Ogłoszenie


#41 2019-11-13 12:13:24

Straznik 2

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1401

Re: Port

Sesja normalna, pojedyncza - Ayanami - #7


       Ayanami zorientowała się, że zbyt długo już stoi w miejscu, dając ludziom szansę do przyjrzenia się. Choć jej wygląd daleki był, podczas podmiany, od standardowego przedstawiciela klanu Inuzuka, którzy nie kojarzyli się raczej z górą mięśni a raczej ze zwinnością i dzikim spojrzeniem, podkreślanym czerwonymi, wymalowanymi kłami pod oczyma, ogromnej wielkości czworonóg, niejako był wizytówką tego klanu. Urywając rozmowę, skierowała się do lasu skąd dochodziła delikatna woń krwi by móc rozeznać sytuację.
      Im dalej w las tym głośniej do jej uszu dobiegał brzdęk metalu, który nieco stracił na intensywności pojawiania się, jednakże nadal był obecny. Asuka już z pełną dokładnością mógł namierzyć skąd dochodzi zapach krwi, prowadząc Ayanami w stronę starcia. Co ciekawe pojawiła się nowa woń. Był to inny pies. Kolejnym ciekawym dodatkiem wraz ze zbliżaniem się do walki, był chłód. Powietrze zrobiło się zdecydowanie cięższe a gęsia skórka powoli zaczęła pokrywać całe ciało.
     - Hahahaha! - Rozległo się gdzieś zza drzew, zwiastując nadejście ataku i zderzenie ostrzy. Ayanami była już na tyle blisko by móc usłyszeć jak czyjaś pięść albo stopa, uderza w jakąś postać, która wydaje z siebie bolesny okrzyk do tego brzmiący kobieco. Chwilę później osoba, która oberwała, uderzyła w drzewo, łapiąc je impetem swego lotu. Rozległ się dźwięk, przypominający rozbijane szkoły tak jakby w odpowiedzi na uderzenie. Jeżeli Ayanami postanowiła zbliżyć się do pola walki, jej oczom ukazały się trzy postacie. Pierwsza osoba definitywnie należała do klanu Inuzuka ze względu na specyficzne wymalowania i średniej wielkości psa przypominającego co najwyżej owczarka Hidorańskiego. Leżała zdyszana i ranna wraz z psem między dwoma drzewami. Druga postać, również kobieca była trudna do zidentyfikowania ale kawałki szkła lub lodu, leżące niedaleko niej, mogły rozjaśnić sytuację. To właśnie ta postać uderzyła o drzewo, będą w tej chwili pół przytomna. Na przeciw im stał zapewne rywal dwójki, płci również żeńskiej. Tu nie było szansy na pomyłkę. Wielka kosa i naszyjnik wzywający do wiary w jednego boga - Jashnia. Uniosła broń nad swoją głowę, wystawiają język, czekając aż krew spłynie z jednego ostrzy wprost do jej ust.

Ostatnio edytowany przez Straznik 2 (2019-11-13 12:18:13)

Offline

 

#42 2019-11-17 17:54:55

 Ayanami

Samotnik [Inuzuka]

60319378
Zarejestrowany: 2016-08-24
Posty: 259
Klan/Organizacja: Inuzuka
KG/Umiejętność: Ainuken
Ranga: Członek Organizacji
Płeć: Kobieta
Wiek: 20

Re: Port


      Przemierzałam las coraz bardziej przyspieszając tempa, gdyż już jasnym dla mnie było, że nie są to jakieś dziecięce zabawy, lecz walka ninja. Do tego chyba właśnie dobiegająca końca. Asuka kroczył przede mną synchronizując swoją szybkość kroku do mojego. Jednocześnie oboje staraliśmy się poruszać w miarę bezgłośnie, co wymagało ode mnie zrzucenia techniki przemiany. Ze swoim własnym, drobnym ciałem zadanie to było o wiele łatwiejsze aniżeli w wielkim cielsku rosłego mężczyzny.
       Moich uszu dobiegł śmiech. Śmiech na tyle przerażający, że poczułam jak po moim kręgosłupie przeszły ciarki. Szczególnie, że w ślad za nim pojawił się okrzyk bólu. Znalazłam się już na tyle blisko, by móc dostrzec scenę rozgrywającą się w tym miejscu. Pierwsze, co dostrzegłam to zdyszana i ranna przedstawicielka mojego klanu. Aha - pomyślałam - tyle z ukrywania swojej obecności. Z pewnością zarówno ona jak i jej pies mogli już poczuć mój zapach i zdawać sobie sprawę z tego, że nie byli sami. Niemniej mimo całej niepewności związanej z moim pobytem w Kraju Wody nie mogłam sobie pozwolić na to, aby bezczynnie przyglądać się, jak komuś dzieje się krzywda. Obojętnie po której stronie by nie stali. Dlatego, gdy znalazłam się odpowiednio blisko, ale wciąż poza zasięgiem wzroku przeciwnika, który stał tyłem, rozchyliłam usta, aby zaczął się z nich wydobywać złoty pył. Po czym wraz z klaśnięciem zaczął jasno świecić oślepiać wszystkich w zasięgu techniki.
       Korzystając z zaskoczenia wroga nie czekając wyprowadziłam kolejny atak. Wyskoczyłam przed siebie i ustawiając się w odpowiedniej pozycji. Celowałam kopnięciem w kark przeciwnika z zamiarem przewrócenia go na ziemię. Jednocześnie Asuka wystrzelił za mną, żeby w odpowiednim momencie, tzn samego mojego uderzenia wgryzć się w łydkę przeciwnika, pomagając mi go przewrócić. Jeżeli to wszystko się udało, przyciskałam stopą kark przeciwnika tak, aby wbić jego twarz bardziej w ziemię, zaś zza pasa wyciągnęłam katanę, którą po chwili wbiłam w jego ramię na odcinku między łokciem, a barkiem. Dokładnie w to, w którym trzymał wielką kosę, tak aby był zmuszony ją wypuścić z dłoni.
[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#43 2019-11-17 21:25:12

Straznik 2

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1401

Re: Port

Sesja normalna, pojedyncza - Ayanami - #8


       Trzeba przyznać, że Ayanami przybyła praktycznie w ostatniej chwili. Gdyby zasiedziała się nieco dłużej we wiosce, niewątpliwie zapach krwi, przyprowadziłby ją do dwóch martwych ciał. Tymczasem kobieta z klanu Inuzuka oraz Yuki, chociaż prawdopodobnie nie zdolne do walki, nadal oddychały i dzięki interwencji bohaterki, mają szansę dożyć następnego dnia. Wszystko jednak zależało nadal od wyniku starcia. Pierwsza technika poszła jak z płatka. Przedstawicielka sekty Jashina, zorientowała się że coś nie gra, na ułamek sekundy przed tym jak okolicę opanował błysk. Nie mając żadnych szans na dostrzeżenie ruchu przeciwnika, nie miała prawa spodziewać się nadlatującego kopnięcia. Ayanami, nadlatując w stronę przeciwniczki, zauważyła jak jej wygląd przechodzi gwałtowną zmianę. W tej chwili kobieta wyglądała jakby została wymalowana na wzór kościotrupa. To jednak nie uratowało Jashinki, przed przyjęciem ciosu w kark, momentalnie obalającego ciało na glebę. Rozległ się krzyk przepełniony bólem, chociaż usta przedstawicielki Kuran Sen, nie otwarły się ani na chwilę. Moment, w którym Asuka wgryzł się w łydkę przeciwniczki, powtórzył schemat, chociaż tym razem Jashinka wyszczerzyła kły i powiedziała przez nie - Przeklęte kundle! - Inuzuka nie zawahała się by wykonać kolejny ruch, by sparaliżować oponenta. Kataną wycelowała w rękę tak aby kobieta wypuściła ze swej dłoni wielką kosę, którą dotychczas trzymała kurczowo, wytrzymując cały ból jej zadany.
          - Aaaaa! - Rozległ się krzyk w akompaniamencie żelaza zatapianego w ciało. Coś jednak nie pasowało. Odgłos cierpienia dochodził z dwóch źródeł i co najciekawsze to te bardziej oddalone od pozycji Ayanami wydawało się odczuwam intensywniej ból. Inuzuka miała teraz chwilę czasu by się rozejrzeć. Drugą osobą, którą słyszała była przedstawicielka z tego samego klanu co ona sama a Jashinka leżała w tej chwili na ziemi, która wymalowana była w dziwny symbol za pomocą krwi. Tak, dla nosa Aya, nie było wątpliwości, że to krew.
          - Hahaha! Co za cudowne uczucie. Dawno nie czułam tyle bólu odkąd zamknięto nas w tych cholernych jaskiniach. Myślałam, że doznam go mordując te dwie cieniaski ale Jashin nie zadowoli się takimi miernotami. Ty, to zupełnie co innego! Zabawny się!
        Jej nie zaatakowana noga ruszyła się, kompletnie ignorując ciężar Ayanami, prawie ją odrzucając i posyłając kopnięcie w głowę Asuki. [siła 200][szybkość 150]. Pies nie miał szans tego uniknąć z racji swojego aktualnego wgryzienia. Odleciał odepchnięty i lekko ogłuszony, choć na jego szczęście obeszło się raczej bez większych obrażeń. Niebezpieczniej było z bohaterką. Przebita ręką Jashinki nadal trzymała kosę, nie chcąc jej za cholerę puścić. Wtem uniosła zranią rękę w pionowej linii względem ostrza co wyglądało boleśnie i przerażająco, tracąc nieznacznie impet przez własne nadziane mięśnie i tkankę skórną, uderzając rękojeścią kosy o głowę Inuzuki. Tym razem to Ayanami nie mogła spodziewać się tego co uczyniła jej przeciwnika i musiała poddać się sile, która ją odrzuciła nieznacznie w tył. Tymczasem przedstawicielka Kuran Sen wyrwała lewą ręką, katanę z drugiej kończyny, odrzucając ją gdzieś na bok i w efektownym stylu, wybijając się z pleców, powróciła do pozycji stojącej.
       -Aaaaajć. To naprawdę bolało. Co za ekscytacja! Zabawmy się!
       Wzięła zamach, wyrzucając kosę w stronę Ayanami. [szybkość 120] Gdy już każdy pomyślałby, że Jashinka zwariowała, atakując taką bronią na odległość, okazało się że ma ona do ręki podpięty cholernie długi łańcuch, prawdopodobnie pozwalający przyciągnąć ostrze ponownie do ręki.

