą odpowiedź jaką usłyszał od wyrzutka. Nie było to coś w rodzaju zmęczenia, znudzenia czy zwykłego lekceważenia swojego rozmówce. Bardziej miało to symbolizować rozczarowanie tym, że Yoshimaru nie do końca zrozumiał sens jego wypowiedzi. Mimo tego kontynuował i ponownie wsłuchiwał się w każde słowo wypowiedziane przez jego rozmówcę. Gdy ten tylko skończył i obaj mieli jeszcze czas na wymianę kilku zdań Kougami postanowił wyjaśnić raz a dobrze. - Źle mnie zrozumiałeś. Choć mówiąc szczerze sam jestem ciekawy jakby taki proces wyglądał. - Zamyślił się na kilka sekund po czym ciągnął dalej. - Nie jesteś zobowiązany do wykonania tej misji względem mnie czy pozostałych wyrzutków, którzy z różnych powodów nie są w stanie do niej przystąpić. Bardziej chodziło tutaj o samą organizację, każdy z nas wykonując zadania powierzone bezpośrednio lub pośrednio przez Shinsaku-sama, nie robi ich dla Niego. Ani nawet dla swoich towarzyszy czy mieszkańców Kraju Uciekiniera. Robi to dla organizacji, do której przynależy i którą tworzy. - Spojrzał w kierunku portu a dokładniej doku przy której znajdował się przewoźnik. Aktualnie szykował swoją łajbę do rejsu, a także sprawdzał towar, który przy okazji chce zabrać do Kraju Ognia. Prawdopodobnie najpierw chce się tam udać aby potem ruszyć w kierunku terenów łowieckich by zaopatrzyć się w towar, który może sprzedać u kupców.
    Nawet nie myślałem by Ci proponować rozmowę z nim. Dobrze wiem, że prawdopodobieństwo wystąpienia takiej szansy jest równe zero a jeśli nawet to użycie przeciwko niemu jakiejkolwiek sztuczki skończy się Twoją śmiercią. Podczas wojny pokazał na co go stać więc zaczynanie od niego byłoby istnym samobójstwem. - Wysłuchał ostatnich słów członka tej samej organizacji po czym oparł ręce o biodra i pochylając lekko głowę w dół wypowiedział ostatnie słowa. - Po prostu nie lekceważę naszego wroga, Ty również mógłbyś tego nie robić. - Następnie gdy Yoshimaru poklepał go po ramieniu ten po prostu odwrócił się w kierunku, z którego zmierzali by powrócić do swoich obowiązków jakie zostały mu nałożone przez lidera.
    Yoshimaru skierował swoje ciało w kierunku właściciela łódki. Był to mężczyzna w średnim wieku, aczkolwiek do siwych włosów jeszcze mu trochę brakowało. Ubrany w brązowy kożuch, a także grube zielone spodnie, które idealnie chroniły go przed zimnem i chłodem jaki panuje na wodach. Na jego twarzy widać było kilka blizn, prawdopodobnie są to pamiątki po utarczkach z innymi rybakami, którym akurat mężczyzna nie przypadł do gustu. Natomiast całą twarz jak i dłonie miał popękane od zimna, prawdopodobnie większość swojego życia spędził na zewnątrz, na mrozach Ronin no Kuni. Spojrzał na Wyrzutka po czym kiwnął głową odpowiadając lekko zachrypniętym głosem. - Dokładnie tak. Kougami-sama wszystko mi powiedział odnośnie tego gdzie powinienem Cię wyrzucić. Mimo wszystko zatrzymamy się blisko portu więc ważne jest abyś wyskoczył z łodzi szybko, nie ociągając się. Ostatnio wielu samotników kręci się po tamtych terenach, a ja nie mam zamiaru zrywać umów handlowych. - Odpowiedział po czym zaprosił go na pokład. Była to niewielka łódka na której znajdował się główny mostek, przy którym było zejście pod pokład. Tam znajdowały się szalupy a także przeróżne skrzynie. Jedne śmierdziały rybami zaś od innych czuć było woń egzotycznych owoców. Yoshimaru mógł przeczekać całą podróż pod pokładem bądź razem z mężczyzną spędzić go na zewnątrz wśród wszelkiego rodzaju lin, haków a także sieci, które stanowią podstawowy asortyment każdego rybaka.

W następnym poście z/t do Portu

Offline

 

#210 2017-03-30 22:14:34

Yoshimaru

Wyrzutek

Zarejestrowany: 2013-03-24
Posty: 647
Klan/Organizacja: Wyrzutki
Ranga: Elita
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 32 lata

Re: Port

     Stary rybak, który był jednocześnie właścicielem łódki, wyglądał na zmęczonego życiem. Jego popękana skóra i blizny na twarzy mówiły o bardzo ciężkiej przeszłości. A jednak wewnątrz odczuwałem ekscytację i dumę. Słowa, które dopowiedział odprowadzający mnie mężczyzna, zapadły głęboko w pamięć. Podróż z kimś, kto dostarcza jedzenie do organizacji, to czysta przyjemność. Nie zszedłem pod pokład, a zasiadłem na samym końcu łodzi, by mieć widok z obu stron na morze, a także z przodu na starca. Zapytałem również, czy potrzebna mu pomoc. Gdyby przydała się kolejna para rąk, z chęcią wspomógłbym go w rzeczach, które potrafię wykonać. W ten sposób zadbałem również, by nasza podróż przebiegła sprawniej i w lepszej atmosferze.
     I nawet, gdy zapadła kompletna ciemność, a jedynym źródłem światła był księżyc odbijający się w morskiej wodzie, nie zmrużyłem powiek. Obserwowałem jegomościa tak, jak kazał mi to robić zleceniodawca. Być może, to on stanie się głównym czynnikiem mego niewyspania. Po tych słowach, jako że nikomu nie można ufać, nie mogłem nawet uciąć sobie drzemki. Pomimo faktów, iż dziadzio też spał, ja nie mogłem. O tyle dobrze, że Ronin no Kuni leży blisko Kraju Wody. Przeprawa przez morze nie zajęła dużo czasu. Po kilku godzinach ujrzałem brzeg. Pora, którą zastaliśmy była idealna do przedostanie się na ich terytorium.
     W nocy trudniej o wykrycie. Wyczekałem więc dogodnego momentu i wyskoczyłem z łodzi, kierując się natychmiast w stronę lasu, czy innego, mniej zatłoczonego miejsca. Moim zamiarem było dobiegnięcie do najbliższej osady, utrzymując jednocześnie oddech. W innym wypadku mógłbym wyglądać, jakbym faktycznie przed kimś uciekał. A w mej głowie brzmiały tylko słowa, bym nikomu tutaj nie ufał.

[z/t -> Gyakuen - Port]

Offline

 

#211 2017-03-31 22:12:43

Straznik 1

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1581

Re: Port

Jiro bez problemu znalazł statek i ukrył się na nim tuż przed wypłynięciem z portu , sprawa jednak nie była taka prosta jak się wydawało.  Wciąż miał ogon, który co prawda nie był w stanie wykonać takiego skoku, jednak pijaczkowie głośno wyrazili swoją dezaprobatę dla sposobu podróży jaki wybrał Jiro. W skutek czego ten został odnaleziony, niemal natychmiast. kapitan nie był zadowolony z obrotu wydarzeń. Zdecydował się odstawić nieproszonego gościa z powrotem do portu. Po jednak krótkiej analizie, tego jak jiro w ogóle znalazł się na statku, ustalił, że ten jest ninja, a tych kapitanowie zawsze chętnie przygarniają na czas podróży w zamian za ochronę przy ewentualnym ataku piratów, tak też było i tym razem. Chociaż chłopak bez wątpienia mógł być niezadowolony, że jego tożsamość się wydała. Na powrocie statku skorzystało kilku spóźnionych pasażerów którzy postanowili udać się do ronin. Podróż minęła bez większych problemów i pod koniec dnia statek zbliżał się do słabo oświetlonego portu w kraju wyrzutków. Już z oddali Jiro mógł dostrzec kobietę, która wyglądała jak ta przedstawiona na zdjęciu, tylko ciut lepiej ubraną.