Ostatnio edytowany przez Straznik 2 (2019-11-17 21:25:31)

Offline

 

#44 2020-02-24 21:02:45

 Ayanami

Samotnik [Inuzuka]

60319378
Zarejestrowany: 2016-08-24
Posty: 259
Klan/Organizacja: Inuzuka
KG/Umiejętność: Ainuken
Ranga: Członek Organizacji
Płeć: Kobieta
Wiek: 20

Re: Port


        Musiałam przyznać, że reakcja z jaką się spotkałam była najmniej oczekiwaną. Upewniłam się, że mam za sobą element zaskoczenia i to powinno przeważyć szalę zwycięstwa na moją korzyść. Niemniej to nie wystarczyło, a i Asuka boleśnie się o tym przekonał. Niestety nie miałam czasu teraz się nim zajmować i mogłam mieć tylko nadzieję, że nic mu się nie stało. Bardziej zastanawiającym z kolei był pisk bólu osoby, która w walce w tym momencie nie uczestniczyła, zaś wydobyła z siebie dzwięk w momencie, gdy cios zadawałam jej przeciwnikowi. Może był to zbieg okoliczności? W końcu poniosła poważne obrażenia. Cholera, nie czas na to.
- Co za pojebana suka - warknęłam, gdy ta przesuwała przebitą ręką po wbitej w niej katanie.
       Po uderzeniu kosą w łeb nieco mnie odepchnęła od siebie, co wykorzystałam, aby zwiększyć dystans. Korzystając z impetu, który i tak mnie odrzucał wywinęłam salto do tyłu, kładąc dłoń na ziemi i odpychając się od niej na kolejnych kilka metrów. Wykorzystałam również fakt, że moja przeciwniczka wciąż jest oślepiona złożyłam dłonie w charakterystyczną pieczęć i utworzyłam klona cienia, który wyskoczył w górę i uczepił się gałęzi nade mną, starając się zarejestrować każdy szczegół, gdy tylko pył opadnie. Mi niestety nie było dane odpocząć. Usłyszałam szczęk łańcucha, świst powietrza i zapach metalu zmierzającego w moją stronę ze znaczącą szybkością. Ledwo się od niego uchylając postanowiłam jednak wykorzystać jego siłę na moją korzyść. A przynajmniej spróbować. Wyciągnęłam rękę, łapiąc za lecący łańcuch, mając nadzieję, że kosa oddaliła się wystarczająco daleko. Jeżeli udało mi się go złapać, pociągnęłam go z całej siły, chcąc przyciągnąć właścicielkę wraz z nim, co umożliwiała mi również swoją siła włożoną w wyrzut broni. Drugą ręką, szybkim ruchem wyciągnęłam kunai i ustawiłam go w pozycji poziomej w stosunku do nadlatującej wariatki. W momencie, gdy znalazła się tuż przede mną klon zeskoczył z gałęzi i unieruchomił jej ramiona, wkładając pod jej pachy i układając dłonie na jej głowie, wczepiając się w jej włosy, uniemożliwiając tym samych ruch zarówno rąk i łba.
- Kim ty, kurrrwa, jesteś?! - warknęłam przyciskając jej kunai do szyi, pozwalając by ostrze delikatnie nacięło skórę, jednocześnie korzystając z tego, że oślepiający pył opadł rzuciłam kątem oka na kobietę, która wcześniej pisnęła, gdy przebiłam jej przeciwniczkę kataną.
       Miałam nadzieję, że Asuka wkrótce będzie zdolny do walki, gdyż trafiłam na przeciwnika właściwie równego sobie i bez przewagi w jego postaci mogło być ze mną całkiem cienko.

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#45 2020-02-29 12:35:03

Straznik 2

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1401

Re: Port

Sesja normalna, pojedyncza - Ayanami - #9


       Trzeba przyznać, że choć Ayanami to uosobienie buntu i dzikiej natury, potrafi szybko opracować plan działania, analizując poprzednie działania i efekty pojedynku. Oślepiająca technika okazała się bardzo przydatna bo choć kosa leciała w kierunku Inuzuki, nie był to rzut precyzyjny tak więc unik przyszedł z łatwością. Chwyt za łańcuch nie był najprzyjemniejszą rzeczą na świecie dla bohaterki gdyż sama prędkość i siła tarcia, spowodowały obtarcie na dłoni dziewczyny zanim na dobre zacisnęła ręce. Tu po raz wtóry zawdzięczać mogła sukces swojej pierwszej technice gdyż Jashinka kompletnie nie spodziewała się, że ktoś będzie na tyle świrnięty by łapać jej broń w locie. Szarpnięcie wyrwało ją z miejsca, prawie przewracając na ziemie gdyby nie kurczowo trzymany oręż za którym pofrunęła. - Co jest Ku... - To jedyne co zdążyła wypowiedzieć przed "podróżą". Ta jednak zorientowała się co jest grane i niechętnie puściła kosę, będąc pewna, że zdoła teraz nabrać dystansu i przeczekać moment oślepienia. Ugięła nogi w kolanach by wybić się w tył lecz nie zdążyła ich wyprostować. Klon Ayanami zeskoczył z drzewa, łapiąc Jashnike w solidny blok. Oryginał Inuzuki przykładając ostrze do szyi, zerknął za bark oponenta aby dostrzec reakcje jednej z rannych dziewcząt. Gdy krew spłynęła po Kunaiu, spod zębów wariatki wydobył się syk, definitywnie wskazując na uczucie bólu. Był to jednak pojedynczy odgłos, niegrający z żadnym innym w akompaniamencie. Jashinka zaczęła się szarpać, choć szybko zdała sobie sprawę, że jest w niewygodnej sytuacji. Zaciskała powieki i mrugała nimi, próbując nawilżyć podświadomie oczy i odzyskać wzrok, który póki co serwował jej widok podobny to tej z walki w Black Clover - kropki/kreski.
       - Kim Ja jestem? Raczej kim TY kurrrwa jesteś?! Dawno nie czułam takiej radości z walki chociaż nie podoba mi się fakt, że... TRZYMASZ MNIE W BLOKU! - Wykrzyknęła, opluwając przy tym Ayanami. - Pierrdoleni psiarze ale to niiiiic... Jashin będzie zadowolony z takiej ofiary. Jam jest Reiko! Wyznawczyni jedynego słusznego Boga na tym świecie! WIELKIEGO JASHINA! To on daje mi siłę i sens bytu! Głupi Samotnicy myśleli, że mogą nas poskromić ale nic z tych rzeczy... Wymordujemy wszystkich i krwią naszych wrogów wymalujemy sobie świat, w którym wszyscy będą czcić albo lękać się Jashina. Powiedziałabym, że masz jeszcze szansę na nawrócenie ale niestety jesteś zbyt łakomym kąskiem i idealną ofiarą. - W czasie gdy wypowiadała swój monolog, prawie bezszelestnie, przesunęła prawą stopę do przodu. Korzystając z faktu, że jej nogi były przygotowane do odskoku, uwolniła chakrę w lewej, wybijając się w tył, jednocześnie obciążając swoim ciężarem klona a także oddalając ostrze od szyi. Prawa noga dzięki sprawnemu manewrowi i sile wybicia, uderzyła w podróbek Ayanami, powodując chwilą dekoncentrację. Atak nie był jednak na tyle poważny by znokautować Inuzukę z racji utrudnień Jashinka lecz ta, zdołała przewrócił się na plecy, przygniatając duplikat samotniczki i odsyłając go do świata chakry. Gdy nic już nie blokowało jej ruchów, wywinęła się sprawną przewrotką w tył, wstając na równe nogi. Jej oczy były nadal zmrużone gdyż efekt techniki najwidoczniej jeszcze zbierał swoje żniwo. Jashinka próbując przetrzeć ślepia, nie pomyślała o tym, że używa rannej ręki, wysmarowując sobie całą twarz krwią i jeszcze bardziej utrudniając sobie sprawę. - Kuurrwa no eeeeej...-  Zaczęła przecierać drugą ręką. Tak czy inaczej jeszcze przez chwilę będzie widzieć Ayanami jako kolorową plamę, zlewającą się z tłem.
       - Dalej mała... Jesteś gotowa na kolejną rundę? - W tym czasie Asuka powoli odskakiwał świadomość.