Offline

 

#212 2017-03-31 22:30:46

Itsuki

Klan Senju

Zarejestrowany: 2013-05-22
Posty: 217
Klan/Organizacja: Senju
Ranga: Członek

Re: Port

Chłopak ruszył przed siebie pewnym krokiem, po zaludnionym porcie w kraju wyrzutków, zwrócił  uwagę na pewną ładną panią, która z pewnością mogłaby pracować w domu gejsz, ale najwidoczniej miał ochotę wyjechać z tego kraju. Wydawało mu się też, że widział członka swojego klanu, ale nie był do końca pewny czy miał okazję go poznać. Miał też okazję podziwiać jak nowy statek wpływał do portu, na jego pokładzie był śmieszny czarnowłosy chłopak. Itsuki nie często widział taki kolor włósów więc przez chwile się zainteresował, po czym ruszył poszukiwać statku płynącego do kontynentu. Załapał się na taki, który płynął do kraju gorących źródeł, chociaż ostatnio to były dość niebezpieczne wody. Itsuki jednak nie zastanawiał się dwa razy, musiał wyrobić się na igrzyska, więc ruszył czym prędzej.
[z/t-> port gorące źródła]


http://static.comicvine.com/uploads/original/11/119884/2716728-600px_senju_symbol.svg.png

Offline

 

#213 2017-03-31 22:38:28

Jirō

Klan Namikaze

50579205
Zarejestrowany: 2016-08-31
Posty: 164
Klan/Organizacja: Namikaze
KG/Umiejętność: Kiiroi Senkō
Ranga: Quincy
Płeć: Mężczyzna

Re: Port



      Podróż nie była tak prosta, jak przewidywał ninja. Został zawrócony do portu, jednak cała sytuacja była tak zakręcona, że ostatecznie  dostał się na wyspę. Podróż nie trwała długo, a mijała jak każda inna. Minęło kilka godzin, a statek już dobijał do przystani w Ronin. Namikaze już z daleka zauważył pewną sylwetkę, która wydawała mu się dość znajoma. Nie oszukał się, była to kobieta, której szukał, ale ubrana nieco lepiej.
      Ninja zszedł na ziemię i od razu ruszył w jej kierunku. Nie miał pojęcia, co się stało. Skąd wzięła się w tym miejscu, dlaczego jest tutaj, ubrana dobrze i generalnie sprawiająca wrażenie, że nic złego się z nią nie stało? Cóż, nie zostało nic innego, jak tylko przebadać całą sytuację. Cały czas jednak starał się zachować ostrożność. Nie wykluczał możliwości, że został zdemaskowany, a to wszystko to tylko pułapka, która ma na celu wyeliminować właśnie Jiro? Zauważył też jakiegoś chłopaka, który podejrzanie patrzył się na Namikaze. Czyżby to właśnie on miał się nim zająć?
      - Jesteś cała? - spytał, żeby upewnić się, że z kobietą wszystko w porządku -  twój mąż wynajął mnie, żebym Cię odnalazł, bo rzekomo zostałaś porwana - dodał, a w jego głosie można było wyczuć niepewność -  jednak ty wyglądasz całkiem... w porządku?

Ostatnio edytowany przez Jirō (2017-03-31 22:39:31)

Offline

 

#214 2017-04-01 14:15:31

Straznik 1

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1581

Re: Port

Kobieta, była wyraźnie zdziwiona nagłym pojawieniem się Jiro, a na wieści o domniemanym mężu przestraszona. Jej mina wyrażała coś w stylu co ten szaleniec gada? Powoli zaczęła się wycofywać od Jiro i właśnie wtedy chłopak został zaatakowany. Muskularny mężczyzna pojawił się przy kobiecie w mgnieniu oka. Mężczyzna idealnie pasował do skąpego rysopisu przedstawionego przez Babcie. Wyglądało na to, że mówiła prawdę i Jiro odnalazł właściwą kobietę. Problem, stanowił jednak fakt, że nikt nie wspominał, że porywaczem był ninja. Gdyby Namikaze wiedział zapewne dwa razy by się zastanowił nad podjęciem akcji. Mężczyzna stał jakieś 10 metrów od Jiro, ale nie przeszkadzało mu to w ataku. Przy pomocy bicza utworzonego z wody, broń czy też technika zbliżała się(szybkość:100) do Namikaze z wyraźnym zamiarem pochwycenia go.
Jakby na domiar złego zza pleców Namikaze pojawiło się dwóch spóźnionych pasażerów, którzy wykorzystując sytuacje, ruszyli aby pochwycić kobietę.

Offline

 

#215 2017-04-01 14:28:20

Jirō

Klan Namikaze

50579205
Zarejestrowany: 2016-08-31
Posty: 164
Klan/Organizacja: Namikaze
KG/Umiejętność: Kiiroi Senkō
Ranga: Quincy
Płeć: Mężczyzna

Re: Port



      Jiro czym prędzej ruszył w kierunku kobiety. Popełnił małą gafę, bowiem powiedział o jej mężu. Później przypomniało mu się, że nie był to mąż, a jedynie narzeczony. Do tego bardzo nietypowy i ninja dalej nie rozumiał, co kobieta w nim widziała. Tak czy siak, jego słowa mogły wprowadzić w błąd kobietę.
      - Powiedziałem mąż? Miałem na myśli twojego narzeczonego - powiedział, żeby szybko sprostować sytuację. Było jednak już za późno, kiedy w okolicy pojawił się mężczyzna, idealnie pasujący do opisu staruszki. Warto było powiedzieć jej ciepłe słowo, mimo swojej niechęci do przesadnego słodzenia i ogólnie prawienia komplementów za nic. Cóż, przynajmniej teraz wie, że jest to kobieta, której szuka. Nie zamierzał on jednak czekać na żadne wyjaśnienia, a ruszył do ataku. Co ciekawe, też był ninja, znał jakąś wodną technikę. Rzucił w kierunku Jiro sznur, jednak, co ciekawe, on musiał trzymać za jego drugi koniec. Wtedy do głowy przyszedł młodzieńcowi pewien plan. Kiedy technika była już blisko, ten złożył pieczęci (szybkość 171) i strzelił w wiązkę wody błyskawicami (siła jutsu 150). Jeśli wszystko dobrze pójdzie, woda zadziała jako przewodnik, a atakujący dozna poważnych obrażeń.
      Zauważył również dwóch mężczyzn biegnących w kierunku kobiety. Dobył więc swój łuk, a następnie wystrzelił dwie strzały, obie celowały w pięty podejrzanych typków (szybkość strzał 190).