Offline

 

#46 2020-03-03 17:40:28

 Ayanami

Samotnik [Inuzuka]

60319378
Zarejestrowany: 2016-08-24
Posty: 259
Klan/Organizacja: Inuzuka
KG/Umiejętność: Ainuken
Ranga: Członek Organizacji
Płeć: Kobieta
Wiek: 20

Re: Port


     Im dłużej wsłuchiwałam się w bełkot przeciwniczki tym wyżej w górę wystrzeliwała moja brew. W tym momencie prawdopodobnie wychodziło moje upośledzenie związane z kompletnym brakiem znajomości świata ninja nim wstąpiłam do akademii, a także być może brak chęci nadrobienia zaległości. Kim do diabła jest Jashin? Kim do cholery jest jego nienormalna wyznawczyni? A przede wszystkim - czy warto w ogóle zadawać te pytania, czy lepiej jest ją jak najszybciej wykończyć, skoro przeciąganie walki nie zadziała na moją korzyść? Odpowiedz na to pytanie przyszła szybciej niż myślałam, gdyż właśnie zgarnęłam porządnego kopniaka w podbródek, który odrzucił mnie do tyłu o krok. Zatrzymałam równowagę i wydałam z siebie dzwięk przypominający psie warknięcie.
      W czasie kiedy wariatka przemywała sobie gębę własną krwią zauważyłam, że Asuka powoli wraca do rzeczywistości. Rzuciłam mu znaczące spojrzenie po czym wskazałam głową na ranne Samotniczki, dając mu znak by sprawdził co u nich. Co prawda nie czułam się jakkolwiek zobowiązana w stosunku do organizacji, niemniej instynktownie chciałam pomóc rannym kobietom, biorąc pod uwagę, że urządziła im taką jatkę ta cała Jashinka-srinka. Cholera-wie-co.
- Nie zgubiłaś się gdzieś po drodze na festiwal popierdoleńców? - mruknęłam wyciągając szybkim ruchem kolejny kunai z torby u pasa - Ach... nieważne.
      Zdecydowanie chciałam zakończyć tę walkę jak najszybciej. Bawiła się przy tym dużo lepiej ode mnie, a ja czułam z jej sstrony coraz większe zagrożenie. Choć skłamałabym, gdybym powiedziała, że nie poczułam iskierki ekscytacji. Minęło sporo czasu odkąd ostatnio toczyłam walkę z innym ninja. Walkę na śmierć i życie. Adrenalina we mnie buzowała, choć nie pozwoliłam jej odebrać sobie zdrowego rozsądku. Zebrałam chakrę i umieściłam ją w obu kunaiach. Po czym uniosłam szybkim ruchem obie ręce do góry, krzyżując je po drodze. Efektem tego były wystrzeliwujące spod nich ogromne półksiężyce, krzyżujące się ze sobą i lecące na przeciwniczkę w postaci wielkiego X.
      W tym samym czasie Asuka pozbierał się z ziemi, potrząsnął łbem, co by na dobre przywrócić się do rzeczywistości, po czym posłusznie wykonał moje polecenia. Najpierw skierował się w stronę rannej Inuzuki i jej psa, próbując lizaniem po twarzy przywrócić jej przytomność.
[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

Offline

 

#47 2020-03-19 15:22:52

Straznik 2

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1401

Re: Port

Sesja normalna, pojedyncza - Ayanami - #10


       Jashinka oblizała się po ustach by po chwili zacisnąć zęby w radosnym uśmiechu. Z okrzykiem godnym zjeżdżania z wysokiej karuzeli, ruszyła w stronę Ayanami, wyciągając spod bluzki kawałek zaostrzonego, metalowego pręta. - Iiiiiihaaaaa! - Krzyczała zbliżając się niebezpieczni do Inuzuki, gdy ta szykowała technikę do pokonania przeciwniczki. Świruska nic sobie z tego nie robiła, tak jakby nie bała się swojej rywalki. Ignorując dłonie ułożone w krzyż, wyskoczyła do przodu, wyciągając przed siebie kawałek żelastwa, oczywiście tą niebezpieczniejszą częścią skierowaną w bohaterkę. Szczerze mówiąc, technika użyta przez samotniczkę, uratowała jej życie. Siła wytworzonego wiatru, odepchnęła oponentkę do tyłu, nie dając jej możliwości na wbicie broni. Jashinka popełniła też ogromny błąd, podchodząc tak blisko Ayanami, gdyż jutsu nie zdążyło jeszcze dobrze się rozwinąć przez co cała jego siła skoncentrowała się praktycznie na jej szyi. Świruska odleciała w tył na dobre dziesięć metrów, zostawiając za sobą ślady krwi, tryskające z jej krtani i napędzane futonem. Gdy wylądowała między drzewami, dłonią chwyciła za ranne miejsce, uciskając tak mocno jak może. Wyglądała na cholernie wkurzoną a z racji naciętych strun głosowych, nie była w stanie wycisnąć z siebie więcej niż -Ghghgyghgyhgy- co prawdopodobnie najbardziej ją drażniło. Wtem zaczęła kręcić głową, tak jakby się rozglądała. Dostrzegła pole z krwi, w którym wcześniej stała. Obróciła się na brzuch i jedną ręką w pocie czoła, próbowała przepełznąć do wyznaczonego punktu. Nie szło jej to najlepiej ale silna wolna Jashinka niewątpliwie pozwoli jej za chwilę osiągnąć cel.
       
       W tym czasie Asuka podbiegł do pokonanych dziewczyn. Obie żyły a ich stan wydawał się być stabilnym, choć ilość siniaków, ran ciętych i krwiaków, wskazuje na długie leczenie. Dziewczyna, która wydawała się być również Inuzuką tak jak Ayanami, chwytała się za nogę, szybko dochodząc do wniosku, że jest złamana.

Offline

 

#48 2020-04-13 17:24:49

 Ayanami

Samotnik [Inuzuka]

60319378
Zarejestrowany: 2016-08-24
Posty: 259
Klan/Organizacja: Inuzuka
KG/Umiejętność: Ainuken
Ranga: Członek Organizacji
Płeć: Kobieta
Wiek: 20

Re: Port


       Widząc, że walka właściwie jest zakończona odetchnęłam ciężko. Gdyby pociągnęła się jeszcze nieco dłużej wynik mógłby być zgoła inny. Wariatka była maszynką do zabijania, co do tego nie było wątpliwości. Pokonanie takiego przeciwnika wywołało u mnie swoiste poczucie satysfakcji. Jednak gdyby teraz odejść to byłoby, jak przewrócić się na finiszu biorąc pod uwagę, że bełkoczące ciało pełzło w kierunku dziwnego kręgu, w którym ją zastałam. Szybkim krokiem przeszłam dzielący nas dystans dziesięciu metrów, aż znalazłam się przy niej. Kopnięciem obróciłam ją na plecy i obdarzyłam pogardliwym spojrzeniem. Jasnym się stało, że żadnych informacji wydobyć z niej nie będę w stanie.
- Żegnaj - mruknęłam.
       Korzystając z faktu, że jej szyja była już dość głęboko nacięta (jakim cudem to jeszcze dychało, nie wiem) zamachnęłam się nogą i traktując jej głowę niczym piłkę kopnęłam ją z taką siłą, ażeby oderwała się od reszty ciała. Popatrzyłam przez chwilę, jak poszybowała parę metrów dalej po czym otarłam z twarzy krew, która na mnie bluznęła i splunęłam na ziemię. Pomyśleć, że jeszcze nie tak dawno taki widok by mnie co najmniej obrzydził, jeśli nie przyprawił o solidnego bełta. Pomyśleć, że jeszcze jakiś czas temu widząc takie dzieło dokonane własnymi rękoma czułabym do siebie wstręt. A mówi się, że ludzie się nie zmieniają. Zabawne.
       Rozejrzałam się dookoła i widząc jedną z kobiet nieco oprzytomniałą, skierowałam się w jej stronę. Była to zdecydowanie jedna z przedstawicielek mojego klanu. Właściwie pierwsza, którą miałabym okazję bliżej poznać. Kucnęłam przy niej i złapałam ją pod brodę, kierując na siebie jej wzrok. Wciąż nie chciałam, żeby moja obecność na tych terenach została wykryta, lecz miałam nadzieję, że uratowanie życia będzie wystarczającą kartą przetargową.
- Co tu się stało? Kim była ta kobieta? - zapytałam.
       Asuka w tym czasie skrzętnie obwąchiwał jej psiego towarzysza, co nie umknęło mojej uwadze. Byłabym w stanie postawić sporo Ryo na to, że była to suka. Choć zaglądanie w tym momencie między psie nogi, przyczepione do nieprzytomnego psiego ciała zdawało być się wysoce nie na miejscu, zatem skupiłam całą uwagę na psiej właścicielce.

Ostatnio edytowany przez Ayanami (2020-04-13 17:27:28)

Offline

 

#49 2020-04-13 18:50:36

Straznik 2

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1401

Re: Port

Sesja normalna, pojedyncza - Ayanami - #11


         Urwanie komuś głowy, nie jest raczej mile widziane nawet wśród ninja. Zwyczajnie oznacza ono brak szacunku do przeciwnika, zniszczenie jego honoru i splamienie rodu jaki reprezentował. Ayanami mogła tego nie wiedzieć ale w przypadku Kuran Sen ta zasada się nie tyczyła. Dekapitacja bywa jedynym sposobem na poskromienie wyznawców Jashina, których upór jest godny pochwały ale i przykładem czystego fanatyzmu. Inuzuka mogła nie wiedzieć jeszcze jednej rzeczy. Miała ogromną ilość szczęścia, że zabita kobieta nie była bliżej ze swym Bogiem bo nawet urwana głowa, z której zrobiła sobie piłkę, mogłaby nie wystarczyć do poskromienia szaleńczej siły wyznawczyni Jashina. W każdym razie widok był przerażający ale i pełen ulgi dla pozostałych pań, których ciała ledwo utrzymywały się w pozycji siedzącej, tym bardziej gdy adrenalina powoli obniżała swój poziom.
       Z oczu Inuzuki, które wręcz krzyczały do Ayanami "dziękuje", popłynęły łzy szczęścia. Choć zabicie wroga przez bohaterkę, wcale nie musiało oznaczać, że zaprzyjaźni się z dziewojami, nie czuła już takiej presji. - Uratowałaś nas... gdyby nie Ty... - skomlała pod nosem, jakby ignorując słowa wyzwolicielki. Dopiero gdy ta wstrząsnęła dziewczyną, powtarzając zapytanie, oprzytomniała z lekka, ledwo wypowiadając słowa. - Jashinka. Znalazła nas i chciała zabić. Nie wiem skąd dowiedziała się o nas i o...
       - Zamknij się! - Rozległ się głos należący do drugiej kobiety. - Jesteśmy wdzięczne za pomoc. Gdybyś nie przybyła na ratunek, zapewne gryzłybyśmy piach ale nie znamy Cię i nie wiemy co tu robisz. Nie muszę dodawać, że dziwnym zbiegiem okoliczności znalazłaś się w odpowiednim miejscu i czasie a urwanie głowy Jashinisty wcale nie musi oznaczać, że nam pomagasz. Ci skurwiele są nieśmiertelni. Oderwane głowy potrafią gadać i czekając na przyszycie. To nie jest normalne ale ten ich - splunęła w bok - Bóg, coś im daje. Więc jeżeli jesteś po ich stronie to po prostu nas zabij bo i tak Ci nic nie powiemy.
      Jeżeli ta informacja wyda się przydatna to tak, pies towarzyszący Inuzuce był suką, mniej więcej wielkości standardowego wilczura. Była więc stosunkowo młoda i nie potrafiła jeszcze przemawiać w ludzkim języku.

Offline

 

#50 2020-04-13 19:40:48

 Ayanami

Samotnik [Inuzuka]

60319378
Zarejestrowany: 2016-08-24
Posty: 259
Klan/Organizacja: Inuzuka
KG/Umiejętność: Ainuken
Ranga: Członek Organizacji
Płeć: Kobieta
Wiek: 20

Re: Port


      Uniosłam brew widząc, jaki sprawa przybrała obrót. Wstałam i skrzyżowałam ręce na piersiach mierząc wzrokiem to jedną, to drugą. Nic z tego co mi mówiły w głowie mi się nie dodawało.
- Myślę, że jakbym was tutaj zostawiła to i tak byście gryzły piach. Właściwie byłoby mi to nawet na rękę, ponieważ bardzo zależy mi na tym, aby organizacja nie dowiedziała się o mojej obecności... - urwałam na chwilę, zamyślając się i po chwili trybiąc, co właściwie usłyszałam- Nieśmiertelna?!
     Podniosłam nieco głos nieco nie dowierzając słowom kobiety. Chcąc potwierdzić jej słowa skierowałam się ku łbu, który przed chwilą urwałam i za włosy pociągnęłam go do góry, na wysokość swojej twarzy. Widząc obracające się jeszcze gałki oczne, wrzasnęłam, wypuściłam głowę z rąk i oklapłam na cztery litery przez chwilę procesując, co właściwie się wydarzyło.
- Asuka! - zagwizdałam, a pies znalazł się przy mnie - Wiesz coś o tym?
- Oprócz tego, czego już się dowiedziałaś właściwie niewiele. To klan Kuran Sen. Dawno temu wygnany z Airando właśnie za tego typu przedstawienia.
- Najwyraźniej już nie wygnani - mruknęłam - Jednak to nic zaskakującego, biorąc pod uwagę, że góra organizacji jest równie popierdolona. Zakopałbyś to? Zaraz się porzygam.
     Szczeknął na znak, że zadanie wykona i zaczął ryć łapami w ziemi. Ja tymczasem podniosłam się, wstrząsając się jeszcze nieco z obrzydzenia i spojrzałam na resztę ciała Jashinki, jak to ją tamte nazwały. Przeszłam parę kroków do swojej katany, podniosłam ją i wbiłam mocno w pozbawiony głowy korpus, tak aby go w razie czego unieruchomić. Ponownie się wzdrygnęłam i wróciłam do swoich rozmówczyń, kucając przy ich psim towarzyszu. Wplotłam palce w sierść obiektu zainteresowania Asuki i zaczęłam delikatnie głaskać, chcąc doprowadzić do odzyskania świadomości i ocenić obrażenia, jakie otrzymała.
- Znalazłam się tutaj, bo tutaj się wychowałam - zaczęłam, nie odrywając wzroku od wilczura - Z dala od klanu. Z dala od organizacji. Wiele zaryzykowałam, chcąc wrócić do korzeni, a ta mała wycieczka tutaj, do was nieco oderwała mnie od spotkania z przybranymi rodzicami. Nawet nie wiem czy żyją - zamyśliłam się, milcząc przez chwilę - Żaden cholerny dyktator i sadysta nie przeraża mnie tak bardzo, jak to, że nie mam już miejsca, które mogłabym nazwać domem - prychnęłam pod nosem z rozbawieniem i spojrzałam na Inuzukę - Odprowadzę was do portu. Tam na pewno znajdzie się ktoś, kto was opatrzy. Jednak ceną za wasze życie jest dyskrecja. Nikt nie może dowiedzieć się, że tutaj jestem. Dlatego jak wrócicie do Samotników, trzymajcie z łaski swojej jadaczki na kłódkę. Od tego prawdopodobnie może zależeć moje życie. Wtedy będziemy mogły uznać, że rachunki wyrównane. Aaaa! No i jeszcze jak się pozbyć czegoś, co jest nieśmiertelne? Wystarczy zakopać? Bo Asuka raczej nie przepada za ludzkim mięsem.