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Ostatnio edytowany przez Jirō (2017-04-01 14:28:46)

Offline

 

#216 2017-04-01 14:59:50

Straznik 1

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1581

Re: Port

Próba korekty ze strony Namikaze nie wiele zmieniła , wyglądało na to, że kobiecie równie obcy był jej mąż jak i narzeczony. Zresztą było już za późno bicz nieustannie zbliżał się Do Jiro. Chłopak ani myślał unikać, postanowił wykorzystać technikę przeciwnika aby zadać mu ból. Plan był sprytny nie wziął jednak jednego faktu pod uwagę. Jego przeciwnik całkowicie zignorował jego kontratak i bicz zaplątał się wokół Namikaze. "Porywacz" nic nie robił sobie z bąbli, które pojawiły się na jego dłoni. Jednak na jego twarzy pojawił się grymas złości. Spowodowane to było jednak tym, że mężczyźni pochwycili kobietę i zdążyli już uciec na właśnie odpływający statek. Już z niego jeden z nich rzucił garść monet w kierunku Jiro.
- A jednak ją znalazłeś, cóż mieliśmy Ci nie płacić po tym jak potraktowałeś bossa, ale coś mi mówi, że i tak nie będziesz miał okazji ich wykorzystać.  - powiedział jeden z oprychów,  znikając za horyzontem wraz ze statkiem, śmiejąc się i wpatrując się we wrogiego ninje. Ten okazał się jednak dość rozsądnym typem i zamiast rzucać się ze złością na Jiro postanowił porozmawiać. Jak się okazała  pochodził z klanu Senju i przebywając w kraju księżyce, spotkał dziewczyna. Dziewczyna była biedna miała mnóstwo długów na robionych przez ojca, którego nawet nie znała. Nie stanowiła to jednak wytłumaczenia dla organizacji przestępczej u której jej ojciec się zadłużyć. Według umowy, miała zostać niewolnicą i najpewniej świadczyć usługi seksualne w jakiejś melinie. Senju zlitował się nad nią i postanowił podjąć się zadania wywiezienia jej z miasta, które zniweczył Jiro. Mężczyzna był zły na chłopaka, ale rozumiał że ten nie miał zamiar wyyrządzić krzywdy dziewczynie, więc go wypuścił.

Ostatnio edytowany przez Straznik 1 (2017-04-01 15:00:03)

Offline

 

#217 2017-04-02 13:29:23

Jirō

Klan Namikaze

50579205
Zarejestrowany: 2016-08-31
Posty: 164
Klan/Organizacja: Namikaze
KG/Umiejętność: Kiiroi Senkō
Ranga: Quincy
Płeć: Mężczyzna

Re: Port



      Nie udało mu się tak łatwo pokonać mężczyzny. Z jednej strony, plan z błyskawicami się udał, jednak przeciwnik nic sobie nie zrobił z obrażeń i postanowił kontynuować walkę. Nawet nie puścił bicza, mimo, że jego ręka została dość mocno poparzona. Cóż, wyglądało na to, że ten typ nie zamierza prędko odpuścić.
      Nagle, mężczyźni, którzy biegli w kierunku kobiety pochwycili ją i zabrali na statek. Szlag! Kolejna porcja roboty dla Jiro. Teraz musi pokonać typa, a następnie ruszyć za nimi. Tak mu się wydawało, do póki mężczyźni nie powiedzieli, że są od mężczyzny, z którym chłopiec pokłócił się na samym początku. Śledzili ninja od samego początku. Był jak narzędzie, doprowadził ich do celu, żeby oni mogli zgarnąć zgubę. Cóż, dobrze przynajmniej, że się znalazła. Co ciekawe, rzucili oni trochę pieniędzy w kierunku czerwonowłosego, przecież coś mu się należało.
      I mężczyzna, z którym walczył, postanowił odpuścić. Najzwyczajniej nie miał już po co toczyć tej bitwy, skoro kobieta została zabrana. Zerwał wodny bicz, a następnie urządził sobie krótką konwersację z Jiro, który po całym fakcie zabrał pieniądze zostawione przez dwóch typków, a następnie ruszył w kierunku domu gejsz.

[z/t -> Dom Gejsz]

Offline

 

#218 2017-04-04 21:42:35

Hiyoki

Gość

Re: Port

Był już na miejscu, mógł więc udać się do miejsca, o którym tyle się nasłuchał. Mowa o domu gejsz,  który wszyscy nazywają "Okiya". Wiedział dobrze, że jest to z pewnością placówka, w której może się zrelaksować, a po tylu latach hibernacji właśnie tego potrzebował. Miał przy sobie trochę gotówki, którą zamierzał wydać i nie chciał przejmować się kosztami, zależało mu tylko na dobrej zabawie. Musiał jednak pilnować czasu, jeśli zbyt dużo przeznaczy go na rozrywkę, ominą go z pewnością całe igrzyska w Enko, a te przecież również chciał bardzo zobaczyć. W każdym razie Hiyoki znał nazwę miejsca, do którego miał się udać, nie wiedział jednak, jak ma się do niego dostać, nie znał okolicy. Na szczęście tutejsi mieszkańcy okazali się na tyle uprzejmi, że wskazali drogę członkowi organizacji Samotników, dzięki temu ten mógł szybko dotrzeć do celu swojej podróży.
-W końcu!



[z/t -> Ronin no Kuni, Okiya - Dom gejsz]

 

#219 2017-07-01 16:55:56

 Koharō

Wyrzutek http://i.imgur.com/MLOoQeQ.png

4934989
Call me!
Skąd: Łódź
Zarejestrowany: 2015-12-23
Posty: 545
Klan/Organizacja: Hyuuga
KG/Umiejętność: Kisame (lvl2)
Ranga: Członek klanu
Płeć: mężczyzna
Wiek: 25

Re: Port

    Kończąc w cieniu liści dopinać spodnie, Koharō zmarszczył czoło. Nie miał pojęcia, jak częstą przypadłością jest to, co go spotkało, podejrzewał jednak, że nie za częstą. Raczej nie doprowadziło do wytworzenia osobnej gałęzi odzieżówki, skupionej wokół osobników gwałtownie zmieniających masę i gabaryty. Zapisał w głowie, żeby od razu po przyjechaniu do Ronin rozejrzeć się za jakimś krawcem. Nowy pasek do spodni również trafił na listę "to do", białowłosy miał wrażenie, że tylko pas na zwoje chroni go przed częściowym negliżem. W niektórych miejscach, jak pas, jego ciało straciło kilka centymetrów, podczas gdy w innych mu przybyło. Białego kostiumu z jednym z symboli Hyuuga, wieńczącego jego codzienny ubiór, nawet nie zakładał. Sztywny i nieelastyczny materiał ostrzegająco zaskrzypiał już gdzieś na wysokości barków. Zrezygnował więc i narzucił kamizelkę taktyczną i swój płaszcz podróżny bezpośrednio na siatkę opinającą tors. Pozostałości kombinezonu z tych felernych igrzysk zakopał, bez większego przekonania. Jakoś tak... stracił zapał do walki o pewne sprawy.
     Wychodząc spomiędzy linii drzew, bezgłośnie kiwnął głową do Yocharu, dając znać, że jest gotowy do drogi. Kiedy stał tak, wyprostowany, w swoim pełnym rynsztunku podróżnym, obecni mogli po raz pierwszy zaobserwować detal, który przeoczyli, gdy siedział półprzytomnie na piasku. Człowiek-rekin mierzył teraz niemal 190cm, wynik nie do zbagatelizowania w świecie pozbawionym GMO no jutsu.
     Nie wdając się specjalnie w dyskusje, Koharō czekał na gotowość grupy, czytając w skupieniu jeden ze swoich zwojów i czytał go nadal, kiedy wchodzili na pokład wysłużonego brygu.


http://s16.postimg.org/z6h9hurx1/tumblr_ojwqysls8g1visbsjo1_1280.png


Karta Postaci || Voice                 
       Theme    ||    Battle Theme

Offline

 