Offline

 

#51 2020-04-16 16:21:04

Straznik 2

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1401

Re: Port

Sesja normalna, pojedyncza - Ayanami - #12


       Choć rozwaga nakazywała dziewczynom nie ufać przybyszce, mimo uratowania ich życia, niewiedza odnośnie sytuacji organizacji oraz samego klanu Kuran Sen, wydawała się wręcz emanować ignorancją do światowych wydarzeń bądź zamknięciem w piwnicy. Towarzyszki zerknęły na siebie a nad ich głowami pojawiły się znaki zapytania, które chwilę później zniknęły, ewoluując w niewielki uśmiech na twarzy obu. Nie była to szydera, choć może odrobinkę, bardziej oznaczać to miało spuszczenie stresu, kumulowanego od początku starcia z Jashinką. Być może Ayanami była w genialnym szpiegiem ale z jakiegoś powodu jej dzikość i empatia wobec Wilczura, odepchnęły te opcję gdzieś w odmęty.
       - Ty... Ty naprawdę nie masz pojęcia co się dzieje? - Powiedziała blond-włosa. - Dobra, najpierw wyjaśnię Ci jej... - wskazała na truchło - ...sprawę. Choć walczysz naprawdę dobrze to miałaś dużo szczęścia. Najwidoczniej ta tutaj nie była tak blisko z Jashinem jak, niektórzy Kuran Sen. Ich Bóg nagradza za ofiary a im więcej ofiar, tym więcej przychylności. Ostatecznym darem jest nieśmiertelność. Raz widziałam, jak odrąbano łeb takiemu a ta potoczyła się kilkanaście metrów od reszty ciała. Korpus stał bez ruchu by nagle wyciągnąć dłonie i złapać się za szyję jakby szukał łepetyny. Najbardziej przerażającym moment to ten gdy odrąbana głowa zaczęła się wkurwiać za to co jej zrobiono. Z doświadczenia wiec wiem, że należy pociachać ich na kawałki i zakopać albo wrzucić każdą kończynę po innej stronie morza i modlić się by nikt nigdy ich nie znalazł i nie pozszywał.
       - Zawsze jak o Tym wspominasz mam ciarki.
       - Taaa... W każdym razie, myślę że po Twojej prezentacji, możemy zaufać Ci na tyle by powiedzieć o co chodzi.
       - Jesteś pewna? Przed chwilą miałaś wątpliwości.
       - Przed chwilą nie wiedziałam jak dużo nie wie. Dba o dyskrecję bardziej niż my więc gdyby należała do trzonu, na pewno nie zostawiłaby nas tutaj tak po prostu.
       - W sumie jej zapach nie jest mi znajomy i nie czuję również by ostatnimi czasy miała styczność z kimś kogo możemy znać. Pachnie dobrze, mimo przelanej krwi.
       - Dobra, postanowione. Nie należymy do Samotników a przynajmniej nie w Twoim rozumowaniu. Organizacja doznała rozłamu i część klanów odłączyła się, uciekając z Airando. Tu w Kazantaou mamy tymczasową kryjówkę ale nie mogę Ci zdradzić nic więcej bez zgody lidera. Oczywiście naszego lidera bo nie uznajemy Keisuke.
       - Tfu. - Splunęła Inuzuka.
       - W każdym razie, jeżeli chcesz, możesz z nami tam wyruszyć. Powiedziałaś, że szukasz swojego miejsca w tym świecie a jeżeli mówiąc dyktator, miałaś na myśli Keisuke, bądź Kamiego, bo nie jestem pewna na ile brakuje Ci informacji, to możesz się przydać dla dobra prawdziwej idei Samotników.
        Spojrzała głęboko w oczy Ayanami, jakby chcąc zaznaczyć, że nie ma niczego do ukrycia i ich cel faktycznie ma być słuszny. Chwilę później Wilczur powoli odzyskiwał przytomność, delikatnie machając ogonem i unosząc zmęczony łepek.
        - Maeri! - Inuzuka wyrwała się w stronę psa, kładąc dłoń na jej głowie. - Wszystko w porządku? Jak się czujesz?
        -Wybacz, uderzyła mnie zbyt mocno i straciłam świadomość. - Nos zadrżał wyczuwając nowe istoty w zasięgu pyska. Jakby w przypływie adrenaliny, zerwała się na równe nogi, spoglądając to na Ayanami to na Asuke, szczerząc kły w złowrogim warkocie.
        - Spokojnie, to nie wróg. Uratowali nas. Potem Ci wszystko wytłumaczę.
        - To jak? - Blondynka skierowała do bohaterki.

Offline

 

#52 2020-04-21 19:56:57

 Ayanami

Samotnik [Inuzuka]

60319378
Zarejestrowany: 2016-08-24
Posty: 259
Klan/Organizacja: Inuzuka
KG/Umiejętność: Ainuken
Ranga: Członek Organizacji
Płeć: Kobieta
Wiek: 20