#220 2017-07-01 19:33:29

 Ayanami

Samotnik [Inuzuka]

60319378
Zarejestrowany: 2016-08-24
Posty: 252
Klan/Organizacja: Inuzuka
KG/Umiejętność: Ainuken
Ranga: Członek Organizacji
Płeć: Kobieta
Wiek: 20

Re: Port


     Koharo przez cały zdawał się być zupełnie nieobecny, dlatego zrezygnowałam z prób rozmowy z nim. Szczególnie poruszania tematu igrzysk. Wszystko było zbyt świeże, za bardzo bolało. Jego w szczególności. Po drodze na statek Asuka wsunął łeb między moje nogi i zarzucił mnie sobie na grzbiet. Najwyraźniej postanowił zostawić resztę nieco w tyle i idąc parę metrów przed nimi skierował swe kroki na statek.
- Dziwnie się zachowujesz - mruknęłam do niego, splatając ręce na piersiach.
- Chyba wszyscy czujemy się nieco nieswojo - odpowiedział - Zresztą też uważaj, bo nie powinnaś wszystkich dookoła słuchać.
- He? - uniosłam brew do góry ze zdziwieniem - O co ci chodzi?
- O nic - uciął - Mówię ogólnie.
     Wzruszyłam ramionami i w momencie gdy stanęłam na pokładzie zeskoczyłam z niego i spojrzałam za siebie. Koharo szedł dość nieprzytomnie, Yocharu obok niego, zaś Himitsu gdzieś się zapodziała. Może poszła siku?
     Usiadłam na burcie, nogami zwisając nad otwartym morzem i w tej pozycji spędziłam całą podróż. Myślami wróciłam do młodej Hyuugi. Pewnie się nie zgubiła. Szczególnie, że zdążyłam zauważyć, iż czarnowłosy pełnił funkcję kogoś w stylu jej opiekuna. Chciał ją przekazać rekinowi, jednak on za bardzo do tego zadania się nie kwapił. Kątem ucha usłyszałam, jak pytała swego towarzysza, czy powinna mu wyjawić swoją tożsamość. Nie miałam zamiaru poruszać tego tematu. Były to sprawy między nią, a Koharo. No może nieco podyktowane jego uczuciami w stosunku do klanu Hyuuga. Nie powinien się zachowywać w stosunku do niej w sposób tak obcesowy w końcu była bogu ducha winną dziewczyną, która znalazła się w niewłaściwym miejscu w niewłaściwym czasie. Ale czy wszyscy tacy nie byliśmy? Aby uniknąć wciągnięcia w samo centrum zamieszania wystarczyło nie iść na ten piekielny turniej. Sama nie wiem, co mnie pokusiło. Obietnica nietuzinkowej formy, która pozwoliłaby mi na przetestowanie swoich umiejętności? Najprawdopodobniej tak. Niemalże parsknęłam śmiechem na samą myśl. Ani się nie obejrzałam, a moje pole widzenia zawęziło się do własnego ego.
      Odwróciłam się i zerknęłam na Asukę, który legł za mną na pokładzie. Gdy tylko Yocharu pojawiał się w zasięgu wzroku, ten wodził za nim, jakby pilnując, czy nie ma do przekazania informacji, które jeszcze do mnie nie dotarły.
- Ciekawe, czy jakbyśmy zostali w Kraju Księżyca sprawy nie potoczyłyby się inaczej... - powiedziałam bardziej do siebie niż do niego, zanim jednak zdążyłam dokończyć ten mi przerwał.
- Nic, co się wydarzyło nie było twoją winą. Doskonale zdajesz sobie sprawę, że cały ten zamach był operacją odgórnie założoną, która miałaby miejsce bez względu na to, czy wzięłabyś udział w igrzyskach czy nie. Ludzie tak czy siak by zginęli. Tej samej czy innej tożsamości.
      Słowa utknęły mi w gardle, na dźwięk jego ostatniego zdania. Wiedziałam, o co chodziło. Ścisnęłam wargi, tak, że pozostała z nim wąska linia i obróciłam się gwałtownie z powrotem w stronę morza. Dołożyłam do jego ogromu jeszcze kilka kropel własnych łez, po czym otarłam szybko twarz i znów zagłębiłam się w odmętach własnych myśli. Co właściwie miałam teraz ze sobą zrobić?
(...)
- Jesteśmy na miejscu.
      Te słowa wyrwały mnie nieco z letargu. Niby widziałam, że statek powoli przybija do portu ale jakoś mój mózg nie przetworzył tej informacji, dając odpowiednio wychodzące z niej konkluzje. Czułam jak cały odcinek pleców między moimi łopatkami jest zdrętwiały i obolały od siedzenia w średnio wygodnej, przygarbionej pozycji. Efektem tego był upadek. Gdy przerzuciłam nogi przez burtę, by zawisły z powrotem nad pokładem, podparłam się dłońmi i chciałam zeskoczył, jednak te odmówiły posłuszeństwa, czego widokiem byłam ja lądująca na czterech literach i uderzająca głową w wewnętrzną stronę poręczy.
- Aj, aj, aj... - mamrotałam, energicznie pocierając miejsce, w które walnęłam jakby miało to uśmierzyć ból.
- Ale będziesz miała ładnego guza - usłyszałam rozbawiony głos.
- Śmieszne... - powiedziałam z wyrzutem i oparłam się o grzbiet Asuki, podnosząc się z ziemi, z nadzieją, że nikt nie widział mego pokazu.
     Otrzepałam się jeszcze trochę, jednak z racji wilgoci jaka panowała tuż przy burtach na moim tyłku pozostała mokra plama. Westchnęłam cicho i machnęłam ręką. Trudno, wyschnie. Z psem u boku zaczęłam zmierzać w kierunku reszty towarzystwa.

Ostatnio edytowany przez Ayanami (2017-07-01 20:06:59)

Offline

 

#221 2017-07-02 01:20:20

 Koharō

Wyrzutek http://i.imgur.com/MLOoQeQ.png

4934989
Call me!
Skąd: Łódź
Zarejestrowany: 2015-12-23
Posty: 545
Klan/Organizacja: Hyuuga
KG/Umiejętność: Kisame (lvl2)
Ranga: Członek klanu
Płeć: mężczyzna
Wiek: 25

Re: Port

    Podróż nie trwała długo a białowłosemu ninja upłynęła w większości w spokoju, z racji poszanowania jego żałoby nie kłopotali go. Jednakże spokój ten był jedynie na zewnątrz jego głowy. Od dobrego kwadransa czytał te same 3 wersy zwoju. Nadaremno próbował skupić się na treści, jego myśli wędrowały jak koty, mające w głębokim rowie poważaniu zdanie gospodarza. I jak owe futrzaki, wracały ze ścierwem w pysku - zróżnicowane emocje targały nim jak żaglem w łopocie. Znaki rozmywały się przed jego oczami wraz z ogarniającymi go na przemian falami chłodu i gorąca. Żalu i determinacji. Wykorzenionego przywiązania i poczucia niesprawiedliwości. Prób samokontroli i chęci mordu.
     Nie znał Keisuke, nie mieli tyle czasu na poznanie się, żeby mógł w jakikolwiek sposób odnieść się do charakteru chłopaka z blizną na oku. A jednak fakt, że stojący z nimi w kolejce po żetony, przekomarzający się z jakąś siksą i w sumie przeciętny koleś w następnej chwili mógł okazać się mordercą jego lidera poruszył go do głębi. Była w tym jakaś nieokreślona niesprawiedliwość, która ściskała gardło rybiego ninja i wydobywała zeń cichy warkot. A to, co stało się potem... nie miał pojęcia tak naprawdę, jak doszło do śmierci jego najlepszego przyjaciela, ale cała ta sytuacja śmierdziała gorzej, niż oddech po komurczakowych dropsach. I czuł, po prostu czuł w kościach, że Daiki stał się ofiarą kolateralną czegoś, w co w jakiś sposób zamieszane było Airando. Nadchodził czas, żeby zadać sobie bazowe pytanie - cui bono? To jednak postanowił wyrzutek zostawić na suchy ląd, do którego właśnie dopływali. Ronin no Kuni - Avalon pozbawionych dziedzictwa ninja. Wyrzutków. Cień, ledwo zauważalny cień uśmiechu zagościł na twarzy chłopaka.
     Zszedłszy po trapie, Koharō opuścił ramię, dając Ayanami podporę pod drugą rękę, gdy ta gramoliła się po Asuce z powrotem do pionu. Kiedy się odezwał, w jego spojrzeniu nie było złośliwości, raczej rodzaj melancholijnego spokoju.
- Strasznie gapowaty desant, pani Samotnik. Mam nadzieję, że uczą tego wszystkich w Airando - mruknął pod nosem, jednak dziewczyna zrozumiała go dobrze, z dwóch powodów. Po pierwsze, jego głos zyskał ostatnio dość przyjemny rezonans w niskich rejestrach. Przypominało to trochę to, co wydobywało się z gardła Asuki... i to prowadziło do "Po drugie".
     Po drugie, białowłosy skopiował właśnie sposób, w jaki Inuzuka porozumiewała się ze swoim psim towarzyszem.


http://s16.postimg.org/z6h9hurx1/tumblr_ojwqysls8g1visbsjo1_1280.png


Karta Postaci || Voice                 
       Theme    ||    Battle Theme

Offline

 

#222 2017-07-03 09:32:55

 Yocharu

Klan Uchiha http://i.imgur.com/p2qZr4s.pnghttp://i.imgur.com/bRrcMpK.png

50499111
Skąd: Hidari
Zarejestrowany: 2014-04-03
Posty: 933
Klan/Organizacja: Uchiha
KG/Umiejętność: Sharingan
Ranga: Lider/ Weteran
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 26

Re: Port


       Tym razem podróż spędziłem wyalienowany, siedząc gdzieś na rufie płynącego statku. Czas ten poświęciłem na zregenerowanie się oraz kilka przemyśleń dosyć istotnych spraw, z którymi przyszło mi się zmagać. W głównej mierze zastanawiałem się co z tą całą ekipą, która podróżuje w tym kierunku co ja. Cała trójka chciała zemsty za wydarzenia w Enko albo formy zadośćuczynienia, jednakże w tej chwili prawdopodobnie nie byli teraz w stanie po to sięgnąć. Koharo był bliskim towarzyszem Daikiego, jego prawdopodobnie partnerem więc cios dla rekina musiał być zatrważający. Azake jako członkini klanu Hyuuga, widziała cały ten atak na własne oczy ale wiedziała, że w tym wszystkim kryje się drugie dno. Po za tym chciała podróżować ze mną bym uczył ją nie tylko technik ale i wiedzy o świecie, którą posiadłem przez lata. Ayanami zaś stała się wyrzutkiem w swej organizacji, chociaż z tego co dostrzegałem i tak nie specjalnie była przywiązana do grupy z Airando. Ja sam nie darzyłem przyjaznym uczuciem samotników po wszystkim co wyczynili ale nie obrałem sobie za misję ich powstrzymanie. Czy pasowałem do tej trójki? Chyba nie do końca ale z jakiegoś powodu chciałem im pomóc w ich misji, póki sam nie dostałem innej, ważniejszej. Stwierdziłem, że zrobię im test gdy będziemy mieli wolną chwilę.
        Statek dopłynął do Ronin. Powróciłem do krainy w której mimo wszystko w jakiś sposób czułem się od zawsze bezpieczny. Cała ekipa postawiła swe nogi już na stałym lądzie, jednakże ja jeszcze chwilę wpatrywałem się w falującą wodę, po której płynęliśmy tyle czasu. Wykonałem gest i w swój charakterystyczny sposób "przeteleportowałem się" tuż obok pozostałych. Zerknąłem na Koharo, którego przemiana nadal mnie zaskakiwała, zwłaszcza że mierzył teraz prawie dwadzieścia centymetrów wzrostu więcej ode mnie. Nie żebym był kimś wysokim bo należałem raczej do przeciętniaków ale mimo wszystko przypominał teraz lidera samotników, chodź z barach mu jeszcze trochę brakowało. Skierowałem się do miejsca, które zdążyłem już poznać. Cała ekipa mogła odnieść wrażenie, jakbym czuł się tu niczym w domu, idąc w pełnej swobodzie w konkretnym celu bez żadnego rozglądania się i poszukiwań.
        - Nie wiem czy słyszeliście o tym miejscu ale idę do Okiyamy. Pozornie jest to dom gejsz, gdzie można się trochę rozluźnić ale to dobre miejsce na rozmowy i podsłuchanie kilku pijanych bogaczy o plotkach z tego rejonu. Jeżeli nie macie w planach tam iść to wyruszcie w swoją stronę, znajdę was później.

z/t - > Okiya - Dom gejsz.

Offline

 

#223 2017-07-04 14:00:08

 Ayanami

Samotnik [Inuzuka]

60319378
Zarejestrowany: 2016-08-24
Posty: 252
Klan/Organizacja: Inuzuka
KG/Umiejętność: Ainuken
Ranga: Członek Organizacji
Płeć: Kobieta
Wiek: 20

Re: Port


     Widząc nadchodzącego z odsieczą Koharo nieco poczerwieniałam. Miałam nadzieję, że moje spotkanie z pokładem odbędzie się bez większej publiczności niemniej koniec końców była ona chyba nieunikniona. Westchnęłam cicho i posyłając rekinowi spojrzenie pod tytułem "i tak bym sobie przecież poradziła" złapałam się go i podniosłam. Na jego uwagę miałam już odpowiedzieć coś zgryźliwego jednak słowa ugrzęzły mi gdzieś między gardłem a językiem, zaś wyraz mojej twarzy przedstawiał oblicze nietknięte błyskotliwością. Jak na ironię wtedy Asuka delikatnie podskoczył dając upust swej radości i rzekł:
- Nareszcie będę mógł porozmawiać z kimś inteligentnym!
      Na mojej twarzy pojawił się złowrogi uśmiech i jakby w zwolnionym tempie obróciłam się w jego stronę, by zaraz z dzikością żółtej pantery (King Bruce Lee Karate Mistrz) rzucić się na niego i bez litości zacząć tarmosić go za uszy, oplatając jego szyję nogami i krzyżując je w kostkach. Pod nosem mamrotałam coś o niewdzięcznikach i bezczelnych chamach, jednak pies postanowił pokazać mi, że w tym momencie pozostaje bez szans. Zarzucił tyłkiem do góry jak koń, prawie stając na dwóch łapach przez co znów czekało mnie niemiłe spotkanie z podłożem. Postanowiłam nie poddawać się bez walki i nogi oplecione wokół jego szyi zacisnęłam jeszcze mocniej. Efektu końcowego żadne z nas się nie spodziewało. Ja lądując na ziemi spowodowałam to, że Asuka wywinął fikołka w powietrzu i wylądował plecami na mnie. Koharo mógł usłyszeć dźwięk powietrza wybitego z moich płuc a potem cichy jęk. Po wszystkim wysunęłam głowę spod cielska Asuki i jakby nigdy nic uśmiechnęłam się do rekina.
- To co? Kiedy się nauczyłeś takich sztuczek? - spytałam, gramoląc się spod psa, by w końcu stanąć na nogi.
     Zerknęłam w stronę wyjścia ze statku. Yocharu wraz z Himitsu już tam stali i prawdopodobnie widzieli całe to przedstawienie. Ja z kolei machnęłam głową w ich stronę, dając Koharo znak, że powinniśmy tam pójść i jakby nigdy nic zmierzyłam w tamtym kierunku z czającym się na zemstę Asuką przy boku. Rzuciłam mu spojrzenie mówiące "nic nie kombinuj, bo zginiesz" po czym stanęłam obok towarzystwa wysłuchując dalszego planu działania. Yocharu chciał się wybrać do gejsz. No cóż, od akcji ze striptizem wiedziałam już, że to zbok. Niemniej nie marzyło mi się teraz nic innego od długiej, gorącej kąpieli w łaźni. Zresztą było jeszcze parę rzeczy, o które chciałam wypytać czarnowłosego. Dzięki swojemu doświadczeniu i przebytych podróżach mógł mi przybliżyć świat  z tej nieco brzydszej strony. A biorąc pod uwagę w co powoli planowałam się władować - te informacje były dla mnie wręcz niezbędne.
- Chętnie pójdę z tobą - powiedziałam - Mają tam chyba łaźnie, co?