Re: Port


       Usiadłam na trawie obok psa i rozłożyłam nogi przed siebie, krzyżując je w kostkach. Podparłam się rękoma za sobą i przenosiłam wzrok z jednej kobiety na drugą w zależności od tego, która akurat mówiła. Kiedy jedna z nich opowiadała o Jashinach wyraz mojej twarzy stawał się mniej więcej taki. Niemal słyszalnym było jak trybiki w moim mózgu trybią ale nie zatrybiają. Zdecydowanie za dużo nieprawdopodobnych informacji do przetrawienia na raz. Niemniej zaraz zostałam zasypana gradem nowych, ciekawszych. Moja brew wystrzeliła ku górze.
- Rozłam w Airando? Cóż takiego się stało? - spytałam z rozbawieniem, wręcz szyderstwem - Moją ostatnią interakcją z organizacją był turniej w Enko. Tam miałam wątpliwą przyjemność poznać zarówno Akemiego, jak i Keisuke. No gdzieś pomiędzy tym jak zabijali mi przyjaciela, któremu lidera zarżnęli wcześniej. Akemi chciał mnie zaciągnąć z powrotem do Kraju Wody jednak pojawiła się przeszkoda w postaci wspomnianego Hyuugi, dzięki czemu udało mi się nawiać do Ronin. I tam właściwie spędziłam cały ten czas. Jednak byłam zbyt zajęta posuwaniem Ronijczyka, żeby angażować się w jakiekolwiek ninjowe sprawy. Cóż... Widać wiele mnie ominęło.
       Podniosłam się z ziemi i otrzepałam tyłek z wszelkich pozostałości runa leśnego, jakie mogły na nim pozostać. W międzyczasie Asuka zdążył zakopać łeb wariatki, przy okazji oddając na usypany kopiec mocz. To wcale nie głupie - pomyślałam - Jeśli jej bóg przywróci ją do życia, zawsze ją namierzymy... Przynajmniej dopóki się nie wykąpie... Parsknęłam śmiechem i zagwizdałam na psa, który zaraz z wywalonym jęzorem znalazł się u mojego boku. Najwyraźniej rad był, że cała napięta atmosfera jaka była między nami nagle zupełnie znikła w powietrzu wraz z pokonaniem pierwszego przeciwnika. W tym momencie już, widząc jego szczęście, nie byłam w stanie dłużej się gniewać. Choć mógł mieć kundel jeden pojęcie, że szybko, o ile w ogóle, o tym zapomnę. Westchnęłam cicho odsuwając od siebie ten temat.
- Nie chcę was rozczarować ale... Powiedzmy, że idee jakiejkolwiek organizacji są mi teraz zupełnie dalekie i obce. Sytuacja, jaka nastała w naszym kraju - niespecjalnie mnie dziwi. Tak to bywa, jak się ludzkie larwy dobierają do stołków i sieją swoją zgniliznę, gdzie nie zajdą - wzdrygnęłam się z obrzydzeniem - Dzisiaj oni wygrają, jutro wy wygracie, postawicie na piedestale może kogoś prawego, acz po nim przyjdzie kolejna larwa i zatruje nam wszystkim życie. Na razie jest mi dobrze jak jest....Ej! - zakrzyknęłam gdy suka zaczęła warczeć, a w ślad za nią poszedł Asuka - Nie warcz mi tutaj!
- Skąd wiesz, czy to nie był zalotny wark? Może właśnie zaprzepaściłaś mi szansę na miłość życia podkopując moją pozycję samca alfa? - psi głos wyrażał prawdziwy wyrzut.
       Moje brwi wystrzeliły w górę, a przez chwilę zapanowała cisza, w czasie której świdrowałam go wzrokiem.
- Przemyślałeś już to, co powiedziałeś czy dać ci jeszcze moment, żartownisiu? - spytałam spokojnym głosem, po czym przeniosłam wzrok na psa numer dwa - Maeri, tak? Uważaj bo zrobi ci szczeniaki i ze wszystkim zostawi.
       Puściłam oczko w kierunku właścicielki, po czym podeszłam do jej towarzyszki i dźwignęłam ją delikatnie z ziemi. Usadziłam ją na grzbiecie Asuki, a w oczy rzuciła mi się rana na jej ręce. Rana od katany. Dokładnie w tym samym miejscu, w którym dźgnęłam Jashinkę. I nagle żarówka rozbłysła, już wiem ile jest 2+2. Spojrzałam na dziwny okrąg namalowany przez przeciwniczkę.
- Czy stojąc w tym, jest w stanie połączyć się z drugą osobą, na którą transmitują się zadawane jej rany? - spytałam przenosząc zaciekawiony wzrok na.... a! - Przepraszam, niegrzeczna jestem. Skoro już ustaliłyśmy, że nie jesteśmy wrogami to nazywam się Ayanami. Kundel - tu rozległo się ciche kłapnięcie zębami - ...na którym siedzisz to Asuka. A ja mam przyjemność z Maeri i...?

Ostatnio edytowany przez Ayanami (2020-04-21 19:58:45)

Offline

 

#53 2020-05-03 15:55:01

Straznik 2

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1401

Re: Port

Sesja normalna, pojedyncza - Ayanami - #13


       Dziewczyny słysząc, że Ayanami była w Enko, wyszczerzyły gały z ze zdziwienia. Nie dało się ukryć, iż nasza bohaterka, była jedyną Inuzuką podczas wielkiego turnieju i choć nie wygrała go, trzymała wysoki poziom nie tylko dzięki sprawności fizycznej ale logicznemu myśleniu oraz sztuce przetrwania. Sam fakt przebywania na arenie w Kraju Wiatru tamtego dnia i możliwość opowiadania o nim był wyczynem samym w sobie. Wielu naprawdę uzdolnionych ninja straciło wtedy życie przez pychę Samotników, choć większość jeszcze nie była tego świadoma, obarczając Kiyoshi lub Hyuuga. Ludzie jednakże nie byli tak głupi jak to się zazwyczaj władzy wydaje. W każdym razie Ayanami dostała sporo punktów do respektu, który to jeszcze w trakcie rozmowy podskoczy do góry.
       - N-Niesamowite, to Ty jesteś tą Inuzuką z turnieju! Nie wiem czy wiesz ale zyskałaś nie małą sławę wśród rebelii za sam występ a potem przeciwstawienie się Akemiemu. Nie dziw się, że o tym wiadomo. Wśród nas są ludzie, którzy stali dosyć blisko z liderami organizacji ale widząc ich poczynania, nie mogli znieść ich haniebności. Teraz jakby o tym pomyśleć to zabawne, że osoba będąca w centrum zamieszania, nie ma pojęcia co wydarzyło się dalej bo wygląda na to, że przespałaś w Ronin co najmniej rok. - Kiwnęła głową członkini tego samego klanu co Aya.
       - Bo widzisz, po tym wszystkim Kami, Akemi oraz Keisuke, wrócili po prostu do Airando jakby nic się nie wydarzyło. Przez jakiś czas zgrywali ofiary atak, budząc odrazę osób znających prawdę. W końcu Akimichi Urioka nie wytrzymał i postawił się liderowi. Następnego dnia ślad po nim zaginął a Kami wraz z Akemim rzekomo wyruszyli osobiście go szukać. Akemi, jako ówczesny lider, stwierdził że poszukiwania te mogą się przedłużyć i, że mają one też nieco inny charakter dlatego oddał swoje stanowisko Keisuke, mianując go liderem. Kolesiostwo wypływało z każdej strony a osoby, które zdążyły dowiedzieć się o fakcie, że to Keisuke zabił lidera Hyuuga, nie mogły się z tym pogodzić. Nastąpił rozłam, który Kami zamiast zdusić, postanowił rozpalić jeszcze bardziej, uznając osoby nie wierzące w Keisuke za zdrajców by chwilę później zniknąć razem z Akemim.
       - Tak o to tkwimy po uszy w wojnie domowej, w którą nawet ludzie z zewnątrz nie wierzą będąc omamieni wspaniałością wodzów Samotników. W każdym razie po Kamim oraz Akemim ślad zaginął. Niektórzy mówią, że stoczyli między sobą pojedynek, ginąc razem, inni powiadając, że spotkali na swej drodze Bijuu, który jednym machnięciem ich zgładził a jeszcze inni plotą, że siedzą gdzieś na krawędzi świata i knują. Od ponad roku nie pojawiła się nawet najmniejsza plotka o ich pojawieniu się gdziekolwiek.
        - Wiemy też, że w Kraju Księżyca odbyło się wielkie zgromadzenie wszystkich Liderów oraz Daymio. Niestety nie mamy pojęcia co się tam wydarzyło ale podejrzewamy, że mógł tam zostać poruszony temat Enko oraz Samotników. Być może Ty coś wiesz? Jeżeli plotki mówią prawdę to miałaś styczność z kilkoma wyrzutkami, Hyuuga oraz jedną osobą, której nie udało się zidentyfikować, choć słuchy mówią, że to Uchiha.
       Dziewczyny nieznacznie straciły werwę, gdy Ayanami nie wykazywała zainteresowania dołączenia do nich. Mimo iż walka z Jashinką sprawiła jej nieco problemu, w obecnej chwili zachowywała się wyjątkowo spokojnie i była nawet skora do żartów i przekomarzania się z towarzyszem. To właśnie ten moment gdy dostała kolejne punkty do respektu. Serca uratowanych rebeliantek, wciąż biły nieco mocniej a trauma zapewne będzie ich jeszcze męczyć przez najbliższe dni gdy Aya zamyśla się, spoglądając na sikającego towarzysza. Cóż, Maeri też nie do końca rozumiała całe zajście. Raczej nie odebrała tego jak zaloty, choć klasyczny ratunek życia, zawsze podkolorowywał bohatera w oczach uratowanej niewiasty - w  tym wypadku psiej. Tymczasem nasza nieokiełznania poskramiaczka ronijczyków, pomagała wstać blondynce, osadzając ją na kudłatym przyjacielu. Gdy już miała odpowiedzieć na pytanie odnośnie Jashinów, Aya zreflektowała się i postanowiła przywitać.
       - Tak to jest Maeri oraz Inuzuka Tsume a ja to Yuki Hari i prawdopodobnie tak, ten okrąg im do tego służy. Niestety nikt po za samymi Jashinami nie ma pojęcia jak działa to w stu procentach, jednak można tyle wywnioskować. Z reguły mówi się, że należy unikać każdego ich ataku bo nawet draśnięcie kończy się śmiercią. - Odpowiedziała na pytanie bohaterki. - A odnosząc się do tego co mówiłaś... Nie powinnaś być nastawiona tak sceptycznie. Ichuza zaczął sączyć jad na długo przed pojawieniem się Kamiego czy Keisuke. Akemi również w tym uczestniczył. Zaplanowali wszystko od małych kroczków aż do tego momentu, rujnując świat jaki znamy. Teraz ich jedyną prawdziwą spuścizną jest Keisuke. Jeżeli uda nam się go obalić i oczernić przed całą organizacją, mamy szansę na naprawę sytuacji w Airando i zapanowania nad chaosem. Przybyłaś tu szukając swego starego domu a natrafiłaś na walkę o życie... Chcesz żeby właśnie tak wyglądały chwilę wszystkich ludzi w tym kraju?