zt Ayanami i Yocharu -> okiya- dom gejsz

Ostatnio edytowany przez Ayanami (2017-07-04 15:13:20)

Offline

 

#224 2017-07-04 17:59:19

Mikuni

Wyrzutek http://i.imgur.com/jV6TcvA.png

8260416
Zarejestrowany: 2015-10-31
Posty: 145
Klan/Organizacja: Wyrzutki
Ranga: Członek Organizacji / Medyk
Płeć: M
Wiek: 23

Re: Port

 
    Mój szeroko powzięty plan, do którego poczyniłem skrzętne przygotowania wziął, jednak w łeb. Nie było tego powodem ciągle przebrzydłe kołysanie – jedna z nieodzownych atrakcji, tak mocna, że potrafiła wytrząsnąć treść żołądka twardszych niż ja. Przyczyną nie była dziwnie nieszczelna kajuta, po której swawolnie hulała sobie lodowata bryza. Ekspertem od szkutnictwa oczywiście bym się nie nazwał, ale ten stan rzeczy, jakoś wydawał mi się mocno nienormalny… Winy za to nie ponosiło, też wiadro groźnie łypiące na nas z kąta, a wyglądające na wręcz stworzone do wylewania szybko przybierającej wody.
    Winę ponosiła Haruka. Oczywiście nie w dosłownym tego znaczeniu, gdyż trudno obarczać kogoś odpowiedzialnością za wybuch tłumionych emocji. Przecież nigdy nie spodziewamy się, kiedy to wyleje się z nas ta zła rzeka. Ona zaś rozpłakała się jakieś dwadzieścia minut po tym, jak udało mi się przymknąć oko. Gdyby to było ciche chlipanie w poduszkę pewnie nawet powieka mi nie drgnęła, ale jej szloch był na tyle potężny, że prawie rzucił mnie z koji. Chcąc nie chcąc powlokłem się do jej własnego posłanie i przez całą drogę pocieszałem, z cierpliwością wybitnego nauczyciela, tłumaczącego coś wyjątkowo krnąbrnemu uczniowi. Efekty – choć mizerne – przyszły po dość długim czasie, toteż, gdy wreszcie się uspokoiła, zwaliłem się na posłanie. 
    Moje dziwne szczęście sprawiło, że dzień przed lądowaniem w Ronin również nie wypocząłem. Może to siła sugestii sprawiła, że znów przyśniła mi się Guine, stojąca w szkarłatnym morzu. Do tego musiała dołączyć cała kawalkada innych koszmarów, bo po trapie po trapie zszedłem spięty, z bolącą głową i karkiem. Haruka zachwycała się, że dzięki podróży trochę osłabły mi sińce pod oczami, ale stan ten nie mógł trwać długo, gdyż właśnie, z wielkim zadowoleniem udawałem się do miejsca mej pracy, by tam dać się pochłonąć obowiązkom.

                                                                                                         [z.t -> Ronin no Kuni, Siedziba Wyrzutków, Szpital]

Ostatnio edytowany przez Mikuni (2017-07-04 18:12:28)


Potem Wilczyca, nabrzmiała od płodu
Żądz wszelkich, mimo że chuda i sucha,
Sprawczyni nieszczęść mnogiego narodu,
Swoim widokiem zgnębiła mi ducha



http://i.imgur.com/9qllVJp.jpg


Karta Postaci


Theme|Voice

Offline

 

#225 2017-07-05 10:05:18

 Himitsu "Azake" Hyuuga

Zaginiony

4898143
Zarejestrowany: 2017-03-04
Posty: 112
Klan/Organizacja: Hyuuga
KG/Umiejętność: Byakugan [LVL0]
Ranga: Członek klanu
Płeć: Kobieta
Wiek: 18

Re: Port

     Pokiwała głową, zgadzając się z tym co powiedział Yocharu. Gdyby ich wspólna (jej i Koharō) podróż miała potrwać dłużej nie mogłaby przed nim w nieskończoność ukrywać swojej tożsamości. Teraz jednak postanowiła zejść mu możliwie z oczu. Kiedy inni szli plażą w kierunku portu ona została nieco w tyle i wycofała się do linii drzew by podążać w ślad za towarzyszami starając się pozostać w ukryciu. Może było to z jej strony dziecinne zachowanie, ale postanowiła wykorzystać okazję jaka jej się trafiła. Będąc na nieznanym dla siebie terenie wyznaczyła sobie za cel "śledzenie" swoich towarzyszy i dostanie się na statek razem z nimi pozostając niezauważoną aż do końca.

Trening umiejętności Skradanie się (poziom 2)
Zwykły, przyspieszony (30 zdań)

     Zadanie jakie sobie wyznaczyła było trudniejsze niż na początku zakładała. Samo ukrywanie się wśród linii drzew, stawianie ostrożnych kroków i unikanie gałązek mogło być niewystarczające. Wilczyca razem ze swoim psem wielkości wołu mieli wrażliwe powonienie i nawet jeśli by jej nie zobaczyli mogli ją zapewne z łatwością wywęszyć. Początkowo szła w odległości miej więcej 20m za ostatnim członkiem wycieczki, którym był rekini wojownik. Z nim miała dwie możliwości: albo był na tyle otumaniony, że nie musiała się nim przejmować, albo pomimo swojego stanu jego ciało po przemianie instynktownie ją wyczuje. Patrząc na Koharō z takiej odległości miała wrażenie, że góruje on nad wszystkimi. Jego ciało wyraźnie urosło, teraz gdyby miała stanąć przed nim i z nim rozmawiać musiałaby nieustannie zadzierać głowę do góry.
     Nie zwalniając tempa zastanawiała się, czy zmysły białowłosego również uległy polepszeniu, a jeśli tak to czy są wyostrzone tylko w wodzie czy na lądzie również. Nie miała pojęcia więc postanowiła stopniowo go wyprzedzać trzymając się cały czas drzew, ale tych miejscami robiło się coraz mniej. Gdy spojrzała przed siebie zobaczyła majaczące w oddali budynki i domyśliła się, że są coraz bliżej miasta, albo portu, o którym wspominał Yocharu. Była ciekawa czy czarnowłosy zauważył jej zniknięcie. Żadne ze śledzonej trójki nie sprawiało wrażenia szukających jej, może uznali, że się odłączyła?
     Przypadła do ziemi gdy zamiast drzew jej jedynym schronieniem okazała się być wydma i nieprzyjemnie ostra trawa na niej rosnąca. Panując nad językiem, żeby nie zdradzić swojej pozycji przypadkowym przekleństwem, przesunęła się nieco po piachu czując jak jego ziarenka wciskają się tam gdzie nie powinny, ale od tego miejsca teren zaczął ulegać zmianie. Pojawiło się więcej skał, było mniej piachu i drzew i ciągle nie mogła zbliżyć się do swoich znajomych na mniej niż 17m, zwłaszcza, że musieli wycofać się nieco w głąb lądu, by móc dotrzeć do przystani, która okazała się być wyjątkowo zaludnionym miejscem.
     Dopiero wśród budynków i ludzi mogła ukrywać się z większą swobodą, ale musiała również uważać nie tylko na to by nie zwrócić na siebie uwagi towarzyszy, ale dodatkowo nie mogła wzbudzić podejrzeń ludzi z okolicy. Musiała poruszać się nie tylko ostrożnie, ale i sprawiać pozory całkowitej normalności. Osoby będącej we właściwym miejscu i we właściwym czasie. Nie byłoby to trudne nawet gdyby wyglądała na zagubioną i zdezorientowaną. Nie miała pojęcia, że przystań będzie tak wypełniona turystami, a samo miejsce będzie wyglądało tak niesamowicie. Niewiele brakowało, a zapomniałaby o swoim zadaniu i towarzysza nęcona zapachami, świecidełkami i wszystkim tym co przystań portowa miała do zaoferowania turystom. Poczuła lekkie ukłucie żołądka i to ją otrzeźwiło. Odnalazła spojrzeniem Koharō (wyróżniał się na tle innych swoim wzrostem i kolorem skóry) i podążyła za towarzyszami na statek, przy którym musiała chwilę poczekać, gdy jej znajomi pakowali się na pokład i przybierając minę "Nieprzejednana Hyuuga no Jutsu", ruszyła na trap chwilę za nimi.
     Jeszcze z lądu widziała jak Wilczyca pakuje się na burtę niedaleko od trapu i Azake wreszcie miała okazję sprawdzić, czy uda jej się ukryć swój zapach przed dziewczyną. Z pomocą przychodziły jej niesione wiatrem portowe wonie, od tych zgniło rybnych zaczynając na tych apetycznie aromatycznych kończąc. Mimo to i tak wyobraziła sobie jak chakra w jej ciele zatyka wszystkie pory, którymi mógł wydostawać się na świat jej zapach, a fakt, że miała na sobie wciąż wilgotny piach pachnący wodorostami ułatwiaj jej to zadanie. Idąc za jednym z żeglarzy dostała się na pokład, a ponieważ Ayanami, nie zwróciła się w jej kierunku uznała, że osiągnęła swój cel. Co prawda Wilczyca mogła być po prostu zamyślona i nie zwracać na nią uwagi, ale liczył się w końcu efekt.
     Yocharu i białowłosy zniknęli jej z pola widzenia więc następnym  zadaniem było odnalezienie ich i nie zwrócenie na siebie przy tym uwagi. Tak jak wcześniej uznała, że Koharō w swoim obecnym stanie będzie najłatwiejszym celem i nie myliła się. Był na tyle wyróżniającą się jednostką, że bez pomocy znalazła go zamyślonego w jednym z miejsc na statku, gdzie można się było ukryć z dala od innych. Sama by tak zrobiła i miała coraz większą ochotę, ponieważ gra w podchody zaczynała ją już męczyć. Chodzenie po śliskim nieraz pokładzie bez wydawania dźwięków i zwracania na siebie szczególnej uwagi nie było proste, jej żołądek coraz częściej zachowywał się jakby był na karuzeli więc znalazła sobie spokojne miejsce i postanowiła w nim przetrwać do końca podróży. Nie miała już siły na szukanie Yocharu, a co więcej miała przeczucie, że on i tak cały czas wiedział gdzie ona jest. Już wcześniej wspominał coś o wyczuwaniu chakry, więc może był sensorem a całe jej zadanie było śmiechu wartym przedstawieniem, w którym oni wszyscy pozwolili jej się bawić... Może. Czuła jednak, że jej zdolności ukrywania polepszają się. Może nie były jeszcze wystarczające by się przydać na Igrzyskach czy w pojedynku, ale do ukrycia się przed wrogiem może by wystarczyły...

_________________________

Akcept by Katsuro

     Gdy statek wreszcie przybił do portu w Ronin zdała sobie sprawę, że zasnęła. Przeciągnęła zdrętwiałe ciało i spojrzała na kolor swoich paznokci by sprawdzić czy Henge wciąż działa. Usatysfakcjonowana czerwonym kolorem nieco utykając przez zdrętwiałą kończynę, ruszyła na trap i zobaczyła, że wszyscy są już na stałym lądzie. Tak jak poprzednio ruszyła za nimi, nie ukrywając się już, a wręcz starając się zrównać z Yocharu, który sprawiał wrażenie człowieka na miejscu. Najwyraźniej był w Ronin już wcześniej, a jego słowa o domu gejsh... Sama nie była zainteresowana, ale Ayanami podłapała temat i w dodatku wspomniała coś o łaźniach.
Kolejne ukłucie żołądka podjęło decyzję za Azake, żądając udania się w miejsce gdzie może być jedzenie.
- Tam mnie jeszcze nie było... - powiedziała wyrażając w ten sposób swoją chęć dołączenia do kolejnej wycieczki.


EDIT:


Ostatnio edytowany przez Himitsu "Azake" Hyuuga (2017-07-06 22:22:38)

Offline

 

#226 2017-07-05 23:30:52

 Koharō

Wyrzutek http://i.imgur.com/MLOoQeQ.png

4934989
Call me!
Skąd: Łódź
Zarejestrowany: 2015-12-23
Posty: 545
Klan/Organizacja: Hyuuga
KG/Umiejętność: Kisame (lvl2)
Ranga: Członek klanu
Płeć: mężczyzna
Wiek: 25