Offline

 

#54 2020-05-03 16:31:03

 Ayanami

Samotnik [Inuzuka]

60319378
Zarejestrowany: 2016-08-24
Posty: 259
Klan/Organizacja: Inuzuka
KG/Umiejętność: Ainuken
Ranga: Członek Organizacji
Płeć: Kobieta
Wiek: 20

Re: Port


       Westchnęłam cicho, upewniając się, że dziewczyna siedzi na psie na tyle pewnie, żeby z niego nie spaść. Po tym podeszłam do jej towarzyszki, która była w nieco lepszym stanie i pomogłam jej wstać z ziemi, zarzucając sobie jej rękę na kark, co by służyć jako podpora.
- Owszem, można powiedzieć, że w Ronin przespałam cały rok. Nie angażowałam się w ninjowe środowiska i raczej trzymałam się z dala od polityki międzynarodowej, mając ją, szczerze mówiąc, powyżej uszu. Niemniej pewnego dnia zapragnęłam wrócić do... - zawahałam się na sekundę - Domu. Nie spodziewałam się, że sytuacja w Kraju Wody jest aż tak napięta i skłamałabym mówiąc, że przez myśl nie przemknęło mi, że jest powód dla którego tutaj się znalazłam. Że to przeznaczenie. Choć nie zmienia to faktu, że w konfrontacji z Keisuke raczej pozostałaby po mnie krwawa miazga niż jakikolwiek symbol rebelii... Wydarzenia z Enko znam od podszewki, jednak wszystko co się wydarzyło po nich... Nie znam kompletnie sytuacji na świecie. A w Kraju Księżyca ostatnio byłam przed turniejem i absolutnie nic mi nie wiadomo o jakimś wielkim spotkaniu, które miałoby się tam odbyć.
      Uśmiechnęłam się i pytając o trasę, ruszyłam we wskazanym przez kobiety kierunku. Nastała nieco dłuższa chwila milczenia, w której mogłam co nieco przetrawić. Prawdę mówiąc, nie spodziewałam się, że moja osoba będzie tak szeroko znana w tym środowisku. Fakt faktem brałam udział w międzynarodowym turnieju, jednak odniosłam wrażenie, że zarówno Akemi jak i jego najbliżsi współpracownicy raczej będą starali się zatuszować fakt, że im członkini organizacji do Ronin zwiała. Choć, nie ukrywam, będąc w Kraju Uciekiniera ani przez sekundę nie zastanawiałam się, jaki bajzel mogło to wszystko wywołać w mojej ojczyźnie. Byłam zbyt zaaferowana własnymi rozterkami, a także odkryciem prawdziwego pochodzenia. Bynajmniej nie zamierzałam się nim chwalić. Jednak wszystko to sprawiło, że poczułam przytłaczające poczucie winy zdając sobie sprawę z ogromu egoizmu jakim się wykazałam. Może nie powinnam się od nich odcinać? Może w końcu powinnam się zaangażować? Może w końcu powinnam poznać wszystkie prawy i prawa rządzące światem ninja, zamiast wychodzić za każdym razem na idiotkę?  Byłam chodzącym paradoksem. Człowiekiem, który sam wybrał drogę wojownika, jednocześnie uciekając przed wszelkimi przejawami przywiązania do czegokolwiek i kogokolwiek. Moja lojalność nie leżała nigdzie. Miałam wrażenie, że nawet nie jestem lojalna wobec samej siebie. Może najwyższy czas to zmienić? Może los postawił na mojej drodze właśnie te dwie kobiety w opresji, a nie inne? Może powinnam poddać się tej drodze i zobaczyć, dokąd mnie zaprowadzi?
- Nawet jeśli bym się zgodziła - podjęłam nagle - Nie mam pojęcia, jak mogłabym się wam przydać. Nie jestem niesamowitym superbohaterem, który tylko wpada na pole bitwy, by po paru ciosach nieść zwycięską flagę. Nie mam żadnych kontaktów poza paroma wyrzutkami, Hyuugą i Uchihą. Mam wrażenie, że to jednak żywot prawdziwego samotnika - tu uśmiechnęłam się znacząco - Jest mi pisany. Wasze ideały są mi jednak bardzo bliskie i całym sercem będę kibicować waszej sprawie. W wątpliwość poddaję tylko fakt, czy moja droga wiedzie waszymi ścieżkami.

Offline

 