Re: Port

    Koharō uśmiechnął się nieznacznie, obserwując wygibasy pary człowiek-pies. Nie był pewien, więc nie zakładał, że dziewczyna robiła to wszystko by poprawić mu humor, niezależnie od tego poczuł falę cieplejszych uczuć wobec, jakby nie patrzeć, innej towarzyszki niedoli. Każdy radził sobie ze smutkiem tak, jak mógł i białowłosy zdał sobie sprawę, że mocno skupił całą tragedię wokół swojej osoby, ignorując to, ilu ludzi tego feralnego dnia straciło równie dużo.
     Na zadane pytanie odpowiedział wpierw wzruszeniem ramion, potem jednak, klepiąc Asukę po karku i drapiąc trochę dodał:
- Mam wrażenie, że zawsze to potrafiłem, a teraz po prostu sobie przypomniałem - dziwne, niegdyś stalowe, teraz mieniące się momentami złotym, fascynującym ale i obcym pobłyskiem oczy rekiniego ninja sprawiały, że dla Ayanami ta opcja wydawała się nawet prawdopodobna - Nie mogę mieć pewności, ale odnoszę wrażenie, jakbym cofnął się do fazy projektu i podległ przebudowie. Jakbym był dziełem szalonego geniusza, który wraz z postępem budowania mnie zmienił zdanie i poprzestawiał to i owo z miejsca na miejsce. Nie tylko w ciele ale i pod beretem. To jednak nic, z czym bym sobie nie poradził, więc nie musisz się martwić.
     Niezależnie od prawdziwości owego stwierdzenia, Koharō uciął tym samym rozmowę, kierując się wraz z resztą ekipy w kierunku wyznaczonym przez Yocharu. Usłyszawszy pobieżnie, gdzie jest prowadzony, mimowolnie nieznacznie spiekł raka, choć w tej chwili takie rzeczy nie były mu po prostu chyba w głowie. Miał co innego do zrobienia a jego obecny stan ducha pozwalał wreszcie chociaż na ruszenie z treningiem do przodu. Postanowił jednak nie oddalać się przesadnie od grupy a widząc przyjemnie (acz nieco krzykliwie) prezentujący się budynek, podjął decyzję.
- Nie mam chwilowo ochoty wchodzić jeszcze do środka - przyznał szczerze, drapiąc się bezwiednie po gładkich łuskach poniżej linii ucha. Musiał to przemyśleć, jeśli w ogóle miało do tego dojść - Przycupnę sobie na dachu, mam coś do załatwienia. Jakby co, wiecie, gdzie mnie szukać.
     To powiedziawszy, przyszywany Hyuuga wybił się mocno z nóg i w jednym, mierzonym susie wylądował na dachu, kilka metrów nad tarasami balowymi, położonymi na wyższych piętrach przybytku. Miał z tego miejsca dobry widok na wszelkie cuda, które mogły dziać się na scenach tarasowych, jednocześnie nie rzucając się w oczy i mając dach dla siebie. To było dobre miejsce.
     Posadziwszy cztery litery na ciepłym od skumulowanej pod nim energii dachu, młodzieniec sięgnął po swój wielki zwój.

Ostatnio edytowany przez Koharō (2017-07-05 23:32:15)


http://s16.postimg.org/z6h9hurx1/tumblr_ojwqysls8g1visbsjo1_1280.png


Karta Postaci || Voice                 
       Theme    ||    Battle Theme

Offline

 

#227 2019-09-25 15:52:19

Straznik 2

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1370

Re: Port

Sesja normalna, pojedyncza - Ayanami - #2


        Port to magiczne miejsce, bez względu w której części świata się znajdujesz. Morska bryza, muska Cię po twarzy a głos mew zwiastuje zbliżający się widok niebieskiego bezkresu. Wysokie maszty z rozpiętymi masztami, pną się wysoko ku niebu, trzepocząc radośnie przed nadchodzącą podróżą. Gwar ludzi ładujących towary na statki, czy też tych handlujących dobrami przywiezionymi z kontynentu, niósł się głośno po całej okolicy. Mimo, że działo się tu tak wiele, można było uznać że jest spokojnie. Wszyscy żyli swoim tempem, zajmując się obowiązkami, z radością na ustach maszerując po wybrukowanych uliczkach i drewnianych pomostach już przy samej wodzie. Większość statków po za banderą Ronin, posiadała również mniejszą, ukazującą symbol kraju do jakiego zmierza. Wiele płynęło na kontynent lecz do kraju Wody praktycznie nikt nie ośmielał się płynąć. Sytuacja polityczna była znana morskim podróżnikom i z obaw przed Samotnikami i ich nieczystym zagraniom, nie ryzykowali swego życia dla zarobku. Na szczęście Ayanami, znalazł się jeden średniej wielkości statek, który planował wyruszyć w podróż na "Wyspy". Prawdopodobnie banda szaleńców, pragnąca zyskać trudno dostępne po za Mizu no Kuni przybytki. Możliwe również, że mieli jakieś układy z tamtejszymi ale odkąd organizacja Samotników rozpadła się na dwie części, dochodziło tam do dosyć częstych bratobójczych starć.  Mimo wszystko był to jedyny statek, który dawał jej możliwość trafienia do celu.

Offline

 

#228 2019-09-26 21:36:39

 Ayanami

Samotnik [Inuzuka]

60319378
Zarejestrowany: 2016-08-24
Posty: 252
Klan/Organizacja: Inuzuka
KG/Umiejętność: Ainuken
Ranga: Członek Organizacji
Płeć: Kobieta
Wiek: 20

Re: Port


       Stawiając korki po wątpliwej jakości pomoście rozglądałam się dookoła. Pomyślałby kto, że Ronin taka kraina miodem i mlekiem płynąca, a nie łaska wymienić przegniłych desek na granicy zapadnięcia się. W swoim genialnym planie oczywiście nie uwzględniłam jakim wrzodem na tyłku będzie znalezienie środka transportu do rodzimego kraju, zważając na sytuację polityczną. I wtedy, kiedy nadzieja już miała mnie opuścić, a na myśl przyjść myśli przywołujące rozsądek na końcu tej abominacji na której stałam jawiła się tak dobrze znana flaga. Jednak! Jednak! - odezwał się rozsądek - Co pomyśli załoga widząc dziewczynę o tak charakterystycznej twarzy? Szczególnie, że wieść o mojej zdradzie mogła się już rozejść na cały kontynent? Zawróciłam. Nie obędzie się bez planu.
       Na moje szczęście za wydmami dostrzec można było dość gęste zarośla. Kicnęłam w nich i zastosowałam technikę przemiany. Wstałam jako rosły mężczyzna w średnim wieku. Nieco zdziczałego, żeby pies nie był podejrzany. Tak zwykle wyglądają właściciele tak ogromnych ras. Wróciłam na pomost, udając się na sam jego kraniec, skąd zawiewała znajoma bandera.
- Witaj kamracie! - zawołałam do pierwszego członka załogi, którego dostrzegłam - A dodatkowej pary rąk wam ino nie potrzeba?

zt -> Kazantu -> port

Offline

 

#229 2019-10-19 10:30:15

 Benjii

Wyrzutek

Skąd: Takie zadupie niedaleko Warsza
Zarejestrowany: 2019-10-10
Posty: 16
Klan/Organizacja: Wyrzutki
Ranga: Członek klanu
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17

Re: Port

Po opuszczeniu akademii postanowiłem udać się w moje rodzinne strony do Ronin no  Kuni. Po dość długiej podróży nareszcie udało mi się ujrzeć przepiękny port a z daleka usłyszeć sprzeczających się kupców. W porcie wręcz tętniło życiem, gdzie nie spojrzę widzę przydrożne stragany i zatłoczone uliczki. Jednak muszę pamiętać że przybyłem tu aby stać się silniejszym, więc kiedy nacieszylem swoje oczy pięknym widokiem postanowiłem udać tablicy ogłoszeń by poszukać jakiegoś zlecenia którym mógłbym się zająć. Pewny siebie ruszyłem w stronę tablicy. Zdawałem sobie sprawę że początki bycia shinobi nie są łatwe, ale trzeba od czegoś trzeba zacząć. Bez ciężkiej pracy nie uda mi się zostać najsilniejszym shinobi.

[z/t -> Tablica ogłoszeń]

Ostatnio edytowany przez Benjii (2019-10-22 19:18:34)

Offline

 

Stopka forum

RSS
Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB
Polityka cookies - Wersja Lo-Fi


Darmowe Forum | Ciekawe Fora | Darmowe Fora
www.pamietnikiwampirow.pun.pl www.narutopojedynki.pun.pl www.makoma.pun.pl www.wizut.pun.pl www.ssclansite.pun.pl