#55 2020-05-12 12:13:37

Straznik 2

Strażnicy

Zarejestrowany: 2011-02-14
Posty: 1401

Re: Port

Sesja normalna, pojedyncza - Ayanami - #14


       Dzięki pomocy Ayanami oraz Asuki, udało się w końcu wyruszyć w stronę miejsca wskazanego przez dziewczyny. Ciężko ocenić odległość lecz ciągle zakręty wśród linii drzew, wydawały się ciągnąć w nieskończoność. Momentami można odnieść wrażenie, że krążą w kółko bez celu jednak skupienie wypisane na twarzy obu dziewcząt, wskazywało raczej na celowe utrudnianie trasy by potencjalny szpieg, miał więcej do roboty zanim ustali miejsce pobytu rebelii choć najlepszą opcją jest oczywiście brak wykrycia. Nosy Inuzuka stanowiły świetny system wczesnego wykrywania a zapoznając się z okolicą i przyzwyczajając się do jej zapachów, migiem wyniuchają obcego. Tymczasem wywiązała się mała rozmowa.
       - No cóż, żaden z liderów póki co nie chwalił się co się wydarzyło podczas rozmów a z racji, że nasza rebelia nie jest oficjalnie uznawana, nasz przywódca nie dostał zaproszenia w przeciwieństwie do Keisuke. Wiemy tylko, że był i że po wszystkim wyruszył w stronę Kraju Wiatru tak jakby wracał na miejsce zbrodni, jednakże zgubiliśmy jego trop. - Słychać było żal w głosie.
       - Cóż, nie Ty jedna masz obawy przed bezpośrednim kontaktem z zielonowłosym. Wiele osób zdaje sobie sprawę jak silny i szybki być potrafi ale są osoby, które pamiętają go jako wątłego nastolatka. Coś mu się ponoć wtedy wydarzyło ale Kami uratowała go. Gdy w końcu wyszedł na światło dziennie, wyglądał nie do poznania. Wielu twierdzi, że przeszedł tam jakiś morderczy trening pod okiem ówczesnych legend organizacji ale są też i tacy, co uważają, że Kami przeprowadził na nim szereg modyfikacji genetycznych, robiąc z niego super żołnierza. Można jednak odnieść wrażenie, że za powłoką stalowych mięśni, wciąż kryje się zagubiony dzieciak, zgrabnie zmanipulowany.
       - Żaden dzieciak, zwykły świr, który zamiast jak cywilizowany człowiek, walczył z wewnętrznym szałem Kagyua, daje się mu ponieść. Bliżej mu do Kuran Sen niż do własnej rodziny.
       - Chciałabym wierzyć, że da się go naprawić. A co do samego starcia to wiesz, nikt nie liczy na to, że uda mu się go pokonać w pojedynkę więc nie sądzę aby nasi mieli w planach go uśmiercić.
       Nos Inuzuki drgnął delikatnie, gdy ta uniosła głowę ku górze, definitywnie coś wyczuwając. - Zbliżamy się. Ayanami, mogą nie znać Twojego zapachu więc nie zdziw się gdy nagle się ktoś pojawi i przyłoży kunai do szyi. Kwestie ostrożności.
       Nic takiego jednak się nie stało. Dziewczyny powoli zbliżały się do celu, choć krajobraz nie różnił się niczym od miejsca ich spotkania. Nadal z ziemi wyrastały bujne drzewa a ich suche gałęzie trzaskały pod stopami. Wtem zatrzymały się i wykonały skomplikowaną serię pieczęci. Blondynka postawiła znów ruszyła przed siebie by po kilku krokach najzwyczajniej zniknąć, tak jakby przekroczyła wkroczyła do jakiegoś portalu. Inuzuka stanęła pomiędzy Ayanami a Asuką, kładąc na nich dłonie. - Chodźcie. Zaraz wszystko wytłumaczę. - Gdy poszły w śladu poprzedniczki i ruszyły przed siebie, zrozumiały co się z nią wydarzyło. W pewnym momencie bohaterka i jej psi towarzysz odczuli jakby wpadli w pionową, spokojną tafle wody, która praktycznie nie stawia oporu by się przez nią przebić. Po jej przekroczeniu, oczom ukazał się wielki obóz pełen Samotników, żyjących ze sobą w symbiozie.
       - Chyba Ci zaufali, skoro pozwoli bez pytań przekroczyć ścianę. A co do tego co się właśnie wydarzyło to mieszkamy w tzw. Bańce. Technika Genjutsu otaczająca dany obszar, ukrywając go przed gapiami oraz wygłuszając dźwięki. Wykrycie jej i złamanie ponoć graniczy z cudem ale nie ukrywam, że znam się na iluzjach jak na okresie godowym skorpionów.
      Choć objaśnienie było wystarczające, nadal rozmach z jakim zostało to wykonane, budził podziw. Ayanami nie miała okazji poznać dobrze kryjówki w Airando lecz ta wydawała się jakby przytulniejsza. Widać było, że nikt nie jest tutaj na siłę, każdy chce współpracować i walczyć o lepsze jutro a mimo ostatnich wydarzeń, potrafią się śmiać i bawić w wolnym czasie. Inuzuka pacnęła Aye w ramię, kiwając dłonią by podążyła za nią. Kierowały się do namiotu osadzonego mniej więcej na środku obozu. Co ciekawe, mimo przebywania tutaj pierwszy raz, nie czuła się obca. Ludzie widząc nieznajomą, kiwali głową w jej stronę, witając się by po chwili wrócić do własnych zajęć. Zero niechęci, po prostu cieszyli się, że mają kolejnego człowieka wśród siebie. Gdy zbliżyły się do punktu podróży, z namiotu wyłonił się wysoki mężczyzna, definitywnie posiadający zbyt dużo kilogramów. Ayanami mogła nie wiedzieć, że wszyscy przedstawiciele klanu Akimichi charakteryzują się dodatkowym balastem, jednakże po zerknięciu na twarz nadeszła pewna konfuzja. Dwa czerwone kły, spływały po policzkach jak u niej a do tego wszystkiego tuż za nim, wolnym krokiem kroczył ogromny pies, mogący na spokojnie zerkać w oczy bohaterki bez unoszenia głosy. Oczywiście zwierzak był jak jego pan, ciągnąc za sobą brzuch, który prawie dotykał ziemi. Cóż, w głowie dziewczyny dudniło zapewne "co za tłusty Inuzuka?!" i paradoksalnie nie myliła się aż tak bardzo.
       - Witaj dziewczę! Jam jest Fuwafuwa, przywódca odłamu Samotników, chociaż nie lubię tego określenia. Wolę myśleć, że wszyscy jesteśmy jedną rodziną i stoimy na równi bez względu na pochodzenie. Ty zapewne jesteś Ayanami Inuzuka. Nie dziw się, że Cię znam, gdybym tak nie było, nie mógłbym Ci pozwolić wejść tak po prostu. - Chodź głos jego był tak głęboki jak spust podczas jedzenia, biła od niego przyjemna i radosna aura, którą podkreślał uśmiech od ucha do ucha.
       - Na wstępie, bardzo dziękuje Ci, za pomoc naszym dziewczynom. Hari opowiedziała mi w wersji skróconej co się wydarzyło. W każdym razie czemu zawdzięczam Twoją wizytę?

Offline

 

#56 2020-07-08 19:36:03

 Ayanami

Samotnik [Inuzuka]

60319378
Zarejestrowany: 2016-08-24
Posty: 259
Klan/Organizacja: Inuzuka
KG/Umiejętność: Ainuken
Ranga: Członek Organizacji
Płeć: Kobieta
Wiek: 20

Re: Port


       Całą podróż spędziłam raczej zamyślona, nie przykładając specjalnej wagi do trasy, jaką obieramy. Oczywiście w przeciwieństwie do mojego psiego towarzysza, który uważnie starał się zapamiętać każdy stawiany przez nas krok i towarzyszące mu zapachy.
- Nie wiem, co mu zrobiła Kami czy jak jej tam, wiem za to jak się znalazł w takim stanie. Miałam przyjemność poznać jego niedoszłego zabójcę - powiedziałam z rozbawieniem, gdy rozgorzała dyskusja o Keisuke - Na jakimś małym turnieju w Kraju Księżyca wlazł debil w wybuchającego klona Uchihy. Jedyny wniosek jaki się z tego nasuwa to taki, że możesz opakować małpi móżdżek w całkiem mocne i silne opakowanie, niemniej małpim móżdżkiem pozostanie - wyszczerzyłam kły, splatając dłonie za plecami, a i w oczach Asuki można było dostrzec przebłysk rozbawienia.
       Miałam wrażenie, że leziemy już tak od dłuższego czasu, co w sumie było dziwne biorąc pod uwagę to, że moje towarzyszki miały całkiem poważne obrażenia. Nie odezwałam się jednak na ten temat - najwyraźniej tak musiało być. W końcu zmierzaliśmy do super-tajnej siedziby samotnikowej rebelii. Sama byłam ciekawa, co tam zastanę. Nie miałam oczywiście zamiaru się w takie sprawy za bardzo angażować, no bo i co im po mnie jednak jednocześnie nie mogłam się doczekać, aż tam dotrzemy. Czułam swego rodzaju ekscytację, ściskającą mi żołądek, który na wieść, że się zbliżamy prawie wywinął fikołka. Biorąc pod uwagę ostrzeżenie mimowolnie przystawiłam dłoń do krtani i nie odpuszczałam jej dopóki nie przekroczyłyśmy tej dziwnej ściany.
- Mów do mnie o genjutsu... - mruknęłam tylko, dając do zrozumienia, że i dla mnie ten temat brzmi co najmniej jak nauki tajemne, których  z kolei mój małpi móżdżek niespecjalnie ogarniał.
      Prawie od razu skierowałyśmy swoje kroki do dużego, właściwie największego namiotu jaki znajdował się na tym terenie. Pomyślałam sobie, że pewnie jest takich pokaźnych rozmiarów ponieważ miał on zaznaczać wielkość i powagę jakim cechowało się stanowisko lidera tejże organizacji... Niemniej gdy tylko go ujrzałam zdałam sobie sprawę, że najbardziej znacząca tutaj pozostawała jedynie jego wielkość... Uśmiechnęłam się nieco skonfundowana jego rozmiarami, przynależnością do mojego klanu, a także rozmiarami jego psa. Starałam się utrzymać jak największą powagę, jednak niezaśmianie się przy zasłyszeniu jego imienia kosztowało mnie dość boleśnie zagryzioną wargę. Jednocześnie poczułam równie bolesne uszczypnięcie zębami w udo, które już w zupełności przywróciło mnie do porządku, dzięki memu wspaniałemu towarzyszowi, który właśnie zgarnął najbardziej nienawistne spojrzenie na jakie było mnie stać. Odchrząknęłam i spojrzałam w górę, by móc spotkać się wzrokiem z... Fuwafuwą...
- Jest mi bardzo miło, że tak niewiele znacząca postać jak ja jest tak rozpoznawalna. Jednak... Nie chcę żebyśmy się źle zrozumieli. Na pewno kibicuję waszej sprawie całym sercem, gdyż obecny lider Samotników jest wart jedynie naplucia mu w pysk jednak przybyłam jedynie bezpiecznie odstawić te młode damy - wskazałam na kobiety, które uratowałam - do domu.

Offline

 

Stopka forum

RSS
Powered by PunBB
© Copyright 2002–2008 PunBB
Polityka cookies - Wersja Lo-Fi


Darmowe Forum | Ciekawe Fora | Darmowe Fora
www.vla.pun.pl www.zak-opole-1b.pun.pl www.gothic-pbf.pun.pl www.los-santos-vagos.pun.pl www.pro-serwer.pun.pl